Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 2

 

         W Dziejach Apostolskich, w trzecim rozdziale czytamy takie słowa:

         Wszak Mojżesz powiedział: Proroka, jak ja, spośród braci waszych wzbudzi wam Pan, Bóg; jego słuchać będziecie we wszystkim, cokolwiek do was mówić będzie. I stanie się, że każdy, kto by nie słuchał owego proroka, z ludu wytępiony będzie.” Dz.Ap.3,22.23.

         Zobaczcie jakie ostrzeżenie; tak samo jak oni mieli słuchać się Mojżesza. – Bóg mówił do nich przez Mojżesza, a oni mieli słuchać się i być posłuszni. Widzieli świadectwo, widzieli obłok, widzieli jak przeszli przez Morze Czerwone, a tam jest napisane, że w Mojżesza zostali ochrzczeni. Widzieli tą chwałę towarzyszącą, widzieli, że to nie człowiek, Mojżesz, sam prowadzi, tylko Bóg przez Mojżesza prowadzi ich. Widzieli cuda i znaki, które Mojżesz nie miał możliwości wykonać. To musiał być Bóg. Mojżesz nie mógł sprowadzić manny, nie mógł sprowadzić tych przepiórek, nie mógł otworzyć skały. – Tak samo my nie moglibyśmy skosztować nowego życia bez Jezusa, nie moglibyśmy doznać tego podniesienia i zachwycenia nowymi warunkami, w których znaleźliśmy się, kiedy znaleźliśmy się w Chrystusie Jezusie, tą przestrzenią w Nim, która nie ma zakończenia – bez początku i końca, chwałą, która ogarnia wszystko.

         Dlatego warto poznawać Pana, warto uczyć się Tego, który może zmieniać nas w taki sposób, abyśmy, kiedy dotrzemy do Ojca, mogli być przygotowani na to najwznioślejsze spotkanie.

         „I wszyscy prorocy, począwszy od Samuela, którzy kolejno mówili, zapowiadali te dni. Wy jesteście synami proroków i przymierza, które zawarł Bóg z ojcami waszymi, gdy mówił do Abrahama: A w potomstwie twoim błogosławione będą wszystkie narody ziemi. Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Syna swego, posłał go, aby wam błogosławił (was wysławiał),  odwracając każdego z was od złości waszych.” Dz. Ap.3,24-26.

         A więc mamy Tego, który prowadzi nas, mamy Tego, którego mamy słuchać się. Ludu Pana, nikt z nas nie może chodzić samowolnie. Tak samo jak wyruszyliśmy na Jego rozkaz, tak samo na każde Jego rozkazy mamy podążać dalej, będąc posłusznymi Jemu. To nie jest wędrówka ludu, który nie ma kogoś, kto prowadzi go, gdzie każdy chodzi sobie jak chce, który ma własne pomysły na każdy dzień. Gdy opuściliśmy ten świat grzechu, potrzebujemy kogoś, kto by nas prowadził dalej wzwyż. Ten, który wezwał nas, dał swego Ducha, abyśmy dalej podążali. Nikt z nas nie może chodzić już według własnych przemyśleń. Jeśli tylko pozwolimy sobie na własne sposoby, zaczynamy doznawać, że słabnie nasza świętość, słabnie nasze pragnienie nieba. Wróg atakując, zaczyna osłabiać instynkt, aby iść dalej za Panem Jezusem Chrystusem. Potrzebujemy Jego rozkazów. Słowo Boże mówi, że Jego rozkazy są nam miłe i przyjemne, ponieważ one prowadzą nas dalej wzwyż. Nie są uciążliwe, bo one ratują nas przed bałaganem tego całego świata.

         Potrzebujemy trzeźwości. Bracie i siostro, każdy dzień, w którym ty myślisz sobie, że nie ma rozkazów dla ciebie na dzisiaj jest oszukanym dniem. Jest niemożliwe, żeby Jezus nie miał dla ciebie rozkazów na dzisiaj – rozkazów do służby, rozkazów do czynienia tego co Jemu się podoba, rozkazów do chwały, rozkazów do kapłaństwa, rozkazów do i do, i do każdego jednego działania. Codziennie spływają na nas rozkazy. One są przejawem Jego miłości do nas. Nieustannie codziennym, niezmiennym rozkazem dla całego Kościoła jest rozkaz, abyście się nawzajem miłowali, jak Ja was umiłowałem. Ten rozkaz jest nieodwołalny; ani jednej sekundy Jezus nie odwołał tego rozkazu i nie odwoła. Powiedział: „Po miłości waszej poznają, że Ja tu byłem i po miłości waszej poznają, że jesteście moimi uczniami” A więc chociaż jedna sekunda spędzona bez miłości, to już jest to życie wbrew rozkazom tego prawdziwego Wodza .

         Jak więc Amalek nas ściga i ścigają nas nauki Amaleka. „A, nie potrzeba aż tak, można pożyć sobie trochę swobodniej, można zrobić sobie wczasy od miłości, w lekkomyślności na przykład, w fantazjach religijnych, przecież to nic się nie stanie”. Pamiętajmy, to jest podstawowe, najbardziej nam potrzebne prawo w tej wędrówce, bo jesteśmy w nieustannym boju. A więc miłość Chrystusowa w nas pomoże nam zrobić następny krok i następny krok. I każdy kto dołącza do Kościoła zdaje sobie sprawę, że Kościół idzie w miłości. To jest takie prawo Kościoła, które jest niezmienne. A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Chrystusowa, miłość Boża rozlana jest w sercach naszych. Jeśli tylko zapomnimy o tym przykazaniu i tak jakoś sobie leci to życie chrześcijańskie, to pamiętaj, że Amalek tylko czeka na to. Bądź zdeterminowanym, wygraj, bądź zawsze otwartym, otwartą na Bożą miłość. Taki był Chrystus nasz Pan, nasz Wódz.

         Każdy krok, tak jak przyjęliśmy Chrystusa, tak w Nim chodźmy, każdy krok. Pamiętaj, wróg próbuje działać na nasze umysły, żeby spowodować, że człowiek nie wie co robić w tym chrześcijaństwie. Tak jakby ktoś ci odebrał rozkazy co masz zrobić i przychodzisz, i nie wiesz co masz robić w chrześcijaństwie. To jest bardzo niedobra rzecz. Jak człowiek nawraca się, już od samego początku wie co ma robić, już te rozkazy spływają na człowieka. One sprawiają przyjemność, człowiek doznaje, że te rozkazy zbawiają go. Od samego początku, kiedy jest tylko wezwanie, pierwsze powołanie, doznajesz, że coś dobrego zjawiło się w tobie. Nie coś złego, bo złe było cały czas, ale kiedy Chrystus dotarł do mnie, czy do ciebie po raz pierwszy, zjawiło się coś innego, coś dobrego. I od tego momentu wszystko co zaczęliśmy kosztować z Chrystusa, było dobre.

         Mówiliśmy, że z Amalekiem nie sprzeczamy się, Amaleka pokonujemy. Jest Słowo Boże, które jest wyrocznią, jest to miecz obosieczny. Ono mówi jak ma być. Amalek próbuje zmieniać Słowo, troszeczkę wygładzić je i podać w inny sposób, żeby człowiek zaakceptował, że tak nie musi być jak chce Bóg, że nie trzeba się tak koniecznie słuchać Jezusa Chrystusa, że można zapomnieć o Jego rozkazach i też być chrześcijaninem, chrześcijanką. Można żyć bez rozkazów Chrystusa i samemu sobie dawać rozkazy; ja sobie myślę dzisiaj troszeczkę poczytać, a potem mam wolne od Kościoła, nie muszę budować się, nie muszę myśleć, nie muszę modlić się, nie muszę wstawiać się, nie muszę zastanawiać się nad tym. Gdyby nasze cząstki w ciele przestały tak zastanawiać się, że są jedno i każda zaczęłaby robić coś po swojemu, to co mielibyśmy w naszym ciele? Śmierć. Tak właśnie umierają zbory.  Dlatego Jezus mógł powiedzieć: „Macie imię, że żyjecie, a jesteście martwi, bo straciliście życie; życie to Chrystus. Pamiętajmy, mamy zawsze jeden podstawowy, niezmienny rozkaz: „Miłujcie się nawzajem, jak Ja was umiłowałem.” Wypełniajmy go uczciwie każdego dnia, czyńmy sobie to co On by uczynił nam. Nie myślmy, że raptem musisz usłyszeć ponownie i ponownie, każdego dnia musisz słyszeć: „Miłuj”. To jest niezmienny rozkaz na całą pielgrzymkę. Tak jak On umiłował nas, tak i my mamy się nawzajem miłować. Mamy nieść sobie pomoc, wspierać się nawzajem, uczciwie budować na Boży dom. W czasie tej drogi oczyszczamy się i pozbywamy się wszystkiego co przeszkadzałoby temu. Oczywiście wróg będzie chciał przeszkadzać, będzie próbował wrzucać różne rzeczy, żebyśmy zapomnieli o miłości, a więcej myśleli o tym, co kto komu złego zrobił.

         Oni w czasie tej wędrówki mieli nauczyć się być razem z Bogiem, iść za obłokiem, który podnosił się. Tak samo my za Duchem Świętym. Chwała Bogu! Umiłowani, w Chrystusie jest o wiele więcej, niż wielu ludzi sobie myśli, o wiele więcej. Kto pozna miłość Chrystusową, ten poznał już wszystko, więcej nic nie można poznać. To jest cała pełnia. Jakie to piękne, że możemy żyć, ucząc się Jezusa Chrystusa w miłości, ucząc się mówić dobro, myśleć o dobru, służyć dobru. Jakież to szczęście dla mnie i dla ciebie. I tu jest Jezus. Ale właśnie przez te różne złe, niedobre wydarzenia, jakże często absorbujące, tak jak pisał Paweł: „Aby prawe umysły wasze nie odwróciły się od posłuszeństwa Chrystusowi”, wróg próbuje atakować różnymi rzeczami. W sumie każdy dzień na tym obozie diabeł próbuje pomieszać nam szyki, a Duch Święty prowadzi nas dalej, abyśmy uporządkowywali szyki. Inaczej, wróg wpada, próbuje rozproszyć nas, a Duch Święty znowu przygarnia nas, żebyśmy byli jedno. Uczymy się wygrywać; zło pokonywać dobrem. Jesteśmy na olbrzymim polu bitewnym, gdyż każdy krok jest wywalczony.

Reklamy

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 1

Jako ludziom został nam dany najwspanialszy przywilej jakikolwiek mógł spotkać nas ludzi, żeby sam Bóg uczył nas o Sobie. On sam podjął się tego wspaniałego dzieła, by nauczyć nas ludzi kim jest, jakie ma wobec nas pragnienia, co dla nas przygotował. Dlatego też mamy najwyższy zaszczyt, że przez Swego Ducha Świętego On chce mówić nam o Sobie, o Swojej miłości do nas, o Swoim pragnieniu, byśmy należeli do Niego teraz i na wieczność. Najczystszy, najwspanialszy głos dotarł z nieba do ziemi, oznajmiając nam, że Ten, który mógłby gniewać się na nas, że pozwalaliśmy sobie na życie bez Niego, posyła Swego umiłowanego Syna, by wywołać nas ze świata gniewu i bezprawia do wędrówki, do pielgrzymki, do przemieszczenia się z przemijania do wieczności, z ciemności do światłości, z grzechu do świętości, z nieprzyjaźni do przyjaźni, z wrogości do modlitwy o siebie nawzajem. Dla nas ludzi jest to niepojęte przemieszczenie, gdyż my sami wiemy, jak jesteśmy niezdolni do tego, by czynić to co jest miłe Bogu w taki sposób, aby Jemu oddać chwałę w stu procentach, by to był On, by to był Ten, który potrafi uczynić to wszystko. Do tego tęsknimy i tego potrzebujemy, chcemy poznawać już to na ziemi i widzimy jak bardzo potrzebujemy Go w tej sprawie, aby być tymi, którzy pomogą sobie nawzajem. Jak bardzo potrzebujemy być uwolnieni z Egiptu, z tej ziemi niewoli, z ziemi, gdzie wróg zmuszał nas do pełnienia swojej woli, gdzie musieliśmy czynić coś, czego byśmy nie chcieli i to czasami komuś, kogo miłujemy. Jakaż to łaska, że przyszła pomoc z nieba.

