Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 2

 

         W Dziejach Apostolskich, w trzecim rozdziale czytamy takie słowa:

         Wszak Mojżesz powiedział: Proroka, jak ja, spośród braci waszych wzbudzi wam Pan, Bóg; jego słuchać będziecie we wszystkim, cokolwiek do was mówić będzie. I stanie się, że każdy, kto by nie słuchał owego proroka, z ludu wytępiony będzie.” Dz.Ap.3,22.23.

         Zobaczcie jakie ostrzeżenie; tak samo jak oni mieli słuchać się Mojżesza. – Bóg mówił do nich przez Mojżesza, a oni mieli słuchać się i być posłuszni. Widzieli świadectwo, widzieli obłok, widzieli jak przeszli przez Morze Czerwone, a tam jest napisane, że w Mojżesza zostali ochrzczeni. Widzieli tą chwałę towarzyszącą, widzieli, że to nie człowiek, Mojżesz, sam prowadzi, tylko Bóg przez Mojżesza prowadzi ich. Widzieli cuda i znaki, które Mojżesz nie miał możliwości wykonać. To musiał być Bóg. Mojżesz nie mógł sprowadzić manny, nie mógł sprowadzić tych przepiórek, nie mógł otworzyć skały. – Tak samo my nie moglibyśmy skosztować nowego życia bez Jezusa, nie moglibyśmy doznać tego podniesienia i zachwycenia nowymi warunkami, w których znaleźliśmy się, kiedy znaleźliśmy się w Chrystusie Jezusie, tą przestrzenią w Nim, która nie ma zakończenia – bez początku i końca, chwałą, która ogarnia wszystko.

         Dlatego warto poznawać Pana, warto uczyć się Tego, który może zmieniać nas w taki sposób, abyśmy, kiedy dotrzemy do Ojca, mogli być przygotowani na to najwznioślejsze spotkanie.

         „I wszyscy prorocy, począwszy od Samuela, którzy kolejno mówili, zapowiadali te dni. Wy jesteście synami proroków i przymierza, które zawarł Bóg z ojcami waszymi, gdy mówił do Abrahama: A w potomstwie twoim błogosławione będą wszystkie narody ziemi. Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Syna swego, posłał go, aby wam błogosławił (was wysławiał),  odwracając każdego z was od złości waszych.” Dz. Ap.3,24-26.

         A więc mamy Tego, który prowadzi nas, mamy Tego, którego mamy słuchać się. Ludu Pana, nikt z nas nie może chodzić samowolnie. Tak samo jak wyruszyliśmy na Jego rozkaz, tak samo na każde Jego rozkazy mamy podążać dalej, będąc posłusznymi Jemu. To nie jest wędrówka ludu, który nie ma kogoś, kto prowadzi go, gdzie każdy chodzi sobie jak chce, który ma własne pomysły na każdy dzień. Gdy opuściliśmy ten świat grzechu, potrzebujemy kogoś, kto by nas prowadził dalej wzwyż. Ten, który wezwał nas, dał swego Ducha, abyśmy dalej podążali. Nikt z nas nie może chodzić już według własnych przemyśleń. Jeśli tylko pozwolimy sobie na własne sposoby, zaczynamy doznawać, że słabnie nasza świętość, słabnie nasze pragnienie nieba. Wróg atakując, zaczyna osłabiać instynkt, aby iść dalej za Panem Jezusem Chrystusem. Potrzebujemy Jego rozkazów. Słowo Boże mówi, że Jego rozkazy są nam miłe i przyjemne, ponieważ one prowadzą nas dalej wzwyż. Nie są uciążliwe, bo one ratują nas przed bałaganem tego całego świata.

         Potrzebujemy trzeźwości. Bracie i siostro, każdy dzień, w którym ty myślisz sobie, że nie ma rozkazów dla ciebie na dzisiaj jest oszukanym dniem. Jest niemożliwe, żeby Jezus nie miał dla ciebie rozkazów na dzisiaj – rozkazów do służby, rozkazów do czynienia tego co Jemu się podoba, rozkazów do chwały, rozkazów do kapłaństwa, rozkazów do i do, i do każdego jednego działania. Codziennie spływają na nas rozkazy. One są przejawem Jego miłości do nas. Nieustannie codziennym, niezmiennym rozkazem dla całego Kościoła jest rozkaz, abyście się nawzajem miłowali, jak Ja was umiłowałem. Ten rozkaz jest nieodwołalny; ani jednej sekundy Jezus nie odwołał tego rozkazu i nie odwoła. Powiedział: „Po miłości waszej poznają, że Ja tu byłem i po miłości waszej poznają, że jesteście moimi uczniami” A więc chociaż jedna sekunda spędzona bez miłości, to już jest to życie wbrew rozkazom tego prawdziwego Wodza .

         Jak więc Amalek nas ściga i ścigają nas nauki Amaleka. „A, nie potrzeba aż tak, można pożyć sobie trochę swobodniej, można zrobić sobie wczasy od miłości, w lekkomyślności na przykład, w fantazjach religijnych, przecież to nic się nie stanie”. Pamiętajmy, to jest podstawowe, najbardziej nam potrzebne prawo w tej wędrówce, bo jesteśmy w nieustannym boju. A więc miłość Chrystusowa w nas pomoże nam zrobić następny krok i następny krok. I każdy kto dołącza do Kościoła zdaje sobie sprawę, że Kościół idzie w miłości. To jest takie prawo Kościoła, które jest niezmienne. A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Chrystusowa, miłość Boża rozlana jest w sercach naszych. Jeśli tylko zapomnimy o tym przykazaniu i tak jakoś sobie leci to życie chrześcijańskie, to pamiętaj, że Amalek tylko czeka na to. Bądź zdeterminowanym, wygraj, bądź zawsze otwartym, otwartą na Bożą miłość. Taki był Chrystus nasz Pan, nasz Wódz.

         Każdy krok, tak jak przyjęliśmy Chrystusa, tak w Nim chodźmy, każdy krok. Pamiętaj, wróg próbuje działać na nasze umysły, żeby spowodować, że człowiek nie wie co robić w tym chrześcijaństwie. Tak jakby ktoś ci odebrał rozkazy co masz zrobić i przychodzisz, i nie wiesz co masz robić w chrześcijaństwie. To jest bardzo niedobra rzecz. Jak człowiek nawraca się, już od samego początku wie co ma robić, już te rozkazy spływają na człowieka. One sprawiają przyjemność, człowiek doznaje, że te rozkazy zbawiają go. Od samego początku, kiedy jest tylko wezwanie, pierwsze powołanie, doznajesz, że coś dobrego zjawiło się w tobie. Nie coś złego, bo złe było cały czas, ale kiedy Chrystus dotarł do mnie, czy do ciebie po raz pierwszy, zjawiło się coś innego, coś dobrego. I od tego momentu wszystko co zaczęliśmy kosztować z Chrystusa, było dobre.

         Mówiliśmy, że z Amalekiem nie sprzeczamy się, Amaleka pokonujemy. Jest Słowo Boże, które jest wyrocznią, jest to miecz obosieczny. Ono mówi jak ma być. Amalek próbuje zmieniać Słowo, troszeczkę wygładzić je i podać w inny sposób, żeby człowiek zaakceptował, że tak nie musi być jak chce Bóg, że nie trzeba się tak koniecznie słuchać Jezusa Chrystusa, że można zapomnieć o Jego rozkazach i też być chrześcijaninem, chrześcijanką. Można żyć bez rozkazów Chrystusa i samemu sobie dawać rozkazy; ja sobie myślę dzisiaj troszeczkę poczytać, a potem mam wolne od Kościoła, nie muszę budować się, nie muszę myśleć, nie muszę modlić się, nie muszę wstawiać się, nie muszę zastanawiać się nad tym. Gdyby nasze cząstki w ciele przestały tak zastanawiać się, że są jedno i każda zaczęłaby robić coś po swojemu, to co mielibyśmy w naszym ciele? Śmierć. Tak właśnie umierają zbory.  Dlatego Jezus mógł powiedzieć: „Macie imię, że żyjecie, a jesteście martwi, bo straciliście życie; życie to Chrystus. Pamiętajmy, mamy zawsze jeden podstawowy, niezmienny rozkaz: „Miłujcie się nawzajem, jak Ja was umiłowałem.” Wypełniajmy go uczciwie każdego dnia, czyńmy sobie to co On by uczynił nam. Nie myślmy, że raptem musisz usłyszeć ponownie i ponownie, każdego dnia musisz słyszeć: „Miłuj”. To jest niezmienny rozkaz na całą pielgrzymkę. Tak jak On umiłował nas, tak i my mamy się nawzajem miłować. Mamy nieść sobie pomoc, wspierać się nawzajem, uczciwie budować na Boży dom. W czasie tej drogi oczyszczamy się i pozbywamy się wszystkiego co przeszkadzałoby temu. Oczywiście wróg będzie chciał przeszkadzać, będzie próbował wrzucać różne rzeczy, żebyśmy zapomnieli o miłości, a więcej myśleli o tym, co kto komu złego zrobił.

         Oni w czasie tej wędrówki mieli nauczyć się być razem z Bogiem, iść za obłokiem, który podnosił się. Tak samo my za Duchem Świętym. Chwała Bogu! Umiłowani, w Chrystusie jest o wiele więcej, niż wielu ludzi sobie myśli, o wiele więcej. Kto pozna miłość Chrystusową, ten poznał już wszystko, więcej nic nie można poznać. To jest cała pełnia. Jakie to piękne, że możemy żyć, ucząc się Jezusa Chrystusa w miłości, ucząc się mówić dobro, myśleć o dobru, służyć dobru. Jakież to szczęście dla mnie i dla ciebie. I tu jest Jezus. Ale właśnie przez te różne złe, niedobre wydarzenia, jakże często absorbujące, tak jak pisał Paweł: „Aby prawe umysły wasze nie odwróciły się od posłuszeństwa Chrystusowi”, wróg próbuje atakować różnymi rzeczami. W sumie każdy dzień na tym obozie diabeł próbuje pomieszać nam szyki, a Duch Święty prowadzi nas dalej, abyśmy uporządkowywali szyki. Inaczej, wróg wpada, próbuje rozproszyć nas, a Duch Święty znowu przygarnia nas, żebyśmy byli jedno. Uczymy się wygrywać; zło pokonywać dobrem. Jesteśmy na olbrzymim polu bitewnym, gdyż każdy krok jest wywalczony.

Reklamy

Obóz w Bojanie 03.08.2017 (wieczorne) Samowolni lub wolni w Chrystusie – część 1

 

Będziemy dalej mogli jeszcze trochę porozmawiać o tej bardzo przyjemnej dla nas wiadomości, że Bóg nas uwolnił z niewoli, abyśmy mogli kosztować z niebiańskich terenów, abyśmy mogli przyjmować to, co piękne, co jest wspaniałością na tej ziemi, ponieważ to jest blask nieba. Blask wspaniałego miejsca chwały, do którego zmierza Boży lud, aby tam być na zawsze z Bogiem. Chwilę przyjrzymy się jeszcze Izraelowi, wyjściu Izraela z niewoli. 2Mojż.8 rozdział, plagi już spadają, faraon jest uparty, nie chce wypuścić Bożego ludu, trzyma zawzięcie go, ma potencjał, aby nie pozwolić wyjść temu narodowi z jego granic.

Czytamy tutaj od 25 wiersza:

„Wtedy faraon wezwał Mojżesza i Aarona, i rzekł: Idźcie, złóżcie Bogu waszemu ofiarę w tym kraju”.

Widzicie, toczy się bitwa, Mojżesz ma wyjść z całym ludem i ze wszystkim. Faraon mówi: Dobra, złóżcie już Bogu ofiarę, ale tu, w kraju. A więc, diabeł mówi znowu to samo, zmieńmy decyzję Boga, zróbmy to inaczej, będzie dobrze, nie będzie wojny, nie będzie zmagań, zróbcie to tu. No i gdyby człowiekowi chodziło tylko o spokój, to by pomyślał sobie, w sumie będę miał spokój, już mnie nie będzie atakować, pozwala mi już składać ofiary tutaj, a więc, nie muszę nawet wychodzić, nie muszę być w doświadczeniu.

Ale sługa Boży mówi:

„Na to odpowiedział Mojżesz: Nie godzi się tak uczynić, bo dla Egipcjan byłoby obrzydliwością to, co my ofiarowujemy Panu, Bogu naszemu. Jeżeli więc na oczach Egipcjan ofiarować będziemy to, co jest dla nich obrzydliwością, to czy nas wtedy nie ukamionują? Chcemy odbyć trzydniową wędrówkę na pustynię i złożyć ofiarę Panu, Bogu naszemu, tak jak nam powiedział”.

I koniec, tak jak powiedział, tak chcemy to zrobić, nie przyjmujemy twojego warunku. Znowu plagi, twardy faraon uparcie trzyma się.

9 rozdział, 27 i 28 wiersz:

„A faraon kazał wezwać Mojżesza i Aarona, i rzekł do nich: Tym razem zgrzeszyłem; Pan jest sprawiedliwy, a ja i lud mój jesteśmy grzeszni. Wstawcie się do Pana, bo dosyć już było grzmotów Bożych i gradu. Wypuszczę was, nie pozostaniecie tu dłużej”.

Składa obietnice, dobra, wypuszczę was, ale jej nie dotrzymuje, okłamując ich. Mówi: Dobra, będziesz wolny ale zaczekamy jeszcze trochę, dłużej to nie wiadomo, jakoś nie mówi: Już wyjdźcie, już nie będę was zatrzymywał i dalej ich nie puszcza.

10 rozdział, 7 do 11 wiersza:

„A słudzy faraona rzekli do niego: Jak długo będzie nam ten człowiek przynosił nieszczęście? Wypuść tych ludzi, aby służyli Panu, Bogu swemu. Czy jeszcze nie rozumiesz, że Egipt ginie? Sprowadzono więc z powrotem Mojżesza i Aarona do faraona, a on rzekł do nich: Idźcie, służcie Panu, Bogu waszemu. Lecz którzy to mają iść? Mojżesz odpowiedział: Pójdziemy z naszą młodzieżą i z naszymi starcami, pójdziemy z naszymi synami i z naszymi córkami, z naszymi trzodami i z naszym bydłem, gdyż mamy obchodzić święto Pana. Wtedy rzekł do nich: Pan niech będzie z wami jeżeli ja kiedykolwiek wypuszczę was i dzieci wasze. Patrzcie, jakie złe zamiary macie. Nie tak! Idźcie wy, mężczyźni i służcie Panu, skoro tak tego żądacie! I wypędzono ich od faraona”.

W porządku, idźcie, wy mężczyźni, wy możecie iść i róbcie to sobie ale żony, dzieci i bydło, wszystko musi zostać w moich granicach. Toczy się bitwa, diabeł próbuje warunkować sytuację, ale sługa Boży jest zdeterminowany, aby wykonać to, co powiedział Bóg.

Jeszcze ten sam rozdział 10, 24 do 26 wiersza:

„Faraon zawołał Mojżesza i rzekł: Idźcie, służcie Panu, tylko trzody i bydło wasze niech pozostaną. Także dzieci wasze mogą iść z wami. A Mojżesz odpowiedział: W takim razie ty dasz nam zwierzęta na ofiary rzeźne i całopalne, byśmy je mogli przygotować Panu, Bogu naszemu. Więc także bydło nasze pójdzie z nami, a nie pozostanie nawet kopyto. Z niego bowiem weźmiemy na ofiarę Panu, Bogu naszemu, a my, nie wiemy, co ofiarować Panu, dopóki tam nie przyjdziemy”.

Ale faraon dalej nie chciał ich wypuścić. W 11 rozdziale od 4 do 8 wiersza:

„I rzekł Mojżesz: Tak mówi Pan: O północy przejdę przez Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej, od pierworodnego syna faraona, który miał zasiąść na jego tronie, aż do pierworodnego syna niewolnicy, która jest przy żarnach, i wszelkie pierworodne bydła. I powstanie wielki krzyk w całej ziemi egipskiej, jakiego przedtem nie było i potem nie będzie. Lecz na nikogo z Izraelitów nawet pies nie warknie, ani na ludzi, ani na bydło, abyście poznali, że Pan robi różnicę między Egipcjanami a Izraelitami. I przyjdą wszyscy ci słudzy twoi do mnie i złożą mi pokłon, mówiąc: Wyjdź ty i cały lud, który idzie za tobą. Potem wyruszę. I wyszedł od faraona w srogim gniewie”.

Jest pewnym swojego Boga, można powiedzieć, że z każdym doświadczeniem, jego pewność rosła, nie malała.

I w 12 rozdziale od 29 wiersza:

„O północy zabił Pan wszystkich pierworodnych w ziemi egipskiej, od pierworodnego syna faraona, który miał zasiąść na jego tronie, aż do pierworodnego syna więźnia, który był w więzieniu, i wszelkie pierworodne bydła. I wstał faraon tej nocy, on i wszyscy dworzanie jego, i wszyscy Egipcjanie; i powstał wielki krzyk w Egipcie, gdyż nie było domu, w którym nie byłoby umarłego. I wezwał Mojżesza i Aarona w nocy, mówiąc: Wstańcie, wyjdźcie spośród ludu mojego, zarówno wy jak i synowie izraelscy. Idźcie, służcie Panu jak mówiliście, zabierzcie też trzody wasze i bydło wasze jak mówiliście, i idźcie; a dobrze życzcie też i mnie. I nalegali Egipcjanie na lud by ich śpiesznie wyprawić z kraju, bo mówili: Wszyscy pomrzemy”.

