Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 4

Nasz Król, nasz Władca w Ewangelii Jana w 14 rozdziale ogłasza wszystkim swoim poddanym, idącym w pielgrzymce ku wiecznemu, wspaniałemu miejscu przebywania naszego Boga:

         Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.” Ew. Jana 14,1-3.

         Zobaczcie, jakie potężne ujawnienie tego co On uczyni. Mówi: Nie trwóż się, nie lękaj się, nie daj się skrępować, nie daj się złapać w pułapkę, nie bądź człowiekiem zapobiegliwym po staremu, bądź wolnym człowiekiem, który będzie chodzić według Mojego zamysłu i woli. Każdy dzień został wykupiony, każdy dzień opłacony. Nie drżyj przed tymi całymi diabelskimi zastępami, przed tymi wszystkimi sługami, służebnicami diabła, którzy służą mu, nie wiedząc, że służą złej sprawie, tym wszystkim producentom wystaw, reklam, produktów, napisów, różnych rzeczy, którzy często nawet nie są świadomi, że służą kusicielowi, żeby kusić innych do zadłużania się, aby to kupić. A często są świadomi, bo i te napisy mówią o uświadomieniu sobie, które mówią o diabelskim wpływie na to co tam jest, oznaczają to diabelskimi znakami. Reklamy diabła i lud Boży idący wprost, mający w sercu Chrystusa, wolny od tego by dać się na to nabrać. Przed nami jest wieczność, za nami przemijanie.

Nasze dzieci dziedziczą wraz z nami, dopóki my dziedziczymy z Chrystusem i opiekujemy się nimi w taki sposób, żeby one słyszały o prawdziwym Chrystusie. Widzimy, że cały Izrael wyszedł razem z dziećmi, wszyscy opuścili Egipt. Słowo Boże mówi, że rodzice, którzy należą do Boga uświęcają dzieci swoje. Ta matka nie mówi złych słów, nie złości się nad dzieckiem swoim, nie złorzeczy, miłuje jak miłuje dziecko Boże, śpiewa pieśni, raduje się. Musi wygrać z diabłem, który chciałby, żeby było inaczej. Dlatego musimy toczyć wszędzie dobry bój; czy mąż, który idzie do pracy, czy żona, która zostaje w domu, wszyscy musimy toczyć bój. Nikt z nas idący w kierunku wieczności nie może sobie przestać walczyć. O każdą sekundę, o każdą sprawę musi być wygrana bitwa. Wróg może przychodzić i próbować, a ty musisz wygrać, ponieważ idziesz w kierunku wieczności, masz określony cel, nie jesteś tylko tak sobie chrześcijaninem, chrześcijanką. Wiesz, że Amalek czyha na tych, którzy by się cofnęli, którzy by zrezygnowali, by iść w Duchu Chrystusowym dalej. A ty idź i kiedyś ten wielki, wspaniały tłum, o którym mówi Księga Objawienia, stojąc przed Bożym obliczem, będzie śpiewać pieśń Mojżesza i Baranka. Bądź gotowy na śpiewanie, bracie, siostro, ćwicz swoje serce w Panu, aby ono było gotowe zachowywać Jego Słowa. I te pieśni, które możemy śpiewać, niech coraz bardziej okazują, że jesteśmy coraz bliżej tego wspaniałego spotkania.

         My też idziemy drogą, którą nie do końca znamy, uczymy się jej, poznajemy ją i Duch Święty poucza nas w tym jak mamy iść. Wiecie, kiedy wróg doprowadza ludzi wierzących do stanu, że oni nie mają siły wygrać wojny o miłość, nie mają siły wygrać wojny o łagodność, nie mają siły wygrać wojny o zdrowe, czyste słowa wobec siebie, którzy przegrywają, bo poddają się wrogowi, poddają swoje usta, poddają swoje serca, poddają swoje umysły, przegrywają już, bo nie mają już w sobie tych zwycięskich nastawień; „jestem synem, córką Boga, w darze mam dane zwycięstwo w Jego Synu Jezusie Chrystusie, nie będę przegrany, nie będę przegraną”. Idziesz do przodu, przed tobą jest Pan, idziesz jako zwycięzca. Nie możesz myśleć jak przegrany, bo jeśli człowiek zaczyna myśleć jak przegrany, to czujesz jak krępują cię więzy i chciałbyś nawet, ale, albo masz zamknięte usta i nic dobrego nie powiesz, albo, jeśli już powiesz, to będzie to z czymś złym zmieszane. Uczmy się żyć na wolności. Myślę, że gdybyśmy byli tam na pustyni i Mojżesz by stawał i by mówił do ludu: „Przecież Bóg jest z nami, przecież mamy Jego, pójdziemy, przejdziemy, dojdziemy”. On by im mówił, a oni by patrzyli na niego, na pustynię. Tak samo dzisiaj ogłaszane jest zwycięstwo Chrystusa i na co patrzy człowiek? Na swoje możliwości, i mówi: „Przecież ja wiem, że mi się nie uda.” Co można wziąć z tego ciała? Jezus mówi, że ciało nic nie pomaga, pustynia to tylko doświadczenie. Pustynia nie pomoże ci, ale na pustyni jest doświadczenie, w którym Pan kształtuje, abyś mógł, mogła iść dalej.

Pamiętaj, wbijaj w głowę sobie codziennie, czytając Biblię, wbijaj poprzez to Słowo: mam iść do przodu, mam rozkazy Króla – miłuj Boga z całego serca, z całej myśli, duszy i siły, a bliźniego swego jak siebie samego. Mam rozkazy, mam po co wstać. Ten dzień jest znowu dany mi od Boga, aby żyć każdym Słowem, które z ust Jego pochodzi. Żyj zawsze z przekonaniem, że jesteś pielgrzymem, że jesteś w wędrówce, że to ma sens. Patrz na Żydów jak szli i uważaj, żeby nie robić tego samego. Nie twórz koalicji, nie twórz jakichś obcych zespołów, nie twórz kogoś, kto walczyłby z innymi o coś. Mamy iść razem, miłując się nawzajem, i szanując się nawzajem w Chrystusie Jezusie. Nie mamy żadnej własnej sprawy w tym,  nasze sprawy padły na krzyżu. Jeśli nie padły, to mamy problem, bo nasze sprawy będą walczyć, zmagać się z innymi, udowadniać swoje racje. Ale kiedy człowiek już przegrał, umarł, to ma koniec. Powstają tylko jedne racje, racje podążania ku wieczności. Nie mają znaczenia kilometry, nie ma znaczenia przestrzeń. W naszym sercu zamieszkał Ten, który nas złączył ze sobą, abyśmy się nawzajem miłowali. I to będzie widać nieustannie poprzez święte, zdrowe, czyste relacje między nami, i Bóg będzie przydawał następnych ludzi, którzy będą się uczyć świętości w świętym ludzie, oddzielonym dla Jego chwały.

         List do Efezjan 6, 10 -12 :

         W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich.” 

         Ile tych myśli przychodzi ci do głowy? Przecież to jest wojna, wróg będzie próbował jak nastawiać przeciwko, żeby człowiek chciał iść sam, sama, samowolnie. Kiedy Mojżesz zakończył wędrówkę, to kto się pojawił? Pojawił się Jozue, a potem sędziowie, w końcu przyszedł Chrystus, nasz Król Jezus Chrystus, aby nas poddanych Jemu obdarzyć skarbami. Wróg walczy. Ci wszyscy Amalekici dzisiaj zgromadzili swoje siły, żeby powalić Kościół, tak samo jak chcieli wtedy wybić wszystkich Żydów. Haman, wyglądało, że wygrał, gdy otrzymał możliwości od króla, żeby jednego dnia zaatakować wszędzie wszystkich Żydów, żeby ich wybić. I tak samo dzisiaj ekumenia – łączenie się; oj, nie zwracajmy uwagi na różnice, poszukajmy to co mamy wspólne. I przejmują mnóstwo ludzi, którzy tracą orientację pielgrzymów, i którzy zanurzają się w świat. Diabeł chce zniszczyć Kościół na ziemi, ale Kościół jest niezniszczalny, bo Chrystus jest życiem Kościoła. Dopóki żyje w nas Chrystus, nic nie jest w stanie pokonać nas. Trwajmy więc nieustannie w Chrystusie. I tak jak mówiliśmy, jeśli tobie czy mnie coś nie uda się, mamy oczyszczanie, możemy oczyścić się i iść dalej. Ale nigdy, nigdy nie pozwolić sobie na szukanie swego w Kościele, nigdy, nigdy, bo szukanie swego to już jest Amalek, to już jakieś myśli Amaleka, bo on szuka swego. Nie szuka chwały Chrystusa, szuka własnej chwały.

         A więc toczymy bój. Czy te nadziemskie władze to jest coś co widzimy, czy nie widzimy? Nie widzimy. To są te niewidzialne dla nas duchy, ale doznajemy jak próbują atakować nas, jak próbują podrzucać nam złe myśli, złe pragnienia; a może uda się, a może powiedzie się, albo złe nastawienia, może się uda, może się powiedzie. Dlatego my przez długie używanie nabywamy w tej wędrówce władz poznawczych, aby przyjąć dobro, a odrzucić zło. Chwała Bogu za to, że Bóg chce nas mieć jako pielgrzymów i wychodźców. I można powiedzieć, że po całej ziemi dzisiaj ludzie, którzy opuścili ten świat ciemności w Jezusie Chrystusie, szukają Słowa prawdy, nie cudów i znaków, ale szukają Bożej prawdy, bo wiedzą, że prawda wyswobadza lud z niewoli grzechów. Nie cuda i znaki. Widzicie, oni przeszli przez cuda i znaki. Izrael przeszedł przez morze otwarte, przez wiele cudów, a jednak nie byli wyzwoleni. Prawdziwa wolność jest w prawdzie; poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi; prawdę w Chrystusie o nas, o naszym podążaniu, o kierunku w jakim idziemy. Czy będzie to w jakimś domku kempingowym, czy w jakimś mieszkaniu, czy w szałasie, gdziekolwiek, aby z Panem, aby Jezus był z nami, aby Pan był uwielbiony. Paweł mówi: „Umiem żyć kiedy mam i umiem żyć kiedy nie mam, zawsze żyję dzięki Jezusowi Chrystusowi, nie jestem skrępowany, żeby narzekać kiedy nie mam i pysznić się kiedy mam. Jestem wolny, aby dobrze pożytkować to, aby nigdy to nie było tym, co skrępuje mnie i zabierze mi swobody poruszania się”.

 

A więc, aby walczyć z tymi przeciwnościami, które stają naprzeciw nas. Czytamy:

        

Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą,”  Ef.6,13.14a

         Od prawdy to wszystko zaczyna się; prawdą, Bożą prawdą, prawdą, którą mamy nawzajem mówić sobie, prawdą, którą mamy nieustannie żyć, prawdą, która wyzwoliła nas. Już nie mam niczego ze starego życia, co by mi podobało się i chciałbym przemycić do tego nowego życia. Dziękuję Bogu, że Pan tak mnie wywołał, że bardzo szybko zobaczyłem, że piękno Chrystusa jest tak cenne, że zapomniałem co zostawiam. Koniec; znalazło to w chrzcie, w wodach chrztu, aby iść dalej za Tym, który potrafi prowadzić, aby iść dalej za Tym, który chce nas prowadzić, aby iść za Tym, który dodaje sił, a nie odbiera siły, który posila nas, abyśmy dalej i dalej biegli ku wieczności. Mamy okazję wygrać każdą bitwę, mamy możliwość czynić sobie wspaniałe dobro, mamy możliwość przebaczać i czynić to co jest potrzebne, jeśli tylko ktoś naprawdę tego potrzebuje. Bóg dał nam te możliwości. Człowiek sam w sobie nie ma ich, człowiek sam w sobie jest zły.

         przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże.” Ef.6,14b-17.

         Chwała Bogu. Dziękuję Bogu, że po tych trzydziestu trzech latach mojej wędrówki nadal mam ochotę iść dalej. Sił mi nie ubyło, myślę, że raczej przybyło, żeby iść dalej. Wiem, że ran mam pełno, które w tej drodze zostały mi zadane, ale lekarstwo jest silniejsze, aby iść i oglądać następnych, którzy idą w duchu zwycięstwa, którzy mają ochotę wygrywać, których nie interesują porażki, których interesuje to, aby stać na polu bitewnym i wygrywać. Potrzebujemy, żeby Bóg mógł objawić nam wszystko co zechce, a my przyjmiemy to spokojniutko, jakby obiecywał nam najwspanialsze spanie za chwilę, kiedy jesteśmy zmęczeni; a może to być ścięcie, a może rozerwanie, nie wiem co, ponieważ jesteśmy wolni. To jest coś od Boga, nie mówię, że musisz być rozerwany, nie straszę cię rozerwaniem, czy czymkolwiek innym. Ale chodzi o to, żebyśmy nie bali się, żeby nie było w naszym sercu strachu. Diabeł próbuje straszyć różnymi rzeczami. Coraz częściej mogą pokazywać jakie tortury zadawano wierzącym ludziom w średniowieczu, jakie mają pomysły na torturowanie ludzi. A co nas obchodzi co oni wymyślają, to co ich czeka, to dopiero są wydarzenia. Nasz Bóg jest prawdziwy, pomsta do Niego należy. Aniołowie w niebie ogłaszają: „Oni przelewali krew świętych, Ty im dałeś pić krew do picia, zaprawdę, sprawiedliwe są sądy Twoje, Boże”. Pomsta będzie straszna. Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga rozgniewanego. To nie będzie zabawka, pstryk i nie ma, to będzie poważne wymierzenie sądu. Każda śmierć Jego dziecka ma dla Niego olbrzymie znaczenie. Bóg mówi: „Pomstę zostaw Mnie, Ja odpłacę, a ty idź dalej i czyń dobro wszystkim, o ile od ciebie to zależy, którzy zechcą to przyjąć. Jeśli nie, idź dalej.” Nie musisz na siłę nikomu czynić dobra. Mamy Tego, który wróci, a Imię Jego jest Słowo Boże.

         Nie myśl jak niewolnik, zawsze myśl jak wolny człowiek. Wolno czynić nam dobro. Uczmy się wolności, bo diabeł skrępował wielu ludzi. Dzisiaj ewangelia zbawienia jest tak ciężko dobijająca się do ludzi. Ludzie przyjmują jak niewolnik tyle, ile ja myślę, że mogę, a nie przyjmują jej całej, jak wolny człowiek, który wie, że Bóg podjął się dzieła zbawienia. Niech piękno Chrystusa jaśnieje w tobie i we mnie, niech coraz więcej i więcej będzie widać chwały Tego, który się podjął, aby nas zbawić, aby święty Ojciec codziennie mógł, kiedy tylko zgromadzamy się, przychodzić do nas i cieszyć się tu nami, żeby nasz wspaniały Król mógł być zawsze na każdym naszym zgromadzeniu. Chwała Bogu za to! Przełammy wszystkie barykady wroga, które stoją na drodze, bądźmy tymi, którzy zwyciężają w Jezusie Chrystusie, ogłaszajmy w Duchu Świętym nasze miejsce w niebie, ponieważ to jest nasze miejsce. Nie musisz mówić tego diabłu, sobie ogłaszaj, bo ty sobie musisz nieraz powiedzieć kim ty jesteś, patrząc w lustro Bożego Słowa, wiedząc, że jesteś dzieckiem Bożym. Nie jesteś jakimś skrępowanym niewolnikiem.

Żyjemy pośród tego świata, ale nie jak świat. Mamy inne plany, inne zamysły, inny kierunek, inne bitwy niż ten świat. My nie toczymy wojny o więcej, o więcej, o zadowolenie z tego co kupimy. Toczymy wojnę o to, by iść dalej za Panem, by czynić to co Jemu się podoba, aby uczyć się tego co miłe jest Chrystusowi, aby mieć w sercu i w umyśle działającego Ducha Świętego, który będzie umacniał nas w tym, aby czynić sobie nawzajem dobro. I kiedy tylko widzimy, że Duch Święty pośród nas działa, widzimy piękne rzeczy w Kościele. Ale pamiętaj, im więcej doświadczasz działania Ducha Świętego, tym więcej diabeł będzie cię nienawidzić, postawi ciebie za celownik i będzie strzelał tylko w ciebie, żeby cię zniszczyć, żebyś nie był świętym wzorem dla innych, żebyś był takim łachmaniarzem chrześcijańskim, żebyś stale chodził w jakichś dziwnych ponurościach, żebyś nie był zadowolonym chrześcijaninem, czy chrześcijanka. Będzie strzelał w ciebie wszystkimi strzałami, jakie tylko posiada, żebyś   spuścił swoją głowę, i żebyś wyglądał, że to jest porażka. Ale kiedy tylko chodzimy w Duchu Świętym, nasze serca będą pełne odwagi i śmiałości, będziemy mieli podniesione głowy, będziemy patrzeć wprost, i będziemy wszystkim ogłaszać zwycięstwo, i ludzie będą oglądać nas w zwycięstwie tydzień, miesiąc, rok, następny i następny i powiedzą, że to nie jest zabawa w Kościół, to jest zwycięski marsz Kościoła. Bądź częścią tego marszu w Jezusie Chrystusie i niech Bóg obdarza każdego z nas siłą, mocą, odwagą, miłością Ducha Swego Świętego. Amen.