         Tak samo Mojżesz kiedyś dotarł do tego ludu; byli w niewoli ponad czterysta lat. Będąc w niewoli ponad czterysta lat, stajesz się z natury niewolnikiem, to już jest w głowie, że jesteś niewolnikiem, ty już nie masz innego myślenia, jak to, że jesteś niewolnikiem, i że musisz być niewolnikiem. Mojżesz przyniósł im wiadomość od Boga, że Bóg chce wyprowadzić ich na wolność. W nas ludziach również przez tyle pokoleń istniało myślenie jako człowieka, że musimy grzeszyć, nie umiemy żyć bez grzechu, musimy w ten sposób postępować. Możemy sobie koloryzować nasze grzechy i udawać, że to są jakieś fajne wydarzenia, ale one i tak są grzechami przez które ktoś musiał ucierpieć, ktoś musiał być oszukany. I przyszedł do nas Chrystus, by ogłosić nam wolność, wyswobodzenie, wyprowadzenie z tej niewoli.

Idąc z Izraelem z poranka, mogliśmy dojść do wojny. Wyglądałoby, że kiedy wyjdą już z Egiptu i kiedy będą zmierzali w kierunku ziemi obiecanej, to już same tylko przyjemności spotkają ich po drodze. A tu okazywało się, że różne doświadczenia stanęły na ich drodze, ale oni mogli już pokonać je z Bogiem, wygrać, z Bogiem idąc dalej. Tak, że i w tej bitwie wzniesione ręce Mojżesza do Boga i Bóg, który dawał im zwycięstwo, okazywały, że Bóg chce przeprowadzić ich także na polu bitewnym, aby nie cofnęli się, kiedy wróg wychodzi im naprzeciw i chce, żeby przestraszyli się go, żeby zatrzymali się. Aby raczej mieli śmiałość i odwagę ci, którzy nigdy nie byli uczeni wojny, walczyć i wygrać. I ci, którzy byli stale przyzwyczajeni do porażki, do tego, że człowiek w końcu ulegał gdzieś grzechowi, mogli uczyć się zwycięstwa nad przeciwnikiem.

         Mówiliśmy sobie, że nie ma dla nas cofania się do tyłu. Jest droga już tylko w przód, tylko w kierunku wieczności, gdyż Bóg nie ma upodobania w tych, którzy się cofają. Bo wezwanie do wiecznej radości, do wiecznej miłości razem z Bogiem jest tak cennym wezwaniem, że jeśli człowiek ogląda się do tyłu, to znaczy, że człowiek przestał cieszyć się z powołania Bożego, że powołanie Boże już nie jest zaszczytem, że wezwanie do wieczności z Bogiem nie jest najwyższym przywilejem, że stało się czymś już nie tak ważnym, i że człowiek może powoli skierować sobie swoje zmysły i pragnienia z powrotem do ziemi porzuconej, do tego miejsca, gdzie musieliśmy to zło czynić.

         Musieli przejść przez to Morze Czerwone, aby oglądać jak wojska faraona giną, musieli zobaczyć jak ci, którzy ciemiężyli ich, giną w tej wodzie. Ich własne oczy patrzyły na pogrom ich wrogów. Bóg chce napełniać serce Swojego ludu zwycięstwem, Bóg chce, abyśmy oglądali Jego chwałę. Kiedy wyruszyliśmy w tą wędrówkę za Panem, zaczęliśmy oglądać chwałę zwycięstwa nad naszym wrogiem, zaczęliśmy oglądać jak giną nasi wrogowie, a my coraz pewniej stąpamy za naszym Panem i jesteśmy coraz pewniejsi, że Ten, który nas prowadzi poradzi sobie i z tym, i z tym, i poradzi z następnym. Nasza wiara zaczęła skupiać się na Nim, a wzywanie Jego imienia stało się dla nas przywilejem. Nie nauka, że kto będzie wzywać imienia Pańskiego, ten będzie zbawiony, była już przez nas znana, bo może nawet jeszcze nie doczytaliśmy się tego, ale wiedzieliśmy, że to Imię ma dla nas zwycięskie znaczenie, bo dzięki Niemu oglądaliśmy chwałę zwycięstwa nad naszymi wrogami. A więc nasze wyjście stało się podobne jak ich wyjście. Dlatego apostoł Paweł w 1Liście do Koryntian, 10 rozdziale pisze takie ostrzeżenie do nas, jako wychodźców, jako tych, którzy wyruszyliśmy w tą wędrówkę. Tylko tu jest ciekawe, że wtedy fizycznie cały ten naród musiał w tym samym momencie przekroczyć granice opuszczenia Egiptu, przechodząc przez Morze Czerwone. A my w Chrystusie przeszliśmy w tym samym czasie, ale fizycznie dołączamy w różnym czasie. Skoro On umarł, to i my umarliśmy, abyśmy mogli korzystać z tego poprzez pokolenia, jako obietnicy danej nam. Tak, że w każdym pokoleniu następni i następni ludzie wyruszali, aby iść do domu Ojca.

         Czytamy tutaj:     

         A chcę, bracia, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli. I wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu, i wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, i wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus. Lecz większości z nich nie upodobał sobie Bóg; ciała ich bowiem zasłały pustynię. A to stało się dla nas wzorem, ostrzegającym nas, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, jak tamci pożądali. Nie bądźcie też bałwochwalcami, jak niektórzy z nich; jak napisano: Usiadł lud, aby jeść i pić, i wstali, aby się bawić. Nie oddawajmy się też wszeteczeństwu, jak niektórzy z nich oddawali się wszeteczeństwu, i padło ich jednego dnia dwadzieścia trzy tysiące, ani nie kuśmy Pana, jak niektórzy z nich kusili i od wężów poginęli, ani nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali, i poginęli z ręki Niszczyciela. A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków. A tak, kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł. Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść.” 1Kor.10, 1-13.

         Ostrzeżenia przeżytego doświadczenia tamtych, którzy wyszli z Egiptu są dla mnie i dla ciebie pouczeniem i wskazaniem, abyśmy uważali, kiedy wychodzimy, aby nie dać się z powrotem gdzieś pociągnąć w coś co nie da nam siły aby iść dalej, co raczej odbiera siły, co krępuje ruchy, aby podążać ku wieczności. To jest prawdziwa wędrówka, prawdziwe życie w zmierzaniu ku wieczności. Każda chwila tych, którzy opuścili ten świat ciemności jest już napełniona zdecydowaniem, aby pójść dalej i dalej, każdego dnia dalej, aby być gotowymi spotkać się z Tym, który nas wezwał. To wezwanie jest w naszym sercu i ono jest święte. To wezwanie ma w sobie wartość większą niż wszystkie majątki tego świata, niż wszystkie, jakiekolwiek pozycje tego świata. To wszystko ma tu koniec, ale to wezwanie ma wieczne przywołanie w nas. Sam Bóg wzywa nas. Jak ważne jest kiedy idąc za tym Bożym powołaniem, doświadczamy w swoim życiu wartości tego powołania i dlatego wiemy jak ważne jest to, kiedy już wyszliśmy, abyśmy patrząc na naszego Pana Jezusa Chrystusa, trzymali się Go nieustannie, gdyż tylko On może obdarzyć nas siłą.

         Widzicie, ten cały lud musiał iść za Mojżeszem. Mojżesz był ustanowionym przywódcą przez Boga i oni musieli iść za Mojżeszem. Co prawda oni szemrali i narzekali: „Mojżeszu, gdzie ty nas wyprowadziłeś, teraz wszyscy poginiemy”, ale widzimy, że nikt z nich nie zginął z powodu złego prowadzenia. Jeżeli ginęli, to tylko dlatego, że nie umieli uszanować Boga, i nie chcieli być Mu posłuszni. Nikt nie umarł z powodu braku pokarmu, ani z powodu braku wody, wszystko co potrzebne, aby mogli żyć, otrzymali.

         Tam była droga przez pustynię, tu idziemy przez Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez święte, czyste Ciało Chrystusa. Uczymy się tego Ciała, uczymy się żyć zgodnie z tą drogą. Powiem wam, że to jest najwspanialsza nauka, ale jak trzeba mieć ochotne serce, aby chcieć poznawać Pana, aby chcieć przyjmować to, co na tej drodze spotkamy, bo nie ma na tej drodze zmarnowanych dni. Te dni są wypełnione kosztownością Chrystusa. Gdy żyjemy na tej drodze, wzrastamy, rozwijamy się. Tak samo jak Izraelici mieli nabywać odwagi, śmiałości, idąc przez pustynię, tak my idąc przez wiarę w Chrystusie, nabywamy coraz większej pewności, że Ten, który jest naszą drogą jest dokładnie tą drogą, którą mamy iść. Uczymy się, poznajemy, czerpiemy z Niego, żyjemy dzięki Niemu. Pamiętaj, to nieustannie musi być rzeczywistością w tobie i we mnie, nigdy nie zapomnij kim jesteś. Gdyby kiedykolwiek ktokolwiek nawet ciebie spytał, to odpowiesz: „Opuściłem świat przez śmierć Chrystusa, abym dzisiaj szedł w Ciele Chrystusa Jezusa do wieczności z moim Bogiem. Każdy dzień jest dniem spędzonym z Nim. Uczę się i zwyciężam.” Uczymy się jeszcze więcej tego Chrystusa i bycia więcej ze sobą na Jego świętych warunkach. I każdy następny, który dołącza do Kościoła uczy się tego samego Chrystusa, aby iść w kierunku Ojca na tych samych świętych warunkach.

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (poranne) Świadectwo podążających za Bogiem część 3

Może jeszcze wrócimy do II Księgi Mojżeszowej, 17 rozdział od 8 wiersza:

 

„I nadciągnęli Amalekici, aby walczyć z Izraelem w Refidim. Wtedy rzekł Mojżesz do Jozuego: Wybierz nam mężów i wyrusz do boju z Amalekitami. Jutro ja z laską Bożą w ręku stanę na szczycie wzgórza. Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici.”

 

A więc jest to bitwa zależna całkowicie od Boga. Tu jest pokazane, że Bóg jest Zwycięzcą,  a my mamy czerpać z Niego siły, by wygrywać. To nie jest bitwa siły mięśni, możliwości ciała. Jest to siła Boga. Od Niego zależy zwycięstwo.

Kto dzisiaj jest Amalekitą? Z kim to mamy walczyć tak, żeby nie przegrać,  ale zwyciężyć. Czy w ogóle jeszcze dzisiaj żyją Amalekici? Tu jest napisane, że: Przyłóż rękę do sztandaru Pana, wojna jest między Panem a Amalekitami z pokolenia w pokolenie.

Gdzie są ci Amalekici?

 

Dzieje Apostolskie, 4 rozdział. Zobaczymy Amalekitów.

 

 

„A gdy oni mówili do ludu, przystąpili do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze.”

 

Mamy Amalekitów. To faryzeusze i saduceusze są Amalekitami. To oni ścigają Boży lud i chcą stale wojny z Bożym ludem. To oni wypuścili swoich, aby głosili obrzezanie w Kościele. To oni fałszywie zwodzili, aby odwieść od Boga, i ta walka z nimi jest nie na zasadzie sporów, a na zasadzie tego, że my należymy do Boga. To są ci, którzy cały czas ścigają wolność Bożego ludu. Którzy cały czas chcą odebrać wolność Kościołowi. Którzy swoimi zwodniczymi naukami chcą wyprowadzić Koścół z prostej drogi Pana na fałszywą. Ten bój trwa do końca. To są ci fałszywi bracia, którzy weszli i głosili fałszywą wiadomość, i Paweł mówi: Przeciwstawiliśmy się i nie daliśmy im szansy, żeby nam ją zabrali.

Amalekici żyją, ale wszyscy zginą. Ci, którym nie zależy na zdrowym Kościele, ci, którzy nie myślą o Panu, aby Go uwielbiać i aby zbór był silny w Panu, aby zmierzał w silny, zdrowy sposób w pielgrzymce do wieczności, stoją po stronie Amalekitów. Ich natura jest Amalekitów. Bo im nie zależy na zdrowym Kościele, ale zależy im na chorym Kościele. Na zagubionym Kościele, żeby z samych siebie uczynić wielkich bohaterów. Taki jest Amalek. On chce być wielki. Chce pokonać Boży lud, żeby siebie uczynić wielkim. Tak samo ci chcieli podbić ich pod siebie, żeby chlubić się z ich ciała. Chlubić się, że pokonali chrześcijan, że chrześcijanie są jak oni. I co ci Amalekici czuli?

 

„Oburzeni, iż nauczają lud i zwiastują zmartwychwstanie w Jezusie.”

 

Byli oburzeni Amalekici i grozili, że jeśli będą głosić dalej Jezusa, to  chrześcijanie będą mieli problem. Co Jezus im powiedział? Czyimi oni są synami? Są synami diabła. To są religijni ludzie, którzy nie oddali życia Jezusowi, ale diabłu. Mają wiedzę biblijną, ale nie mają życia Chrystusa w sobie. Wiecie, ilu ludzi wierzących zostało pokonanych przez Amaleków? Ilu zostało sprowadzonych ze świętej, czystej, zdrowej drogi na drogi kręte? To jest dalej Amalek. Z nim nie wolno mieć układów. Z Amalekiem jest wojna do końca. To oni wybijają tych, którzy zaczynają troszeczkę odstawać od kościoła. Którzy zaczynają się wahać, tych Amalek szybko dopada i mówiąc im religijne rzeczy, odwodzi ich od Chrystusa. Nie namawia ich wcale, żeby tak jak mówiłem, wybijali szyby czy ukradli komuś jakiś samochód. Religijnymi nauczaniami Amalek odwodzi od Chrystusa, aby następnie zabić duchowo.