I tak też wyszli ze wszystkim wyszli. Dlaczego musieli wziąć wszystko z tego Egiptu? Diabeł zawsze chce, żeby coś u niego zostawić. W porządku, wyjdę z tej niewoli ale pozostawię sobie z tej niewoli na przykład ten grzech. I gdy pójdę za Panem to nie uznam tego za grzech, nie wezmę tego, kiedy będę szedł, aby umrzeć w Chrystusie. Zawsze wrócisz wtedy do tego grzechu. Do którego grzechu ktokolwiek z nas wrócił po chrzcie, to jest grzech, którego nie wziąłeś ze sobą, kiedy szedłeś w chrzest. Zostawiłeś sobie w Egipcie coś, co później diabeł mógł powiedzieć: Chodź, to twoje przecież, no mówię ci to bierz i na moim terenie korzystaj z tego. Kiedy przychodzimy do Jezusa, Jezus mówi: Oddasz Mi całe swoje życie, bez czegokolwiek zostawienia, całe to znaczy całe grzeszne życie z wszystkimi grzechami bez ogładzania, bez upiększania tego grzechu i mówienia: To nie był taki zły grzech, to za to nie musiał chyba Jezus umierać. Umierał za każdą sekundę naszego życia. A więc, musimy wziąć każdą sekundę naszego życia, kiedy chcemy opuścić Egipt, każdą sekundę. Wychodzimy ze wszystkim, żeby kiedyś diabeł nie mówił nam, nie wypominał nam i nie potępiał nas za cokolwiek. Taki był rozkaz i taki rozkaz dotyczył też i nas. Czy to jest dobre rozwiązanie? Bardzo dobre. Wtedy swobodnie człowiek podąża dalej gdyż nie zapomniał o rozkazie Pana swego. Całe to całe i koniec. Bez mówienia: Nie byłem taki zły, nie byłam taka zła. Cały idzie człowiek i jest świadomy, cały i nie chce mieć nic z tym wspólnego, w ten sposób jak było to kiedy chodziłem w grzechach swoich. Będę poruszał się pośród tego świata, ale już w Duchu Chrystusowym. Diabeł zawsze mówi: Bądźcie chociaż trochę nieposłuszni, trochę zmieńcie to wszystko. Wiesz dlaczego mieliśmy z niektórymi ludźmi takie starcie? Na przykład, powiedzmy przebiegał chrzest jakiejś osoby, a ta osoba mówi: Moje życie nie było aż takie złe, gdzieś tu byłam dobra, czy tu byłem dobry, to nie było całkiem takie złe, Bóg już działał w moim życiu, Bóg pracował w moim życiu już, to trzeba zostawić, niech będzie w śmierć zanurzone to, co ja uważam za złe, a tamto to było dobre. Nie, mówimy nie, albo przyznajesz się, że wszystko było złe i wtedy prawidłowo wychodzisz z niewoli diabelskiej, a jak nie to po co wychodzić? Wracaj z powrotem, niech faraon dalej cię tępi i tępi, aż przyjdziesz i powiesz: „Wszystko, co jest moim działem bez Boga jest złem”, żeby już nie wracać po to. Jak porządnie to porządnie, ani kopyto. Po co komu kopyto? Czasami człowiek i po kopyto wróci, coś tam zostawił, zostawiła. Wszystko, to wszystko, dlatego, że sprawa toczy się o naszą wieczność, chcemy być wolni, a nie wspominać ogórki, czy jakieś pola pozostawione, czy inne rzeczy, bo tam ogórki urosły już chyba na naszym polu, a przecież to było na złym terenie, w niewoli, w skrępowaniu. Pan Bóg chce, abyśmy byli wolni, abyśmy chodzili na wolności, swobodnie jako Jego dzieci, szczęśliwi, którzy idą dalej. Dlatego musimy być cali wyzwoleni z niewoli ciemności, by chodzić w światłości, by należeć do Boga. Jeśli zostawiłeś, czy zostawiłaś sobie wspomnienia jak to kiedyś rozwiązywało się problemy i nie uznałeś tego, czy nie uznałaś za grzech, to wrócisz do tego. Gdy uznaje człowiek wszystko za grzech, wtedy człowiek doznaje, że Jezus Chrystus to wszystko zaniósł na krzyż. Czy chciałbyś, żeby Jezus czegoś z twojego starego życia nie zaniósł na krzyż? Czy zależy ci na czymś z twojego starego życia, żeby Jezus za to nie umarł. I mówisz, Panie, umarłeś za to, za to, ale za to ja nie potrzebuję Twojej śmierci. Kiedy człowiek uznaje cokolwiek dobrego w sobie, to za to mówi: Jezu, Ty nie musiałeś i nie musisz za to umrzeć. A nasze dobro jest jak splugawiona szata, nie nadająca się dla Boga. A więc, to nasze dobro zabije nas i zniszczy tak jak niszczyło nas wcześniej. Cali to cali. Z wszystkim to z wszystkim musimy przejść wody chrztu, tak jak oni przez Morze Czerwone. Wiecie, człowiek musi być konsekwentny, bo Bóg jest konsekwentny. Jeżeli Jezus, tak jak mówiliśmy, jak najwspanialszy księgowy, przeliczył wszystkie nasze długi, wszystkie!!! I wszystkie zabrał na krzyż uznając, że całe nasze życie było długiem wobec Boga, bo żyliśmy dla diabła, a nie dla Boga. To my za Jezusem mówimy: Amen! Panie, uznaję, że byłem zły, byłam złą i nic nie uznaję za dobre. Determinacja, tak jak Mojżesz, ani kopyto, nic, żebyś nie powiedział, że masz na swoim terenie jeszcze jakiś mój grzech, jeszcze jakieś złe. Wiecie, że Izraelici grzeszyli w Egipcie, wiecie, że też byli karani na początku, bo też robili różne obrzydliwe rzeczy. To było też skażone grzechem. Bóg mówi: Wcale nie byliście lepsi, ale wziąłem was dlatego, że jestem wierny obietnicy, którą złożyłem mojemu przyjacielowi, Abrahamowi, że wyzwolę was z tej niewoli. A żyjąc w tej niewoli oni się skażali tymi egipskimi bożkami. Widzicie, co robili później jak potrzebowali tych bożków ze starego życia, żeby ich widzieć i im pokłony oddawać, ich czcić. Święty człowieku bądź święty w całości, bądź wolnym świętym, ciesz się swoją wolnością. Jeśli człowiek przestaje się cieszyć wolnością, diabeł już mówi: No to wróć przecież to nie było takie złe. Przecież słyszymy nie raz człowieka, który mówi: Wiesz, to nie było takie złe w tym moim starym życiu. I co później widzimy? Co się dzieje z tym człowiekiem? Wraca do tego. Każdy, który nie uznaje zła swojego starego życia, wraca do tego zła. Dlatego najlepiej uznawać, że nic nie było dobrego i nie odpuszczę nic, bo musi się stać tak, jak chce Pan. On ocenił moje życie jako złe, nienadające się i ja też tak samo je oceniam. Wszystko chcę wziąć z Niego, z tego co On dla mnie przygotował, aby jako nowy człowiek żyć już nowymi wartościami, należąc do Boga. Jakież to jest cenne dla nas, kiedy On nas przemienia. 

Obóz w Bojanie 03.08.2017r (poranne) SAMOWOLNI LUB WOLNI W CHRYSTUSIE – część 3

 

List do Rzymian 6,3-5:

         Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.”

         Jaka to potężna prawda. Jeśli wejdziemy w śmierć, wejdziemy też i w nowe życie. Nowe życie. Kto z was jeszcze nie zna rozkoszy nowego życia, wspaniałości, które pozwoliły wam uczynić coś, czego byście nigdy nie uczynili wcześniej – okazać miłość i cierpliwość tam gdzie byście nigdy nie okazali miłości i cierpliwości? To jest właśnie piękno nowego życia. Powinniśmy cenić to ponad wszystko, powinniśmy cenić sobie tą szlachetność Chrystusową i chlubić się tym, co jest Chrystusowe, nie puszczając nic ze starych sposobów. Powinniśmy rozkoszować się tą wolnością. Przywróceni do wolności, którą wcześniej utraciliśmy w Adamie i Ewie, w których staliśmy się niewolnikami wolności, która pozwalała nam grzeszyć, czynić zło. A teraz w Chrystusie zostaliśmy uwolnieni, aby chodzić w innej wolności. Wolno już nam czynić dobro, więc czyńmy je, dzięki Jezusowi Chrystusowi. W miarę jak wzrastamy w Panu Jezusie, będzie wzrastać czynione przez nas dobro. Mówiliśmy już o tym nie raz; małe dziecko, małe dobro, ale jakie piękne – uśmiecha się. Małe dobro, niewielkie. Dorośli uśmiechają się i nikt nie mówi: „O, zobacz jak się ładnie uśmiecha”. Ale u dziecka widzimy jak się uśmiecha i podoba nam się to, bo jest dobre, ładne i przyjemne. A więc małe dziecko, małe dobro, większe dziecko, większe dobro. Później tu pomoże, tam coś zrobi. I my w duchowym wymiarze rośniemy razem z dobrem Chrystusowym w nas. I coraz więcej i więcej możemy go uczynić.

         wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi;” Rzym.6,6.

         Unicestwione, zniszczone, żeby nie został ślad nawet po tym.

         kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu.” Rzym.6,7

         To jest wolność.

         I kiedy później czytamy ósmy rozdział Ewangelii Jana, czytamy tam wspaniałą wypowiedź Pana Jezusa Chrystusa na temat uwolnienia.

Ewangelia Jana 8,31.32:

Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli Mu: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.” 

         Co to jest prawda? To jest każde Słowo Jezusa, które dociera do mnie i daje mi wolność.  Jeśli robię to, bo Jezus powiedział, już mam swobodę działania. Robię następną rzecz, bo Jezus powiedział, mam następny teren swobody. Następne Słowo robię, następny teren swobody. I tak krok po kroku moja przestrzeń poszerza się, w której poruszam się swobodnie, nie grzesząc. Niedobre tereny są wypierane, namiot dobra poszerza się, obejmując coraz większy teren.

         Odpowiedzieli mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy u nikogo w niewoli. Jakże możesz mówić: Wyswobodzeni będziecie?  Jezus im odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, każdy, kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz syn pozostaje na zawsze.” Ew. Jana 8,33-35.

         Jakiego grzechu niewolnikiem jest człowiek? Jest niewolnikiem grzechu samowoli – nie tak jak Ty, tak jak ja. Dopiero Jezus uwalnia i mówi: „Zobacz, Ja robiłem wszystko jak Ojciec. Czy to było złe? Czy przez to jestem mniejszy, gorszy?” Ojciec mówi: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. A więc jeśli ty będziesz robić to co Ja, też nie będziesz gorszy, zyskasz, a nie stracisz. Przestaniesz być Józkiem, Wojtkiem, Marianem, dziadkiem, babcią, nie wiem kim, będziesz jak Chrystus. Czy to złe, wszyscy jak Chrystus? Skoro Chrystus czyni samo dobro, czy to jest złe? Czy chcemy być każdy inny i wtedy to będzie dobre? Bóg ustalił, że wszyscy mamy być, jak Chrystus, bo tylko On jest dobry. Dopóki podążamy za Chrystusem z potrzebą, by być coraz bardziej, jak On, to jest wolność. Ale kiedy już robimy własne kroki, wydaje nam się, że my jesteśmy już dorośli, mamy już swoje postrzegania Boga, swoje postrzeganie ewangelii, umiemy już chodzić swoimi drogami, to już nie jest Chrystus. Chrystus nigdy nie skręcił z drogi wyznaczonej Mu przez Ojca, wykonał doskonale każde Słowo do końca. Dlatego powiedział: „Kto wytrwa do końca”. Nie potrzebuje naszych innowacji, nie potrzebuje naszych dodatków, ani nowych pomysłów. Potrzebuje nas, wolnych w Sobie, dla chwały Ojca i Jego. Wolność. Na tym polega Boża wolność, że my tak naprawdę odpoczywamy od tego co stało się w Adamie i Ewie. Odpoczywamy już, bo nie umiemy żyć bez Boga. Nie chce nam się żyć bez Boga, bo nie umiemy żyć bez Boga. Choćby ludzie nas namawiali nie wiem jak, to po prostu nie umiemy żyć bez Boga. Z Bogiem jest nam dobrze; przebywamy z Nim, jesteśmy z Nim. Bóg nie nuży nas, świat nas nuży; nużą nas te światowe pomysły, dziwne działania, dziwne życie ludzi, zamknięte serca wierzących, oddzielonych od Chrystusa, a mniemających o sobie, że są w porządku. Wiemy, że to nie jest Chrystus. Dlaczego wiemy, że to nie jest Chrystus? Bo Jezusa Chrystusa znamy i wiemy jaki jest. A kiedy widzimy w sobie nas, to wiemy, że to nie jest Chrystus. Dlatego Paweł mógł prosto mówić: „To mówi Chrystus”, bo to był Chrystus. „A teraz mówię ja, napełniony Duchem Świętym. To ja wam radzę, ale to nie jest rozkaz, który musicie wykonać, bo jak go nie wykonacie, to zginiecie. Możecie postąpić inaczej, ale ja wam radzę dobrze, mając tego samego Ducha co i wy”. Paweł umiał to rozeznać, bo nieustannie wiedział co mówi Chrystus i jak wygląda życie Chrystusa. Rozumiecie? Ludzie mogą mówić różne rzeczy. Patrzysz na życie, patrzysz na owoc człowieka i patrzysz czy to jest Chrystus. Jeśli wiesz, że Jezus żył w ten sposób i w ten sposób ogłaszał prawdę, poświadczając Swoim życiem to co mówił, a przecież On nie zmienił się i dzisiaj jest taki Sam. Chociaż mnóstwo ludzi będzie mówić, że należą do Chrystusa, to ich życie będzie świadczyć za tym, czy przeciwko temu, co mówią. Bo należenie do Chrystusa to jest wzrost w swobodach, w jakich On chodził. Coraz więcej widać woli Ojca, widać po co przyszedł Chrystus; abyśmy chodzili na wolności, a nie, aby każdy chodził swoimi drogami, ale tą jedną drogą, budując się nawzajem na Boży dom.

         List do Rzymian 8,14.15:

         Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” 

         To jest duch synostwa, kiedy wiemy, że Ojciec nasz jest w niebie i że należymy do Ojca w Synu Jego Jezusie Chrystusie, i koniec. Rozumiecie, może mi się coś nie udać, możesz mnie oskarżać, potępiać, co chcesz, a ja wiem, że mam w niebie Jezusa Chrystusa, który wstawia się za mną, i który chce, żebym poszedł dalej. A więc oczyszczę się i pójdę dalej. Diabeł wyszukuje i przepatruje, żeby tylko oskarżać, oczerniać i coś złego o kimś powiedzieć, ale Jezus tego nie robi. Nie raz może widzieliście rodzica, który kiedy dziecku się gdzieś nie udało, to mówił mu: „Ty nieudaczniku” i tak przeklinał swoje własne dziecko. Bóg tak nie mówi. Bóg mówi: „Miłuję cię, wstawaj, idziemy dalej”.

         Duch Święty prowadzi wszystkie dzieci Boga. Żeby iść za Duchem Świętym, trzeba być wolnym, bo Duch Święty prowadzi inaczej niż prowadzi duch tego świata. Duch Święty nigdy nie wprowadzi cię w grzech, nigdy, zawsze w uświęcenie, w oczyszczenie. Raczej ty ucierpisz, niż zadasz cierpienie innym, bo tak czynił Jezus i tak samo Duch Święty prowadzi.

         Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy także razem z nim uwielbieni byli.  Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych,  gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych.” Rzym 8,16-21.

         Bóg poddał nas w niewolę skażenia, mając przygotowane wyjście dla każdego z nas, co było czytane z Listu do Rzymian. Poddał w nieposłuszeństwo, ale z tym, żeby wydostać nas z tego nieposłuszeństwa. My musimy nienawidzić nieposłuszeństwa, bo wiemy jakie zło narobiło nieposłuszeństwo. Wszędzie znajdujemy – bądźcie posłuszni tym, bądźcie posłuszni tym, bądźcie posłuszni Bogu. Człowiek jakże często mówi: „nie”. A przecież gdybyśmy byli posłuszni, jakże łatwo byłoby podążać, jakże łatwo byłoby wzrastać, jak łatwo byłoby kosztować Boga i cieszyć się nieustannie Bogiem, mieć radosnego, zadowolonego ducha, wdzięcznego, chodzącego przed Bożym obliczem z pieśnią chwały.

         Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego. W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi?” Rzym 8,22-24.