Reklamy

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 2

 

         W Dziejach Apostolskich, w trzecim rozdziale czytamy takie słowa:

         Wszak Mojżesz powiedział: Proroka, jak ja, spośród braci waszych wzbudzi wam Pan, Bóg; jego słuchać będziecie we wszystkim, cokolwiek do was mówić będzie. I stanie się, że każdy, kto by nie słuchał owego proroka, z ludu wytępiony będzie.” Dz.Ap.3,22.23.

         Zobaczcie jakie ostrzeżenie; tak samo jak oni mieli słuchać się Mojżesza. – Bóg mówił do nich przez Mojżesza, a oni mieli słuchać się i być posłuszni. Widzieli świadectwo, widzieli obłok, widzieli jak przeszli przez Morze Czerwone, a tam jest napisane, że w Mojżesza zostali ochrzczeni. Widzieli tą chwałę towarzyszącą, widzieli, że to nie człowiek, Mojżesz, sam prowadzi, tylko Bóg przez Mojżesza prowadzi ich. Widzieli cuda i znaki, które Mojżesz nie miał możliwości wykonać. To musiał być Bóg. Mojżesz nie mógł sprowadzić manny, nie mógł sprowadzić tych przepiórek, nie mógł otworzyć skały. – Tak samo my nie moglibyśmy skosztować nowego życia bez Jezusa, nie moglibyśmy doznać tego podniesienia i zachwycenia nowymi warunkami, w których znaleźliśmy się, kiedy znaleźliśmy się w Chrystusie Jezusie, tą przestrzenią w Nim, która nie ma zakończenia – bez początku i końca, chwałą, która ogarnia wszystko.

         Dlatego warto poznawać Pana, warto uczyć się Tego, który może zmieniać nas w taki sposób, abyśmy, kiedy dotrzemy do Ojca, mogli być przygotowani na to najwznioślejsze spotkanie.

         „I wszyscy prorocy, począwszy od Samuela, którzy kolejno mówili, zapowiadali te dni. Wy jesteście synami proroków i przymierza, które zawarł Bóg z ojcami waszymi, gdy mówił do Abrahama: A w potomstwie twoim błogosławione będą wszystkie narody ziemi. Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Syna swego, posłał go, aby wam błogosławił (was wysławiał),  odwracając każdego z was od złości waszych.” Dz. Ap.3,24-26.

         A więc mamy Tego, który prowadzi nas, mamy Tego, którego mamy słuchać się. Ludu Pana, nikt z nas nie może chodzić samowolnie. Tak samo jak wyruszyliśmy na Jego rozkaz, tak samo na każde Jego rozkazy mamy podążać dalej, będąc posłusznymi Jemu. To nie jest wędrówka ludu, który nie ma kogoś, kto prowadzi go, gdzie każdy chodzi sobie jak chce, który ma własne pomysły na każdy dzień. Gdy opuściliśmy ten świat grzechu, potrzebujemy kogoś, kto by nas prowadził dalej wzwyż. Ten, który wezwał nas, dał swego Ducha, abyśmy dalej podążali. Nikt z nas nie może chodzić już według własnych przemyśleń. Jeśli tylko pozwolimy sobie na własne sposoby, zaczynamy doznawać, że słabnie nasza świętość, słabnie nasze pragnienie nieba. Wróg atakując, zaczyna osłabiać instynkt, aby iść dalej za Panem Jezusem Chrystusem. Potrzebujemy Jego rozkazów. Słowo Boże mówi, że Jego rozkazy są nam miłe i przyjemne, ponieważ one prowadzą nas dalej wzwyż. Nie są uciążliwe, bo one ratują nas przed bałaganem tego całego świata.

         Potrzebujemy trzeźwości. Bracie i siostro, każdy dzień, w którym ty myślisz sobie, że nie ma rozkazów dla ciebie na dzisiaj jest oszukanym dniem. Jest niemożliwe, żeby Jezus nie miał dla ciebie rozkazów na dzisiaj – rozkazów do służby, rozkazów do czynienia tego co Jemu się podoba, rozkazów do chwały, rozkazów do kapłaństwa, rozkazów do i do, i do każdego jednego działania. Codziennie spływają na nas rozkazy. One są przejawem Jego miłości do nas. Nieustannie codziennym, niezmiennym rozkazem dla całego Kościoła jest rozkaz, abyście się nawzajem miłowali, jak Ja was umiłowałem. Ten rozkaz jest nieodwołalny; ani jednej sekundy Jezus nie odwołał tego rozkazu i nie odwoła. Powiedział: „Po miłości waszej poznają, że Ja tu byłem i po miłości waszej poznają, że jesteście moimi uczniami” A więc chociaż jedna sekunda spędzona bez miłości, to już jest to życie wbrew rozkazom tego prawdziwego Wodza .

         Jak więc Amalek nas ściga i ścigają nas nauki Amaleka. „A, nie potrzeba aż tak, można pożyć sobie trochę swobodniej, można zrobić sobie wczasy od miłości, w lekkomyślności na przykład, w fantazjach religijnych, przecież to nic się nie stanie”. Pamiętajmy, to jest podstawowe, najbardziej nam potrzebne prawo w tej wędrówce, bo jesteśmy w nieustannym boju. A więc miłość Chrystusowa w nas pomoże nam zrobić następny krok i następny krok. I każdy kto dołącza do Kościoła zdaje sobie sprawę, że Kościół idzie w miłości. To jest takie prawo Kościoła, które jest niezmienne. A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Chrystusowa, miłość Boża rozlana jest w sercach naszych. Jeśli tylko zapomnimy o tym przykazaniu i tak jakoś sobie leci to życie chrześcijańskie, to pamiętaj, że Amalek tylko czeka na to. Bądź zdeterminowanym, wygraj, bądź zawsze otwartym, otwartą na Bożą miłość. Taki był Chrystus nasz Pan, nasz Wódz.

         Każdy krok, tak jak przyjęliśmy Chrystusa, tak w Nim chodźmy, każdy krok. Pamiętaj, wróg próbuje działać na nasze umysły, żeby spowodować, że człowiek nie wie co robić w tym chrześcijaństwie. Tak jakby ktoś ci odebrał rozkazy co masz zrobić i przychodzisz, i nie wiesz co masz robić w chrześcijaństwie. To jest bardzo niedobra rzecz. Jak człowiek nawraca się, już od samego początku wie co ma robić, już te rozkazy spływają na człowieka. One sprawiają przyjemność, człowiek doznaje, że te rozkazy zbawiają go. Od samego początku, kiedy jest tylko wezwanie, pierwsze powołanie, doznajesz, że coś dobrego zjawiło się w tobie. Nie coś złego, bo złe było cały czas, ale kiedy Chrystus dotarł do mnie, czy do ciebie po raz pierwszy, zjawiło się coś innego, coś dobrego. I od tego momentu wszystko co zaczęliśmy kosztować z Chrystusa, było dobre.

         Mówiliśmy, że z Amalekiem nie sprzeczamy się, Amaleka pokonujemy. Jest Słowo Boże, które jest wyrocznią, jest to miecz obosieczny. Ono mówi jak ma być. Amalek próbuje zmieniać Słowo, troszeczkę wygładzić je i podać w inny sposób, żeby człowiek zaakceptował, że tak nie musi być jak chce Bóg, że nie trzeba się tak koniecznie słuchać Jezusa Chrystusa, że można zapomnieć o Jego rozkazach i też być chrześcijaninem, chrześcijanką. Można żyć bez rozkazów Chrystusa i samemu sobie dawać rozkazy; ja sobie myślę dzisiaj troszeczkę poczytać, a potem mam wolne od Kościoła, nie muszę budować się, nie muszę myśleć, nie muszę modlić się, nie muszę wstawiać się, nie muszę zastanawiać się nad tym. Gdyby nasze cząstki w ciele przestały tak zastanawiać się, że są jedno i każda zaczęłaby robić coś po swojemu, to co mielibyśmy w naszym ciele? Śmierć. Tak właśnie umierają zbory.  Dlatego Jezus mógł powiedzieć: „Macie imię, że żyjecie, a jesteście martwi, bo straciliście życie; życie to Chrystus. Pamiętajmy, mamy zawsze jeden podstawowy, niezmienny rozkaz: „Miłujcie się nawzajem, jak Ja was umiłowałem.” Wypełniajmy go uczciwie każdego dnia, czyńmy sobie to co On by uczynił nam. Nie myślmy, że raptem musisz usłyszeć ponownie i ponownie, każdego dnia musisz słyszeć: „Miłuj”. To jest niezmienny rozkaz na całą pielgrzymkę. Tak jak On umiłował nas, tak i my mamy się nawzajem miłować. Mamy nieść sobie pomoc, wspierać się nawzajem, uczciwie budować na Boży dom. W czasie tej drogi oczyszczamy się i pozbywamy się wszystkiego co przeszkadzałoby temu. Oczywiście wróg będzie chciał przeszkadzać, będzie próbował wrzucać różne rzeczy, żebyśmy zapomnieli o miłości, a więcej myśleli o tym, co kto komu złego zrobił.

         Oni w czasie tej wędrówki mieli nauczyć się być razem z Bogiem, iść za obłokiem, który podnosił się. Tak samo my za Duchem Świętym. Chwała Bogu! Umiłowani, w Chrystusie jest o wiele więcej, niż wielu ludzi sobie myśli, o wiele więcej. Kto pozna miłość Chrystusową, ten poznał już wszystko, więcej nic nie można poznać. To jest cała pełnia. Jakie to piękne, że możemy żyć, ucząc się Jezusa Chrystusa w miłości, ucząc się mówić dobro, myśleć o dobru, służyć dobru. Jakież to szczęście dla mnie i dla ciebie. I tu jest Jezus. Ale właśnie przez te różne złe, niedobre wydarzenia, jakże często absorbujące, tak jak pisał Paweł: „Aby prawe umysły wasze nie odwróciły się od posłuszeństwa Chrystusowi”, wróg próbuje atakować różnymi rzeczami. W sumie każdy dzień na tym obozie diabeł próbuje pomieszać nam szyki, a Duch Święty prowadzi nas dalej, abyśmy uporządkowywali szyki. Inaczej, wróg wpada, próbuje rozproszyć nas, a Duch Święty znowu przygarnia nas, żebyśmy byli jedno. Uczymy się wygrywać; zło pokonywać dobrem. Jesteśmy na olbrzymim polu bitewnym, gdyż każdy krok jest wywalczony.

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (poranne) Świadectwo podążających za Bogiem część 3

Może jeszcze wrócimy do II Księgi Mojżeszowej, 17 rozdział od 8 wiersza:

 

„I nadciągnęli Amalekici, aby walczyć z Izraelem w Refidim. Wtedy rzekł Mojżesz do Jozuego: Wybierz nam mężów i wyrusz do boju z Amalekitami. Jutro ja z laską Bożą w ręku stanę na szczycie wzgórza. Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici.”

 

A więc jest to bitwa zależna całkowicie od Boga. Tu jest pokazane, że Bóg jest Zwycięzcą,  a my mamy czerpać z Niego siły, by wygrywać. To nie jest bitwa siły mięśni, możliwości ciała. Jest to siła Boga. Od Niego zależy zwycięstwo.

Kto dzisiaj jest Amalekitą? Z kim to mamy walczyć tak, żeby nie przegrać,  ale zwyciężyć. Czy w ogóle jeszcze dzisiaj żyją Amalekici? Tu jest napisane, że: Przyłóż rękę do sztandaru Pana, wojna jest między Panem a Amalekitami z pokolenia w pokolenie.

Gdzie są ci Amalekici?

 

Dzieje Apostolskie, 4 rozdział. Zobaczymy Amalekitów.

 

 

„A gdy oni mówili do ludu, przystąpili do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze.”

 

Mamy Amalekitów. To faryzeusze i saduceusze są Amalekitami. To oni ścigają Boży lud i chcą stale wojny z Bożym ludem. To oni wypuścili swoich, aby głosili obrzezanie w Kościele. To oni fałszywie zwodzili, aby odwieść od Boga, i ta walka z nimi jest nie na zasadzie sporów, a na zasadzie tego, że my należymy do Boga. To są ci, którzy cały czas ścigają wolność Bożego ludu. Którzy cały czas chcą odebrać wolność Kościołowi. Którzy swoimi zwodniczymi naukami chcą wyprowadzić Koścół z prostej drogi Pana na fałszywą. Ten bój trwa do końca. To są ci fałszywi bracia, którzy weszli i głosili fałszywą wiadomość, i Paweł mówi: Przeciwstawiliśmy się i nie daliśmy im szansy, żeby nam ją zabrali.

Amalekici żyją, ale wszyscy zginą. Ci, którym nie zależy na zdrowym Kościele, ci, którzy nie myślą o Panu, aby Go uwielbiać i aby zbór był silny w Panu, aby zmierzał w silny, zdrowy sposób w pielgrzymce do wieczności, stoją po stronie Amalekitów. Ich natura jest Amalekitów. Bo im nie zależy na zdrowym Kościele, ale zależy im na chorym Kościele. Na zagubionym Kościele, żeby z samych siebie uczynić wielkich bohaterów. Taki jest Amalek. On chce być wielki. Chce pokonać Boży lud, żeby siebie uczynić wielkim. Tak samo ci chcieli podbić ich pod siebie, żeby chlubić się z ich ciała. Chlubić się, że pokonali chrześcijan, że chrześcijanie są jak oni. I co ci Amalekici czuli?

 

„Oburzeni, iż nauczają lud i zwiastują zmartwychwstanie w Jezusie.”

 

Byli oburzeni Amalekici i grozili, że jeśli będą głosić dalej Jezusa, to  chrześcijanie będą mieli problem. Co Jezus im powiedział? Czyimi oni są synami? Są synami diabła. To są religijni ludzie, którzy nie oddali życia Jezusowi, ale diabłu. Mają wiedzę biblijną, ale nie mają życia Chrystusa w sobie. Wiecie, ilu ludzi wierzących zostało pokonanych przez Amaleków? Ilu zostało sprowadzonych ze świętej, czystej, zdrowej drogi na drogi kręte? To jest dalej Amalek. Z nim nie wolno mieć układów. Z Amalekiem jest wojna do końca. To oni wybijają tych, którzy zaczynają troszeczkę odstawać od kościoła. Którzy zaczynają się wahać, tych Amalek szybko dopada i mówiąc im religijne rzeczy, odwodzi ich od Chrystusa. Nie namawia ich wcale, żeby tak jak mówiłem, wybijali szyby czy ukradli komuś jakiś samochód. Religijnymi nauczaniami Amalek odwodzi od Chrystusa, aby następnie zabić duchowo.

 

Czytamy w 21 wierszu:

 

„A oni zagrozili im ponownie i zwolnili ich, nie znajdując nic, za co by ich ukarać, a to ze względu na lud; wszyscy bowiem wysławiali Boga za to, co się stało. Bo człowiek, na którym dokonał się ten cud uzdrowienia, miał ponad czterdzieści lat.”

 

I znowuż co robi Kościół? Dokładnie to, co robił Mojżesz. Oni podnoszą swoje ręce do Boga. Cały Kościół. To jest poważna bitwa. Rozumiecie, nie mając zrozumienia wojny, byśmy dzisiaj powiedzieli: o, dobrze, że jesteście wolni  i dalej byśmy sobie się cieszyli po swojemu. Oni wiedzieli, że to jest wojna, i oni muszą natychmiast stanąć przed Bogiem, żeby Amalek nie nabrał sił, i żeby nie uderzył jeszcze mocniej.