 

Czytamy w 21 wierszu:

 

„A oni zagrozili im ponownie i zwolnili ich, nie znajdując nic, za co by ich ukarać, a to ze względu na lud; wszyscy bowiem wysławiali Boga za to, co się stało. Bo człowiek, na którym dokonał się ten cud uzdrowienia, miał ponad czterdzieści lat.”

 

I znowuż co robi Kościół? Dokładnie to, co robił Mojżesz. Oni podnoszą swoje ręce do Boga. Cały Kościół. To jest poważna bitwa. Rozumiecie, nie mając zrozumienia wojny, byśmy dzisiaj powiedzieli: o, dobrze, że jesteście wolni  i dalej byśmy sobie się cieszyli po swojemu. Oni wiedzieli, że to jest wojna, i oni muszą natychmiast stanąć przed Bogiem, żeby Amalek nie nabrał sił, i żeby nie uderzył jeszcze mocniej.

 

„A gdy zostali zwolnieni, przyszli do swoich i opowiedzieli wszystko, co do nich mówili arcykapłani i starsi. Ci zaś, gdy to usłyszeli, podnieśli jednomyślnie głos do Boga i rzekli: Panie, Ty, Któryś stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest. Któryś powiedział przez Ducha Świętego ustami ojca naszego Dawida, sługi Twego: Czemu wzburzyły się narody, a ludy myślały o próżnych rzeczach? Powstali królowie ziemscy i książęta zebrali się społem przeciw Panu i przeciw Chrystusowi Jego. Zgromadzili się bowiem istotnie w tym mieście przeciwko świętemu Synowi (albo Słudze) Twemu, Jezusowi, Którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i plemionami izraelskimi. Aby uczynić wszystko, co Twoja ręka i Twój wyrok przedtem ustaliły, żeby tak się stało. A teraz, Panie, spójrz na pogróżki ich i dozwól sługom Twoim, tu jest niewolnikom Twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo Twoje. Gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby działy się znaki i cuda przez Imię Świętego Syna (Sługi) Twego, Jezusa. A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże.”

 

To samo doświadczenie w starym testamencie miał Mordochaj. Nie było zgody z Amalekiem. Nie skłonił kolana, nie pozwolił na to, żeby wejść w rozejm z Amalekitami. Tak samo i my – nie ma rozejmu. Nie ma rozejmu z fałszywymi nauczaniami. Nie ma rozejmu z fałszywymi opowieściami. Kościół ma życie Chrystusa w sobie. A życie Chrystusa to jest święte życie. To nie jest podrobienie życia. Amalek ma podrobienie.

Tak samo, jak pamiętamy o wojnie, o której czytamy w liście do Galacjan. Opisana wojna i zwróćcie uwagę, kto tam znowu jest.

Czytamy w 4 rozdziale, od 28 wiersza:

 

„Wy zaś bracia, podobnie jak Izaak, dziećmi obietnicy jesteście. Lecz jak ongiś ten, który się według ciała narodził, prześladował urodzonego według Ducha, tak i teraz. Lecz co mówi Pismo? Wypędź niewolnicę i syna jej; nie będzie bowiem dziedziczył syn niewolnicy z synem wolnej. Przeto, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, lecz wolnej!”

 

„Lecz jak ongiś ten, który się według ciała narodził prześladował urodzonego według Ducha, tak jest i teraz.” Stąd mówią, że nie trzeba aż tak się uświęcać, można żyć w ten czy inny sposób. Można pokierować w takim czy innym kierunku, i też będzie dobrze. Amalek zawsze szedł za Bożym ludem. Tak samo i ci szli za Bożym ludem. Tam, gdzie Paweł poszedł, tam poszedł i Amalek, żeby zniszczyć to, co zbudował Pan. Amalek nie ma w tym udziału, a więc nie ma też ochoty, żeby to się powiodło. Myśli tylko, żeby zniszczyć. Jeśli chcesz iść w pielgrzymce, pamiętaj, zawsze niech będzie to Chrystus i jedność w Chrystusie. Jeden cel, jeden plan, jedno wykonanie. Nie idź na łatwiznę i nie zgadzaj się z innym nauczaniem, jak tylko z tym, które będzie nieustannie powodować, że będziesz zaangażowanym, zaangażowaną w to, aby Kościół żył i obfitował w Chrystusie. Jeden Chrystus. Wspaniały, Który stanął jako pierwszy i powiedział: „Wyprzyj się siebie, weź swój krzyż i pójdź za Mną, i naśladuj Mnie”. Pamiętajmy, jesteśmy w wielkim marszu, a celem jest dom Ojca. Jako umiłowane Jego dzieci w sercu mamy Jego miłość, Jego łagodność, Jego zdecydowanie. Chrystusowe zdecydowanie, Chrystusową prawość, Chrystusową prawdomówność. Dzieci Boże nigdy nie koloryzują, nigdy nie przejaskrawiają, nigdy nie próbują oszukać opowieściami. Cenią sobie prawdę, gdyż wiedzą, że tylko prawda daje wolność. Dlatego dobrze jest ratować się i nigdy nie zejść ze świętej pozycji. Wiecie, tam jest napisane – oni są jak te obłoki bez wody, które wnikają między was i zwodzą was, mówiąc, że są wolni, kiedy tak naprawdę nie są wolni, ponieważ nie mogą podążać za Panem Jezusem w ten sposób, jak Duch Święty prowadzi. Muszą żyć w swoim złym stanowisku. To są ci, którzy nawrócili się, a potem odwrócili i stali jak świnie, które wróciły do swoich starych działań, swoich starych sposobów życia. Lepiej byłoby się nie nawrócić dla nich, niż nawróciwszy się odwrócić od należenia do Chrystusa. To, o czym mówiliśmy też wczoraj, że wszystko musiało wyjść, żeby po nic nie trzeba było już wracać. Wszystko co mamy, to mamy tam, w Panu Jezusie, Chrystusie. To jest nasze jedyne prawdziwe bogactwo, które nikt nam nie ukradnie, dopóki my należymy do Niego. Idźmy więc zdecydowanie, stawiajmy pewnie kroki. Pamiętajmy, że jest to wojna po wszystek czas. Aż do spotkania z Panem będziemy mieli wojnę. Ani jednego dnia bez wojny. Włączasz internet, a tam już czekają Amalekici z wieściami. Najlepsze przetłumaczenie Biblii, teraz znamy już wyjaśnienie, następne objawienia, które nie są prawdziwe. Dlatego ludzie tak lekko sobie to wstawiają, bo nie są świadomi odpowiedzialności za zwiedzionego chociaż jednego człowieka. Bo kto by jednego z tych najmniejszych zwiódł, zgorszył, to lepiej żeby sobie kamień młyński uwiązał i rzucił się w morze. Jest to sprawa bardzo ważna. Z jednej strony wspaniała, bo lud Boży idzie i wzrasta, rozwija się. Ćwiczy się w bitwach i coraz bardziej jest mężny, okrzepły pośród tych bitew. Nabiera coraz więcej zrozumienia, co tu się dzieje, jak bardzo trzeba być trzeźwym, czy trzeźwą, żeby nie wpaść w pułapkę. W każdym bądź razie myślmy o tym. Pamiętajmy, że to jest nasza prosta droga. Sprawiedliwi nią chodzą. Przebaczajmy sobie nawzajem, pomagajmy. To jest oznaka Kościoła. Czystość jest oznaką Kościoła. Kościół chce być czysty, bo Oblubieniec jest czysty. Dlatego czystość i pragnienie czystości jest oznaką Kościoła. Starajmy się o to, ratujmy się w Panu, aby się nie zagubić.

 

Przeczytam jeszcze na zakończenie jedno miejsce z 10 rozdziału listu do Hebrajczyków, od 25 wiersza:

 

„Nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.”

 

To dzień spotkania z Panem.

 

„Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy. Lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników. Kto łamie zakon Mojżesza, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków. O ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski! Znamy przecież Tego, Który powiedział: Pomsta do Mnie należy, Ja odpłacę; oraz: Pan sądzić będzie lud swój. Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego.”

 

Będziemy chcieli sobie chwileczkę tylko powiedzieć co to znaczy: „jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy”. Jeśli doświadczyliśmy poznania prawdy, że zostaliśmy wywołani z tego świata, aby iść w kierunku Ojczyzny w niebie, to jeśli rozmyślnie zejdziemy z tej drogi, jeśli rozmyślnie opuścimy tą drogę wędrówki, to o tym wtedy mówi Słowo Boże. Jeśli opuścimy wspólne zgromadzenie, jeśli zejdziemy sobie z drogi prawdy i będziemy sobie żyli dla samych siebie. Bóg nie ma upodobania w tych, którzy się cofają i giną. Lud Boży ma iść zawsze do przodu. Kościół nigdy się nie cofa, a więc każda cząstka Kościoła nie ma prawa się cofać. Jest to odpowiedzialność, gdyż każdego dnia Bóg dał nam następny dzień przybliżający nas do spotkania z Nim, aby On był wykorzystany, abyśmy uczyli się przed spotkaniem, jak mamy być gotowi, aby być z Nim na wieczność. Pamiętajmy, nie opuszczajmy tego zgromadzenia w Chrystusie, bo w Nim wydajemy owoc. A jeśli ktoś nie wydaje już tego owocu, kto nie trwa w Panu – tak mówi Słowo Boże, ten zostaje odcięty i wyrzucany precz na spalenie. Dopóki trwamy, nawet jeśli coś nam się nie udaje, ale trwamy w jedności Chrystusowej, razem troszcząc się o to, żeby Kościół rósł, wzrastał w sile, aby Kościół był zwycięski – Pan jest z nami. Ale jeśli nie zależy nam na tym, nie obchodzi nas to. Opuszczamy sobie to, wtedy opuszczamy to, po co przyszedł Chrystus, aby zgromadzić nas w jedno i abyśmy byli przygotowani na spotkanie z Ojcem. Dobrze jest pamiętać o tym i pilnować się tego. To nie jest połączenie z religią, to nie jest połączenie z jakimś wyznaniem. Wyznania i religie można opuszczać. Czytaliśmy: „opuść Babilon, ludu mój”, ale nie wolno nam opuszczać Chrystusa. Chrystus nigdy nie będzie rozdwojony. Chrystus jest jeden, dlatego niech Bóg będzie z Tobą i ze mną, abyśmy w tej wędrówce, w tej pielgrzymce pamiętali, że nawet gdyby się źle działo, byłyby doświadczenia, gdyby wróg atakował, pamiętaj – trzymaj się w Chrystusie jedności. Diabeł zawsze ludziom mówi: odejdź. Każdy to słyszał. „Odejdź, poradzisz sobie sam, poradzisz sobie sama, odejdź”. Pamiętaj, wtedy przeciwstaw mu się, bo to jest głos Amalekity, odejdź. Odejdziesz, zaczniesz grzeszyć. I nie chodzi mi o religię, chodzi mi o jedność w ciele, o jedność z tymi, którzy idą, oczyszczając się, uświęcając się, poddając się Bogu.

Niech Pan będzie uwielbiony za to, że po to właśnie przyszedł i to jest ten cel, który Ojciec Mu wyznaczył, abyśmy i my jedno byli, tak jak On z Ojcem jest jedno. Pamiętaj, cofanie się od tej jedności jest wchodzeniem w grzech, o którym Bóg mówi, że wtedy On wywrze pomstę za ten grzech. Amen.

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (poranne) Świadectwo podążających za Bogiem część 2

 

W 16 rozdziale II Księgi Mojżeszowej czytamy:

 

„Potem oni wyruszyli z Elim i piętnastego dnia drugiego roku, po wyjściu ich z ziemi egipskiej, przybył cały zbór synów izraelskich na pustynię Sin, która leży między Elim a Synajem. Cały zbór synów izraelskich szemrał na pustyni przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi. I rzekli do nich synowie izraelscy: Obyśmy byli pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdyśmy siadali przy garnku mięsa i mogli się najeść chleba do syta! Bo wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby całe to zgromadzenie zamorzyć głodem. Na to rzekł Pan do Mojżesza: Oto Ja spuszczę wam jako deszcz chleb z nieba! I wyjdzie lud, i będzie codziennie zbierał, ile mu potrzeba, abym go doświadczył, czy chce postępować według prawa Mojego, czy też nie.”

