Charles G. Finney – Odstępcy część 3

 

Jest niepowściągliwy i Bóg widzi go w ten sposób.

Następstwa Apostazji

  1. Odstępcy stają się najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi na świecie.

Wielu poznało, co to znaczy rozkoszować się Bogiem, ale teraz już tego nie mogą doświadczać, a przy tym nie mogą także więcej rozkoszować się światem. Wszędzie czują się nieswojo. Budzą się nieszczęśliwi i nieszczęśliwi zasypiają. Są podobni do ptaka, który nie może znaleźć sobie miejsca odpoczynku. To poznanie, które mają na temat Boga nie pozwala im rozkoszować się światem, ale jest w nich tyle światowych pożądliwości, że nie potrafią rozkoszować się tylko Bogiem. Wy, którzy znajdujecie się w tym stanie, wiecie dobrze, że to prawda. Nasycacie się swoimi drogami.

  1. Okażą się najbardziej winnymi ludźmi na świecie.
  2. a) Będą nerwowi. Tacy ludzie ciągle narzekają i ciągle są nie na miejscu. Są kamieniem obrazy dla okrążających ich grzeszników. Jeśli jest to biznesmen, będzie zgorszeniem dla swoich współpracowników. Jeśli to kobieta, to będzie zgorszeniem dla swojego męża i znajomych.
  3. b) Ich poczucie winy wzrasta, ponieważ mają większą świadomość obowiązku. Każdy wie, że wraz ze świadomością obowiązku wzrasta odpowiedzialność. I tak ponieważ odstępcy mieli więcej światła, to oczywiście stają się bardziej winnymi.
  4. c) Grzeszą przeciwko własnym zobowiązaniom. Doświadczyli Bożej miłości ogarniającej ich serca. Jeśli w tych okolicznościach człowiek się wycofuje, jego wina stanowi się bardzo wielką.
  5. d) Rozgłaszają złe wieści na temat samej wiary. Uganiając się za światem, jego rozkoszami, honorami, czy bogactwem tym samym mówią grzesznikom: „Doświadczyliśmy wiary i stwierdzamy, że mieliście rację; wiara sama w sobie nie może uszczęśliwić i wracamy z powrotem do światowych rozkoszy. Musimy korzystać ze świata żeby być szczęśliwymi”. Takim sposobem stają się zdrajcami w dziele Chrystusowym. Kto może zmierzyć rozmiar zbrodni na takiej drodze?
  6. Odstępcy zasługują na najgłębszą pogardę.

Obie strony, to jest wierzący i świeccy osądzają odstępcę i obie nim gardzą. I mają po temu pełne prawo, ponieważ uciekał najpierw od jednych, a potem od drugich. Najpierw uciekał od świata żeby się przyłączyć do Kościoła, a następnie odstąpił próbując znowu powrócić do świata. Czy ktokolwiek może takiemu człowiekowi zaufać? Czy można nim nie pogardzać? Bezbożni czują do niego pogardę i już nie może odzyskać wśród nich swojej dawnej pozycji. Kościół mu nie ufa i odsuwa go jak złamaną laskę.

Wiem, że czasem bezbożni chwalą wycofującego się wierzącego mówiąc: „Taki chrześcijanin, to nam się podoba, to człowiek konsekwentny, miłujący, o szerokich horyzontach! Takiego chrześcijanina miłujemy!”. Lecz nie są szczerzy w swoich słowach. Niech no taki grzesznik zachoruje; kogo wezwie wtedy żeby się modlił za jego duszę? Jednego z takich odstępców czy szczerego chrześcijanina. Tego, kto akceptuje odstępców usłyszysz innym razem  nazywającego ich obłudnikami i naśmiewającego się mówiąc: „Dobrzy są ci chrześcijanie, są tak samo przywiązani do świata jak i ja”. Jakby się o nich nie wyrażali jasnym jest, że nie mają dla nich szacunku. Mylisz się grubo, wyobrażając sobie, że zdobędziesz akceptację świata upodabniając się do niego. Bez wątpienia będą tobą pogardzać. To nie jest w naturze człowieka szanować taką postawę.

  1. Są najbardziej niekonsekwentnymi ludźmi na świecie.

Nie trzymają się konsekwentnie ani jednej ani drugiej strony. Ich teoria rozchodzi się z praktyką, a czyny zaprzeczają teorii. Starają się udowodnić, że wierzą sercem w to, od czego jawnie odwracają się swoim życiem.

  1. Zawsze ciężko im dogodzić. Jeśli kaznodzieja mówi z aprobatą do ich sumienia, oskarża ich uczucia i buntują się przeciwko niemu. A jeśli próbuje kazaniem zadowolić ich uczucia, to ich sumienie osądza go i tracą zaufanie w jego szczerość. Schodzisz na ich poziom i zdają sobie sprawę, że jesteś w błędzie. Nie ma możliwości zadowolić ich kazaniem. Mówisz im prawdę i zaczynają szemrać, nazywają cię okrutnym i mówią, że traktujesz wszystko osobiście. Jeśli jednak twoje kazanie nie dotknie ich do żywego, to mówią: „To się nie godzi, takiego rodzaju kazania nigdy nas nie obudzą! Ten kaznodzieja śpi tak samo mocno jak my i nigdy nie pójdziemy naprzód”. I tak to nigdy nie będą zadowoleni z kazania.

Jeśli kaznodzieja będzie próbował ich zadowolić przestaną mu ufać. Możliwe, że będą udawać zadowolonych, zaczną go chwalić, mówić jaki z niego wspaniały kaznodzieja, miły człowiek, będą go wynosić pod niebiosa za jego uczoność i elokwencję, ale ich sumienie pozostanie niezadowolone; zdadzą sobie sprawę, że nie mają co liczyć na jakieś korzyści dla siebie i nie można spodziewać się przebudzenia od tego rodzaju kazania.

Rozumieją, że pastor powinien głosić inaczej i czują, że musi głosić inaczej, albo będą musieli poszukać kogoś innego, bo nigdy nie doczekają się przebudzenia.

Kaznodzieja nigdy nie powinien wchodzić w żadne układy, aby uspokoić uczucia wycofujących się wierzących, ale powinien obnażać ich serca i wlewać do nich palącą prawdę dopóki nie uda mu się zepchnąć ich z łoża snu i śmierci.

Często bywa, że odstępcy są najbardziej zatwardziałymi ludźmi, są tak przyzwyczajeni do zwiastowania, że już ich ono nie dotyka. Możesz ogłaszać najważniejsze, wstrząsające prawdy, możesz zwalić na ich sumienie cały świat odpowiedzialności, a oni mimo to pozostaną nieporuszeni. Po niedługim czasie im więcej będziesz się starał ich przebudzić, tym bardziej będą się zatwardzać i w końcu stwierdzisz, że już nie da rady im pomóc.

  1. Są najbardziej nienawistnymi ludźmi. Chrystus używał wyrażeń odnośnie odstępców w Swoim liście do Laodycei, które w pełni to wyrażają. „(…) Obyś był zimny albo gorący, a tak żeś letni, a nie gorący lub zimny zwymiotuję cię z Moich ust”. Obj.3:15.16 Są oni w oczywisty sposób znienawidzeni przez Boga. On nie może ich znieść. Grozi, że ich zwymiotuje, jak coś obrzydliwego dla Niego. Odstępco! Jak możesz przystępować do Boga, kiedy On ma takie odczucia? Może moje wystąpienie jest dla tych, którzy wiedzą, że są odstępcami. Wiesz, że jeśli przystąpisz do Boga, będziesz znienawidzony, On wzgardzi tobą, bo nie może cię znieść.
  2. Odstępcy są wyjątkowo szkodliwi dla sprawy Bożej. Są szkodliwsi niż niewierzący. Bardziej niż wszyscy inni ludzie na świecie podburzają świat przeciw wierze, bardziej niż inni przeszkadzają nawróceniu się grzeszników i bardziej niż inni nadają się do wykonania planów szatana.
  3. Odstępcy są najbardziej obłudnymi ludźmi na świecie. Ani Bogu ani diabłu nie służą szczerze. Porzucili diabła, tak że nie służą mu już całym sercem i oddali się Bogu, ale teraz i Jemu przestali służyć. Z punktu widzenia jednej i drugiej strony są hipokrytami, ani Bóg ani diabeł im nie wierzy!
  4. Jeśli się wycofujesz i długo pozostajesz w tym stanie bez przemiany, to wcześniej czy później przyjdzie na ciebie właśnie to czego się bałeś, a co stało się powodem twojego odstępstwa. Załóżmy, że odstąpiłeś z obawy by nie zaszkodzić swojej reputacji. Może byłeś znaną osobistością i odstąpiłeś w sercu z powodu pragnienia by zająć jakieś wysokie stanowisko. Wkrótce zauważysz, że twoje poglądy nie podobają się twoim przyjaciołom i nie zagrzejesz swojego zajmowanego stanowiska i spotka cię to czego tak chciałeś uniknąć. Bóg jakąś drogą dopuści przekleństwo, którego się bałeś i nasycisz się drogami swoimi. Zamiast iść w górę i pozostać na szczycie, jak się tego spodziewałeś, Bóg podniósł cię i pozwolił ci spaść i uczynił cię wyraźnym ostrzeżeniem dla innych.

Przypuśćmy, że zechciałeś się wzbogacić i w pogoni za bogactwem odstąpiłeś od Boga. Tak jak pewne jest, że jesteś chrześcijaninem, tak pewne jest, że Bóg zniszczy twoje bogactwo. Bóg ceni twoją duszę wiele bardziej od twojego majątku i nie zawaha się spalić cały twój dobytek jeśli nie znajdzie się inna droga wyzwolenia cię z tej sieci.

Jeśli odstąpiłeś ze strachu przed utratą dobrych relacji z przyjaciółmi, albo z obawy przed prześladowaniem, to na pewno tak czy inaczej stracisz przychylność właśnie tych ludzi. Mógłbym, gdybym miał na to czas przedstawić dowody zadziwiających przypadków tego jak odstępcy nasycali się swoimi drogami. Na końcu swojej drogi tracili wszystko co stawiali wyżej od Bożych błogosławieństw i musieli cierpieć dokładnie od tego zła, którego bali się bardziej niż Bożego gniewu i przeklęcia.

  1. Jeśli pozostaniesz w tym stanie odstępstwa, to możesz się spodziewać, że z czasem Bóg dopuści byś wpadł w jakieś zwiedzenie albo hańbę, które staną się dla ciebie źródłem rozgoryczenia i żalu na całe życie. Znani mi są ludzie, którzy z chęci wzbogacenia odstąpili od Boga i wpadli w długi, okazali się niewypłacalnymi i zeszli do grobu obciążeni troskami i wyrzutami sumienia. Znałem człowieka, który aby zadowolić ambicje swojego bezbożnego syna poszedł na kompromis, które najpierw zniszczyły jego pobożność, a potem, gdy zawiódł, zbankrutował i wpadł w taką otchłań grzechu i żalu, że wykańczało go to aż do dnia śmierci. Oto co znaczy „nasycić się swoimi drogami”.

Kiedy indziej, gdy odstępstwo następuje z powodu przywiązania do żony czy dzieci, które przeradza się w uwielbienie, Bogu pozostaje jednym uderzeniem odebrać tą uciechę oczu. A wszystko to dlatego, że Bóg jest wierny. On widzi jak jego dziecko czyni sobie oparcie w bożku i wyciąga rękę by w jednej chwili zniszczyć idola, aby nie dopuścić by Jego dziecko żyło i umarło w grzechu.

PODSUMOWANIE

Żeby uchronić się od odstępstwa, każdy chrześcijanin musi strzec się pierwszych oznak odpadnięcia. Odstępstwo przychodzi tak samo jak brak wstrzemięźliwości. Zaczyna się od najdrobniejszych spraw i wkrada się niezauważalnie.

Nikt nie wkracza na drogę pijaństwa świadomie, mając zamiar stać się alkoholikiem. Być może wypija na początku jeden kieliszek podczas jakiegoś święta. Ale później przynosi wino do swojego domu po to by ugościć swoich przyjaciół, albo żeby robić z niego wywary i używać jako lekarstwa. Potem pije do obiadu dla lepszego trawienia. I tak kontynuuje nie podejrzewając zagrożenia dopóki w całkiem niezauważalny dla siebie sposób nie stanie się pijakiem. Dziewięciu na dziesięciu pijaków zaczyna w ten sposób.

W podobny sposób ludzie stają się krok po kroku odstępcami. Nie mają zamiaru stać się odstępcami. Robią pierwszy krok nie wiedząc dokąd on prowadzi i następny i każdy kolejny coraz łatwiej.  Dla pełnego bezpieczeństwa należy przyjąć zasadę bezwarunkowej abstynencji od grzechu.

  1. Unikajcie tych drobiazgów, jak przyjęto je nazywać, które wiodą na tą drogę. Jeśli pozwolisz sobie na te „drobiazgi” to przepadłeś. Można zachować zewnętrzną pobożność utraciwszy jej prawdziwą siłę i nie zauważać tego, że w oczach Bożych jest się już odstępcą. Spójrz na tę kobietę! Jeśli podszedłbyś pod drzwi jej sypialni i posłuchał jej modlitwy, od razu przekonałbyś się, że nie jest szczera. Mocno trzyma się obrzędu, ale jej modlitwa jest bezduszna. Modlitwa w komorze? Ona w komorze wyśmiewa się z Boga! To odstępczyni!
  2. Obserwować z miłością nowo nawróconych i chronić ich od początków odstępstwa – to obowiązek członków zboru. Należy ich chronić, tak jak matka chroni swoje dziecko od miejsca z którego może spaść. Pilnuj ich i kiedy zauważysz, że zbliżają się do tych granic ostrzegaj: „Strzeżcie się! nie podchodźcie do tej przepaści- tam jest piekło!”. Pytaj ich często:” Czy modlisz się tak często i z taką samą gorliwością jak na początku? Kochasz Biblię tak jak wcześniej?” Pobudzaj ich i chroń od odstępstwa.
  3. Jest powód by dziękować Bogu za to co robi ze swoim ludem kiedy ten odstępuje.

Smaga go batem, dopóki nie wróci do Niego. Mówi: „Jeżeli synowie jego porzucą zakon Mój i nie będą postępowali według nakazów Moich, Jeżeli znieważą ustawy Moje i nie będą przestrzegali przykazań Moich, To ukarzę rózgą przestępstwo ich i winę ich plagami, ale łaski Mojej nie odmówię mu, Ani też nie złamię wierności Mojej” Ps.89:31-34

  1. 4. Jeśli znajdujesz się w sytuacji odstępstwa, albo jeśli głosisz nauki Chrystusa, a masz oznaki odstępstwa i przy tym Bóg nie karze cię i wszystko idzie u ciebie dobrze, jest podstawa by przypuszczać, że Bóg cię opuścił, albo, że nigdy nie byłeś dzieckiem Bożym i jesteś hipokrytą zmierzającym do gehenny.

Jesteś długo w tym stanie? Dawno porzuciłeś swoją pierwszą miłość? Jeśli dawno i nie zostałeś ukarany, to znaczy, że jesteś obłudnikiem. Bóg jest wierny i musi karać swoje zbuntowane dzieci. Obiecał, że będzie to robił i nie zmieni Swojego słowa.

  1. Bóg cię karci? Jeśli tak, pokutuj, żeby nie musiał więcej cię bić. Nie doprowadzaj Go do tego, żeby musiał cię pobić na śmierć, albo żeby musiał pozwolić ci wpaść w sieci diabła, albo w jakiś ciężki grzech, który będzie dla ciebie powodem hańby i udręczenia na całe życie. Ach wróć! Ach wróć odstępco do Boga! Szukaj jego oblicza, odwróć się od grzechu swego, a On uleczy twoje nieposłuszeństwo, wybaczy ci nieprawość i pobłogosławi twoją duszę! Amen!

„Lecz przybliżył się koniec wszystkiego. Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście mogli się modlić” 1Ptr.4:7

Reklamy

Charles G. Finney – Odstępcy część 2

 

Przyczyny odstępstwa

  1. Brak życzliwości dla kogokolwiek. Jeżeli skrywa się nieżyczliwość dla tego, kto został stworzony przez Boga, okaże się niemożliwym w tym samym czasie radować się obecnością Bożą. Jakim by niegodnym i nic nie wartym był człowiek, to jeśli pielęgnujesz nienawiść do niego jesteś w Bożych oczach mordercą i Boży Duch nie może przebywać w tobie. Jesteś odstępcą. Nierzadko ludzie naprawdę znieważeni tak długo noszą w sobie to uczucie dopóki ono jak robak nie podgryzie całej ich pobożności. Zachowując uczucie nieżyczliwości do kogokolwiek nie możesz się modlić. Bóg nie usłyszy twojej modlitwy. Okrutnie się oszukujesz myśląc, że się modlisz. W podobnym stanie jest nie do pomyślenia żeby mieć Ducha modlitwy i być w społeczności z Bogiem. „A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia”. Marka 11:25
  2. W wielu przypadkach przyczyną odstępstwa bywa nadmierne zaangażowanie w sprawy świata. Jeśli masz tak dużo ziemskich spraw, że wszystkie twoje myśli są nimi zajęte i prawie cały swój czas poświęcasz na te sprawy, to na pewno jesteś odstępcą. Nie masz prawa mieć tylu spraw, że nie znajdujesz czasu na modlitwę. To nie jest konieczne i nie jest to Bożą wolą. Bóg nie chce żeby Jego słudzy byli tak obciążeni pracą, żeby nie mieć czasu na społeczność z Nim, na dzielenie się swoimi przeżyciami, sukcesami i prosić o Jego prowadzenie.

To oczywiste, że nie masz odpowiedniego spojrzenia na sprawę, jeśli dopuszczasz do tego, że masz tyle roboty, że nie masz możliwości służyć Bogu. Jeślibyś odnosił się do swoich zajęć jak do sprawy Bożej, byłoby dla ciebie jasne, że nie da się zadowolić Boga i oddać Mu chwałę kiedy jesteś tak wciągnięty w życiowe sprawy i tyle ich zbierasz, że niemożliwym dla ciebie staje się znalezienie czasu na modlitwę i czytanie Biblii.

Praca jest obowiązkiem i zawsze staram się to wszystkim wpajać. Być zawsze zajętym, zawsze, tak czy inaczej i wykorzystywać swój czas na pożyteczne sprawy, to obowiązek nałożony na nas przez Boga. Ale zaprzedać się pracy i dać jej zawładnąć nami czyniąc uszczerbek na modlitwie, dać jej podkopać naszą wiarę, to coś całkowicie niewłaściwego. Bóg nigdy tego nie chciał. Ludzie są gospodarzami w domu Bożym i On nigdy nie nałoży na nich tyle pracy, żeby pozbawić ich możliwości przebywania z Nim. Kiedy wpadają w próżność i wpadają w wir codziennych trosk i spraw ziemskich, jest to wyraźny dowód, że pracują dla siebie, a nie dla Boga, i dążą do zysku. Inaczej nie mieli by powodu by tak robić. Miłość do Boga nigdy nie przejawia się w ten sposób. A ten kto pracuje dla osobistych korzyści na pewno jest odstępcą.

  1. Równie często do odstępstwa może prowadzić interes, w którym wiążesz się z nienawróconym wspólnikiem. Zawiązując podobną współpracę po swoim nawróceniu, na pewno osłabisz swoją wiarę.

Bogobojność upadnie i przyjdzie odstępstwo. Przyczyna jest oczywista. Nienawrócony człowiek nigdy nie prowadzi interesów na zasadach chrześcijańskich. W samej rzeczy on nie ma takich zasad. Dlatego przedsiębiorstwo nie może funkcjonować na zasadach, które podobają się Bogu. A jeśli zgadzasz się na to żeby interes był prowadzony na innych zasadach, to upadniesz i odstąpisz, a twoja wiara zostanie zachwiana. Bóg chce żeby każda sprawa była prowadzona dla Jego chwały i jeśli kierujesz swoim interesem nie tak jak Jemu się podoba to jesteś odstępcą.

Mógłbym wskazać na wiele przypadków, w których chrześcijanie nawiązali stosunki handlowe z osobami nienawróconymi i udowodnić, jak bardzo te transakcje zaszkodziły nie tylko ich wierze, ale także ich dobremu imieniu. Nie chcę przez to powiedzieć, że nienawróceni są nieuczciwi w swoich relacjach z ludźmi w tym sensie jak to zwyczajowo jest przyjęte, ale są nieuczciwi w oczach Boga nie robiąc interesów w Jego imieniu.

Bóg domaga się, aby człowiek w jego pracy uwielbił Go, aby była tak wykonywana, jakby sam Bóg był na czele, nadzorował i kontrolował ją, a ludzie byli w niej Jemu wierni. W człowieku, który tak postępuje poznasz doskonałego chrześcijanina. Lecz jeżeli zgadzasz się z człowiekiem postępującym inaczej, tym samym przyswajasz jego zasady i stajesz się taki jak on. Wtedy jesteś odstępcą. Nie wierzę, że znalazłby się choć jeden przykład na dowód tego, że chrześcijanin nawiązując współpracę ze światowym człowiekiem może pozostać wiernym Bogu. To nieuniknione, że musisz obrażać albo swojego wspólnika albo Boga. Już samo to, że stawiasz siebie w takiej sytuacji uraża Boga i w przyszłości nadal będziesz Go zasmucał.

  1. Wpływ światowych przyjaciół jest powszechną przyczyną odstępstwa. Kiedy nawrócony zachowuje przyjaźń ze światem, to nieuniknione jest, że stanie się odstępcą.
  2. Poślubienie nienawróconego lub nienawróconej niechybnie pociągnie za sobą odstępstwo. Taki fakt już sam w sobie świadczy o odstępstwie. Chrześcijanin oddający swoje serce komuś kto nie trwa w przyjaźni z Bogiem porzucił swoją pierwszą miłość i jego stan będzie się pogarszał, aż Bogu pozostanie zostawić go na jego własnych drogach.
  3. Bardzo często odstępstwo przychodzi ze strachu przed urażeniem ziemskich przyjaciół zbyt wielką gorliwością dla Boga. Jeśli obawiasz się urazić swoich ziemskich przyjaciół i pozwalasz im w swojej obecności bluźnić Bogu bez protestu z twojej strony, to wkrótce staniesz się odstępcą. Niektórzy dochodzą do tego, że sami zaczynają obrażać Boga i łamią Jego przykazania z powodu tego żeby się nie okazać niegrzecznym w stosunku do swoich przyjaciół i nie urazić ich.
  4. Kiedy zaniedbujesz lub lekkomyślnie zaczynasz podchodzić do komory modlitwy jesteś na skraju odstępstwa. Już wspominałem o tym jako o oznace odstępstwa, które często właśnie od tego się zaczyna.

Podam przykład jednego brata, którego dobrze znałem. Był cudownym człowiekiem. Oto co pisał pewnego razu do swojego syna opowiadając mu o swoim odstępstwie:

„Po moim ślubie dwa lata, a może dwa i pół rozkoszowałem się duchowymi radościami. Później zacząłem tracić słodycz przebywania z Bogiem. Bardzo osłabłem w komorze modlitwy, stałem się rozwiązły i zostałem podbity przez grzech. Zacząłem nawiązywać znajomości z lekkomyślnymi znajomymi tak jak to się działo wcześniej. Stałem się obciążony ziemskimi troskami i szukałem ukojenia w tym co dobrze wiedziałem, że zasmucało Boga. Sumienie często mnie oskarżało, ale wraz z małżonką zachowywaliśmy zewnętrzne pozory modlitwy. Mój duchowy ojciec  pastor Wills zmarł i nie polubiłem jego następcy i stałem się niedzielnym włóczęgą szukającym tego co łechce ucho. Swoim przykładem bardzo źle działałem na żonę i dzieci i wciągnąłem się w światowe przyjemności i nawyki. Byłem w pełni świadomy jak bardzo oddaliłem się od Bożej miłości, ale byłem taki omotany, że nie starczało sił żeby wrócić na poprzednią drogę”.

W tym wypadku, jest oczywistym, że odstępstwo wzięło swój początek od braku gorliwości w komorze modlitwy. To zdarza się często. Twoje modlitwy stają się coraz krótsze, mniej gorące i rzadsze i czym mniej się modlisz, tym słabsza jest twoja chęć na modlitwę. I tak twoje modlitwy stają się coraz krótsze, a odstęp między nimi wydłuża się. Każda kolejna modlitwa będzie coraz słabsza, aż w końcu osiągniesz stan, z którego już ciężko zawrócić. Sprzeciwić się temu trzeba na samym początku. Przy pierwszym ostrzeżeniu trzeba przeciwdziałać. Jeśli tylko dostrzeżesz pociągnięcie w tę stronę podejmij środki obronne i nie idź dalej, bo inaczej w krótkim czasie staniesz sie odstępcą.

  1. Lekkomyślne podejście do Biblii bywa początkiem odstępstwa. To jest nie tylko dowodem ale i przyczyną odstępstwa.

Człowiek mający Biblię i nie czytający jej nie może korzystać z duchowych skarbów. Jeśli czyta ją lekkomyślnie stanie się odstępcą. Zadziwiającym jest jak mało jest w kościele prawdziwej znajomości Biblii. To dowód na to jak mało jest ona czytana, jak mało prawdziwej wiary w nią, jak mało zainteresowania jej zawartością, i jak mało wiary, że jest ona Słowem Bożym.

  1. Jeśli nie jesteś całkowicie nieskazitelny w uczciwości, to może to także doprowadzić do odstępstwa. Brak bezkompromisowej uczciwości podkopie twoją wiarę. Jeśli w swoich interesach dopuścisz się nie całkiem uczciwego postępowania, albo zdecydujesz się wykorzystać kogoś dla własnej wygody w jakikolwiek sposób, to odstąpisz. Nie możesz dopuścić do najmniejszego cienia nieuczciwości w swoich poczynaniach.

Żeby wytrwać w wierze, twoja troska o czystość sumienia powinna być taka jak u człowieka, któremu został jeden dzień życia.

Wierzący w dużych miastach częściej stają się odstępcami. W wielkich miastach rzadko można spotkać Ducha modlitwy. Chcę o tym mówić otwarcie. Wielu nazywa się ludźmi modlitwy i bardzo uduchowionymi, ale porozmawiaj z nimi o modlitwie w tym sensie, jak mówi o niej Słowo Boże i zobaczysz, że nie mają o niej pojęcia. Zaczną zadawać ci tysiące bezsensownych pytań, które nigdy by im do głowy nie przyszły, jeśli by wiedzieli cokolwiek z własnego doświadczenia o poruszanym temacie. Odnośnie modlitwy żaden człowiek nie może mieć racji w teorii, jeśli nie doświadczył tego w praktyce.

Przyczyną tego, że w wielu zborach jest tak mało czystej wiary, jest to,że znaczna część zborów dopuszcza jakąś nieprawdę, która niszczy ich wiarę. Oni w małych sprawach nie są wierni. Wiem, że oni niby nie widzą w tym nic strasznego. Mówią, że ich postępowanie jest dla wszystkich jasne i t d. Tym nie mniej postępek pozostaje nieuczciwym i zupełnie niejasnym dla wszystkich. Jeśli by był dla każdego wiadomy, to nie popełnili by go. Nie byłoby pokusy, aby to uczynić.

Na przykład jeśli człowiek wycenia jakąś rzecz, a potem sprzedaje ją za mniej niż początkowo sobie życzył, to od razu wyjaśni ci, że zrobił tak wiedząc wcześniej, że nikt nie da takiej ceny za jaką towar jest wystawiony. Chciałbym go wtedy zapytać: „Czy więc nie wziąłbyś pieniędzy jeśli ktoś by się zgodził na twoją początkową cenę? Jeśli ktoś uznałby cię za uczciwego człowieka, nie naliczającego sobie nawiązki, to czy odmówiłbyś tego co było ponad realną cenę? Albo przyznałbyś się otwarcie, że naliczyłeś sobie z nawiązką, bo zauważyłeś niedoświadczenie i lekkomyślność kupującego, który przy zakupie od razu by się zgodził na żądaną cenę? Czy zdecydowałbyś się powiedzieć: żądałem z nawiązką oczekując, że będzie się pan targował. I czy wyjawiłbyś prawdziwą wartość towaru, rezygnując z nawiązki, jeśli by ci położyli sumę, którą na początku podałeś?

Byłem sam przerażony tym co obserwowałem pośród ludzi nazywających się wierzącymi.  Ja sam nie waham się dać od razu tą cenę, której żądają ode mnie nie bojąc się przepłacić, a przy tym nienawistnie proponować mniej, żeby nie myśleli, że chcę coś nabyć poniżej wartości i na podstawie tego, że nie pozwalam sobie na targowanie dowiaduję się, że za niektóre rzeczy przepłaciłem podwójnie. Mówią, że to ogólnie przyjęte. A choćby i tak było, to wyobraź sobie, że byłoby ogólnie przyjętym dla wierzących upijać się, przeklinać albo odwiedzać nieprzyzwoite miejsca. Czy to poprawiłoby sytuację. Czy uświęciłoby podobne postępki? Nierzadko sam kupujący jest nie mniej winny niż sprzedawca. Oto wchodzi i pyta o ostateczną cenę towaru, a kiedy mu ją przedstawiają mówi: „Nie, ja tyle nie dam”. I proponuje mniej. A ty ustaliwszy ostateczną cenę za jaką możesz sprzedać tę rzecz, żeby nie stracić klienta jednak sprzedajesz mu za tyle ile ci zaproponował. W tym wypadku on zgrzeszył kusząc ciebie, jeśli jest świadomy wartości towaru, a ty zgrzeszyłeś ustępując mu w tych warunkach wprowadzając go w pokuszenie, aby znowu powtarzał swój postępek.

Jeśli dopuszczasz możliwość najmniejszej nieuczciwości w swoich działaniach i jednocześnie chcesz rozkoszować się Bożą obecnością, to oszukujesz sam siebie. Każdy tak postępujący jest notorycznym hipokrytą i bliskim odstępstwa.

Zbory nie mogą korzystać z silnej wiary, ani z zapałem wziąć się do roboty i nigdy nie poznają siły modlitwy dopóki nie nastąpią zmiany w tym kierunku. Wierzący powinni mieć wystarczająco uczciwości i wiary żeby wierzyć w nadchodzący Sąd i w to, że Bóg widzi każde oszustwo i słyszy każde kłamstwo, które oni robią i wypowiadają potajemnie.

Wiara nigdy się nie pomnoży jeśli nie poprawicie swoich dróg.

Zobacz na wierzącego, który obniża i obniża cenę, bo widzi, że ma do czynienia z doświadczonym kupcem. Ja go widzę jako odstępcę. To nie jest uczciwy człowiek. Nie służy Bogu w swoich interesach. Nie postępuje jak wierny sługa Boży. Myślisz, że stara się zawrzeć umowę dobrą dla Boga? Mogę cię zapewnić, że jego rozważania nie są by przynieść korzyść Bogu lecz sobie. Bóg nie potrzebuje, żeby dla Niego ktoś oszukiwał. Postępujący tak nasyci się drogami swoimi.

  1. Chciwość jest jedną z najważniejszych przyczyn odstępstwa. Chciwość jest bałwochwalstwem. Kiedy oszczędzamy więcej niż to konieczne, to cierpimy nie tylko braki materialne, ale i upadamy duchowo. Nic tak nie zabiera wiary jak chciwość. Najtrudniej jest takich wierzących przebudzić, lub podtrzymać ich przebudzonymi. Pokaż mi człowieka mocno trzymającego się świata, a powiem ci, że od niego nie oczekuj dużo w sprawie wiary. Czasami można spotkać chciwego pastora. On jest bezwartościowy jako pasterz i nigdy nie przyniesie pożytku dopóki nie uwolni się od tej żądzy. Prezbiter jest taki? Nigdy nie wyznaczaj takiego prezbitera. Chciwy człowiek tylko przyniesie szkodę i zatrzyma wzrost zboru. Jeśli macie u siebie takich prezbitrów radzę wam uwolnić się od nich jak najszybciej. To są odstępcy i zawsze będą stali wam w poprzek drogi. Bóg zabrania mieć chciwych biskupów i żaden zbór znoszący ich nie może rozkwitać.
  2. Następną przyczyną z powodu której często zdąża się odstępstwo jest brak prawdziwości i szczerości w rozmowie. Większość ludzi nie nazywa tego kłamstwem, tym nie mniej jest to tak podobne do kłamstwa, że nie wiem jak inaczej można by to nazwać.

Człowiek przywykły wyolbrzymiać, koloryzować i starać się zadziwiać swoimi opowieściami nie może mieć czystego sumienia. Taki człowiek odstąpi. Żeby temu zapobiec trzeba zawsze trzymać się czystej prawdy, jak gdybyś zeznawał pod przysięgą, albo znajdował się w obecności Boga, który słyszy każde słowo, które wypowiadasz. Niech wasze tak będzie tak, a nie , nie, a co ponad to, to pochodzi od diabła.