         Doświadczamy, że to ciało jeszcze jest kuszone. Nie jest to przyjemne być kuszonym, kiedy wróg próbuje ci wrzucić coś i musisz to odrzucać, widząc te obrzydliwości, którymi diabeł próbuje cię atakować. To nie jest przyjemne, to też nie jest to grzechem być kuszonym. Dlatego chcemy mieć ciało, które już nigdy nie będzie tym atakowane, które będzie mogło zawsze swobodnie doznawać dobra, bez doświadczania próby oszukania nas złem, namawiania do czegoś złego. Oczekujemy Pana, który przyjdzie do nas. To ciało może doświadczać na ziemi wspaniałości działania Ducha Świętego, kiedy to Duch Święty prowadzi to ciało, abyśmy dążyli do tego co jest czyste, święte i nieskalane. Wtedy doświadczamy tych świętych swobód tej wolności. Nasze ciało dopóty jest tym, co nas zniewala, dopóki Bóg przez Swego Ducha nie panuje nad naszym ciałem. Dopóki my utrzymujemy władzę nad naszym ciałem, to ciało będzie nas uwierało. Kiedy Duch może osiągnąć swobodę działania nad naszym ciałem, my czujemy się w tym ciele swobodnie, tak jak Chrystus czuł się swobodnie czyniąc dobro. Swobodę tą przynosi nam Bóg, abyśmy mogli czynić to, co Bogu się podoba. To jest poznanie Jezusa w ciele, w jakim chodził, mając takie samo ciało jak my. Jak doskonale czysto poruszał się w nim. Był czysty. I to jest właśnie dla mnie i dla ciebie – czystość. To jest element swobody, wolności – czystość. To jest w Chrystusie, to jest piękne.

Pamiętajmy, że chęć słuchania jest bardzo ważna dla nas w tobie i we mnie, chęć, by przeżywać zmiany, chęć, by poddawać się Bogu. Mówiliśmy o tym, już nie raz i każdy to w sumie potwierdza; „wiesz, prosiłem Boga o czystość, a zaczął mnie brać taki jakiś gniew, a to jakaś złość zaczęła mnie brać”. No tak, bo miałeś to wszystko ukryte. Diabeł miał to w tobie skryte, żeby to uruchamiać wtedy, kiedy zechce. Bo kiedy ktoś ci coś zrobił, a tobie się nie podobało, zaraz pojawił się gniew, a potem niknął. Co, zniknął? Nie, tylko był przytłumiony przez diabła na jakiś czas, żeby znowu pojawić się. I Bóg mówi: „Prosiłeś mnie o czystość, to zacząłem od sprzątania tego, co masz nieczyste w sobie. Czego się dziwisz, że zaczęło to się pojawiać, żebyś zobaczył, czy zobaczyła w końcu ile trzeba tego w tobie posprzątać, a ty myślisz o sobie, że jesteś fajnym człowiekiem. Każdy to mówi, kto mówi inaczej? O co Boga prosiłeś, i co się najpierw zaczęło dziać? Przecież Bóg jest święty i żeby dojść do tego o co prosiłeś, to musi utorować sobie drogę do tego, dlatego najpierw robi porządek, wyrzuca to na zewnątrz. A ty mówisz: „Oj, oj, nie o to chodziło, przecież ja jestem taki dobry, mi tylko chodziło, żeby być jeszcze lepszym” Wolność to wolność. To nie jest udawane.

Zobaczcie, Szczepan był kamienowany, mógł się zgniewać, za co mnie kamienujecie? Ja was kocham, a wy? Nie miał gniewu. Miał wspaniałą cierpliwość dla oprawców, jeszcze prosił za nimi. To właśnie jest wolność, to jest wolność Chrystusowa. To nie jest wolność nasza, w której raz jest tak, a raz jest inaczej. Wolność to wolność, oddzieleni od zła to oddzieleni od zła. I dlatego dla mnie i dla ciebie jest to bardzo ważne.

         Smak wolności. Jak zasmakowałeś, zasmakowałaś wolności, nigdy już nie wracaj do niewoli, niech ci to nigdy nie smakuje już; chodzenie w swarach, chodzenie ze zwieszoną głową. Niech ci już nigdy nie smakuje ta wolność pokazywania, że nie lubię kogoś. Niech ci to nigdy nie smakuje, wzdrygaj się na tą ohydę.

         Przeczytam jeszcze z Psalmu 119, 45:

         I chodzić będę na wolności, Bo szukam rozkazów twoich.”

         Będę chodzić na wolności, bo szukam rozkazów Twoich, bo potrzebuję Twoich rozkazów i dzięki Twoim rozkazom będę doświadczać wolności. Dawid wiedział, że tak będzie i tak się to w nim dokonywało. Amen.

Obóz w Bojanie 02.08.2017r (wieczorne) Poznawanie Boga w Jego działaniu – część 1

 

Od naszego zrozumienia Boga, od tego Kim On jest zależy nasze zbawienie. To jest bardzo ważne ponieważ Jezus powiedział, abyśmy poznali Jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego On posłał. To jest nasze zbawienie, to jest nasze uratowanie.

Ilu z nas położyło już wszystko, żeby Go poznać, żeby doznać Go i ujrzeć Jego chwałę w swoim osobistym chodzeniu na ziemi? Jezus powiedział nam o wymaganiach, żeby to mogło się stać. On powiedział: „oddasz mi siebie całkowicie, bezwarunkowo, bez stawiania przeszkód”, ponieważ sprawa, którą Bóg realizuje nie jest do objęcia naszym rozumem, nie zbadamy jej naszą logiką. Nie jesteśmy w stanie określić jej naszymi ludzkimi zmysłami. Ludzie po ludzku ją badali i badali i do poznania prawdy nie doszli. Faryzeusze po ludzku czytali i czytali i Jezusa nie rozpoznali.

Jest bardzo ważne to, że Bóg chce dać nam się poznać, nam ludziom. On stał się Bogiem otwartym, abyśmy mogli Go poznawać, otworzył przed nami Swoje pragnienia, Swoje dążenia, Swoją miłość, Swoją dobroć, okazując nam nasze przeznaczenie, w którym On odnajdzie nas w Swój własny sposób. Jakże często człowiekowi może przeszkadzać jego fizjonomia, jego ludzkie potrzeby, jego ludzkie pragnienia, jego ludzkie dążenia, jego ludzkie pomysły, jego ludzkie marzenia. Ile z tym może być kłopotów zanim człowiek zrozumie, że wszystko cokolwiek mógłby sobie wymyśleć nie nadaje się dla Boga.

Widzicie,  kiedy była budowana świątynia, ona musiała być uczyniona dokładnie według planu, który został dany z góry. Ne mogło być żadnej zmiany, bo Bóg by tam nie przyszedł. Musiała być dokładnie wykonana i Bóg natchnął Swoim Duchem tych rzemieślników, którzy to wykonywali, aby oni mogli wykonać to tak, jak Jemu się podoba.

Duch Święty nie przyszedł na ziemię, żeby zabawić ludzi, żeby uatrakcyjnić Kościołowi chrześcijańskie spotkania. Duch Święty przyszedł przygotować nas na to co jest czyste, święte i nieskalane, gdyż tego, jako ludzie potrzebujemy. Zdajesz sobie sprawę z tego, że twoje chrześcijaństwo kuleje i będzie kuleć przez cały czas, dopóki Duch Święty nie postawi cię na dwie nogi i nie nauczy ciebie chodzić tak jak się podoba Ojcu i Synowi. Dopóki Duch Święty nie będzie mógł cię wprowadzić w kosztowność Syna, będziesz kuleć na dwie strony, raz będzie to świat, a raz chrześcijaństwo. Będziesz myśleć, że i w ten sposób oddasz Bogu chwałę.  A jednak Jezus mówi, że oddać Boga chwałę, tak, żeby On mógł to przyjąć, to należy Mu ją oddać w duchu i w prawdzie.

Czy jest między nami ktoś, kto rozumie dlaczego czytamy od początku Biblii o stworzeniu raju, stworzeniu ludzi i wszystkiego, a potem czytamy o diable, który tam wkracza, o zniszczeniu wspaniałej relacji Boga z człowiekiem? Dlaczego czytamy później o Ablu, o Kainie? Dlaczego w ogóle czytamy o tych rzeczach i dlaczego takie rzeczy w ogóle się wydarzyły na tej ziemi? Dlaczego? Czy chcemy to rozumieć? Czy chcemy Boga poznać? Czy dzieci powinny poznać swoich rodziców, ich pragnienia, ich dążenia, żeby zrozumieć dlaczego ci rodzice w ten sposób z nimi postępują, a nie inaczej. Jeśli dziecko rozumie, że to co robi rodzic jest dla dobra dziecka, to dziecko zaakceptuje warunki i nie będzie się buntować, nie będzie się stawiać, nie będzie próbować robić to po swojemu, żeby udowodnić rodzicom, że potrafi to lepiej od nich zrobić.

Wielu ludzi próbowało i próbuje poprawiać to co zrobił Bóg. Poprawiają, dorabiają i co z tego wychodzi? Bóg nie odda Swojej chwały nikomu, a więc nie może człowiekowi się udać cokolwiek bez Boga. Ludzie, którzy chwalą samych siebie oszaleli. Ludzie, którzy wystawiają samych siebie, żeby pokazać, że są lepsi od innych, oszaleli. To jest tak, jakby powiedzieć, że ktoś z nas osiągnął ten stan i teraz może się pochwalić swoim osiągnięciem. A jakże diabeł kusi ludzi, żeby chwalili siebie, żeby mówili o sobie, żeby wystawiali siebie na jaśnię i żeby chcieli pokazać, jak są gorliwi dla Boga. Apostoł Paweł kiedy poruszył ten temat, powiedział w przystępie głupoty mówię, żebyście zobaczyli, bo nie to powinno być teraz mówione, ale powinniśmy mówić o tym co prowadzi do poddania się Jego woli, ale jednakże z powodu tego, że daliście się oszukać, pokażę wam duchowe moje życie. Nie po to, żeby się chlubić, ale po to, byście zobaczyli działanie Boga w tym, który do Niego należy.

Chwal duszo moja Pana, nie siebie. Wywyższaj Tego, Który stworzył niebo i ziemię i który może nas zachować albo zatracić. On słyszy każde nasze słowo, każde westchnienie, każda myśli jest Mu znana. Jeżeli więc chcemy Go odepchnąć, to róbmy sobie dla siebie, starajmy się o siebie i wywyższajmy siebie, to odepchniemy Boga na pewno od siebie i zgubimy siebie w drodze do wieczności. Na pewno, bo Bóg mówi kto siebie wywyższa, to co będzie? To już będzie szykował sobie upadek. Ale kto się uniża, kto korzy się przed Bogiem, ten zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie prawidłowo otworzyć ust dla Boga, że nie jest w stanie prawidłowo się pomodlić. Czytamy o tym w Biblii, nie wiemy o co się modlić, nie umiemy w ogóle się modlić. Jako ludzie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy nienaturalni, kiedy próbujemy się modlić to modlimy się w sposób sztuczny, nieprawdziwy, kiedy coś próbujemy wyprodukować sami z siebie, to wtedy nawet poczucie jest tego, że to nie jest to, że nie to chcieliśmy powiedzieć. Niech Duch Święty w nas mówi to, co jest prawdziwe.

Poznawanie Boga pozwala nam na to, żeby przestać z Nim walczyć i żeby się Jemu poddać. Poddać się jak miłości, bezwarunkowo, nie jak komuś kto chce nas skrzywdzić i my się boimy że nas skrzywdzi, dlatego wolimy sobie zawsze zostawiać coś dla siebie, żeby przypadkiem, jakby zaczął nas krzywdzić, uciec od razu do swojej obronnej pozycji. Zdajemy sobie sprawę, że Bóg będzie ranił, ale i leczył, bo nas kocha. Tak jak mówiliśmy na wcześniejszym zgromadzeniu, chce naszego zbawienia,  a więc nie będzie się bawił naszym życiem. Będzie musiał zabrać się do tego w Swój własny sposób i to jest cenne dla nas, ponieważ w tym jest  najwspanialsze doświadczenie poznawania Boga.

Widzicie, to co mówiliśmy, Dawid nie był w stanie nie dać się skusić. Gdyby dzisiaj Dawid był naszym królem, czy mielibyśmy poczucie takiej stu procentowej pewności ochrony? Słowo Boże mówi, że był według serca Bożego, ale nie był stu procentowym gwarantem bezpieczeństwa dla swojego ludu, chociaż miłował swój lud, troszczył się o swój lud, starał się o swój lud, wołał do Boga o swój lud, ale nie był gwarantem stu procentowej pewności że on jest  bezpieczeństwem tego ludu, że nic przez niego nie przyjdzie niebezpiecznego na ten lud.

Potrzebowaliśmy kogoś, kto  byłby stu procentową gwarancją, że nic złego się przez niego nie przedostanie do nas i to jest Jezus Chrystus. To jest skała naszego zbawienia. Przez Jezusa  nic nie może do mnie i do ciebie dotrzeć, co mogłoby nas wprowadzić w złe doświadczenia, nic. Nie  musimy się  w ogóle obawiać tego, cokolwiek kieruje do nas Jezus, że może to być jakaś pułapka i badać cały czas Jezusa, czy może nie będziemy oszukani przez Niego, czy może On został już oszukany przez diabła i diabeł już przez Niego próbuje teraz nas prowadzić na manowce. On nie jest tylko według serca Bożego pasterzem, On jest obrazem Boga niewidzialnego. Praca Jego jest doskonała, dlatego przy Nim możemy odpocząć. On zna Ojca, tylko On zna Ojca, zna wszystkie wymagania Ojca wobec ciebie i mnie i jest gotów wykonać je wszystkie.

Może zajrzymy jeszcze do Starego Testamentu, do drugiej Księgi Mojżeszowej, 32 rozdział Widzimy tutaj doświadczenie, gdy Mojżesz jest na górze i ma otrzymać wspaniałe Boże prawo, a lud na dole odstępuje od Boga i buduje sobie cielca, któremu oddaje pokłon.

 

Czytamy tutaj słowa  od  7 wiersza.

 

„Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: zejdź na dół, gdyż sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej.”

 

Zobaczcie w jaki sposób Bóg mówi o nich.

 

„Rychło zeszli z drogi jaką im nakazałem, zrobili sobie cielca ulanego i oddali mu pokłon, złożyli mu ofiarę i mówili to są bogowie twoi Izraelu, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej.”

 

Jakże często człowiek zamienia Boga na coś i mówi: o ta moc, ta siła mnie wyprowadziła, to jest to co mi dało to co jest potrzebne, aby iść dalej. Ale jakże często jest to już zwiedzenie.

 

„Rzekł jeszcze Pan do Mojżesza: patrzę na lud ten i widzę, że jest to lud twardego karku, teraz zostaw mnie, żeby zapłonął mój gniew na nich. Wytracę ich, a ciebie uczynię wielkim ludem.”

 

Teraz zostaw mnie, mówi Bóg.

 

„Lecz  Mojżesz łagodził gniew Pana, Boga swego i mówił: Dlaczegóż Panie, płonie gniew Twój przeciwko ludowi Twojemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką siłą i ręką potężną? Dlaczego to mają rozpowiadać Egipcjanie: W złym zamiarze wyprowadził ich, by pozabijać ich w górach i wytracić z powierzchni ziemi. Odwróć się od zapalczywości swego gniewu i użal się nad złem, jakie chcesz zgotować ludowi swemu. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, sługi twoje, którym poprzysiągłeś na siebie samego, mówiąc do nich: Rozmnożę potomstwo wasze jak gwiazdy niebieskie i całą tą ziemię, o której mówiłem, dam potomstwu waszemu i posiądą ją na wieki, i użalił się Pan nad złem, które zamierzał sprowadzić na swój lud.”

 

Potem Mojżesz schodzi z góry, i kiedy własnymi oczami widzi to co Bóg widział, czytamy:

 

„A gdy Mojżesz zbliżył się do obozu, ujrzał  cielca i tańce. Wtedy Mojżesz zapłonął gniewem i wyrzucił tablice z rąk swoich i potłukł je pod górą.”

 

Poczuł na sobie Boży gniew. Bóg już dał się ubłagać i wtedy Mojżesz, czytamy od 25 wiersza:

 

„A gdy Mojżesz widział, że ten lud jest rozwydrzony, gdyż Aaron dopuścił go do tego rozwydrzenia ku pośmiewisku wobec ich przeciwników, stanął Mojżesz w bramie obozu i zawołał: Kto jest za Panem, do mnie! I zebrali się wokoło niego wszyscy synowie Lewiego. I rzekł do nich: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Przypaszcie każdy swój miecz do boku! Przejdźcie tam i z powrotem od bramy do bramy w obozie i zabijajcie każdego, czy to brat, czy przyjaciel, czy krewny. Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza i padło w tym dniu z ludu około trzech tysięcy mężów. Potem rzekł Mojżesz: Wyście dziś wyświęcili siebie samych do służby dla Pana, gdyż nikt z was nie zawahał się wystąpić przeciwko synowi czy bratu swemu. Niech więc udzieli wam dziś błogosławieństwa.”

 

Zobaczcie, jak bardzo zostało zminimalizowane to co mogło spotkać ten lud. Zginąłby cały lud. Tu w konsekwencji trzy tysiące. Gdyby Bóg sam przeszedł, zginęliby wszyscy, ale posłał swoich, którzy zaufali Mu i dla Pana gotowi byli uczynić to, co On chce, bez hamowania się. W sumie wyświadczyli dobro, prawda? Gdyby się nie posłuchali, Bóg sam miał to zrobić i nikt by się nie ostał.