 

Umiłowani bracia i siostry, nic się nie zmieniło. Bóg też nas doświadcza, czy będziemy chcieli postępować za Nim z miłością, z wdzięcznym i  zadowolonym sercem. Czy będziemy stale narzekać: dlaczego to, dlaczego tamto, dlaczego nie tak, a dlaczego w ten sposób? Wiecie, co stało się ze szemraczami. Szemrania w niebie nie będzie. A więc gdzie kończą szemracze? Tam, gdzie nie ma połączenia z niebem. Pan Jezus powiedział, że ci, którzy są w gehennie nie mają połączenia z tymi, którzy są w niebie. Odległość między nimi jest nie do przekroczenia, ani z nieba tam, ani stamtąd do nieba przejść nie można. Więc nie będzie słychać szemraczy. Ale ważne, żeby w niebie nie zabrakło ciebie i mnie, żebyśmy mogli tam się spotkać i chwalić Boga. Nauczymy się tego tu na ziemi, pośród wielu doświadczeń chwalić Boga. A więc rozpoznajesz brata i siostrę, patrzysz, i chcesz widzieć, jak oni chwalą Boga w doświadczeniach. Wszystkie doświadczenia, jakiekolwiek na nas przychodzą, nie są dziełem przypadku. Są dziełem doświadczenia, byśmy umieli je pokonywać. Abyśmy umieli robić następne kroki należąc do Boga. Musimy mężnieć w Panu. To jest ćwiczenie, które naszego ducha czyni silnym w Panu, które pozwala duchowo podążać za Bogiem. A więc dostali mannę, którą zbierali. Bóg ich uczył sześć dni zbierać. Szóstego dnia podwójną porcję, ponieważ w sobotę odpoczywali. I co ciekawe, kiedy zebrali pierwszego dnia i chcieli zachować z tego na drugi dzień, to weszły w tą mannę robaki. Ale jak zbierali w piątek na sobotę, to już robaki nie wchodziły. A więc znowu widzieli cud za cudem. I znowu się cieszyli, mając już teraz chleb, który mogli jeść codziennie. Wychodzili, zbierali, jedli. A co później mówili? Ciągle ta manna i manna. Mięso też wtedy dostali. Szemrali, to im dał, aż mieli za dużo. Na pustyni się działo to wszystko. Kto z nas śmie narzekać na Jezusa? Na Chleb z nieba? Na pokarm, który darzy życiem? Komu już Jezus nie smakuje? I potrzebuje chleba tego świata, by się nasycać i być zadowolonym czy zadowoloną. Ten człowiek jest w wielkim niebezpieczeństwie, gdyż kto wzgardził manną, miał kłopoty. A kto wzgardzi Synem?

Jezus mówi: Mojżesz dał wam mannę, ale Bóg daje wam chleb z nieba. Ja jestem tym Chlebem z nieba, i kto by jadł ten Chleb, żyć będzie na wieki. Ale kto by nie jadł Go, zginie.

Oni dostali mannę, a my dostaliśmy Chrystusa na pokarm. Karmmy się Nim codziennie. W Nim jest wszystko, co potrzebne, byśmy mogli iść dalej, dalej i dalej. Jezus nigdy nie szemrał. A jak wyglądała Jego droga na ziemi? Wśród wielu doświadczeń, wielu prób oszukania Go, wśród płaczu, wołania – nigdy nie narzekał. Ojciec tego chce, żebyśmy byli wszyscy jak Jezus. On chciał Izraelitów wychować, że On jest ich Ojcem i chce ich jak synów prowadzić, żeby byli mężni. My też nie chcemy mieć w domu synów czy córki, takich rozlazłych, zmiękczonych, wypieszczonych przez rodziców, mających dwie lewe ręce, dwie lewe nogi, ani nie umiejących chodzić dobrze ani pracować dobrze. Chcemy, żeby byli prawdziwi. Tym bardziej Bóg chce mieć rzetelnych synów i córki, którzy będą umieli pracować w winnicy Jego. Będą umieli czynić dobro i czynić je wytrwale. Którzy nie będą już szukać swego, ale tego, co Pańskie.

 

A więc dostali mannę i dostali mięso. W 17 rozdziale czytamy od 1 wiersza:

 

„I wyruszył cały zbór synów izraelskich na rozkaz Pana z pustyni Sin i szli od postoju do postoju. I rozłożyli się obozem w Refidim, gdzie lud nie miał wody do picia. I spierał się lud z Mojżeszem, mówiąc: Dajcie nam wody do picia! Mojżesz im odpowiedział: Dlaczego spieracie się ze mną? Dlaczego kusicie Pana? Ale lud miał tam pragnienie i szemrał przeciw Mojżeszowi, mówiąc czy dlatego wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby przyprawić nas i dzieci nasze, i dobytek nasz o śmierć z pragnienia?”

 

I wiecie, to jest taka stara śpiewka szemraczy. „Czy po to wyszliśmy, żeby ginąć, czy po to, żeby zgubić się po drodze?” Tyle już ludzi wierzących słyszałem. „Nie mógłby Bóg inaczej to zrobić? Teraz mam tyle trudności w życiu, odejdę, cofnę się dlatego, że Bóg obciążył mi życie.”

Nie będzie dziękować tylko będzie narzekać, że za dużo tego, za dużo tamtego czy czegoś jeszcze. Cały czas zrzucanie winy na Boga. Pokolenie za pokoleniem mija i nawet chrześcijanie to samo robią. „Gdyby było łatwiej, to by było mi przyjemniej, a tak to zawsze trudności i trudności.” A skoro sprawiedliwy z trudnością wejdzie to gdzie bezbożny bez trudności wejdzie? Cieszysz się, że masz trudności? Oczywiście, kto by się cieszył. Ale Jakub pisze: Radujcie się jak macie próby, bo za nimi jest kosztowność poznawania Boga, wzrost, rozwój i stabilność. Jakby ci tylko jedzonko cały czas przynosili to byś się zrobił takim dziwakiem, a tak musisz iść zarobić, przynieść, wypracować i już inaczej.

 

„I wołał Mojżesz do Pana, mówiąc: Co mam począć z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie. I rzekł Pan do Mojżesza: Przejdź się przed ludem i weź z sobą kilku ze starszych Izraela. Weź także do ręki laskę swoją, którą uderzyłeś Nil, i idź! Oto Ja stanę przed tobą na skale, tam, na Horebie, a ty uderzysz w skałę i wytryśnie z niej woda, i lud będzie pił. Mojżesz uczynił tak na oczach starszych Izraela. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ synowie izraelscy spierali się tam i kusili Pana, mówiąc: Czy jest Pan pośród nas czy nie?”

 

Widzimy, że Bóg dał im wodę ze skały. Dlaczego ze skały? Przecież mógł uruchomić źródło. Bo Skałą, która im towarzyszyła był Chrystus. Pili z tej samej Skały. I kiedy Pana naszego, Jezusa Chrystusa widzimy w czasie święta, kiedy On wołał: Pójdźcie do mnie wszyscy spragnieni.

 

Otwórzmy ewangelię Jana 7 rozdział, od 37 wiersza:

 

„A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w Niego uwierzyli.; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony.”

 

„Kto pragnie niech przyjdzie do Mnie i pije.” Pijmy z tej Skały nieustannie. Niech nasze pragnienia wszystkiego będą zaspokojone Chrystusem! Bo kto się napije tej wody, już nigdy pragnąć nie będzie czegokolwiek innego, mając już napełnienie Chrystusem.

„Pragnę jeszcze to, pragnę jeszcze tamto.” Człowiek jest szczęśliwy, gdy   jest już napełniony i spełnione jest pragnienie, bo Chrystus wypełnił już wszystko. Cokolwiek stanie się po drodze, człowiek przechodzi przez to i idzie dalej. Potrzebni są pielgrzymi, którzy wiedzą, po co idą, gdzie idą i  jaki cel mają osiągnąć. Co było celem Izraela? Z jakim celem byli oni wyprowadzeni z Egiptu? Wejściem do ziemi obiecanej. A jaki jest nasz cel, chrześcijan, kiedy zostaliśmy wyprowadzeni ze świata ciemności? Ojczyzna w niebie – to jest nasz cel. Spotkać się z Ojcem i tam pozostać. A więc jak oni szli i mieli doświadczenia po to, aby mogli być gotowymi, by nabrali odwagi, by wejść do ziemi obiecanej w taki sposób, jak chce Bóg. My tak samo jesteśmy kształtowani, aby być gotowymi na spotkanie z Panem. Możemy zauważyć, że chociaż celem ich była ziemia obiecana, to byli pośród tego ludu tacy, którzy widzieli więcej, niż ziemię obiecaną. I którzy wiedzieli, że to nie o ziemię obiecaną chodzi, ale chodzi o coś więcej. O nich czytamy w liście do Hebrajczyków, kiedy apostoł Paweł opisuje to, i mówi o tych ludziach, którzy przejrzeli duchowo na oczy i zobaczyli więcej. Tamci nawet idąc do ziemi obiecanej, gdzie obiecywano im mleko i miód, krainę opływającą w dobrobyt, mieli problemy.

A tu czytamy o tych, którzy patrzyli dalej. 11 rozdział od 13 wiersza:

 

„Wszyscy oni poumierali w wierze, nie otrzymawszy tego, co głosiły obietnice, lecz ujrzeli i powitali je z dala; wyznali też, że są gośćmi, pielgrzymami na ziemi. Bo ci, którzy tak mówią, okazują, że ojczyzny szukają. I gdyby mieli na myśli tę, z której wyszli, byliby mieli sposobność, aby do niej powrócić. Lecz oni zdążają do lepszej, to jest do niebieskiej. Dlatego Bóg nie wstydzi się być nazywany ich Bogiem, gdyż przygotował dla nich miasto. Przez wiarę Abraham przyniósł na ofiarę Izaaka, gdy był wystawiony na próbę, i ofiarował jednorodzonego, on, który otrzymał obietnicę. Do którego powiedziano: Od Izaaka nazwane będzie potomstwo twoje. Sądził, że Bóg ma moc wskrzeszać nawet umarłych; toteż jakby z umarłych, mówiąc obrazowo, otrzymał go z powrotem. Przez wiarę Izaak udzielił Jakubowi i Ezawowi błogosławieństwa, zapewniającego przyszłość. Przez wiarę pobłogosławił umierający Jakub każdego z synów Józefa i skłonił się nabożnie, wsparty o wierzch swojej laski. Przez wiarę wspomniał umierający Józef o wyjściu Izraelitów i dał polecenie dotyczące swoich kości. Przez wiarę był Mojżesz po narodzeniu ukrywany…”

 

I tak dalej, i tak dalej. Bo oni widzieli ojczyznę w niebie, dlatego opuścili ziemską. Widzieli więcej, pragnęli więcej. Nie tylko dostać coś z ziemskości, coś z tych dóbr tego świata, ale chcieli dostać to, co niebiańskie, co wieczne, co nie ma końca. Byli spragnieni tego, a więc idąc w kierunku, nawet jak szedł Mojżesz w kierunku ziemi obiecanej, on trwał w skromności, należąc do Boga. On nie myślał, nie zachłystywał się tym, chociaż pragnął zobaczyć tą ziemię. Szedł za Tym, Który jest niewidzialny, jakoby Go widział. Oni wszyscy dostali tą samą nadzieję – niebiańskiej, wiecznej radości z Bogiem.

To, co dzisiaj robimy ma cel, ma sens, jeśli robimy to uświęcając się, oczyszczając się w tej wędrówce. Nasze spotkania mają sens i nie są to stracone chwile, bo uczymy się zrobić następny krok za Panem w sposób godny i prawidłowy. Jako trzeźwi ludzie, aby się móc modlić, aby pozostawać wiernymi Bogu. A więc widzieli i patrzyli w tym niebiańskim kierunku. 

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (poranne) Świadectwo podążających za Bogiem część 1

Będziemy z łaski Pana dzisiaj też mogli poruszać się w pielgrzymce, w wędrówce za Panem. Wiecie, że Izrael, kiedy wychodził z Egiptu był pod ogromnym wrażeniem Boga. Cuda, morze otwarte, wspaniałości, chwała. Ale też towarzyszyła im codzienność, to znaczy głód, ból i trud. Oglądali swoje żony narzekające w namiotach: „znowu nie mamy co do garnka włożyć”, „Co będzie z naszymi dziećmi? Czym je nakarmimy?”. To mężowie ruszyli do walki. „Mięsa nie mamy”. A więc towarzyszyły im codzienne doświadczenia. Z jednej strony wspaniałości i chwała, a z drugiej codzienność. Jak Pan Jezus uczył nas, aby te dwie wartości połączyć w sposób zdrowy dla każdego z nas?

 

„Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie nam przydane”.