  1. Plotki. Pokaż mi lubiącego przekazywać zdobyte sekrety, czy to mężczyznę, czy kobietę, a ja go nazwę odstępcą, który będzie stawał się coraz gorszy jeśli nie będzie pokutował. Każdy niecierpliwy zawsze pierwszy objawi ostatnią nowość i będzie żył i umrze jako odstępca jeśli się w tym temacie nie zmieni.
  2. Lekkomyślność. To na tyle wyraźna przyczyna odstępstwa, że nie widzę potrzeby rozwodzić się nad tym.
  3. Brak wstrzemięźliwości w sposobie życia w wielu przypadkach prowadzi do odstępstwa. Nie mam tu na myśli tylko nadużywanie alkoholu, ale przesada i nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu w ogóle. Nie mówię o tych, którzy siedząc za stołem opróżniają kieliszek za kieliszkiem, dochodząc do stanu wielkiego pobudzenia. Postępujący tak jest w oczywisty sposób odstępcą i nie wymaga to szczególnych wyjaśnień. Ja mówię tu o tych, u których od nadmiaru jedzenia przytępione są odczucia, mózg staje się ociężały i po jedzeniu tracą trzeźwość i świeżość, którą mieli zanim zjedli. Ten kto pozwala sobie na taką niepowściągliwość na pewno odstąpi. Pokażcie mi człowieka, który siada za stołem i je dotąd aż stanie się bardziej skłonny do spania niż do modlitwy i już widzimy kolejnego, który zamienia się w żarłoka. On nie wytrwa w wierze. Choćby to co mu się podaje było w pełni dopuszczalne, to niemożliwe jest dla człowieka ulegać takim ekscesom i zachować wiarę.

Charles G. Finney – Odstępcy część 1

 

Charles G. Finney – Odstępcy

„Karze cię twoja złość, smaga cię twoje odstępstwo. Poznaj więc i zobacz, jak złą i gorzką jest rzeczą, że opuściłaś Pana, swojego Boga, i nie ma u ciebie bojaźni przede mną – mówi Wszechmocny, Pan Zastępów.” Jer.2:19 „Swoimi drogami nasyci się człowiek o odstępnym sercu” Ks.Przysł.14:14

Kto to są „Odstępcy” ?

1.Stać się odstępcą znaczy odstąpić od wcześniej zajmowanego stanowiska. Jeśli użyjemy tego określenia mówiąc o sprawach związanych z religią, to w szerokim znaczeniu można określić nim całą grupę ludzi nazywających siebie ” wierzącymi”, niezależnie od tego czy posiadają oni wiarę, czy też nie. Jeśli wyznawali religię i dostosowali do niej swoje życie na tyle, że zdawali się być wierzącymi, a potem nagle odwrócili się, choćby nawet tylko od tego powierzchownego obrazu życia, zwykło się nazywać ich odstępcami, nawet w wypadku kiedy ich religia była niczym innym jak tylko pustymi obrządkami. Tak samo zwykło nazywać się ludzi, kiedy oni naprawdę odchodzą całkowicie od wiary, albo przechodzą ze stanu żarliwego wyznawania do stania się letnim.

Dokładnie w tym ostatnim znaczeniu użyte jest to określenie w ST. Tam nazywany jest tak naród Boży, kiedy wpadał w bałwochwalstwo, a także kiedy stawał się niedbały i chłodny w wypełnianiu swoich religijnych obowiązków

Znaczenie w którym teraz użyję tego wyrażenia będzie określało człowieka, który się odwrócił. Prawdziwego chrześcijanina, który porzucił swoją pierwszą miłość.

Jego gorliwość ostygła. Żar uczuć i głęboka pobożność zgasły. Może on w pełni sprawiać wrażenie wierzącego, uczestniczyć we wszystkich obrzędach, uczęszczać na zgromadzenia, czytać Biblię, wykonując wszystko bez zarzutu, ale w tym wszystkim będzie się dało wyczuć brak Ducha. Wrażliwość uczuć przytłumiła się i w swoim sercu taki człowiek stał się odstępcą.

Możliwe, że teraz odnosi się to także do niektórych z was; Bóg wie czy tak jest. Twoje sumienie, jeśli nie zagłuszyłeś jego głosu, podpowie ci czy tak jest. Czy twoja gorliwość zmalała? Znikła pewność twojego celu i wierność w wypełnianiu obowiązków? Jeśli tak, to właśnie do ciebie się zwracam. To właśnie ciebie ma na myśli Bóg nazywając odstępcą.

Taki jesteś ty pastorze, ty prezbiterze, jeśli między wami tacy są; ty kobieto, jakie by nie było twoje stanowisko w kościele, jeśli ten opis pasuje do twojego stanu, to jesteś odstępczynią i tak jesteś nazwana w Księdze Bożej.

2.Każdy kiedyś nawrócony, kto utracił rozkosz w sekretnej modlitwie i nie przebywa w ciągłej społeczności z Bogiem jest odstępcą. Można zachować formę modlitwy, długo klęczeć na kolanach i nie być w bliskości Boga- nie doznawać Jego obecności; sprawiać wrażenie modlącego się, nie mając Ducha modlitwy. Jeśli modląc się naprawdę nie zbliżasz się do Boga, to albo jesteś odstępcą, albo obłudnikiem. Do jakiego byś nie należał kościoła i jakie by nie było zajmowane przez ciebie stanowisko i jakim byś się nie wydawał ludziom z wyglądu zewnętrznego, Bóg będzie uważał cię za odstępcę, jeśli nie posiadasz Ducha modlitwy.

  1. Jeśli już nie delektujesz się czytając Słowo Boże jesteś w sercu odstępcą. Jeśli twoje codzienne życie nie zgadza się z zasadami o których czytasz w Słowie Bożym, jesteś odstępcą. Jeśli przestałeś przedkładać czytanie Biblii ponad czytanie innych książek, jeśli czytanie interpretacji Słowa Bożego zaczęło cię zadowalać tak jak samo Słowo niczym nie przyprawione, to jest to znak, że już zacząłeś odstępować. Jeśli idziesz jeszcze dalej, ufając, że już dostatecznie przestudiowałeś Biblię i możesz się zająć teraz studiowaniem czegoś innego, to już bardzo daleko odstąpiłeś. Strzeż się ty, który głosisz Słowo Chrystusa! Jeśli zauważysz, że czytając jakikolwiek rozdział, on już cię nie interesuje, to dla Boga twoje imię to odstępca!
  2. Jeśli upodabniasz się do świata, jesteś odstępcą. Jeśli sprawy ziemskie są u ciebie na pierwszym planie i zauważasz, że budząc się rano masz pierwsze myśli światowe albo w chwilach samotności, poddajesz się dobrowolnie nurtowi myśli w tym kierunku; kiedy twoje myśli i uczucia związane są z ziemskimi interesami, jesteś w sercu odstępcą.

5.Jeśli twoje serce nie ściska się z bólu i nie rozlewa się w modlitwie z powodu stanu kościoła, to dzieje się tak ponieważ jesteś odstępcą. Jeśli bez trwogi i głębokiego rozgoryczenia patrzysz na tak zwanych” chrześcijan” na tym świecie, to najprawdopodobniej jesteś odstępcą.

  1. Jeśli obojętne ci jest, że tak mało jest wierzących, jesteś odstępcą. Wielu widząc wielkie zgromadzenia, gdzie nie widać niezgody mówi: „Jaki miły nastrój, jakże ten zbór kwitnie, jak miło i spokojnie na sercu, jakie to piękne”. Ale poza tym wszystkim w zborze tym nie nawracają się ludzie i nie ratują się dusze. Ten kto nazywa podobny stan, rozkwitem kościoła i czymś pięknym musi być odstępcą albo obłudnikiem.

Jeśli by nim nie był, taki stan nie zadowalał by go. Nie widząc nawracających się grzeszników, nie byłby spokojny. To bardzo powierzchowna religijność chrześcijańska, którą można zadowolić czymkolwiek oprócz nawrócenia się grzeszników.

  1. Kiedy deprawacja grzeszników nie martwi cię i nie wprawia w rozpacz, to jest znakiem odstępstwa. Ten, w kogo towarzystwie można bluźnić Bogu, czynić wszelką nieprawość, a jego dusza nie będzie jęczeć na ten widok, nie będzie modlił się o skruszenie grzeszników jest odstępca. Jak mało przypominasz psalmistę mówiącego o grzesznikach: „Potoki łez płyną z oczu moich, dlatego, że nie strzegą zakonu Twego. (…) Ogarnia mnie wzburzenie z powodu bezbożnych, którzy porzucają zakon Twój. Gdy widzę odstępców czuję odrazę, że nie strzegą słowa Twego”. Ps119:136.158. Tak będzie się zachowywał każdy chrześcijanin widząc bezbożnych, jeśli nie jest odstępcą.
  2. Odstępcę poznaje się jeszcze po tym, że jego modlitwy sam na sam z Bogiem stają się coraz krótsze i coraz większy jest między nimi odstęp. Ten kto znajduje radość w modlitwie, będzie się modlił nieustannie. Jeśli rzadko się modlisz, a częściej siadasz za stołem niż klękasz do modlitwy, albo spędzasz mniej czasu na przebywanie z Bogiem niż na zaspokojenie twoich ziemskich potrzeb, to jest to oznaka odstępstwa. Czy tak postępowałeś kiedy doświadczałeś pierwszej miłości?

Wtedy chętniej szedłeś się modlić, niż siadałeś do stołu. Mówiłeś w duszy: „lepiej niech ciało pości, byle dusza była napojona”.

Boję się, że kościele większość jego członków spędza więcej czasu na jedzeniu niż na modlitwie. Jeśli nie będą się strzegli, to pokarm stanie się dla nich siecią i pułapką. Ten kto spędza więcej czasu na jedzeniu niż z Bogiem w modlitwie jest gorszy od żarłoka.

  1. Kiedy niedbale podchodzisz do komory modlitwy, jeśli w samotności jesteś lekkomyślny w modlitwie, jeśli dusz nie płonie szczerze przed Bogiem, jeśli nie ma walki o błogosławieństwo, to dowód na to, że jesteś odstępcą.
  2. Kiedy błahe powody zatrzymują cię przed osobistą lub zbiorową modlitwą. Pokażcie mi człowieka, który wstaje z kolan z powodu błahostki, albo, który na usprawiedliwienie swojej nieobecności na zgromadzeniu podaje mało znaczące powody i powiem wam, ze imię tego człowieka to- odstępca. On by nie zamienił swojego czasu modlitwy na jedzenie, czy cokolwiek innego, jeśli by takim nie był. Znajdowałby więcej radości w modlitwie i czytaniu Słowa Bożego niż w powszednim chlebie. Job mówi: „Od przykazań jego warg nie odstępowałem, zachowywałem w sercu słowa pochodzące z jego ust”. Job 23:12. Jeśli jest dla ciebie możliwym, że lekkie niedomaganie lub niewielka przeszkoda sprawia, że opuszczasz zgromadzenie, lub odciąga cię od duchowych obowiązków, jesteś odstępcą.

Może powinienem się zwrócić do każdego z was z pytaniem: Czy nie tak jest dzisiaj z tobą?

Czy nie wspomniałem jakiegoś faktu pasującego do kogoś z was, czegokolwiek o czym wiesz, że dotyczy ciebie? Umiłowani, dzieje się coś podobnego z niektórymi z was? Jeśli tak, to otwórzcie serca na przyjęcie tej prawdy. Nie odnoście jej do sąsiada, ale przyjmijcie i ponieście na sobie. Jest dla was niezbędna i przyniesie wam korzyść, jeśli się jej nie sprzeciwicie. Jeśli cokolwiek z wymienionych rzeczy dotyczyło ciebie, to bądź szczery i podpisz się jako odstępca i pokutuj.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

 

 

Rozdział 13

 

GEORGE MEULLER; HUDSON TAYLOR; ŚWIATŁO Z KOMORY

 

Tak, jak Bóg dał apostoła Pawła, jako przykład modlitwy w życiu dla chrześcijan wszystkich czasów, tak też, dał Georga Meullera w XIX wieku, jako dowód dla Jego Kościoła, jak dokładnie i cudownie wysłuchuje On modlitw. Nie tylko Pan dał mu ponad milion funtów szterlingów (obecnie ok. 90mln£), na utrzymanie swoich sierot, to jeszcze Meuller twierdził również, że wierzy, że Pan dał mu ponad trzydzieści tysięcy dusz w odpowiedzi na modlitwę. Nie tylko spośród sierot, ale także wielu innych, o których (w niektórych przypadkach przez pięćdziesiąt lat) modlił się wiernie każdego dnia, w mocnej wierze, że będą zbawieni. Kiedy został zapytany, na jakiej podstawie tak mocno w to wierzy, jego odpowiedź brzmiała: „Istnieje pięć warunków, które zawsze staram się spełnić, po dostrzeżeniu, których mam pewność odpowiedzi na moją modlitwę:

 

  1. Nie mam najmniejszej wątpliwości, bo jestem pewien, że taka jest wola Pana, aby ich zbawić, „Chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1Tym. 2.4); i mamy zapewnienie, „Iż jeśli prosimy o coś według Jego woli, wysłuchuje nas” (1J. 5.14).
  2. Nigdy nie błagałem o ich zbawienie w moim własnym imieniu, ale w błogosławionym imieniu mojego szlachetnego Pana Jezusa i na podstawie jedynie Jego zasług (zob. J. 14.14).
  3. Zawsze mocno wierzyłem w pragnienie Boga, aby wysłuchać moich modlitw (zob. M. 11.24).
  4. Nie mam świadomości ulegnięcia żadnemu grzechowi, ponieważ: „Gdybym knuł coś niegodziwego w sercu moim, Pan nie byłby mnie wysłuchał” (Ps. 66.18).
  5. Trwałem w modlitwie wiary przez więcej niż 52 lata za niektórych i będę kontynuował, dopóki nie przyjdzie odpowiedź: „Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego we dnie i w nocy?” (Łuk. 18.7).

 

Weźcie sobie te przemyślenia do serca i praktykujcie modlitwę według tych zasad. Niech modlitwa nie będzie tylko wyrażeniem waszych pragnień, ale społecznością z Bogiem, dopóki nie poznamy przez wiarę, że nasza modlitwa jest wysłuchana. Sposób, w jaki Meuller pielgrzymował jest nową i żywą drogą do tronu łaski, która jest otwarta dla nas wszystkich.

 

Hudson Taylor

 

Gdy Hudson Taylor, jako młody człowiek, oddał się bezwarunkowo Panu, przyszło silne przekonanie, że Bóg pośle go do Chin. Czytając Georga Muellera, dowiedział się, jak Bóg odpowiadał na modlitwy tego męża Bożego o zaopatrzenie jego samego oraz sierot, którymi się opiekował. Hudson zaczął prosić Boga, aby nauczył również jego, tak Mu ufać. Czuł, że jeśli chce pojechać do Chin z taką wiarą, musi najpierw zacząć żyć przez wiarę w Anglii. Miał pozycję asystenta lekarza, prosił Boga o pomoc, aby nie pytać o swoje wynagrodzenie, dlaczego jeszcze go nie otrzymał, ale pozostawić to Bogu, który mógł poruszyć serce doktora, tak aby ten wypłacił mu je w odpowiednim czasie. Lekarz był dobrodusznym człowiekiem, ale bardzo nieregularnym w płaceniu. To kosztowało Taylor’a wiele kłopotu i zmagania w modlitwie, ponieważ wierzył, jak również G. Meuller, że Słowo, „Nikomu nic winni nie bądźcie” (Rzym. 13.8),  należy brać dosłownie i że nie powinno się zaciągać długu.

 

Tak więc, nauczył się ważnej lekcji, aby poruszać ludźmi przez Boga. Była to myśl o głębokim znaczeniu, która później okazała się wielkim błogosławieństwem dla niego i jego pracy w Chinach. Opierał się na tym w czasie nawracania Chińczyków, w pobudzeniu chrześcijan do ofiarowania pieniędzy na wsparcie jego działalności oraz w znajdowaniu odpowiednich misjonarzy, którzy posiadali, jako regułę wiary, to, że powinniśmy uczynić nasze pragnienia w modlitwie wiadome Bogu, a następnie polegać na Bogu, że On sam poruszy ludzi do zrobienia tego, co On chciałby, aby było zrobione.

 

Po spędzeniu kilku lat w Chinach, modlił się, aby Bóg dał dwudziestu czterech misjonarzy, po dwóch na każde jedenaście prowincji i Mongolię, każde z milionami dusz i bez żadnych misjonarzy na miejscu. Bóg to uczynił. Chociaż nie było stowarzyszenia, które mogłoby ich wysłać. Taylor, w rzeczy samej nauczył się ufać Bogu w sprawie swoich własnych potrzeb, ale nie ośmielił się wziąć na siebie odpowiedzialności za dwadzieścia cztery osoby, jeśli, być może miały by one niewystarczającą wiarę. Kosztowało go to silny konflikt z powodu którego czuł się bardzo źle, aż w końcu zauważył, że Bóg mógł tak samo łatwo dbać o dwudziestu czterech, jak i o niego. Przyjął to z radosną wiarą. Tak Bóg prowadził go przez wiele ciężkich prób wiary, aby nauczyć go całkowitego zaufania. Te dwadzieścia cztery osoby wzrosły, w miarę upływu czasu, do tysięcy misjonarzy, którzy polegali całkowicie na Bogu w sprawie wsparcia. Inne misjonarskie stowarzyszenia przyznały, że wiele nauczyły się od Hudsona, jako człowieka, który ustanowił i przestrzegał to prawo. Wiara może powoływać się na Boga, aby poruszał ludzi do tego, o co jego dzieci prosiły Go w modlitwie.

 

Przeczytaj książkę, „Duchowy sekret Hudsona Taylora”. Znajdziesz w niej skarb duchowej myśli i doświadczeń dotyczących bliskiej pielgrzymki z Bogiem w komorze, oraz w pracy misyjnej.

 

Światło z komory

 

„Ale ty gdy się modlisz wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie” (Mat. 6.6). Nasz Pan  mówił o modlitwie obłudników, którzy pragnęli być widziani przez ludzi i o modlitwie pogan, którzy ufali swojemu wielomówstwu. Nie rozumieli, że modlitwa nie ma wartości, chyba, że jest skierowana na osobności do Boga, który widzi i słyszy. W tym tekście nasz Pan uczy nas wspaniałej lekcji dotyczącej nieocenionego obdarzenia, które chrześcijanin może mieć w swojej komorze. Jeśli chcemy zrozumieć lekcję poprawnie, musimy dostrzec światło, które komora rzuca na:

 

1.Wspaniałą miłość Boga

 

Pomyśl o Bogu, o Jego wielkości, świętości i niewysłowionej chwale, a potem, o nieocenionym przywileju, do którego zaprasza swoje dzieci, żeby każde z nich, jakkolwiek grzeszne czy słabe by nie było, o każdej godzinie dnia, mogło mieć dostęp do Niego i prowadzić z Nim rozmowę tak długo jak tylko zechce. Gdy wchodzi do swojej komory, wtedy Bóg jest gotowy, aby je tam spotkać, mieć społeczność z nim, dać mu radość i siłę, której potrzebuje wraz z żywym zapewnieniem w jego sercu, że On jest z nim i zajmie się  wszystkim dla niego. Dodatkowo obiecuje, że wzbogaci je w jego życiu zewnętrznym, w pracy,  oraz w te rzeczy, o które prosiło w tajemnicy. Czy nie powinniśmy krzyczeć z radości? Cóż za zaszczyt! Cóż za zbawienie! Cóż za obfite zaopatrzenie w każdej potrzebie!

 

Ktoś może jest w głębokiej rozpaczy, albo może wpadł w ciężki grzech, lub może w ramach zwykłego życia pragnie chwilowego lub duchowego obdarzenia; może pragnie modlić się za siebie lub za tych należących do niego lub do jego zgromadzenia lub kościoła; może nawet stać się orędownikiem za cały świat – obietnica komory obejmuje wszystko: „Módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie”.

 

Możemy słusznie przypuszczać, że nie może być na ziemi miejsca tak atrakcyjnego dla dziecka Bożego, jak komora, z obiecaną obecnością Boga, gdzie może ono mieć nieskrępowaną społeczność z Ojcem. Szczęście dziecka na ziemi, cieszącego się miłością swojego ojca; szczęście przyjaciela, kiedy spotyka ukochanego dobrodzieja; szczęście poddanego, który ma swobodny dostęp do swojego króla i może zostać z nim tak długo, jak zechce; są niczym w porównaniu z tą niebiańską obietnicą. W komorze możesz rozmawiać ze swoim Bogiem tak długo i tak intymnie, jak tego pragniesz; możesz polegać na Jego obecności i społeczności.

 

Ach, wspaniała miłość Boga w darze komory, uświęconej przez taką obietnicę! Dziękujmy Bogu każdego dnia naszego życia, za to, jako dar Jego wspaniałej miłości. W tym grzesznym świecie nie  mógł wymyślić nic bardziej odpowiedniego dla naszych potrzeb, niż to źródło niewysłowionych obdarzeń.

 

  1. Głęboka grzeszność człowieka

 

Moglibyśmy pomyśleć, że każde dziecko Boga skorzystałoby z radością z takiego zaproszenia ale patrz, jaka jest odpowiedź. Ze wszystkich ziem przychodzi płacz, że modlitwa w komorze jest w główniej mierze zaniedbana przez tych, którzy nazywają się wierzącymi. Wielu nie korzysta z niej, chodzą do Kościoła, wyznają Chrystusa, ale bardzo mało wiedzą o osobistej społeczności z Bogiem. Wielu korzysta z niej tylko w niewielkiej mierze, w duchu pośpiechu, bardziej jako kwestia zwyczaju, lub w celu łagodzenia sumienia, ale nie mogą oni mówić o jakiejkolwiek radości, czy obdarzeniu w niej. Jeszcze bardziej smutne jest to, że wielu ludzi, którzy wiedzą coś o jej błogosławieństwie, przyznają, że nie wiedzą za wiele o regularnej, pełnej szczęścia społeczności przez cały dzień z Ojcem, jako o czymś, co jest przynajmniej tak konieczne, jak ich codzienny chleb.

 

Och, co w takim razie sprawia, że komora jest tak pozbawiona mocy? Czyż nie jest to głęboka grzeszność człowieka i niechęć jego upadłej natury do Boga, która czyni świat z jego towarzystwem bardziej pociągającym niż bycie na osobności z Niebiańskim Ojcem?

 

Czy nie jest tak, że chrześcijanie nie wierzą Słowu Bożemu, w którym jest napisane że „ciało,” które jest w nich, jest „wrogie Bogu” i że jeśli chodzą zbyt wiele w „ciele”, Duch nie może wzmocnić ich do modlitwy? Czy nie jest tak, że chrześcijanie pozwalają, aby szatan odebrał im prawo do korzystania z broni jaką jest modlitwa, bez której są pozbawieni sił, aby go pokonać? Nie ma większego dowodu na to, jak głęboka jest grzeszność człowieka, niż ta wzgarda względem niewysłowionej miłości, którą daje nam komora.

 

Jeszcze smutniejszym jest to, że nawet słudzy Chrystusa przyznają, iż wiedzą, że modlą się za mało. Słowo mówi im, że ich jedyna moc leży w modlitwie, dzięki której napewno mogą być obleczeni w moc z wysokości, potrzebną do ich pracy. Wydaje się, jakby moc ciała i świata zaczarowała ich. Podczas gdy poświęcili czas na pracę i przejawiają w tym gorliwość, to jednak to, co jest najważniejsze, jest zaniedbane i nie ma tam pragnienia, ani siły do modlitwy, aby otrzymać nieoceniony dar Ducha Świętego, który uczyni ich pracę owocną. Bóg dał nam łaskę, aby zrozumieć w świetle komory, głęboką grzeszność naszej natury.

 

  1. Chwalebna łaska Jezusa Chrystusa

 

Czy nie ma w takim razie nadziei na zmianę? Czy musi tak zawsze być? Czy jest jakiś sposób na poprawę? Dzięki Bogu! Jest.

 

Człowiekiem, przez którego Bóg przysłał wiadomość o komorze jest nikt inny, jak nasz Pan Jezus Chrystus, który zbawia nas z naszych grzechów. On jest w stanie i chce uwolnić nas z tego grzechu i On to uczyni. On nie podjął się uwolnienia nas ze wszystkich naszych pozostałych grzechów i nie pozostawił nas, abyśmy zajęli się grzechem zaniedbania modlitwy o naszych własnych siłach. Nie, z tym również możemy przyjść do Niego i wołać: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić” (Mat. 8.2). „Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu” (Mar. 9.24).

 

Czy pragniesz dowiedzieć się, jak możesz doświadczyć tego uwolnienia? Przez nic innego, jak poprzez dobrze znaną drogę, którą każdy grzesznik musi przyjść do Chrystusa. Rozpocznij od przyznania się i wyznania Mu, w dziecięcy, prosty sposób, grzechu lekceważenia i bezczeszczenia komory. Padnij przed Nim w głębokim wstydzie i żalu. Powiedz Mu, że twoje serce zwiodło cię myślą, że mogłeś modlić się jak chcesz. Powiedz Mu, że przez słabość „ciała”, moc świata i pewność siebie zostałeś zwiedziony na manowce oraz przyznaj, że nie masz sił, aby się poprawić. Niech to będzie uczynione z głębi serca.  Nie możesz przez swoją stanowczość i wysiłek tego naprawić.

 

Pójdź w swoim grzechu i słabości do komory i zacznij dziękować Bogu, jak jeszcze nigdy przedtem Mu nie dziękowałeś, za to, że łaska Pana Jezusa na pewno sprawi, możliwym dla ciebie, aby rozmawiać z Ojcem, tak jak dziecko powinno to robić. Oddaj na nowo Panu Jezusowi cały swój grzech i nędzę, tak samo jak, jak i całe swoje życie oraz wolę, aby mógł cię oczyścić, wziąć w posiadanie i rządzić tobą, jako swoją własnością.

 

Nawet jeśli twoje serce jest zimne i martwe, trwaj w praktykowaniu wiary, że Chrystus jest wszechmogącym i wiernym Zbawicielem. Możesz być pewien, że przyjdzie wybawienie. Oczekuj tego, a zaczniesz rozumieć, że komora jest objawieniem chwalebnej łaski Pana Jezusa, która umożliwia człowiekowi zrobienie tego, czego sam nie mógłby uczynić; czyli trwać w społeczności z Bogiem i doświadczać otrzymania chęci i sił, które przystosowują go do chodzenia z Bogiem.

 

 

 

Rozdział 14

 

DUCH KRZYŻA W NASZYM PANU

 

Staramy się czasami o działanie Ducha, w celu uzyskania większej mocy do pracy, większej miłości w życiu, większej świętości w sercu, większego zrozumienia Pisma, bądź naszej drogi. A jednak wszystkie te dary są podporządkowane tylko jednemu, wielkiemu zamierzeniu Boga. Ojciec zesłał Ducha na Syna, a Syn dał Go nam, w celu wspaniałego objawienia i uwielbienia się Jezusa Chrystusa w nas.

 

Niebiański Chrystus musi stać się dla nas żywą osobowością, zawsze z nami i w nas. Nasze życie na ziemi musi być każdego dnia przeżywane w nierozerwalnej i świętej obecności naszego Pana Jezusa w Niebie. To musi być pierwsza i najważniejsza praca Ducha Świętego w wierzących, którzy powinni poznać i doświadczyć Chrystusa, jako życie dla ich życia. Bóg pragnie, abyśmy zostali utwierdzeni mocą, przez Jego Ducha w wewnętrznym człowieku, żeby Chrystus zamieszkał w naszych sercach przez wiarę, tak, abyśmy mogli być wypełnieni Jego miłością ku całej pełni Boga.

 

To był sekret pierwszych apostołów. Otrzymali Pana Jezusa, jako Niebiańskiego Chrystusa do swoich serc, chociaż bali się, że Go stracili.

 

To było ich przygotowanie do Pięćdziesiątnicy: oni byli całkowicie zaprzyjaźnieni z Nim. On był dla nich dosłownie wszystkim. Ich serca były opróżnione ze wszystkiego, dlatego też Duch mógł wypełnić ich Chrystusem. W pełni Ducha mieli moc do życia i służby jakiej pragnął Pan. Czy jest to teraz, największym celem w naszych pragnieniach, modlitwach czy doświadczeniach? Pan uczy nas, abyśmy wiedzieli, że obdarzenie, o które tak się gorliwie modliliśmy, nie może być zachowane, ani wzrastać w żaden inny sposób, niż przez intymną społeczność z Chrystusem w komorze, pielęgnowaną i utrzymywaną każdego dnia.

 

A mimo to, wydawało mi się, że była do odkrycia jeszcze głębsza tajemnica Pięćdziesiątnicy. Przyszła mi myśl, że może nasza koncepcja Pana Jezusa w Niebie była ograniczona. Myślimy o Nim w blasku, chwały Bożego tronu. Myślimy również o niezbadanej miłości, która poruszyła Go, aby wydał siebie samego za nas. Ale zbyt często zapominamy, że ponad wszystko, to jako ukrzyżowany był znany tu na ziemi i że ponad wszystko jako ukrzyżowany miał swoje miejsce na tronie Bożym. „I widziałem pośrodku między tronem (…) stojącego Baranka, jakby zabitego” (Obj. 5.6).

 

Tak, to jako Ukrzyżowany, jest On przedmiotem wiecznego upodobania Ojca i uwielbienia całego stworzenia. I to właśnie dlatego najważniejszym jest, żebyśmy tu na ziemi znali i doświadczali Go jako Ukrzyżowanego, aby ludzie mogli zobaczyć jakie jest Jego i nasze usposobienie i co jest mocą, która może uczynić ich uczestnikami zbawienia.

 

Mam głębokie wrażenie, że jak krzyż jest najwyższą chwałą Chrystusa, tak i Duch Święty nie zrobił, ani nie może zrobić niczego większego, bądź bardziej chwalebnego, niż gdy sam Jezus, „przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu” (Hbr 9.14). Jest to więc dowodem, że Duch Święty nie może uczynić większej, ani bardziej chwalebnej rzeczy dla nas, niż zaprowadzenie nas do społeczności krzyża i wypracowanie w nas tego samego ducha krzyża, który był widziany w naszym Panu Jezusie. Mówiąc krótko, pojawiło się pytanie, czy nie był to prawdziwy powód, dlaczego na nasze modlitwy o potężne działanie Ducha Świętego nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Czyż nie prosiliśmy zbyt mało, o otrzymanie Ducha, w taki sposób, abyśmy mogli poznać i stać się takimi, jakim jest uwielbiony Chrystus w społeczności Jego krzyża.

 

Czy nie mamy tutaj najgłębszej tajemnicy Pięćdziesiątnicy? Duch przychodzi do nas z krzyża, gdzie wzmocnił Chrystusa do ofiarowania się Bogu. Przychodzi od Ojca, który patrzył w dół z niewysłowionym upodobaniem, na pokorę, posłuszeństwo i ofiarowanie się Chrystusa, jako najwyższy dowód Jego poddania się Ojcu. Przychodzi przez Chrystusa, który przez krzyż został przygotowany, aby otrzymać od Ojca pełnię Ducha, aby mógł dzielić się tym ze światem. Przychodzi, aby objawić Chrystusa w naszych sercach, jako zabitego Baranka, pośrodku tronu, tak abyśmy tu na ziemi mogli wielbić Go, jak to czynią w Niebie. On przychodzi przede wszystkim w celu nadania nam życia ukrzyżowanego Chrystusa, abyśmy mogli prawdziwie powiedzieć: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal. 2.20).

 

W każdym bądź razie, aby zrozumieć tą tajemnicę, musimy zastanowić się jakie jest znaczenie i wartość krzyża.

 

Umysł, który był w ukrzyżowanym Chrystusie

 

Krzyż musi być koniecznie rozpatrywany z dwóch punktów widzenia. Pierwszy, to praca jaką wykonał – przebaczenie i pokonanie grzechu. To jest pierwsza wiadomość, z którą krzyż przychodzi do grzesznika. Ogłasza mu darmowe i pełne wybawienie od mocy grzechu. A drugi to, duch czy też usposobienie, które zostało tam objawione. Znajdujemy to wyrażone w Filip. 2.8: „Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci i to do śmierci krzyżowej”. Tutaj widzimy uniżenie samego siebie do najniższego punktu, które mogło być znalezione pod ciężarem naszego grzechu i przekleństwa; posłuszeństwo do ostatecznych granic we wszystkim woli Bożej; ofiarowanie siebie samego na śmierć krzyżową – te trzy słowa objawiają nam świętą doskonałość Jego osoby i dzieła. Dlatego Bóg tak bardzo Go wywyższył. To był duch krzyża, który uczynił Go obiektem uwielbienia przez Ojca, czci aniołów, miłości i zaufania wszystkich odkupionych. Uniżenie Chrystusa, Jego posłuszeństwo woli Bożej aż do śmierci, Jego poświęcenie aż do śmierci krzyżowej – to uczyniło Go Barankiem, jakby zabitym, stojącym pośrodku tronu.