Czasami, kiedy robimy coś, czy napominamy kogoś zdecydowanie w prawy sposób, wydawałoby się, że może komuś stała się krzywda, a my uratowaliśmy go właśnie od jeszcze  większego zwiedzenia.

Jakże często człowiek nie widzi tego, co widzi Bóg i próbuje oceniać sytuację po swojemu. Ta żarliwość o dom Boży uratowała wielu ludzi. Dobrze, że Jezus ich powypędzał ze świątyni, a nie poginęli w świątyni, kiedy tam wszedł, a oni robili to, czego nie powinni. Mogliby zginąć tak jak ci co tutaj zginęli. A jednakże jeszcze zachowali życie, może żeby się upamiętać i zastanowić. 

Obóz w Bojanie 01.08.2017 (wieczorne) Marian – Objawienie i zwiedzenie – część 2

 

I znowu wrócimy do tej pozycji Pawła, Dzieje Apostolskie 15 rozdział, od 1 wiersza:

„A pewni ludzie, którzy przybyli z Judei, nauczali braci: Jeśli nie zostaliście obrzezani według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni. ”

Skąd przyszli? Po co przyszli?

     „Gdy zaś powstał zatarg i spór nie mały między Pawłem i Barnabą a nimi, postanowiono, żeby Paweł i Barnaba oraz kilku innych spośród nich udało się w sprawie tego sporu do apostołów i starszych do Jerozolimy. Ci  tedy, wyprawieni przez zbór, szli przez Fenicję i Samarię, opowiadając o nawróceniu pogan i sprawiając tym wielką radość wszystkim braciom. A gdy przybyli do Jerozolimy, zostali przyjęci przez zbór oraz apostołów i starszych, i opowiedzieli, jak wielkich rzeczy dokonał Bóg przez nich. Lecz niektórzy ze stronnictwa faryzeuszów, którzy uwierzyli, powstali, mówiąc:  Trzeba ich obrzezać i nakazać im, żeby przestrzegali zakonu Mojżeszowego.”

Pośród braci, pośród wierzących, pośród Kościoła powstają ludzie, którzy mówią: Trzeba ich obrzezać i są pewni tego. Kto ich tam wpuścił? Ktoś znowuż pozwolił sobie na cielesność, na mniemanie że to jest właśnie miłość, chcąc dobrze: skoro chcą, to niech będą, przecież są z tego naszego narodu, ale oni weszli i nie szukali tego co Chrystusowe, szukali swego. Stamtąd wyszła Ewangelia, powinno być tak, że w miejscu z którego wyszła Ewangelia powinno być czysto, powinno być to pewne miejsce, że kto by tam nie przybył skądkolwiek, żeby zobaczyć jak sprawy się mają w tym miejscu z którego ta Ewangelia do nich dotarła spotkają tam samych świętych, którzy widzieli Jezusa, którzy znali Jezusa, który przechadzał się między nimi. A nawróceni z pogan, oni tylko usłyszeli o Jezusie, przyniesiono im Ewangelię z tego miejsca i oni uwierzyli w tego Jezusa, chociaż Go nie widzieli.

I 24 wiersz i dalej:

     „Ponieważ usłyszeliśmy, że niektórzy spośród nas…”

 To jest od Jakuba i innych zostało wysłane poselstwo do nawróconych pogan. Teraz oni już to zobaczyli, że z ich gniazda wyszło zwiedzenie. Skąd przyszliście? Ze zboru, w którym filarami jest Jakub, Piotr, Jan. Widzieliśmy Jezusa, chodził po Jerozolimie, Galilei, był ukrzyżowany, zmartwychwstał, ale żebyście byli zbawieni poganie, to musicie się jeszcze obrzezać. I mieli problem poganie, bo skąd oni przyszli? Z tego samego miejsca co ci, którzy na początku zwiastowali im ewangelię

     „Ponieważ usłyszeliśmy, że niektórzy spośród nas  zaniepokoili was naukami i wzburzyli dusze wasze, bez naszego upoważnienia.”

Teraz próbują to naprawić, ale już poganie będą trzeźwiejsi, już będą wiedzieli, że nie wszystko co się nazywa: Z Jerozolimy, jest czyste, że trzeba to sprawdzać, bo są jeszcze pośród nich nieczyści, którzy mają swoje pomysły. A więc zobaczcie jest doświadczenie w którym bierzemy wszyscy razem udział, w tej chwili jest tak ważne jak się uczymy jak wzrastamy, jak doświadczamy działania Pana.

     „Postanowiliśmy jednomyślnie posłać do was wybranych mężów wraz z umiłowanymi naszymi Barnabą i Pawłem. Ludźmi, którzy oddali życie swoje dla Imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Wysłaliśmy tedy Judę i Sylasa, którzy wam to samo ustnie powiedzą. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych: Wstrzymywać się od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi, od tego, co zadławione, i od nierządu; jeśli  tych rzeczy wystrzegać się będziecie, dobrze uczynicie. Bywajcie zdrowi.”

A więc mamy to doświadczenie. Przenieśmy się z powrotem do Listu Galacjan, do 2 rozdziału, od 1 wiersza i czytajmy:

     „Potem po czternastu latach udałem się z Barnabą znowu do Jerozolimy, zabrawszy ze sobą i Tytusa, A udałem się tam na skutek objawienia i wyłożyłem im na osobności, zwłaszcza zacniejszym, Ewangelię, którą zwiastuję między poganami, żeby się czasem nie okazało, że daremnie biegnę czy biegłem. Ale nawet Tytusa, który był ze mną, chociaż był Grekiem, nie zmuszono do obrzezania, Nie bacząc na fałszywych braci, którzy po kryjomu zostali wprowadzeni i potajemnie weszli, aby wyszpiegować naszą wolność, którą mamy w Chrystusie, żeby nas podbić w niewolę. A którym ani na chwilę nie ustąpiliśmy, ani się nie poddaliśmy, aby prawda Ewangelii u was się utrzymała.”

Widzicie, przychodzi Paweł do zboru w Jerozolimie i zamiast sobie swobodnie odpocząć wśród tych wspaniałych, świętych braci, on musi stoczyć bój o wolność nawróconych pogan. Widzicie, jaki jest diabeł, on sobie gdzieś tam nie poszedł, on wiedział, że chce zdobyć centrum, chce zdobyć punkt dowodzenia, chce żeby z punktu dowodzenia wysyłać braci, którzy będą chodzić po zborach i mieszać tam gdzie zostało założone to, co dobre. A więc próbuje wcisnąć do punktu przewodzenia tych, którzy maja inne zamysły niż są w chrześcijaństwie w Chrystusie, diabeł chce skażać potrzebuje coraz bardziej operatywnych ludzi,  którzy nie będą dbali o czystość, którym własne uczynki będą służyły za sprawiedliwość, a nie Chrystus i Jego uczynki w nich. On rozmyślnie przekształca ich sposób myślenia, wprowadza w nich inny sposób rozwiązania, aby coraz bardziej wpływać przez nich na innych ludzi, którzy uwierzyli. Tak czytamy w Liście do Koryntian: Przybierali pozór sług sprawiedliwości. Koryntianie mieli doświadczenia, Galacjanie mieli doświadczenia, Efezjanie mieli doświadczenia, wszędzie docierali posłańcy złego, by popsuć to co Pan Jezus uczynił przez Swoich posłańców.

A więc to jest prawdziwy bój o to co Chrystusowe, aby ludzie którzy się chrzczą i idą za Panem nie napotykali na swojej drodze tych, którzy im zamieszają w głowie. Często spotykaliśmy się z naukami ludzi, którzy mówili: Chrzest to symbol, on nie ma znaczenia, jak wierzysz, że ty jesteś już zbawiony, możesz do wieczerzy  przystępować, wszystko dla ciebie jest otwarte, sprawa jest już załatwiona. Mieliśmy do czynienia z taką osobą, która była dwanaście lat tak oszukiwana, przystępowała do wieczerzy nie ochrzczona, kiedy Duch Święty zaczął działać w tej osobie ona powiedziała, że nie wyjedzie z obozu, jeżeli nie będzie ochrzczona, a kiedy została ochrzczona za jakiś czas urodziło się jej dziecko, rozmawiałem z nią, pytałem o dziecko, a ona na to: Dziecko, to dziecko, ale ten chrzest, jaki cenny był ten chrzest dla mnie. Dwanaście lat ją trzymał diabeł przed tym, ograniczając jej swobody, bo fałszywi bracia przekazali fałszywy sposób pojmowania Boga, wielu z nich mogło nawet nie rozumieć co robią, wydawało się im, że są tacy fajni chrześcijanie, tacy wzniośli, tacy rozwinięci, tacy mądrzejsi od innych, diabeł bardzo lubi takich, to są bardzo dobrzy słudzy dla niego, pycha, duma, to jest już dobre podłoże, brak posłuszeństwa – o jeszcze lepiej i już sobie człowiek myśli  w ten sposób. Ale dobrze, że jest Boży Duch, który nadal działa i On może nadal docierać i pomagać. Ta osoba miała wierzącego męża, on był ochrzczony. Przyjechały do nas kiedyś, nieznane nam wcześniej, trzy siostry wierzące i były u nas w mieszkaniu, rozmawialiśmy o Bogu i w pewnym momencie przyszło mi do serca, żeby zrobić wieczerzę z nimi, nie przychodziło mi coś takiego wcześniej, żeby przy takiej okazji spożyć wieczerzę Pańską. Wyjąłem więc kielich, wino i chleb… W tym momencie jedna z nich wybiegła z pokoju w którym byliśmy do drugiego z takim płaczem, że pomyślałem: Co się stało takiego, że ona to uczyniła? Ona głośno płakała, bo Duch Boży tak się dotknął jej serca, że ona zrozumiała, że nie może przystąpić do wieczerzy, bo jest nie ochrzczona, wcześniej spożywała z nimi wieczerzę, w zborze gdzie była i po raz pierwszy zobaczyła, że cały czas przekraczała prawo. Ani ja nie miałem pojęcia o tym, ani jej tego nie tłumaczyłem, Duch Święty jej to wytłumaczył. To jest wojna, wojna o prawdę, gdyż diabeł jest duchem kłamliwym, więc chce się stać duchem kłamliwym w wierzącym bracie, czy siostrze, chce żeby zamienić prawdę w kłamstwo i zwieść człowieka, żeby ten myślał, że pracuje dla Boga, a będzie pracować już dla diabła. Słowo Boże przestanie już mówić, będzie mówić co innego, to jest wojna o każdego z nas, to nie jest wojna o jakieś priorytety, o pozycje, to jest wojna o wieczność każdego z nas, dlatego jest taki ciężar tej bitwy i niestety, jakże często ludzie którzy wypadają z tej bitwy stają się fantastami chrześcijańskimi.

     List do Tytusa 1 rozdział, piękne to zadanie być dla Ewangelii, nieść Ewangelię, czystą, świętą wiadomość, od 10 wiersza:

     „Wielu bowiem jest niekarnych, pustych gadułów, zwodzicieli, zwłaszcza pośród tych, którzy  są obrzezani; Tym trzeba zatkać usta, gdyż oni to całe domy wywracają, nauczając dla niegodziwego zysku, czego nie należy. Jeden z nich, ich własny wieszcz powiedział: Kreteńczycy zawsze łgarze. wstrętne bydlęta, brzuchy leniwe. Świadectwo to jest prawdziwe dla tej też przyczyny karć ich surowo, ażeby ozdrowieli w wierze. I nie słuchali żydowskich baśni i nakazów ludzi, którzy się odwracają od prawdy. Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste, ale pokalane są zarówno ich umysł, jak i sumienie. Utrzymują, że znają Boga, ale uczynkami swymi zapierają się Go, bo to ludzie obrzydliwi i nieposłuszni, i do żadnego dobrego uczynku nieskłonni.”

Szukają swego, nie zależy im na dobru,  nie zależy im na tym żeby Bóg był uwielbiony, zależy im na sobie. I co znajdują? Diabła, który już im doradza co zrobić, jak zrobić, jak to zorganizować, a on potrafi tak zrobić, żeby niszczyć, demolować. Niech Pan pomoże tobie i mnie, to jest wojna o naszą wieczność, to nie jest sprawa moja, ani twoja, żaden z nas nie ma prywaty tutaj, bo jeśli jest ktoś kto ma prywatę tutaj, to już służy diabłu, bo nie ma innej możliwości. Musimy służyć, albo Panu Jezusowi, albo diabłu, nie ma możliwości nikomu nie służyć. Jezus mówi: Kto nie zbiera już rozprasza, nic nie robisz już grzeszysz, już robisz zło. A więc jest to sprawa naszego pilnowani się Jezusa Chrystusa, żeby nie błądzić, nie szukać swego nie chodzić własnymi drogami, nie dać się wplątać w te diabelskie intrygi, nie dać się wplątać w tą sieć plączącą sposób postępowania człowieka, ale być na wolności dzięki Chrystusowi, zawsze na wolności. Jeśli cokolwiek chcemy uczynić dla Pana to uczyńmy, a jeśli nie umiemy tego uczynić dla Pana, to się zatrzymajmy w tym działaniu, żeby przynajmniej nie zrobić czegoś złego. Piękne jest to, że Pan potrafi docierać, Pan potrafi nas ratować. Chwała Bogu, że prawda zawsze daje wolność, zawsze! Zawsze tam gdzie prawda dociera, tam ludzie doznają uwalniania, kłamstwo może podnieść emocje, ale nie daje wolności, nie wyzwala człowieka ze zła, prawda zaś wyzwala, daje swobody, otwiera możliwości. Puste gaduły to ci, którzy gadają a nic  w tym gadaniu nie ma, nie ma przesłania Pańskiego, nie ma działania tego Słowa. Zobacz, bardzo często ilu zdobyłeś (zdobyłaś) dla Pana, ilu ludzi zostało przemienionych przez Bożą pracę w tobie, na obraz Chrystusa i są coraz bardziej podobni do Chrystusa. Jak wielu ludzi nie bada owocu swego życia i mniema, że mówi prawdę. Czy prawda nie ratuje ludzi? Prawda ratuje przecież! Kto z prawdy jest, ten prawdy słucha, a więc prawda też daje możliwości, aby czynić wolę Bożą i cieszyć się tą wolą Bożą. Niech Pan pomoże nam wygrywać w tej bitwie i coraz więcej czynić prawdy, żyć prawdą, kosztować z prawdy, doświadczać prawdy, budować się w prawdzie, rozwijać się według tego co jest prawdziwe, umacniać się według tego, by coraz więcej w tym, co mówimy było, Bożego przesłania, Bożej prawdy. Abyśmy coraz bardziej byli tacy chętni, czyści, zdrowi do tego, by wspierać się nawzajem, by sobie nawzajem pomagać, a im dłużej jesteśmy wierzący zdajemy sobie sprawę, że tym więcej się od nas wymaga: Rośnij bracie, siostro, rośnij, są potrzebni dorastający, wzrastający chrześcijanie.

      2 Piotra 3,16-18:

     „Tak też mówi we wszystkich listach, gdzie o tym się wypowiada; są w nich pewne rzeczy niezrozumiałe, które, podobnie jak i inne pisma, ludzie niewykształceni i niezbyt umocnieni . przekręcają ku swojej własnej zgubie. Wy tedy, umiłowani ,wiedząc o tym wcześniej, miejcie się na baczności, abyście, zwiedzeni przez błędy ludzi nieprawych, nie dali się wyprzeć z mocnego swego stanowiska. Wzrastajcie raczej  w łasce i w poznaniu Pana naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jemu niech będzie chwała teraz i po wieczne czasy.”

Jakież to silne stanowisko jest dla Pana? Żyję i umieram dla Pana – to jest najsilniejsze stanowisko dla Pana. To co robię, robię dla Pana dla Jego chwały, nie szukam własnej chwały, a więc metody mojego i twojego życia będą Jezusowe, Chrystusowe, bo Jezus się nie zmienia. Im bardziej dorastamy, tym więcej będzie w nas widać Jezusa Chrystusa, tym więcej będziemy umieli znaleźć się w sytuacjach na które napotkamy, bo przecież wiemy, że zgodnie z poznaniem rośnie też nasza odpowiedzialność. Pan nie wymaga więcej niż nam dał, ale tyle co nam dał, a więc w tym jak rośniemy coraz więcej od nas wymaga i coraz bardziej jesteśmy na polu bitwy, na którym już nie tylko o siebie walczymy, ale już walczymy też i o innych ludzi. Paweł najpierw doświadczał zmagania, walki o siebie, a potem coraz więcej i więcej o innych. I ten jeden człowiek w sumie dźwigał przed Bogiem tysiące ludzi, mnóstwo zborów. On mówi: Dzień i noc modlę się za wami, dzień i noc mam was w sercu swoim i chodzę przed Bogiem i dziękuję, że was wyrwał diabłu. I chociaż Paweł może w tym momencie nie być w Galicji, Efezie, czy gdziekolwiek indziej, on jest cały czas z nimi, gdyż on ich nigdy nie zostawił, nawet w więzieniu był z nimi – to jest zwycięstwo, to jest właśnie to co Jezus chce uczynić w każdym z nas. Abyśmy w każdym miejscu zdawali sobie sprawę, że stanie na naszej  drodze wróg, ale jeśli my to robimy dla Pana i mamy serce otwarte, żeby On przez to był uwielbiony, to Pan się w tym uwielbi i On da nam mądrość, da nam sposób, da nam słowa, żeby był wywyższony Ojciec, żeby ktoś mógł później chwalić Ojca w niebie z powodu ciebie i mnie.  