 

Jeśli będziemy patrzeć na codzienność, odwracając oczy od chwały to codzienność zniszczy w nas radość zbawienia. Ale jeśli będziemy patrzeć na chwałę ze świadomością, że o codzienność troszczy się Bóg, to będziemy Mu nieustannie dziękować za to, że On jest naszym Bogiem. Więc nie oglądajmy się do tyłu, kiedy idziemy do przodu – łatwo się wtedy o coś potknąć, i później mieć kłopot oraz doświadczenie w swoim życiu. Mamy obecnie taką oazę, nie musimy do pracy iść, możemy sobie tutaj być razem, jedzonko przygotowane. Jak szedłem to nawet pachniało smażonymi kotletami po obozie, także zapach mówi, co będzie. A więc coś tam się już szykuje, my sobie siedzimy, słuchamy, analizujemy, myślimy co z czym połączyć, lub myślimy może o czymś innym – o codzienności życia i uwaga nasza jest odwrócona gdzie indziej. My też jesteśmy w pielgrzymce, w wędrówce. Mamy wspaniałe powołanie. Każdy, każda, ma wspaniałe powołanie. Wspaniałe świadectwo wzbudzenia, uświadomienia, otworzenia tego, co było dla nas zasłonięte. Wspaniałe pierwsze dotknięcie od Boga i wzniosłe zadowolenie, że Bóg jest naprawdę. Ludzie, którzy nas otaczali mogli zobaczyć, że coś się zmieniło w tym człowieku. Ten człowiek stał się innym. Wiara w Boga uczyniła z nas ludzi innego rodzaju. Chociaż byliśmy jeszcze w grzechach swoich, kiedy uwierzyliśmy po raz pierwszy i kiedy serce nasze było poruszone, to pośród tych grzechów już mieliśmy w sercu, aby mówić o naszym Zbawicielu, chociaż Go jeszcze prawie wcale nie znaliśmy.

 

Psalm 114  

 

„Gdy Izrael wychodził z Egiptu.

Dom Jakuba z pośród ludu obcego języka.

Stał się Juda jego świętością,

Izrael jego królestwem.

Morze widziało to i uciekło,

Jordan płynął wstecz.”

 

Zobaczcie, co się dzieje. Boży lud zaczyna iść za Bogiem. I o czym tu słyszymy? Zaczynają się dziać cuda, zaczynają się działania Boże. Ten lud widzi Boga w działaniu. Och, jak pięknie się wtedy idzie. Morze ucieka, Jordan się cofa.

 

„Góry podskakiwały jak barany.

Pagórki jak jagnięta.

Cóż ci jest morze, że uciekasz,

a ty Jordanie, że płyniesz wstecz?

Czemu góry skaczecie jak barany,

a wy pagórki jak jagnięta?

Zadrżyj ziemio przed Obliczem Pana,

przed Obliczem Boga Jakuba!

On zmienia skałę w jezioro,

krzemień w źródła wód.”

 

Boże dzieci, gdzie jest Bóg? W niebie czy też tu? Bóg jest wszędzie Bogiem. On ogarnia Sobą wszystko. Jest niewidzialny, ale On dokonuje wspaniałości. Kiedy wychodzimy jesteśmy jak młode jelonki podskakujące. Co prawda ludzie dziwią się: „jeszcze nigdy się tak nie cieszyłeś, a chyba nie było ci aż tak źle na tej ziemi”. Otóż powołanie Boże jest wspaniałe, piękne, godne najwyższej chwały. I ten lud jest pod olbrzymim wrażeniem.

 

Otwórzmy 2 Ks. Mojżeszową, 14 rozdział od 21 wiersza:

 

„A Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, Pan zaś sprowadził gwałtowny wiatr wschodni wiejący przez całą noc i cofnął morze, i zamienił w suchy ląd. Wody się rozstąpiły.”

 

Pewno był to gwałtowniejszy wiatr niż dzisiaj u nas wieje, i morze się rozdzieliło. I nasze morze musiało się przed nami rozdzielić.

 

„A synowie izraelscy szli środkiem morza po suchym gruncie, wody zaś były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie. Egipcjanie ścigali ich i weszli za nimi w środek morza – wszystkie konie faraona, jego rydwany i jego jeźdźcy. A nad ranem spojrzał Pan na wojsko Egipcjan ze słupa ognia i obłoku, i wzniecił popłoch w wojsku egipskim. I sprawił, że odpadły koła jego rydwanów, także że z trudnością mogli posuwać się naprzód. Wtedy rzekli Egipcjanie: Uciekajmy przed Izraelem, gdyż Pan walczy za nich z Egipcjanami. Pan zaś rzekł do Mojżesza: Wyciągnij rękę nad morze, aby się wody wróciły i zalały Egipcjan, ich rydwany i ich jeźdźców. Mojżesz wyciągnął rękę nad morze i wróciło morze nad ranem na swoje miejsce podczas gdy Egipcjanie uciekali w jego stronę. Tak wtrącił Pan Egipcjan w sam środek morza. Powracające wody okryły wozy i jeźdźców całego wojska faraona, które weszło za nimi w morze. Nie ostał się z nich ani jeden. Synowie izraelscy zaś przeszli po suchym gruncie środkiem morza, a wody były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie. Tak wybawił Pan w tym dniu Izraela z ręki Egipcjan; i widział Izrael Egipcjan martwych na brzegu morza. Izrael ujrzał wielką moc, jaką okazał Pan na Egipcjanach, a lud bał się Pana i uwierzyli w Pana i w sługę Jego Mojżesza.”

 

To jest jedno z nielicznych tłumaczeń. Większość tłumaczy: uwierzyli Panu i słudze Jego, Mojżeszowi. Chociaż Cylkow tłumaczy dokładnie tak samo, a podobno Cylkow najlepiej przetłumaczył Stary Testament, i może faktycznie tak jest.

 

Oto przeszli przez Morze Czerwone. Zadowoleni, szczęśliwi idą dalej. Mówią: Nasz Bóg to Bóg! Morze ustąpiło, chwała Bogu! Jaki wspaniały jest nasz Bóg!

I tak idą. Idą tacy zadowoleni, że podążają za takim wspaniałym Bogiem, spodziewając się następnych wspaniałości w swoim życiu.

 

15 rozdział, od 22 wiersza.

 

„Potem powiódł Mojżesz Izraela od Morza Czerwonego i wyszli na pustynię Szur. Wędrowali trzy dni po pustyni, a nie znaleźli wody.”

 

Już nie było tak przyjemnie. Ile znacie w swoich doświadczeniach dni, gdzie po wspaniałości zaraz za parę dni było już inaczej. Patrzysz, chodzi ten brat: taki zadowolony, a za chwilę chodzi ze zwieszoną głową, albo siostra. Co się stało? Bóg się zmienił? Nie, Bóg jest przecież ten sam. Co się zmieniło? Bóg daje następne doświadczenie. On uznał, że teraz nie będzie otwartego morza ale będzie gorzka woda. I jak się zachowasz wtedy, jak to co napotykasz, już ci nie pasuje?

Chwała Bogu, wrogowie poginęli, my Boży lud idziemy zadowoleni i uśmiechnięci, spodziewając się następnych wspaniałości a tu gorzka woda. I to po trzech dniach po pustyni. To dopiero, co? Kto by podziękował za tą gorzką wodę Bogu? „Za wszystko dziękujcie”. Kto by podziękował? Ten, który wierzy w Boga.

 

„I przybyli do miejscowości Mara, i nie mogli tam pić wody, bo była gorzka; dlatego nazwano tę miejscowość Mara. Wtedy lud szemrał przeciwko Mojżeszowi, mówiąc: Co będziemy pić? Mojżesz wołał do Pana, a Pan wskazał mu drzewo; i wrzucił je do wody, a woda stała się słodka. Tam ustanowił dlań przepisy i prawo i tam go doświadczył.”

 

Widzicie, Bóg doświadczył. Tylko dasz to, co im nie pasuje, to co będą robić? Szemrać. Jeśli tylko dostaną coś, co nie pasuje, uśmiech ginie. Myśmy myśleli, że to będzie łatwiej, że to będzie lepiej, że to bez tych doświadczeń goryczy, że to zawsze będzie słodko i przyjemnie. Nic nas nigdy nie dotknie.

 

„I rzekł: Jeżeli pilnie słuchać będziesz głosu Pana, Boga twego, i czynić będziesz to, co prawe w oczach Jego, i jeżeli zważać będziesz na przykazania Jego, i strzec będziesz wszystkich przepisów Jego, to żadną chorobą, którą dotknąłem Egipt, nie dotknę ciebie, bom Ja, Pan, twój lekarz. I przybyli do Elim, gdzie było dwanaście źródeł wody i siedemdziesiąt palm; i tam nad wodą rozłożyli się obozem.”

 

Bóg im dał odpocząć. Myśl bracie i siostro, że też jesteśmy właśnie w takiej pielgrzymce. Też idziemy i różnie bywa, ale nauczmy się wierzyć Bogu i ufać Mu, bo on po coś to uczynił. Już nie raz mówiliśmy o tym.

 

Księga Izajasza, 38 rozdział, od 15 wiersza:

 

„Cóż mam mówić, skoro to On rzekł do mnie i On sam to uczynił? Wszystek mój sen spłoszony przez gorycz mojej duszy. Panie! Ciebie wyczekuje moje serce, pokrzep mojego ducha i uzdrów mnie, ożyw mnie! Zaprawdę, zbawienna była dla mnie gorycz, lecz Ty zachowałeś duszę moją od dołu zagłady, gdyż poza Siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy. Nie w krainie umarłych bowiem Cię wysławiają, nie chwali Ciebie śmierć, nie oczekują Twojej wierności ci, którzy zstępują do grobu. Żywy, tylko żywy wysławia Ciebie, jak ja dzisiaj, ojciec dzieciom ogłasza Twoją wierność. O Panie! Wybaw nas! A będziemy grać na strunach przed domem Pana po wszystkie dni naszego życia.”

 

 

Gorycz może się okazać zbawienna. Gorycz może zatrzymać fałszywy entuzjazm, fałszywe emocje, które gdyby mogły, to zaniosłyby człowieka do diabła. Bóg chce uczyć nas, a nie fantazjować z nami. A więc potrzebne jest też powstrzymanie, żeby człowiek potrzebował Boga, żeby móc wzdychać do Niego. I kiedy pojawia się gorycz, ona musi być usunięta przez miłość Chrystusa. Doświadczenia są po to, żeby nas nauczyć chodzić za Nim. Są dni wspaniałe i są dni bardzo trudne. Jedne i drugie pochodzą od Boga. One są po to, żeby człowiek zmężniał, żeby człowiek nauczył się iść za Bogiem bez względu na to, co się stanie, wiedząc, że Bóg ma przygotowane dla nas to, co najlepsze. Czy jesteśmy gotowi, my, chrześcijanie nowotestamentowi iść za Bogiem? Wiecie, co wam powiem, każdy z nas, jeżeli nie weźmie tego, co potrzebne, by dalej iść, to na następnym zgromadzeniu jest senny i nie wie, co ze sobą zrobić, czy senna. Ale każdy, który weźmie, ten potrzebuje następnych instrukcji i jest czujnym, aby je przyjąć, czy czujną. Bo wie, że potrzebuje następnych instrukcji w wędrówce. Jesteśmy cały czas w drodze, tak czy nie? Cały czas. Potrzebujemy następnych kroków wiary, aby później nie fantazjować na temat drogi, którą idziemy, kiedy już od jakiegoś czasu cofamy się. Chodzi o to, żebyśmy mieli codzienne, świeże, czyste relacje z wędrówki, z podążania za Panem. Oni je mieli. To nie była dla nich wirtualna pustynia w komputerze i woda w szklance obok. To była prawdziwa pustynia, prawdziwy lud, prawdziwe pragnienie i prawdziwa gorzka woda. I prawdziwa przemiana jej w słodycz. 

Obóz w Bojanie 03.08.2017 (wieczorne) Samowolni lub wolni w Chrystusie – część 3

 

W liście Jakuba, czytamy w tym 1 rozdziale od 16 wiersza:

„Nie błądźcie, umiłowani bracia moi. Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany, ani nawet chwilowego zaćmienia. Gdy zechciał, zrodził nas przez Słowo prawdy, abyśmy byli niejako pierwszym zarodkiem jego stworzeń. Wiedźcie to, umiłowani bracia moi. A niech każdy człowiek będzie skory do słuchania, nie skory do mówienia, nie skory do gniewu. Bo gniew człowieka nie czyni tego, co jest sprawiedliwe u Boga. Przeto odrzućcie wszelki brud i obfitość złości i przyjmijcie z łagodnością wszczepione w was słowo, które może zbawić dusze wasze. A bądźcie wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie. Bo jeśli ktoś jest słuchaczem Słowa, a nie wykonawcą, to podobny jest do człowieka, który w zwierciadle przygląda się swemu naturalnemu obliczu; bo przypatrzył się sobie i odszedł, i zaraz zapomniał, jakim jest. Ale kto wejrzał w doskonały zakon wolności i trwa w nim, nie jest słuchaczem, który zapomina, lecz wykonawcą. Ten będzie błogosławiony (szczęśliwym) w swoim działaniu”.