 

Duch krzyża w nas

 

Wszystkim, czym był Chrystus, tym był dla nas i pragnie stać się w nas. Duch krzyża był Jego błogosławieństwem i chwałą; to powinno być tym, jeszcze bardziej dla nas. On pragnie uczynić nas na swój obraz i dać nam pełny udział we wszystkim, co jest Jego. Dlatego Paweł pisze słowa, które tak często cytujemy: „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia jakie było w Chrystusie” (Filip. 2.5). Gdzie indziej pisze: „My jesteśmy myśli Chrystusowej” (1Kor. 2.16). Społeczność krzyża jest nie tylko świętą powinnością dla nas, ale niewyobrażalnie błogosławionym przywilejem, który sam Duch Święty uczyni naszym, zgodnie z obietnicą: „Z mojego weźmie i wam oznajmi” (J. 16.15); „On Mnie uwielbi” (J. 16.14). Duch Święty ukształtował to usposobienie w Chrystusie i będzie to czynił również w nas.

 

 

 

 

 

Rozdział 15

 

BRANIE KRZYŻA

 

Kiedy Pan powiedział swoim uczniom, że muszą wziąć swój krzyż i podążać za Nim, mogli oni mieć wtedy tylko niewielkie zrozumienie tych słów. Pragnął On pobudzić ich do poważnych myśli i tak przygotować ich na czas, kiedy będą Go widzieć dźwigającego krzyż. Od Jordanu, gdzie się ujawnił, aby przyjąć chrzest, zaliczony do grzeszników, niepowstrzymanie, niósł zawsze krzyż w swoim sercu. To znaczy, zawsze był świadomy, że kara śmierci z powodu grzechu, spoczywa na Nim i że musi dźwigać to, aż do końca. Gdy uczniowie myśleli i zastanawiali się nad tym, co miał przez to na myśli, jedna tylko rzecz była im pomocna – to była myśl o człowieku, który został skazany na śmierć i niósł swój krzyż do wyznaczonego miejsca.

 

Chrystus powiedział w tym samym czasie: „Kto straci życie swoje dla Mnie, znajdzie je” (Mat. 10.39). Nauczył ich, że muszą nienawidzić własnego życia. Ich natura była tak grzeszna, że nic innego, jak tylko śmierć, mogła być dla nich odpowiednia, ta natura nie zasługiwała na nic innego, jak tylko na śmierć. Więc stopniowo pojawiało się w nich przekonanie, że branie krzyża znaczy: „Czuję, że moje życie jest pod wyrokiem śmierci i że ze świadomością tego wyroku, muszę ciągle poddawać moje ciało, moją grzeszną naturę, pod działanie śmierci”. Tak więc byli oni powoli przygotowywani, żeby zobaczyć później, że krzyż, który Chrystus dźwigał, był jedyną mocą, aby wyzwolić ich prawdziwie z grzechu i że muszą najpierw otrzymać od Niego prawdziwego ducha krzyża. Musieli nauczyć się od Niego, co samo-uniżenie w ich słabościach i niegodności, miało oznaczać; czym było posłuszeństwo, które ukrzyżowało ich własną wolę we wszystkim (czy to w najmniejszej, czy największej sprawie); czym było samozaparcie, które nie szuka przyjemności ciała czy świata. „Weź swój krzyż i naśladuj Mnie” (zob. Mat. 16.24; M. 8.34; 10.21; Łuk. 9.23) – to były słowa, którymi Jezus przygotowywał swoich uczniów do wspaniałej myśli, że Jego mentalność i usposobienie, mogą stać się również ich cechami oraz, że Jego krzyż może zaprawdę stać się ich własnym.

 

Ukrzyżowany z Chrystusem

 

Lekcja, której Pan, pragnął nauczyć uczniów ze swojej wypowiedzi, zawierającej branie krzyża i utratę ich własnego życia, znajduje swoje wyrażenie w słowach Pawła, po tym, jak Chrystus umarł na krzyżu i został wywyższony na wysokościach, a Duch został wylany. Paweł mówi: „Jestem ukrzyżowany z Chrystusem”, „Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal. 2.20 ;6.14). Życzył każdemu wierzącemu, żeby żył tak, aby dowiódł, że jest ukrzyżowany z Chrystusem. Pragnął, abyśmy zrozumieli, że Chrystus, który przyszedł zamieszkać w naszych sercach, jest ukrzyżowanym Chrystusem, który sam przez swoje życie udziela nam myśli krzyża, mówił nam, że: „Nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany” (Rzym. 6.6). Tak, nawet więcej, że „ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje” (Gal. 5.24). Kiedy oni otrzymali przez wiarę ukrzyżowanego Chrystusa, wydali wyrok śmierci na ciało, który został wykonany w pełni na Kalwarii. Paweł powiedział: „Wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci” (Rzym. 6.5) i dlatego musimy uważać, że jesteśmy martwi dla grzechu w Chrystusie Jezusie.

 

Te słowa Ducha Świętego, wypowiedziane przez Pawła, uczą nas, że musimy ciągle trwać w społeczności krzyża, w społeczności ukrzyżowanego i żyjącego Pana Jezusa. Tylko dusza, która żyje pod osłoną, w schronieniu i wybawieniu krzyża, może oczekiwać ciągle chwały w Chrystusie Jezusie i w Jego nieprzemijającej bliskości.

 

Społeczność krzyża

 

Jest wielu, którzy pokładają swoją nadzieję na zbawienie w odkupieniu krzyża, ale którzy mało rozumieją społeczność krzyża. Polegają na tym, co krzyż dla nich osiągnął: na odpuszczeniu grzechów i pokoju z Bogiem; niestety, mogą oni często żyć przez długi czas bez społeczności z samym Panem. Nie wiedzą, co to znaczy dążyć każdego dnia do jedności z ukrzyżowanym Panem, jak jest widziany w Niebie – „Baranek po środku tronu”. Och, oby ta wizja mogła ćwiczyć swą duchową moc nad nami, abyśmy mogli naprawdę doświadczać każdego dnia, że tak prawdziwie jak Baranek jest widziany tam na tronie, tam, tak i my, możemy mieć moc i doświadczać Jego obecności tu!

 

Czy jest to możliwe? Bez wątpienia jest. W jakim celu wydarzył się ten wielki cud i dlaczego został dany z Nieba Duch Święty, jeśli nie po to, by uczynić uwielbionego Jezusa – „Baranka stojącego, jakby zabitego, pośrodku tronu” – obecnym tu z nami, w naszym ziemskim otoczeniu? Postaram się rozjaśnić to w dalszych rozważaniach.

 

 

Rozdział 16

 

DUCH ŚWIĘTY I KRZYŻ

 

Duch Święty zawsze prowadzi nas do krzyża. Tak było z Chrystusem. Duch nauczył Go i umożliwił Mu ofiarowanie siebie samego bez skazy Bogu.

 

Tak samo było z apostołami. Duch, którym byli napełnieni, poprowadził ich, aby głosili Chrystusa, jako ukrzyżowanego. A dalej zaprowadził ich do chwały w społeczności krzyża, gdy zostali oni uznani za godnych cierpieć dla Chrystusa.

 

A krzyż kierował ich z powrotem do Ducha. Kiedy Chrystus ścierpiał krzyż, otrzymał Ducha od Ojca, aby mógł być wylany. Kiedy trzy tysiące ugięło się przed Ukrzyżowanym, otrzymali obietnicę Ducha Świętego. Kiedy uczniowie rozradowali się w swoim doświadczeniu społeczności krzyża, na nowo otrzymali Ducha Świętego. Związek między Duchem i krzyżem jest nierozerwalny; należą nierozłącznie do siebie nawzajem. Widzimy to szczególnie w listach Pawła: „Przed oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego (…) czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?” (Gal. 3.1,2).

 

„Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu (…) abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę” (Gal. 3.13,14). „Zesłał Bóg Syna swego (…) aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem (…) Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych” (Gal. 4.4-6). „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje (…) Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal. 5.24,25). „I wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe (…) tak iż służymy w nowości ducha” (Rzym. 7.4-6). „Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci, albowiem (…) Bóg (…) potępił grzech w ciele, aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas, którzy nie według ciała postępujemy, lecz według Ducha” (Rzym. 8.2-4).

 

We wszystkim i zawsze Duch i krzyż są nierozłączni. Tak, nawet i w Niebie. Baranek jakby zabity, stojący pośrodku tronu miał „siedem rogów i siedmioro oczu; a to jest siedem duchów Bożych zesłanych na całą ziemię” (Obj. 5.6). I znów: „I pokazał mi rzekę wody żywota, czystą jak kryształ (czy jest to coś innego niż Duch Święty?), wypływającą z tronu Boga i Baranka. Kiedy Mojżesz uderzył w skałę, woda wytrysnęła, a Izrael pił. Kiedy skała, którą jest Chrystus, był smagany i zajął miejsce na tronie Bożym jako zbity Baranek, wypłynęła tam, spod tronu pełnia Ducha Świętego dla całego świata.

 

Jak głupim jest prosić o pełnię Ducha, jeśli najpierw nie poddamy się w pełni mocy krzyża! Wystarczy pomyśleć o stu dwudziestu uczniach. Ukrzyżowanie Chrystusa poruszyło, złamało i przejęło całkowicie kontrolę nad ich sercami. Nie mogli mówić, ani myśleć o niczym innym. A kiedy Ukrzyżowany pokazał im swoje ręce i stopy, rzekł do nich: „Weźmijcie Ducha Świętego” (J. 20.22). I tak też, z sercami pełnymi ukrzyżowanego Chrystusa, obecnie wziętego do Nieba, byli przygotowani do napełnienia Duchem. Mieli oni śmiałość głosić ludziom: „Nawróćcie się i uwierzcie w Ukrzyżowanego” i oni również otrzymywali Ducha Świętego.

 

Chrystus wydał się całkowicie na krzyż. Uczniowie również zrobili to samo. Krzyż żąda również od nas całego naszego życia. W celu spełnienia tego żądania wymagany jest, nie mniej niż, potężny akt woli, do którego nie jesteśmy zdolni i potężne działanie Boga, którego może być pewien, ten kto w swojej bezradności, ale bez zastrzeżeń,  powierza się Bogu.

 

Duch i krzyż

 

Dlaczego nie ma więcej mężczyzn i kobiet, którzy mogą świadczyć, ku radości ich serc, że Duch Boży przejął władzę nad nimi i dał im nową moc do składania świadectwa o Nim? Jeszcze pilniej powstaje przeszywające serce pytanie, na które musi być dana odpowiedź: co takiego w tym przeszkadza? Ojciec w Niebie jest bardziej skłonny obdarzyć nas Duchem, niż ziemski ojciec dać chleba swojemu dziecku, a mimo to pojawia się wołanie: „Czy Duch jest ograniczony? Czy jest to Jego działanie?”

 

Wielu uzna, że przeszkoda niewątpliwie polega na tym, że Kościół jest za bardzo pod wpływem ciała i świata. Oni za mało rozumieją przeszywającą serce moc krzyża Chrystusowego. Dlatego zdarza się, że Duch nie ma naczyń, do których może wlać swoją pełnię.

 

Wielu narzeka, że ten temat dla nich jest zbyt wyniosły lub zbyt głęboki. To jest dowód na to, jak niewiele przywłaszczyliśmy i wprowadziliśmy w życie nauczań, Pawła i Chrystusa, o krzyżu. Przynoszę wam radosną wiadomość. Duch, który jest w was, w jakkolwiek ograniczonej mierze, jest gotowy, aby wprowadzić was w swoje nauczanie, aby zaprowadzić was na krzyż i przez swoje niebiańskie instrukcje, nauczyć was czegoś z tego, co ukrzyżowany Chrystus pragnie zrobić dla was i  w was.

 

Ale w zamian za to chce On, abyście poświęcili czas na to, aby mógł objawić wam niebiańskie tajemnice. On chce, abyśmy dostrzegli, jak zaniedbanie komory hamuje społeczność z Chrystusem, wiedzę o krzyżu i potężne działania Ducha. On nauczy was, co to znaczy wyparcie się siebie, branie swojego krzyża, utrata życia i naśladowanie Go.

 

Mimo wszystkiego tego, co czułeś w swojej ignorancji i braku wnikliwości duchowej i braku społeczności krzyża, On chce i jest w stanie cię nauczyć ujawniając ci sekret duchowego życia wykraczającego ponad wszelkie oczekiwania.

 

Zacznij od początku. Bądź wierny w komorze. Dziękuj Mu za to, że możesz liczyć na Niego, oraz za to, że spotka się tam z tobą. Mimo, że wszystko wydaje zimne, ciemne i wymuszone, ugnij się przed kochającym Panem Jezusem, który tak tęskni za tobą. Dziękuj Ojcu, że dał ci Ducha. Bądź pewien, że wszystko czego jeszcze nie wiesz, a jeszcze musisz wiedzieć – o „ciele,” o „świecie” i o krzyżu – Duch Chrystusa, który jest w tobie, na pewno objawi ci to. Och duszo, tylko wierz, że to obdarzenie jest dla ciebie! Chrystus należy całkowicie do ciebie. Pragnie uzyskać pełnię władzy na tobą. On może i posiądzie cię przez Ducha Świętego. Ale na to potrzebny jest czas. Och daj Mu czas każdego dnia w komorze. Możesz mieć pewność, że spełni swoją obietnicę w tobie. „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten Mnie miłuje; a kto Mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawie mu samego siebie” (J. 14.21).

 

Trwaj we wszystkich prośbach za siebie, w modlitwach za zgromadzenie, twój kościół, twoich pastorów; za wszystkich wierzących; za cały Kościół Boży, aby Bóg wzmocnił ich mocą przez swego Ducha, aby Chrystus zamieszkał w ich sercach przez wiarę. Szczęśliwy czas, kiedy przychodzą odpowiedzi! Kontynuuj modlitwy. Duch objawi i uwielbi Chrystusa i Jego miłość, Chrystusa i Jego krzyż „jako Baranka jakby zabitego, stojącego pośrodku tronu.”

 

Krzyż i ciało

 

Tych dwoje są śmiertelnymi wrogami. Krzyż pragnie potępić i zabić „ciało.” „Ciało” pragnie odrzucić i zwyciężyć krzyż. Wielu, gdy słyszy o krzyżu, jako niezbędnym przygotowaniu do pełni Ducha Świętego, dowie się, co takiego jest w nich, co jeszcze musi zostać ukrzyżowane. Musimy zrozumieć, że cała nasza natura jest skazana na śmierć i musi stać się martwa przez krzyż, tak aby nowe życie w Chrystusie mogło przyjść  i rządzić w nas. Musimy osiągnąć takie wejrzenie w upadły stan naszej natury i jej wrogości wobec Boga, że staniemy się gotowi, a nawet więcej, pragnący,  całkowitego uwolnienia od niej.

 

Musimy nauczyć się powtarzać za Pawłem: „Nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro” (Rzym. 7.18). „Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie możne” (Rzym. 8.7). Jego istotą jest, aby nienawidzić Boga i Jego świętego prawa. To jest cud odkupienia, że Chrystus poniósł na krzyż wyrok i przekleństwo Boga nad „ciałem” i na zawsze przybił go na przeklętym drzewie. Jeśli tylko człowiek wierzy Słowu Bożemu, w którym napisane jest o tym „przeklętym zamyśle ciała”, a następnie pragnie uwolnić się od niego, to nauczy się kochać krzyż, jako swe wybawienie od sił wroga.

 

Nasz stary człowiek jest ukrzyżowany z Chrystusem i naszą jedyną nadzieją jest przyjąć to przez wiarę i trzymać się tego mocno. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje” (Gal. 5.24). Oni dobrowolnie oświadczyli, że będą codziennie traktować „ciało”, które jest w nich jako wroga Boga, Chrystusa i zbawienia ich dusz; i będą taktować je, jako takie, które otrzymało swoją zasłużoną nagrodę w byciu przybitym do krzyża.

 

Jest to jeden z elementów wiecznego odkupienia, które Chrystus przyniósł nam. To nie jest coś, co możemy pojąć naszym rozumieniem lub osiągnąć naszą siłą. To jest coś, co sam Pan Jezus da nam, jeśli będziemy gotowi do trwania w Jego obecności, dzień po dniu i do otrzymania wszystkiego od Niego. To jest coś, czego Duch Święty nauczy nas i uczyni częścią nas, jako doświadczenie oraz pokaże nam w jaki sposób może dać nam zwycięstwo w mocy krzyża nad wszystkim co jest z ciała.

 

Krzyż i świat

 

Czym ciało jest w najmniejszym kręgu mojej własnej osoby, tym świat jest w większym kręgu ludzkości. „Ciało” i „świat” to dwa przejawy tego samego „boga tego świata”, któremu obydwa służą. Kiedy krzyż rozprawia się z „ciałem”, jako z przeklętym, natychmiast odkrywamy czym natura i moc świata są. „Znienawidzili zarówno mnie jak i Ojca mego” (J. 15.24). Dowodem na to było to, że ukrzyżowali Chrystusa. Lecz Chrystus osiągnął zwycięstwo na krzyżu i uwolnił nas spod mocy „świata”. I teraz możemy powiedzieć: „Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal. 6.14).

 

Krzyż był dla Pawła każdego dnia świętą rzeczywistością, zarówno w tym co wycierpiał od świata jak i w zwycięstwie, które krzyż nieustannie dawał. Jan również napisał: „Świat tkwi w złem” (1J. 5.19). „A któż może zwyciężyć świat, jeżeli nie ten, który wierzy, ze Jezus jest Synem Bożym? On jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, Jezus Chrystus (…) a Duch składa świadectwo, gdyż Duch jest prawdą” (1J. 5.5,6). Przeciwko dwóm mocom boga tego świata, Bóg dał nam dwie potężne moce z Nieba, mianowicie, krzyż i Ducha.

 

 

 

Rozdział 17

 

ŚWIADECTWO I EPILOG

 

Świadectwo

 

W następujących cytatach ze „Starlight”, G. Sterrenberg’a, wielka prawda o krzyżu została wyrażona w prostych i mocnych słowach. Niech rozdziały zatytułowane „Społeczność Krzyża”, „Duch Święty i krzyż” będą szczególnie czytane.

 

Nasza głowa – Chrystus zajął najniższą pozycję na krzyżu i tak wyznaczył dla nas, Jego członków najniższą pozycję. Odblask chwały Bożej (Hebr. 1.3) został odrzucony przez ludzi (Iz. 53.3). Od tamtego momentu jedynym naszym prawem, jakie mamy, jest to, by być ostatnimi i najniższymi.  Kiedy twierdzimy cokolwiek innego, to jeszcze nie zrozumieliśmy właściwie krzyża.

 

Dążymy do wznioślejszego życia; znajdziemy je, jeśli wnikniemy głębiej w społeczność krzyża z naszym Panem. Bóg dał Ukrzyżowanemu najwyższe miejsce (Obj. 5). Czy nie powinniśmy zrobić tego samego? Czynimy to, gdy z godziny na godzinę postępujemy, jako ci, którzy są ukrzyżowani z Nim (Gal. 2.19,20). Tak czcimy ukrzyżowanego Pana.

 

Tęsknimy za pełnym zwycięstwem. Znajdziemy je, gdy wejdziemy w pełną społeczność Jego krzyża. Baranek osiągnął swe największe zwycięstwo ze stopami i rękoma przybitymi do krzyża. Pozostajemy w cieniu Wszechmogącego, tylko tak długo, jak pozostajemy w cieniu krzyża. Krzyż musi być naszym domem. Tylko tam jesteśmy chronieni. Zrozumiemy nasz krzyż dopiero, gdy zrozumiemy Jego krzyż i zapragniemy zbliżyć się tak blisko do krzyża, że nie tylko będziemy go widzieć, ale będziemy go dotykać, nawet więcej, że weźmiemy krzyż i tak stanie się on, jak to ktoś kiedyś powiedział, wewnętrznym krzyżem. Następnie krzyż utwierdzi się w nas i doświadczymy jego mocy, która szczególnie przejawia się w tym, że nie mdlejemy pod nim, ale niesiemy go z radością.

 

Jaki byłby Jezus bez swego krzyża? Jego przebita stopa zmiażdżyła głowę wroga, a Jego przebite ręce ograbiły go całkowicie (Mat. 12.29). Czym jesteśmy bez krzyża? Nie pozwólmy krzyżowi odejść, ale trzymajmy go mocno! Czy uważamy, że możemy podążać inną drogą niż tą, którą On stąpał? Wielu nie zrobi żadnego postępu ponieważ nie biorą krzyża.

 

Epilog

 

Krótkie słowo do czytelnika dotyczące usposobienia umysłu, do którego ta książka apeluje. Nie wystarczy, że ktoś powinien zrozumieć i przyjąć myśl pisarza, a potem cieszyć się z powodu uzyskania nowego wejrzenia i z przyjemności, jaką przyniosła nowa wiedza. Tam jest jeszcze coś innego o wielkim znaczeniu. Muszę poddać się prawdzie, tak, aby być gotowym, całą wolą, natychmiast, wykonać wszystko to, co poznam, że jest wolą Bożą.

 

W książce takiej jak ta, zajmującej się życiem modlitwy i ukrytą społecznością z Bogiem, nieodzownym jest, że powinniśmy być gotowi przyjąć i przestrzegać wszystkiego tego, co widzimy, że jest zgodne ze Słowem i wolą Bożą. Tam gdzie brakuje takiego usposobienia, wiedza czyni jedynie serce mniej zdolnym do otrzymania pełniejszego życia. Szatan stara się być panem komory chrześcijan, ponieważ wie, że jeśli nie ma tam wierności w modlitwie, to jej spuścizna przyniesie niewielkie szkody jego królestwu. Duchowe moce, dane nam po to, aby przywieść niezbawionych do Pana, lub podbudować Boże dzieci, nie będą doświadczane w byciu pod jej wpływem. Brakuje wytrwałej modlitwy, przez którą tylko, ta moc przychodzi.

 

Wielu zdawało sobie to ważne pytanie: Czy naprawdę powinniśmy nastawić się na odzyskanie broni modlitwy wiary, którą szatan, w dużej mierze, zabrał nam? Postawmy przed sobą powagę znaczenia tego konfliktu. O ile każdy pastor jest zaniepokojony, to i tak to wszystko zależy od tego, czy jest on, lub nie jest, człowiekiem modlitwy, który w komorze musi być codziennie przyodziany mocą z wysokości. My, wspólnie z Kościołem na całym świecie, musimy narzekać, że modlitwa nie ma miejsca w naszej służbie Bogu, które powinna zajmować, zgodnie z wolą i obietnicą Boga oraz według potrzeb pastora, zgromadzenia i kościoła.

 

Publiczne wystąpienie, podczas konferencji, w celu pokuty i uświęcenia, do którego nie jeden wierzący został doprowadzony, nie jest rzeczą łatwą. Nawet gdy ten krok zostanie podjęty, to stare zwyczaje i moc ciała, będą miały tendencję do obrócenia tego w nicość. Gdy moc wiary nie jest jeszcze silna. Będzie więc to kosztowało zmaganie i poświęcenie, aby pokonać diabła w imieniu Chrystusa. Nasze kościoły są polami bitwy, gdzie szatan będzie używał całej swojej mocy, aby uniemożliwić nam, stanie się ludźmi modlitwy, mocnymi w Panu i  abyśmy nie uzyskali zwycięstwa w Niebie i na ziemi. Jakże wiele zależy od tego dla nas, dla naszego zgromadzenia i dla Królestwa!

 

Nie zdziw się, jeśli powiem, że z bojaźnią i drżeniem i nie bez dużej ilości modlitwy, napisałem to, co ufam, że pomoże zachęcić braci w walce. Z uczuciem głębokiej niegodności odważyłem się  zaoferować siebie, jako przewodnika do komory, która jest drogą do świętości i społeczności z Bogiem.

 

Nie dziw się, że prosiłem Pana, aby dał miejsce tej książce w niektórych komorach i żeby mógł asystować czytelnikowi, tak aby, gdy widzi on, co jest wolą Bożą, mógł natychmiast poddać się jej wykonywaniu. W wojnie, wszystko zależy od posłuszeństwa każdego żołnierza rozkazom, nawet gdy kosztuje go to życie. W naszej walce z szatanem nie zwyciężymy, jeśli każdy z nas nie będzie gotowy nawet w czytaniu tej prostej książki, powiedzieć z serca: „Co Bóg mówi, ja wykonam; i jeśli zobaczę, że coś nie jest zgodne z Jego wolą, natychmiast przyjmę to do wiadomości i zareaguję na to”.

 

Nie dziw się, że napisałem to świadectwo, aby przypomnieć braciom, że wszystko zależy od ducha poddania się natychmiastowemu posłuszeństwu, w którym czytamy wszystko, co jest powiedziane, zgodnie ze Słowem Bożym.

 

Dałby Bóg, w swej wielkiej łasce, aby ta książka mogła wykazać więź Kościoła, przez którą możemy myśleć o sobie i pomagać sobie i wzmacniać siebie nawzajem do walki w modlitwie, poprzez którą wróg może być pokonany, a życie Boga może być chwalebnie ujawnione!

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

 

Rozdział 9

 

WSKAZÓWKI DOTYCZĄCE SPĘDZENIA CZASU W KOMORZE

 

Podczas konferencji, pewien brat, który szczerze wyznał swoje zaniedbanie modlitwy, ale który był w stanie później, zadeklarować, że jego oczy zostały otwarte, aby zobaczyć, że Pan rzeczywiście obdarza łaską do wszystkiego, czego On od nas wymaga; zapytał czy nie mogłyby zostać dane jakieś wskazówki, do jak najlepszego spędzania korzystnie czasu w komorze. Nie było wtedy okazji do udzielenia odpowiedzi. Być może następujące myśli, użyte teraz, będą pomocne w tym temacie.

 

  1. Gdy wchodzisz do komory, niech twoją pierwszą pracą będzie podziękowanie Bogu za niewysłowioną miłość, która zaprasza cię, abyś przyszedł do Niego i rozmawiał swobodnie z Nim. Jeśli twoje serce jest zimne, pamiętaj, że religia nie jest sprawą uczuć, ale ma do czynienia najpierw z wolą. Wznieś swoje serce do Boga i dziękuj Mu za zapewnienie, które masz, że On spogląda w dół i będzie cię błogosławił. Przez taki akt wiary, czcisz Boga i odciągasz swoją duszę od zajmowania się sobą. Myśl również o chwalebnej łasce Pana naszego Jezusa, który gotów jest nauczyć cię modlić się i daje skłonność do robienia tego. Myśl również o Duchu Świętym, który został celowo dany, aby wołać „Abba, Ojcze”, w twoim sercu i aby pomóc twojej słabości w modlitwie. Pięć minut spędzone w ten sposób wzmocni twoją wiarę do pracy w komorze. Jeszcze raz powiem, rozpocznij aktem dziękczynienia i chwalenia Boga za komorę i obietnicę obdarzenia w niej.

 

  1. Musisz przygotować się przed modlitwą przez mocne studiowanie Biblii. Głównym powodem dlaczego komora nie jest atrakcyjna jest to, że ludzie nie wiedzą, jak się modlić. Ich zasób słów jest szybko wyczerpany i niewiedzą dalej, co powiedzieć, ponieważ zapomnieli, że modlitwa nie jest monologiem, gdzie wszystko przychodzi z jednej strony, lecz dialogiem, gdzie dziecko Boże słucha, co Ojciec mówi i odpowiada na to, a później pyta o rzeczy, których potrzebuje.

 

Przeczytaj kilka wersetów z Biblii. Nie zajmuj się trudnościami zawartymi w nich. Możesz rozważyć je później, ale weź, co rozumiesz, zastosuj do siebie i poproś Ojca, aby uczynił je światłem i mocą w twoim sercu. W ten sposób będziesz miał wystarczająco dużo materiału do modlitwy dzięki słowom, które Ojciec mówi do ciebie; będziesz mieć swobodę prosić o rzeczy, których potrzebujesz. Czyń w ten sposób, a komora stanie się nie tylko miejscem twoich westchnięć i walki, ale miejscem żywej społeczności z Ojcem w Niebie. Studiowanie Biblii w modlitwie jest niezbędne dla potężniejszej modlitwy.

 

  1. Gdy zatem, już przyjąłeś Słowo do swojego serca, zacznij z tym Słowem modlitwę. Ale nie próbuj tego pośpiesznie lub bezmyślnie, jakbyś wiedział wystarczająco dobrze, jak się modlić. Modlitwa o własnych siłach nie przynosi obdarzenia. Poświęć trochę czasu, aby zaprezentować się z szacunkiem i w uciszeniu przed Bogiem. Pamiętaj o Jego wielkości, świętości i miłości. Zastanów się nad tym, o co chcesz Go zapytać. Nie zadowalaj się przechodzeniem przez te same rzeczy codziennie. Żadne dziecko nie powtarza ciągle tego samego, i to dzień po dniu do swego ziemskiego ojca.

 

Rozmowa z Ojcem jest także zabarwiona potrzebami dnia. Niech twoja modlitwa będzie czymś konkretnym, powstałym zarówno ze Słowa, które przeczytałeś, bądź z prawdziwych potrzeb duszy, których oczekujesz spełnienia. Niech twoja modlitwa będzie tak konkretna, że gdy wychodzisz, możesz powiedzieć: „Wiem, o co prosiłem mojego Ojca i oczekuję odpowiedzi”. Czasami, dobrym planem jest wziąć kawałek papieru i spisać o co chcesz się modlić. Możesz trzymać taki papier przez tydzień lub więcej i powtarzać modlitwy, dopóki nie pojawi się nowa potrzeba.

 

  1. To co zostało zgodnie z tym powiedziane, odnosi się do twoich własnych potrzeb. Ale wiedz, że jesteśmy upoważnieni do modlitwy w sprawach pomocy innym. Wielkim powodem dlaczego modlitwa w komorze nie przynosi więcej radości i obdarzenia, jest to, że jest zbyt samolubna, a samolubstwo zabija modlitwę.

 

Pamiętaj o swojej rodzinie, o zgromadzeniu z jego sprawami, o swoim sąsiedztwie i o kościele, do którego należysz. Niech twoje serce rozszerzy się, aby przyjąć sprawę misji i kościoła na całym świecie. Zostań wstawiennikiem, a doświadczysz po raz pierwszy błogosławieństwa modlitwy,  gdy odkryjesz, że Bóg będzie cię używał, aby udzielić swego obdarzenia innym, na podstawie twojej modlitwy. Zaczniesz odczuwać, że jest coś, dlaczego warto żyć, gdy odkryjesz, że masz coś do powiedzenia Bogu, który z Nieba będzie czynił rzeczy w odpowiedzi na twoje modlitwy, które w innym razie nie zostałyby wykonane.

 

Dziecko może prosić swego ojca o chleb. W pełni dorosły syn rozmawia z ojcem o wszystkich sprawach swego przedsiębiorstwa, które prowadzi i o przyszłych celach. Na początku dziecko Boże modli się tylko za siebie, lecz w pełni dorosły człowiek w Chrystusie rozumie, jak konsultować z Bogiem to, co musi nastąpić w Królestwie. Niech twoja lista modlitwy nosi imiona tych, za których się modlisz, twojego pastora i innych pastorów, różne sprawy misyjne, i inne sprawy z którymi jesteś związany. Stąd komora stanie się rzeczywiście miejscem cudownej dobroci Bożej i źródłem wielkiej radości. Stanie się najbardziej błogosławionym miejscem na ziemi. Świetnie się o tym mówi, gdyż jest to prosta prawda, że Bóg uczyni tam Betel, gdzie Jego aniołowie będą wstępować i zstępować i gdzie będziesz wołał: „Pan będzie moim Bogiem”. On uczyni ją także Penielem, gdzie zobaczysz oblicze Boga, jako książę Boga, jako ten, który zmagał się z aniołem i pokonał go.

 

  1. Nie zapominaj o ścisłej więzi pomiędzy komorą i zewnętrznym światem. Postawa wypracowana w komorze musi pozostać z nami przez cały dzień. Zadaniem komory  jest takie zjednoczenie nas z Bogiem, aby mieć Go zawsze pozostającego z nami. Grzech, bezmyślność, uleganie ciału lub światu, czyni nas niezdatnymi do komory i sprowadza chmury na naszą duszę. Jeśli się potknąłeś lub upadłeś, wróć do komory; niech twoim pierwszym zadaniem będzie powołanie się na Krew Jezusa i ogłoszenie oczyszczenia w niej. Nie spocznij, dopóki przez wyznanie nie odpokutujesz i nie odrzucisz grzechu. Niech cenna Krew Chrystusa naprawdę da ci nową swobodę w przyjściu do Boga. Pamiętaj, że korzenie twojego życia w komorze sięgają głęboko w ciało i duszę oraz manifestują się w sprawach życia. Niech „posłuszeństwo wierze”, w której modlisz się, rządzi tobą nieustannie. Komora jest zamierzona do związania człowieka z Bogiem, do zaopatrzenia go w moc od Boga i umożliwienia mu życia tylko dla Boga. Niech Bogu będą dzięki za komorę i za obdarzone szczęściem życie, którego umożliwia nam w niej doświadczać i które posila.