Pamiętamy jak Paweł widział Koryntian, oni byli pełni zachwytu nad tym co się między nimi dzieje: proroctwa, objawienia, jeden przez drugiego, każdy coś ma, wydaje się, że tutaj Duch Boży działa maksymalnie, tam już nie ma gdzie się cokolwiek zmieścić, wygląda na to, że potężne działanie Ducha tam przechodzi. Przychodzi Paweł i mówi: Cieleśni jesteście… Dlaczego? Bo nie ma między wami miłości. Jakże szybko rozeznał, że oni stracili tą sprawę najważniejszą i wtedy im powiedział: Choćbyście mieli te wszystkie dary i nieustannie używali ich niczym jesteście przed Bogiem, jeżeli nie będziecie mieli miłości. I pisze im jaka jest miłość. Pisze im potężne zaproszenie do miłości: Cierpliwa, łagodna, nie szukająca swego i opisuje im miłość punkt po punkcie. Oczywiście to jest Chrystus, a nie cielesna miłość, to jest miłość Chrystusa, taka właśnie jest miłość Chrystusa. Dobrze jest, żeby znać Pana i żeby uczyć się Go. Musimy wszyscy uczyć się Pana, to jest sprawa dla mnie i dla ciebie najważniejsza. Kiedy tu cokolwiek robimy, to dla każdego z nas jest ważnym to, żebyśmy robili to dla Pana. Czy obierane są ziemniaki, czy gdzieś jest rozmowa, czy gdzieś jest modlitwa, czy śpiew, żebyśmy to wszystko czynili dla Pana, dla Jego chwały, żeby On był przez to uwielbiony, żebyśmy nie bali się prawdy, jeśli zobaczymy, że ktoś odchodzi od prawdy, żebyśmy nie bali się skorygować, ale byśmy dzięki Panu wiedzieli w jaki sposób to uczynić. A więc uczymy się, wzrastamy, rozwijamy się, to jest obóz Pana, to jest miejsce dla Pana, dla Jego chwały, On by chciał mieć nas coraz bardziej myślących dla Niego, cieszących się Nim i niech tak będzie, niech tak się dzieje, niech chwała Pana pociąga każdego z nas. Niech radość, że oczekujemy działania Pańskiego przepełnia ciebie i mnie. Niech moc, która pozwala nam zwyciężać przepełnia każdego z nas, w każdej sytuacji. Niech Pan wyprowadza nas na wspaniałą Swoją wolność, aby w każdym z nas dokonywało się to co jest cenne, wieczne w tobie i we mnie bracie, siostro, bo to jest bardzo ważne dla nas, aby ten obóz przepełniony był chwałą, chwałą obecności Pana.

Dzieje Apostolskie 20 rozdział, od 25 wiersza:

     „A teraz oto wiem, że już nigdy nie będziecie oglądali oblicza mojego wy wszyscy, wśród których bywałem, głosząc Królestwo Boże. Dlatego oświadczam przed wami w dniu dzisiejszym, że nie jestem winien niczyjej krwi; Nie uchylałem się bowiem od zwiastowania wam całej woli Bożej. Miejcie pieczę o samych siebie i o całą trzodę, wśród której was Duch Święty ustanowił biskupami, abyście paśli zbór Pański nabyty własną Jego krwią. Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody. Nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą. Przeto czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami napominać każdego z was. A teraz poruczam was Panu i słowu łaski Jego, które ma moc zbudować i dać wam dziedzictwo między wszystkimi uświęconymi. Srebra ani złota, ani szaty niczyjej nie pożądałem. Sami wiecie, że te oto ręce służyły zaspokojeniu potrzeb moich i tych, którzy są ze mną. W tym wszystkim pokazałem wam, że tak pracując, należy wspierać słabych i pamiętać na słowa Pana Jezusa, który powiedział: Bardziej szczęśliwą rzeczą jest dawać aniżeli brać.”

Jakaż więc to jest bitwa, jakież zmaganie, jakaż walka? Wspaniałe powołanie przyszło do mnie i do ciebie –  być jak Chrystus, wzrastać i rozwijać się w Nim. Niech będzie uwielbiony Ten, który powołał nas do tego, abyśmy byli jak Chrystus, byśmy myśleli jak Chrystus, mówili jak Chrystus i czynili jak Chrystus, niech Duch Jego spoczywa na nas. A my pamiętajmy, że Duch Święty jest jak gołębica, jeśli nie będziemy chcieli chodzić w czystości, spłoszymy i odepchniemy Go, jeżeli zaś będziemy dbać o czystość będziemy doznawać coraz więcej przemiany, coraz więcej poznawania Tego, który jest dla mnie i dla ciebie najważniejszy, który jest drogą powrotu do Ojca – Jezusa Chrystusa Pana naszego, On jest Prawdą, która nas chroni. Cały czas On musi mówić do nas, On musi nam pomagać, On musi nas wspierać, On musi nas napełniać, wszystko musi być z Chrystusa, tylko On potrafi to uczynić tak, żeby nikomu to nie przyniosło szkody. Niech więc On ma ciebie i mnie w oczyszczeniu, w uświęceniu, w miłości, gotowych na to, by budować się na Boży dom w jednym Duchu. Amen.

Obóz w Bojanie 29.07.2017 poranne – Postawa Boga wobec nas – część 2

 

W sumie cały Psalm 106 i 107 jest pieśnią podziwu dla Boga. Dołączmy każdego dnia, każdej chwili do zadziwiającego oddawania Bogu chwały za to kim On jest. My nie układamy pieśni, aby Go uwielbić, to On układa pieśń, abyśmy Go uwielbili, pieśń Swojej miłości do mnie i do ciebie, pieśń wierności dla mnie i dla ciebie, pieśń najwspanialszej społeczności miłości z miłością, to jest pieśń Boga w nas. Bóg śpiewający w tobie i we mnie. Tego diabeł nie chce. Diabeł chce, żeby w nas była pieśń narzekania, pieśń złości, pieśń niechęci, pieśń zawiści, pieśń fałszywego zadowolenia. Stąd takie pieśni ma ten świat, zgubione, nędzne, euforyczne. Co z tego, że mają rytm i ciało ruszą skoro nie ma tam prawdziwej treści Boga. Również i nowoczesne chrześcijaństwo ma pieśni, które mają tylko rytm, a nie mają treści. Ale to niezmienne chrześcijaństwo, ten niezmienny Kościół Jezusa Chrystusa, jego zawsze będą pociągać prawdziwe słowa.

Psalm 106:

„Alleluja! Wysławiajcie Pana, albowiem jest dobry, albowiem łaska Jego trwa na wieki! Kto wysłowi potężne dzieła Pana, kto ogłosi całą chwałę jego? Błogosławieni, którzy strzegą prawa, w każdym czasie wykonują sprawiedliwość! Pomnij o mnie, Panie, przez życzliwość dla ludu swego, nawiedź mnie zbawieniem swoim, bym mógł oglądać szczęście wybrańców twoich, radować się radością ludu twego, chlubić się razem z dziedzictwem twoim! Zgrzeszyliśmy jak ojcowie nasi, zawiniliśmy postąpiliśmy bezbożnie. Ojcowie nasi nie zważali na cuda twoje w Egipcie, nie pamiętali wielkiej łaski twojej i buntowali się nad Morzem Czerwonym. A jednak wybawił ich dla imienia swego, aby okazać moc swoją. Zgromił morze Czerwone tak, że wyschło, i przeprowadził ich przez głębiny jak przez pustynię. Tak wybawił ich z ręki tych, którzy ich nienawidzili, i wyzwolił ich z ręki wrogów. Wody okryły ich ciemięzców, ani jeden z nich się nie ostał. Wtedy uwierzyli słowu jego, śpiewali pieśni na jego chwałę”.

Oby tak pozostało, chwalić Boga za zbawienie Jego. Nieustannie każdego dnia śpiewać Mu pieśni zadowolonego, wdzięcznego serca. Co z tego, że wrogowie nas osaczają skoro Bóg jest z nami, to któż przeciwko nam. Człowiek wierzący nieustannie powinien doświadczać społeczności z Bogiem i nieustannie doświadczać, jak Bóg chce jeszcze te relacje umacniać i rozwijać. Zobaczcie, co On uczynił, oddzielił ich od wszystkich wrogów, aby mogli być z Nim. Co z tego, że na pustyni, ale z Nim, wspaniałym Bogiem, lecz oni dali się zwieść i oszukać i zamiast oczami swymi i sercem swoim patrzeć na Boga i dalej śpiewać pieśń, zaczęli narzekać.

„Lecz szybko zapomnieli o Jego czynach, nie pokładali nadziei w radzie jego. Dali upust pożądliwości na pustyni i kusili Boga na pustkowiu. Wtedy dał im czego żądali, tyle, że aż chorowali z przesytu. Gdy unieśli się zawiścią przeciw Mojżeszowi w obozie, przeciw Aaronowi, świętemu Pańskiemu, rozwarła się ziemia i połknęła Datana, i połknęła zgraję Abirama. Wybuchł też ogień przeciwko ich zgrai, płomień strawił bezbożnych. Uczynili cielca na Horebie i kłaniali się ulanemu posągowi, zamienili chwałę Boga swego na obraz wołu jedzącego trawę. Zapomnieli o Bogu, wybawicielu swoim, który wielkich dzieł dokonał w Egipcie, cudów w krainie Chama, rzeczy strasznych nad Morzem Czerwonym. Przeto byłby ich wygubił, jak zamyślał, gdyby nie Mojżesz, wybraniec jego, który stanął w wyłomie przed nim, aby odwrócić gniew jego tak, aby ich nie wytracił. I wzgardzili ziemią rozkoszną, nie uwierzyli słowu jego. Szemrali w swoich namiotach, nie słuchali głosu Pana. Wtedy podniósł na nich rękę swoją, by ich wytracić na pustyni, aby potomstwo ich rozrzucić wśród narodów i rozproszyć ich po wszystkich ziemiach. Przyłączyli się do Baal-Peora i jedli z ofiar składanych umarłym. Rozgniewali go postępkami swymi, dlatego spadła na nich plaga. Wtedy wystąpił Pinchas i wkroczył, i plaga ustała. Poczytano mu to za sprawiedliwość z pokolenia w pokolenie, na wieki. Potem rozgniewali go u wód Meriba tak, że Mojżesz cierpiał z ich powodu, bo rozgoryczyli ducha jego i wypowiedział nierozważne słowa ustami swymi. Nie wytępili ludów tak jak Pan im nakazał, a zmieszali się z poganami i nauczyli się ich czynów. Oddawali cześć ich bałwanom, które stały się dla nich pułapką. Ofiarowali demonom synów swych i córki swoje. Wylewali krew niewinną, krew synów i córek swoich, które ofiarowali bałwanom Kanaanu. I skalana była ziemia krwią. Splugawili się czynami swoimi i cudzołożyli postępkami swymi. Przeto Pan zapłonął gniewem na lud swój i obrzydził sobie dziedzictwo swoje. Wydał ich w ręce narodów; i panowali nad nimi ci, którzy ich nienawidzili. Gnębili ich wrogowie, ujarzmiając ich swoją ręką. Wiele razy ich wybawiał, lecz oni buntowali się w zamysłach swoich i upadli przez winy swoje. Lecz wejrzał na ich niedolę i wysłuchał ich wołania. Przypomniał sobie o swym przymierzu z nimi i zlitował się według wielkiej łaski swojej. Wzbudził dla nich miłosierdzie u wszystkich, którzy ich uprowadzili w niewolę. Zbaw nas, Panie, Boże nasz, i zgromadź nas spośród narodów, abyśmy dziękowali imieniu twemu świętemu, aby naszą chlubą było uwielbianie ciebie! Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, od wieków na wieki! Niech wszystek lud powie: Amen! Alleluja!”

I potrzebujemy Jego Ducha, by tak Go uwielbiać. Bez Jego Ducha możemy do Boga puste słowa mówić, a następnie zaraz pójdziemy oddawać cześć światu, rzeczom świata, podziwiać sposób życia świata. Ale kiedy w Duchu Świętym zaczynamy doznawać kim jest ten wspaniały Bóg, który tyle razy się litował nad ludzkością, tyle razy mógłby nas zgładzić w Swoim gniewie, a jednak zachowywał, żebyśmy mogli należeć do Niego. Jak Mu więc oddamy chwałę? Wielu ludzi myśli sobie, że zna sposób na oddawanie Mu chwały. Wymyślili ludzie wiele sposobów by Boga uczcić, a Bóg ma tylko jeden, w Chrystusie, w czystym, świętym Synu. Wiecie, to jest piękne. Bóg nie mówi do mnie i do ciebie: Pomyśl mój synu co zrobiłbyś dla Mnie takiego wspaniałego i to zrób. Bóg mówi: Mój synu, moja córko, Ja dla ciebie już przygotowałem wszystko, co wspaniałe, przyjmij to, Ja to zrobię. On chce mieć nas na podobieństwo Swego pierworodnego Syna. A więc, na pewno, to nie mogły być nasze pomysły, ani nasze plany, ani to, co usłyszymy od diabła, co diabeł radzi ludziom, żeby robili dla Boga. Musi to być wpływ, doskonały wpływ, Jego Świętego Ducha uwielbiającego Jego Syna w tobie i we mnie. To jest bitwa o piękno Chrystusa. To nie jest bitwa o to ile my tu będziemy mieli na ziemi. To jest bitwa o chwałę uwielbionego Syna. Tyle razy, aż człowiek nauczy się wdzięczności. Aż człowiek nauczy się, że to, co Bóg przygotował jest tak wspaniałe, że tylko poddać się Jemu, aby On to mógł uczynić.

Wysławiajmy Pana albowiem jest dobry, albowiem łaska jego trwa na wieki! Wiecie, to jest właśnie ta bitwa o piękno Chrystusa. Posłuszni bądźmy Bogu, słuchajmy Boga, żyjmy dla Niego, niech nie ma znaczenia co się dzieje wokół nas, my bądźmy tymi, którzy będziemy to czynić, bo Bóg chce tego. Poddawaj się Bogu, należ do Niego, niech otoczenie nie ma znaczenia, ty i Chrystus, wspaniały Chrystus w tobie. Deprawacja będzie postępowała, lecz każdy, który chce mieć Jezusa, chce należeć do Niego, będzie wzrastać i rozwijać się. Pośród otoczenia ciemności będzie jaśnieć chwałą, bo nic nie jest w stanie zagasić tej wspaniałej chwały Chrystusa. Dopóki On jest w sercu i pragnieniu, dopóty Duch Święty będzie czynić to, co jest potrzebne, aby był uwielbiony w tobie i we mnie Chrystus.

Niech On uwolni obóz od nas, od ludzi, którzy mniemają, że coś potrafią robić dla Boga. Diabeł nie chce, żebyśmy odpoczęli od naszych dzieł. On chce stale, żeby coś ludzie robili dla Boga. Już nie raz mówiliśmy, co Bóg zrobił dla mnie i dla ciebie, zakończył nasze życie na krzyżu, a gdy wzbudził w Chrystusie to już jako nowych ludzi. Za dużo nie raz chcemy dla Boga zrobić. Wielu ludzi podjęło się wielu zadań uciekając od najważniejszego, by Bóg zrobił z nami to, co chce. Wspaniały stwórca, On decyduje o wszystkim. Oddajmy Mu chwałę tak jak jest godzien tego. Dlatego, że ludzie myślą po swojemu i myślą sobie, że są mądrzejsi od innych, tak wiele jest oddawania czci cielesności, ale gdy On może czynić to, co On potrafi, wtedy my jak światło w ciemnościach świecimy, ponieważ On jest taki. Jesteśmy wolni ponieważ On jest wolny. Jesteśmy poddani Ojcu tak jak On jest poddany Ojcu. Wspaniały Chrystus! Bitwa toczy się o Chrystusa w tobie i we mnie, o wspaniałość pieśni śpiewanych Jemu z radosnego, wdzięcznego serca. Wiele rzeczy człowieka absorbuje na ziemi, za wieloma rzeczami człowiek by pobiegł i różne rzeczy robił, ale gdy zdaje sobie sprawę, że te wszystkie rzeczy nic nie znaczą jeśli nie będzie z nim Chrystusa, to wtedy już Go nie opuści już nigdy.

Zdajesz sobie sprawę, że jeśli cokolwiek dobrego możesz zrobić, to tylko kiedy On to zrobi w tobie. Możesz czytać Biblię i nigdy nie dotknąć się wspaniałości tych słów, albo powierzchownie dotknąć się ich. Ale kiedy Chrystus wprowadza nas w to słowo to wtedy wchodzimy w nie razem z Nim i praktycznie doświadczamy, co ono mówi, jakie ma wielkie znaczenie. Tak, że niech będzie uwielbione Jego imię. Niech będzie Jemu chwała, abyśmy byli podatni na to, co On zechce tu nam przygotować.