Kto wejrzał w doskonały zakon wolności. Wiesz, że wszystko ci wolno, wszystko mi wolno, by uczynić dobro. Bóg wypuścił nas na wolność z całkowitą swobodą, aby ratować, aby czynić to, co podoba się Bogu. Nie jesteśmy ograniczeni, zakon nie jest już dla tych, którzy są w wolności. Żyjemy w taki sposób, jak żył Chrystus, który mógł powiedzieć tej kobiecie, która cudzołożyła: Ja cię nie potępiam, idź i więcej nie grzesz. Chociaż zakon mówi, że powinna być ukamieniowana i ten, który z nią cudzołożył. Wolność, by móc dać wolność, grzesznikowi dać możliwość uratować się, nie chodzić jak pamiętliwy, czy pamiętliwa, wypominający, czy wypominająca, liczący i licząca, ale móc dawać wolność, wolność ratowania się. To jest zakon wolności.

I 2,12:

„Tak mówcie i czyńcie, jak ci, którzy mają być sądzeni przez zakon wolności”. Nas już nie będzie sądził zakon Mojżeszowy, chyba że opuścimy Chrystusa, wtedy podpadamy z powrotem pod zakon Mojżeszowy. Zapłatą za jeden grzech jest śmierć. Choćbym wykonał nie wiadomo ile, jeśli w jednym bym uchybił winien jestem wszystkiego. Zakon wolności daje nam to, że jesteśmy oczyszczani krwią Jezusa od każdego grzechu dopóki my sami nie chwycimy się jakiegoś grzechu i nie będziemy się go trzymać. Piękna wolność za którą Jezus Chrystus zapłacił. Chociaż niedoskonali, ale na wolności w doskonałości Chrystusa, aby czynić dobro, aby nie chodzić pod potępieniem i aby moc wyciągać swoją czystą dłoń w kierunku kogoś kto potrzebuje tej pomocy. Stójmy więc niezachwianie żyjąc w wolności, należąc do Boga. Nie pozwólmy, żeby stare rzeczy, stare nastawienia, stare sposoby rozwiązywania spraw powróciły do nas, żebyśmy nie stawali się jak dzieci, które sobie krzywdę czynią nawzajem i uważają, że taka jest norma.

W 1 Kor. 9 rozdziale, widzimy w jaki sposób Paweł opisuje wykorzystywanie wolności, od 19 wiersza:

„Będąc wolnym wobec wszystkich, oddałem się w niewolę wszystkim, abym jak najwięcej ludzi pozyskał. I stałem się dla Żydów jako Żyd, aby Żydów pozyskać; dla tych, którzy są pod zakonem, jako bym był pod zakonem, chociaż sam pod zakonem nie jestem, aby tych, którzy są pod zakonem, pozyskać. Dla tych, którzy są bez zakonu, jako bym był bez zakonu, chociaż nie jestem bez zakonu Bożego, lecz pod zakonem Chrystusowym, aby pozyskać tych, którzy są bez zakonu. Dla słabych stałem się słabym, aby słabych pozyskać; dla wszystkich stałem się wszystkim, żeby tak czy owak niektórych zbawić. A czynię to wszystko dla ewangelii, aby uczestniczyć w jej zwiastowaniu”.

Widzicie, diabeł to dokładnie podrabia i jego słudzy są wolni, aby być tu tacy, a tam tacy. Mogą być jak kameleon, który zmienia swoje kolory, z grzesznikami przeklinać, kłamać, złorzeczyć, między świętymi być świętymi. Ale to nie jest po to, żeby pozyskać dla Jezusa, to jest po to, żeby pozyskać dla siebie, aby się chlubić z czyjegoś ciała. Diabeł posyła ich i słudzy diabła zobaczcie jak są swobodni, przychodzą między wierzących, mogą nawet razem z nimi jeść, mogą wcześniej głupie rzeczy robić a teraz czuć się swobodnie między dziećmi Bożymi. Ale my mamy być wolni w inny sposób. Mamy śmiało uderzać na tereny wroga, aby pozyskać dla Chrystusa. Dopóki myślimy, żeby pozyskać człowieka dla Chrystusa, Pan Jezus jest naszą wolnością. Nie mamy ograniczeń, aby ratować ludzi. Piękna wolność. Tak Chrystus właśnie wyszedł, aby ratować. Stale Go posądzali o coś, a to nie wolno ci tego czynić, a dlaczego twoi uczniowie to czynią, przecież im nie wolno? Uczmy się prawdziwej wolności, czystej wolności Chrystusa.

Paweł mówi o tym w 2 Kor. w 3 rozdziale, od 4 wiersza:

„A taką ufność mamy przez Chrystusa ku Bogu, nie jako byśmy byli zdolni pomyśleć coś sami z siebie”.

Widzicie, wielu wierzących ludzi zostawiło coś sobie i później drżą na samą myśl, że można by było tak wolnym być, myślą, gdybym był takim wolny, to musiałbym na pewno coś głupiego robić. Nie, wcale nie, bo w tej wolności jest siła, jest potęga, Samego Chrystusa.

„Nie jako byśmy zdolni byli pomyśleć coś z siebie i tylko z siebie, lecz zdolność nasza jest z Boga, który uzdolnił nas, abyśmy byli sługami nowego przymierza, nie litery, lecz ducha, bo litera zabija, duch zaś ożywia. Jeżeli tedy służba śmierci, wyryta literami na tablicach kamiennych taką miała chwałę, że synowi izraelscy nie mogli patrzeć na oblicze Mojżesza z powodu przemijającej wszak jasności oblicza jego. Czy nie daleko więcej chwały mieć będzie służba Ducha?”

Służba śmierci wyryta na tablicach kamiennych, bo każde przykazanie człowiek złamał i za każde jest śmierć. A więc, każde przykazanie, które dał Bóg, On wiedział, że skazuje człowieka na śmierć, bo człowiek nie wykona tego. Ale te przykazania, które Chrystus wpisuje w serca nasze, one są wykonywalne, dzięki wolności Chrystusa w nas.

„Jeśli bowiem służba potępienia ma chwałę, daleko więcej obfituje w chwałę służba sprawiedliwości. Albowiem to, co niegdyś miało chwałę, teraz nie ma chwały z powodu chwały, która tamtą przewyższa”.

Zobaczcie sami, wielu ludzi pilnuje litery i zwróćcie uwagę, jak jesteście niechętni, jak jesteście zawistni, jak trzymacie coś w swojej dłoni i nie chcecie tego puścić, a z drugiej strony zachowujecie się jakbyście bali się zrobić coś, bo Bóg was odrzuci. Czy to nie jest coś pomylonego? Tak robili faryzeusze i uczeni w Piśmie, robili różne rzeczy, a potem co robili? Lepiej na wolności czyńmy dobro sobie nawzajem, ciesząc się tym, że możemy nareszcie obdarzać się miłością, radością i pokojem. Nie musimy sobie tego blokować, dlatego, że jeszcze nikt z nas nie jest doskonały. Rozumiecie jak wielu ludzi mówi w ten sposób: O, jak ci powiem coś dobrego, to w pychę wpadniesz, ale jak ci zło mówię, to już co? Nie pobiję cię, nie zrujnuję cię, tobie zło można mówić cały czas, jesteś zły, jesteś zła, stale robisz coś złego. Chodzi za tobą i mówi: Zło, zło, zło. To już będzie dobre, zawsze ci będę mówił, że jesteś złym człowiekiem, to jest w porządku, ale jak miałbym ci powiedzieć, że jesteś w porządku, nie powiem, bo w pychę wpadniesz. Dobre to jest? Nie, złe. Mówcie dobro jeden drugiemu, nie żałujcie tego dobra. Napominajmy się, ale nie zapominajmy o dobru. Paweł chwalił ich pisząc do nich: tu wykazaliście się w służbie, tu wytrwaliście, tam wytrwaliście. Pan Jezus też mówił: Wytrwaliście przy Mnie w pokuszeniach Moich. A ktoś by powiedział, trzeba było im raczej naganę im dać, tu Cię zawiedli, tam Cię zawiedli, tu Cię zawiedli. A więc, myślenie Pana jest inne niż myślenie nas ludzi. Czy my chcemy, żeby On wpisał to w nasze serca tak jak Jemu to się to podoba? Wiecie, każdy, który poznał wolność, czy chodzi dzisiaj w wolności, wie, że nie ma nic piękniejszego jak wolność. A ktoś jeżeli stracił  tą wolność i dzisiaj ma znowu kłopoty z czymś i się boryka i boryka, i boryka, pamiętając o wolności, mówi: To nie jest w porządku co się dzieje ze mną, coś musiało się stać, coś musiało się zmienić.

„Jeśli bowiem chwałę miało to, co przemija, daleko więcej jaśnieje w chwale to, co trwa. Mając więc, taką nadzieję, bardzo śmiało sobie poczynamy”.

I to nie jest śmiałość, żeby grzeszyć, to jest śmiałość, żeby zwyciężać wroga. Dobry bój toczyć.

„A nie tak, jak Mojżesz, który zakładał zasłonę na oblicze swoje, aby synowie izraelscy nie patrzyli na koniec tego, co miało ustać”. Uczmy się wolności, chodźmy w wolności. Nie pozwól sobie, żeby twój stary człowiek zablokował ci poznawanie Chrystusa w wolności. Ucz się żyć na wolności, nie pozwól, żeby cokolwiek z tej starej niewoli skrępowało twoje życie dla Chrystusa i ograniczyło twoje życie dla Chrystusa.

„Lecz umysły ich otępiały. Albowiem aż do dnia dzisiejszego przy czytaniu starego przymierza ta sama zasłona zostaje nie odsłonięta, gdyż w Chrystusie zostaje ona usunięta. Tak jest aż po dzień dzisiejszy, ilekroć czyta się Mojżesza, zasłona leży na ich sercu lecz gdy się do Pana nawrócą, zasłona zostaje zdjęta. A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański tam wolność. My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem”.

Na wolności najlepiej się rośnie, każdy dzień jest z Panem, każdy dzień kiedy dochodzisz do końca jego jesteś szczęśliwym, szczęśliwą, wdzięcznym, dzień był wypełniony Panem. Nie masz tak, że to zrobiłem źle, że tamto zrobiłam źle, cała litania zła i potem to beznadziejne, następna modlitwa i znowu muszę mówić ile zła, ile zła, ile zła. Czyż Ojciec nie chce bardziej, żebyśmy cieszyli się przychodząc wieczorem na modlitwę, mając świadectwo wolności Chrystusowej? Przecież On nie mówi, że dzieci Jego muszą żyć w grzechach, żeby później stale użalać się nad swoimi grzechami? On chce żeby Jego dzieci nie grzeszyły, żeby były szczęśliwe, zadowolone, wdzięczne. Czasami możesz z głupoty doszukiwać się w sobie grzechu, no to znajdziesz go z diabłem, ale kiedy widzisz grzech to go usuń. Wolność w Duchu Świętym, dlatego przyszedł Duch Święty, abyśmy mogli chodzić na wolności tak jak się Bogu podoba. To jest poważne uczenie, to nie jest zabawa w wolność, to jest poważne uczenie się chodzenia na wolności. Na wolności na pewno nie będziesz się odwracać od innych, nie będziesz egoistyczny, nie będziesz szukać własnych swobód, żeby sobie żyć po swojemu. Na wolności będzie cię ciągnęło, aby być w ciele Chrystusa, cząstką wspaniałego Bożego działania.

1 Sam.15 rozdział od 16 wiersza:

„Rzekł tedy Samuel do Saula: Przestań! Oznajmię ci co Pan powiedział do mnie tej nocy.  A ten odrzekł: Powiedz. Więc Samuel powiedział: Czy nie jest tak, że chociaż we własnych oczach wydawałeś się sobie mały, zostałeś naczelnikiem plemion Izraelskich i Pan namaścił cię na króla nad Izraelem? Następnie kazał ci Pan wyruszyć w pole, mówiąc: Idź i wybij do nogi grzeszników, Amalekitów i walcz z nimi aż ich wytracisz. Więc dlaczego nie usłuchałeś głosu Pana, lecz rzuciłeś się na łup i uczyniłeś zło przed Panem? A Saul odrzekł Samuelowi: Przecież usłuchałem głosu Pana i wyruszyłem w pole, dokąd posłał mnie Pan i przyprowadziłem Agaga, króla Amalekitów, a Amalekitów wybiłem do nogi!”