 

CZAS

 

Przed stworzeniem świata, czas nie istniał.  Bóg żył w wieczności w sposób, który mało rozumiemy. Wraz ze stworzeniem zaczął się czas i wszystko znalazło się pod jego władzą. Bóg umieścił wszystkie żywe stworzenia pod prawem powolnego wzrostu. Pomyśl o długości czasu potrzebnego dziecku, aby stać się człowiekiem dojrzałym w ciele i umyśle. W nauce, w mądrości, w biznesie, w rzemiośle, w polityce wszystko w jakiś sposób zależy od cierpliwości i wytrwałości. Wszystko wymaga czasu.

 

Tak samo jest w wierze. Nie może być obcowania z Świętym Bogiem, społeczności między Niebem, a ziemią, mocy dla zbawiania dusz innych ludzi, bez poddania temu dużej ilości czasu. Podobnie, jak koniecznym jest dla dziecka przez długie lata jedzenie i uczenie się każdego dnia, tak samo, życie w łasce całkowicie zależy od czasu, jaki człowiek chce poświecić na to dzień po dniu.

 

Pastor jest powoływany przez Boga, aby uczyć i pomagać tym, którzy są zaangażowani w zwykłych sprawach życia, aby znaleźć czas i go używać poprawnie do zachowania życia duchowego. Pastor  sam nie może tego robić, chyba, że ma on żywe doświadczenie życia w modlitwie. Jego najważniejszym powołaniem, nie jest głoszenie lub mówienie, czy wizytacja parafialna, ale jest nim codzienne kultywowanie życia z Bogiem, oraz bycie świadkiem tego, czego  Pan uczy go i dokonuje w nim.

 

Czy nie tak było z Panem Jezusem? Dlaczego On, który nie miał grzechu do wyznania, spędzał czasami całe noce na modlitwie do Boga? Ponieważ boskie życie musiało być wzmocnione w obcowaniu z Jego Ojcem. Jego doświadczenie życia, w którym poświecił czas na społeczność z Bogiem, pozwoliło Mu dzielić to życie z nami.

 

Och, żeby każdy pastor mógł zrozumieć, że otrzymał swój czas od Boga w poddaństwo takiej służbie. Bóg musi mieć twój pierwszy i najlepszy czas na społeczność z tobą. Bez tego twoje głoszenie i praca mają niewielką moc. Tu na ziemi mogę spędzić czas na zarabianie pieniędzy, lub na naukę, przez którą otrzymam coś w zamian. Pastor może wymienić swój czas na boską moc i duchowe obdarzenia osiągane z Nieba. To i nic innego, czyni go mężem Bożym i zapewnia, że jego głoszenie będzie manifestacją Ducha i mocy.

 

 

Rozdział 10

 

PRZYKŁADY PAWŁA

 

„Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1Kor. 11.1).

 

  1. Paweł był pasterzem, który modlił się wiele za swoje zbory

 

Przeczytajmy jego słowa w duchu modlitwy, spokojnie, tak żeby móc usłyszeć głos Ducha.

 

„We dnie i w nocy modlimy się bardzo gorliwie o to, aby (…) dopełnić tego, czego brak waszej wierze. Was zaś niech Pan napełni obficie (…) aby serca wasze były utwierdzone, bez nagany, w świątobliwości” (1Tes. 3.10-13). „A sam Bóg pokoju niechaj was w zupełności poświęci” (1Tes. 5.23).

 

Cóż za pokarm do rozważań!

 

„A sam Pan nasz Jezus Chrystus (…) niech pocieszy serca wasze i utwierdzi was we wszelkim dobrym uczynku i w dobrym słowie „(2Tes. 2.16,17).

 

„Nieustannie o was pamiętam zawsze w modlitwach moich, prosząc (…) abym mógł wam udzielić nieco z duchowego daru łaski dla umocnienia was” (Rzym. 1.9-11).

 

„Bracia! Pragnienie serca mego i modlitwa zanoszona do Boga zmierzają ku zbawieniu Izraela” (Rzym. 10.1).

 

„Nie przestaję dziękować za was i wspominać was w modlitwach moich, aby Bóg … dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu Jego i (…) abyście wiedzieli (…) jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy” (Ef. 1.16-19).

 

„Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem (…) by sprawił (…) żebyście byli przez Ducha Jego mocą utwierdzeni w wewnętrznym człowieku, żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni (…) w miłości, (…) abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” (Ef. 3.14-19).

 

„Zawsze w każdej modlitwie mojej za wszystkich was z radością się modląc (…) I o to modlę się, aby miłość wasza coraz bardziej obfitowała (…) abyście byli czyści i bez nagany (…) pełni owocu sprawiedliwości” (Filip. 1.4,9-11).

 

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie” (Filip. 4.19).

 

„Dlatego i my (…) nie przestajemy się za was modlić i prosić, abyście doszli do pełnego poznania woli Jego we wszelkiej mądrości (…) abyście postępowali w sposób godny Pana (…) utwierdzeni wszelką mocą według potęgi chwały Jego” (Kol.1.9-11).

 

„Chcę bowiem, abyście wiedzieli, jak wielki bój toczę za was (…) i za tych wszystkich, którzy osobiście mnie nie poznali, aby pocieszone były ich serca, a oni połączeni w miłości (…)” (Kol. 2.1-2).

 

Cóż za rozważania do komory! Te fragmenty uczą nas, że nieustanna modlitwa tworzyła dużą część służby Pawła w głoszeniu Ewangelii. Widzimy wysoki duchowy cel, który postawił przed siebie, w swojej pracy w sprawie wierzących i czułą, ofiarną miłość, z jaką nieustannie myślał o Kościele i jego potrzebach. Prośmy Boga, aby przywiódł każdego z nas i wszystkich pastorów na świecie do życia, którego taka modlitwa jest zdrowym i naturalnym wynikiem. Będziemy musieli wracać na nowo do tych wersetów, jeśli chcemy naprawdę być wprowadzeni przez Ducha do apostolskiego życia, przez które przykład dał nam Bóg.

 

2.Paweł był pasterzem, który prosił swe zbory o wiele modlitwy

 

Przeczytaj następujące wersety ze skupieniem na modlitwę:

 

„Proszę was tedy, bracia, przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, i przez miłość Ducha, abyście wespół ze mną walczyli w modlitwach, zanoszonych za mnie do Boga, bym został wyrwany z rąk niewierzących w Judei” (Rzym. 15.30,31).

 

”Abyśmy polegali (…) na Bogu (…) że nadal wyrywać będzie, przy waszym także współdziałaniu przez modlitwę za nas” (2Kor. 1.9-11).

 

„W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z cała wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych i za mnie, aby mi, kiedy otworze usta moje, dana była mowa do śmiałego zwiastowania ewangelii (…) jak to czynić winienem” (Efez. 6.18-20).

 

„Wiem bowiem, ze przez modlitwę wasza i pomoc Ducha Jezusa Chrystusa wyjdzie mi to ku wybawieniu” (Filip.1.19).

 

„W modlitwie bądźcie wytrwali i czujni z dziękczynieniem, a módlcie się zarazem i za nas, aby Bóg otworzył nam drzwi dla Słowa w celu głoszenia tajemnicy Chrystusowej (…) abym ją obwieścił, jak powinienem” (Kol. 4.2-4).

 

„Na ostatek, bracia, módlcie się za nas, aby Słowo Pańskie krzewiło się i rozsławiało wszędzie, podobnie, jak u was” (2Tes. 3.1).

 

Cóż za głęboki wgląd miał Paweł, co do jedności Ciała Chrystusa i relacji jednych członków z drugimi! Dzieje się tak, gdy pozwalamy, aby Duch Święty działał mocno w nas, aby objawił tę prawdę w nas, a wtedy również będziemy mieli taki wgląd. Co za zarys mocy życia duchowego ukazał on nam wśród tych chrześcijan, w sposobie w jaki rozpoznał, że w Rzymie, Koryncie, Efezie, Kolosach i Filipii byli mężczyźni i kobiety, na których mógł liczyć w sprawie modlitwy, która sięgałaby Nieba i miała moc z Boga! Cóż za lekcja dla wszystkich pastorów, niech ona doprowadzi ich do zbadania, czy oni sami naprawdę doceniają prawdziwą wartość jedność ciała; jeśli starają się szkolić chrześcijan jako orędowników i rzeczywiście zrozumieć, że Paweł miał tę pewność siebie, bo był tak silny w modlitwie za wiernych! Nauczmy się tej lekcji i błagajmy Boga, aby pastorowie i zgromadzenia mogły rosnąć w łasce modlitwy, tak aby ich cała służba i życie chrześcijańskie były świadectwem, że Duch modlitwy rządzi nimi. Wtedy będziemy pewni, że Bóg weźmie w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego dniem i nocą.

 

 

 

Służba Ducha

 

Jakie jest znaczenie wyrażenia: sługa nowego przymierza jest sługą Ducha? (zobacz 2 Kor. 3.6,8)

 

To znaczy:

 

  1. Że głoszący Słowo jest całkowicie pod władzą i kontrolą Ducha, tak, że może być prowadzony i używany przez Ducha, jak tylko Duch tego pragnie.

 

  1. Wielu modli się o otrzymanie Ducha Świętego, aby mogli oni używać Go i Jego mocy w swojej pracy. Takie podejście z pewnością nie jest właściwe. On jest tym, który musi cię używać. Twoja relacja z Nim musi polegać na głębokiej zależności i całkowitym poddaniu. Duch Święty musi mieć cię całkowicie i zawsze, we wszystkich rzeczach, w Swojej mocy.

 

  1. Wielu jest takich, którzy myślą, że muszą tylko głosić Słowo, a Duch uczyni Słowo owocnym. Oni nie rozumieją, że to Duch Święty, w głoszącym i przez głoszącego jest Tym, który zaniesie Słowo do serc słuchających. Nie mogę być usatysfakcjonowany wołaniem do Boga, aby pobłogosławił, przez działanie Swego Ducha, słowo, które głoszę. Pan chce mieć mnie napełnionego Duchem, gdyż tylko wtedy będę mówił właściwie i moje głoszenie będzie manifestacją Ducha i mocy.

 

  1. Widzimy to w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy zostali oni napełnieni Duchem i zaczęli mówić z mocą, przez Ducha, który był w nich.

 

  1. W ten sposób uczymy się jaka powinna być postawa pastora wobec Ducha Świętego. Musi mieć silną wiarę, że Duch Święty jest w nim, oraz że to Duch Święty będzie go uczył w jego codziennym życiu i będzie go wzmacniał, żeby dał świadectwo Pana Jezusa w swoim nauczaniu i wizytacjach duszpasterskich. Musi żyć w nieustannej modlitwie, aby mógł być zachowany i wzmocniony przez moc Ducha Świętego.

 

  1. Kiedy Pan obiecał Apostołom, że otrzymają moc, gdy Duch Święty spocznie na nich i polecił im czekać na Niego, to było tak, jakby mówił: „Nie ośmielajcie się głosić bez tej mocy. Jest to niezbędne przygotowanie do pracy. Wszystko od Niego zależy”.

 

  1. Jaka jest zatem lekcja, której możemy się nauczyć z wyrażenia „słudzy Ducha”? Niestety, jak mało to zrozumieliśmy! Jak mało tym żyliśmy! Jak niewiele doświadczyliśmy mocy Ducha Świętego! Co musimy w takim razie zrobić? Musi nastąpić głębokie przyznanie się do winy, którą było ciągłe zasmucanie Ducha się przez to, że nie żyliśmy codziennie jako Jego słudzy w prostym dziecięcym poddaniu Jego prowadzeniu i w całkowitej pewności, że Pan wypracuje zmianę w nas, a w konsekwencji jej, codzienną społeczność z Panem Jezusem. A wtedy obdarzy On nas Duchem Świętym, jako rzekami wody żywej.

 

 

 

Rozdział 11

 

SŁOWO I MODLITWA, GŁOSZENIE I MODLITWA, PEŁNE ODDANIE

 

Mało Słowa i mało modlitwy oznacza śmierć dla życia duchowego. Wiele Słowa z małą ilością modlitwy daje chorowite życie. Wiele modlitwy z małą ilością Słowa daje więcej życia, ale bez trwałości. Pełna miara Słowa i modlitwy każdego dnia daje zdrowe i silne życie. Pomyśl o Panu Jezusie. W Jego młodości i dorosłości zachowywał On Słowo w swoim sercu. Podczas kuszenia na pustyni i przy każdej okazji to objawiało się – dopóki nie zawołał na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mat. 27.46). Pokazał, że Słowo Boże wypełniało całe Jego serce, a w swoim życiu modlitewnym pokazywał dwie rzeczy: po pierwsze, że Słowo dostarcza nam materiałów do modlitwy i zachęca nas w oczekiwaniu na wszystko od Boga. Po drugie, tylko przez modlitwę możemy żyć takim życiem, w którym każde Słowo Boże będzie mogło być w nas wypełnione. Jak w takim razie możemy dojść do tego, aby Słowo i modlitwa miały niepodzielną władzę nad nami? Nasze życie musi być całkowicie przekształcone. Musimy dostać nowe, zdrowe, niebiańskie życie, w którym głód Bożego Słowa i pragnienie Boga wyrażają się w modlitwie, tak naturalnie, jak wyrażają się potrzeby naszego ziemskiego życia. Każdy przejaw mocy ciała w nas i słabość naszego życia duchowego musi prowadzić nas do przekonania, że Bóg, za pośrednictwem potężnego działania Ducha Świętego, wypracuje nowe i silne życie w nas.

 

Och, abyśmy pojęli, że Duch Święty jest w istocie Duchem Słowa i Duchem modlitwy! On sprawi, że Słowo stanie się źródłem radości i światła w naszych duszach i będzie On również pomagał nam w modlitwie tak, aby dać nam poznać umysł i wolę Boga, oraz znaleźć w Nim naszą rozkosz. Jeśli my, jako słudzy Boży, chcemy wyjaśnić te rzeczy i trenować lud Boży do osiągnięcia dziedzictwa, które jest dla nich przygotowane, to musimy się oddać od tego momentu, już na zawsze, prowadzeniu Ducha Świętego. Musimy, w wierze w to, co w nas zrobi, przeznaczyć się na niebiańskie życie Chrystusa, którym On żył tu na ziemi, z całkowitą pewnością, że Duch, który napełnił Go Słowem i modlitwą, będzie mógł  również wykonać tę pracę w nas.

 

Tak, otwórzmy się na wiarę, że Duch, który jest w nas, jest Duchem Pana Jezusa i że On jest w nas, aby uczynić nas prawdziwie uczestnikami Jego życia. Jeśli mocno w to uwierzymy i nastawimy nasze serca na to, wtedy nastąpi zmiana w naszym obcowaniu ze Słowem i modlitwą, o jakiej nawet nie myśleliśmy. Wierz w to mocno, oczekuj pewnie.

 

Jesteśmy zaznajomieni z wizją doliny wyschłych kości. Wiemy, że Pan powiedział do proroka: „Prorokuj nad tymi kośćmi (…) oto Ja wprowadzę do was ożywcze tchnienie i ożyjecie” (Ez. 37.4, 5). Wiemy, że gdy to zrobił, powstał szum i zbliżyły się kości jedna do drugiej i porosło ciało i skóra powlokła je – ale nie było w nich tchnienia. Prorokowanie do kości – głoszenie Słowa Bożego – miało potężny wpływ. To był początek wielkiego cudu, który miał się wydarzyć, leżała tam cała rzesza nowo stworzonych ludzi. To był początek życia w nich, ale nie było tam Ducha.

 

Jak więc Pan powiedział do proroka: „Prorokuj do ożywczego tchnienia (…) Tak mówi wszechmocny Pan: Przyjdź ożywcze tchnienie, tchnij na zabitych, a ożyją” (werset 9). I kiedy prorok to zrobił, Duch zstąpił na nich, a oni ożyli i stanęła na nogach, bardzo wielka rzesza. Prorokowanie do suchych kości, to jest, głoszenie, które dokonało wielkiego dzieła. Tam leżały piękne, nowe ciała, ale przez prorokowanie do Ducha: „przyjdź Duchu”, to jest modlitwę, osiągnięto dużo wspanialszą rzecz. Moc Ducha została ujawniona przez modlitwę.

 

Czy nie jest zadaniem pastorów, szczególnie tych prorokujących do wyschłych kości, poznanie Bożych obietnic? To daje od czasu do czasu wielkie rezultaty. Wszystko, co należy do formy pobożności zostaje doprowadzone do perfekcji; niedbały zbór staje się sumienny i oddany, ale w przeważającej części pozostaje prawdą że: „Nie ma w nich życia”. Głoszenie kazań musi iść w parze z modlitwą. Kaznodzieja musi zobaczyć, że jego nauczanie jest stosunkowo bezsilne, aby sprowadzić nowe życie, dopóki nie zacznie on spędzać czasu na modlitwie i zgodnie z nauczaniem Słowa Bożego, zmagać się, trudzić i trwać w modlitwie i nie odpoczywać oraz nie dać Bogu odpocząć dopóki nie otrzyma Ducha w wylaniu mocy.

 

Czy nie czujesz, że musi przyjść zmiana w naszej pracy? Musimy uczyć się od Piotra, aby trwać w modlitwie w naszej posłudze Słowa. Tak jak jesteśmy gorliwymi głosicielami, musimy być gorliwi w modlitwie. Musimy, ze wszystkich sił, nieustannie, jak Paweł, modlić się. Na modlitwę: „Przyjdź, ożywcze tchnienie na tych zabitych” (Ez. 37.9) odpowiedź jest pewna.

 

PEŁNE ODDANIE

 

Doświadczenie uczy nas, że jeśli ktoś jest zaangażowany w pracę, której nie jest szczerze oddany, będzie rzadko odnosił sukcesy. Wystarczy pomyśleć o studencie, lub jego nauczycielu, o człowieku biznesu, lub wojowniku. Ten, kto nie odda się całkowicie swojemu powołaniu, raczej nie odniesie sukcesu. To jest jeszcze bardziej prawdziwe  w wierze (religii), a ponad wszystko w zaszczytnym i świętym zadaniu obcowania w modlitwie ze świętym Bogiem i sprawiania Mu tym przyjemności. To z tego powodu, Bóg powiedział tak imponująco: „A gdy będziecie szukać Mnie, znajdziecie Mnie, gdy Mnie będziecie szukać całym swoim sercem „(Jer. 29.13).

 

Tak również więcej niż jeden ze sług Bożych powiedział: „Szukam Cię z całego serca”. Czy kiedykolwiek myślałeś, jak wielu jest chrześcijan, którzy wyraźnie, nie szukają Boga z całego serca? Kiedy byli w tarapatach z powodu swoich grzechów, wydawało się, że szukają Boga całym sercem. Ale kiedy poznali, że zostało im przebaczone – ktoś mógł widzieć w ich życiu, że byli religijni, to prawda, ale nikt nie pomyślałby że: „Ten człowiek oddał się całym sercem naśladowaniu Boga i służeniu Mu, jako najważniejszemu działaniu w swoim życiu”.

 

Jak to jest z tobą? Co mówi twoje serce? Podczas gdy ty, jako pastor, całym sercem poświęciłeś się, aby wypełniać wiernie i gorliwie obowiązki na swoim stanowisku, czy nie przyznasz być może: „Myślę, a raczej jestem przekonany, że moje niedostateczne życie modlitewne można przypisać niczemu innemu, jak tylko temu, że nie żyłem w pełnym poświęceniu wszystkiego na ziemi, co mogło być przeszkodą w społeczności z Bogiem”. Co za niezwykle ważne pytanie do rozważenia w komorze i odpowiedzenia na nie Bogu! Jak ważne jest, aby otrzymać wyraźną odpowiedź i postawić wszystko przed Bogiem. Zaniedbanie modlitwy nie może być pokonane, jako odrębna rzecz. Jest ono w ścisłym związku ze stanem serca. Prawdziwa modlitwa zależy od niepodzielnego serca.

 

Ale ja nie mogę dać sobie takiego niepodzielnego serca, które pozwoli mi mówić: „Szukam Boga całym moim sercem.” Nie, to jest dla ciebie niemożliwe, ale Bóg to uczyni. „I dam im serce, aby mnie poznali” (Jer. 24.7). „Wypiszę go (zakon) (jako moc życia) w ich sercach” (Jer. 31.33; Hbr. 8. 10).

Takie obietnice służą rozbudzeniu pragnienia. Jakkolwiek słabe pragnie może być, jeśli jest szczera determinacja, by dążyć do tego, co Bóg ma dla nas, wtedy On sam będzie sprawiał w naszych sercach, zarówno chcenie, jak i wykonanie. To jest wielka praca Ducha Świętego w nas, aby sprawić w nas chcenie i pozwolić nam szukać Boga całym sercem. Powinniśmy okryć się  wstydem, bo kiedy  całym sercem i siłą oddaliśmy się tak wielu ziemskim rzeczom, to nawet jeśli jest coś mówione, o społeczności z naszym chwalebnym Bogiem, to ma to, tak mały wpływ na nas, że nie szukamy Go całym sercem.

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozdział 12

 

„PÓJDŹ ZA MNĄ”; DZIAŁANIE BOGA; ŻYCIE I MODLITWA; WYTRWAŁOŚĆ W MODLITWIE; CIELESNY  CZY DUCHOWY CZŁOWIEK

 

Pójdź za Mną

 

Pan mówił te słowa do tych, których chciał uczynić rybakami ludzi. Powiedział to, nie tylko przy pierwszym powołaniu apostołów, ale także później do Piotra: „Od tej pory ludzi łowić będziesz” (Łk. 5.10). Święta sztuka zdobywania dusz, kochania i zbawiania ich, może być nauczona tylko poprzez bliskie i trwałe obcowanie z Chrystusem. Cóż za lekcja dla pastorów, pracowników chrześcijańskich i dla reszty chrześcijan! To obcowanie było wielkim i osobliwym przywilejem Jego uczniów. Pan wybrał ich, aby byli zawsze blisko Niego. Czytamy o wyborze dwunastu apostołów w Marka 3.14 „I powołał ich dwunastu, żeby z Nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii”. Tak też nasz Pan powiedział ostatniej nocy (J. 15.27): „Ale i wy składajcie świadectwo, bo ze mną od początku jesteście”.

 

Fakt ten został zauważony przez osoby z zewnątrz. Tak więc, na przykład, kobieta, która mówiła do Piotra: „Ten był z Jezusem” (Mat. 26.71). Tak samo przed  Sanhedrynem: „Poznali ich też, że byli z Jezusem” (Dz 4.13). Główną cechą charakterystyczną i nieodzownym warunkiem dla człowieka, który daje świadectwo o Chrystusie, jest to, że przebywa z Nim. Ciągła społeczność z Chrystusem jest jedyną szkołą w której uczą się słudzy Ducha Świętego. Cóż za lekcja dla wszystkich sług! Tylko ten, kto jak Kaleb podąża za Panem całkowicie, będzie miał moc, aby uczyć inne dusze sztuki podążania za Jezusem. Cóż za niewymowna łaska, że sam Pan Jezus będzie trenował nas na swoje podobieństwo, tak aby inni mogli się uczyć od nas! Wtedy możemy powiedzieć wraz z Pawłem do naszych nawróconych: „Wy staliście się naśladowcami naszymi i Pana” (1Tes. 1.6): „Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1Kor. 11.1).

 

Nigdy nie było nauczyciela, który podjął się tak wielkiego trudu pracy nad swoimi uczniami, jakiego podejmuje się Chrystus nad nami, którzy głosimy Jego Słowo. Nie oszczędzi nam bólu; żaden czas nie będzie zbyt długi lub zbyt cenny dla Niego. W miłości, która zaprowadziła Go na krzyż, będzie z nami obcował, rozmawiał, kształtował nas, uświęcał i uczyni nas odpowiednimi do Jego świętej służby. Czy ośmielamy się wciąż narzekać, że jest to dla nas zbyt wiele, aby spędzać tak wiele czasu na modlitwie? Czy nie powinniśmy w pełni oddać się miłości, która poświęciła dla nas wszystko i patrzeć na to, jako na nasze największe szczęście, aby mieć z Nim codziennie społeczność? Och, wy wszyscy, którzy tęsknicie za Bożym obdarzeniem w waszej służbie, On wzywa was, abyście byli  z Nim. Niech to będzie wasza największa radość w życiu; będzie to najpewniejszym przygotowaniem do Bożego prowadzenia w służbie. O Panie, pociągnij mnie, trzymaj mnie mocno i ucz mnie, jak  codziennie żyć w społeczności z Tobą przez wiarę.

 

Działanie Boga

 

  1. Bóg jest stale płynącym źródłem czystej miłości i szczęścia.
  2. Chrystus jest zbiornikiem, w którym pełnia Boga objawiła się jako łaska i został otwarty dla nas.
  3. Duch Święty jest strumieniem wody żywej, która płynie spod tronu Boga i Baranka.
  4. Odkupione, wierzące dzieci Boże, są kanałami, przez które miłość Ojca, łaska Chrystusa i potężne działanie Ducha są sprowadzane na ziemię, aby tam być udzielane innym.
  5. Cóż za wrażenie tu odbieramy, o wspaniałej współpracy, do której Bóg nas zabiera, jako szafarzy łaski Bożej! Modlitwa, w której modlimy się przede wszystkim za siebie, jest zaledwie początkiem życia modlitewnego. Chwałą modlitwy jest to, że mamy moc jako orędownicy, sprowadzić łaskę Chrystusa i wzmacniającą moc Ducha, na te dusze, które nadal są w ciemności.
  6. Im pewniej kanał jest połączony ze zbiornikiem, tym pewniejszy będzie niezakłócony przepływ wody przez niego. Im bardziej zajmujemy się w modlitwie pełnią Chrystusa, i Duchem, który pochodzi od Niego, i im ściślej trwamy we wspólnocie z Nim, tym pewniej nasze życie będzie szczęśliwe i silne. To jednak jest, jeszcze tylko przygotowaniem do rzeczywistości. Im więcej oddajemy się społeczności i rozmowie z Bogiem, tym szybciej będziemy mogli otrzymać odwagę i zdolność do wymodlenia błogosławieństwa dla dusz, pastorów i na Kościół wokół nas.
  7. Czy naprawdę jesteś kanałem, który jest zawsze otwarty, tak że woda może przepływać przez ciebie do spragnionych w tym wyschniętym świecie? Czy ofiarowałeś siebie bez reszty Bogu, aby stać się nosicielem rozbudzającej działalności Ducha Świętego?
  8. Czy nie jest tak, być może dlatego, że myślałeś tylko o sobie w modlitwie, że doświadczyłeś tak mało mocy modlitwy? Zrozum, że nowe życie modlitewne, do którego wkroczyłeś w Panu Jezusie, może być utrzymane i wzmocnione jedynie poprzez wstawiennictwo, w którym pracujesz dla dusz wokół ciebie, w celu przyprowadzenia ich do Pana. Och, zastanów się nad tym – Bóg, wiecznie płynąca fontanna miłości i dobra, a ja, Jego dziecko, żywy kanał, przez który każdego dnia Duch Święty i życie mogą być sprowadzane na ziemię!

 

Życie i modlitwa

 

Nasze życie ma ogromny wpływ na naszą modlitwę, tak samo jak nasza modlitwa wpływa na nasze życie. Całe życie człowieka jest nieustanną modlitwą, do natury lub do świata, aby zaspokoić jego pragnienia i dać mu szczęście. Taka naturalna modlitwa i pragnienie może być tak silne również w człowieku, który jednocześnie modli się do Boga, że słowa, które wypowiadają jego usta, nie mogą być słyszane przez Boga. On nie może naraz słyszeć modlitwy z twoich ust, gdy światowe pragnienia twojego serca wołają do Niego dużo głośniej i silniej.

 

Życie wywiera potężny wpływ na modlitwę. Światowe życie, życie dla samego siebie, sprawia, że modlitwa staje się bezsilna, a odpowiedź niemożliwa. Wielu chrześcijan jest w konflikcie między życiem, a modlitwą i życie utrzymuje przewagę. Modlitwa może również wywierać potężny wpływ na życie. Jeśli oddam się całkowicie Bogu w modlitwie, wtedy ona może zwyciężyć życie ciała i grzechu. Całe życie może być wprowadzone pod kontrolę modlitwy. Modlitwa może zmienić i odnowić całe życie, ponieważ to ona wzywa i otrzymuje Pana Jezusa i Ducha Świętego, aby oczyścić i uświęcić życie.

 

Wielu uważa, że muszą, z ich wadliwym życiem duchowym, wypracować w sobie zdolność spędzania większej ilości czasu na modlitwie. Nie rozumieją, że tylko w takiej proporcji, w jakiej ich duchowe życie jest wzmacniane, może życie modlitewne również wzrastać. Życie i modlitwa są nierozerwalnie związane. Jak myślisz? Co ma na ciebie większy wpływ, modlitwa przez 5 czy 10 minut, czy cały dzień spędzony w pożądliwościach świata? Niech cię nie dziwi, że twoje modlitwy pozostają bez odpowiedzi. Powód może równie dobrze znajdować się w tym, że twoje życie i modlitwa są w konflikcie ze sobą, twoje serce jest bardziej w pełni oddane życiu niż modlitwie. Naucz się tej ważnej lekcji: moja modlitwa musi rządzić całym moim życiem. O co proszę Boga w modlitwie nie jest decydowane w pięć czy dziesięć minut. Muszę życiem nauczyć się mówić: „Modliłem się całym moim sercem”. To czego pragnę od Boga musi naprawdę wypełniać moje serce cały dzień, wtedy otwiera się droga do gwarantowanej odpowiedzi.

 

Och, ta świętość i moc modlitwy, jeśli bierze ona w posiadanie serce i życie, utrzymuje człowieka nieustannie w społeczności z Bogiem! Możemy wtedy dosłownie powiedzieć: „Ciebie tęsknie wyglądam codziennie” (Ps. 25.5). Dokładnie weźmy pod uwagę nie tylko długość czasu spędzanego z Bogiem w modlitwie, ale również i moc z którą nasza modlitwa bierze w posiadanie całe nasze życie.

 

Wytrwałość w modlitwie

 

„Nie jest rzeczą słuszną”, powiedział Piotr, „abyśmy zaniedbywali Słowo Boże, a usługiwali przy stołach” (Dz. 6.2). Do tej pracy zostali wybrani diakoni. Te słowa Piotra służą po wsze czasy wszystkim, którzy zostali odłączeni, jako pastorowie. „My zaś pilnować będziemy modlitwy i Słowa” (Dz. 6.4). Dr Alexander Whyte, w przemówieniu, powiedział kiedyś: „Myślę, że czasem, kiedy moja pensja jest mi wypłacana tak wiernie i punktualnie: diakoni wykonali wiernie ich część umowy; to  w takim razie, czy ja byłem tak wierny w mojej części, trwania w modlitwie i posłudze Słowa? Inny pastor powiedział: „Jak ludzie byliby zdziwieni, gdybym zaproponował, aby podzielić mój czas na dwie równe części, jedną połowę oddać modlitwie, a drugą posłudze Słowa!”

 

Zauważ, w przypadku Piotra, co oznaczała, wytrwałość w modlitwie. Wszedł na dach, aby się modlić. Tam, w modlitwie, otrzymał niebiańskie polecenie, co do jego pracy wśród pogan. Tam wiadomość od Korneliusza przyszła do niego. Tam Duch Święty powiedział do niego: „Oto szukają cię trzej mężowie. Wstań przeto, zejdź i udaj się z nimi” (Dz. 10. 19-20). A stamtąd udał się do Cezarei, gdzie Duch został niespodziewanie wylany na pogan. Wszystko to jest, po to, aby nauczyć nas, że to właśnie przez modlitwę Bóg daje instrukcję swojego Ducha, abyśmy mogli zrozumieć Jego wolę, aby poinformować nas z kim mamy mówić, by dać nam pewność, że Jego Duch uczyni Jego słowo potężnym przez nas.

 

Czy kiedykolwiek szczerze myślałeś nad tym, dlaczego jest tak, że masz wypłatę i budynek kościelny przeznaczony dla pastora i jesteś uwolniony od potrzeb zajmowania się ziemskim interesem? Dane jest ci to tylko po to, abyś trwał w modlitwie i posłudze Słowa. To będzie twoja mądrość i moc. To będzie sekretem błogosławionej służby Ewangelii.

 

Nie ma nic dziwnego w narzekaniu na nieefektywne życie duchowe pastora i zgromadzenia, gdy to, co jest najważniejsze, to jest, trwanie w modlitwie, nie zajmuje swego prawidłowego miejsca, to znaczy pierwszego miejsca.

 

Piotr był w stanie mówić i zachowywać się tak, jak to czynił, bo był napełniony Duchem. Nie bądźmy zadowoleni z niczego mniejszego od całego serca, niepodzielnie poddanego pod władzę Ducha, jako lidera, oraz Pana naszego życia. Nic innego nam nie pomoże. Wtedy po raz pierwszy będziemy mogli powiedzieć, że Bóg „uzdolnił nas, abyśmy byli sługami (…)  Ducha” (2Kor. 3.6).