PODOBNI DO OBRAZU SYNA BOŻEGO – 07.01.2017 (poranne) część 1

Mówiłem wczoraj do was o tym, jak Bóg okazuje nam Siebie, jako orła unoszącego młode i uczącego je unosić się coraz wyżej i wyżej ku Jego chwale. I to, że Jego plan i zamysł dla człowieka, który zaczyna rozumieć to co czyta jest przerażający. I gdyby Bóg nie unosił nas i nie wspierał nas, i nie pomagał nam, nie bylibyśmy w stanie wyruszyć w tym kierunku. Dlatego religia stałaby się dla nas przyjaciółką najmilszą, jaką byśmy tylko znali, byśmy ją cenili, tulili i bronili jej wobec wszystkich ludzi, gdyż ona dawałaby nam inne podstawy, aby należeć do Boga, niż daje Bóg. Dlatego tak ludzie lubią religię, bo ona pozwala im czuć się bezpiecznymi, ale bez Boga.

         W Liście do Rzymian, w 8 rozdziale, Bóg pokazuje to o czym mówił: „Będę was unosił wyżej i wyżej i mam zamiar uczynić z wami wspaniałe rzeczy, jeśli tylko będziecie Mi ufać, jeśli tylko pozostaniecie ze Mną, bez względu na doświadczenia w jakie się dostaniecie z powodu tego, co Ja będę z wami czynił. Jeżeli pozostaniecie ze Mną bez względu na przeciwności, na jakie napotkacie, pamiętajcie, że to Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. Nie bójcie się i nie lękajcie się, i nie bierzcie na siebie tego, czego nie jesteście w stanie unieść”. Ale ufajcie Bogu swemu, powierzając Jemu swoje życie z ufnością, że On właśnie dokładnie uczyni to, o czym tu mówi.

         Apostoł Paweł pisze o zamyśle Boga. List do Rzymian 8,28.29:

         A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani.  Bo tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego, a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci;”

         Widzicie ten najwyższy szczyt? Nie ma już wyższego – być podobni do Jezusa Chrystusa. Wiecie, kiedy ludzie sami z siebie próbują być podobni do Jezusa Chrystusa, to ile z tego wychodzi dziwnych rzeczy. Ale kiedy podejmuje się tego Bóg, wtedy doznajesz jak wewnątrz w tobie On czyni to co jest potrzebne, aby i na zewnątrz zaczęło pojawiać się to, co jest miłe Jemu. Pierwszą najważniejszą sprawą jest – ufaj Mu w każdym czasie, dogodnym czy niedogodnym. Ufaj Mu. Ufaj Jego zamiarowi. On musi uczynić to w swój własny sposób, bo jest Bogiem, nie jest człowiekiem, jest Bogiem. Jego Myśli, to nie myśli nasze, Jego Drogi, to nie drogi nasze, Jego Słowa, to nie słowa nasze. Jego zamysł jest wspaniały. Wszyscy powinniśmy być zachwyceni zamysłem Boga. Ale przez to, że wrogowi udało się w tak wielu ludziach wzbudzić potrzebę działania bez Boga, zawiedli się, ale na swoim działaniu, a nie na Bogu. Bóg nigdy nie pozwoli, aby ci, którzy ufają Mu, byli zawstydzeni. Nigdy! Człowiek może być zawstydzony tylko dlatego, że sam, sama podjęli się działania w imieniu Boga bez Jego Ducha. Bóg nigdy nie odda Swojej chwały nikomu, nigdy. Diabeł nigdy nie zobaczy człowieka, który ufał Bogu w złej pozycji. Jeśli ten człowiek pozostanie w zaufaniu, Bóg nigdy na to nie pozwoli.

Zobaczcie Szczepana, stoi w bardzo trudnej pozycji, otoczony wrogami i Bóg nie pozwolił, na zastraszenie Szczepana, ale zachował go dając mu siły z nieba. Umocniony przez Pana, którego widział, gotów był do końca cieszyć się zwycięstwem, chociaż ginął pod kamieniami. Jego duch był święty i słowa były czyste. Bóg nie oddał Swojej chwały, Bóg odebrał chwałę z tego co miał w tym człowieku, bo ten człowiek ufał Bogu. I Bóg nie pozwoli, żebyś był przerażony, czy żebyś była przestraszona, żebyś się bał wrogów swoich, jeśli Mu ufasz. Bóg nie odda Swojej chwały nikomu.

         Bóg ma wspaniały zamysł, który objawia nam – „Chcę, abyście wszyscy byli podobni do Mojego Syna”. Zobaczcie, i teraz my, wierzący Bogu, jak powinniśmy być podatni temu, żeby On mógł z nami to uczynić, aby mógł rozlewać w naszych sercach miłość do Niego i do siebie nawzajem, aby mógł wzbudzać w nas wzniosłe uczucia, abyśmy mogli sobie przebaczać, wzmacniać się nawzajem, posilać, obdarzać dobrem. Abyśmy mieli w sercu i w umyśle to doświadczenie, że bierzemy udział w najwspanialszym doświadczeniu, jakie dzieje się na ziemi, abyśmy nie próbowali bronić swojego złego „ja”, ale abyśmy pozwalali, aby to było krzyżowane i niszczone, aby Bóg był coraz bardziej uwielbiony w nas i pośród nas. To jest bitwa wiary. „Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem”. To jest bitwa wiary, bitwa pewności, że Bóg się podjął działania.

         Widzicie, Bóg nie mówi im w Starym Testamencie, że oni będą na Jego obraz. Bóg mówi: „Wypełniajcie zakon, nie grzeszcie”. A tu już podnosi tą sprawę najwyżej. Nowotestamentowy lud będzie pod pracą Boga i Jego Syna Jezusa Chrystusa w tym jednym kierunku, abyśmy wszyscy byli coraz bardziej podobni do Jego Syna. Startujesz w jakimś momencie i przychodzisz do Boga z całym swoim doświadczeniem złego, starego życia. Bóg usuwa twoje grzechy, ale z twojej pamięci i z twojego sposobu rozwiązywania spraw musi je usunąć przez innego rodzaju doświadczenia, w których twoje serce, twój umysł, twoja dusza będzie wołać do Boga o to, żeby stała się Jego wola, nie twoja. I tu powinniśmy być sobie bardzo pomocni jako ludzie. Powinniśmy być chętni, żeby Bóg zrealizował to z nami. Powinniśmy nie upatrywać w sobie wrogów, ale upatrywać ludzi, którzy nadal wychodzą jeszcze z różnych rzeczy. Doskonałość nasza to Chrystus, dana nam za darmo z łaski. A teraz dążenie do doskonałości to nasz szlak, na którym jesteśmy w różnym już doświadczeniu oczyszczenia z tego kim byliśmy bez Jezusa.

         Jak myślicie, czy jest możliwe, żeby bez miłości iluś ludzi mogło być prowadzonych w tym jednym kierunku, by być coraz bardziej podobni do Jego Syna? Czy jest możliwe bez miłowania się nawzajem miłością Chrystusową, żeby razem być w tej jednej sprawie i nie przeszkadzać, ale wspierać się nawzajem w tej sprawie? Czy jest to możliwe? Nie. Dlatego Jezus powiedział: „Po miłości wzajemnej poznają, że Ja tu byłem”. Nie powiedział: „Po waszej doskonałej formie, po waszej doskonałej kondycji, po waszym doskonałym, wspaniałym życiu”. Powiedział: „Po miłości waszej poznają”. Oni zobaczą jak wy umiecie sobie przebaczać, jak wy umiecie wychodzić sobie naprzeciw, jak wy umiecie wspierać się, pomagać, jak wy umiecie znosić przeciwności. I wtedy powiedzą: „Musiał ktoś zmienić tych ludzi, bo jest niemożliwe, żeby tak żyli między sobą, gdy nie są doskonali.” Po miłości wzajemnej poznają, w jaki sposób rozwiązujemy przeciwności, na które napotkamy, jak dajemy odpór wrogowi, który przychodzi, aby niszczyć, jak uczymy się porozumiewać w tej sprawie, aby Pan był uwielbiony i wywyższony w nas i pośród nas.

         „a których przeznaczył, tych i powołał, a których powołał, tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i uwielbił.” Rzym.8,30.        

W Chrystusie już posadził nas po prawicy Swojej. W naszych głowach, w naszym sercu muszą być dokonywane święte zmiany. Ale w każdym z nas musi to być dokonywane w Duchu Chrystusowym. Nikt z nas nie jest właścicielem drugiego człowieka. Właścicielem naszym jest Chrystus. I nikt z nas nie ma prawa grzeszyć lekceważąc Pana. Nikt nie ma prawa niszczyć tego co On buduje. Było czytane, że kto niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg. Ale co to znaczy niszczyć?

         Kiedy człowiek przestaje ufać Bogu, wróg bierze się do pracy. Pamiętacie jak przyszli do tych młodych zborów i mówili: „Jeśli nie obrzeżecie się, nie możecie być zbawieni”. A Paweł mówi: „Jeśli się obrzeżecie, Chrystus wam już nic nie pomoże.” I to byli chrześcijanie z Jerozolimy, którzy do nich przyszli, ale oni szli raczej psuć, a nie budować. Nikt nie może odmówić im gorliwości, pokonywali jakąś przestrzeń, opuścili własne domy, ale kiedy dotarli gdzieś, to raczej było tam zniszczenie, a nie budowanie. Paweł później pisze, że oni przybierają pozór sług sprawiedliwości, kiedy są jak ten, który ich posłał, to znaczy, jak diabeł.

         Jak bardzo, więc my, jako ludzie, musimy w doświadczeniu przed Bożym obliczem doświadczyć uwolnienia i świadomości do czego Bóg nas przeznaczył, i jaką pracę chce z tobą i ze mną wykonać. I jakichkolwiek by narzędzi w tej sprawie nie używał, to na pewno one będą służyć tej jednej sprawie – abyśmy byli coraz bardziej podobni do Jego Syna.

         Widzicie, nawracają się ludzie, którzy popełniali powiedzmy takie grzechy jak kłamstwa, bijatyki, kłótnie, i tacy, którzy kogoś zamordowali, nawracają się ludzie, którzy weszli w okultyzm, nawracają się ludzie z różnych stanów i każdy, każda mają być oczyszczonymi od tego wszelkiego zła, które w swoim życiu doświadczyli bez Chrystusa, aby być prowadzeni w tym jednym kierunku, by być podobnymi do Jezusa Chrystusa. I Pan może to uczynić.

My nie możemy powiedzieć: „Wiesz, twój stan jest zbyt ciężki i my nie pozwolimy ci przyjść do Chrystusa, bo ty jesteś za ciężki, za ciężka i Pan sobie z tobą nie poradzi. Weź najpierw porzuć te swoje złe rzeczy, weź się najpierw uwolnij od tego wszystkiego, a później przyjdź, bo dla Pana to będzie za trudna sprawa”. Pan mówi: „Kogo Ojciec do Mnie przyprowadzi, Ja nie odrzucę”. Ale jest to jedno – człowiek musi umieć zrozumieć, że wszystko co nie jest Chrystusem jest obrzydliwością. I On będzie za to się brał, jako Ten, który miłuje i chce oczyszczać. Wtedy nie mów: „Panie, to mi się tak podoba”, bo przecież to zaprowadziło Jezusa na krzyż. Wtedy powiedz: „Panie, co się Tobie nie podoba, zniszcz to we mnie. Chcę kochać, chcę cieszyć się życiem, które dajesz mi, chcę przebaczać, chcę być zadowolonym, zadowoloną w Tobie. Nie chcę trzymać tego co dręczy moją duszę. Weź to, zniszcz to, daj mi Twoje święte działania, święte Twoje myśli, święte Twoje życie”.

JAK ORZEŁ SWOJE MŁODE wieczorne 6.01.2017 – część 4

Jan 12,32-33:

            „A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę. A to powiedział, by zaznaczyć, jaką śmiercią umrze.”

Najlepszy magnez. Gdyby wymyślić najlepszy magnez na tej ziemi, to nie miałby on takiej siły, jaką ma miłość Chrystusa do ciebie i do mnie! Wszystkie nasze grzechy z nas wyciągnął. Chwała Bogu! Wszystkie grzechy. Ten magnez nie zostawił nic z naszych nieprawości. Ta miłość jest silniejsza od wszystkiego. Wziął nas w Sobie tam na krzyż, abyśmy obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli. Przyciągnął nas miłością swoją i nie był w stanie nikt nas zatrzymać! Diabeł ze swoją siłą z demonami, z wszystkimi mocami, z grzechami, z potępieniami i oskarżeniami. Nie mógł zatrzymać chociażby jednego grzesznika! Wszystkich tam Chrystus zabrał. Wspaniały Chrystus! I On dodaje otuchy nam. Skoro taki jest, to nadal chce nas mieć dla siebie. Nadal chce, żebyśmy byli dla siebie przyjaciółmi, abyśmy w Chrystusie się wzajemnie miłowali, aby nam zależało na prawdzie. Żeby wynikiem miłości było to, co teraz robimy. Żebyśmy chcieli wygrać. Żeby złe doświadczenia chrześcijańskie padły ukrzyżowane, a wspaniałość nowego życia pomagała nam być sobie bliskimi w Chrystusie, biegnącymi w jednym kierunku z wiatrem w plecy. W kierunku wieczności.

            Jakże szczęśliwy był Abraham, gdy wziął na swoje ręce Izaaka, dziecko obietnicy. To co normalnie nie powinno być, stało się. Jakże wspaniale jak możesz cieszyć się i cieszysz się, gdy tylko widzisz jak bierzesz to dziecko obietnicy w swoje własne dłonie i cieszysz się wykonaniem Bożym i radujesz się w Panu, Zbawicielu swoim. Elżbieta, która nie mogła mieć potomstwa, okazało się, że miała wspaniałego syna, który szedł przed ludźmi, aby prostować nasze krzywe drogi. Wstydziła się, prawda, że w tym wieku… Jakie szczęście, jakaż chwała. Jakaż otucha i posilenie. Wzmocniony wiarą.

            Fil. 4,12-13:

            „Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.”

Wszystko mogę w Chrystusie, wszystko mogę, w tym który mnie wzmacnia. Wspaniałe życie chrześcijanina, chrześcijanki. Wszystko mogę, bo On mnie wzmacnia. Mogę żyć na tej ziemi, bo On mnie wzmacnia, On mi daje siły. Kiedy jestem bez sił, on daje mi siły. Kiedy zawiodę, On nie zawodzi. Kiedy przychodzę, żeby mi przebaczył, przebacza i oczyszcza mnie swoją krwią i słyszę Jego wspaniałe słowa: „Biegnij dalej, ja cię nie potępiam. Biegnij dalej, chcę cię mieć ze Sobą”. Nasycaj się Jego Słowami, Jego wspaniałościami. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.

            Dz. Ap. 3,12-16:

            „Ujrzawszy to Piotr, odezwał się do ludu: Mężowie izraelscy, dlaczego się temu dziwicie

i dlaczego się nam tak uważnie przypatrujecie, jakbyśmy to własną mocą albo pobożnością sprawili, że on chodzi? Bóg Abrahama i Izaaka i Jakuba, Bóg ojców naszych, uwielbił Syna swego, Jezusa, którego wy wydaliście i zaparliście się przed Piłatem, który uważał, że należało go wypuścić na wolność; wy jednak zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, i prosiliście o ułaskawienie wam mordercy. I zabiliście Sprawcę życia, którego Bóg wzbudził z martwych, czego my świadkami jesteśmy. Przez wiarę w imię jego wzmocniło jego imię tego, którego widzicie i znacie, wiara zaś przez niego wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.”

Widzicie, podane to w skumulowaniu. Tak Pan podniósł tego człowieka. Dał mu wiarę w Imię Jego. Dał mu wiarę. Zobaczcie, że Pan chce nam dawać to, co jest potrzebne w każdym czasie zgodnie z tym na co napotkamy. Wszystkie przeciwności On już pokonał. Jeśli my tylko należymy do niego, też je pokonamy. Wygramy w każdej przeciwności. Nie przegramy, jeśli tylko Pan będzie z nami i prowadzić nas będzie. Przegrywamy tam, gdzie zaczynamy próbować sami. Wtedy tracimy siły, bo to Pan daje siły. Jakiś czas człowiek jeszcze może biec, ale potem ustaje, ustaje, ustaje. A więc posilony, wzmocniony, napełniony wiarą.

            2Tym. 2,1-2:

            „Ty więc, synu mój, wzmacniaj się w łasce, która jest w Chrystusie Jezusie, a co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać.”

Wzmacniaj się w łasce, posilaj się w łasce, rozkoszuj się w łasce Bożej. Niech radość napełnia twoje serce Panem twoim, niech pieśni radości będą przez ciebie śpiewane. Najlepszy to jest stan, kiedy śpiewasz Panu swemu psalmy, hymny pochwalne i radujesz się Panem swoim. Nieustannie cieszysz się Tym, kim dla ciebie On jest. Jakże dobrze jest, gdy w środku masz Jego radość – radość zbawionego człowieka. Wzmacniaj się w łasce. Umacniaj się w Tym, który jest twoim Panem. Kosztuj jak On jest dobry dla ciebie. 

            2Tym. 4,16-18:

            „W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone; ale Pan stał przy mnie i dodał mi sił, aby przeze mnie dopełnione było zwiastowanie ewangelii, i aby je słyszeli wszyscy poganie; i zostałem wyrwany z paszczy lwiej. Wyrwie mnie Pan ze wszystkiego złego i zachowa dla królestwa swego niebieskiego; jemu niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.”