Widzicie co ten człowiek mówi? Najpierw prorok mówi, co było wolą Bożą, a ten mówi: Przecież wykonałem wolę Bożą i pokazuje, jak nie wypełnił woli Bożej, ale uważa, że wykonał po swojemu uważa, że wykonał. Tak wielu ludzi myśli sobie, wykonałem, ale zrobili coś inaczej niż chce Bóg, w swój własny sposób.

„Ale lud pobrał z łupu w owcach i  bydle najprzedniejsze z obłożonego klątwą dobytku, aby je ofiarować Panu, Bogu twojemu, w Gilgal”.

Jakby mu rozum odebrało zupełnie. Mówi sam, że był nie posłuszny i zarazem, że był posłuszny, to jest rozdwojenie myślowe. Tak diabeł działa na umysły. Ludzie mówią, że są w porządku, ale w ich życiu widać, że są nieposłuszni Słowu Bożemu.

„Samuel odpowiedział: Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem jak czary, a krnąbrność jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom. Ponieważ wzgardziłeś rozkazem Pana, więc i On wzgardził tobą i będziesz królem. I rzekł Saul do Samuela: Zgrzeszyłem”.

Widzicie, człowiek mówi: W porządku, zgrzeszyłem. Wydawałoby się człowiek zrozumiał, będzie możliwość naprawienia.

„Gdyż przekroczyłam rozkaz Pana i słowo twoje; lecz bałem się ludu, więc usłuchałem jego głosu. Teraz jednak odpuść mi mój grzech i zawróć ze mną, a oddam pokłon Panu”.

Widzicie, wyznał grzech, ale nic nie mówi o pokucie, nic nie mówi, żeby zrobić to, czego nie zrobił. Jaki diabeł jest chytry, w porządku to był grzech, ale zostawimy co grzech osiągnął. No, ukradłem coś, no to wyznam, to było złodziejstwo, ale to, co ukradłem trzymam w kieszeni. Taki jest chytry diabeł. No, wiesz bracie, zgrzeszyłem, uczcijmy razem Pana. A czy naprawiłeś to, co zrobiłeś? Oj, nie bądźmy drobiazgowi. Czy nie powiedziałem, że zgrzeszyłem? Czy nie wystarczy, że się przyznałem do grzechu?

Zobaczmy co dalej.

„Samuel odrzekł Saulowi: Nie zwrócę z tobą, gdyż wzgardziłeś rozkazem Pana i Pan wzgardził tobą, abyś nie był królem nad Izraelem. A gdy Samuel się odwrócił, aby odejść, Saul pochwycił kraj jego płaszcza, i ten rozdarł się. Wtedy Samuel rzekł do niego: Dziś odebrał ci Pan królowanie nad Izraelem i nada je innemu, lepszemu od ciebie. A doprawdy ten, który jest chwałą Izraela nie kłamie i nie żałuje, bo nie jest człowiekiem, aby żałować. A on odrzekł: Zgrzeszyłem! Lecz teraz uczcij mnie przed starszymi mego ludu”.

Widzicie, odkrywa się o co właściwie chodziło. Chodziło o to Samuelu, ja cię potrzebuję, żeby lud nie zobaczył, że ja zgrzeszyłem. Między nami zgrzeszyłem, ale żeby oni nie widzieli, to pójdź ze mną, żeby zobaczyli, że jesteśmy razem i wtedy już będą myśleli, że jest w porządku. Taki jest diabeł, chytry, zróbmy, ale nie tak jak chce Bóg.

„Abym oddał pokłon Panu, Bogu twojemu. Zawrócił więc Samuel i szedł za Saulem, a Saul złożył pokłon Panu. I rzekł Samuel: Przywiedźcie do mnie Agaga, króla Amalekitów. A Agag szedł do niego odważnie. I rzekł Agag: Zaiste ustąpiła gorycz umierania. Samuel zaś rzekł: Jak miecz twój pozbawiał kobiety dzieci, tak niech wśród kobiet i twoja matka będzie pozbawiona dzieci. I porąbał Samuel Agaga w kawałki przed Panem w Gilgal. I poszedł Samuel do Ramy, Saul zaś podążył do swego domu w Gibei”.

Widzicie, Samuel pokazał, że Agag, ich grzech, był wśród nich, usunął go i odszedł.  Nie zasłonił króla, lecz odsłonił jego obrzydliwy grzech, że zostawił kogoś, o kim Bóg powiedział: „Nie może zostać”. Niech nic nie podoba nam się ze starego życia, nic. Niech Chrystus niech nam się podoba. Niech zawsze On będzie taki wspaniały, taki, którego potrzebujemy, którego nieustannie chcemy, aby On żył w nas, abyśmy to już nie my żyli, lecz Chrystus. Chciejmy zawsze Chrystusa, aby zawsze w taki sposób podążać, jak podoba się to Panu. I tak jak sługa Boży powiedział: Wszystko mogę w Chrystusie Jezusie, który mnie wzmacnia. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia. Pamiętaj, kiedyś będziemy musieli stanąć przed Bogiem twarzą w twarz. Chodzi o to, żebyśmy mogli stanąć jako ci, którzy będą mogli żyć dalej. Chodzi o to, żebyśmy się oczyszczali, przygotowywali na spotkanie z Panem i żebyśmy chodzili w Duchu Chrystusowym, aby Chrystus napełniał każdego z nas. Byśmy byli tymi, przez których świat usłyszy najwspanialszą wiadomość, widoczną wiadomość, miłość wzajemną, ludzi miłujących się w Chrystusie. To o czym powiedział Ten, który rozkazał nam: Miłujcie się nawzajem jak Ja was umiłowałem. Po tym świat pozna, że jesteście Moim ludem, że Ja tu byłem na ziemi. Wygrajmy bitwę na wolności. Pamiętaj, jeżeli cokolwiek jeszcze niesiesz ze starego życia i uznajesz, że to może być zastosowane w twoich chrześcijańskim życiu, to nie jest kraj Emanuela, to jest nadal jeszcze Egipt. Trzeba opuścić Egipt. to musi być zniszczone, ukrzyżowane, wyniesione do krzyża i zakończone w krzyżu, żeby nic nie było ze starego, żebyśmy mogli swobodnie być razem na Bożych warunkach, aby Bóg przez to był uwielbiony i żeby ta wolność, która tak wiele kosztowała Go, ofiarę Jego Syna, w tobie i we mnie była ceniona ponad wszystko. Amen. 

Obóz w Bojanie 03.08.2017 (wieczorne) Samowolni lub wolni w Chrystusie – część 2

 

Wiecie, to jest prawdą, że na wolności Bóg zmienia nas. Wiecie dlaczego wielu chrześcijan jest podobnych nadal do swojego starego wzorca? Wiecie dlaczego wielu chrześcijan jest nieprzemienionych? Dlatego, że zostawili sobie złe rzeczy. Dlatego widzisz po latach takiego samego człowieka, widzisz, że on się nie zmienia, czy ona się nie zmienia. To jest przekleństwo nie porzucenia starego życia. To jest przyzwyczajenie się do tego, że taki byłem i taki będę. To jest dalej teren diabła. Czy znienawidziłeś siebie samego i siebie samą, tak jak powiedział Pan, żeby przyznać się: Nienawidzę swojego całego życia, zmień mnie, Panie, żeby nikt więcej nie mógł powiedzieć: O, poznaję cię, kłamałeś wtedy, teraz też kłamiesz. Nic się nie zmieniło, to nic, że się modlisz, gdyż dalej kłamiesz. Złościłeś się i złościsz się teraz. Co się zmieniło? Jezus jest czysty, święty i nieskalany. I po tej stronie Jego życia jest czystość, świętość i nieskalaność. To te stare wspomnienia, to te stare ulgi i stare sposoby nieporzucone działają, w chrzcie zostawiamy je, uwolnieni od nich całkowicie, od spuścizny przekleństwa, aby nowe życie prowadzić, aby się cieszyć Królem. Nie wierzę, żeby Jezus Chrystus nie potrafił mieszkać we mnie, gdy ja oddaję Mu siebie tak jak On chce i to mieszkać w taki sposób w jaki On żył na ziemi. Nie wierzę w chrześcijaństwo, w którym ja produkuję chrześcijaństwo, nie wierzę. To nie jest chrześcijaństwo. To jest życie na terenie diabła w sposób może moralniejszy, może trochę lepszy, ale bez opuszczenia jego terenu. Ale wierzę w to, że nowy człowiek to nowy człowiek, że Chrystus to Chrystus w nas, że to jest nadzieja chwały. Wolność to jest inne życie, a nie człowiek ciągnie za sobą stare sposoby.

Jakże dla nas ważnym jest to, żeby przyjąć wolę Bożą, Słowo Boże jako wyznacznik i nigdy nie oglądać się już do tyłu, bo nam tak powiedział Pan. Patrz zawsze przed siebie, to jest wolność. Niewolnik, który się czuje niewolnikiem, musi się oglądać do tyłu, czy wróg go nie ściga, wolny idzie prosto, patrzy przed siebie, widzi Pana, jest zadowolony, zadowoloną. Pamiętaj, nie strać swojej wspaniałej możliwości by się ratować. Gdy spotkałbyś swoich kolegów, koleżanki, oni nie powinni już cię poznać inaczej jak tylko z zewnętrznej fizjonomii, powinni cię już nie znać w niczym, tak jak znali cię wcześniej. Chodź zrobimy to, nie umiem, ja już nie umiem tego robić. Już nie umiem, nie potrafię tego robić. Nowy człowiek nie potrafi grzeszyć, nie potrafi czynić zła. Ludzie, którzy nas znali, nie mogą nas poznać, próbując nas, o to może to zrobimy i patrzy, o, wchodzi w to. O to co ty opowiadasz? Wiecie, że ludzie w świecie próbują chrześcijan, czy w coś ich nie wciągną i później mówią: To jest to samo. Z powodu waszych przestępstw ludzie bluźnią Bogu. Nie wierzę w Chrystusa, który nie potrafi zmienić człowieka w ten sposób, jak chce Ojciec. Wierzę w Jezusa, który potrafi to zrobić z każdym, który do Niego należy, z każdą, która do Niego należy. A więc, nie powinno nas się rozpoznawać po sposobach starego życia. Powinniśmy być rozpoznawani coraz bardziej w podobieństwie do Chrystusa. Zapomnij o tym, co było, ucz się tego, co jest. Jak będziesz przypominać sobie stary sposób rozwiązywania spraw, to szybko trafisz na stary teren, gdzie diabeł będzie podchodzić cię i niszczyć to, co jest piękne. Diabeł zawsze będzie próbował żebyśmy byli chociaż trochę nieposłuszni Bogu, chociaż trochę. I to jest bardzo niebezpieczne kiedy człowiek wspominając swoje stare życie, mówi: „No, to było dobre”. Nic nie było dobrego, nic, całkowicie nic. Gdyby było cokolwiek dobrego, Bóg by powiedział: Znienawidź to i to i to, ale tego nie nienawidź, to miłuj sobie. Bóg powiedział, znienawidź wszystko włącznie z sobą samym, z sobą samą, bo to jest potrzebne, żeby uwolnić się od wszystkiego złego. To nie jest potrzebne, żeby dręczyć swoje ciało. To jest potrzebne, żeby uwolnić się od tego wszystkiego, żeby przyjmować szczęśliwie to, co jest na wolności. Dlatego było tak ważne, żeby to świadomy grzesznik szedł do chrztu, aby zakończyć swoje grzeszne życie. Potem człowiek uczy się coraz większego poddawania się Panu. Oczywiście Pan zaczyna Swoją wspaniałą pracę i On realizuje ją i widzisz jak coraz bardziej, coraz bardziej giną z człowieka te wszystkie różne dziwne rzeczy. Bóg jest tak doskonały w tym, jak pracuje, co robi, dlatego Jego Słowo jest tak zdecydowane, tak tak, nie nie. Dlatego, kiedy On do nas coś mówi, to wierzmy Mu, że tak też ma być, że nie ma w tym czegoś, o czym można by powiedzieć: „A może to nie koniecznie tak trzeba”. Tak trzeba, jeśli On tak powiedział, to tak trzeba i koniec.

1 Kor. 6 rozdział od 9 wiersza:

            „Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą. A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imieniu Pan Jezusa i w Duchu Boga naszego. Wszystko mi wolno ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić”.

Jakie to jest piękne. Wypuścić na wolność z powiedzeniem, wszystko ci wolno już, ale ty będziesz i tak robić to, co chce Ojciec, co chce Jezus. Będziesz czynić tylko to, co jest pożyteczne według Niego. Jesteś wolny, aby odrzucić zło, a wybrać dobro. Wolny by się uczyć tego w doświadczeniu łaski. Od 19:

„Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, i że nie należycie też do siebie samych? Drogoście bowiem kupieni. Wysławiajcie tedy Boga w ciele waszym”.