 

„A gdy zostali zwolnieni, przyszli do swoich i opowiedzieli wszystko, co do nich mówili arcykapłani i starsi. Ci zaś, gdy to usłyszeli, podnieśli jednomyślnie głos do Boga i rzekli: Panie, Ty, Któryś stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest. Któryś powiedział przez Ducha Świętego ustami ojca naszego Dawida, sługi Twego: Czemu wzburzyły się narody, a ludy myślały o próżnych rzeczach? Powstali królowie ziemscy i książęta zebrali się społem przeciw Panu i przeciw Chrystusowi Jego. Zgromadzili się bowiem istotnie w tym mieście przeciwko świętemu Synowi (albo Słudze) Twemu, Jezusowi, Którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i plemionami izraelskimi. Aby uczynić wszystko, co Twoja ręka i Twój wyrok przedtem ustaliły, żeby tak się stało. A teraz, Panie, spójrz na pogróżki ich i dozwól sługom Twoim, tu jest niewolnikom Twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo Twoje. Gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby działy się znaki i cuda przez Imię Świętego Syna (Sługi) Twego, Jezusa. A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże.”

 

To samo doświadczenie w starym testamencie miał Mordochaj. Nie było zgody z Amalekiem. Nie skłonił kolana, nie pozwolił na to, żeby wejść w rozejm z Amalekitami. Tak samo i my – nie ma rozejmu. Nie ma rozejmu z fałszywymi nauczaniami. Nie ma rozejmu z fałszywymi opowieściami. Kościół ma życie Chrystusa w sobie. A życie Chrystusa to jest święte życie. To nie jest podrobienie życia. Amalek ma podrobienie.

Tak samo, jak pamiętamy o wojnie, o której czytamy w liście do Galacjan. Opisana wojna i zwróćcie uwagę, kto tam znowu jest.

Czytamy w 4 rozdziale, od 28 wiersza:

 

„Wy zaś bracia, podobnie jak Izaak, dziećmi obietnicy jesteście. Lecz jak ongiś ten, który się według ciała narodził, prześladował urodzonego według Ducha, tak i teraz. Lecz co mówi Pismo? Wypędź niewolnicę i syna jej; nie będzie bowiem dziedziczył syn niewolnicy z synem wolnej. Przeto, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, lecz wolnej!”

 

„Lecz jak ongiś ten, który się według ciała narodził prześladował urodzonego według Ducha, tak jest i teraz.” Stąd mówią, że nie trzeba aż tak się uświęcać, można żyć w ten czy inny sposób. Można pokierować w takim czy innym kierunku, i też będzie dobrze. Amalek zawsze szedł za Bożym ludem. Tak samo i ci szli za Bożym ludem. Tam, gdzie Paweł poszedł, tam poszedł i Amalek, żeby zniszczyć to, co zbudował Pan. Amalek nie ma w tym udziału, a więc nie ma też ochoty, żeby to się powiodło. Myśli tylko, żeby zniszczyć. Jeśli chcesz iść w pielgrzymce, pamiętaj, zawsze niech będzie to Chrystus i jedność w Chrystusie. Jeden cel, jeden plan, jedno wykonanie. Nie idź na łatwiznę i nie zgadzaj się z innym nauczaniem, jak tylko z tym, które będzie nieustannie powodować, że będziesz zaangażowanym, zaangażowaną w to, aby Kościół żył i obfitował w Chrystusie. Jeden Chrystus. Wspaniały, Który stanął jako pierwszy i powiedział: „Wyprzyj się siebie, weź swój krzyż i pójdź za Mną, i naśladuj Mnie”. Pamiętajmy, jesteśmy w wielkim marszu, a celem jest dom Ojca. Jako umiłowane Jego dzieci w sercu mamy Jego miłość, Jego łagodność, Jego zdecydowanie. Chrystusowe zdecydowanie, Chrystusową prawość, Chrystusową prawdomówność. Dzieci Boże nigdy nie koloryzują, nigdy nie przejaskrawiają, nigdy nie próbują oszukać opowieściami. Cenią sobie prawdę, gdyż wiedzą, że tylko prawda daje wolność. Dlatego dobrze jest ratować się i nigdy nie zejść ze świętej pozycji. Wiecie, tam jest napisane – oni są jak te obłoki bez wody, które wnikają między was i zwodzą was, mówiąc, że są wolni, kiedy tak naprawdę nie są wolni, ponieważ nie mogą podążać za Panem Jezusem w ten sposób, jak Duch Święty prowadzi. Muszą żyć w swoim złym stanowisku. To są ci, którzy nawrócili się, a potem odwrócili i stali jak świnie, które wróciły do swoich starych działań, swoich starych sposobów życia. Lepiej byłoby się nie nawrócić dla nich, niż nawróciwszy się odwrócić od należenia do Chrystusa. To, o czym mówiliśmy też wczoraj, że wszystko musiało wyjść, żeby po nic nie trzeba było już wracać. Wszystko co mamy, to mamy tam, w Panu Jezusie, Chrystusie. To jest nasze jedyne prawdziwe bogactwo, które nikt nam nie ukradnie, dopóki my należymy do Niego. Idźmy więc zdecydowanie, stawiajmy pewnie kroki. Pamiętajmy, że jest to wojna po wszystek czas. Aż do spotkania z Panem będziemy mieli wojnę. Ani jednego dnia bez wojny. Włączasz internet, a tam już czekają Amalekici z wieściami. Najlepsze przetłumaczenie Biblii, teraz znamy już wyjaśnienie, następne objawienia, które nie są prawdziwe. Dlatego ludzie tak lekko sobie to wstawiają, bo nie są świadomi odpowiedzialności za zwiedzionego chociaż jednego człowieka. Bo kto by jednego z tych najmniejszych zwiódł, zgorszył, to lepiej żeby sobie kamień młyński uwiązał i rzucił się w morze. Jest to sprawa bardzo ważna. Z jednej strony wspaniała, bo lud Boży idzie i wzrasta, rozwija się. Ćwiczy się w bitwach i coraz bardziej jest mężny, okrzepły pośród tych bitew. Nabiera coraz więcej zrozumienia, co tu się dzieje, jak bardzo trzeba być trzeźwym, czy trzeźwą, żeby nie wpaść w pułapkę. W każdym bądź razie myślmy o tym. Pamiętajmy, że to jest nasza prosta droga. Sprawiedliwi nią chodzą. Przebaczajmy sobie nawzajem, pomagajmy. To jest oznaka Kościoła. Czystość jest oznaką Kościoła. Kościół chce być czysty, bo Oblubieniec jest czysty. Dlatego czystość i pragnienie czystości jest oznaką Kościoła. Starajmy się o to, ratujmy się w Panu, aby się nie zagubić.

 

Przeczytam jeszcze na zakończenie jedno miejsce z 10 rozdziału listu do Hebrajczyków, od 25 wiersza:

 

„Nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.”

 

To dzień spotkania z Panem.

 

„Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy. Lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników. Kto łamie zakon Mojżesza, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków. O ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski! Znamy przecież Tego, Który powiedział: Pomsta do Mnie należy, Ja odpłacę; oraz: Pan sądzić będzie lud swój. Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego.”

 

Będziemy chcieli sobie chwileczkę tylko powiedzieć co to znaczy: „jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy”. Jeśli doświadczyliśmy poznania prawdy, że zostaliśmy wywołani z tego świata, aby iść w kierunku Ojczyzny w niebie, to jeśli rozmyślnie zejdziemy z tej drogi, jeśli rozmyślnie opuścimy tą drogę wędrówki, to o tym wtedy mówi Słowo Boże. Jeśli opuścimy wspólne zgromadzenie, jeśli zejdziemy sobie z drogi prawdy i będziemy sobie żyli dla samych siebie. Bóg nie ma upodobania w tych, którzy się cofają i giną. Lud Boży ma iść zawsze do przodu. Kościół nigdy się nie cofa, a więc każda cząstka Kościoła nie ma prawa się cofać. Jest to odpowiedzialność, gdyż każdego dnia Bóg dał nam następny dzień przybliżający nas do spotkania z Nim, aby On był wykorzystany, abyśmy uczyli się przed spotkaniem, jak mamy być gotowi, aby być z Nim na wieczność. Pamiętajmy, nie opuszczajmy tego zgromadzenia w Chrystusie, bo w Nim wydajemy owoc. A jeśli ktoś nie wydaje już tego owocu, kto nie trwa w Panu – tak mówi Słowo Boże, ten zostaje odcięty i wyrzucany precz na spalenie. Dopóki trwamy, nawet jeśli coś nam się nie udaje, ale trwamy w jedności Chrystusowej, razem troszcząc się o to, żeby Kościół rósł, wzrastał w sile, aby Kościół był zwycięski – Pan jest z nami. Ale jeśli nie zależy nam na tym, nie obchodzi nas to. Opuszczamy sobie to, wtedy opuszczamy to, po co przyszedł Chrystus, aby zgromadzić nas w jedno i abyśmy byli przygotowani na spotkanie z Ojcem. Dobrze jest pamiętać o tym i pilnować się tego. To nie jest połączenie z religią, to nie jest połączenie z jakimś wyznaniem. Wyznania i religie można opuszczać. Czytaliśmy: „opuść Babilon, ludu mój”, ale nie wolno nam opuszczać Chrystusa. Chrystus nigdy nie będzie rozdwojony. Chrystus jest jeden, dlatego niech Bóg będzie z Tobą i ze mną, abyśmy w tej wędrówce, w tej pielgrzymce pamiętali, że nawet gdyby się źle działo, byłyby doświadczenia, gdyby wróg atakował, pamiętaj – trzymaj się w Chrystusie jedności. Diabeł zawsze ludziom mówi: odejdź. Każdy to słyszał. „Odejdź, poradzisz sobie sam, poradzisz sobie sama, odejdź”. Pamiętaj, wtedy przeciwstaw mu się, bo to jest głos Amalekity, odejdź. Odejdziesz, zaczniesz grzeszyć. I nie chodzi mi o religię, chodzi mi o jedność w ciele, o jedność z tymi, którzy idą, oczyszczając się, uświęcając się, poddając się Bogu.

Niech Pan będzie uwielbiony za to, że po to właśnie przyszedł i to jest ten cel, który Ojciec Mu wyznaczył, abyśmy i my jedno byli, tak jak On z Ojcem jest jedno. Pamiętaj, cofanie się od tej jedności jest wchodzeniem w grzech, o którym Bóg mówi, że wtedy On wywrze pomstę za ten grzech. Amen.

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (poranne) Świadectwo podążających za Bogiem część 2

 

W 16 rozdziale II Księgi Mojżeszowej czytamy:

 

„Potem oni wyruszyli z Elim i piętnastego dnia drugiego roku, po wyjściu ich z ziemi egipskiej, przybył cały zbór synów izraelskich na pustynię Sin, która leży między Elim a Synajem. Cały zbór synów izraelskich szemrał na pustyni przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi. I rzekli do nich synowie izraelscy: Obyśmy byli pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdyśmy siadali przy garnku mięsa i mogli się najeść chleba do syta! Bo wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby całe to zgromadzenie zamorzyć głodem. Na to rzekł Pan do Mojżesza: Oto Ja spuszczę wam jako deszcz chleb z nieba! I wyjdzie lud, i będzie codziennie zbierał, ile mu potrzeba, abym go doświadczył, czy chce postępować według prawa Mojego, czy też nie.”

 

Umiłowani bracia i siostry, nic się nie zmieniło. Bóg też nas doświadcza, czy będziemy chcieli postępować za Nim z miłością, z wdzięcznym i  zadowolonym sercem. Czy będziemy stale narzekać: dlaczego to, dlaczego tamto, dlaczego nie tak, a dlaczego w ten sposób? Wiecie, co stało się ze szemraczami. Szemrania w niebie nie będzie. A więc gdzie kończą szemracze? Tam, gdzie nie ma połączenia z niebem. Pan Jezus powiedział, że ci, którzy są w gehennie nie mają połączenia z tymi, którzy są w niebie. Odległość między nimi jest nie do przekroczenia, ani z nieba tam, ani stamtąd do nieba przejść nie można. Więc nie będzie słychać szemraczy. Ale ważne, żeby w niebie nie zabrakło ciebie i mnie, żebyśmy mogli tam się spotkać i chwalić Boga. Nauczymy się tego tu na ziemi, pośród wielu doświadczeń chwalić Boga. A więc rozpoznajesz brata i siostrę, patrzysz, i chcesz widzieć, jak oni chwalą Boga w doświadczeniach. Wszystkie doświadczenia, jakiekolwiek na nas przychodzą, nie są dziełem przypadku. Są dziełem doświadczenia, byśmy umieli je pokonywać. Abyśmy umieli robić następne kroki należąc do Boga. Musimy mężnieć w Panu. To jest ćwiczenie, które naszego ducha czyni silnym w Panu, które pozwala duchowo podążać za Bogiem. A więc dostali mannę, którą zbierali. Bóg ich uczył sześć dni zbierać. Szóstego dnia podwójną porcję, ponieważ w sobotę odpoczywali. I co ciekawe, kiedy zebrali pierwszego dnia i chcieli zachować z tego na drugi dzień, to weszły w tą mannę robaki. Ale jak zbierali w piątek na sobotę, to już robaki nie wchodziły. A więc znowu widzieli cud za cudem. I znowu się cieszyli, mając już teraz chleb, który mogli jeść codziennie. Wychodzili, zbierali, jedli. A co później mówili? Ciągle ta manna i manna. Mięso też wtedy dostali. Szemrali, to im dał, aż mieli za dużo. Na pustyni się działo to wszystko. Kto z nas śmie narzekać na Jezusa? Na Chleb z nieba? Na pokarm, który darzy życiem? Komu już Jezus nie smakuje? I potrzebuje chleba tego świata, by się nasycać i być zadowolonym czy zadowoloną. Ten człowiek jest w wielkim niebezpieczeństwie, gdyż kto wzgardził manną, miał kłopoty. A kto wzgardzi Synem?

Jezus mówi: Mojżesz dał wam mannę, ale Bóg daje wam chleb z nieba. Ja jestem tym Chlebem z nieba, i kto by jadł ten Chleb, żyć będzie na wieki. Ale kto by nie jadł Go, zginie.

Oni dostali mannę, a my dostaliśmy Chrystusa na pokarm. Karmmy się Nim codziennie. W Nim jest wszystko, co potrzebne, byśmy mogli iść dalej, dalej i dalej. Jezus nigdy nie szemrał. A jak wyglądała Jego droga na ziemi? Wśród wielu doświadczeń, wielu prób oszukania Go, wśród płaczu, wołania – nigdy nie narzekał. Ojciec tego chce, żebyśmy byli wszyscy jak Jezus. On chciał Izraelitów wychować, że On jest ich Ojcem i chce ich jak synów prowadzić, żeby byli mężni. My też nie chcemy mieć w domu synów czy córki, takich rozlazłych, zmiękczonych, wypieszczonych przez rodziców, mających dwie lewe ręce, dwie lewe nogi, ani nie umiejących chodzić dobrze ani pracować dobrze. Chcemy, żeby byli prawdziwi. Tym bardziej Bóg chce mieć rzetelnych synów i córki, którzy będą umieli pracować w winnicy Jego. Będą umieli czynić dobro i czynić je wytrwale. Którzy nie będą już szukać swego, ale tego, co Pańskie.

 

A więc dostali mannę i dostali mięso. W 17 rozdziale czytamy od 1 wiersza:

 

„I wyruszył cały zbór synów izraelskich na rozkaz Pana z pustyni Sin i szli od postoju do postoju. I rozłożyli się obozem w Refidim, gdzie lud nie miał wody do picia. I spierał się lud z Mojżeszem, mówiąc: Dajcie nam wody do picia! Mojżesz im odpowiedział: Dlaczego spieracie się ze mną? Dlaczego kusicie Pana? Ale lud miał tam pragnienie i szemrał przeciw Mojżeszowi, mówiąc czy dlatego wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby przyprawić nas i dzieci nasze, i dobytek nasz o śmierć z pragnienia?”

 

I wiecie, to jest taka stara śpiewka szemraczy. „Czy po to wyszliśmy, żeby ginąć, czy po to, żeby zgubić się po drodze?” Tyle już ludzi wierzących słyszałem. „Nie mógłby Bóg inaczej to zrobić? Teraz mam tyle trudności w życiu, odejdę, cofnę się dlatego, że Bóg obciążył mi życie.”

Nie będzie dziękować tylko będzie narzekać, że za dużo tego, za dużo tamtego czy czegoś jeszcze. Cały czas zrzucanie winy na Boga. Pokolenie za pokoleniem mija i nawet chrześcijanie to samo robią. „Gdyby było łatwiej, to by było mi przyjemniej, a tak to zawsze trudności i trudności.” A skoro sprawiedliwy z trudnością wejdzie to gdzie bezbożny bez trudności wejdzie? Cieszysz się, że masz trudności? Oczywiście, kto by się cieszył. Ale Jakub pisze: Radujcie się jak macie próby, bo za nimi jest kosztowność poznawania Boga, wzrost, rozwój i stabilność. Jakby ci tylko jedzonko cały czas przynosili to byś się zrobił takim dziwakiem, a tak musisz iść zarobić, przynieść, wypracować i już inaczej.