Jemu chwała, za to, że On daje siłę Swemu ludowi, że ten człowiek był ważnym dla Pana i chociaż inni go zostawili, Pan go nie zostawił. Pan dał mu siłę i ten jeden człowiek był bohaterem, zwycięzcą, którego nie byli w stanie pokonać wszyscy wrogowie jego, bo Pan był z nim. Jeśli Pan z nami, to któż przeciwko nam? I to jest najważniejsza sprawa Bożego ludu. Jeżeli to będzie ginęło w nas, chrześcijanie, to my zginiemy tutaj z całą wiedzą o Chrystusie. Jeśli On nie będzie mógł nas umacniać, to diabeł nas omota i zwiedzie i będziemy się kręcić i kręcić koło ludzkich możliwości. Albo siły Pana, albo nasze sposoby i próby zrobienia tego, czego nie potrafimy. Albo będziemy radośni i wdzięczni w czystości Chrystusowej budowali się na Boży dom, albo będziemy walczyć z sobą jako chrześcijanie o coś, czego sami nie wiemy. Pan wie, co chce osiągnąć. Bądź gotowy, bądź gotowa poddać Mu się. Niech On to zrobi. To jest chwała, by móc tak jak Paweł powiedzieć: „Wrogowie osaczyli mnie, lecz Pan był ze mną”. Jacy wrogowie? Zniechęcenie, niechęć, złośliwość, chęć odgryzienia się. Wszyscy wrogowie stanęli przeciwko tej wspaniałości Chrystusa, lecz Pan dał mi siły i wygrałem w tym. Móc ogłaszać to: „Pan dał mi siły i wygrałem!”. Nie żeby ludzie kogoś widzieli w tym stanie. Jeśli wpadamy w taki stan, żeby ludzie nas widzieli i podziwiali, to znaczy, że we własnych siłach próbowaliśmy w tej sytuacji się znaleźć dla Pana. Nasze siły nie wystarczą. Jeśli Pan da siłę, to wygrasz, tak jak Abraham wzmocniony wiarą wygrał.

            Sof. 3,12- 20:

            „I pozostawię pośród ciebie lud pokorny i ubogi: to oni ufać będą imieniu Pana. Resztka Izraela nie będzie się dopuszczała bezprawia, nie będzie mówiła kłamstwa i w ich ustach nie znajdzie się język zdradliwy. Zaiste, będą się paść i odpoczywać, a nikt nie będzie ich straszył. Wesel się, córko Syjonu, wykrzykuj głośno, Izraelu! Raduj się i wykrzykuj radośnie z całego serca, córko jeruzalemska! Pan oddalił twoich przeciwników, odpędził twoich nieprzyjaciół. Pan, król Izraela, jest pośród ciebie, już nie doznasz nieszczęścia. W owym dniu powiedzą do Jeruzalemu: Nie bój się, Syjonie! Niech nie opadają twoje ręce! Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie, Mocarz, On zbawi! Będzie się radował z ciebie niezwykłą radością (wiecie, że bardzo często jest tak, że człowiek ma już pozamykane w sobie wiele tych drzwi, które powinny być otwarte przed Panem i sam człowiek chciałby je otworzyć, a nie ma już siły otworzyć, bo coś trzyma tego człowieka, a to jest właśnie dopuszczenie niewiary do swojego serca i Pan potrzebuje umocnić cię Słowami Swoimi, żebyś mógł, mogła otworzyć Mu te wszystkie drzwi, żeby radość wkroczyła w twoje serce, szczęście i zadowolenie i wdzięczność i uświęcenie. Doznajesz, że chcesz, a nie możesz otworzyć. Doznajesz, że potrzebujesz i zaczynasz wzdychać: „Panie, wiesz, że chcę, a nie mogę, coś mnie już zatrzymało. Gdzieś pozwoliłem sobie, czy pozwoliłam na rzeczy, które mnie zamknęły przed Tobą, Panie. Pomóż, Jezu ratuj! Weź otwórz te drzwi, Panie daj mi siłę otworzyć Tobie drzwi! Panie, chcę Twojej radości, potrzebuję Cię, Panie. Ratuj mnie!”. Tak woła człowiek, który doznaje własnej niemocy. Wie, że potrzebuje tej radości, że bez niej nie można swobodnie służyć Panu i Pan daje siłę, wzmacnia, posila i człowiek doznaje, że może! Mogę! I zaczyna radość spływać na człowieka, bo widzi  oczami serca swego Pana i wie gdzie idzie, po co idzie i co ma robić), odnowi swoją miłość. Będzie się weselił z ciebie tak, jak się weselą w święta. Usunę spośród ciebie zło, abyś z powodu niego nie doznało hańby.”

I to jest piękne – oglądać, jak Pan wykonuje Swoje Słowa. Chwała Bogu! Amen.

 

UMARLIŚMY DLA GRZECHU, ABY ŻYĆ DLA CHRYSTUSA – 10.07.2016 – część 2

 

Ci ludzie, więc walczyli z Jezusem. Jezus powiedział im, że ich ojcem jest diabeł. „Mniemacie, że jesteście dziećmi Boga, a ojcem waszym jest diabeł, bo nie czynicie tego co chce Ojciec w niebie. Nie chcecie mnie słuchać.” Jezus mówi:

         Któż z was może mi dowieść grzechu?” Ew. Jana 8,46a

         Nikt nie mógł, nikt nigdy nie zobaczył Go w czymkolwiek złym. Mówi: „To dlaczego nie chcecie mnie słuchać? Skoro widzicie, że nie grzeszę jak wy, nie żyję w zły sposób jak wy, nie muszę ubierać maski pobożności jak wy, to dlaczego nie słuchacie mnie?” Pamiętacie jak Jezus powiedział do kapłanów, do uczonych w Piśmie, faryzeuszów: „Jesteście jak groby pobielane, na zewnątrz wyglądacie ładnie, ale w środku pełno trupich kości”. Tam nie ma już życia.

         I zwróć uwagę, że to jest wojna o naszą wieczność. Jezus powiedział: „Czy znajdę wiarę na ziemi kiedy wrócę”. Wielu ludzi mówi: „Ja wierzę”, ale wiara, która nie zwycięża świat z jego pożądliwościami, to żadna wiara. To jest oszukiwanie samego siebie. Jeśli świat może mnie pokonywać i zmuszać mnie do pełnienia zła, które jest w tym świecie, to znaczy, że to nie ja pokonuję świat, ale to świat pokonuje mnie, to znaczy, że świat ma lepszą wiarę ode mnie. Ale to ja muszę wygrać ze światem, a nie świat ze mną. A wygram tylko dzięki Jezusowi, a nie dzięki sobie. Widzimy jak działa ludzka logika, działa niebezpiecznie w naszym kierunku. A więc to co powinno być codziennie. Pan Jezus mówi: „codziennie weź krzyż swój na siebie”, i zobaczcie ilu wierzących ludzi jest do tego zdolnych. Jak wielu pociesza się, że nie muszą brać krzyża, bo przecież już są świętymi i nie muszą codziennie umierać dla świata grzechu. I potem odżywa się, taki dumny z siebie człowiek i zaczyna krzywdzić innych ludzi. My już krzywdzimy, gdy nie czynimy dobra Chrystusowego, o którym wiemy. Jeśli wiemy, że to jest napisane w Biblii, że tak powinno być, a tego nie czynimy, to już krzywdzimy innych ludzi. Pan chce, żeby było tak jak On chce, a nie jak my sobie ustalimy jako ludzie. Dlatego On ma władzę, a my jesteśmy sługami Jego, którzy mówimy: „Panie mów, sługa twój słucha.” Czy to nie jest piękne? Kiedy Jezus do nas przychodzi, czynimy sobie dobro i pomagamy sobie nawzajem, wspieramy się, ratujemy się, walczymy, żeby żadna ciemność nie poruszała się między nami. Nie chcemy grzechu, chcemy Pana. Grzeszyliśmy bez Pana, nie chcemy grzeszyć z Panem. Pan nie przyłoży się do grzechu. Niektórzy myślą, że Pana można namówić do swego grzechu. Pan nie da się nigdy namówić. Nigdy nie zgrzeszył chodząc po ziemi i nie zgrzeszy w nikim wierzącym. Grzech popełnia sam człowiek, opuszczając Pana Jezusa Chrystusa.

          A więc widzimy ludzi, którzy są tak pewni. Na końcu czytamy:

         Wtedy porwali kamienie, aby rzucić na niego, lecz Jezus ukrył się i wyszedł ze świątyni.” Ew. Jana 8,59.

         Tak prawda na nich działała, tak byli pewni swego, że kiedy Jezus mówił im kim są, to chcieli Go zabić. Taki jest człowiek, który jest oszukany i zwiedziony. Jeśli człowiek chce się ratować i słyszy prawdę, zaczyna pokutować, oczyszcza się i idzie dalej, mówiąc: „Dziękuję, że pomogłeś, pomogłaś mi.” Ale prawda musi być prawdą, nie zakłamaniem ludzkim, bo czasami ludzkie sumienia mogą różnie działać.

         W Ewangelii Mateusza 1,21 czytamy:

         A urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego.”

         A więc już przed urodzeniem Jezusa było powiedziane po co przyjdzie – zbawić nas od naszych grzechów. Jak więc my, zbawieni grzesznicy, powinniśmy być między sobą? W jaki sposób powinniśmy przebywać ze sobą? Jak powinniśmy zachowywać się? Wiecie, to co wczoraj mówiłem, Bóg ubrał ludzi, Adama i Ewę w czystość. I ta czystość spowodowała, że oni mogli patrzeć na siebie i nie było w nich pożądliwości. Kiedy zgrzeszyli, czystość została z nich zdjęta i wtedy patrzyli na siebie już pożądliwie. I patrzą na siebie pożądliwie dopóty, dopóki czystość Chrystusa nie zostanie nałożona na człowieka. Z chwilą kiedy wraca czystość, my znowu patrzymy na drugie ciało w ten sposób jak Chrystus. Dopóki nie ma czystości, dalej jest pożądliwość drugiego ciała i ludzie grzesząc będą pożądać. Nie wyzwolą się, dopóki nie zostanie zdjęte z nich ciało grzechu i w to miejsce nie będzie przyobleczona czystość Chrystusa. Dopiero czystość Chrystusa przywraca nas do stanu uwolnienia, wyswobodzenia. Jeśli nie będziemy pozwalać, aby On oczyścił nas z wszystkiego co nabyliśmy bez Niego, to zatrzymamy coś, co będzie odpychało Jezusa. A więc potrzebujemy ratować się w Nim,  należeć do Niego i od chwili kiedy uwierzyliśmy, nie próbować już żyć po swojemu, nie próbować narzucać swój plan w chrześcijaństwie. Jest już jeden ustalony – Jezus przyszedł zbawić nas z grzechów naszych, aby uratować nas, wyzwolić nas. Żyjemy w takim świecie i nikt chyba nie jest na tyle ślepy, żeby nie widzieć tego, jakie zagrożenie jest tutaj, jak ludzie łatwo kłamią, jak łatwo ludziom przychodzi kłamstwo, jakby mówili prawdę. Kłamiąc, nawet nie zarumienią się. Składają sobie obietnice, wiedząc, że nie dotrzymają ich i w ogóle nie rumienią się. Kłamstwo wygląda jakby było prawdą, rumieniliby się gdyby powiedzieli prawdę, gdyby mieli powiedzieć, że kochają Jezusa, że Jezus zbawił ich, że Jezus uwolnił ich z niewoli tego świata.

         A więc zobaczcie co stało się z człowiekiem – wstydzi sie prawdy, a nie wstydzi się kłamstwa. Musimy wiedzieć, że w Jezusie jest powrót – wstydzimy się grzeszyć, nie wstydzimy się prawdy. W Jezusie jest powrót. Dopóki jest grzech, jest złe stanowisko.

         1List Piotra 2, 24:

         On grzechy nasze sam w ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was.”

         Co ma się stać kiedy On zaniósł grzechy nasze na krzyż? Mamy umrzeć naszym grzechom. Nie trać czasu nigdy. Bądźmy martwi, korzystajmy ze śmierci. Jezus mówi, że On miłuje tych, którzy doszli do tego samego przekonania, że jak On umarł, to my też.

         Widzicie, głosi się humanistyczną ewangelię: „O, wiesz, grzeszy każdy, jakoś tam, kiedyś, może za dwadzieścia lat będziesz całkiem wolnym od grzechów.” Nie głosi się natychmiastowego porzucania zła. Jeśli tylko dociera do ciebie – to jest grzech – w momencie porzucasz, kiedy tylko to dociera. Ludziom pozwala się decydować o tym. A wiecie jak ludzie będą decydować – „później, później”. A później już nigdy nie będzie można, bo później będzie już tak daleko, że to zostało już tak obwarowane, umocnione, że człowiek już nie porzuci tego. Nie głosi się ewangelii prawdziwej pokuty, głosi się ewangelię łatwego, swawolnego poddawania się Bogu. Człowiek decyduje dalej, a nie Bóg.

         A zobaczcie, że kiedy człowiek uwierzy – wiara to jest zobaczenie Chrystusa ukrzyżowanego, zobaczenie kto umarł za moje grzechy i znienawidzenie swoich grzechów. To jest wiara. Dopóki człowiek nie znienawidzi swoich grzechów, nadal jest niewierzącym. Mówiliśmy o ludzkiej wierze i o wierze Chrystusa. Ma własną wiarę, ale nie ma wiary Chrystusa. Wiara Chrystusa nienawidzi grzechu, bo Jezus umarł za nasze grzechy. On nigdy nie zgrzeszył. Gdyby miłował chociaż jeden malutki grzeszek, popełniłby go. On nienawidzi każdy grzech. To jest wiara Jezusa. Jeśli zgadzasz się na grzeszki, to masz swoją wiarę, a wiara Jezusa nie zgadza się na żaden grzeszek, na żadne kombinacje. Wiara jest czysta, zwycięża cały świat z jego pożądliwością i tą wiarę Jezus chce znaleźć kiedy wróci. Wierzących ludzi, takich, którzy chcieli zabić Jezusa będzie pełno później. Ale tych, którzy pozostają w czystości, będzie niewielu. Słowo Boże do czystych mówi: „Oczyszczaj się”. A więc jeszcze jest praca. Żyjemy w takich warunkach, potrzebujemy wygrać, ale nigdy nie możemy głosić ewangelii grzechu, swobody grzechu – „a, nie martw się, zgrzeszysz, to Pan zapłacił za ciebie.” Już od początku w Starym Testamencie było uczenie, że kto rozmyślnie grzeszy jest inaczej, a inaczej, jeśli ktoś nie wie, nie umie, nie potrafi jeszcze. A jeśli ktoś umie i dalej to robi, wtedy robi się niebezpiecznie.

         A więc Jezus umarł, zaniósł te grzechy po to, abyśmy obumarłszy grzechom,  my dla sprawiedliwości żyli.

         Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych. 1Pio.2,25.

         Wiecie, prawdziwa miłość ludu Bożego jest wtedy, kiedy my chcemy być czyści. Miłość nie będzie wtedy dobrze rozwijać się, kiedy ludzie chcą żyć w nieczystościach. Nie mamy miłować grzesznika, który chce żyć w grzechu, bo Bóg takiego też nie miłuje. Mamy miłować się w Chrystusie nawzajem jako ludzie, którzy nie chcemy żyć w żadnym grzechu. Ale jeśliby się komuś nie powiodło, to jest Orędownik, jest możliwość oczyszczenia. Ale tu nie jest pozwolenie na grzeszenie, to nie jest zgoda na samowolne życie dla siebie samego, czy siebie samej. To nie jest zgoda, że robisz ze swoim życiem co chcesz i mówisz, że jesteś zbawionym człowiekiem. To jest zgoda jedynie, gdyby ci się coś nie powiodło, gdybyś czegoś nie zrozumiał, nie zrozumiała, i zrobiłbyś tą głupotę, i Słowo Boże ujawniłoby ci to, to możesz oczyścić się. A nie to, że swawolnie żyjesz sobie i mówisz, że jesteś w porządku. Przecież ty umartwiasz Jezusa, który chce żyć w tobie każdego dnia dla chwały Ojca.

          Pamiętacie te słowa o ludziach, którzy umiłowali chwałę ludzką ponad Bożą i co oni zrobili? Skryli się. Jeśli my miłujemy bardziej swoją chwałę niż Chrystusa, to my też na pewno skryjemy się. Ale jeśli bardziej miłujemy chwałę Bożą niż swoją, to my wyjdziemy na jaśnię, bo chcemy żyć w chwale Bożej. A chwała Boga jest wtedy, gdy nie grzeszymy, a chwała ludzka wtedy, gdy grzeszymy i udajemy, że jesteśmy święci. Stąd te zasłony, które tworzą ludzie – „bracie, siostro, jestem w porządku, przecież ja bym nic złego nie zrobił”. A co robisz w Kościele? Jak wygląda twoje życie? Czy Jezus nie powiedział, że cząstki mają mieć o siebie jednakie staranie? Czy nie powiedział, że mamy czynić sobie nawzajem Jego dobro i to bez przystanku? Przecież On każdą cząstkę chce napełniać sobą dla chwały Ojca i swojej, i chce, żeby każda cząstka była bogata, i żeby całe ciało było budowane w mocy Jego nowego wspaniałego obdarzenia, bo On dał nam Swoje życie.