 

Cielesny czy duchowy

 

Istnieje wielka różnica między tymi dwoma stanami, która jest tylko w niewielkim stopniu rozumiana, czy też rozważana. Chrześcijanin, który „chodzi w Duchu” i „ukrzyżował swoje ciało” (Gal. 5.24) jest duchowy. Chrześcijanin, który chodzi w ciele i pragnie zaspokoić ciało jest cielesny (zob. Rzym. 13.14). Galacjanie, którzy zaczęli w Duchu, kończyli na ciele. Mimo to byli wśród nich niektórzy duchowi członkowie, którzy byli w stanie z łagodnością zawrócić odstępców.

 

Jaka jest różnica między cielesnym i duchowym chrześcijaninem (1Kor. 3.1-3)? W cielesnym chrześcijaninie może być wiele religii i wiele gorliwości dla Boga i służbie dla Niego. Niestety w przeważającej części jest to ludzka moc. W duchowym, z drugiej strony, jest całkowite poddanie się prowadzeniu Ducha, głębokie poczucie słabości i całkowite uzależnienie od dzieła Chrystusa. Jest to  życie w pozostawaniu w wspólnocie z Chrystusem, uformowane przez Ducha.

 

Jak ważnym jest dla mnie, aby dowiedzieć się i otwarcie przyznać się przed Bogiem, czy jestem duchowy czy cielesny! Pastor może być bardzo wierny swojej doktrynie i być bardzo gorliwy w służbie, a mimo to może trwać głównie w mocy ludzkiej mądrości i zapału. Jednym z objawów jest to, że mało przyjemności, czy wytrwałości płynie ze wspólnoty z Chrystusem, przez modlitwę. Miłość do modlitwy jest jednym ze znaków Ducha.

 

Jaka zmiana jest konieczna dla chrześcijanina, który jest głównie cielesny, aby stał się duchowy? Na początku, nie rozumie, co musi się wydarzyć i jak do tego musi dojść. Im bardziej prawda dociera do niego, tym bardziej jest przekonany, że jest to niemożliwe, chyba że Bóg to uczyni. Lecz aby prawdziwie uwierzyć, wymaga to rzetelnej modlitwy. Ciche odosobnienie i rozmyślania są niezbędne, wraz ze śmiercią wszelkiej ufności pokładanej w nas samych. Dalej na tej drodze przychodzi wiara w to, że Bóg może, Bóg chce i że Bóg to uczyni. Dusza, która trzyma się usilnie Pana Jezusa będzie prowadzona przez Ducha do takiej wiary.

 

Czy jesteś w stanie powiedzieć do innych: „I ja bracia, nie mogłem mówić do was, jako do duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie”? (1Kor. 3.1). Jest to niemożliwe, chyba, że sam przeszedłeś z jednego stanu w drugi. Bóg cię nauczy. Trwaj w modlitwie i wierze.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

 

Rozdział 6

 

DUCH ŚWIĘTY I MODLITWA

 

Czy nie jest to smutne, że nasze myśli o Duchu Świętym są tak często połączone z żalem i wyrzutami sumienia? A jednak nosi On imię Pocieszyciela i jest nam dany, aby prowadzić nas do znalezienia w Chrystusie naszej największej rozkoszy i radości. Jest jednak coś jeszcze bardziej smutnego: On, który mieszka w nas, aby nas pocieszać, często jest zasmucony przez nas, ponieważ nie pozwalamy Mu wykonać Jego dzieła miłości. Wielką przyczyną niewysłowionego bólu dla Ducha Świętego jest całe to zaniedbanie modlitwy w Kościele! Jest to przyczyną małego ożywienia i całkowitej niemożność, które są tak często spotykane w nas, ponieważ nie jesteśmy przygotowani, aby pozwolić Duchowi Świętemu nas prowadzić.

 

Dałby Bóg, aby nasze rozważania na temat działania Ducha Świętego odegrały rolę w  rozradowaniu się  i wzmocnieniu naszej wiary!

 

Duch Święty jest „Duchem modlitwy”. Jest wyraźnie nazwany tym imieniem w Zachariasza 12.10 „Duch łaski i błagania”. Dwa razy w listach Pawła znajduje się niezwykłe odniesienie do Niego w kwestii modlitwy. „Wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” (Rzym. 8.15). „Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze!”(Gal. 4.6). Czy kiedykolwiek rozważałeś te słowa: „Abba, Ojcze”? W tym imieniu nasz Zbawiciel ofiarował swoją największą modlitwę Ojcu, z całkowitym oddaniem, poświęceniem swego życia i miłości. Duch Święty jest nam dany wyraźnie, w celu nauczenia nas, od samego początku naszego chrześcijańskiego życia i dalej, wyrażania tego słowa z dziecięcym zaufaniem i uległością. W jednym z tych fragmentów czytamy, że my „wołamy”, a w innym: „Ducha (…) wołającego”. Co za wspaniałe mieszanie boskiej i ludzkiej współpracy w modlitwie. Dowodzi to, że Bóg – jeśli można tak powiedzieć – dołożył starań, aby uczynić modlitwę tak naturalną i skuteczną, jakby to był płacz dziecka do ziemskiego ojca, gdy mówi: „Abba, Ojcze”.

 

Czy to nie dowód, że Duch Święty jest w dużym stopniu obcy w Kościele, kiedy modlitwa, którą Bóg tak przygotował, jest traktowana jako zadanie i ciężar? Czy nie uczy nas to, żeby szukać źródła zaniedbania modlitwy w naszej nieświadomości i nieposłuszeństwie wobec boskiego instruktora, któremu Ojciec zlecił zadanie nauczenia nas, jak się modlić?

 

Jeśli chcemy zrozumieć tę prawdę jeszcze wyraźniej, musimy zwrócić uwagę na to, co jest napisane w Liście do Rzymian 8.26,27: „Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy bowiem, o co się modlić, jak należy, ale sam Duch wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach. A Ten, który bada serca, wie, jaki jest zamysł Ducha, bo zgodnie z myślą Bożą wstawia się za świętymi”. Czy nie wynika jasno z tego, że chrześcijanin pozostawiony samemu sobie, nie wie, o co, ani jak należy się modlić; i że Bóg wyszedł nam naprzeciw w naszej bezradności, dając nam nawet Ducha Świętego, aby się za nas modlił; i że Jego działanie jest głębsze niż nasze myśli czy uczucia i jest zauważane oraz otrzymuje odpowiedzi od Boga.

 

Dlatego, naszym pierwszym działaniem powinno być wejście w Bożą obecność, nie z naszymi nieświadomymi modlitwami, nie z wieloma słowami i myślami, ale w pewności, że boskie działanie Ducha Świętego jest prowadzone w nas. Ta pewność, zachęci do czci i spokoju; oraz umożliwi nam, w ścisłym uzależnieniu od pomocy, którą daje Duch, wylanie naszych pragnień i potrzeb serca przed Bogiem. Ważną lekcją dla każdej modlitwy jest, na pierwszym miejscu, upewnienie się, że oddajesz się pod prowadzenie Ducha Świętego i że z całkowitą zależnością od Niego, dajesz Mu pierwsze miejsce; bo przez Niego twoja modlitwa będzie miała wartość, której nie możesz sobie nawet wyobrazić i przez Niego nauczysz się również wyrażać swoje pragnienia w imieniu Chrystusa.

Cóż za wspaniałą ochroną, będzie ta wiara, przeciwko martwocie i zniechęceniu w komorze! Tylko pomyśl o tym! W każdej modlitwie bierze udział: Ojciec, który słyszy; Syn, w którego imieniu się modlimy; Duch Święty, który modli się za nas i w nas. Niezmiernie ważnym jest, aby być we właściwej relacji z Duchem Świętym i rozumieć Jego pracę!

 

Następujące punkty wymagają poważnego zastanowienia się:

 

  1. Uwierzmy mocno, w boską rzeczywistość, że Duch Syna Bożego, Duch Święty, mieszka w nas. Nie wyobrażaj sobie, że to wiesz i nie masz potrzeby rozważenia tego. Jest to myśl tak wielka i boska, że może uzyskać dostęp do naszego serca i pozostać tam, tylko przez samego Ducha Świętego. „Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym” (Rzym. 8.16). Nasze stanowisko powinno być całkowitą pewnością wiary, że nasze serce jest Jego świątynią, że mieszka w nas, rządzi duszą i ciałem. Dziękujmy z serca tak często, jak się modlimy, Bogu, że mamy Jego Ducha w nas, aby uczył nas, jak się modlić. Dziękczynienie zwróci nasze serca do Boga i utrzyma nas w złączeniu z Nim; odwróci naszą uwagę od samych siebie i da miejsce Duchowi w naszych sercach.

 

Och, nic dziwnego, że zaniedbaliśmy modlitwę i uważaliśmy to zadanie za zbyt ciężkie dla nas, jeśli staraliśmy się trwać w społeczności z Bogiem bez udziału Ducha, który objawia Ojca i Syna.

 

  1. W praktykowaniu tej wiary, w pewności, że Duch mieszka i działa w nas, musi być jeszcze zrozumienie wszystkiego, co On zamierza w nas osiągnąć. Jego praca w modlitwie jest ściśle związana z Jego inną pracą. Widzieliśmy w poprzednim rozdziale, że Jego pierwszą i najważniejszą pracą jest objawienie Chrystusa w Jego wszechobecnej miłości i mocy. Dlatego Duch Święty będzie podczas modlitwy nieustannie przypominał nam o Chrystusie, o Jego krwi i imieniu, jako podstawie do bycia wysłuchanym.

 

Dalej będzie On, jako „Duch Świętości” uczył nas rozpoznawania, nienawidzenia, i skończenia  z grzechem. Jest On „Duchem oświecenia i mądrości”, który prowadzi nas do niebiańskiego sekretu Bożej łaski. Jest On „Duchem miłości i mocy”, który uczy nas świadczyć o Chrystusie i trudzić się  nad duszami ze współczuciem i litością. Im bliżej utożsamiam wszystkie te obdarzenia z Duchem, tym bardziej będę przekonany o Jego bóstwie i będę bardziej gotowy, aby poddać się Jego przewodnictwu, gdy oddaję się modlitwie. Jak inne byłoby moje życie, jeśli poznałbym Ducha Świętego, jako Ducha modlitwy!

Jest jeszcze inna rzecz, której muszę się nieustannie na nowo uczyć, że:

 

  1. Duch Święty pragnie mieć pełne władanie nad całym moim życiem. Modlimy się o więcej Ducha i dobrze się modlimy, jeśli do tej modlitwy dołączamy prawdę, że Duch chce być więcej we mnie. Duch chciałby mieć mnie całkowicie. Podobnie jak moja dusza, ma całe ciało na mieszkanie i służbę, tak Duch Święty, chciałby mieć moje ciało i duszę, jako Jego mieszkanie, całkowicie pod Jego kontrolą. Nikt nie może trwać długo i gorliwie w modlitwie bez dostrzeżenia, że Duch Święty łagodnie prowadzi do całkowicie nowego uświęcenia, o którym wcześniej nic on nie wiedział. „Szukam Cię z całego serca”. Duch uczyni te słowa bardziej i bardziej mottem naszego życia. Sprawi, że rozpoznamy, że wszystko, co pozostało w nas z rozdwojonej duszy, jest całkowicie grzeszne. Objawi nam Chrystusa, jako wszechmocnego wybawcę od wszelkiego zła, który jest zawsze blisko, aby nas bronić. Poprowadzi nas w taki sposób w modlitwie, abyśmy zapomnieli o sobie samych, a skłoni nas do stawania się coraz bardziej orędownikami, którym Bóg powierzy wykonanie swoich planów i którzy dniem i nocą wołają do Niego o wybawienie Kościoła od przeciwnika.

 

Boże dopomóż nam poznać Ducha Świętego i uczcić Go jako Ducha modlitwy!

 

 

Rozdział 7

 

GRZECH; ŚWIĘTOŚĆ BOGA

 

Aby zrozumieć łaskę, aby zrozumieć Chrystusa poprawnie, musimy zrozumieć, czym jest grzech. A jak inaczej możemy dojść do tego zrozumienia niż w świetle Boga i Jego słowa?

 

Przenieś ze mną na początek Biblii. Zobacz człowieka stworzonego przez Boga na Jego obraz, określonego przez Jego Stwórcę, jako bardzo dobry. Wtedy wkroczył grzech, jako bunt przeciwko Bogu. Z powodu niego Adam został wypędzony z raju i wraz z niezliczonymi milionami z kolejnych pokoleń wszedł pod przekleństwo i w ruinę. To było dzieło grzechu, poprzez które poznajemy jego naturę i moc.

 

Pójdź dalej i zobacz z jakiego powodu zaistniała arka Noego. Tak straszna stała się bezbożność wśród ludzi, że Bogu nie pozostało nic innego, jak tylko zgładzić człowieka z powierzchni ziemi. To było dzieło grzechu.

 

Pójdź ze mną na Synaj. Bóg chciał ustanowić swoje przymierze z nowym narodem – z ludem Izraela. Ale z powodu grzeszności człowieka, mógł to jedynie zrobić poprzez pojawienie się w ciemności i błyskawicach, tak strasznych, że Mojżesz powiedział: „Jestem przerażony i drżący”(Hbr. 12.21). Pod koniec nadawania zakonu (prawa), pojawiła się ta okropna wiadomość: „Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu” (Gal. 3.10). To grzech spowodował konieczność ustanowienia zakonu.

 

Pójdź jeszcze raz ze mną, tym razem na Kalwarię, zobaczyć tam, czym jest grzech, nienawiść i wrogość, z którą świat odrzucił i ukrzyżował Syna Bożego. Tam grzech osiąga swój najwyższy punkt. Tam Chrystus został, przez samego Boga, uczyniony grzechem i stał się przekleństwem, gdyż to był jedyny sposób na zniszczenie grzechu. W agonii modlił się w Getsemane, aby nie musiał pić tego kielicha gniewu i w agonii na krzyżu, w głębokim poczuciu opuszczenia zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” z tych dwóch wydarzeń otrzymujemy co najwyżej jakieś nikłe pojęcie przekleństwa i nieopisanego cierpienia, jakie przynosi grzech. Jeśli, cokolwiek może wywołać w nas nienawiść i obrzydzenie do grzechu, to jest to Chrystus na krzyżu.

 

Pójdź teraz ze mną do wielkiego, białego tronu na sądzie ostatecznym i zobacz jezioro ognia, gdzie niezliczone dusze zostaną wrzucone, pod wyrokiem: „Idźcie precz ode mnie przeklęci, w ogień wieczny” (Mat. 25.41). Och, czy te słowa nie zmiękczą naszych serc i nie napełnią nas niezapomnianą grozą grzechu, w taki sposób, że możemy nienawidzić go doskonałą nienawiścią?

 

Czy jest coś jeszcze, co pomoże nam zrozumieć czym jest grzech? Tak, jest. Zwróć swoje oczy do wewnątrz, spójrz na swoje serce i dostrzeż tam grzech. Pamiętaj, że to wszystko, co już wiedziałeś o nienawiści i bezbożności grzechu powinno nauczyć cię, co grzech w twoim sercu oznacza – wszelką wrogość wobec Boga, całkowitą ruinę człowieka, całą wewnętrzną naturę nienawiści, kłamstwo ukryte w grzechu, który popełniłeś, winę każdego zaniedbania przeciwko Bogu. I kiedy pamiętasz, że jesteś dzieckiem Boga, a mimo to, popełniasz grzech i pozwalasz grzechowi zaspokoić jego pożądliwość, czy nie jest stosownym, że powinieneś wołać ze wstydem: „Biada mi, przez mój grzech?” „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny”(Łuk.5.8)?

 

Wielką mocą grzechu jest to, że zaślepia człowieka tak, że ten nie rozpoznaje, jego prawdziwego charakteru. Nawet sam chrześcijanin potrafi znaleźć wymówkę, myśląc, że nigdy nie może stać się doskonały i że codzienne grzeszenie jest koniecznością. Jest tak przyzwyczajony do myśli grzeszenia, że prawie stracił on moc i zdolność do ubolewania nad grzechem. A przecież nie może być rzeczywistego postępu w łasce, bez udziału rosnącej świadomości grzechu i poczucia winy za każde przestępstwo przeciw Bogu. Najważniejszym pytaniem tu jest: „W jaki sposób mogę odzyskać utraconą wrażliwość sumienia i być naprawdę przygotowanym do złożenia Bogu złamanego serca w ofierze?”

 

Pismo uczy nas sposobu. Obowiązkiem chrześcijanina jest pamiętać, co Bóg myśli o grzechu – o nienawiści, z którą Jego świętość płonie przeciwko grzechowi; o doskonałej ofierze, którą zwyciężył grzech i uwolnił nas od niego. Pozwólmy chrześcijaninowi oczekiwać w Bożej obecności, aż Jego świętość zajaśnieje nad nim, a zapłacze z Izajaszem: „Biada mi! Bo jestem zgubiony „(Iz. 6.5).

 

Niech pamięta o krzyżu i co miłość Chrystusa musiała tam znieść, przez niewysłowiony ból, który spowodował grzech; niech sobie zada pytanie czy to, nie nauczy go słuchać głosu, który mówi: „Nie czyńcie tej obrzydliwości, której Ja nienawidzę!” (Jer. 44.4). Niech poczeka, aż krew i miłość krzyża będzie mogła wywrzeć na niego swój pełny wpływ i niech uważa grzech, jako nic innego, jak oddanie swoich rąk szatanowi i jego mocy. Czy nie jest strasznym rezultatem naszego zaniedbania modlitwy i krótkiego i pospiesznego oczekiwania na Boga, to, że prawdziwa znajomość grzechu jest prawie utracona?

 

Niech wierzący nie tylko myśli o tym, ile  odkupienie kosztowało Chrystusa, ale również o fakcie, że Chrystus został ofiarowany mu przez Ducha Świętego, jako dar niepojętej łaski, przez którego Boże przebaczenie oraz oczyszczenie i odnowienie zawładnęło nim. Niech zada sobie pytanie czym może odpłacić za taką miłość. Jeśli tylko poświęcilibyśmy czas, aby oczekiwać w Bożej obecności i zadawać Mu tego rodzaju pytania, to Duch Boży wykonałby swoją pracę przekonania o grzechu w nas. Oraz nauczyłby nas zajmować całkowicie nowy punkt widzenia i dałby nowe spojrzenie na grzech. Myśl zaczęłaby się pojawiać w naszym sercu, że zostaliśmy odkupieni, tak aby w mocy Chrystusa móc żyć każdego dnia jako współuczestnicy wielkiego zwycięstwa, które Chrystus osiągnął na krzyżu nad grzechem i moglibyśmy manifestować to w naszej pielgrzymce.

 

Co ty myślisz? Czy nie zaczynasz dostrzegać, że grzech zaniedbania modlitwy wywarł na ciebie wpływ gorszy niż początkowo przypuszczałeś? To właśnie z powodu tej pospiesznej i powierzchownej rozmowy z Bogiem, poczucie grzechu jest tak słabe, że żadne bodźce nie mają mocy, aby pomóc Ci nienawidzić grzechu i uciekać od niego w prawidłowy sposób. Nic, nic oprócz osobistej, uniżonej i stałej społeczności z Bogiem, nie może nauczyć cię, jako Boże dziecko, nienawidzić grzechu w taki sposób, jak Bóg chce, abyś go nienawidził. Nic, nic, jak tylko ciągła bliskość i nieustająca moc żywego Chrystusa, może umożliwić tobie właściwe zrozumienie czym jest grzech i brzydzić się nim. Bez tego głębszego zrozumienia grzechu, nie będzie mowy o osiągnięciu zwycięstwa, które jest możliwe dla ciebie w Jezusie Chrystusie i które jest doskonalone w tobie przez Ducha Świętego.

 

O Boże, spraw, abym znał mój grzech i naucz mnie oczekiwać cierpliwie przed Tobą, aż Twój Duch sprawi, że coś z Twojej świętości  spocznie na mnie! O Boże, spraw, abym znał mój grzech i niech to zaprowadzi mnie do usłyszenia Twojej obietnicy: „Każdy, kto w Nim mieszka, nie grzeszy” i do oczekiwania wypełnienia jej!

 

Świętość Boga

 

Często się mówi, że pojęcie grzechu i świętości Boga zostało zatracone w Kościele. W komorze mamy miejsce, gdzie możemy nauczyć się na nowo, jak dać świętości Boga właściwą pozycję w naszej wierze i życiu. Jeśli nie wiesz, jak spędzić pół godziny w modlitwie, zajmij się tematem świętości Boga. Ugnij się przed Nim. Daj sobie i Bogu czas, aby móc przyjść do kontaktu z sobą. Jest to wielka praca, ale obfitująca we wspaniałe obdarzenie.

Jeśli chcesz wzmocnić się w praktykowaniu tej świętej obecności, weź święte Słowo Boże. Weź, na przykład, Księgę Kapłańską i zauważ, jak Bóg siedmiokrotnie daje polecenie: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (11.44, 45; 19.2; 20.7, 26; 21.8; 22.32). Jeszcze częstsze jest wyrażenie: „Jam Pan, który was uświęcam”. Ta ważna myśl, jest przejęta przez Nowy Testament. Piotr mówi (1P. 1.15,16): „Bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym; ponieważ jest napisane: Świętymi bądźcie; bo Ja jestem święty”. Paweł pisze w swoim pierwszym liście do Tesaloniczan(3.13; 4.7; 5.24.): „Niech On utwierdzi wasze serca bez nagany w świętości (…) nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do uświęcenia (…) Wierny jest Ten, który was powołuje, On też tego dokona”.

 

Nic, jak tylko poznanie Boga, jako Świętego, uczyni nas świętymi. A jak uzyskać to poznanie  Boga,  za wyjątkiem komory? Jest to rzeczą zupełnie niemożliwą, chyba że poświęcimy czas i pozwolimy świętości Boga świecić na nas. W jaki sposób, jakiś człowiek na ziemi może uzyskać gruntowną wiedzę o innym człowieku, o jego niezwykłej mądrości, jeśli nie będzie mu towarzyszył i nie podda się jego wpływowi? W jaki inny sposób Bóg może nas uświęcić, jeśli nie poświęcamy czasu, aby być wprowadzeni pod moc chwały Jego świętości? Nigdzie nie możemy poznać świętości Boga i przyjść pod jej wpływ i moc, za wyjątkiem komory.  Nikt nie może oczekiwać, postępu w świętości, jeśli nie jest często i długo, sam na sam z Bogiem.

 

Czym jest świętość Boga? Jest to najwyższy, najbardziej chwalebny i najbardziej wszechogarniający ze wszystkich atrybutów Boga. Świętość jest to najpoważniejszy (najdonioślejszy) wyraz w Biblii. Jest to słowo, którego domem jest Niebo. Zarówno Stary, jak i Nowy Testament mówi nam to. Izajasz usłyszał serafinów z zakrytymi twarzami, wołających: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów” (Iz. 6.3). Jan słyszał cztery postacie mówiące: „Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący” (Obj. 4.8). To jest najwyższe wyrażenie Bożej chwały w Niebie, przez istoty, które przebywają w Jego bezpośredniej obecności i nisko Mu się kłaniają. Czy śmiemy sobie wyobrazić, że my, poprzez myślenie, czytanie i postępowanie możemy zrozumieć, lub stać się uczestnikami świętości Boga? Cóż za szaleństwo! Och, obyśmy zaczęli dziękować Bogu, że mamy miejsce w komorze, miejsce gdzie  możemy być sami z Nim i spędzać czas na modlitwie: „Niech twoja świętość, o Panie, świeci coraz mocniej do naszych serc, aby mogły one stać się świętymi”.

 

I niech nasze serca głęboko się zawstydzą z powodu naszego zaniedbania modlitwy, przez które uniemożliwiliśmy Bogu, udzielenie nam, Jego świętości. Prośmy gorliwie Boga, aby odpuścił nam ten grzech i pociągnął nas swoją niebiańską łaską i wzmocnił nas, abyśmy mieli społeczność z Nim, Świętym Bogiem.

 

Znaczenia słowa „Świętość Boga”, nie jest łatwo wyrazić. Ale możemy zacząć od stwierdzenia, że pociąga ona za sobą niewypowiedzianą niechęć i nienawiść z jaką Bóg odnosi się do grzechu. A jeśli chcesz zrozumieć, co to oznacza, to należy pamiętać, że wolał zobaczyć, jak Jego Syn umiera, niż gdyby grzech miał panować. Pomyśl o Synu Bożym, który wolał oddać swoje życie, niż przekroczyć wolę Ojca, choćby w najmniejszym stopniu. I dalej, miał On taką nienawiść do grzechu, że wolał umrzeć aniżeli pozwolić człowiekowi pozostać uwięzionym w jego mocy. To jest coś ze świętości Boga, co jest gwarancją (rękojmią) tego, że uczyni On wszystko dla nas – dla ciebie i mnie – aby wyzwolić nas z grzechu. Świętość jest Bożym ogniem, który wypali grzech w nas i uczyni nas świętymi ofiarami, czystymi i mile widzianymi przed Nim. To właśnie z tego powodu Duch Święty przyszedł jako ogień. On jest Duchem świętości Boga, Duchem uświęcenia w nas.

 

Och, pomyśl o świętości Boga i padnij przed Nim w uniżeniu, aż twoje serce zostanie napełnione zapewnieniem tego, co Święty uczyni dla ciebie. Poświęć tydzień, jeśli to jest konieczne, aby czytać i czytać Słowa Boże o tej wspaniałej prawdzie, dopóki twoje serce nie zostanie doprowadzone do przekonania: „To jest chwałą komory, rozmawiać ze świętym Bogiem; skłonić się w głębokim uniżeniu i wstydzie przed Nim, ponieważ tak bardzo pogardzaliśmy Nim i Jego miłością przez nasze zaniedbanie modlitwy”. Tam powinniśmy otrzymać zapewnienie, że On weźmie nas ponownie do społeczności z sobą. Nikt nie może oczekiwać zrozumienia i otrzymania świętości Boga, kto nie jest często i długo sam na sam z Nim.

 

Ktoś powiedział, że świętość Boga jest wyrazem niewysłowionej odległości, w której On w swej sprawiedliwości jest oddzielony od nas, a jednak, również niewysłowionej bliskości, w której On w swej miłości tęskni do utrzymania  społeczności z nami i mieszkania w nas. Ugnij się z pokorną czcią, gdy myślisz o nie dającym się zmierzyć dystansie między tobą a Bogiem. Pokłoń się w dziecięcej pewności w niewysłowione pragnienie Jego miłości, aby być z tobą zjednoczonym w najgłębszej intymności i licz najpewniej na Niego, aby objawił coś ze swojej świętości twej duszy, która Go pragnie, oczekuje Go i wycisza się przed Nim.

 

Zauważ, jak dwie strony tej świętości Boga są zjednoczone w krzyżu. Tak straszna była niechęć i gniew Boga przeciwko naszemu grzechowi, że Chrystus został pozostawiony w gęstych ciemnościach, ponieważ Bóg, gdy grzech został na Niego złożony, musiał odwrócić swoją twarz od Niego. A jednak tak głęboka była miłość Boga wobec nas i tak pragnął się zjednoczyć, że nie oszczędził swojego Syna, ale wydał Go na niewypowiedziane cierpienia, aby mógł nas przyjąć w jedności z Chrystusem do swojej świętości i przygarnąć nas do swego serca, jako Jego ukochane dzieci. To w związku z tym cierpieniem, nasz Pan Jezus powiedział: „Za nich poświęcam siebie samego, aby i oni byli poświęceni w prawdzie” (J. 17.19). Dlatego stał się On przez Boga naszym uświęceniem i jesteśmy świętymi w Nim.

 

Błagam cię, nie uważaj za coś małego łaski, że masz świętego Boga, który pragnie uczynić cię świętym. Nie uważaj za coś małego głosu Boga, który wzywa cię do spędzenia z Nim czasu w wyciszeniu komory, aby mógł On sprawić, że Jego świętość spocznie na tobie. Niech w twoim interesie będzie spotykanie każdego dnia świętego Boga w komorze. Będziesz miał odpłacone za trud, który to sprawi. Nagroda będzie pewna i obfita. Nauczysz się nienawidzić grzechu i traktować go jako coś przeklętego i zwyciężonego. Nowa natura pokaże Ci grozę grzechu. Ratujący Jezus, święty Bóg, będzie, jako Zdobywca, twoją mocą i siłą. Zaczniesz wierzyć wielkiej obietnicy zawartej w 1Tes. 5.23,24: „A sam Bóg pokoju niechaj was w zupełności uświęci (…) Wierny jest ten, który was powołuje; On też tego dokona”.

 

 

 

Rozdział 8

 

POSŁUSZEŃSTWO; ZWYCIĘSKIE ŻYCIE

 

W opozycji do grzechu stoi posłuszeństwo. „Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak też przez posłuszeństwo jednego wielu dostąpi usprawiedliwienia (…) staliście się sługami sprawiedliwości” (Rzym. 5.19; 6.18). W związku ze wszystkim co zostało powiedziane o grzechu, o nowym życiu i przyjęciu Ducha Świętego, musimy zawsze dać posłuszeństwu miejsce przypisane postanowieniom Boga.

 

„Uniżył samego siebie i był posłuszny, aż do śmierci i to do śmierci krzyżowej, dlatego też Bóg wielce Go wywyższył” (Fil. 2.8). Paweł, w związku z tym wzywa nas: „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie” (Filip. 2.5). Widzimy, nade wszystko, że posłuszeństwo Chrystusa, które było tak miłe Bogu, musi stać się naprawdę cechą naszego usposobienia i całego naszego pielgrzymowania. Podobnie, jak sługa wie, że musi być najpierw posłusznym swemu panu we wszystkim, tak poddanie w bezwzględne i bezwarunkowe posłuszeństwo, musi stać się, istotną cechą naszego życia.

 

Jak mało jest to rozumiane przez chrześcijan! Ilu jest takich, którzy dali się zwieść i spoczęli usatysfakcjonowani z myślą, że grzech jest koniecznością, że trzeba grzeszyć każdego dnia! Trudno byłoby opisać, jak wielką szkodą jest to, co zostało dokonane przez ten błąd. Jest to jedna z głównych przyczyn przez które grzech nieposłuszeństwa jest tak mało rozpoznawany. Słyszałem chrześcijan, mówiących (po trochu śmiejąc się), o przyczynie ciemności i słabości: „Tak, to jest znów nieposłuszeństwo”. Staramy się pozbyć pracownika, który jest notorycznie nieposłuszny, ale nie traktuje się jako czegoś niezwykłego, gdy Boże dziecko codziennie jest nieposłuszne. Nieposłuszeństwo jest codziennie widoczne, a mimo to, nie ma odwracania się od niego.

 

Czy nie mamy tu powodu, dlaczego tak wiele modlitw o moc Ducha Świętego jest zanoszonych, a mimo to, tak mało odpowiedzi przychodzi? Czy nie widzimy w Dziejach Apostolskich 5.32, że Bóg dał Ducha Świętego apostołom, bo byli posłuszni? Każde Boże dziecko otrzymało Ducha Świętego – jeśli używa miarę Ducha Świętego, którą ma, z określonym celem bycia posłusznym Najwyższemu, wtedy Bóg może i będzie sprzyjał mu z dalszą manifestacją mocy Ducha, ale jeśli dopuści on nieposłuszeństwo, aby przeważało, dzień po dniu, niech się nie dziwi jeśli, jego modlitwy o więcej działania Ducha w nim pozostają bez odpowiedzi.

 

Mówiliśmy już, że nie wolno nam zapominać, że Duch pragnie posiadać więcej z nas. Jak możemy całkowicie oddać się Jemu w inny sposób, niż poprzez bycie posłusznymi? Pismo mówi, że musimy być prowadzeni przez Ducha, że musimy chodzić w Duchu. Moim właściwym stosunkiem do Ducha Świętego jest to, że pozwalam, aby rządził i abym był prowadzony przez Niego. Posłuszeństwo jest istotnym czynnikiem w całej naszej relacji z Bogiem. „Słuchajcie mojego głosu, a Ja będę waszym Bogiem” (Jer. 7,23. 11,4).

 

Zwróć uwagę, jak Pan Jezus ostatniej nocy, kiedy daje swą wielką obietnicę o Duchu Świętym, kładzie nacisk w tej kwestii. „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a On da wam innego Pocieszyciela” (J. 14.15,16). Posłuszeństwo było istotnym  przygotowaniem do otrzymania Ducha. I ta myśl jest często powtarzana przez Niego. „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje; a kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie” (J. 14.21). Jak również w wersecie 23: „Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy”. „Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam” (J. 15.7). „Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej” (J. 15.10). „Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuje” (J. 15.14).