 

„I wołał Mojżesz do Pana, mówiąc: Co mam począć z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie. I rzekł Pan do Mojżesza: Przejdź się przed ludem i weź z sobą kilku ze starszych Izraela. Weź także do ręki laskę swoją, którą uderzyłeś Nil, i idź! Oto Ja stanę przed tobą na skale, tam, na Horebie, a ty uderzysz w skałę i wytryśnie z niej woda, i lud będzie pił. Mojżesz uczynił tak na oczach starszych Izraela. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ synowie izraelscy spierali się tam i kusili Pana, mówiąc: Czy jest Pan pośród nas czy nie?”

 

Widzimy, że Bóg dał im wodę ze skały. Dlaczego ze skały? Przecież mógł uruchomić źródło. Bo Skałą, która im towarzyszyła był Chrystus. Pili z tej samej Skały. I kiedy Pana naszego, Jezusa Chrystusa widzimy w czasie święta, kiedy On wołał: Pójdźcie do mnie wszyscy spragnieni.

 

Otwórzmy ewangelię Jana 7 rozdział, od 37 wiersza:

 

„A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w Niego uwierzyli.; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony.”

 

„Kto pragnie niech przyjdzie do Mnie i pije.” Pijmy z tej Skały nieustannie. Niech nasze pragnienia wszystkiego będą zaspokojone Chrystusem! Bo kto się napije tej wody, już nigdy pragnąć nie będzie czegokolwiek innego, mając już napełnienie Chrystusem.

„Pragnę jeszcze to, pragnę jeszcze tamto.” Człowiek jest szczęśliwy, gdy   jest już napełniony i spełnione jest pragnienie, bo Chrystus wypełnił już wszystko. Cokolwiek stanie się po drodze, człowiek przechodzi przez to i idzie dalej. Potrzebni są pielgrzymi, którzy wiedzą, po co idą, gdzie idą i  jaki cel mają osiągnąć. Co było celem Izraela? Z jakim celem byli oni wyprowadzeni z Egiptu? Wejściem do ziemi obiecanej. A jaki jest nasz cel, chrześcijan, kiedy zostaliśmy wyprowadzeni ze świata ciemności? Ojczyzna w niebie – to jest nasz cel. Spotkać się z Ojcem i tam pozostać. A więc jak oni szli i mieli doświadczenia po to, aby mogli być gotowymi, by nabrali odwagi, by wejść do ziemi obiecanej w taki sposób, jak chce Bóg. My tak samo jesteśmy kształtowani, aby być gotowymi na spotkanie z Panem. Możemy zauważyć, że chociaż celem ich była ziemia obiecana, to byli pośród tego ludu tacy, którzy widzieli więcej, niż ziemię obiecaną. I którzy wiedzieli, że to nie o ziemię obiecaną chodzi, ale chodzi o coś więcej. O nich czytamy w liście do Hebrajczyków, kiedy apostoł Paweł opisuje to, i mówi o tych ludziach, którzy przejrzeli duchowo na oczy i zobaczyli więcej. Tamci nawet idąc do ziemi obiecanej, gdzie obiecywano im mleko i miód, krainę opływającą w dobrobyt, mieli problemy.

A tu czytamy o tych, którzy patrzyli dalej. 11 rozdział od 13 wiersza:

 

„Wszyscy oni poumierali w wierze, nie otrzymawszy tego, co głosiły obietnice, lecz ujrzeli i powitali je z dala; wyznali też, że są gośćmi, pielgrzymami na ziemi. Bo ci, którzy tak mówią, okazują, że ojczyzny szukają. I gdyby mieli na myśli tę, z której wyszli, byliby mieli sposobność, aby do niej powrócić. Lecz oni zdążają do lepszej, to jest do niebieskiej. Dlatego Bóg nie wstydzi się być nazywany ich Bogiem, gdyż przygotował dla nich miasto. Przez wiarę Abraham przyniósł na ofiarę Izaaka, gdy był wystawiony na próbę, i ofiarował jednorodzonego, on, który otrzymał obietnicę. Do którego powiedziano: Od Izaaka nazwane będzie potomstwo twoje. Sądził, że Bóg ma moc wskrzeszać nawet umarłych; toteż jakby z umarłych, mówiąc obrazowo, otrzymał go z powrotem. Przez wiarę Izaak udzielił Jakubowi i Ezawowi błogosławieństwa, zapewniającego przyszłość. Przez wiarę pobłogosławił umierający Jakub każdego z synów Józefa i skłonił się nabożnie, wsparty o wierzch swojej laski. Przez wiarę wspomniał umierający Józef o wyjściu Izraelitów i dał polecenie dotyczące swoich kości. Przez wiarę był Mojżesz po narodzeniu ukrywany…”

 

I tak dalej, i tak dalej. Bo oni widzieli ojczyznę w niebie, dlatego opuścili ziemską. Widzieli więcej, pragnęli więcej. Nie tylko dostać coś z ziemskości, coś z tych dóbr tego świata, ale chcieli dostać to, co niebiańskie, co wieczne, co nie ma końca. Byli spragnieni tego, a więc idąc w kierunku, nawet jak szedł Mojżesz w kierunku ziemi obiecanej, on trwał w skromności, należąc do Boga. On nie myślał, nie zachłystywał się tym, chociaż pragnął zobaczyć tą ziemię. Szedł za Tym, Który jest niewidzialny, jakoby Go widział. Oni wszyscy dostali tą samą nadzieję – niebiańskiej, wiecznej radości z Bogiem.

To, co dzisiaj robimy ma cel, ma sens, jeśli robimy to uświęcając się, oczyszczając się w tej wędrówce. Nasze spotkania mają sens i nie są to stracone chwile, bo uczymy się zrobić następny krok za Panem w sposób godny i prawidłowy. Jako trzeźwi ludzie, aby się móc modlić, aby pozostawać wiernymi Bogu. A więc widzieli i patrzyli w tym niebiańskim kierunku. 

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (poranne) Świadectwo podążających za Bogiem część 1

Będziemy z łaski Pana dzisiaj też mogli poruszać się w pielgrzymce, w wędrówce za Panem. Wiecie, że Izrael, kiedy wychodził z Egiptu był pod ogromnym wrażeniem Boga. Cuda, morze otwarte, wspaniałości, chwała. Ale też towarzyszyła im codzienność, to znaczy głód, ból i trud. Oglądali swoje żony narzekające w namiotach: „znowu nie mamy co do garnka włożyć”, „Co będzie z naszymi dziećmi? Czym je nakarmimy?”. To mężowie ruszyli do walki. „Mięsa nie mamy”. A więc towarzyszyły im codzienne doświadczenia. Z jednej strony wspaniałości i chwała, a z drugiej codzienność. Jak Pan Jezus uczył nas, aby te dwie wartości połączyć w sposób zdrowy dla każdego z nas?

 

„Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie nam przydane”.

 

Jeśli będziemy patrzeć na codzienność, odwracając oczy od chwały to codzienność zniszczy w nas radość zbawienia. Ale jeśli będziemy patrzeć na chwałę ze świadomością, że o codzienność troszczy się Bóg, to będziemy Mu nieustannie dziękować za to, że On jest naszym Bogiem. Więc nie oglądajmy się do tyłu, kiedy idziemy do przodu – łatwo się wtedy o coś potknąć, i później mieć kłopot oraz doświadczenie w swoim życiu. Mamy obecnie taką oazę, nie musimy do pracy iść, możemy sobie tutaj być razem, jedzonko przygotowane. Jak szedłem to nawet pachniało smażonymi kotletami po obozie, także zapach mówi, co będzie. A więc coś tam się już szykuje, my sobie siedzimy, słuchamy, analizujemy, myślimy co z czym połączyć, lub myślimy może o czymś innym – o codzienności życia i uwaga nasza jest odwrócona gdzie indziej. My też jesteśmy w pielgrzymce, w wędrówce. Mamy wspaniałe powołanie. Każdy, każda, ma wspaniałe powołanie. Wspaniałe świadectwo wzbudzenia, uświadomienia, otworzenia tego, co było dla nas zasłonięte. Wspaniałe pierwsze dotknięcie od Boga i wzniosłe zadowolenie, że Bóg jest naprawdę. Ludzie, którzy nas otaczali mogli zobaczyć, że coś się zmieniło w tym człowieku. Ten człowiek stał się innym. Wiara w Boga uczyniła z nas ludzi innego rodzaju. Chociaż byliśmy jeszcze w grzechach swoich, kiedy uwierzyliśmy po raz pierwszy i kiedy serce nasze było poruszone, to pośród tych grzechów już mieliśmy w sercu, aby mówić o naszym Zbawicielu, chociaż Go jeszcze prawie wcale nie znaliśmy.

 

Psalm 114  

 

„Gdy Izrael wychodził z Egiptu.

Dom Jakuba z pośród ludu obcego języka.

Stał się Juda jego świętością,

Izrael jego królestwem.

Morze widziało to i uciekło,

Jordan płynął wstecz.”

 

Zobaczcie, co się dzieje. Boży lud zaczyna iść za Bogiem. I o czym tu słyszymy? Zaczynają się dziać cuda, zaczynają się działania Boże. Ten lud widzi Boga w działaniu. Och, jak pięknie się wtedy idzie. Morze ucieka, Jordan się cofa.

 

„Góry podskakiwały jak barany.

Pagórki jak jagnięta.

Cóż ci jest morze, że uciekasz,

a ty Jordanie, że płyniesz wstecz?

Czemu góry skaczecie jak barany,

a wy pagórki jak jagnięta?

Zadrżyj ziemio przed Obliczem Pana,

przed Obliczem Boga Jakuba!

On zmienia skałę w jezioro,

krzemień w źródła wód.”

 

Boże dzieci, gdzie jest Bóg? W niebie czy też tu? Bóg jest wszędzie Bogiem. On ogarnia Sobą wszystko. Jest niewidzialny, ale On dokonuje wspaniałości. Kiedy wychodzimy jesteśmy jak młode jelonki podskakujące. Co prawda ludzie dziwią się: „jeszcze nigdy się tak nie cieszyłeś, a chyba nie było ci aż tak źle na tej ziemi”. Otóż powołanie Boże jest wspaniałe, piękne, godne najwyższej chwały. I ten lud jest pod olbrzymim wrażeniem.

 

Otwórzmy 2 Ks. Mojżeszową, 14 rozdział od 21 wiersza:

 

„A Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, Pan zaś sprowadził gwałtowny wiatr wschodni wiejący przez całą noc i cofnął morze, i zamienił w suchy ląd. Wody się rozstąpiły.”

 

Pewno był to gwałtowniejszy wiatr niż dzisiaj u nas wieje, i morze się rozdzieliło. I nasze morze musiało się przed nami rozdzielić.

 

„A synowie izraelscy szli środkiem morza po suchym gruncie, wody zaś były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie. Egipcjanie ścigali ich i weszli za nimi w środek morza – wszystkie konie faraona, jego rydwany i jego jeźdźcy. A nad ranem spojrzał Pan na wojsko Egipcjan ze słupa ognia i obłoku, i wzniecił popłoch w wojsku egipskim. I sprawił, że odpadły koła jego rydwanów, także że z trudnością mogli posuwać się naprzód. Wtedy rzekli Egipcjanie: Uciekajmy przed Izraelem, gdyż Pan walczy za nich z Egipcjanami. Pan zaś rzekł do Mojżesza: Wyciągnij rękę nad morze, aby się wody wróciły i zalały Egipcjan, ich rydwany i ich jeźdźców. Mojżesz wyciągnął rękę nad morze i wróciło morze nad ranem na swoje miejsce podczas gdy Egipcjanie uciekali w jego stronę. Tak wtrącił Pan Egipcjan w sam środek morza. Powracające wody okryły wozy i jeźdźców całego wojska faraona, które weszło za nimi w morze. Nie ostał się z nich ani jeden. Synowie izraelscy zaś przeszli po suchym gruncie środkiem morza, a wody były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie. Tak wybawił Pan w tym dniu Izraela z ręki Egipcjan; i widział Izrael Egipcjan martwych na brzegu morza. Izrael ujrzał wielką moc, jaką okazał Pan na Egipcjanach, a lud bał się Pana i uwierzyli w Pana i w sługę Jego Mojżesza.”

 

To jest jedno z nielicznych tłumaczeń. Większość tłumaczy: uwierzyli Panu i słudze Jego, Mojżeszowi. Chociaż Cylkow tłumaczy dokładnie tak samo, a podobno Cylkow najlepiej przetłumaczył Stary Testament, i może faktycznie tak jest.

 

Oto przeszli przez Morze Czerwone. Zadowoleni, szczęśliwi idą dalej. Mówią: Nasz Bóg to Bóg! Morze ustąpiło, chwała Bogu! Jaki wspaniały jest nasz Bóg!

I tak idą. Idą tacy zadowoleni, że podążają za takim wspaniałym Bogiem, spodziewając się następnych wspaniałości w swoim życiu.

 

15 rozdział, od 22 wiersza.

 

„Potem powiódł Mojżesz Izraela od Morza Czerwonego i wyszli na pustynię Szur. Wędrowali trzy dni po pustyni, a nie znaleźli wody.”

 

Już nie było tak przyjemnie. Ile znacie w swoich doświadczeniach dni, gdzie po wspaniałości zaraz za parę dni było już inaczej. Patrzysz, chodzi ten brat: taki zadowolony, a za chwilę chodzi ze zwieszoną głową, albo siostra. Co się stało? Bóg się zmienił? Nie, Bóg jest przecież ten sam. Co się zmieniło? Bóg daje następne doświadczenie. On uznał, że teraz nie będzie otwartego morza ale będzie gorzka woda. I jak się zachowasz wtedy, jak to co napotykasz, już ci nie pasuje?

Chwała Bogu, wrogowie poginęli, my Boży lud idziemy zadowoleni i uśmiechnięci, spodziewając się następnych wspaniałości a tu gorzka woda. I to po trzech dniach po pustyni. To dopiero, co? Kto by podziękował za tą gorzką wodę Bogu? „Za wszystko dziękujcie”. Kto by podziękował? Ten, który wierzy w Boga.

 

„I przybyli do miejscowości Mara, i nie mogli tam pić wody, bo była gorzka; dlatego nazwano tę miejscowość Mara. Wtedy lud szemrał przeciwko Mojżeszowi, mówiąc: Co będziemy pić? Mojżesz wołał do Pana, a Pan wskazał mu drzewo; i wrzucił je do wody, a woda stała się słodka. Tam ustanowił dlań przepisy i prawo i tam go doświadczył.”

 

Widzicie, Bóg doświadczył. Tylko dasz to, co im nie pasuje, to co będą robić? Szemrać. Jeśli tylko dostaną coś, co nie pasuje, uśmiech ginie. Myśmy myśleli, że to będzie łatwiej, że to będzie lepiej, że to bez tych doświadczeń goryczy, że to zawsze będzie słodko i przyjemnie. Nic nas nigdy nie dotknie.

 

„I rzekł: Jeżeli pilnie słuchać będziesz głosu Pana, Boga twego, i czynić będziesz to, co prawe w oczach Jego, i jeżeli zważać będziesz na przykazania Jego, i strzec będziesz wszystkich przepisów Jego, to żadną chorobą, którą dotknąłem Egipt, nie dotknę ciebie, bom Ja, Pan, twój lekarz. I przybyli do Elim, gdzie było dwanaście źródeł wody i siedemdziesiąt palm; i tam nad wodą rozłożyli się obozem.”

 

Bóg im dał odpocząć. Myśl bracie i siostro, że też jesteśmy właśnie w takiej pielgrzymce. Też idziemy i różnie bywa, ale nauczmy się wierzyć Bogu i ufać Mu, bo on po coś to uczynił. Już nie raz mówiliśmy o tym.

 

Księga Izajasza, 38 rozdział, od 15 wiersza:

 

„Cóż mam mówić, skoro to On rzekł do mnie i On sam to uczynił? Wszystek mój sen spłoszony przez gorycz mojej duszy. Panie! Ciebie wyczekuje moje serce, pokrzep mojego ducha i uzdrów mnie, ożyw mnie! Zaprawdę, zbawienna była dla mnie gorycz, lecz Ty zachowałeś duszę moją od dołu zagłady, gdyż poza Siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy. Nie w krainie umarłych bowiem Cię wysławiają, nie chwali Ciebie śmierć, nie oczekują Twojej wierności ci, którzy zstępują do grobu. Żywy, tylko żywy wysławia Ciebie, jak ja dzisiaj, ojciec dzieciom ogłasza Twoją wierność. O Panie! Wybaw nas! A będziemy grać na strunach przed domem Pana po wszystkie dni naszego życia.”