         A więc po to przyszedł Chrystus. Nie tylko po to, żeby dać nam wiadomość o tym, że Bóg miłuje nas, ale też po to, żeby nas zbawić. A więc zobaczcie, ta potęga, świętość Chrystusa, Jego Majestat może być obrzucany błotem przez ludzi, którzy mniemają o sobie, że mają prawo do grzeszenia kiedy są chrześcijanami.

W Dziejach Apostolskich, trzecim rozdziale, czytamy dobrze nam znane słowa:

         Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Sługę swego, posłał go, aby was obdarzał,( albo sławił was), odwracając każdego z was od złości waszych.” Dz.Ap.3,26.

         Co to jest nasza złość? To nie jest zawsze, że zgrzytam zębami. Słowo Boże mówi, że człowiek gdy przymruża oczy, to już grzeszy, już coś kombinuje, już ma jakiś plan. A więc widzimy, że Jezus przyszedł uwolnić nas, zbawić nas i chwała Bogu. Wiecie, my tego najbardziej potrzebujemy, takiego szczęścia zbawionych ludzi. Ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że ktoś za nas zapłacił, żebyśmy nie robili sobie krzywdy, żebyśmy nie szukali swego, żeby Jezus był wywyższony między nami, żebyśmy nie walczyli o coś swego już, ale jedno by było dla nas najważniejsze – aby Chrystus mógł mieszkać w nas, aby On mógł tu przechadzać się i abyśmy nie krzywdzili siebie i innych, żebyśmy nie walczyli ze sobą, ale walczyli z diabłem, odrzucając jego pokuszenia. Uzbrojenie w Chrystusa – piękny wspaniały plan Boga, aby oni byli  razem. „Ojcze, Ja wypełniłem to, objawiłem Twoje imię, Twoją miłość do nich, aby oni byli razem.” Jak cudownie kiedy my tylko w tym kierunku zmierzamy – bliżsi, bliżsi sobie w Chrystusie, nie oddalający się, nie znikający, ale bliżsi.

         Nasze życie ma sens tylko wtedy kiedy ono używane jest przez Pana Jezusa Chrystusa, kiedy On napełnia nas. I po to właśnie przyszedł. I niech napełnia nas. On chce, żeby Jego radość zwycięstwa była w nas. Wiemy, że Bóg daje Ducha swego tylko posłusznym synom, ale krnąbrnym nie daje. Nie szukajmy swego, nie walczmy o swoje, nie ma o co, nie ma po co. Nie myślmy jak starzy ludzie, patrzmy jak Chrystus. Nie patrzmy na ciało, bo przecież nie szukamy cielesnych uciech. Patrzmy co to ciało może uczynić, służąc Bogu i z tego cieszmy się. Patrzmy już jak Chrystus. On myślał właśnie o tym jak zużyć twoje ciało i moje jako Bożą świątynię dla Bożej chwały.

ŚWIĘTOŚĆ BOGA W JEGO LUDZIE – 20.08.2016 – część 2

 

         Dokąd więc mamy iść? Nasi bracia strwożyli serca nasze, mówiąc: Lud ten jest od nas liczniejszy, przewyższa nas wzrostem, miasta są wielkie i obwarowane aż pod niebo, a ponadto widzieliśmy tam olbrzymów.” 5Moj.1,28

         A więc byli w Egipcie, widzieli króla, który w sumie władał jako największy król na ziemi, miał najsilniejszą armię, z którą mógł wyruszyć, żeby podbijać to co chciał i on musiał wypuścić ich. I sporo jego żołnierzy zginęło w morzu, kiedy próbowali ścigać Izraela. Jakie to świadectwo potężne i święte, jakie wspaniałe Bóg dał im świadectwo. Mógłby prowadzić ich wokół tego morza, a On przeprowadził ich przez morze, żeby dać im świadectwo swojej chwały, swojego Majestatu.

         Czyż jest coś niemożliwego dla wierzącego, który wierzy Bogu i poddaje się Bogu zgodnie z tym co Bóg w nim czyni?

         „Wtedy rzekłem do was: Nie bójcie się ich, ani się nie lękajcie; Pan wasz Bóg, który idzie przed wami, będzie walczyć za was tak samo, jak to na waszych oczach uczynił w Egipcie, a także na pustyni, gdzie, jak widziałeś, Pan, twój Bóg, nosił cię, tak jak ojciec nosi swoje dziecię, przez całą drogę, którą szliście, aż doszliście do tego miejsca.” 5Moj.1,29-31

Lecz oni nie poszli.

Lecz mimo to nie uwierzyliście Panu, waszemu Bogu,  który szedł przed wami po tej drodze, aby wyszukać wam miejsce na obóz, w nocy w ogniu, aby wskazać wam drogę, którą iść macie, a za dnia w obłoku.” 5Moj.1,32.33.

                  Mimo wszystko, kiedy stanęli wobec przeciwności, przestraszyli się. Jak bardzo niebezpieczny jest strach, który jest, jak zły doradca. Bóg zawsze mówi: „Nie bój się”, a to „nie bój się” jest oparte na tym: „Trwaj we Mnie, trwaj w czystości”. Trwaj w świętości, trwaj w uczciwości, w miłości do Boga i w poważnym traktowaniu tego co Mu się podoba, a co nie podoba się Mu. Wtedy twoje siły będą pochodziły z Niego, twoja śmiałość będzie z Niego, twoje decyzje będą z Niego, i ty będziesz zwycięzcą zanim wkroczysz na dany teren, bo Bóg jest zwycięzcą.

         A więc chodzi o to, żeby zachować miejsce dla Boga, bo to pozwoli nam wejść w następne doświadczenie. Między tymi doświadczeniami diabeł będzie próbował skazić nas grzechem, żebyśmy do następnego doświadczenia podeszli już osłabieni zanieczyszczeniem, żeby diabeł mógł poprzez to zanieczyszczenie hałasować w naszej głowie, hałasować w naszym sposobie myślenia i zarzucać nas różnymi swymi przeciwnościami – wejdziesz, zginiesz, stracisz, i takie różne rzeczy.

         Bóg później mówi, że oni nie wejdą tam. Nikt z tych mężów, z tego złego pokolenia nie ujrzy ziemi dobrej, którą przysiągłem dać waszym ojcom” 5Moj.1,35. Oprócz Kaleba, Jozuego i tych, którzy nie przekroczyli dwadzieścia lat. I później czytamy:

Wtedy odpowiedzieliście mi tymi słowy: Zgrzeszyliśmy przeciwko Panu, wyruszymy i będziemy walczyć,” 5Moj.1,41a.

Znowu grzeszyli. Nie dość, że zgrzeszyli, kiedy powiedział im: „Wejdźcie”, to zaczęli grzeszyć, kiedy powiedział im: „Nie wejdziecie”. Zobaczcie jak rozpędza się człowiek w przeciwstawianiu się Bogu. Bóg mówi: „Wejdź”, to człowiek nie wejdzie. Kiedy Bóg mówi: „Już nie wejdziesz”, to człowiek się pcha, żeby wejść. Wszystko nie w czas. Powinni wejść wtedy kiedy Bóg powiedział: „Wejdź”.

         Rzekł Pan do mnie: Powiedz im: Nie wyruszajcie i nie wszczynajcie walki, gdyż nie ma mnie wśród was, abyście nie zostali pobici przez waszych nieprzyjaciół. A choć wam to powiedziałem, nie usłuchaliście. Sprzeciwiliście się rozkazowi Pana i ośmieliliście się wyruszyć na górę. Wtedy Amorejczycy, zamieszkujący te góry, wyszli naprzeciw was i ścigali was, jak to robią pszczoły, i razili was od Seir aż do Chorma. Wróciwszy płakaliście przed Panem, lecz Pan nie wysłuchał waszego biadania i nie zwrócił na was uwagi.” 5Moj1,42-45.

         To nie działało. Co innego, gdyby rzeczywiście płakali, świadomi tego co robią. Oni płakali dlatego, że ponieśli koszt nieposłuszeństwa. Bóg nie wysłuchuje czegoś takiego. Później przejdziemy jeszcze przez inne biblijne świadectwa. Bóg nie ma w tym upodobania. Bóg lubi szczerą pokutę, szczere przyznanie się, szczere uznanie, że znieważony został Bóg poprzez nieposłuszeństwo, poprzez życie według własnego „ja”, poprzez lekceważące podchodzenie do rozkazów Bożych. Niech Bóg pomoże nam, niech otwiera nam nasze umysły w tym, abyśmy pojmowali wspaniałość Jego, i żebyśmy nie dali się zepchnąć do defensywy poprzez naszą głupotę i wchodzenie w grzech.

         5Moj.7,16-20:

         Pochłoniesz wszystkie ludy, które Pan, Bóg twój, tobie da je. Nie pofolguje im twoje oko, nie będziesz służył ich bogom, bo byłoby to dla ciebie sidłem.  Jeślibyś pomyślał w swoim sercu: Te narody są liczniejsze ode mnie, jakże zdołam je wypędzić?  Nie obawiaj się ich! Wspomnij raczej, co Pan, Bóg twój, uczynił faraonowi i całemu Egiptowi,  te wielkie doświadczenia, które widziały twoje oczy, znaki, cuda, rękę możną i ramię wyciągnięte, którymi Pan, Bóg twój, wyprowadził cię. Tak uczyni Pan, Bóg twój, wszystkim tym ludom, których się obawiasz.  Ześle też Pan, Bóg twój, na nich szerszenie, aż wyginą ci, którzy pozostali, i ci, którzy przed tobą się ukryli.” 

         Widzicie, to byli jeszcze młodzi ludzie wtedy w Egipcie, bo oni nie mieli jeszcze dwudziestu lat. Byli to młodzi ludzie, pewnie z wielkim zafrapowaniem, z takimi wieściami: „Widziałeś co Bóg zrobił, widziałeś co działo się w Egipcie, widziałeś te ciemności, nikt nic nie widział?” To byli młodzi, kilkunastoletni chłopcy, to byli młodzieńcy. Wiecie, w młodym sercu wiele spraw mocniej się zapisuje niż w starszym. I tutaj słyszą te słowa: „Pamiętacie, jak to Bóg czynił, widzieliście Jego moc, Jego chwałę. Nie bądźcie teraz w strachu swoich ojców, ale wejdźcie śmiało. Ale gdy wejdziecie już do tej ziemi obiecanej, nienawidźcie to wszystko, co sprawiło, że teraz tam wchodzicie. Nienawidźcie to zło, które  te narody wprowadziły tam i nie miejcie nic wspólnego z tym złem.” Wiecie jaki to jest rozkaz? „Ja pozwalam wam wejść i zdobywać te tereny, ale musicie być czyści. Jeżeli będziecie czyści, Ja będę przed wami i oni będą przegrywać. Ale jeśli zanieczyścicie się, to już nie będzie Mnie między wami, i wy zaczniecie przegrywać”.

         A więc chrześcijaninie, chrześcijanko, jeśli chcesz iść do ziemi obiecanej, chcesz iść do wieczności z Bogiem, to musisz pamiętać, że twój grzech spowoduje, że osłabniesz i będziesz przegrywać w duchowej bitwie. Ale gdy będziesz czystym, czystą, to wtedy Bóg będzie twoim zwycięstwem i będziesz kroczyć śmiało po tych terenach tego ziemskiego życia i będziesz zwycięzcą w każdej sprawie. Bo Bóg będzie z tobą, to któż przeciwko tobie? A więc człowieku Boży, twoja i moja sprawa zależy od tego czy Bóg będzie z nami, czy nie.

         Izraelici wkraczali na te tereny i tam było pełno złota, pełno srebra, szlachetnych kamieni, wyrobów ludzkiej ręki, kolorowanki, różne rzeczy. Bóg mówi: „Nie przylgnie twoje serce do tego, nie przyniesiesz sobie do domu jakiejś podobizny czegoś, dlatego, że jest złocona – „o, jak ładnie”. Tam jest ukryta ciemność. Nie wniesiesz tego do swego domu, żebym nie przeklął przez to twego domu. A więc będziesz pilnować siebie i swego domu przed tymi rzeczami, które spowodowały, że te narody muszą zginąć. One nie chciały upamiętać się. Bóg dał im czas, mówiąc: „Daję im czas na upamiętanie”. Oni nie chcieli upamiętać się, minął czas, a więc Bóg posyła Izraela, żeby wymierzył sprawiedliwość, a zarazem zajął tą ziemię.

         My jesteśmy Kościołem żywego Boga, Kościołem Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Co doznajesz jako cząstka tego Kościoła? Czy doznajesz tej powagi sytuacji w jakiej jesteś? Czy doznajesz tego wywołania od ciemności do światłości? Czy doznajesz, że twoja sprawa została postawiona przed Bogiem, i że teraz odpowiadasz za swoje życie? Czy ono jest coraz bardziej święte? Nie możesz już marnować ani jednego dnia od chwili kiedy uświadomiłeś, uświadomiłaś sobie, że Bóg jest święty. Rozumiesz? Bo gdy nie rozumiesz, to nie ma to dla ciebie znaczenia, że Bóg jest święty, i tak marnujesz swoje dni. Ale kiedy rozumiesz, że Bóg jest święty, a ty masz z tym Bogiem być teraz  i na wieczność, to poddajesz się uświęceniu, ponieważ Bóg jest święty. Dlatego Piotr mógł napisać: „Świętymi bądźcie, bo Bóg jest święty”. Teraz my jesteśmy Bożym, wybranym ludem, kapłaństwem świętym, ludem nabytym, aby chodzić w świętości, w czystości Jego Oblicza. A więc nic nie przylgnie do twego serca z tego, co te ludy tam mają.

         I teraz my idziemy poprzez ten świat, nic z tego świata nie ma prawa przylgnąć do naszego serca, nic z tego nie wprowadzisz pożądliwie do swojego domu, żebyś nie zanieczyścił swego domu tym, co jest owocem pożądliwości tego świata. Nie będziesz pożądliwością brudzić swego domu tym co Bóg skazał na zatracenie z powodu grzechu odstępstwa. Cały świat jest pod Bożym gniewem, cały świat jest skazany na gehennę z powodu odstąpienia od Boga i odrzucania Jego Syna. A więc nic nie weźmiesz pożądliwie z tego świata do swego serca, do swojego myślenia, ani do swojego domu. Wielu ludzi modli się w swoich domach bardzo wiele, ale nic Bóg nie będzie z tego słuchał, dopóki nie oczyszczą swoich domów od ducha ciemności. Często ludzie myślą o czymś innym, a bardzo często to jest to, co dopuszczone jest z tego świata grzechu, odstępstwa, buntu diabła wobec Boga. A więc tego będziesz pilnować w swoim domu, abyś to, co w nim masz było wynikiem prawdziwej potrzeby, a nie wynikiem pożądliwości ciała, pożądliwości oczy i pychy życia. Słowo Boże mówi, że napiszesz tą przynależność do Boga na swoich drzwiach, będziesz wpajał to w swoich synów, swoje córki, będziesz ich uczył i ćwiczył w tym co jest Boże. To uświęcenie wierzących rodziców to nie tylko to, że ono jakoś niewidzialnie spływa. Ono spływa w ten sposób, że ty troszczysz się o świętość swoich dzieci. Wiesz co to znaczy święty Bóg, bo znasz świętego Boga i wiesz jaki On jest. Wiesz, że umiłował cię i daje ci możliwość uratowania, ale nie będzie pobłażać twojemu odstępczemu życiu. On nie ma względu na osoby. Widzimy na Izraelu jak ginęli ludzie. Ginęli różnego rodzaju ludzie, ginęli z rodu arcykapłana i ginęli z innych rodów. Bóg nie ma względu na osobę – kto nie chciał się słuchać Go, kto robił wbrew Jemu, ten ginął. Mówi: „Moja świętość okazuje się na Moim ludzie”.

         I w tej wojnie Bóg chce nas uratować. Bóg chce nam pomóc, ale my nie możemy lekceważyć Boga w codzienności, nie możemy zapominać o Nim i myśleć, że On się na to zgodzi. Pilnuj się tego Boga i uświęcaj się, poddawaj się uświęceniu każdego dnia. Każdego dnia musisz być bliżej z Nim. Ty musisz chodzić z Bogiem po tym mieście, po miejscowości gdzie żyjesz. Twój duch musi być poruszony Bogiem. W twoim domu, gdziekolwiek jesteś, twój duch musi być poruszony Bogiem, ponieważ Bóg jest z tobą. Gdy ty jesteś czysty, twój duch jest napełniony Jego Duchem i masz społeczność z Bogiem gdziekolwiek jesteś. Wtedy twoje oczy nie są narażone na to, żeby łaknąć rzeczy tego świata. Jesteś spokojny, uspokojony, uspokojona. Twój wewnętrzny człowiek jest czysty, nie pożądasz tego, co ma ten świat, jesteś wolnym człowiekiem pośród tego świata, masz społeczność z Bogiem. Bóg chce, żebyśmy tak chodzili. Po to jest ta cała ziemia. Nasze doświadczenia są tu na tej ziemi. Codzienność stawia przed nami doświadczenia; jakże ważne są nasze wybory i decyzje.