 

Czy mogą słowa jaśniej lub bardziej imponująco ogłaszać, że całe życie w nowym szafarstwie, po zmartwychwstaniu Chrystusa, zależy od posłuszeństwa? To jest Duch Chrystusa, który żył, aby nie czynić swojej własnej woli, lecz wolę Ojca.  Nie może On ze swym Duchem zrobić trwałego domu w sercu kogoś, kto nie poddaje się  całkowicie życiu w posłuszeństwie.

 

Niestety, jak mało jest takich, którzy są prawdziwie zaniepokojeni  tym nieposłuszeństwem! Jak mało się wierzy, że Chrystus naprawdę tego wymaga i oczekuje od nas, ponieważ On podjął się uczynić to dla nas możliwym. Jak bardzo przejawia się w modlitwach, w pielgrzymowaniu i głębokim życiu duchowym, to, że naprawdę dążymy, aby podobać się Panu we wszystkim? Za mało mówimy w odniesieniu do naszego nieposłuszeństwa: „Żałuję mojego grzechu”.

 

Ale czy posłuszeństwo jest rzeczywiście możliwe? Pewne jest to dla tego, kto wierzy, że Jezus Chrystus jest jego uświęceniem i opiera się na Nim.

 

Tak, jak to jest niemożliwe dla człowieka, którego oczy jeszcze nie zostały otwarte, aby zobaczyć, że Chrystus może mu wybaczyć jego grzech, tak samo jest z wiarą pewną tego, że w Chrystusie jest pewność obietnicy mocy, aby osiągnąć wszystko, czego Bóg pragnie od swego dziecka. Podobnie jak przez wiarę, znajdujemy pełnię przebaczenia; tak przez nowy akt wiary osiągamy prawdziwe wyzwolenie spod panowania grzechu, który tak łatwo nas opanowywał, a trwałe szczęście nieprzerwanego doświadczenia ochronnej mocy Chrystusa staje się nasze. Ta wiara uzyskuje nowy wgląd w obietnice, których znaczenie nie było wcześniej rozumiane: „A Bóg pokoju (…) niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście czynili Jego wolę, sprawując w was, co miłe jest w oczach Jego, przez Jezusa Chrystusa” (Hebr. 13.20,21). „A temu, który was może ustrzec od upadku i stawić nieskalanych (…) niech będzie chwała, uwielbienie, moc i władza” (Judy 24.25). „Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby swoje powołanie i wybranie umocnić; czyniąc to bowiem, nigdy się nie potkniecie” (2P. 1.10). „Was zaś, niech Pan napełni obficie (…) aby serca wasze były utwierdzone bez nagany w świątobliwości” (1Tes. 3.12,13). „A wierny jest Pan, który was utwierdzi i strzec będzie od złego” (2Tes. 3.3).

 

Kiedy dusza rozumie, że wypełnienie tych i innych obietnic jest zabezpieczone dla nas w Chrystusie  i że jest tak pewne, jak odpuszczenie grzechów zapewnione jest nam w Nim, tak samo jest zapewniona dla nas moc przeciwko ponownym czy nowym atakom grzechu. Wtedy po raz pierwszy jest ta lekcja właściwie uczona, że wiara może śmiało polegać na pełni Chrystusa i Jego nieustannej ochronie.

 

Ta wiara rzuca zupełnie nowe światło na życie w posłuszeństwie. Chrystus wziął na siebie odpowiedzialność, aby wypracować to we mnie w każdej chwili, jeśli Mu tylko w tym ufam. Wtedy zaczynam rozumieć ważne wyrażenie z którym Paweł zaczyna i kończy swój list do Rzymian (Rzym. 1.5 i 16,26.): „Posłuszeństwo wiary”. Wiara prowadzi mnie do Pana Jezusa, nie tylko w celu uzyskania odpuszczenia grzechu, ale również, abym mógł w każdej chwili cieszyć się mocą, która uczyni możliwym dla mnie, jako dziecka Bożego, trwanie w Nim i bycie zaliczonym do Jego posłusznych dzieci, o których napisano: „Za przykładem Świętego, który was powołał sami też  bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym” (1P 1.15). Wszystko zależy od tego, czy wierzę lub nie wierzę, w całego Chrystusa z pełnią Jego łaski, że On, nie od czasu do czasu, ale w każdej chwili, będzie siłą mego życia. Taka wiara doprowadzi do posłuszeństwa, które pozwoli mi postępować w sposób godny Pana, ku Jego zupełnemu upodobaniu, wydając owoc w każdym dobrym uczynku, utwierdzony wszelką mocą, według potęgi chwały Jego (Kol 1.10,11).

 

Dusza, która karmi się takimi obietnicami doświadczy teraz, zamiast nieposłuszeństwa własnych wysiłków, znaczenia posłuszeństwa wiary. Wszystkie dane nam obietnice mają swoją miarę, pewność i siłę w żywym Chrystusie.

 

ZWYCIĘSKIE ŻYCIE

 

W rozdziale „Bardziej obfite życie” rozpatrzeliśmy sprawę głównie od strony naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zauważyliśmy, że można znaleźć w Nim – ukrzyżowanym, zmartwychwstałym i uwielbionym, który chrzci Duchem Świętym – wszystko, co jest potrzebne do życia w obfitej łasce. Teraz w omawianiu zwycięskiego życia spojrzymy na tą sprawę z innego punktu widzenia. Chcemy zobaczyć, jak chrześcijanin może żyć naprawdę jako zwycięzca. Wystarczająco często mówiliśmy, że życie modlitewne nie jest czymś, co może być ulepszone samo przez siebie. To jest tak ściśle związane z całym życiem duchowym, że tylko gdy całe życie (poprzednio naznaczone brakiem modlitwy) zostaje odnowione i uświęcone, dopiero wtedy modlitwa może mieć należne jej mocy miejsce. Nie możemy być zadowoleni z mniej, niż zwycięskiego życia, do którego Bóg wzywa swoje dzieci.

 

Pamiętacie jak nasz Pan, w siedmiu listach w Objawieniu Jana, kończy je obietnicą dla tych, którzy zwyciężyli. Pofatyguj się, aby przestudiować te powtarzane siedem razy „zwycięzca” i zauważ, jak niewypowiedzianie wspaniałe obietnice, są tam podane. A dano je nawet do kościołów, takich jak Efez, który stracił swoją pierwszą miłość i Sardes, do którego mówiono: „Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły” (Obj. 3.1) i Laodycei, z jej letniością i samozadowoleniem – jako dowód, że gdyby tylko zechcieli pokutować, mogą zdobyć koronę zwycięstwa. Wezwanie skierowane jest do każdego chrześcijanina, aby dążył do korony. Jest niemożliwym, aby być zdrowym chrześcijaninem, a jeszcze bardziej być kaznodzieją w mocy Bożej, jeśli wszystko nie jest ofiarowane, aby odnieść zwycięstwo.

 

Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób możemy  osiągnąć to, jest prosta. Wszystko jest w Chrystusie. „Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie” (2Kor. 2.14). „W tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37). Wszystko zależy od naszej prawidłowej relacji z Chrystusem, naszego całkowitego podporządkowania, doskonałej wiary i nieprzerwanej społeczność z Nim. Ale czy chcesz wiedzieć, jak osiągnąć to wszystko? Posłuchaj jeszcze raz prostych wskazówek, co do sposobu przez który cała radość z tego, co jest przygotowane dla ciebie w Chrystusie, może być twoją. Są to – nowe odkrycie grzechu; nowe poddanie się Chrystusowi; nowa wiara w moc, która uczyni to możliwym, aby wytrwać.

 

1.Nowe odkrycie grzechu

 

W trzecim rozdziale listu do Rzymian, znajdujemy opis świadomości grzechu, która jest koniecznością do pokuty, przebaczenia, „aby wszelkie usta były zamknięte i aby cały świat podlegał sądowi Bożemu” (3.19). Tam zająłeś swoje stanowisko, rozpoznałeś swój grzech mniej lub bardziej świadomie i wyznałeś go i uzyskałeś miłosierdzie. Ale jeśli chciałbyś wieść zwycięskie życie, potrzeba czegoś więcej. To przychodzi z doświadczenia, że w tobie, to jest, w twoim ciele „nie mieszka dobro” (Rzym. 7.18). Masz upodobanie w prawie Bożym według wewnętrznego człowieka, ale dostrzegasz inne prawo w swoich członkach, które bierze cię w niewolę prawa grzechu i zmusza cię wołać: „0 nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Werset 24). Nie jest to, już tak, jak było zaraz po nawróceniu, gdy myślałeś nad swoimi kilkoma lub wieloma grzechami. Ta praca idzie znacznie głębiej. Okrywasz, że jako chrześcijanin, nie masz mocy, aby czynić dobro, które chcesz czynić. Musisz być wprowadzony do nowego i głębszego wglądu w grzeszność swojej natury i do swojej całkowitej słabości – chociaż jesteś chrześcijaninem – aby czynić, to co powinieneś. I nauczysz się wołać: „Któż mnie wyzwoli, biednego człowieka, więźnia, związanego prawem grzechu?”.

 

Odpowiedzią na to pytanie jest: „Bogu niech będą dzięki, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego” (Rzym. 7.25). Potem następuje objawienie tego, co znajduje się w Chrystusie.  Nie jest to tylko, jak podano w Rzymian, trzecim rozdziale. Tu jest więcej: jestem w Jezusie Chrystusie i „zakon Ducha, który daje życie w Jezusie Chrystusie, uwolnił mnie od zakonu grzechu i śmierci” (Rzym. 8.2), którego byłem więźniem. Jest to doświadczenie, że prawo i moc Ducha życia w Chrystusie, uczyniło mnie wolnym, a teraz wzywa mnie w nowym znaczeniu i przez nowe poddanie się, aby uznać Chrystusa, jako tego, który obdarza zwycięstwem.

 

  1. Nowe poddanie się Chrystusowi

 

Być może wiele razy używałeś słów „poddanie” i „uświęcenie”, lecz bez właściwego zrozumienia, co one oznaczają. Tak, jak zostałeś sprowadzony przez nauczanie Rzymian 7-go rozdziału do całkowitego poczucia bezsilności w prowadzeniu prawdziwego chrześcijańskiego życia, czy też życia modlitewnego poprzez własne wysiłki, tak też czujesz, że Pan Jezus, musi wziąć cię przez Jego własną moc, w zupełnie nowy sposób i musi przejąć panowanie nad tobą, przez swego Ducha w całkowicie nowej mierze. Tylko to może powstrzymać cię przed ciągłym upadaniem na nowo w grzech. To tylko może uczynić ciebie zwycięzcą. To prowadzi cię do odwrócenia się od polegania na sobie i do prawdziwego uwolnienia się od siebie w oczekiwaniu wszystkiego od Pana Jezusa.

 

Jeśli zaczniemy to rozumieć, to jesteśmy przygotowani, aby przyznać, że w naszej naturze nie ma nic dobrego, że jest ona pod przekleństwem i jest przybita wraz z Chrystusem do krzyża. Zaczynamy widzieć, co Paweł miał na myśli, kiedy powiedział, że jesteśmy martwi dla grzechu poprzez śmierć Chrystusa. W ten sposób uzyskujemy udział w chwalebnym zmartwychwstałym życiu, które jest w Nim. Przez takie zrozumienie, jesteśmy zachęceni, aby wierzyć, że Chrystus, przez swoje życie w nas, poprzez Jego ciągłe zamieszkiwanie, może nas zachować. Podobnie jak, przy naszym nawróceniu, nie mieliśmy spoczynku, dopóki nie wiedzieliśmy, że On nas przyjął, tak teraz czujemy potrzebę przyjścia do Niego, aby otrzymać od Niego zapewnienie, że On naprawdę podjął się, aby zachować nas mocą swego zmartwychwstałego życia. I czujemy, że musi to być akt, tak jasny, jak Jego przyjęcie nas przy nawróceniu, przez który daje On nam pewność zwycięstwa. I choć wydaje się nam, że to jest zbyt dużo i zbyt wiele, to jednak człowiek, który rzuca się bez wymówek, w ramiona Chrystusa dozna, że rzeczywiście przyjmuje On nas do takiej społeczności, jaka uczyni nas, odtąd, „więcej niż zwycięzcami”.

 

  1. Nowa wiara w moc, która uczyni możliwym dla was to, aby wytrwać w poddaniu

 

Słyszeliście o przebudzeniu w Keswick i prawdzie za którą ono stoi. Chrystus jest gotów wziąć na siebie opiekę i ochronę naszego życia każdego dnia, nieustannie, jeśli Mu zaufamy, że to zrobi. W świadectwie danym przez wielu, następująca myśl była podkreślona. Opowiedzieli nam, że czuli się wezwani do nowego poddania się, do całkowitego uświęcenia życia w Chrystusie, docierając do najmniejszych rzeczy, ale byli skrępowani przez strach przed porażką. Pragnienie świętości,  nieprzerwanej społeczności z Jezusem, a w życiu wytrwałego dziecięcego posłuszeństwa, nakierowało ich w jedną stronę. Ale pojawiło się pytanie: „Czy będę wiernie kontynuował?” I na to pytanie nie przyszła odpowiedź, dopóki nie uwierzyli że poddanie musi być uczynione nie w ich własnych siłach, ale w mocy, która została dana przez uwielbionego Pana. On nie tylko zachowa ich w przyszłości, ale najpierw musi umożliwić im poddanie się wierze, która oczekuje tej przyszłej łaski. Tylko w mocy samego Chrystusa byli w stanie oddać samych siebie Jemu.

 

Och, chrześcijaninie, tylko wierz, że istnieje zwycięskie życie! Chrystus, Zwycięzca, jest twoim Panem, który zatroszczy się dla ciebie o wszystko i umożliwi ci wykonanie wszystkiego czego oczekuje od ciebie Ojciec. Bądź odważny. Czy nie zaufasz Mu w wykonaniu tej wielkiej pracy dla ciebie; temu, który oddał swoje życie za ciebie i przebaczył twoje grzechy? Tylko śmiało ufaj w Jego moc, by oddać się życiu tych, którzy są trzymani od grzechu przez moc Bożą. Wraz z najgłębszym przekonaniem, że nie ma w tobie dobra, wyznaj, że widzisz w Panu Jezusie wszelkie dobro, którego potrzebujesz, dla życia każdego dziecka Bożego i zacznij dosłownie żyć „przez wiarę w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Gal. 2.20).

 

Pozwólcie mi, dla waszej zachęty, podać świadectwo biskupa Monte, człowieka głębokiej pokory i czułej pobożności. Kiedy po raz pierwszy usłyszał o Keswick, bał się „perfekcjonizmu” i nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Niespodziewanie podczas wakacji w Szkocji, zetknął się z przyjaciółmi podczas małej konwencji. Tam usłyszał przemówienie, przez które został przekonany, jak ta nauka była całkowicie zgodna z Pismem. Nie było ani słowa o bezgrzeszności w „ciele” lub w człowieku. Było to wyjaśnienie w jaki sposób Jezus może powstrzymać od grzechu człowieka z grzeszną naturą. Światło zaświeciło do jego serca. On, który zawsze był uważany za czułego chrześcijanina, wszedł teraz w kontakt  z nowym doświadczeniem, tego co Chrystus jest gotów zrobić dla kogoś, kto się całkowicie Jemu oddaje.

 

Posłuchajcie co powiedział Monte o tekście: „Wszytko mogę w tym, który mnie wzmacnia” (Filip. 4.13). „Ośmielę się powiedzieć, że jest możliwym dla tych, którzy naprawdę chcą liczyć na moc Pana, w zachowaniu przed grzechem i zwycięstwie, aby wieść życie, w którym Jego obietnice są przyjmowane, tak jak stoją i są uznawane za prawdziwe. Jest możliwym, aby codziennie powierzać Jemu całą naszą troskę i radować się głębokim spokojem, czyniąc to. Jest możliwym, aby mieć myśli i wyobrażenia naszych serc oczyszczone w najgłębszym tego słowa znaczeniu, przez wiarę. Jest możliwym, aby zobaczyć wolę Bożą we wszystkim i ją otrzymać, nie z westchnień, lecz ze śpiewem. Jest możliwym, każdego dnia i w każdej godzinie, w wewnętrznym życiu pragnień i uczuć, odłożyć na bok całą gorycz, zapalczywość, gniew, złą mowę. Jest to możliwe, biorąc pełne schronienie w Boskiej mocy, by stać się przez to silnym; a tam gdzie wcześniej były nasze największe słabości, by odkryć, że to, co dawniej burzyło wszystkie nasze postanowienia, aby być cierpliwym, lub czystym, lub pokornym, dostarcza dzisiaj możliwości – przez Niego, który nas kocha i wypracowuje w nas jedność z Jego wolą i dające radość uczucie Jego obecności i Jego mocy, aby uczynić grzech bezsilnym. Te rzeczy są Bożą możliwością, a ponieważ są one Jego dziełem, to prawdziwe ich doświadczenie zawsze będzie powodować głębsze uniżenie nas do Jego stóp i będzie uczyć nas, aby pragnąć i oczekiwać na więcej. Nie możemy być zadowoleni z niczego mniej niż – każdego dnia, każdej godziny, każdej chwili, w Chrystusie, przez moc Ducha Świętego – chodzić z Bogiem”.

 

Dzięki Bogu, że zwycięskie życie jest pewne dla tych, którzy mają świadomość swojej wewnętrznej ruiny i tego, że są beznadziejni sami w sobie, ale którzy w „przeświadczeniu rozpaczy” spojrzeli na Jezusa i wierząc, że ma On moc uczynić możliwym dla nich akt oddania się Jemu, poddali się Jego potędze i teraz polegają tylko na Nim każdego dnia i w każdej godzinie.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

Rozdział 2

 

WALKA PRZECIWKO ZANIEDBANIU MODLITWY

 

Jak tylko chrześcijanin zyskuje przekonanie o grzechu w tym zagadnieniu, jego pierwszą myślą jest to, że musi z Bożą pomocą podjąć walkę, aby osiągnąć nad tym zwycięstwo. Niestety, wkrótce doświadcza, że jego zmaganie niewiele daje, a zniechęcające myśli przychodzą na niego jak fale, mówiąc mu, że takie życie nie jest dla niego i że nie potrafi on wiernie w tym wytrwać! Na konferencjach na temat modlitwy odbywających się przez lata, pewien pastor otwarcie wyznał, że wydaje mu się niemożliwym uzyskanie tak rygorystycznego życia.

 

Ostatnio otrzymałem list od pastora, dobrze znanego z jego zdolności i poświęcania się, w którym napisał: „Jeśli o mnie chodzi, to nie wydaje mi się pomocnym słuchanie za wiele o życiu modlitewnym, o ciężkich wysiłkach, na które musimy się przygotować i o całym tym czasie, kłopotach i niekończącym się trudzie, który to kosztuje. Te rzeczy zniechęcają mnie – tak często je słyszałem. Raz za razem poddawałem je próbie, a rezultat zawsze był rozczarowujący. Nie pomaga mi mówienie: „Musisz się więcej modlić i bardziej siebie samego pilnować i stać się we wszystkim bardziej poważnym chrześcijaninem”.

 

Dałem mu następującą odpowiedź: „Myślę, że we wszystkim, co mówiłem na konferencji albo gdzie indziej, nigdy nie wspomniałem o trudzie, czy o wysiłkach, ponieważ jestem całkowicie przekonany że nasze wysiłki są daremne, jeśli najpierw nie nauczymy się trwać w Chrystusie przez prostą wiarę”.

 

Mój korespondent odpowiedział: „Zaleceniem, które potrzebuję, jest to: „Zobacz, czy twoja relacja z żywym Zbawcą jest tym, czym powinna być. Żyj w Jego obecności, raduj się z Jego miłości, odpoczywaj w Nim”- lepsze zalecenie nie mogło być dane, jeśli tylko jest właściwie rozumiane. „Zobacz czy twoja relacja z żywym Zbawcą jest tym, czym powinna być”. To jest właśnie to, co umożliwi żyć życiem w modlitwie.

 

Nie powinniśmy pocieszać się myślami, że jesteśmy we właściwej relacji z Panem Jezusem, gdy grzech zaniedbania modlitwy ma moc nad nami i gdy my wraz z całym Kościołem musimy narzekać na nasze słabe życie, które sprawia że nie jesteśmy zdolni, w prawidłowy sposób, modlić się czy to za siebie, czy za Kościół, czy za misje. Lecz jeśli na pierwszym miejscu rozpoznamy, że właściwa relacja z Panem Jezusem, ponad wszystko, zawiera modlitwę, wraz z chęcią i siłą do modlitwy według woli Boga, to mamy coś, co daje nam prawo do radości i odpoczynku w Nim.

 

Podałem ten przykład, aby pokazać, jak naturalnym wynikiem samodzielnego wysiłku będzie zniechęcenie i jak odbierze to wszelką nadzieję na poprawę lub zwycięstwo. I rzeczywiście taki jest stan wielu chrześcijan, gdy wezwani są do trwania w modlitwie jako orędownicy. Czują to, że jest to  całkowicie poza ich zasięgiem – nie mają oni siły niezbędnej do ofiarowania się i poświęcenia do takiej modlitwy; kurczą się z wysiłku i zmagania, które czynią ich nieszczęśliwymi. Próbowali oni w mocy ciała zwyciężyć ciało, co jest całkowicie niemożliwą rzeczą. Oni starali się przez Belzebuba wyrzucić Belzebuba, a to nigdy nie może się zdarzyć. Tylko sam Jezus może podporządkować sobie ciało i diabła.

 

Omówiliśmy  zmaganie, które z pewnością zaowocuje rozczarowaniem i zniechęceniem. To jest wysiłek poczyniony w mocy naszych własnych sił. Lecz jest inne zmaganie, które z pewnością prowadzi do zwycięstwa. Pismo mówi o „dobrym boju wiary” to znaczy, bój, który wypływa  oraz jest prowadzony przez wiarę. Musimy mieć właściwe wyobrażenie o wierze i trwać w naszej wierze. Jezus Chrystus jest sprawcą i dokończycielem wiary. Kiedy dojdziemy do właściwej relacji z Nim, tak że możemy być pewni Jego pomocy oraz mocy, którą obdarza. Dopiero wtedy, najszczerzej, jak tylko możemy, po pierwsze, powiedzmy sobie: „Nie staraj się we własnej sile; rzuć się do stóp Pana Jezusa, i czekaj na Niego w całkowitej pewności, że On jest z tobą i działa w tobie,” a po drugie: „Zmagaj się w modlitwie, aż wiara wypełni twoje serce i tak bądź mocny w Panu i w sile mocy Jego”.

 

Pewien obraz pomoże nam to zrozumieć. Oddana chrześcijanka, która z gorliwością i powodzeniem prowadziła dużą klasę biblijną, przyszła z problemem do swojego pastora. W swoich wcześniejszych latach radowała się wielkim Bożym obdarowaniem w swojej komorze, społecznością z Panem i Jego Słowem. Ale to stopniowo zanikło i nie ważne jakby się nie starała, nie mogła tego naprawić. Pan prowadził ją w jej pracy, ale radość zniknęła z jej życia. Pastor zapytał, co zrobiła, żeby odzyskać utracone szczęście . „Zrobiłam wszystko” odpowiedziała, „ale wszystko na próżno”.

 

Następnie zapytał ją o jej doświadczenie związane z jej nawróceniem. Dała natychmiastową i jasną odpowiedź: „Na początku nie oszczędzałam bólu w moich próbach, aby stać się lepszą i aby uwolnić się z grzechu, ale to wszystko było bezużyteczne. Na końcu zaczęłam rozumieć, że muszę odłożyć na bok wszystkie moje starania i po prostu ufać Panu Jezusowi, że obdarzy mnie swoim życiem i pokojem i zrobił to”.

 

„Dlaczego więc” powiedział pastor, „znów tego nie spróbujesz? Kiedy pójdziesz do swojej komory, nieważne jak zimne i ciemne może być twoje serce, nie próbuj w swojej własnej mocy zmusić się  do właściwej postawy. Ugnij się przed Nim i powiedz Mu, że On widzi w jak smutnym stanie jesteś, że twoja jedyna nadzieja jest w Nim. Ufaj Mu z dziecięca ufnością, że zlituje się nad tobą i czekaj na Niego. Z takim zaufaniem jesteś z Nim we właściwej relacji. Ty nie masz nic, a On ma wszystko”. Jakiś czas później, powiedziała pastorowi, że jego rada pomogła jej; nauczyła się, że wiara w miłość Pana Jezusa jest jedyną metodą, żeby wejść w społeczność z Bogiem w modlitwie.

 

Czy zaczynasz dostrzegać mój czytelniku, że są dwa rodzaje bitew – pierwsza to, gdy szukamy zwycięstwa nad zaniedbaniem modlitwy w naszych własnych siłach. W tym przypadku moją radą jest: „Oddal swoje niepokoje i wysiłki; padnij bezradny do stóp Pana Jezusa; On powie Słowo, a twoja dusza ożyje”. Jeśli już to zrobiłeś, to po drugie pamiętaj, że: „To jest dopiero początek wszystkiego. Będzie to wymagało głębokiej pilności i ćwiczenia wszystkich twoich sił i czujności całego serca – ochotnego do wykrywania nawet najmniejszego odstępstwa. Ponad wszystko będzie to wymagało poddania do życia w samopoświęceniu, które to Bóg naprawdę pragnie w nas widzieć i które będzie w nas wypracowywał”.

 

 

 

Rozdział 3

 

JAK BYĆ UWOLNIONYM OD ZANIEDBANIA MODLITWY I JAK TRWAĆ W UWOLNIENIU

 

Największą przeszkodą na drodze do osiągnięcia zwycięstwa nad zaniedbaniem modlitwy jest ukryte uczucie, że nigdy nie osiągniemy szczęścia, bycia od tego uwolnionymi. Wielokrotnie czyniliśmy wysiłki w tym kierunku, ale wszystko na próżno. Stary nawyk, moc ciała i nasze otoczenie z jego atrakcjami są zbyt silne dla nas. Jaki pożytek jest z próbowania czegoś, o czym nasze serce zapewnia nas, że jest poza naszym zasięgiem? Zmiana potrzebna w całym życiu jest zbyt wielka i zbyt trudna. Jeśli postawimy sobie pytanie: „Czy możliwa jest zmiana?” Nasze wzdychające serce powie: „Jak dla mnie, jest to całkowicie niemożliwe!” Czy wiesz dlaczego, pojawia się taka odpowiedź? Po prostu dlatego, że otrzymałeś wezwanie do modlitwy, jako głos Mojżesza i jako nakaz prawa. Mojżesz i jego prawo nigdy nie dali nikomu mocy do jego przestrzegania.

 

Czy tęsknisz za odwagą, aby wierzyć, że wybawienie od zaniedbania modlitwy, jest możliwe dla ciebie i może stać się rzeczywistością? W takim razie musisz nauczyć się ważnej lekcji, że owo wybawienie znajduje się w odkupieniu, które jest w Chrystusie Jezusie i że jest to jedno z obdarzeń Nowego Przymierza, które sam Bóg będzie udzielał przez Jezusa Chrystusa. Jak zaczniesz to rozumieć, stwierdzisz, że napomnienie, „Módl się bez ustanku” przekazuje nowe znaczenie. Nadzieja zaczyna powstawać w twoim sercu, że Duch – którym zostałeś obdarzony, aby wołać nieustannie „Abba Ojcze”- uczyni prawdziwe życie w modlitwie możliwym dla ciebie. Następnie będziesz słuchać, nie w duchu zniechęcenia, ale w duchu radosnej nadziei, głosu, który wzywa cię do pokuty.

 

Niejeden wszedł do komory pod gorzkim samooskarżeniem, że modli się za mało i postanowił w przyszłości żyć w inny sposób. Jednak obdarowanie nie nadeszło – nie było w tym sił, aby kontynuować z wiarą i wezwanie do pokuty nie miało mocy, ponieważ jego oczy nie były skierowanie na Pana Jezusa. Gdyby tylko zrozumiał, powiedziałby: „Panie, widzisz, jak zimne i ciemne jest moje serce: wiem, że muszę się modlić, ale czuję, że nie potrafię; brak mi pilności i chęci do modlitwy”.

 

Nie wiedział, że w tym momencie Pan Jezus ze swoją łagodną miłością patrzył na niego mówiąc: „Nie możesz się modlić; czujesz, że wszystko jest zimne i ciemne. Dlaczego nie powierzysz się w moje ręce? Tylko wierz, że jestem gotów, aby ci pomóc w modlitwie; wielce pragnę rozlać moją  miłość w twoim sercu, tak, że gdy będziesz świadom słabości, możesz śmiało liczyć, że obdarzę cię łaską modlitwy. Zupełnie tak samo, jak oczyszczę cię od wszystkich innych grzechów, tak też uwolnię cię od grzechu zaniedbania modlitwy – Tylko nie szukaj zwycięstwa w swojej własnej sile. Pokłoń się przede Mną, jako ten, który oczekuje wszystkiego od swego Zbawcy. Niech twoja dusza wyciszy się przede Mną, nie ważne w jak smutnym stanie się znajdujesz. Bądź pewny tego, że nauczę cię, jak się modlić”.

 

Nie jeden przyzna: „Widzę mój błąd; nie myślałem, że Pan Jezus musi mnie uwolnić i oczyścić również z tego grzechu. Nie rozumiałem, że był On ze mną każdego dnia w komorze, w swojej wielkiej miłości gotowy zachować i obdarzyć mnie, jakkolwiek grzeszny i winny bym się nie czuł. Nie przypuszczałem, że tak, jak On dawał wszystkie inne łaski w odpowiedzi na modlitwę, tak ponad wszystko i przede wszystkim obdarzy mnie łaską modlącego się serca. Jak nierozważnie jest myśleć, że wszystkie inne dobra muszą przyjść od Niego, a modlitwa od której wszystko inne zależy musi być osiągnięta przez osobisty wysiłek! Dzięki Bogu, że zaczynam to pojmować – sam Pan Jezus jest w komorze spoglądając na mnie i bierze na siebie odpowiedzialność nauczenia mnie, jak zwracać się do Ojca. Jedyne czego żąda, to tego, że ja z dziecięcym zaufaniem czekam na Niego i wielbię Go”.

Bracia, czyż nie zapomnieliśmy tej prawdy? Od wadliwego życia duchowego, nic lepszego nie możemy oczekiwać niż wadliwe życie modlitewne. Marnością jest dla nas, starać się z wadliwym życiem duchowym modlić się więcej lub lepiej. Jest to niemożliwe. Konieczne jest, aby doświadczać, że ten, kto jest w Chrystusie Jezusie, nowym jest stworzeniem: stare rzeczy przeminęły; oto wszystkie rzeczy stały się nowe”. To jest dosłowna prawda w odniesieniu do człowieka, który rozumie i doświadcza, co to znaczy być w Jezusie Chrystusie.

 

Nasza cała relacja z Panem Jezusem musi być nowa. Muszę wierzyć w Jego nieskończoną miłość, która tęskni, aby mieć społeczność ze mną w każdej chwili i że chce mnie trzymać w radości z Jego obecności. Muszę wierzyć w Jego Boską moc, która zwyciężyła grzech i będzie prawdziwie powstrzymywała mnie od niego. Muszę wierzyć w Tego, który jako potężny wystawiennik, za pośrednictwem Ducha, zainspiruje każdego członka swojego ciała, w radości i mocy do społeczności z Bogiem w modlitwie. Moje życie modlitewne musi być całkowicie podporządkowane Chrystusowi i Jego miłości. Wtedy po raz pierwszy modlitwa stanie się tym, czym naprawdę jest, naturalnym i radosnym oddychaniem życiem duchowym, przy którym niebiańska atmosfera jest wdychana i wydychana w modlitwie.

 

Czy nie dostrzegasz, że gdy ta wiara zawładnie nami, to wezwanie do życia w modlitwie, które podoba się Bogu, będzie upragnionym wezwaniem? Nie będzie odpowiedzi na wołanie „odwróć się od grzechu zaniedbania modlitwy” przez westchnienia bezradności, lub zniechęcenia ciała. Głos Ojca będzie słyszany, jakby ustawił przed nami szeroko otwarte drzwi i przyjął nas do błogosławionej społeczności z sobą. Wołanie o pomoc Ducha Świętego w modlitwie nie będzie już dłużej w obawie przed wysiłkiem zbyt wielkim dla naszej mocy, gdyż to będzie, jak upadnięcie w zupełnej słabości do stóp Pana Jezusa, by znaleźć tam zwycięstwo, które przychodzi poprzez Jego potęgę i miłość, promieniujące z Jego oblicza.

 

Jeśli w naszym umyśle pojawia się pytanie: „Czy będzie to trwało nadal?” i  przychodzi strach: „Przecież wiesz, jak często próbowałeś i byłeś rozczarowany” to wiara znajdzie swe siły, nie w myślach tego, co będzie lub nie, ale w niezmiennej wierności i miłości Chrystusa, który zapewnił, że ci, którzy polegają na Nim nie będą zawstydzeni.