 

 

Gorycz może się okazać zbawienna. Gorycz może zatrzymać fałszywy entuzjazm, fałszywe emocje, które gdyby mogły, to zaniosłyby człowieka do diabła. Bóg chce uczyć nas, a nie fantazjować z nami. A więc potrzebne jest też powstrzymanie, żeby człowiek potrzebował Boga, żeby móc wzdychać do Niego. I kiedy pojawia się gorycz, ona musi być usunięta przez miłość Chrystusa. Doświadczenia są po to, żeby nas nauczyć chodzić za Nim. Są dni wspaniałe i są dni bardzo trudne. Jedne i drugie pochodzą od Boga. One są po to, żeby człowiek zmężniał, żeby człowiek nauczył się iść za Bogiem bez względu na to, co się stanie, wiedząc, że Bóg ma przygotowane dla nas to, co najlepsze. Czy jesteśmy gotowi, my, chrześcijanie nowotestamentowi iść za Bogiem? Wiecie, co wam powiem, każdy z nas, jeżeli nie weźmie tego, co potrzebne, by dalej iść, to na następnym zgromadzeniu jest senny i nie wie, co ze sobą zrobić, czy senna. Ale każdy, który weźmie, ten potrzebuje następnych instrukcji i jest czujnym, aby je przyjąć, czy czujną. Bo wie, że potrzebuje następnych instrukcji w wędrówce. Jesteśmy cały czas w drodze, tak czy nie? Cały czas. Potrzebujemy następnych kroków wiary, aby później nie fantazjować na temat drogi, którą idziemy, kiedy już od jakiegoś czasu cofamy się. Chodzi o to, żebyśmy mieli codzienne, świeże, czyste relacje z wędrówki, z podążania za Panem. Oni je mieli. To nie była dla nich wirtualna pustynia w komputerze i woda w szklance obok. To była prawdziwa pustynia, prawdziwy lud, prawdziwe pragnienie i prawdziwa gorzka woda. I prawdziwa przemiana jej w słodycz. 

Obóz w Bojanie 03.08.2017 (wieczorne) Samowolni lub wolni w Chrystusie – część 1

 

Będziemy dalej mogli jeszcze trochę porozmawiać o tej bardzo przyjemnej dla nas wiadomości, że Bóg nas uwolnił z niewoli, abyśmy mogli kosztować z niebiańskich terenów, abyśmy mogli przyjmować to, co piękne, co jest wspaniałością na tej ziemi, ponieważ to jest blask nieba. Blask wspaniałego miejsca chwały, do którego zmierza Boży lud, aby tam być na zawsze z Bogiem. Chwilę przyjrzymy się jeszcze Izraelowi, wyjściu Izraela z niewoli. 2Mojż.8 rozdział, plagi już spadają, faraon jest uparty, nie chce wypuścić Bożego ludu, trzyma zawzięcie go, ma potencjał, aby nie pozwolić wyjść temu narodowi z jego granic.

Czytamy tutaj od 25 wiersza:

„Wtedy faraon wezwał Mojżesza i Aarona, i rzekł: Idźcie, złóżcie Bogu waszemu ofiarę w tym kraju”.

Widzicie, toczy się bitwa, Mojżesz ma wyjść z całym ludem i ze wszystkim. Faraon mówi: Dobra, złóżcie już Bogu ofiarę, ale tu, w kraju. A więc, diabeł mówi znowu to samo, zmieńmy decyzję Boga, zróbmy to inaczej, będzie dobrze, nie będzie wojny, nie będzie zmagań, zróbcie to tu. No i gdyby człowiekowi chodziło tylko o spokój, to by pomyślał sobie, w sumie będę miał spokój, już mnie nie będzie atakować, pozwala mi już składać ofiary tutaj, a więc, nie muszę nawet wychodzić, nie muszę być w doświadczeniu.

Ale sługa Boży mówi:

„Na to odpowiedział Mojżesz: Nie godzi się tak uczynić, bo dla Egipcjan byłoby obrzydliwością to, co my ofiarowujemy Panu, Bogu naszemu. Jeżeli więc na oczach Egipcjan ofiarować będziemy to, co jest dla nich obrzydliwością, to czy nas wtedy nie ukamionują? Chcemy odbyć trzydniową wędrówkę na pustynię i złożyć ofiarę Panu, Bogu naszemu, tak jak nam powiedział”.

I koniec, tak jak powiedział, tak chcemy to zrobić, nie przyjmujemy twojego warunku. Znowu plagi, twardy faraon uparcie trzyma się.

9 rozdział, 27 i 28 wiersz:

„A faraon kazał wezwać Mojżesza i Aarona, i rzekł do nich: Tym razem zgrzeszyłem; Pan jest sprawiedliwy, a ja i lud mój jesteśmy grzeszni. Wstawcie się do Pana, bo dosyć już było grzmotów Bożych i gradu. Wypuszczę was, nie pozostaniecie tu dłużej”.

Składa obietnice, dobra, wypuszczę was, ale jej nie dotrzymuje, okłamując ich. Mówi: Dobra, będziesz wolny ale zaczekamy jeszcze trochę, dłużej to nie wiadomo, jakoś nie mówi: Już wyjdźcie, już nie będę was zatrzymywał i dalej ich nie puszcza.

10 rozdział, 7 do 11 wiersza:

„A słudzy faraona rzekli do niego: Jak długo będzie nam ten człowiek przynosił nieszczęście? Wypuść tych ludzi, aby służyli Panu, Bogu swemu. Czy jeszcze nie rozumiesz, że Egipt ginie? Sprowadzono więc z powrotem Mojżesza i Aarona do faraona, a on rzekł do nich: Idźcie, służcie Panu, Bogu waszemu. Lecz którzy to mają iść? Mojżesz odpowiedział: Pójdziemy z naszą młodzieżą i z naszymi starcami, pójdziemy z naszymi synami i z naszymi córkami, z naszymi trzodami i z naszym bydłem, gdyż mamy obchodzić święto Pana. Wtedy rzekł do nich: Pan niech będzie z wami jeżeli ja kiedykolwiek wypuszczę was i dzieci wasze. Patrzcie, jakie złe zamiary macie. Nie tak! Idźcie wy, mężczyźni i służcie Panu, skoro tak tego żądacie! I wypędzono ich od faraona”.

W porządku, idźcie, wy mężczyźni, wy możecie iść i róbcie to sobie ale żony, dzieci i bydło, wszystko musi zostać w moich granicach. Toczy się bitwa, diabeł próbuje warunkować sytuację, ale sługa Boży jest zdeterminowany, aby wykonać to, co powiedział Bóg.

Jeszcze ten sam rozdział 10, 24 do 26 wiersza:

„Faraon zawołał Mojżesza i rzekł: Idźcie, służcie Panu, tylko trzody i bydło wasze niech pozostaną. Także dzieci wasze mogą iść z wami. A Mojżesz odpowiedział: W takim razie ty dasz nam zwierzęta na ofiary rzeźne i całopalne, byśmy je mogli przygotować Panu, Bogu naszemu. Więc także bydło nasze pójdzie z nami, a nie pozostanie nawet kopyto. Z niego bowiem weźmiemy na ofiarę Panu, Bogu naszemu, a my, nie wiemy, co ofiarować Panu, dopóki tam nie przyjdziemy”.

Ale faraon dalej nie chciał ich wypuścić. W 11 rozdziale od 4 do 8 wiersza:

„I rzekł Mojżesz: Tak mówi Pan: O północy przejdę przez Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej, od pierworodnego syna faraona, który miał zasiąść na jego tronie, aż do pierworodnego syna niewolnicy, która jest przy żarnach, i wszelkie pierworodne bydła. I powstanie wielki krzyk w całej ziemi egipskiej, jakiego przedtem nie było i potem nie będzie. Lecz na nikogo z Izraelitów nawet pies nie warknie, ani na ludzi, ani na bydło, abyście poznali, że Pan robi różnicę między Egipcjanami a Izraelitami. I przyjdą wszyscy ci słudzy twoi do mnie i złożą mi pokłon, mówiąc: Wyjdź ty i cały lud, który idzie za tobą. Potem wyruszę. I wyszedł od faraona w srogim gniewie”.

Jest pewnym swojego Boga, można powiedzieć, że z każdym doświadczeniem, jego pewność rosła, nie malała.

I w 12 rozdziale od 29 wiersza:

„O północy zabił Pan wszystkich pierworodnych w ziemi egipskiej, od pierworodnego syna faraona, który miał zasiąść na jego tronie, aż do pierworodnego syna więźnia, który był w więzieniu, i wszelkie pierworodne bydła. I wstał faraon tej nocy, on i wszyscy dworzanie jego, i wszyscy Egipcjanie; i powstał wielki krzyk w Egipcie, gdyż nie było domu, w którym nie byłoby umarłego. I wezwał Mojżesza i Aarona w nocy, mówiąc: Wstańcie, wyjdźcie spośród ludu mojego, zarówno wy jak i synowie izraelscy. Idźcie, służcie Panu jak mówiliście, zabierzcie też trzody wasze i bydło wasze jak mówiliście, i idźcie; a dobrze życzcie też i mnie. I nalegali Egipcjanie na lud by ich śpiesznie wyprawić z kraju, bo mówili: Wszyscy pomrzemy”.

I tak też wyszli ze wszystkim wyszli. Dlaczego musieli wziąć wszystko z tego Egiptu? Diabeł zawsze chce, żeby coś u niego zostawić. W porządku, wyjdę z tej niewoli ale pozostawię sobie z tej niewoli na przykład ten grzech. I gdy pójdę za Panem to nie uznam tego za grzech, nie wezmę tego, kiedy będę szedł, aby umrzeć w Chrystusie. Zawsze wrócisz wtedy do tego grzechu. Do którego grzechu ktokolwiek z nas wrócił po chrzcie, to jest grzech, którego nie wziąłeś ze sobą, kiedy szedłeś w chrzest. Zostawiłeś sobie w Egipcie coś, co później diabeł mógł powiedzieć: Chodź, to twoje przecież, no mówię ci to bierz i na moim terenie korzystaj z tego. Kiedy przychodzimy do Jezusa, Jezus mówi: Oddasz Mi całe swoje życie, bez czegokolwiek zostawienia, całe to znaczy całe grzeszne życie z wszystkimi grzechami bez ogładzania, bez upiększania tego grzechu i mówienia: To nie był taki zły grzech, to za to nie musiał chyba Jezus umierać. Umierał za każdą sekundę naszego życia. A więc, musimy wziąć każdą sekundę naszego życia, kiedy chcemy opuścić Egipt, każdą sekundę. Wychodzimy ze wszystkim, żeby kiedyś diabeł nie mówił nam, nie wypominał nam i nie potępiał nas za cokolwiek. Taki był rozkaz i taki rozkaz dotyczył też i nas. Czy to jest dobre rozwiązanie? Bardzo dobre. Wtedy swobodnie człowiek podąża dalej gdyż nie zapomniał o rozkazie Pana swego. Całe to całe i koniec. Bez mówienia: Nie byłem taki zły, nie byłam taka zła. Cały idzie człowiek i jest świadomy, cały i nie chce mieć nic z tym wspólnego, w ten sposób jak było to kiedy chodziłem w grzechach swoich. Będę poruszał się pośród tego świata, ale już w Duchu Chrystusowym. Diabeł zawsze mówi: Bądźcie chociaż trochę nieposłuszni, trochę zmieńcie to wszystko. Wiesz dlaczego mieliśmy z niektórymi ludźmi takie starcie? Na przykład, powiedzmy przebiegał chrzest jakiejś osoby, a ta osoba mówi: Moje życie nie było aż takie złe, gdzieś tu byłam dobra, czy tu byłem dobry, to nie było całkiem takie złe, Bóg już działał w moim życiu, Bóg pracował w moim życiu już, to trzeba zostawić, niech będzie w śmierć zanurzone to, co ja uważam za złe, a tamto to było dobre. Nie, mówimy nie, albo przyznajesz się, że wszystko było złe i wtedy prawidłowo wychodzisz z niewoli diabelskiej, a jak nie to po co wychodzić? Wracaj z powrotem, niech faraon dalej cię tępi i tępi, aż przyjdziesz i powiesz: „Wszystko, co jest moim działem bez Boga jest złem”, żeby już nie wracać po to. Jak porządnie to porządnie, ani kopyto. Po co komu kopyto? Czasami człowiek i po kopyto wróci, coś tam zostawił, zostawiła. Wszystko, to wszystko, dlatego, że sprawa toczy się o naszą wieczność, chcemy być wolni, a nie wspominać ogórki, czy jakieś pola pozostawione, czy inne rzeczy, bo tam ogórki urosły już chyba na naszym polu, a przecież to było na złym terenie, w niewoli, w skrępowaniu. Pan Bóg chce, abyśmy byli wolni, abyśmy chodzili na wolności, swobodnie jako Jego dzieci, szczęśliwi, którzy idą dalej. Dlatego musimy być cali wyzwoleni z niewoli ciemności, by chodzić w światłości, by należeć do Boga. Jeśli zostawiłeś, czy zostawiłaś sobie wspomnienia jak to kiedyś rozwiązywało się problemy i nie uznałeś tego, czy nie uznałaś za grzech, to wrócisz do tego. Gdy uznaje człowiek wszystko za grzech, wtedy człowiek doznaje, że Jezus Chrystus to wszystko zaniósł na krzyż. Czy chciałbyś, żeby Jezus czegoś z twojego starego życia nie zaniósł na krzyż? Czy zależy ci na czymś z twojego starego życia, żeby Jezus za to nie umarł. I mówisz, Panie, umarłeś za to, za to, ale za to ja nie potrzebuję Twojej śmierci. Kiedy człowiek uznaje cokolwiek dobrego w sobie, to za to mówi: Jezu, Ty nie musiałeś i nie musisz za to umrzeć. A nasze dobro jest jak splugawiona szata, nie nadająca się dla Boga. A więc, to nasze dobro zabije nas i zniszczy tak jak niszczyło nas wcześniej. Cali to cali. Z wszystkim to z wszystkim musimy przejść wody chrztu, tak jak oni przez Morze Czerwone. Wiecie, człowiek musi być konsekwentny, bo Bóg jest konsekwentny. Jeżeli Jezus, tak jak mówiliśmy, jak najwspanialszy księgowy, przeliczył wszystkie nasze długi, wszystkie!!! I wszystkie zabrał na krzyż uznając, że całe nasze życie było długiem wobec Boga, bo żyliśmy dla diabła, a nie dla Boga. To my za Jezusem mówimy: Amen! Panie, uznaję, że byłem zły, byłam złą i nic nie uznaję za dobre. Determinacja, tak jak Mojżesz, ani kopyto, nic, żebyś nie powiedział, że masz na swoim terenie jeszcze jakiś mój grzech, jeszcze jakieś złe. Wiecie, że Izraelici grzeszyli w Egipcie, wiecie, że też byli karani na początku, bo też robili różne obrzydliwe rzeczy. To było też skażone grzechem. Bóg mówi: Wcale nie byliście lepsi, ale wziąłem was dlatego, że jestem wierny obietnicy, którą złożyłem mojemu przyjacielowi, Abrahamowi, że wyzwolę was z tej niewoli. A żyjąc w tej niewoli oni się skażali tymi egipskimi bożkami. Widzicie, co robili później jak potrzebowali tych bożków ze starego życia, żeby ich widzieć i im pokłony oddawać, ich czcić. Święty człowieku bądź święty w całości, bądź wolnym świętym, ciesz się swoją wolnością. Jeśli człowiek przestaje się cieszyć wolnością, diabeł już mówi: No to wróć przecież to nie było takie złe. Przecież słyszymy nie raz człowieka, który mówi: Wiesz, to nie było takie złe w tym moim starym życiu. I co później widzimy? Co się dzieje z tym człowiekiem? Wraca do tego. Każdy, który nie uznaje zła swojego starego życia, wraca do tego zła. Dlatego najlepiej uznawać, że nic nie było dobrego i nie odpuszczę nic, bo musi się stać tak, jak chce Pan. On ocenił moje życie jako złe, nienadające się i ja też tak samo je oceniam. Wszystko chcę wziąć z Niego, z tego co On dla mnie przygotował, aby jako nowy człowiek żyć już nowymi wartościami, należąc do Boga. Jakież to jest cenne dla nas, kiedy On nas przemienia. 

Obóz w Bojanie 03.08.2017r (poranne) SAMOWOLNI LUB WOLNI W CHRYSTUSIE – część 3

 

List do Rzymian 6,3-5:

         Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.”

         Jaka to potężna prawda. Jeśli wejdziemy w śmierć, wejdziemy też i w nowe życie. Nowe życie. Kto z was jeszcze nie zna rozkoszy nowego życia, wspaniałości, które pozwoliły wam uczynić coś, czego byście nigdy nie uczynili wcześniej – okazać miłość i cierpliwość tam gdzie byście nigdy nie okazali miłości i cierpliwości? To jest właśnie piękno nowego życia. Powinniśmy cenić to ponad wszystko, powinniśmy cenić sobie tą szlachetność Chrystusową i chlubić się tym, co jest Chrystusowe, nie puszczając nic ze starych sposobów. Powinniśmy rozkoszować się tą wolnością. Przywróceni do wolności, którą wcześniej utraciliśmy w Adamie i Ewie, w których staliśmy się niewolnikami wolności, która pozwalała nam grzeszyć, czynić zło. A teraz w Chrystusie zostaliśmy uwolnieni, aby chodzić w innej wolności. Wolno już nam czynić dobro, więc czyńmy je, dzięki Jezusowi Chrystusowi. W miarę jak wzrastamy w Panu Jezusie, będzie wzrastać czynione przez nas dobro. Mówiliśmy już o tym nie raz; małe dziecko, małe dobro, ale jakie piękne – uśmiecha się. Małe dobro, niewielkie. Dorośli uśmiechają się i nikt nie mówi: „O, zobacz jak się ładnie uśmiecha”. Ale u dziecka widzimy jak się uśmiecha i podoba nam się to, bo jest dobre, ładne i przyjemne. A więc małe dziecko, małe dobro, większe dziecko, większe dobro. Później tu pomoże, tam coś zrobi. I my w duchowym wymiarze rośniemy razem z dobrem Chrystusowym w nas. I coraz więcej i więcej możemy go uczynić.

         wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi;” Rzym.6,6.

         Unicestwione, zniszczone, żeby nie został ślad nawet po tym.

         kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu.” Rzym.6,7

         To jest wolność.

         I kiedy później czytamy ósmy rozdział Ewangelii Jana, czytamy tam wspaniałą wypowiedź Pana Jezusa Chrystusa na temat uwolnienia.

Ewangelia Jana 8,31.32:

Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli Mu: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.” 

         Co to jest prawda? To jest każde Słowo Jezusa, które dociera do mnie i daje mi wolność.  Jeśli robię to, bo Jezus powiedział, już mam swobodę działania. Robię następną rzecz, bo Jezus powiedział, mam następny teren swobody. Następne Słowo robię, następny teren swobody. I tak krok po kroku moja przestrzeń poszerza się, w której poruszam się swobodnie, nie grzesząc. Niedobre tereny są wypierane, namiot dobra poszerza się, obejmując coraz większy teren.

         Odpowiedzieli mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy u nikogo w niewoli. Jakże możesz mówić: Wyswobodzeni będziecie?  Jezus im odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, każdy, kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz syn pozostaje na zawsze.” Ew. Jana 8,33-35.

         Jakiego grzechu niewolnikiem jest człowiek? Jest niewolnikiem grzechu samowoli – nie tak jak Ty, tak jak ja. Dopiero Jezus uwalnia i mówi: „Zobacz, Ja robiłem wszystko jak Ojciec. Czy to było złe? Czy przez to jestem mniejszy, gorszy?” Ojciec mówi: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. A więc jeśli ty będziesz robić to co Ja, też nie będziesz gorszy, zyskasz, a nie stracisz. Przestaniesz być Józkiem, Wojtkiem, Marianem, dziadkiem, babcią, nie wiem kim, będziesz jak Chrystus. Czy to złe, wszyscy jak Chrystus? Skoro Chrystus czyni samo dobro, czy to jest złe? Czy chcemy być każdy inny i wtedy to będzie dobre? Bóg ustalił, że wszyscy mamy być, jak Chrystus, bo tylko On jest dobry. Dopóki podążamy za Chrystusem z potrzebą, by być coraz bardziej, jak On, to jest wolność. Ale kiedy już robimy własne kroki, wydaje nam się, że my jesteśmy już dorośli, mamy już swoje postrzegania Boga, swoje postrzeganie ewangelii, umiemy już chodzić swoimi drogami, to już nie jest Chrystus. Chrystus nigdy nie skręcił z drogi wyznaczonej Mu przez Ojca, wykonał doskonale każde Słowo do końca. Dlatego powiedział: „Kto wytrwa do końca”. Nie potrzebuje naszych innowacji, nie potrzebuje naszych dodatków, ani nowych pomysłów. Potrzebuje nas, wolnych w Sobie, dla chwały Ojca i Jego. Wolność. Na tym polega Boża wolność, że my tak naprawdę odpoczywamy od tego co stało się w Adamie i Ewie. Odpoczywamy już, bo nie umiemy żyć bez Boga. Nie chce nam się żyć bez Boga, bo nie umiemy żyć bez Boga. Choćby ludzie nas namawiali nie wiem jak, to po prostu nie umiemy żyć bez Boga. Z Bogiem jest nam dobrze; przebywamy z Nim, jesteśmy z Nim. Bóg nie nuży nas, świat nas nuży; nużą nas te światowe pomysły, dziwne działania, dziwne życie ludzi, zamknięte serca wierzących, oddzielonych od Chrystusa, a mniemających o sobie, że są w porządku. Wiemy, że to nie jest Chrystus. Dlaczego wiemy, że to nie jest Chrystus? Bo Jezusa Chrystusa znamy i wiemy jaki jest. A kiedy widzimy w sobie nas, to wiemy, że to nie jest Chrystus. Dlatego Paweł mógł prosto mówić: „To mówi Chrystus”, bo to był Chrystus. „A teraz mówię ja, napełniony Duchem Świętym. To ja wam radzę, ale to nie jest rozkaz, który musicie wykonać, bo jak go nie wykonacie, to zginiecie. Możecie postąpić inaczej, ale ja wam radzę dobrze, mając tego samego Ducha co i wy”. Paweł umiał to rozeznać, bo nieustannie wiedział co mówi Chrystus i jak wygląda życie Chrystusa. Rozumiecie? Ludzie mogą mówić różne rzeczy. Patrzysz na życie, patrzysz na owoc człowieka i patrzysz czy to jest Chrystus. Jeśli wiesz, że Jezus żył w ten sposób i w ten sposób ogłaszał prawdę, poświadczając Swoim życiem to co mówił, a przecież On nie zmienił się i dzisiaj jest taki Sam. Chociaż mnóstwo ludzi będzie mówić, że należą do Chrystusa, to ich życie będzie świadczyć za tym, czy przeciwko temu, co mówią. Bo należenie do Chrystusa to jest wzrost w swobodach, w jakich On chodził. Coraz więcej widać woli Ojca, widać po co przyszedł Chrystus; abyśmy chodzili na wolności, a nie, aby każdy chodził swoimi drogami, ale tą jedną drogą, budując się nawzajem na Boży dom.

         List do Rzymian 8,14.15:

         Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” 

         To jest duch synostwa, kiedy wiemy, że Ojciec nasz jest w niebie i że należymy do Ojca w Synu Jego Jezusie Chrystusie, i koniec. Rozumiecie, może mi się coś nie udać, możesz mnie oskarżać, potępiać, co chcesz, a ja wiem, że mam w niebie Jezusa Chrystusa, który wstawia się za mną, i który chce, żebym poszedł dalej. A więc oczyszczę się i pójdę dalej. Diabeł wyszukuje i przepatruje, żeby tylko oskarżać, oczerniać i coś złego o kimś powiedzieć, ale Jezus tego nie robi. Nie raz może widzieliście rodzica, który kiedy dziecku się gdzieś nie udało, to mówił mu: „Ty nieudaczniku” i tak przeklinał swoje własne dziecko. Bóg tak nie mówi. Bóg mówi: „Miłuję cię, wstawaj, idziemy dalej”.

         Duch Święty prowadzi wszystkie dzieci Boga. Żeby iść za Duchem Świętym, trzeba być wolnym, bo Duch Święty prowadzi inaczej niż prowadzi duch tego świata. Duch Święty nigdy nie wprowadzi cię w grzech, nigdy, zawsze w uświęcenie, w oczyszczenie. Raczej ty ucierpisz, niż zadasz cierpienie innym, bo tak czynił Jezus i tak samo Duch Święty prowadzi.

         Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy także razem z nim uwielbieni byli.  Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych,  gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych.” Rzym 8,16-21.

         Bóg poddał nas w niewolę skażenia, mając przygotowane wyjście dla każdego z nas, co było czytane z Listu do Rzymian. Poddał w nieposłuszeństwo, ale z tym, żeby wydostać nas z tego nieposłuszeństwa. My musimy nienawidzić nieposłuszeństwa, bo wiemy jakie zło narobiło nieposłuszeństwo. Wszędzie znajdujemy – bądźcie posłuszni tym, bądźcie posłuszni tym, bądźcie posłuszni Bogu. Człowiek jakże często mówi: „nie”. A przecież gdybyśmy byli posłuszni, jakże łatwo byłoby podążać, jakże łatwo byłoby wzrastać, jak łatwo byłoby kosztować Boga i cieszyć się nieustannie Bogiem, mieć radosnego, zadowolonego ducha, wdzięcznego, chodzącego przed Bożym obliczem z pieśnią chwały.

         Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego. W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi?” Rzym 8,22-24.

         Doświadczamy, że to ciało jeszcze jest kuszone. Nie jest to przyjemne być kuszonym, kiedy wróg próbuje ci wrzucić coś i musisz to odrzucać, widząc te obrzydliwości, którymi diabeł próbuje cię atakować. To nie jest przyjemne, to też nie jest to grzechem być kuszonym. Dlatego chcemy mieć ciało, które już nigdy nie będzie tym atakowane, które będzie mogło zawsze swobodnie doznawać dobra, bez doświadczania próby oszukania nas złem, namawiania do czegoś złego. Oczekujemy Pana, który przyjdzie do nas. To ciało może doświadczać na ziemi wspaniałości działania Ducha Świętego, kiedy to Duch Święty prowadzi to ciało, abyśmy dążyli do tego co jest czyste, święte i nieskalane. Wtedy doświadczamy tych świętych swobód tej wolności. Nasze ciało dopóty jest tym, co nas zniewala, dopóki Bóg przez Swego Ducha nie panuje nad naszym ciałem. Dopóki my utrzymujemy władzę nad naszym ciałem, to ciało będzie nas uwierało. Kiedy Duch może osiągnąć swobodę działania nad naszym ciałem, my czujemy się w tym ciele swobodnie, tak jak Chrystus czuł się swobodnie czyniąc dobro. Swobodę tą przynosi nam Bóg, abyśmy mogli czynić to, co Bogu się podoba. To jest poznanie Jezusa w ciele, w jakim chodził, mając takie samo ciało jak my. Jak doskonale czysto poruszał się w nim. Był czysty. I to jest właśnie dla mnie i dla ciebie – czystość. To jest element swobody, wolności – czystość. To jest w Chrystusie, to jest piękne.

Pamiętajmy, że chęć słuchania jest bardzo ważna dla nas w tobie i we mnie, chęć, by przeżywać zmiany, chęć, by poddawać się Bogu. Mówiliśmy o tym, już nie raz i każdy to w sumie potwierdza; „wiesz, prosiłem Boga o czystość, a zaczął mnie brać taki jakiś gniew, a to jakaś złość zaczęła mnie brać”. No tak, bo miałeś to wszystko ukryte. Diabeł miał to w tobie skryte, żeby to uruchamiać wtedy, kiedy zechce. Bo kiedy ktoś ci coś zrobił, a tobie się nie podobało, zaraz pojawił się gniew, a potem niknął. Co, zniknął? Nie, tylko był przytłumiony przez diabła na jakiś czas, żeby znowu pojawić się. I Bóg mówi: „Prosiłeś mnie o czystość, to zacząłem od sprzątania tego, co masz nieczyste w sobie. Czego się dziwisz, że zaczęło to się pojawiać, żebyś zobaczył, czy zobaczyła w końcu ile trzeba tego w tobie posprzątać, a ty myślisz o sobie, że jesteś fajnym człowiekiem. Każdy to mówi, kto mówi inaczej? O co Boga prosiłeś, i co się najpierw zaczęło dziać? Przecież Bóg jest święty i żeby dojść do tego o co prosiłeś, to musi utorować sobie drogę do tego, dlatego najpierw robi porządek, wyrzuca to na zewnątrz. A ty mówisz: „Oj, oj, nie o to chodziło, przecież ja jestem taki dobry, mi tylko chodziło, żeby być jeszcze lepszym” Wolność to wolność. To nie jest udawane.

Zobaczcie, Szczepan był kamienowany, mógł się zgniewać, za co mnie kamienujecie? Ja was kocham, a wy? Nie miał gniewu. Miał wspaniałą cierpliwość dla oprawców, jeszcze prosił za nimi. To właśnie jest wolność, to jest wolność Chrystusowa. To nie jest wolność nasza, w której raz jest tak, a raz jest inaczej. Wolność to wolność, oddzieleni od zła to oddzieleni od zła. I dlatego dla mnie i dla ciebie jest to bardzo ważne.

         Smak wolności. Jak zasmakowałeś, zasmakowałaś wolności, nigdy już nie wracaj do niewoli, niech ci to nigdy nie smakuje już; chodzenie w swarach, chodzenie ze zwieszoną głową. Niech ci już nigdy nie smakuje ta wolność pokazywania, że nie lubię kogoś. Niech ci to nigdy nie smakuje, wzdrygaj się na tą ohydę.

         Przeczytam jeszcze z Psalmu 119, 45:

         I chodzić będę na wolności, Bo szukam rozkazów twoich.”

         Będę chodzić na wolności, bo szukam rozkazów Twoich, bo potrzebuję Twoich rozkazów i dzięki Twoim rozkazom będę doświadczać wolności. Dawid wiedział, że tak będzie i tak się to w nim dokonywało. Amen.

Obóz w Bojanie 02.08.2017r (wieczorne) Poznawanie Boga w Jego działaniu – część 1

 

Od naszego zrozumienia Boga, od tego Kim On jest zależy nasze zbawienie. To jest bardzo ważne ponieważ Jezus powiedział, abyśmy poznali Jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego On posłał. To jest nasze zbawienie, to jest nasze uratowanie.

Ilu z nas położyło już wszystko, żeby Go poznać, żeby doznać Go i ujrzeć Jego chwałę w swoim osobistym chodzeniu na ziemi? Jezus powiedział nam o wymaganiach, żeby to mogło się stać. On powiedział: „oddasz mi siebie całkowicie, bezwarunkowo, bez stawiania przeszkód”, ponieważ sprawa, którą Bóg realizuje nie jest do objęcia naszym rozumem, nie zbadamy jej naszą logiką. Nie jesteśmy w stanie określić jej naszymi ludzkimi zmysłami. Ludzie po ludzku ją badali i badali i do poznania prawdy nie doszli. Faryzeusze po ludzku czytali i czytali i Jezusa nie rozpoznali.

Jest bardzo ważne to, że Bóg chce dać nam się poznać, nam ludziom. On stał się Bogiem otwartym, abyśmy mogli Go poznawać, otworzył przed nami Swoje pragnienia, Swoje dążenia, Swoją miłość, Swoją dobroć, okazując nam nasze przeznaczenie, w którym On odnajdzie nas w Swój własny sposób. Jakże często człowiekowi może przeszkadzać jego fizjonomia, jego ludzkie potrzeby, jego ludzkie pragnienia, jego ludzkie dążenia, jego ludzkie pomysły, jego ludzkie marzenia. Ile z tym może być kłopotów zanim człowiek zrozumie, że wszystko cokolwiek mógłby sobie wymyśleć nie nadaje się dla Boga.

Widzicie,  kiedy była budowana świątynia, ona musiała być uczyniona dokładnie według planu, który został dany z góry. Ne mogło być żadnej zmiany, bo Bóg by tam nie przyszedł. Musiała być dokładnie wykonana i Bóg natchnął Swoim Duchem tych rzemieślników, którzy to wykonywali, aby oni mogli wykonać to tak, jak Jemu się podoba.

Duch Święty nie przyszedł na ziemię, żeby zabawić ludzi, żeby uatrakcyjnić Kościołowi chrześcijańskie spotkania. Duch Święty przyszedł przygotować nas na to co jest czyste, święte i nieskalane, gdyż tego, jako ludzie potrzebujemy. Zdajesz sobie sprawę z tego, że twoje chrześcijaństwo kuleje i będzie kuleć przez cały czas, dopóki Duch Święty nie postawi cię na dwie nogi i nie nauczy ciebie chodzić tak jak się podoba Ojcu i Synowi. Dopóki Duch Święty nie będzie mógł cię wprowadzić w kosztowność Syna, będziesz kuleć na dwie strony, raz będzie to świat, a raz chrześcijaństwo. Będziesz myśleć, że i w ten sposób oddasz Bogu chwałę.  A jednak Jezus mówi, że oddać Boga chwałę, tak, żeby On mógł to przyjąć, to należy Mu ją oddać w duchu i w prawdzie.