 

Jeśli strach i niepewność nadal pozostają, to modlę się za was przez łaskę Boga w Jezusie Chrystusie i przez niewysłowioną wierność Jego czułej miłości, abyście odważyli się paść do Jego stóp. Tylko wierzcie całym sercem, że jest tam uwolnienie od grzechu zaniedbania modlitwy. „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1J. 1.9). W Jego krwi i łasce jest całkowite uwolnienie ze wszystkich nieprawości i z zaniedbania modlitwy. Niech uwielbione będzie Jego imię.

 

W jaki sposób uwolnienie od zaniedbania modlitwy może ciągle trwać?

 

To, co powiedzieliśmy o wybawieniu od grzechu zaniedbania modlitwy, ma również zastosowanie, jako odpowiedź na pytanie: „Jak może doświadczenie uwolnienia zostać utrzymane?” Odkupienie nie jest przyznawane nam fragmentarycznie, lub jako coś z czego możemy skorzystać od czasu do czasu. Jest ono nadawane w pełni łaski przechowywanej w Panu Jezusie, którym to możemy się rozkoszować w nowej społeczności z Nim każdego dnia. Jest to, tak ważne, aby ta prawda została jasno zrozumiana i utwierdzona w naszych umysłach, że powtórzę ją jeszcze raz. Nic, nie jest w stanie uchronić cię, przed niedbalstwem lub umożliwić prowadzenia żywej, potężnej modlitwy, jak tylko codzienna bliska relacja z Panem Jezusem.

 

Powiedział do swoich uczniów: „Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie (…) Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie (…) Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię i większe nad te czynić będzie” (Jan 14.1,11,12).

 

Pan pragnął nauczyć swoich apostołów, że wszystko czego nauczyli się ze Starego Testamentu dotyczącego mocy, świętości i miłości Boga, musi zostać przekierowane na Niego. Nie mają jedynie uwierzyć w pewne spisane dokumenty, ale w Niego osobiście. Muszą wierzyć, że On jest w Ojcu, a Ojciec w Nim, w takim sensie, że mieli jedno życie, jedną chwałę. Wszystko, co wiedzieli o Chrystusie znajdą w Bogu. Położył duży nacisk na to, ponieważ tylko przez taką wiarę w Niego i Jego Boską chwałę, będą dokonywać uczynków, które On dokonywał, albo nawet większe. Ta wiara doprowadziła ich do poznania, że jak Ojciec i Syn są jedno, tak i oni byli jedno w Chrystusie, a Chrystus był w nich.

 

Jest to intymna, duchowa, osobista, nieprzerwana relacja z Panem Jezusem, która objawia się potężnie w naszym życiu, a szczególnie w naszym życiu modlitewnym. Weźmy to pod uwagę, a zobaczymy, co oznacza: Że wszystkie chwalebne przymioty Boga są w naszym Panu Jezusie Chrystusie. Rozważmy to.

 

1.Boża wszechobecność

 

Bóg wypełnia sobą cały świat i w każdym momencie jest obecny we wszystkim. Podobnie, jak to jest z Ojcem tak i nasz Pan Jezus jest wszędzie obecny, ponad wszystko ze swoimi odkupionymi. To jest jedna z największych i najważniejszych lekcji, których nasza wiara musi się nauczyć. Możemy to jasno zrozumieć z przykładu uczniów Pana Jezusa. Co było swoistym przywilejem apostołów, którzy byli w Jego towarzystwie? Była to radość z obecności Pana Jezusa. To przez to byli zasmuceni na myśl o Jego śmierci, bo byliby pozbawieni tej obecności. Nie byłoby już Go z nimi. W jaki więc sposób Pan Jezus pocieszał ich? Obiecał że Duch Święty z Nieba będzie tak w nich działać, że otrzymają pełnię Jego życia i Jego osobistą obecność, która będzie jeszcze bardziej bliska, intymna i bardziej nierozerwalna niż to, czego doświadczyli kiedy był z nimi na ziemi.

 

Ta wielka obietnica, jest teraz dziedzictwem każdego wierzącego, mimo że tak wielu z nich wie o tym tak mało. Jezus Chrystus, w swej Boskiej osobowości, w swej odwiecznej miłości, która doprowadziła Go na krzyż, pragnie mieć społeczność z nami w każdej chwili i utrzymać nas w radości z tej społeczności. To powinno być wyjaśnione każdemu nowo nawróconemu: „Pan kocha cię tak, że będzie chciał cię bez przerwy mieć blisko siebie, tak żebyś mógł doświadczyć Jego miłości”. To jest to, czego każdy wierzący musi się dowiedzieć, każdy kto poczuł swoją niemoc do życia w modlitwie, do posłuszeństwa, do świętości. Samo to, da nam moc, jako orędownikom, aby podbić świat i zdobywać z niego dusze dla naszego Pana.

 

  1. Wszechmoc Boga

 

Jak wspaniała jest Boża moc! Widzimy to w stworzeniu. Widzimy to w cudach wyzwolenia zapisanych w Starym Testamencie. Widzimy to we wspaniałych dziełach Chrystusa, które Ojciec uczynił w Nim, a przede wszystkim w Jego zmartwychwstaniu. Jesteśmy powołani, aby wierzyć w Syna, tak jak wierzymy w Ojca. Pan Jezus, który w swej miłości jest tak niewypowiedzianie blisko nas, jest tym Wszechmocnym z którym nie ma nic niemożliwego. Cokolwiek może być w naszych sercach lub ciele, co nie podda się nam, On może to zwyciężyć. Wszystkim, co jest obiecane w Słowie Bożym, wszystkim, co jest naszym dziedzictwem, jako dzieci Nowego Przymierza, Wszechmogący Jezus może obdarzyć nas. Jeśli padam przed Nim w komorze, to jestem w kontakcie z wieczną, niezmienną mocą Boga. Jeśli przygotowuję się na dzień Pana Jezusa, to mogę mieć pewność,  że to Jego wieczna wszechmoc, która bierze mnie w opiekę, osiągnie wszystko dla mnie.

 

Och, jeśli tylko poświęcilibyśmy czas na naszą komorę, aby móc doświadczyć w pełni rzeczywistej obecności Wszechmocnego Jezusa! Co za obdarzenie byłoby naszym, przez wiarę! Nieprzerwana społeczność z Wszechmogącym i Wszechobecnym Panem.

 

  1. Święta miłość Boga

 

Oznacza to, że On całym swym sercem, oferuje wszystkie swoje Boskie atrybuty do naszych usług i jest przygotowany do udzielenia nam siebie. Chrystus jest objawieniem Jego miłości. On jest Synem Jego miłości – darem Jego miłości – mocą Jego miłości i ten Jezus, który zawisł na krzyżu, dał przytłaczający dowód Swojej miłości w Swojej śmierci i przelaniu Krwi, tak aby stało się dla nas niemożliwym, aby nie wierzyć w tę miłość – ten Jezus jest tym, który wychodzi na spotkanie z nami w komorze i daje zapewnienie, że nieprzerwana społeczność z Nim jest naszym dziedzictwem, a przez Niego, staje się to naszym doznaniem. Święta miłość Boga, który poświęcił wszystko, aby zwyciężyć grzech i zgładzić go, przychodzi do nas w Chrystusie, aby zbawić nas od wszelkiego grzechu.

 

Bracia, zastanówcie się nad Słowami naszego Pana: „Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie (…) Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie (…) I wy we mnie, a Ja w was” (Jan 14.1,11,20). To jest sekret życia modlitewnego. Spędźcie czas w komorze, aby się uniżyć, wielbić i czekać na Niego, dopóki On nie ujawni się i nie weźmie was w posiadanie i nie poprowadzi, aby pokazać, jak człowiek może żyć i chodzić w społeczności z Niewidzialnym Panem.

 

Czy tęsknisz, aby poznać w jaki sposób możesz zawsze doświadczać uwolnienia od grzechu zaniedbania modlitwy? W tym tkwi sekret. Wierz w Syna Bożego, daj Mu czas w swojej komorze, aby objawił się w swojej zawsze bliskiej obecności, jako Wieczny i Wszechpotężny, z wieczną miłością, który czuwa nad tobą. Doświadczysz tego, czego do tej pory prawdopodobnie nie wiedziałeś – że, co do ludzkiego serca nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1Kor. 2.9).

 

 

 

Rozdział 4

 

SZCZĘŚCIE ZE ZWYCIĘSTWA; BARDZIEJ OBFITE ŻYCIE

 

Jeśli jesteśmy teraz uwolnieni od grzechu zaniedbania modlitwy i już rozumiemy w jaki sposób to uwolnienie może nadal być doświadczane, to w takim razie, co będzie owocem naszej wolności? Ten kto widzi to właściwie, będzie z odnowioną gorliwością i wytrwałością podążał za tą wolnością. Jego życie i doznania będą w rzeczy samej dowodem, iż osiągnął coś, o niewysłowionej wartości. Będzie żywym świadectwem obdarzenia, które przyniosło mu zwycięstwo.

 

Rozważmy:

 

  1. Obdarzenie wynikające z nieprzerwanej społeczności z Bogiem

 

Pomyśl o zaufaniu pokładanym w Ojcu, które zajmie miejsce hańby i samopotępienia, które było wcześniej cechą naszego życia. Pomyśl o głębokiej świadomości, że wszechmocna łaska Boża dokonała czegoś w nas, aby udowodnić, że naprawdę jesteśmy na Jego podobieństwo i jesteśmy przystosowani do życia w jedności z Nim i przygotowani, aby Go wielbić. Pomyśl, jak my, pomimo naszego przekonania o naszej nicości, możemy żyć, jako prawdziwe dzieci Króla, w jedności ze swoim Ojcem i możemy manifestować coś z charakteru naszego Pana Jezusa w świętej społeczności ze swoim Ojcem, którą miał, gdy był na ziemi. Pomyśl, jak w komorze, czas modlitwy może stać się w ogóle najszczęśliwszym dla nas czasem i jak Bóg może nas użyć do wzięcia udziału w realizacji Jego planów i uczynić nas źródłem obdarowania dla świata wokół nas.

 

  1. Moc jaką możemy mieć do pracy, do której zostaliśmy powołani

 

Pastor będzie uczył się otrzymywać swoją wiadomość prawdziwie od Boga, przez moc Ducha Świętego i przekazywać ją w tej mocy do zgromadzenia. Będzie wiedział, gdzie może być napełniony miłością i gorliwością, które umożliwią mu, podczas jego duszpasterskich wizyt spotkanie i pomoc poszczególnym jednostkom, w duchu pełnego miłości współczucia. Będzie mógł powiedzieć razem z Pawłem: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Fil. 4.13). „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37). „W imieniu Chrystusa poselstwo sprawujemy (…) W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (2Kor. 5.20). To nie są próżne marzenia lub projekcje głupiej wyobraźni. Bóg dał nam Pawła jako ilustrację, że jakkolwiek możemy różnić się od niego w darach czy powołaniu, to jednak w wewnętrznym doświadczeniu możemy znać całkowitą wystarczalność łaski, która może zrobić dla nas wszystko, tak jak zrobiła to dla niego.

 

  1. Perspektywa, która otwiera się przed nami na przyszłość

 

To ma być poświęcenie się do wzięcia udziału, jako orędownicy, w wielkim dziele, mający w swoich sercach potrzeby całego Kościoła i świata. Paweł starał się pobudzić ludzi do modlitwy za wszystkich świętych, mówi nam jak bardzo walczył za tych, którzy nie spotkali go jeszcze. Jako człowiek był uzależniony od warunków miejsca i czasu, ale w Duchu miał władzę w imieniu Chrystusa, aby modlić się o obdarzenie dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Zbawicielu.

 

Paweł oprócz życia tu na ziemi w relacji z ludźmi, dalekimi lub bliskimi, żył innym, niebiańskim życiem – pełnym miłości i cudownej mocy, w modlitwie, którą nieustannie ćwiczył. Z trudnością możemy sobie wyobrazić moc, którą Bóg obdarzy, jeśli uwolnimy się od grzechu zaniedbania modlitwy i zaczniemy modlić się ze śmiałością, która sięgnie Nieba i sprowadzi z tamtąd niebiańskie obdarzenie w imieniu Wszechmogącego Chrystusa.

Cóż za perspektywa! Pastor i misjonarze przyprowadzeni przez Bożą łaskę do modlitwy, powiedzmy to sobie drugi raz, z podwójną wiarą i radością! Jak wielką różnicę zrobiłoby to w głoszeniu kazań, w spotkaniu modlitewnym, w społeczności z innymi! Cóż za cudowna moc zstąpiłaby do komory, uświęcona jednością z Bogiem i Jego miłością w Chrystusie! Cóż za wpływ byłby wywarty na wierzących, wzywając ich do pracy orędowniczej! Jak wielce odczuwalny byłby ten wpływ w Kościele i wśród wierzących! Co za moc mogłaby być rozpostarta nad pastorami innych zborów i kto wie jak Bóg mógłby nas użyć dla swojego Kościoła na całym świecie! Czy nie jest to warte poświęcenia wszystkiego, aby prosić Boga, bez przerwy, aby dał nam prawdziwe i pełne zwycięstwo nad grzechem zaniedbania modlitwy, który okrywa nas takim wstydem?

 

Dlaczego piszę teraz te rzeczy i wychwalam tak bardzo radość ze zwycięstwa nad grzechem, który tak łatwo nękał nas i który tak strasznie okradał nas z mocy, którą Bóg dla nas zamierzył? Mogę dać odpowiedź. Znam, aż zbyt dobrze, jak niskie myśli mamy, dotyczące obietnic i mocy Boga, jak skłonni jesteśmy zawsze do cofania się, aby ograniczać moc Bożą i uznawać, że niemożliwym jest dla Niego zrobić rzeczy większe niż widzieliśmy. Wspaniałą rzeczą jest poznanie Boga w nowy sposób, w komorze. To jednak jest dopiero początek. Jest czymś jeszcze większym i bardziej chwalebnym poznać Boga, jako we wszystkim wystarczającego i czekać na Jego Ducha, aby otworzył szeroko nasze serca i umysły, aby otrzymać wspaniałe, nowe rzeczy, którymi naprawdę pragnie obdarzyć tych, którzy na Niego czekają.

 

Celem Boga jest pobudzenie wiary w swoich dzieciach i sługach i pokazanie im, że muszą podjąć trud zrozumienia i polegania na Jego niewysłowionej wspaniałości i wszechmocy, tak, aby mogli wziąć dosłownie i w dziecięcym duchu to słowo: „Temu zaś, który według mocy działającej w nas, potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy, albo o czym myślimy (…) niech będzie chwała (…) na wieki wieków” (Ef. 3.20,21). Och, żebyśmy tylko poznali, co za wspaniałego i potężnego Boga mamy.

 

Ktoś może zapytać: „Czy może ta nuta pewnego zwycięstwa stać się pułapką i doprowadzić do lekkomyślności i dumy?” Niewątpliwie. To, co jest najwyższe i najlepsze na ziemi jest zawsze narażone na nadużycia. Jak więc, możemy być od tego uchronieni? Przez nic bardziej pewnego, jak przez prawdziwą modlitwę, która naprawdę prowadzi nas do kontaktu z Bogiem. Świętość Boga szukana w uporczywej modlitwie, oddzieli nas od naszej grzeszności. Wszechmoc i wspaniałość Boga sprawi, że poczujemy naszą nicość. Społeczność z Bogiem w Jezusie Chrystusie doprowadzi nas do dostrzeżenia, że nie ma w nas żadnej dobrej rzeczy i że możemy mieć społeczność z Bogiem tylko wtedy, gdy nasza wiara uniży nas, jak Chrystus uniżył siebie i gdy prawdziwie żyjemy w Nim, jak On jest w Ojcu.

 

Modlitwa nie jest zaledwie przychodzeniem do Boga, aby o coś prosić. Jest to, ponad wszystko społeczność z Bogiem i poddanie się w moc Jego świętości i miłości, aż weźmie nas w posiadanie i naznaczy całą naszą naturę uniżeniem Chrystusa, które jest sekretem prawdziwego uwielbienia.

 

Tak, tylko w Chrystusie Jezusie zbliżamy się do Ojca, jako ci, którzy umarli w Chrystusie i całkowicie zrezygnowali z własnego życia, jako ci w których żyje On i którym pozwala powiedzieć: „Chrystus żyje we mnie”. To, co mówiliśmy o tym, że Pan Jezus działa w nas, aby uwolnić nas z grzechu zaniedbania modlitwy jest prawdziwe, nie tylko dla początku życia modlitewnego i radości wynikającej z doświadczenia mocy do modlitwy, ale jest prawdziwe dla całego życia modlitewnego. „Przez Niego” mamy dostęp do Ojca. W tym, jak i w całym życiu duchowym, „Chrystus jest wszystkim”. „(…)Nikogo nie widzieli, tylko Jezusa samego” (Mat.  17.8).

 

Niech Bóg wzmocni nas, abyśmy uwierzyli, że zwycięstwo przygotowane dla nas, jest pewne, i że obdarzeniem nas będzie to co do serca człowieka nie wstąpiło! To przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.

 

Nie przychodzi to do nas wszystkich naraz. Bóg ma wielką cierpliwość do swoich dzieci. W naszym powolnym postępie odnosi się do nas z ojcowską cierpliwością. Niech każde dziecko Boga, raduje się we wszystkim, co Słowo Boże obiecuje. Im silniejsza jest nasza wiara, tym jeszcze gorliwiej do końca będziemy pokonywać trudności.

 

Bardziej obfite życie

 

Nasz Pan wypowiedział to słowo w sprawie bardziej obfitego życia, kiedy powiedział, że przyszedł, aby dać życie swoje za owce: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (J 10.10). Człowiek może mieć życie, a jednak z powodu braku pożywienia, lub z powodu choroby, nie może być w obfitości życia lub mocy. To była różnica między Starym i Nowym Testamentem. W poprzednim było tam rzeczywiście życie pod prawem, ale nie obfitość łaski Nowego Testamentu. Chrystus oddał życie za swoich uczniów, ale obfite życie mogło pojawić się tylko dzięki zmartwychwstaniu i darowi Ducha Świętego.

 

Wszyscy prawdziwi chrześcijanie otrzymali życie od Chrystusa. Niestety większa część z nich, nic nie wie o bardziej obfitym życiu, którym jest On gotów obdarzyć. Paweł mówi o tym cały czas. Mówi o sobie, że łaska Boża „stała się bardzo obfita” (1 Tym. 1.14). „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Filip. 4.13). „Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie” (2 Kor. 2.14). „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37).

 

Mówiliśmy o grzechu zaniedbaniu modlitwy, znaczeniu wyzwolenia i o tym, w jaki sposób utrzymać wolność od tego grzechu. To, co zostało powiedziane w tych punktach zawiera się w tej wypowiedzi Chrystusa: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (J. 10.10). Ma to ogromne znaczenie dla nas, aby zrozumieć to bardziej obfite życie, żeby móc jasno zobaczyć, że dla prawdziwego życia w modlitwie koniecznym jest, żebyśmy chodzili w zawsze wzrastającym doświadczeniu tego przepełnionego życia.

 

Jest możliwym dla nas, rozpocząć  walkę z zaniedbaniem modlitwy w zależności od Chrystusa i w szukaniu u Niego wsparcia i ochrony, a jednak zawieść. Tak jest w przypadku, gdy zaniedbanie modlitwy jest postrzegane, jako jeden grzech, przeciwko któremu musimy walczyć. To musi być rozpoznane jako część całego życia w ciele, jako ściśle związane z innymi grzechami, które wypływają z tego samego źródła. Zapominamy, że całe ciało ze wszystkimi jego wadami, czy to objawiającymi się na ciele czy duszy, musi być traktowane jako ukrzyżowane i zostać skazane na śmierć. Nie możemy być zadowoleni ze słabego życia, ale musimy szukać życia obfitego. Musimy poddać się całkowicie, tak aby Duch wziął nas w swoje pełne posiadanie, manifestując takie życie w nas, w którym może zajść całkowita transformacja naszej duchowej istoty, za pomocą której całkowite panowanie Chrystusa i Ducha jest rozpoznawalne.

 

Czym jest to, co szczególnie stanowi te bogate życie? Obfitym życiem jest nic innego, jak Jezus mający pełne panowanie nad naszym całym jestestwem, przez moc Ducha Świętego. Gdy Duch pozwala nam poznawać pełnię Chrystusa i obfite życie, które nam daje, wyrazi się to w trzech aspektach:

 

1.Jako ukrzyżowany

 

Nie tylko, jako ten, który za nas umarł, aby odkupić nasze grzechy; ale jako ten, który wziął nas z sobą na krzyż, abyśmy razem z Nim umarli, a który teraz działa w nas mocą swego krzyża i śmierci. Masz prawdziwą społeczność z Chrystusem, kiedy możesz powiedzieć: „Jestem ukrzyżowany z Chrystusem – On, Ukrzyżowany, mieszka we mnie”. Uczucia i usposobienie, które były w Nim, Jego pokora i posłuszeństwo, aż do śmierci na krzyżu – były tym, co miał na myśli, kiedy mówił o Duchu Świętym: „Z mego weźmie i wam oznajmi” (J. 16.15). Nie jako instrukcję, ale jako dziecięcy udział w tym samym życiu, które było w Nim.

 

Czy pragniesz, aby Duch Święty wziął ciebie w swoje pełne posiadanie, aby sprawić, że ukrzyżowany Chrystus zamieszka w tobie? Zrozum więc, że jest to po prostu koniec dla którego został On wydany i osiągnie On to, na pewno w każdym, kto się Jemu podda.

 

2.Jako zmartwychwstały

 

Pismo często wspomina zmartwychwstanie w powiązaniu z cudownie działającą mocą Bożą, przez którą Chrystus został wskrzeszony z martwych i z której pochodzi zapewnienie o „nadzwyczajnej mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy, dzięki działaniu przemożnej siły Jego, jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził Go z martwych” (Ef. 1.19,20). Nie miń tych słów w pospiechu. Wróć i przeczytaj je jeszcze raz i naucz się ważnej lekcji, że jakkolwiek bezsilnym i słabym się czujesz to wszechmoc Boga działa w tobie i jeśli tylko uwierzysz, da ci w codziennym życiu udział w zmartwychwstaniu swego Syna.

 

Tak, Duch Święty może cię napełnić radością i zwycięstwem zmartwychwstania Chrystusa, jako mocą w codziennym życiu, pośród prób i pokus tego świata. Niech krzyż uniży cię do śmierci. Bóg wypracuje niebiańskie życie w tobie przez swego Ducha. Ach, jak mało zrozumieliśmy, że jest to całkowicie dziełem Ducha Świętego, aby uczynić nas uczestnikami Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego oraz w celu dostosowania nas do Jego życia i śmierci!

 

3.Jako uwielbiony

 

Uwielbiony Chrystus jest tym, który chrzci Duchem Świętym. Sam Pan Jezus został ochrzczony Duchem, ponieważ uniżył się i przyjął Janowy chrzest pokuty – chrzest dla grzeszników – w Jordanie.

Wtedy, gdy wziął na siebie pracę odkupienia, otrzymał Ducha Świętego, aby przystosował Go do zadania trwającego od tej godziny, aż do krzyża gdzie „ofiarował samego siebie bez skazy Bogu” (Hebr. 9.14). Czy pragniesz, aby uwielbiony Chrystus ochrzcił cię Duchem Świętym? Ofiaruj się więc dla Niego na służbę, do dalszego rozwoju wielkiego dzieła uczenia grzeszników o miłości Ojca.

 

Bóg pomaga nam zrozumieć, jak ważną rzeczą jest otrzymać Ducha Świętego z mocą od uwielbionego Jezusa! To oznacza gotowość – tęsknotę duszy – do pracy dla Niego, a jeśli zajdzie taka potrzeba, aby cierpieć za Niego. Poznałeś i pokochałeś swego Pana, pracowałeś dla Niego i miałeś powodzenie w tej pracy, ale Pan ma więcej do obdarowania. On może więc pracować w nas i w naszych braciach wokół i w pastorach zborów przez moc Ducha Świętego, tak aby napełnić nasze serca cudownym uwielbieniem.

 

Czy uchwyciłeś to mój czytelniku? Obfite życie nie jest niczym więcej, ani mniej niż pełnią życia Chrystusa jako ukrzyżowanego, zmartwychwstałego i uwielbionego, który chrzci Duchem Świętym i objawia się w naszych sercach i żyje jako Pan wszystkiego w nas.

 

Niedawno przeczytałem wyrażenie: „Żyj w tym, co musisz”. Nie żyj w swojej ludzkiej wyobraźni tym co jest możliwe. Żyj w Słowie – w miłości i nieskończonej wierności Pana Jezusa. Nawet jeśli jest to powolne i wielu się potyka, to wiara, która zawsze dziękuje Panu, nie za przeżycia, ale za obietnice, na których można polegać – staje się coraz silniejsza, ciągle wzrasta w radosnej pewności, że sam Bóg będzie doskonalił swoje dzieło w nas.

 

 

Rozdział 5

 

PRZYKŁAD NASZEGO PANA

 

Połączenie między życiem modlitewnym, a życiem w Duchu jest bliskie i nierozerwalne. To nie wystarcza, że otrzymamy Ducha Świętego przez modlitwę, życie w Duchu wymaga, jako niezbędnej rzeczy, ciągłego życia w modlitwie. Mogę być stale prowadzony przez  Ducha Świętego tylko wtedy, gdy ciągle oddaję się modlitwie.

 

To było bardzo widoczne w życiu naszego Pana. Badanie Jego życia daje nam wspaniały wgląd w moc i świętość modlitwy. Rozważmy Jego chrzest. To wtedy, kiedy został ochrzczony i modlił się, niebo otworzyło się i Duch Święty zstąpił na Niego. Bóg pragnął ukoronować poddanie się Chrystusa zanurzeniu w chrzest dla grzeszników w Jordanie, darem Ducha Świętego do pracy, którą miał wykonać. Nie miałoby to jednak miejsca, gdyby się nie modlił. Z udziałem modlitwy Duch Święty zstąpił na Niego, aby wyprowadzić Go na pustynię i spędzić tam 40 dni w modlitwie i poście. Otwórz Marka 1.32-35: „I gdy nadszedł wieczór i zaszło słońce, przynosili do Niego wszystkich, którzy się źle mieli i opętanych przez demony. I całe miasto zgromadziło się u drzwi (…) A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce i tam się modlił”.

 

Praca za dnia i wieczorami wyczerpywała Go. Podczas uzdrawiania chorych i wypędzania  demonów, moc wychodziła od Niego. Podczas, gdy inni spali, odchodził na ubocze, aby się modlić i odnawiać siły w jedności z Ojcem, potrzebował tego, w przeciwnym razie nie byłby gotowy na kolejny dzień. Święte dzieło uwalniania dusz spod władzy diabła, wymaga ciągłego odnawiania, przez społeczność z Bogiem.

 

Pomyśl jeszcze raz o powołaniu apostołów, jak podano w Łukasza 6.12,13: „I stało się w tych dniach, że wyszedł na górę, aby się modlić i spędził noc na modlitwie do Boga. A gdy nastał dzień, przywołał uczniów swoich i wybrał z nich dwunastu, których też nazwał apostołami”. Czy nie jest jasne, że jeśli ktoś chce czynić dzieło Boga, to musi spędzać czas w społeczności z Nim, aby otrzymać Jego mądrość i moc? Ta zależność i bezradność, której to jest dowodem, otwiera drogę i daje Bogu możliwość do ujawnienia Jego mocy. Jak ogromne znaczenie miało wybranie apostołów do wykonania dzieła Chrystusa, dla wczesnego Kościoła i po wszystkie czasy! Miało to Boże prowadzenie i pieczęć; odcisk modlitwy był na tym.

 

Przeczytaj Łukasza 9.18,20: „I stało się, gdy modlił się na osobności, że byli razem z nim uczniowie i zapytał ich tymi słowy: Za kogo mają mnie ludzie? (…) I rzekł do nich: A wy za kogo mnie macie? A Piotr odpowiedział, mówiąc: „Za Chrystusa, Syna Bożego”. Pan modlił się, aby Ojciec mógł objawić im, kim On był. Odpowiedzią na modlitwę było to, że „Wybrał dwunastu, których nazwał apostołami”. A gdy Piotr powiedział: „Za Chrystusa, Syna Bożego”, Jezus rzekł mu: „Nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mat. 16.17). To wielkie wyznanie było owocem modlitwy.

 

Przeczytaj dalej Łukasza 9.28-35: „Zabrał z sobą Piotra i Jana, i Jakuba i wszedł na górę, aby się modlić. A gdy się modlił, wygląd oblicza Jego odmienił się, a szata Jego stała się biała i lśniąca (…) A z obłoku odezwał się głos: Ten jest Syn mój wybrany, tego słuchajcie”. Chrystus pragnął, aby dla wzmocnienia ich wiary, Bóg mógł dać im zapewnienie z Nieba, że On jest Synem Bożym. Modlitwą wysłuchaną zarówno dla Pana Jezusa, jak i Jego uczniów było to, co się wydarzyło na Górze Przemienienia.

 

Czy nie staje się jeszcze bardziej jasnym, że to, co Bóg chce osiągnąć na ziemi wymaga modlitwy jako nieodłącznego warunku spełnienia się tego? Jest to jedyna droga dla Chrystusa i wierzących. Serce i usta otwarte w stronę Nieba w modlitwie z wiarą, z pewnością nie zaznają wstydu.

 

Przeczytaj Łukasza 11.1,13: „A gdy On w pewnym miejscu modlił się i zakończył modlitwę, ktoś z jego uczniów rzekł do Niego: „Panie, naucz nas modlić się” i wtedy dał im tą niewyczerpaną modlitwę: „Ojcze nasz, który jesteś w Niebie.” Pokazał w niej, co działo się w Jego sercu, kiedy modlił się, żeby imię Boga było uświęcone, i aby nastało Jego Królestwo, a Jego wola była wypełniona, a wszystko to „jako w Niebie, tak i na ziemi”. Jak może się to wszystko spełnić? Przez modlitwę. Ta modlitwa została wypowiedziana w ciągu wieków przez niezliczone miliony, dla ich niewysłowionego pocieszenia. Nie zapominajmy jednak, że to powstało z modlitwy naszego Pana Jezusa. Modlił się i dlatego potrafił dać tak cudowną odpowiedź.

 

Przeczytaj Jana 14.16: „Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela”. Całe obdarzenie płynące z Nowego Testamentu, jak i cudowne wylanie Ducha Świętego, jest wynikiem modlitwy Pana Jezusa. To tak, jakby Bóg wycisnął na darze Ducha Świętego taką pieczęć, że w odpowiedzi na modlitwę Pana Jezusa, a później Jego uczniów, Duch Święty z pewnością przyjdzie. Ale stanie się to w odpowiedzi na modlitwę, taką jak miał Pan Jezus, w której poświęcił czas, aby być sam na sam z Bogiem i w tej modlitwie ofiarować się Jemu całkowicie.

 

Przeczytaj Jana 17, arcykapłańską, najświętszą modlitwę! Tu Syn modli się najpierw za siebie, żeby Ojciec uwielbił Go (dając Mu siły na krzyż, wskrzeszając Go z martwych, ustanawiając po swojej prawicy). Te wielkie rzeczy nie mogły się wydarzyć inaczej, jak tylko przez modlitwę. Modlitwa ma moc osiągnięcia ich.

 

Następnie modlił się za swoich uczniów, żeby Ojciec zachował ich od złego, zachował ich od świata i poświęcił ich w prawdzie. Dalej modlił się za wszystkich tych, którzy przez ich słowo uwierzą w Niego, aby byli jedno w miłości, jak Ojciec i Syn są jedno. Ta modlitwa daje nam wgląd we wspaniałą relację między Ojcem i Synem i uczy nas, że wszelkie dary z Nieba przychodzą nieustannie przez modlitwę tego, który jest po prawicy Boga i nieustannie wstawia się za nami. Uczy nas to również, że wszystkie dary muszą być w ten sam sposób pożądane i proszone przez nas. Cała natura i chwała Bożego obdarzenia zawiera się w tym – musi być ono osiągnięte w odpowiedzi na modlitwę, przez serce całkowicie Jemu poddane, które wierzy w moc modlitwy.

 

Teraz dochodzimy do najbardziej niezwykłego przykładu ze wszystkich. W Getsemane widzimy, że nasz Pan, zgodnie z Jego stałym zwyczajem, naradzał się i planował z Ojcem dzieło, które miał wykonać na ziemi. Najpierw prosił Go w agonii i w krwawym pocie, aby ten kielich mógł Go minąć; kiedy zrozumiał, że to nie może się stać, prosił o siłę aby go wypić i poddał się w tych słowach: „Niech się stanie Twoja wola”. Był w stanie, pełen odwagi, spotkać wroga i w mocy Boga wydać się na śmierć krzyżową. On się modlił.