Czy jest między nami ktoś, kto rozumie dlaczego czytamy od początku Biblii o stworzeniu raju, stworzeniu ludzi i wszystkiego, a potem czytamy o diable, który tam wkracza, o zniszczeniu wspaniałej relacji Boga z człowiekiem? Dlaczego czytamy później o Ablu, o Kainie? Dlaczego w ogóle czytamy o tych rzeczach i dlaczego takie rzeczy w ogóle się wydarzyły na tej ziemi? Dlaczego? Czy chcemy to rozumieć? Czy chcemy Boga poznać? Czy dzieci powinny poznać swoich rodziców, ich pragnienia, ich dążenia, żeby zrozumieć dlaczego ci rodzice w ten sposób z nimi postępują, a nie inaczej. Jeśli dziecko rozumie, że to co robi rodzic jest dla dobra dziecka, to dziecko zaakceptuje warunki i nie będzie się buntować, nie będzie się stawiać, nie będzie próbować robić to po swojemu, żeby udowodnić rodzicom, że potrafi to lepiej od nich zrobić.

Wielu ludzi próbowało i próbuje poprawiać to co zrobił Bóg. Poprawiają, dorabiają i co z tego wychodzi? Bóg nie odda Swojej chwały nikomu, a więc nie może człowiekowi się udać cokolwiek bez Boga. Ludzie, którzy chwalą samych siebie oszaleli. Ludzie, którzy wystawiają samych siebie, żeby pokazać, że są lepsi od innych, oszaleli. To jest tak, jakby powiedzieć, że ktoś z nas osiągnął ten stan i teraz może się pochwalić swoim osiągnięciem. A jakże diabeł kusi ludzi, żeby chwalili siebie, żeby mówili o sobie, żeby wystawiali siebie na jaśnię i żeby chcieli pokazać, jak są gorliwi dla Boga. Apostoł Paweł kiedy poruszył ten temat, powiedział w przystępie głupoty mówię, żebyście zobaczyli, bo nie to powinno być teraz mówione, ale powinniśmy mówić o tym co prowadzi do poddania się Jego woli, ale jednakże z powodu tego, że daliście się oszukać, pokażę wam duchowe moje życie. Nie po to, żeby się chlubić, ale po to, byście zobaczyli działanie Boga w tym, który do Niego należy.

Chwal duszo moja Pana, nie siebie. Wywyższaj Tego, Który stworzył niebo i ziemię i który może nas zachować albo zatracić. On słyszy każde nasze słowo, każde westchnienie, każda myśli jest Mu znana. Jeżeli więc chcemy Go odepchnąć, to róbmy sobie dla siebie, starajmy się o siebie i wywyższajmy siebie, to odepchniemy Boga na pewno od siebie i zgubimy siebie w drodze do wieczności. Na pewno, bo Bóg mówi kto siebie wywyższa, to co będzie? To już będzie szykował sobie upadek. Ale kto się uniża, kto korzy się przed Bogiem, ten zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie prawidłowo otworzyć ust dla Boga, że nie jest w stanie prawidłowo się pomodlić. Czytamy o tym w Biblii, nie wiemy o co się modlić, nie umiemy w ogóle się modlić. Jako ludzie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy nienaturalni, kiedy próbujemy się modlić to modlimy się w sposób sztuczny, nieprawdziwy, kiedy coś próbujemy wyprodukować sami z siebie, to wtedy nawet poczucie jest tego, że to nie jest to, że nie to chcieliśmy powiedzieć. Niech Duch Święty w nas mówi to, co jest prawdziwe.

Poznawanie Boga pozwala nam na to, żeby przestać z Nim walczyć i żeby się Jemu poddać. Poddać się jak miłości, bezwarunkowo, nie jak komuś kto chce nas skrzywdzić i my się boimy że nas skrzywdzi, dlatego wolimy sobie zawsze zostawiać coś dla siebie, żeby przypadkiem, jakby zaczął nas krzywdzić, uciec od razu do swojej obronnej pozycji. Zdajemy sobie sprawę, że Bóg będzie ranił, ale i leczył, bo nas kocha. Tak jak mówiliśmy na wcześniejszym zgromadzeniu, chce naszego zbawienia,  a więc nie będzie się bawił naszym życiem. Będzie musiał zabrać się do tego w Swój własny sposób i to jest cenne dla nas, ponieważ w tym jest  najwspanialsze doświadczenie poznawania Boga.

Widzicie, to co mówiliśmy, Dawid nie był w stanie nie dać się skusić. Gdyby dzisiaj Dawid był naszym królem, czy mielibyśmy poczucie takiej stu procentowej pewności ochrony? Słowo Boże mówi, że był według serca Bożego, ale nie był stu procentowym gwarantem bezpieczeństwa dla swojego ludu, chociaż miłował swój lud, troszczył się o swój lud, starał się o swój lud, wołał do Boga o swój lud, ale nie był gwarantem stu procentowej pewności że on jest  bezpieczeństwem tego ludu, że nic przez niego nie przyjdzie niebezpiecznego na ten lud.

Potrzebowaliśmy kogoś, kto  byłby stu procentową gwarancją, że nic złego się przez niego nie przedostanie do nas i to jest Jezus Chrystus. To jest skała naszego zbawienia. Przez Jezusa  nic nie może do mnie i do ciebie dotrzeć, co mogłoby nas wprowadzić w złe doświadczenia, nic. Nie  musimy się  w ogóle obawiać tego, cokolwiek kieruje do nas Jezus, że może to być jakaś pułapka i badać cały czas Jezusa, czy może nie będziemy oszukani przez Niego, czy może On został już oszukany przez diabła i diabeł już przez Niego próbuje teraz nas prowadzić na manowce. On nie jest tylko według serca Bożego pasterzem, On jest obrazem Boga niewidzialnego. Praca Jego jest doskonała, dlatego przy Nim możemy odpocząć. On zna Ojca, tylko On zna Ojca, zna wszystkie wymagania Ojca wobec ciebie i mnie i jest gotów wykonać je wszystkie.

Może zajrzymy jeszcze do Starego Testamentu, do drugiej Księgi Mojżeszowej, 32 rozdział Widzimy tutaj doświadczenie, gdy Mojżesz jest na górze i ma otrzymać wspaniałe Boże prawo, a lud na dole odstępuje od Boga i buduje sobie cielca, któremu oddaje pokłon.

 

Czytamy tutaj słowa  od  7 wiersza.

 

„Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: zejdź na dół, gdyż sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej.”

 

Zobaczcie w jaki sposób Bóg mówi o nich.

 

„Rychło zeszli z drogi jaką im nakazałem, zrobili sobie cielca ulanego i oddali mu pokłon, złożyli mu ofiarę i mówili to są bogowie twoi Izraelu, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej.”

 

Jakże często człowiek zamienia Boga na coś i mówi: o ta moc, ta siła mnie wyprowadziła, to jest to co mi dało to co jest potrzebne, aby iść dalej. Ale jakże często jest to już zwiedzenie.

 

„Rzekł jeszcze Pan do Mojżesza: patrzę na lud ten i widzę, że jest to lud twardego karku, teraz zostaw mnie, żeby zapłonął mój gniew na nich. Wytracę ich, a ciebie uczynię wielkim ludem.”

 

Teraz zostaw mnie, mówi Bóg.

 

„Lecz  Mojżesz łagodził gniew Pana, Boga swego i mówił: Dlaczegóż Panie, płonie gniew Twój przeciwko ludowi Twojemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką siłą i ręką potężną? Dlaczego to mają rozpowiadać Egipcjanie: W złym zamiarze wyprowadził ich, by pozabijać ich w górach i wytracić z powierzchni ziemi. Odwróć się od zapalczywości swego gniewu i użal się nad złem, jakie chcesz zgotować ludowi swemu. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, sługi twoje, którym poprzysiągłeś na siebie samego, mówiąc do nich: Rozmnożę potomstwo wasze jak gwiazdy niebieskie i całą tą ziemię, o której mówiłem, dam potomstwu waszemu i posiądą ją na wieki, i użalił się Pan nad złem, które zamierzał sprowadzić na swój lud.”

 

Potem Mojżesz schodzi z góry, i kiedy własnymi oczami widzi to co Bóg widział, czytamy:

 

„A gdy Mojżesz zbliżył się do obozu, ujrzał  cielca i tańce. Wtedy Mojżesz zapłonął gniewem i wyrzucił tablice z rąk swoich i potłukł je pod górą.”

 

Poczuł na sobie Boży gniew. Bóg już dał się ubłagać i wtedy Mojżesz, czytamy od 25 wiersza:

 

„A gdy Mojżesz widział, że ten lud jest rozwydrzony, gdyż Aaron dopuścił go do tego rozwydrzenia ku pośmiewisku wobec ich przeciwników, stanął Mojżesz w bramie obozu i zawołał: Kto jest za Panem, do mnie! I zebrali się wokoło niego wszyscy synowie Lewiego. I rzekł do nich: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Przypaszcie każdy swój miecz do boku! Przejdźcie tam i z powrotem od bramy do bramy w obozie i zabijajcie każdego, czy to brat, czy przyjaciel, czy krewny. Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza i padło w tym dniu z ludu około trzech tysięcy mężów. Potem rzekł Mojżesz: Wyście dziś wyświęcili siebie samych do służby dla Pana, gdyż nikt z was nie zawahał się wystąpić przeciwko synowi czy bratu swemu. Niech więc udzieli wam dziś błogosławieństwa.”

 

Zobaczcie, jak bardzo zostało zminimalizowane to co mogło spotkać ten lud. Zginąłby cały lud. Tu w konsekwencji trzy tysiące. Gdyby Bóg sam przeszedł, zginęliby wszyscy, ale posłał swoich, którzy zaufali Mu i dla Pana gotowi byli uczynić to, co On chce, bez hamowania się. W sumie wyświadczyli dobro, prawda? Gdyby się nie posłuchali, Bóg sam miał to zrobić i nikt by się nie ostał.

Czasami, kiedy robimy coś, czy napominamy kogoś zdecydowanie w prawy sposób, wydawałoby się, że może komuś stała się krzywda, a my uratowaliśmy go właśnie od jeszcze  większego zwiedzenia.

Jakże często człowiek nie widzi tego, co widzi Bóg i próbuje oceniać sytuację po swojemu. Ta żarliwość o dom Boży uratowała wielu ludzi. Dobrze, że Jezus ich powypędzał ze świątyni, a nie poginęli w świątyni, kiedy tam wszedł, a oni robili to, czego nie powinni. Mogliby zginąć tak jak ci co tutaj zginęli. A jednakże jeszcze zachowali życie, może żeby się upamiętać i zastanowić. 

Abym sam nie był odrzucony – 07.05.2016 – część 1

Niesamowite jest w tym wszystkim to, że Bóg podjął się tego, żeby nas mieć dla własnej chwały. To jest niesamowity zamiar Boga, wyczyn godny samego Boga. Nikt inny nie miałby szansy zrealizować tak śmiałego zamysłu, żeby z nas takich ludzi zrobić kogoś dla swojej chwały. Kogoś kto zrezygnuje z wszystkiego, aby Bóg był uwielbiony w nim.

Jakże Bóg musi pracować, żeby człowiek pojął, że nie ma nic cenniejszego dla człowieka jak służyć Bogu, jak oddać Mu wszystko i już nie walczyć o nic swojego, ale zostawić Jemu miejsce dla Jego chwały, żeby On mógł pokazać jaki On jest. Jakże ważne jest, żeby chcieć tego samego co On chce, żeby chcieć Jego woli, Jego plany mieć w sercu swoim. On otworzył te plany w swoim Synu Jezusie Chrystusie, kiedy Go nam posłał. Cały czas toczy się o to właśnie ten bój, żebyśmy byli otwarci na działanie Boga, żeby nie świat wpływał na nasze działania, na nasze komunikowanie się ze sobą, na nasze czyny wobec siebie, żeby to nie było tak jak w świecie, że ludzie robią się coraz gorsi, coraz mniej szczęśliwi, coraz bardziej zatwardziali, tylko żeby było odwrotnie, żeby ludzie coraz bardziej robili miękcy, poddani Bogu, zadowoleni z tego co Bóg czyni z nimi, szczęśliwi już teraz, myślący o wieczności z Nim jako o czymś najcenniejszym.

Cała praca polega na tym, żeby nas ukorzyć, a cała praca diabła na tym, żeby nas wbić w pychę, abyśmy śmiało poczynali sobie bez Boga. Przypominanie i wskazywanie ze Słowa Bożego na to, co miłe jest Bogu i w czym On ma upodobanie, służy ku temu żeby nas uniżać, żebyśmy rozumieli gdzie uciekliśmy spod ręki Bożej, gdzie zaczęliśmy własne prywatne życie, gdzie zaczęliśmy być podobni coraz bardziej do świata, a nie do Chrystusa Jezusa i wtedy przychodzi pokuta, oczyszczenie, poddanie się Bogu, takie uniżenie, w którym Bóg może znaleźć upodobanie i Bóg może wykonywać Swoją pracę dalej. Bez tego człowiek nie znajdzie upodobania u Boga. Bóg  nie będzie pracować nad pysznym, dumnym umysłem i sercem, które będzie chodziło koło siebie, ale będzie pracować nad uniżonym. Dlatego uniżcie się, mówi Słowo Boże, poddajcie się Bogu a On uczyni to co  jest najlepsze.

Często umyka naszej uwadze to, że ten świat i to życie biegnie swoim kierunkiem i często ludzie, nawet wierzący czasami coraz bardziej upodabniają się do świata: relacje świata, sposób komunikowania się świata, wyciąganie wniosków z doświadczeń jak świat, a nie jak dzieci Boże. Później mamy zeświedczałe chrześcijaństwo, które nie różni się niczym innym jak tylko jeszcze większą pychą od tej, jaką ma ten świat.

Ci, którzy należą do Boga, zdają sobie sprawę, że co Bóg zaczął, musi dokończyć, że jeśli On tego nie dokończy, to nas nie weźmie do swojej wieczności. A więc praca Boża musi być wykonana do końca. On nie weźmie niedopełnionych materiałów. To musi być podobne do Jego Syna, to musi być człowiek, który w Bogu odnalazł wszystko, cale swoje szczęście, który już nie będzie walczyć o swoje, o nic swojego. O nic czego chciałoby osiągnąć jeszcze  to ciało  nie będzie walczył, będzie poddawać się Bogu, żeby to Bóg walczył i żeby to Bóg dokonał tego, czego człowiek nie potrafi. Będzie tak poddawać się Bogu, żeby Bóg widział, to jest człowiek, któremu  nie zaszkodzi, gdy go podniosę i dam mu coś więcej. Że to jest człowiek, który będzie miał świadomość, że to Bóg to mu dał i nigdy nie będzie chciał użyć tego dla własnej chwały.

 

Pełnia boskości zamieszkała w Bożym Synu, gdyż Syn Boży nigdy nie użył niczego dla własnej chwały ale dla chwały Ojca i o tym wszystkim nieustannie ludzi zawiadamiał.

 

Ku przypomnieniu przeczytam z Drugiego Listu do Koryntian:

 

„Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł, a zatem wszyscy umarli. A umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją już nie dla siebie samych żyli, lecz dla Tego, Który za nich umarł i został wzbudzony”.

 

A więc miłość Jezusa ogarnia tylko tych, którzy już nie dla siebie samych żyją tylko dla Jego chwały. Możemy więc rozeznać czy Jezus miłuje nas i czy jest szczęśliwy, czy ma problem z wykonaniem swojego zadania z którym przyszedł aby zbawić nas, aby mieć nas gotowych na to, żeby służyć Mu w taki sposób, w jaki Ojciec chce, aby służyli ci, którzy do Pana Jezusa należą.

 

Ewangelia Mateusza, 24 rozdział, 12 i 13 wiersz:

 

„A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie”.

 

Widzimy jak bezprawie się rozmnaża. Ludzie robią co chcą i mówią: my jesteśmy wierzącymi ludźmi, my wierzymy w Pana Boga, w Jezusa, wierzymy że Słowo Boże jest natchnione. Mówią prawdę, tylko że nie żyją tą prawdą.

A więc miłość do Słowa, do Prawdy umknęła. Ludzie już nie miłują prawdy,  miłują swoją własną prawdę, swoje pomysły na życie, swoje zeświedczałe chrześcijaństwo, w który jest zgoda na wykorzystywanie czasu dla siebie samego/samej, coraz więcej dla siebie, dla siebie. A więc miłość ginie, miłość aby służyć Jezusowi, aby całe życie było dla Jego chwały, aby każdy czas był dla Niego wypełniony żeby być tylko z Nim według jego zamysłu, żeby poznawać Go coraz więcej i więcej w tym jak On dokonuje swego działania w nas i pośród nas.

A więc Jezus mówi, że ponieważ bezprawie się rozmnoży miłość wielu oziębnie. Wielu zobaczy: a, to tak można być chrześcijaninem czy chrześcijanką, to wcale nawet nie trzeba się wysilać, żeby być chrześcijaninem czy chrześcijanką. To jest takie swobodne, wystarczy, że coś powiem pozytywnego i już będzie dobrze. Ale tak nie jest.

Czy ta praca przebiega dzisiaj dalej? Czy Bóg dalej robi ją ze  mną, z tobą? Czy Bóg dalej mieczem Swojego Słowa odcina to, co jest niepotrzebne w nas, aby napełniać nas tym co jest potrzebne? Czy dalej miłość Jezusa ogarnia nas, bo my nie chcemy żyć dla siebie, tylko dla Jego chwały, nie szukamy czegoś dla siebie w Biblii, aby następnie powiedzieć: „O, to ja mogę to robić, w Biblii jest to napisane”. Ale Biblia mówi w sposób duchowy i pokazuje stan duchowy. Jezus Jest tym duchowym człowiekiem, nowym człowiekiem, który pokazuje jak żyć każdym Słowem Bożym. Często ludzie szukają dla siebie „ja mogę to, ja mogę tamto” Ale zobacz czy to używasz w Duchu Chrystusowym? Czy to Słowo używasz zgodnie z wolą Bożą?

Następnie Jezus mówi „a kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. A więc kto wytrwa do końca w miłości do Mnie, w mojej miłości ten będzie zbawiony. Jezus miłuje tych, którzy nie żyją już dla siebie, tylko dla Niego, a więc kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony.

Jak myślimy? Na ile jesteśmy zdeterminowani, żeby poznawać prawdę i żyć prawdą, aby być zbawionymi? Na ile jesteśmy gotowi toczyć dobry bój, by wygrać? Czy jesteśmy już zadowoleni sami z siebie i możemy powiedzieć: teraz sobie odpocznij duszo, już sobie nagromadziłaś skarbów chrześcijańskich, teraz możesz się z nich karmić, już masz na 50 lat do przodu nagromadzone, teraz możesz się karmić starymi świadectwami. Ktoś opowiada świadectwo, a wystarczy że się go zapytasz kiedy to było, no 10, 20, 30, 40 lat temu. A opowiedz mi jakieś świeże, i człowiek nie ma świeżych świadectw, opowiada stare, jakby to było wczoraj, bo nie ma świeżych. A Jezus mówi – jednakże codziennie będziesz do Mnie należeć i codziennie będziesz mieć świadectwo przynależności do Mnie. Codziennie będzie widać twoją miłość do Mnie i Moją do ciebie. Będzie widać tą wzajemną miłość i będziesz chodzić ze Mną, a Ja będę cię ubogacać.

Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Kto będzie cały czas widzieć potrzebę Jezusa w swoim życiu, ten będzie uratowany/uratowaną. Kiedy ludzie to zapominają, wtedy niebezpiecznie robi się w chrześcijaństwie. Niebezpiecznie jest być z ludźmi, którzy tracą miłość do Jezusa, naprawdę bardzo niebezpiecznie. Coraz więcej jest tam wciągania w rzeczy świata. Coraz więcej myśli światowych, coraz więcej zadowolenia światowego. Coraz mniej chwały Jezusa, coraz mniej objawionego Słowa Bożego. Coraz więcej rozmów na temat świata, coraz mniej na temat kosztowności Chrystusa.

Miłość można rozeznać po tym, o kim najwięcej mówisz. Kto najwięcej w twoim sercu mieszka, o tym mówisz. Jeśli mówisz o Chrystusie i nieustannie o Nim i coraz więcej masz o Nim powiedzenia, coraz więcej Go poznajesz, znaczy że On jest twoim skarbem. jeśli coraz więcej  na temat rzeczy świata, co w świecie się dzieje, co oznacza ten termin, tamten termin światowy, jakie to ma znaczenie, jakie tamto ma znaczenie, to znaczy że interesujesz się więcej światem niż Bogiem, niż Chrystusem.

Ludzie wierzący często więcej słuchają radia i wiadomości z radia, niż wiadomości z nieba, ponieważ tamte wiadomości dają im więcej, są nasyceni wiadomościami, wiedzą co się dzieje w świecie, a coraz mniej wiedzą co się dzieje w niebie, co się dzieje z Chrystusem, jaki jest Chrystus. A potem coraz częściej w ich myślach jest to, co naprodukował władca tego świata, a nie to co przyniósł Chrystus.

Jezus mówi kto wytrwa do końca w miłości ten będzie zbawiony. Miłość to nie są puste słowa, miłość to nie obiecanki cacanki, a głupiemu radość. To są prawdziwe stwierdzenia, prawdziwe. Jezus wie, że to jest prawda, że ty oddajesz Mu swoje życie, że nie będziesz walczyć o swoje priorytety. Chcesz tylko aby on był uwielbiony i wiesz, że twoje życie jest krótkie i tak mu mało chwały odda. Nie tracisz już czasu, żeby nie odebrać Mu chwały, która Mu się należy.

 Ludzie często myślą, że kiedy coś zaśpiewali Panu, to już oddali Mu chwałę, a teraz reszta życia „dla mnie”. Ile życia spędziliśmy bez Niego dla głupoty, po co jeszcze mielibyśmy spędzać to życie dla pustych rzeczy, które nic nie dają. Oczywiście żyjemy tutaj pośród świata, ale nie jak świat, nie dla światowych rzeczy, nie dla światowych upodobań. Później może być tak, że straciliśmy świadomość, że przestaliśmy służyć Jezusowi, a służymy już sobie, chodzi nam o własną chwałę, o własne priorytety, o to żeby dla siebie mieć, dla siebie mieć.

JAK ORZEŁ SWOJE MŁODE wieczorne 6.01.2017 – część 4

Jan 12,32-33:

            „A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę. A to powiedział, by zaznaczyć, jaką śmiercią umrze.”

Najlepszy magnez. Gdyby wymyślić najlepszy magnez na tej ziemi, to nie miałby on takiej siły, jaką ma miłość Chrystusa do ciebie i do mnie! Wszystkie nasze grzechy z nas wyciągnął. Chwała Bogu! Wszystkie grzechy. Ten magnez nie zostawił nic z naszych nieprawości. Ta miłość jest silniejsza od wszystkiego. Wziął nas w Sobie tam na krzyż, abyśmy obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli. Przyciągnął nas miłością swoją i nie był w stanie nikt nas zatrzymać! Diabeł ze swoją siłą z demonami, z wszystkimi mocami, z grzechami, z potępieniami i oskarżeniami. Nie mógł zatrzymać chociażby jednego grzesznika! Wszystkich tam Chrystus zabrał. Wspaniały Chrystus! I On dodaje otuchy nam. Skoro taki jest, to nadal chce nas mieć dla siebie. Nadal chce, żebyśmy byli dla siebie przyjaciółmi, abyśmy w Chrystusie się wzajemnie miłowali, aby nam zależało na prawdzie. Żeby wynikiem miłości było to, co teraz robimy. Żebyśmy chcieli wygrać. Żeby złe doświadczenia chrześcijańskie padły ukrzyżowane, a wspaniałość nowego życia pomagała nam być sobie bliskimi w Chrystusie, biegnącymi w jednym kierunku z wiatrem w plecy. W kierunku wieczności.

            Jakże szczęśliwy był Abraham, gdy wziął na swoje ręce Izaaka, dziecko obietnicy. To co normalnie nie powinno być, stało się. Jakże wspaniale jak możesz cieszyć się i cieszysz się, gdy tylko widzisz jak bierzesz to dziecko obietnicy w swoje własne dłonie i cieszysz się wykonaniem Bożym i radujesz się w Panu, Zbawicielu swoim. Elżbieta, która nie mogła mieć potomstwa, okazało się, że miała wspaniałego syna, który szedł przed ludźmi, aby prostować nasze krzywe drogi. Wstydziła się, prawda, że w tym wieku… Jakie szczęście, jakaż chwała. Jakaż otucha i posilenie. Wzmocniony wiarą.

            Fil. 4,12-13:

            „Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.”

Wszystko mogę w Chrystusie, wszystko mogę, w tym który mnie wzmacnia. Wspaniałe życie chrześcijanina, chrześcijanki. Wszystko mogę, bo On mnie wzmacnia. Mogę żyć na tej ziemi, bo On mnie wzmacnia, On mi daje siły. Kiedy jestem bez sił, on daje mi siły. Kiedy zawiodę, On nie zawodzi. Kiedy przychodzę, żeby mi przebaczył, przebacza i oczyszcza mnie swoją krwią i słyszę Jego wspaniałe słowa: „Biegnij dalej, ja cię nie potępiam. Biegnij dalej, chcę cię mieć ze Sobą”. Nasycaj się Jego Słowami, Jego wspaniałościami. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.

            Dz. Ap. 3,12-16:

            „Ujrzawszy to Piotr, odezwał się do ludu: Mężowie izraelscy, dlaczego się temu dziwicie

i dlaczego się nam tak uważnie przypatrujecie, jakbyśmy to własną mocą albo pobożnością sprawili, że on chodzi? Bóg Abrahama i Izaaka i Jakuba, Bóg ojców naszych, uwielbił Syna swego, Jezusa, którego wy wydaliście i zaparliście się przed Piłatem, który uważał, że należało go wypuścić na wolność; wy jednak zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, i prosiliście o ułaskawienie wam mordercy. I zabiliście Sprawcę życia, którego Bóg wzbudził z martwych, czego my świadkami jesteśmy. Przez wiarę w imię jego wzmocniło jego imię tego, którego widzicie i znacie, wiara zaś przez niego wzbudzona dała mu zupełne zdrowie na oczach was wszystkich.”

Widzicie, podane to w skumulowaniu. Tak Pan podniósł tego człowieka. Dał mu wiarę w Imię Jego. Dał mu wiarę. Zobaczcie, że Pan chce nam dawać to, co jest potrzebne w każdym czasie zgodnie z tym na co napotkamy. Wszystkie przeciwności On już pokonał. Jeśli my tylko należymy do niego, też je pokonamy. Wygramy w każdej przeciwności. Nie przegramy, jeśli tylko Pan będzie z nami i prowadzić nas będzie. Przegrywamy tam, gdzie zaczynamy próbować sami. Wtedy tracimy siły, bo to Pan daje siły. Jakiś czas człowiek jeszcze może biec, ale potem ustaje, ustaje, ustaje. A więc posilony, wzmocniony, napełniony wiarą.

            2Tym. 2,1-2:

            „Ty więc, synu mój, wzmacniaj się w łasce, która jest w Chrystusie Jezusie, a co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać.”

Wzmacniaj się w łasce, posilaj się w łasce, rozkoszuj się w łasce Bożej. Niech radość napełnia twoje serce Panem twoim, niech pieśni radości będą przez ciebie śpiewane. Najlepszy to jest stan, kiedy śpiewasz Panu swemu psalmy, hymny pochwalne i radujesz się Panem swoim. Nieustannie cieszysz się Tym, kim dla ciebie On jest. Jakże dobrze jest, gdy w środku masz Jego radość – radość zbawionego człowieka. Wzmacniaj się w łasce. Umacniaj się w Tym, który jest twoim Panem. Kosztuj jak On jest dobry dla ciebie. 

            2Tym. 4,16-18:

            „W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone; ale Pan stał przy mnie i dodał mi sił, aby przeze mnie dopełnione było zwiastowanie ewangelii, i aby je słyszeli wszyscy poganie; i zostałem wyrwany z paszczy lwiej. Wyrwie mnie Pan ze wszystkiego złego i zachowa dla królestwa swego niebieskiego; jemu niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.”

Jemu chwała, za to, że On daje siłę Swemu ludowi, że ten człowiek był ważnym dla Pana i chociaż inni go zostawili, Pan go nie zostawił. Pan dał mu siłę i ten jeden człowiek był bohaterem, zwycięzcą, którego nie byli w stanie pokonać wszyscy wrogowie jego, bo Pan był z nim. Jeśli Pan z nami, to któż przeciwko nam? I to jest najważniejsza sprawa Bożego ludu. Jeżeli to będzie ginęło w nas, chrześcijanie, to my zginiemy tutaj z całą wiedzą o Chrystusie. Jeśli On nie będzie mógł nas umacniać, to diabeł nas omota i zwiedzie i będziemy się kręcić i kręcić koło ludzkich możliwości. Albo siły Pana, albo nasze sposoby i próby zrobienia tego, czego nie potrafimy. Albo będziemy radośni i wdzięczni w czystości Chrystusowej budowali się na Boży dom, albo będziemy walczyć z sobą jako chrześcijanie o coś, czego sami nie wiemy. Pan wie, co chce osiągnąć. Bądź gotowy, bądź gotowa poddać Mu się. Niech On to zrobi. To jest chwała, by móc tak jak Paweł powiedzieć: „Wrogowie osaczyli mnie, lecz Pan był ze mną”. Jacy wrogowie? Zniechęcenie, niechęć, złośliwość, chęć odgryzienia się. Wszyscy wrogowie stanęli przeciwko tej wspaniałości Chrystusa, lecz Pan dał mi siły i wygrałem w tym. Móc ogłaszać to: „Pan dał mi siły i wygrałem!”. Nie żeby ludzie kogoś widzieli w tym stanie. Jeśli wpadamy w taki stan, żeby ludzie nas widzieli i podziwiali, to znaczy, że we własnych siłach próbowaliśmy w tej sytuacji się znaleźć dla Pana. Nasze siły nie wystarczą. Jeśli Pan da siłę, to wygrasz, tak jak Abraham wzmocniony wiarą wygrał.

            Sof. 3,12- 20:

            „I pozostawię pośród ciebie lud pokorny i ubogi: to oni ufać będą imieniu Pana. Resztka Izraela nie będzie się dopuszczała bezprawia, nie będzie mówiła kłamstwa i w ich ustach nie znajdzie się język zdradliwy. Zaiste, będą się paść i odpoczywać, a nikt nie będzie ich straszył. Wesel się, córko Syjonu, wykrzykuj głośno, Izraelu! Raduj się i wykrzykuj radośnie z całego serca, córko jeruzalemska! Pan oddalił twoich przeciwników, odpędził twoich nieprzyjaciół. Pan, król Izraela, jest pośród ciebie, już nie doznasz nieszczęścia. W owym dniu powiedzą do Jeruzalemu: Nie bój się, Syjonie! Niech nie opadają twoje ręce! Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie, Mocarz, On zbawi! Będzie się radował z ciebie niezwykłą radością (wiecie, że bardzo często jest tak, że człowiek ma już pozamykane w sobie wiele tych drzwi, które powinny być otwarte przed Panem i sam człowiek chciałby je otworzyć, a nie ma już siły otworzyć, bo coś trzyma tego człowieka, a to jest właśnie dopuszczenie niewiary do swojego serca i Pan potrzebuje umocnić cię Słowami Swoimi, żebyś mógł, mogła otworzyć Mu te wszystkie drzwi, żeby radość wkroczyła w twoje serce, szczęście i zadowolenie i wdzięczność i uświęcenie. Doznajesz, że chcesz, a nie możesz otworzyć. Doznajesz, że potrzebujesz i zaczynasz wzdychać: „Panie, wiesz, że chcę, a nie mogę, coś mnie już zatrzymało. Gdzieś pozwoliłem sobie, czy pozwoliłam na rzeczy, które mnie zamknęły przed Tobą, Panie. Pomóż, Jezu ratuj! Weź otwórz te drzwi, Panie daj mi siłę otworzyć Tobie drzwi! Panie, chcę Twojej radości, potrzebuję Cię, Panie. Ratuj mnie!”. Tak woła człowiek, który doznaje własnej niemocy. Wie, że potrzebuje tej radości, że bez niej nie można swobodnie służyć Panu i Pan daje siłę, wzmacnia, posila i człowiek doznaje, że może! Mogę! I zaczyna radość spływać na człowieka, bo widzi  oczami serca swego Pana i wie gdzie idzie, po co idzie i co ma robić), odnowi swoją miłość. Będzie się weselił z ciebie tak, jak się weselą w święta. Usunę spośród ciebie zło, abyś z powodu niego nie doznało hańby.”

I to jest piękne – oglądać, jak Pan wykonuje Swoje Słowa. Chwała Bogu! Amen.