 

Och, co sprawia, że Boże dzieci mają tak mało wiary we wspaniałość modlitwy, jako potężnej mocy do poddania naszej własnej woli Bogu, jak również do zdecydowanego i pewnego wykonania dzieła Bożego, pomimo naszych wielkich słabości? Lepiej nauczmy się od naszego Pana Jezusa, że niemożliwym jest chodzenie z Bogiem, osiągnięcie obdarzenia lub prowadzenia, czy też wykonywania Jego dzieła w radości, owocnie; będąc z dala od bliskiej, nieprzerwanej społeczności z Nim, który jest zawsze żywym źródłem życia duchowego i mocy!

 

Niech każdy chrześcijanin zastanowi się nad tym prostym studium życia modlitewnego naszego Pana Jezusa i w modlitwie o poprowadzenie Ducha Świętego, usiłuje ze Słowa Bożego, poznać, jakim jest życie, którym Pan Jezus Chrystus obdarza i podtrzymuje w wierzącym. Jest ono niczym innym, jak życiem każdego dnia w modlitwie. Niech każdy pastor rozpozna, jak całkowicie bezużytecznym jest staranie się wykonać pracę naszego Pana w każdy inny sposób od sposobu, w jaki On to wykonał. Zacznijmy jako robotnicy, wierzyć, że jesteśmy uwolnieni od spraw tego świata, tak, aby móc, ponad wszystko mieć czas, by w imieniu naszego Zbawcy i z Jego Duchem, w jedności z Nim, prosić i otrzymywać obdarzenia dla świata.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018

 

PRZEDMOWA

 

Kilka słów w odniesienia  do pochodzenia tej książki i celu w którym została ona napisana, pomoże czytelnikowi zająć właściwą pozycję w zrozumieniu jej nauczania.

 

Było ona wynikiem konferencji pastorów w Stellenbosch, Republika Południowej Afryki, kwietnia 11-14,1912. Powód konferencji był następujący: Prof. de Vos, z naszego Seminarium Teologicznego, napisał list do pastorów naszego kościoła (Holenderskiego Kościoła Reformowanego) dotyczący niskiego stanu życia duchowego, który cechuje na ogół, Kościół na całym świecie i który to stan,  powinien prowadzić do zbadania, jak daleko, to twierdzenie dotyczy również naszego kościoła. To, co zostało powiedziane w książce „Stan Kościoła” wezwało go do głębokiego zbadania serca. Uważał, że nie może być żadnych wątpliwości, co do prawdziwości tego twierdzenia w odniesieniu do braku mocy duchowej. Zapytał, czy nie jest to czas dla nas, aby się spotkać i w obecności Boga, dowiedzieć się, co może być przyczyną tego zła. Pisał: „Gdy tylko zbadamy warunki w całkowitej szczerości, będziemy musieli przyznać, że nasza niewiara i grzech są przyczyną braku duchowej mocy; że ten stan jest grzechem i winą przed Bogiem i niczym innym jak  bezpośrednim powodem zasmucenia Ducha Bożego”.

 

Jego zaproszenie spotkało się z serdecznym przyjęciem. Naszych czterech profesorów teologii wraz z więcej niż dwustoma pastorami, misjonarzami i studentami teologii, spotkało się w celu rozważenia powyższego zagadnienia. Od samego początku, w przemówieniach panowała atmosfera wyznawania win, jako jedyna droga do pokuty i odnowienia. Na kolejnym posiedzeniu została dana możliwość do złożenia świadectwa, o tym, co takiego może być grzechami, które sprawiły, że życie Kościoła jest tak słabe. Niektórzy zaczęli wspominać słabości, które widzieli w innych pastorach, zarówno w prowadzeniu Zboru, jak i w doktrynie, bądź służbie. Wkrótce stało się jasne, że nie był to właściwy sposób; każdy musiał uznać, to w czym, on sam był winny.

 

Pan łaskawie tak pokierował tym, że byliśmy stopniowo prowadzeni do grzechu zaniedbania modlitwy, jako jednego z najgłębszych korzeni zła. Nikt nie mógł przyznać, że jest wolny od niego. Nic tak nie pokazuje wadliwego życia duchowego pastora i zgromadzenia, jak brak nieustannej i pełnej wiary modlitwy. Modlitwa wszakże jest pulsem życia duchowego. Jest to wspaniały sposób sprowadzenia dla pastora i ludzi obdarzenia oraz mocy z Nieba. Wytrwała modlitwa z wiarą oznacza obfite życie duchowe.

 

Podczas gdy, duch wyznawania grzechów zaczął dominować, pojawiło się pytanie, czy byłoby to rzeczywiście możliwe, aby oczekiwać odniesienia zwycięstwa nad wszystkim, co w przeszłości utrudniało nam życie  modlitewne. Na mniejszych konferencjach organizowanych wcześniej, stwierdzono już, że wielu bardzo pragnęło rozpocząć na nowo życie modlitewne, a jednak nie mieli odwagi, by oczekiwać, że będą w stanie utrzymać to życie modlitewne, mimo że wiedzieli, że jest  ono zgodne ze Słowem Bożym. Często podejmowali próby, jednak zawiedli w nich. Dlatego nie ośmielili się złożyć żadnej obietnicy Panu, aby żyć i modlić się jak On by tego od nich chciał; czuli, że jest to niemożliwe. Takie wyznania stopniowo doprowadziły do odkrycia wspaniałej prawdy, że jedyną mocą do nowego życia modlitewnego jest znalezienie się w całkowicie nowej relacji z naszym błogosławionym Zbawcą. Tak się dzieje, gdy widzimy w Nim Pana, który zbawia nas z grzechu – również z grzechu zaniedbania modlitwy – a nasza wiara poddaje się życiu w bliższym obcowaniu z Nim, wtedy życie w Jego miłości i społeczności, uczyni modlitwę do Niego, naturalnym wyrażeniem naszej duszy. Zanim się rozstaliśmy, wielu było w stanie wyznać, że powracali z nowym światłem i nową nadzieją, aby znaleźć w Jezusie Chrystusie siłę do nowego życia modlitewnego.

 

Wielu czuło, że to był dopiero początek. Byli świadomi tego że szatan, który tak długo panował w komorze, będzie dokładał wszelkich starań, aby swoimi pokuszeniami poddać ich na nowo pod moc ciała i świata. Zrozumieli że nic, nigdy, oprócz nauczania i społeczności samego Chrystusa, nie mogło dać im mocy, aby dochować wierności życia w modlitwie.

 

Odczuwano potrzebę stworzenia sprawozdania tych prawd, z którymi mieliśmy do czynienia podczas konferencji, aby przypomnieć tym, którzy byli obecni, to czego się nauczyli i to co pomogłoby im podążać za życiem modlitewnym, które jest tak niezbędne do powodzenia w działaniach pastorów. Było to również potrzebne dla tych, którzy nie mogli przybyć i dla starszych w naszym kościele, którzy w wielu przypadkach odczuwali głębokie zainteresowanie w dowiedzeniu się, tego, co było powodem, że ich pastorowie wyjechali z domu.

 

Wczesne kopie tej książki były rozesłane z myślą, że jeśli przywódcy kościoła, pastorowie i starsi zaczną dostrzegać, że w pracy duchowej wszystko jest zależne od modlitwy i że sam Bóg jest pomocnikiem tych, którzy czekają na Niego, to rzeczywiście byłby to dzień nadziei dla naszego Kościoła. Równocześnie zamierzone to było dla wszystkich wierzących, którzy tęsknią za życiem w większym oddzieleniu dla Pana. Dla wszystkich, którzy chcą się modlić więcej i lepiej, w celu wskazania im na chwałę Boga w komorze i na sposób w jaki ta chwała może spocząć na ich duszy.

 

Gdy po raz pierwszy zostałem zapytany o przetłumaczenie tej książki na angielski, czułem, jakby jej kompozycja była zbyt pośpieszna, a jej ton wynikał z bliskiej łączności ze spotkaniem, które się odbyło, była zbyt potoczna, aby mogła wzbudzić zainteresowanie. A moje ograniczone siły, sprawiły niemożliwym dla mnie, myślenie o napisaniu jej od nowa. Jednakże, kiedy mój przyjaciel  Wielebny W. M. Douglas, zapytał o pozwolenie przetłumaczenia jej, dałem mu swoją zgodę. Jeśli Bóg chciał przekazać wiadomość przez tą książkę, do któregokolwiek ze swoich sług, uznałbym za zaszczyt, móc opowiedzieć, co On uczynił tu w naszym kościele, jako sugestię tego, co On może uczynić w innych kościołach.

 

Zakończę pozdrowieniami do wszystkich sług Ewangelii i do członków kościoła, którzy mogą czytać tą książkę. Modlę się gorąco, aby łaska Boża, która tak jasno wykształtowała w nas przekonanie o grzechu oraz uznanie wielkiej potrzeby i bezradności, a potem dała wizję i wiarę w to, co może uczynić Chrystus, dla tych, którzy Mu ufają; aby mogła dać więcej niż jednemu, którzy ją czytają, odwagę, naradzić się z braćmi i szukać oraz utrzymać pełną społeczność z Bogiem w modlitwie, która jest istotą życia chrześcijańskiego. Zostało powiedziane: „Że tylko niemodlący się, są zbyt dumni, by przyznać się do zaniedbania modlitwy”. Uwierzmy, że jest tam wiele serc czekających na zaproszenie zachęcające ich do szczerego wyznania swoich niedociągnięć i braków, jako jedynego, ale za to, pewnego sposobu na powrót i odbudowę Bożej przychylności i doświadczenia tego, co On uczyni w odpowiedzi na modlitwę.

 

Pragnę jeszcze coś dodać w odniesieniu do „Pięćdziesiątniczych spotkań modlitewnych” odbywającego się w naszym kościele. Miały one bardzo interesujące i ważne miejsce w naszej pracy. W czasie wielkiego Przebudzenia w Ameryce i Irlandii w 1858 oraz w kolejnych latach, niektórzy z naszych starszych pastorów wydali okólnik przynaglający kościoły do modlitwy o to, żeby Bóg również mógł i nas nawiedzić. W 1860 roku przebudzenie pojawiło się w różnych parafiach. W kwietniu 1861 było bardzo wielkie zainteresowanie widoczne w Paarl, w jednym z naszych najstarszych zborów. Podczas tygodnia poprzedzającego Zielone Świątki, pastor, który zwykle głosił tylko raz w niedzielę, ogłosił, że po południu odbędzie się publiczne spotkanie modlitewne. Ta sposobność wzbudziła wielkie zainteresowanie i wiele serc było bardzo poruszonych. Jako jeden z rezultatów, pastor zasugerował, żeby w przyszłości te dziesięć dni pomiędzy Wniebowstąpieniem a Zielonymi Świątkami przeznaczyć na codzienne spotkania modlitewne. Miało to miejsce następnego roku. Obdarzenie wtedy uzyskane było takie, że wszystkie sąsiednie zbory, podjęły sugestię i teraz przez pięćdziesiąt lat, te dziesięć dni modlitwy, zaobserwowano w całym kościele. Każdego roku uwagi były wystosowywane, jako tematy przemówień i modlitw, a rezultatem doznanym, przez cały nasz kościół, było nauczenie chrześcijan, o tym, co Słowo Boże mówi odnośnie Ducha Świętego i zauważalne poruszenie, aby szukać i poddać się Jego błogosławionemu prowadzeniu. Te dziesięć dni często okazywały się szansą do szczególnego starania o nienawróconych i do częściowego przebudzenia. Stały się one ośrodkami niewysłowionego obdarzenia u czołowych pastorów i ludzi, tak że rozpoznali miejsce, które Duch Święty powinien mieć, jako wykonawca Boga, w sercu wierzącego, w kontakcie z duszami i w uświęceniu do służby dla Królestwa.

 

Ciągle wprawdzie, jeszcze bardzo wiele brakuje nam do pełnej wiedzy i mocy Ducha Świętego, ale czujemy wdzięczność Bogu za to, co On uczynił przez prowadzenie nas, aby poświęcić te dziesięć dni specjalnej modlitwie dla poruszenia Ducha Świętego.

 

Napisałem to z myślą, że może będą tacy, którzy będą szczęśliwi mogąc wiedzieć o tym i w swoim otoczeniu zjednoczą się w przestrzeganiu tego.

 

Rozdział 1

GRZECH  I PRZYCZYNA ZANIEDBANIA MODLITWY

Jeśli sumienie ma wykonać swoją pracę, a skruszone serce ma poczuć swoją nędzę, konieczne jest, aby każdy z nas nazwał  swój grzech po imieniu. Wyznanie musi być dogłębne i osobiste. Na spotkaniu pastorów nie ma prawdopodobnie innego grzechu, do którego każdy z nas powinien się przyznać  z większym wstydem jako winny, niż grzech zaniedbania modlitwy.

Co więc sprawia, że zaniedbanie modlitwy jest, aż tak poważnym grzechem? Na pierwszy rzut oka wygląda to prawie, jak słabość. Tyle się mówi o braku czasu i o różnych rozkojarzeniach, że wina w całej sytuacji nie jest rozpoznawana. Niech stanie się to naszym szczerym pragnieniem na przyszłość, aby grzech zaniedbania modlitwy, był dla nas uważany prawdziwie za grzech. Rozważmy:

  1. Jakim jest to odstępstwem od Boga

Święty i godzien najwyższej chwały Bóg zaprasza nas do przyjścia do Niego, do rozmowy z Nim, do wołania o rzeczy, których potrzebujemy i do poznania, jakim błogosławieństwem (szczęściem) jest społeczność z Nim. On nas stworzył, a my możemy znaleźć w Nim naszą największą chwałę i zbawienie.

Jaki użytek zrobimy z tego niebiańskiego przywileju? Ilu jest takich, którzy poświęcają tylko pięć minut na modlitwę! Mówią, że nie mają czasu, ani pragnienia w sercu, aby się modlić; nie wiedzą, jak spędzić pół godziny z Bogiem! To nie jest tak, że oni absolutnie się nie modlą; modlą się każdego dnia, ale nie mają radości z modlitwy, jako wyrazu jedności z Bogiem, która pokazuje, że Bóg jest wszystkim dla nich.

Jeśli przyjaciel przyjdzie do nich w odwiedziny, mają czas, znajdują go, nawet gdyby musieli coś poświęcić, byle tylko nacieszyć się rozmową z nim. Tak, mają czas na wszystko, co ich naprawdę interesuje, ale nie, aby ćwiczyć się w społeczności z Bogiem i rozkoszować się Nim. Znajdują czas na coś, co może im służyć, ale dzień po dniu, miesiąc po miesiącu mija, a oni nie potrafią znaleźć czasu, aby spędzić  godzinę z Bogiem.

Czy nasze serca nie zaczynają zauważać jaką hańbą i pogardą wobec Boga jest to, że śmiemy powiedzieć, że nie potrafimy znaleźć czasu na społeczność z Nim? Jeśli zaczynamy jasno widzieć w nas ten grzech, to czy nie będziemy z głębokim wstydem wołać: „Biada mi, bo jestem zgubiony, O Boże; miej litość dla mnie i wybacz ten straszny grzech”. Rozważmy to dalej:

  1. Jest to przyczyna ubogiego życia duchowego

Jest to dowód, że w przeważającej części, nasze życie jest nadal w mocy „ciała”. Modlitwa jest pulsem życia; przez zbadanie pulsu, lekarz może powiedzieć, jaki jest stan serca. Grzech zaniedbania modlitwy jest dowodem dla chrześcijanina, a w tym i pastora, że życie Boże w duszy człowieka jest w śmiertelnej chorobie i słabości.

Wiele zostało powiedziane o słabości Kościoła w wypełnianiu swojego powołania, aby wywierać wpływ na swoich członków w celu uwolnienia ich spod władzy świata i dostosowania ich do świętego życia oddanego Bogu. Wiele również, powiedziano o obojętności wobec milionów pogan, których Chrystus powierzył Kościołowi, aby ten mógł  dać im poznać miłość i zbawienie Chrystusowe. Co takiego jest powodem, że wiele tysięcy chrześcijańskich robotników na świecie nie wywiera większego wpływu na pogan? Nic innego jak – zaniedbanie modlitwy w ich służbie. Pośród całej swej gorliwości w badaniu Pisma oraz w działalności Kościoła i mimo całej wierności w głoszeniu i rozmowach z ludźmi, oni nie mają nieustannej modlitwy, która ma dołączone obietnice Ducha i moc z wysokości. Jest to nic innego, jak grzech zaniedbania modlitwy, który jest przyczyną braku silnego duchowego życia! Rozważmy to dalej:

  1. Straszna strata, którą Kościół cierpi wskutek zaniedbania modlitwy przez pastora

W interesie pastora leży szkolenie wiernych do życia w modlitwie, ale jak może lider to robić, jeżeli sam tylko trochę rozumie sztukę rozmowy z Bogiem i otrzymywania od Ducha Świętego, na co dzień obfitej łaski z Nieba, dla siebie i swojej pracy? Nie może on z entuzjazmem wskazać drogi, czy wyjaśnić działania skoro sam nią nie idzie.

Ile jest tysięcy chrześcijan, którzy nie wiedzą prawie nic o radości społeczności z Bogiem w  modlitwie? Ilu jest takich, którzy wiedzą coś o tym i wyczekują dalszego wzrostu tej wiedzy, ale w głoszeniu Słowa nie mają uporczywego dążenia, aby osiągnąć potrzebne ku temu obdarzenie. Powód jest prosty, pastor rozumie tylko trochę z sekretu potęgi modlitwy i nie daje modlitwie miejsca w swojej służbie, które naturalnie w tej sprawie i w woli Boga, jest nieodzownie konieczne. Och, jaką różnicę powinniśmy zauważyć w naszych zborach, gdyby pastorzy mogli dostrzec we właściwym świetle grzech zaniedbania modlitwy i uwolnić się od niego! Rozważmy to dalej:

  1. Niemożność głoszenia Ewangelii wszystkim ludziom (jak to nam Chrystus nakazał robić) tak długo jak ten grzech nie zostanie pokonany i usunięty

Wielu uważa, że ogromną potrzebą misji jest pozyskanie mężczyzn i kobiet, którzy oddadzą się Panu, aby walczyć w modlitwach o zbawienie dusz. Uważa się również, że Bóg jest chętny i zdolny uratować i obdarzać błogosławieństwem (szczęściem) świat, który On odkupił,  gdyby jego ludzie chcieli i byli gotowi, aby zanosić do Niego dniem i nocą wołania. Jak może zgromadzenie być do tego doprowadzone, chyba że nastąpi najpierw całkowita zmiana wśród pastorów i że zaczną zauważać, jak niezbędną rzeczą jest: nie głoszenie, nie duszpasterskie wizyty, nie działalność kościoła, ale społeczność z Bogiem w modlitwie, tak długo, aż nie zostaną oni przyobleczeni mocą z wysokości.

Och, żeby te wszystkie myśli i praca, oraz oczekiwania dotyczące Królestwa mogły doprowadzić nas do dostrzeżenia grzechu zaniedbania modlitwy! Boże pomóż nam to wykorzenić! Boże wybaw nas z tego przez Krew i moc Jezusa Chrystusa! Boże naucz każdego sługę dostrzegać, jak wspaniałe miejsce mógłby zająć, jeśli najpierw zostałby uwolniony od tego korzenia zła; tak, że z odwagą i radością, w wierze i wytrwałości  mógłby podążać za swoim Bogiem.

Grzech zaniedbania modlitwy! Pan położył na naszych sercach brzemię tego grzechu, tak ciężkie, że nie będziemy mieli odpocznienia dopóty, dopóki nie zostanie ono zabrane daleko od nas w mocy imienia  Jezusa , On uczyni  to możliwym dla nas.

Świadek z Ameryki

W 1898 roku, było dwóch członków prezbiterium w Nowym Jorku, którzy uczestniczyli w konferencji Northfield dla pogłębienia życia duchowego. Powrócili oni do pracy z nowym zapałem. Starali się doprowadzić do ożywienia w całym prezbiterium. W spotkaniu które poprowadzili, przewodniczący zapytał braci o ich życie modlitewne: „Bracia” powiedział „zróbmy dziś wyznanie przed Bogiem i przed sobą nawzajem. To nam pomoże. Niech każdy kto spędza pół godziny każdego dnia z Bogiem w zawiązku z jego pracą w Kościele  podniesie rękę w górę?” Jedna ręka została podniesiona. Pytał dalej: „Wszyscy, którzy w ten sposób spędzacie 15 min podnieście rękę.” Nawet nie połowa rąk była podniesiona. Następnie powiedział : „Modlitwa to siła robocza Kościoła Chrystusa, a połowa robotników prawie z niej nie korzysta! Wszyscy, którzy spędzają 5 min niech podniosą rękę.” Wszystkie ręce poszły w górę. Ale jeden człowiek przyszedł później z wyznaniem, że nie był pewien, czy spędzał każdego dnia choćby pięć minut w modlitwie. „To jest,” powiedział, „przerażające objawienie jak mało czasu spędzam z Bogiem.”

Przyczyny zaniedbania modlitwy.

W spotkaniu modlitewnym starszych jeden brat postawił pytanie: „Co zatem jest przyczyną tak wielkiego zaniedbania modlitwy? Czyż nie jest to niewiara?”

Odpowiedzią było: „Z pewnością; ale za tym przychodzi pytanie, co jest przyczyną braku wiary?” Kiedy apostołowie zapytali Pana Jezusa: „Dlaczego my nie mogliśmy wypędzić demona?” Jego odpowiedzią było: „Przez wasze niedowiarstwo.” Wyjaśnił dalej: „Ale ten rodzaj nie wychodzi inaczej, jak tylko przez modlitwę i post.” (Mat. 17.19-21). Jeśli życie nie jest zaparciem się samego siebie – postem –  czyli porzuceniem tego świata; modlitwą – czyli uchwyceniem się Nieba, to wiara nie może być ćwiczona. W życiu według ciała, a nie według ducha znajdujemy źródło zaniedbania modlitwy, na które narzekamy. Gdy wyszliśmy ze spotkania jeden brat powiedział do mnie: „Na tym polega cała trudność, że pragniemy modlić się w Duchu i w tym samym czasie chodzić w ciele, a to jest nie możliwe.”

Jeśli ktoś jest chory i pragnie wyleczenia, priorytetem jest znalezienie prawdziwej przyczyny choroby. Jeżeli dana przyczyna nie zostanie rozpoznana, a uwaga skierowana zostaje do podrzędnych lub domniemanych, ale nie rzeczywistych przyczyn, wtedy uzdrowienie nie wchodzi w rachubę. W podobny sposób jest niezwykle ważnym dla nas, aby uzyskać prawidłowy wgląd w przyczyny tego smutnego stanu martwoty i niepowodzenia w komorze modlitwy, która powinna być tak błogosławionym miejscem dla nas. Starajmy się w pełni  zdać sobie sprawę z tego, co jest korzeniem tego zła.

Pismo uczy, że istnieją tylko dwa możliwe stany dla chrześcijanina. Jeden to chodzenie według Ducha, a drugi to chodzenie według ciała. Te dwie siły są ze sobą w konflikcie nie do pogodzenia. Okazuje się więc w przypadku większości chrześcijan, że podczas gdy my dziękujemy Bogu, że są oni nowo narodzeni z Ducha i że otrzymali dar życia Bożego – to ciągle jednak ich zwykłe, codzienne życie nie jest przeżywane według Ducha, lecz według ciała. Paweł napisał do Galacjan: „Czy aż tak nierozumni jesteście? Rozpoczęliście w duchu, a teraz na ciele kończycie?” (Gal 3.3). Ich służba opierała się na cielesnych zewnętrznych zabiegach. Oni nie rozumieli, że gdy dopuszcza się wpływ „ciała” w służbie Bogu, prowadzi to wkrótce do jawnego grzechu.

Paweł wspomina jako efekt „ciała” nie tylko takie grzechy, jak cudzołóstwo, morderstwo, pijaństwo, ale również grzechy codziennego życia – gniew, spór, wrogość, zazdrość; napomina on więc: „Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej (…)   Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal 5.16, 25.). Duch musi być uhonorowany nie tylko, jako autor nowego życia, ale również jako lider i dyrektor całej naszej pielgrzymki. W przeciwnym razie jesteśmy, jak to nazwał apostoł –„cieleśni.”

Większość chrześcijan posiada niewielkie zrozumienie tego tematu. Oni nie mają rzeczywistej wiedzy o głębokiej grzeszności i bezbożności tej cielesnej natury, która do nich należy i której podświadomie ustępują. „Bóg (…) potępił grzech w ciele” (Rzym. 8.3) – w krzyżu Chrystusa. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami” (Gal. 5.24). „Ciała” nie da się poprawić lub uświęcić. „Zamysł ciała jest wrogi Bogu; bo nie podlega zakonowi Bożemu, bo też nie może” (Rzym. 8.7). Nie ma innego sposobu radzenia sobie z „ciałem grzechu” niż jak to zrobił Chrystus, niosąc je na krzyż. „Nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany” (Rzym. 6.6); wiec my przez wiarę również krzyżujemy je, uważamy i traktujemy je, jako przekleństwo, które znajduje właściwe miejsce na przeklętym krzyżu.

Wielce zasmuca fakt, jak wielu jest chrześcijan, którzy rzadko myślą i mówią szczerze o głębokiej i niezmierzonej grzeszności „ciała” – „We mnie (to jest w moim ciele) nie mieszka dobro” (Rzym. 7.18). Człowiek, który prawdziwie w to wierzy może wołać: „Widzę inny zakon w moich członkach (…) bierze mnie w niewolę zakonu grzechu (…) Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Rzym. 7.23-24). Szczęśliwy jest ten, kto może pójść dalej i powiedzieć: „Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa (…) Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił mnie od zakonu grzechu i śmierci (Rzym. 7.25; 8.2).

Obyśmy mogli zrozumieć Boże zalecenie dla nas! „Ciało” na krzyż – Duch w sercu kontrolujący nasze życie.

Duchowe życie jest zbyt mało rozumiane i pożądane; ale to jest dosłownie to, co Bóg obiecał i czego dokona w tych, którzy się Jemu w tym celu bezwarunkowo podporządkowali.

Oto więc mamy głęboki  korzeń zła, jako przyczynę braku życia modlitewnego. „Ciało” może mówić modlitwy na tyle dobrze, nazywając siebie religijnym, aby usatysfakcjonować sumienie. Ale „ciało” nie ma ochoty, ani siły do modlitwy, która dąży do intymnej znajomości Boga, która cieszy się ze wspólnoty z Nim i która ciągle polega na Jego sile. Chodzi więc w końcu o to, że „ciało grzechu” musi być odrzucone i ukrzyżowane.

Chrześcijanin, który nadal jest cielesny nie ma, ani siły, ani skłonności do podążania za Bogiem. Opiera się zadowolony na swojej modlitwie z przyzwyczajenia lub nawyku, ale chwała i błogosławieństwo głębokiej modlitwy są ukryte dla niego, aż pewnego dnia jego oczy otworzą się i dostrzeże, że „ciało” w swojej grzesznej naturze przeciwnej Bogu, jest arcywrogiem, który uniemożliwia gorliwą modlitwę.

Mówiłem kiedyś podczas konferencji na temat modlitwy i użyłem silnych wyrażeń o wrogości „ciała” jako przyczyny zaniedbania modlitwy. Po przemówieniu żona pastora powiedziała, że myślała, że mówiłem zbyt ostro. Jednak ona także rozpaczała z powodu zbyt małego pragnienia modlitwy,  ale wiedziała, że jej serce szczerze nastawione było na szukanie Boga. Pokazałem jej, co Słowo Boże mówi o „ciele” i że wszystko, co uniemożliwia otrzymanie Ducha jest niczym innym jak ukrytym działaniem „ciała”. Adam został stworzony do wspólnoty z Bogiem i radował się tym przed swoim upadkiem. Po upadku jednak przyszła głęboko zakorzeniona niechęć do Boga i Adam uciekł przed Nim. Ta nieuleczalna awersja jest cechą charakterystyczną nieodrodzonej natury i głównym powodem naszej niechęci do poddania się wspólnocie z Bogiem w modlitwie. Następnego dnia powiedziała mi, że Bóg otworzył jej oczy; wyznała, że wrogość i niechęć „ciała” były ukrytą przeszkodą jej wadliwego życia modlitewnego.

Bracia, nie starajcie się znaleźć w okolicznościach wyjaśnienia zaniedbania modlitwy, nad którymi ubolewamy, szukajcie tam gdzie Słowo Boże mówi, że jest ono w ukrytej niechęci serca wobec Świętego Boga.

Kiedy chrześcijanin nie oddaje się całkowicie prowadzeniu Ducha – a to z pewnością jest wolą Boga i dziełem Jego łaski – żyje wtedy on, bezwiednie, w mocy „ciała”. To życie według „ciała” objawia się na wiele sposobów. Pojawia się w porywczości ducha, niespodziewanie pojawiającym się gniewie, w braku miłości, w znajdowaniu przyjemności w jedzeniu i piciu;  szukając w tym wszystkim własnej woli i honoru, zaufania we własną mądrość i siłę oraz przyjemności w świecie (które zawstydzają przed Bogiem). Wszystko to jest życiem według „ciała”. „Jeszcze bowiem cieleśni jesteście”(1Kor. 3.3) ten tekst zapewne niepokoi od czasu do czasu, tych którzy nie mają całkowitego pokoju i radości w Bogu.

Modlę się, żebyś zastanowił się i odpowiedział na pytanie: czy nie znalazłem w tym przyczyny mojego zaniedbania modlitwy, oraz mojej niemocy, aby zmienić coś w tej sprawie? Żyję w Duchu, narodziłem się na nowo, ale nie chodzę w Duchu, „ciało” panuje nade mną. Cielesne życie nie może modlić się w Duchu i w mocy. Boże wybacz mi. Cielesne życie jest ewidentną przyczyną mojego żałosnego i wstydliwego zaniedbania modlitwy.

Środek burzy na polu bitwy

Podczas konferencji wspomniano wyrażenie „strategiczny punkt” używany często w odniesieniu do wielkiej bitwy między Królestwem Nieba, a mocami ciemności. Kiedy generał wybiera miejsce z którego zamierza zaatakować wroga, zwraca największą uwagę na te punkty, które uważa za najważniejsze w bitwie. Dlatego podczas bitwy o Waterlo, Wellington natychmiast zauważył, że pewien budynek gospodarczy był kluczem do całej sytuacji. Nie oszczędzał on swoich oddziałów w dążeniu do utrzymania tego punktu: zwycięstwo zależało od tego. I tak się właściwie stało. Tak samo jest w konflikcie między wierzącym, a mocami ciemności, że komora modlitwy jest miejscem gdzie osiąga się decydujące zwycięstwo.

Wróg używa wszystkich swoich mocy, aby doprowadzić chrześcijan, a zwłaszcza pastora do zaniedbania modlitwy. Wie on, że jakkolwiek wspaniałe, by nie było kazanie, albo jak bardzo, by nie było atrakcyjne zgromadzenie, albo jakkolwiek sumienna by nie była wizyta pastora, to żadna z tych rzeczy nie może zniszczyć jego królestwa, jeśli modlitwa jest zaniedbana. Gdy Kościół otwiera się na moc komory modlitwy, a żołnierze Pana otrzymują na kolanach „moc z wysokości” to moce ciemności zostają wstrząśnięte, a dusze uwolnione. W Kościele, na polu misyjnym, u pastora i w zgromadzeniu, wszystko zależy od wiernego ćwiczenia mocy modlitwy.

Podczas tygodnia konferencji znalazłem poniższy tekst w gazecie „The Christian:”

Dwie osoby kłóciły się o pewną sprawę. Nazwiemy ich Chrześcijanin i Apollyon. Apollyon zauważył, że Chrześcijanin ma pewną broń, która mogłaby dać mu pewne zwycięstwo. Spotkali się w śmiertelnym zmaganiu i Apollyon postanowił zabrać broń swojemu przeciwnikowi i zniszczyć ją. Na chwilę główna przyczyna walki stała się podrzędną; najważniejszym stało się kto będzie panował nad bronią od której wszystko zależy? Kwestią przeżycia jest jej utrzymanie.

Tak samo jest w konflikcie między szatanem a wierzącym. Boże dziecko może zdobyć wszystko przez modlitwę. Czy jest zatem dziwnym, że szatan czyni najwyższe starania, żeby wykraść broń chrześcijaninowi, albo utrudnić mu używanie jej?

W jaki sposób szatan przeszkadza w modlitwie? Przez pokuszenie, by odkładać i ograniczać ją, przez wprowadzanie w rozkojarzone myśli i wszystkie inne rodzaje odwracania uwagi; przez niedowiarstwo i brak nadziei. Szczęśliwy jest ten bohater modlitwy, który mimo wszystko zważa, aby mocno trzymać i używać swojej broni. Jak nasz Pan w Getsemane, im gwałtowniej wróg atakował, tym żarliwiej się modlił i nie zaprzestał dopóki nie odniósł zwycięstwa. Po tym, jak wszystkie części zbroi zostały nazwane, Paweł dodał: „W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie, modły w Duchu” (Efez. 6.18). Bez modlitwy, hełm zbawienia i tarcza wiary i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże nie mają mocy. Wszystko zależy od modlitwy, Bóg uczy nas wierzyć i trzymać się tego mocno!