Wspaniały Bóg, który dał nam doskonałość w Swoim Synu. I teraz przez Swego Ducha prowadzi nas do tej doskonałości. To jest bardzo przyjemne chodzić za Panem, bardzo przyjemne jest chodzić za Nim, doświadczać jak On cię przemienia, to jest przyjemne, bardzo przyjemne. Doświadczać jak stajesz się takim jak On, przekształcany, przekształcaną, na Jego obraz. To co mówiłem na porannym, tylko grzech przeszkadza Mu w dalszej pracy. Jeśli zgrzeszymy i nie oczyszczamy się, wtedy zatrzymujemy Jego pracę i zaczynamy się cofać. Ludzie, którzy zgrzeszyli i nie wyznają tego grzechu, zachowują ten grzech, oddzielają się od Pana. Pan mówi: Moje ręce nie są zbyt krótkie, żeby ci pomóc, ale twój grzech oddziela cię ode Mnie, usuń grzech, a pójdziemy dalej. Dlatego diabeł wie, jeśli my zachowamy grzech, to oddzielimy się od Pana, który będzie chciał nas budować, ale grzech nie będzie Mu pozwalał na to. I diabeł mówi: „To nie taki duży grzech, to nie jest taka przeszkoda dla Pana”, kusząc, żeby człowiek uznał, że ten grzech to Panu nie będzie na pewno przeszkadzać. A pusta mowa, to jest także grzech.

W 1Kor. w 10 rozdziale, od 18 wiersza:

„Patrzcie na Izraela według ciała; czyż ci, którzy spożywają ofiary nie są uczestnikami ołtarza? Cóż tedy chcę powiedzieć? Czy to, że mięso składane w ofierze bałwanom, jest czymś więcej niż mięsem? Albo że bożek jest czymś więcej niż bałwanem? Nie, chcę powiedzieć, że to, co składają w ofierze, ofiarowują demonom, a nie Bogu; ja zaś nie chcę, abyście mieli społeczność z demonami. Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha demonów. Nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu demonów. Albo czy chcemy Pana pobudzać do gniewu? Czyśmy mocniejsi od Niego? Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje. Niech nikt nie szuka własnej korzyści, ale korzyści bliźniego”.

Wszystko wolno, ale jakże cennym jest to, kiedy szukamy nawzajem korzyści drugiego. Rozumiecie, kiedy my zaczynamy uwolnieni od egoizmu szukania dla siebie, zaczynamy doznawać wolności szukania dobra dla bliźniego, wtedy wszyscy jesteśmy w jedności, bo wszyscy chcemy dla siebie dobra. Nikt nikomu źle nie życzy, nikomu nie zależy, żeby komuś się nie powiodło. Wszyscy chcemy dobra, to jest wolność. To jest wolność Chrystusa, który przyszedł, aby dać nam dobro. Jeśli pozostawimy sobie idąc za Chrystusem życie tylko dla własnego dobra, to wtedy będziemy ginąć. Bądźmy częścią Ciała Chrystusowego, w którym miłość i wzajemne relacje są inne niż w świecie.

Galacjan w 5 rozdziale czytamy, od 28 wiersza:

„Wy, zaś bracia, podobnie jak Izaak, dziećmi obietnicy jesteście. Lecz jak ongiś ten, który się według ciała narodził, prześladował urodzonego według ducha, tak i teraz. Lecz co mówi Pismo? Wypędź niewolnicę i syna jej; nie będzie bowiem dziedziczył syn niewolnicy z synem wolnej. Przeto bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, lecz wolnej! Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli”.

Jest bardzo ważne dla mnie i dla ciebie, żeby nie było w nas tak, że to jest tylko zapisane w Piśmie – o wiem, gdzie to jest zapisane w 5 rozdziale listu do Galacjan, że Chrystus wyzwolił nas – ale by to wpisane było w twoje i moje serce, że jesteśmy wolni, bo Chrystus dał nam to, abyśmy się czuli wolnymi, byli wolnymi, chodzili jak wolni ludzie, myśleli jak wolni ludzie. Nie tylko wiedzieli, że jest zapisane, ale abyśmy mieli to w sercu, tak jak jest napisane, że Duch Boży wpisuje to w nasze serca. Byśmy tak właśnie myśleli, jak wolni ludzie myślą. Wolni ludzie myślą swobodnie, nie są ograniczani, nie są skrępowani. Bądźmy wolni.

I od 13 wiersza:

„Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia; tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości”.

To jest piękna wolność! To jest Chrystus, On przyszedł służyć, a nie by Jemu służono. A więc On chce, abyśmy wszyscy Go naśladowali, służąc sobie nawzajem tak,  jak On pokazał i pokazuje, aby każdemu lepiej jeszcze się służyło Bogu, aby jeszcze bardziej człowiek był świadomy jak wspaniale jest służyć Panu czyniąc jednemu z tych najmniejszych braci Jego, jakoby Jemu byś to czynił, czy czyniła. To jest wyrwanie się. Rozumiecie jak wielu ludzi czuje te trzymanie diabła, że chcieliby tego Chrystusa, chcieliby tak żyć, ale cały czas czują to skrępowanie, tą niemoc pójścia tak w pełni na wolności, by służyć i cieszyć się wolnością jak dziecko Boże. Czują takie cały czas zablokowanie, zatrzymanie, coś jeszcze tam trzymasz na tym kraju diabła, jeszcze coś ciebie krępuje. Jeśli to nie poddasz krzyżowi, to będzie cię to trzymać i będzie cię krępować przez całe twoje chrześcijańskie życie i nie pozwoli ci to żyć na wolności tak jak chce Chrystus. Musi to być ukrzyżowane, musisz mieć załatwione wszystkie sprawy.

Obóz w Bojanie 03.08.2017 (wieczorne) Samowolni lub wolni w Chrystusie – część 1

 

Będziemy dalej mogli jeszcze trochę porozmawiać o tej bardzo przyjemnej dla nas wiadomości, że Bóg nas uwolnił z niewoli, abyśmy mogli kosztować z niebiańskich terenów, abyśmy mogli przyjmować to, co piękne, co jest wspaniałością na tej ziemi, ponieważ to jest blask nieba. Blask wspaniałego miejsca chwały, do którego zmierza Boży lud, aby tam być na zawsze z Bogiem. Chwilę przyjrzymy się jeszcze Izraelowi, wyjściu Izraela z niewoli. 2Mojż.8 rozdział, plagi już spadają, faraon jest uparty, nie chce wypuścić Bożego ludu, trzyma zawzięcie go, ma potencjał, aby nie pozwolić wyjść temu narodowi z jego granic.

Czytamy tutaj od 25 wiersza:

„Wtedy faraon wezwał Mojżesza i Aarona, i rzekł: Idźcie, złóżcie Bogu waszemu ofiarę w tym kraju”.

Widzicie, toczy się bitwa, Mojżesz ma wyjść z całym ludem i ze wszystkim. Faraon mówi: Dobra, złóżcie już Bogu ofiarę, ale tu, w kraju. A więc, diabeł mówi znowu to samo, zmieńmy decyzję Boga, zróbmy to inaczej, będzie dobrze, nie będzie wojny, nie będzie zmagań, zróbcie to tu. No i gdyby człowiekowi chodziło tylko o spokój, to by pomyślał sobie, w sumie będę miał spokój, już mnie nie będzie atakować, pozwala mi już składać ofiary tutaj, a więc, nie muszę nawet wychodzić, nie muszę być w doświadczeniu.

Ale sługa Boży mówi:

„Na to odpowiedział Mojżesz: Nie godzi się tak uczynić, bo dla Egipcjan byłoby obrzydliwością to, co my ofiarowujemy Panu, Bogu naszemu. Jeżeli więc na oczach Egipcjan ofiarować będziemy to, co jest dla nich obrzydliwością, to czy nas wtedy nie ukamionują? Chcemy odbyć trzydniową wędrówkę na pustynię i złożyć ofiarę Panu, Bogu naszemu, tak jak nam powiedział”.

I koniec, tak jak powiedział, tak chcemy to zrobić, nie przyjmujemy twojego warunku. Znowu plagi, twardy faraon uparcie trzyma się.

9 rozdział, 27 i 28 wiersz:

„A faraon kazał wezwać Mojżesza i Aarona, i rzekł do nich: Tym razem zgrzeszyłem; Pan jest sprawiedliwy, a ja i lud mój jesteśmy grzeszni. Wstawcie się do Pana, bo dosyć już było grzmotów Bożych i gradu. Wypuszczę was, nie pozostaniecie tu dłużej”.

Składa obietnice, dobra, wypuszczę was, ale jej nie dotrzymuje, okłamując ich. Mówi: Dobra, będziesz wolny ale zaczekamy jeszcze trochę, dłużej to nie wiadomo, jakoś nie mówi: Już wyjdźcie, już nie będę was zatrzymywał i dalej ich nie puszcza.

10 rozdział, 7 do 11 wiersza:

„A słudzy faraona rzekli do niego: Jak długo będzie nam ten człowiek przynosił nieszczęście? Wypuść tych ludzi, aby służyli Panu, Bogu swemu. Czy jeszcze nie rozumiesz, że Egipt ginie? Sprowadzono więc z powrotem Mojżesza i Aarona do faraona, a on rzekł do nich: Idźcie, służcie Panu, Bogu waszemu. Lecz którzy to mają iść? Mojżesz odpowiedział: Pójdziemy z naszą młodzieżą i z naszymi starcami, pójdziemy z naszymi synami i z naszymi córkami, z naszymi trzodami i z naszym bydłem, gdyż mamy obchodzić święto Pana. Wtedy rzekł do nich: Pan niech będzie z wami jeżeli ja kiedykolwiek wypuszczę was i dzieci wasze. Patrzcie, jakie złe zamiary macie. Nie tak! Idźcie wy, mężczyźni i służcie Panu, skoro tak tego żądacie! I wypędzono ich od faraona”.

W porządku, idźcie, wy mężczyźni, wy możecie iść i róbcie to sobie ale żony, dzieci i bydło, wszystko musi zostać w moich granicach. Toczy się bitwa, diabeł próbuje warunkować sytuację, ale sługa Boży jest zdeterminowany, aby wykonać to, co powiedział Bóg.

Jeszcze ten sam rozdział 10, 24 do 26 wiersza:

„Faraon zawołał Mojżesza i rzekł: Idźcie, służcie Panu, tylko trzody i bydło wasze niech pozostaną. Także dzieci wasze mogą iść z wami. A Mojżesz odpowiedział: W takim razie ty dasz nam zwierzęta na ofiary rzeźne i całopalne, byśmy je mogli przygotować Panu, Bogu naszemu. Więc także bydło nasze pójdzie z nami, a nie pozostanie nawet kopyto. Z niego bowiem weźmiemy na ofiarę Panu, Bogu naszemu, a my, nie wiemy, co ofiarować Panu, dopóki tam nie przyjdziemy”.

Ale faraon dalej nie chciał ich wypuścić. W 11 rozdziale od 4 do 8 wiersza:

„I rzekł Mojżesz: Tak mówi Pan: O północy przejdę przez Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej, od pierworodnego syna faraona, który miał zasiąść na jego tronie, aż do pierworodnego syna niewolnicy, która jest przy żarnach, i wszelkie pierworodne bydła. I powstanie wielki krzyk w całej ziemi egipskiej, jakiego przedtem nie było i potem nie będzie. Lecz na nikogo z Izraelitów nawet pies nie warknie, ani na ludzi, ani na bydło, abyście poznali, że Pan robi różnicę między Egipcjanami a Izraelitami. I przyjdą wszyscy ci słudzy twoi do mnie i złożą mi pokłon, mówiąc: Wyjdź ty i cały lud, który idzie za tobą. Potem wyruszę. I wyszedł od faraona w srogim gniewie”.

Jest pewnym swojego Boga, można powiedzieć, że z każdym doświadczeniem, jego pewność rosła, nie malała.

I w 12 rozdziale od 29 wiersza:

„O północy zabił Pan wszystkich pierworodnych w ziemi egipskiej, od pierworodnego syna faraona, który miał zasiąść na jego tronie, aż do pierworodnego syna więźnia, który był w więzieniu, i wszelkie pierworodne bydła. I wstał faraon tej nocy, on i wszyscy dworzanie jego, i wszyscy Egipcjanie; i powstał wielki krzyk w Egipcie, gdyż nie było domu, w którym nie byłoby umarłego. I wezwał Mojżesza i Aarona w nocy, mówiąc: Wstańcie, wyjdźcie spośród ludu mojego, zarówno wy jak i synowie izraelscy. Idźcie, służcie Panu jak mówiliście, zabierzcie też trzody wasze i bydło wasze jak mówiliście, i idźcie; a dobrze życzcie też i mnie. I nalegali Egipcjanie na lud by ich śpiesznie wyprawić z kraju, bo mówili: Wszyscy pomrzemy”.

I tak też wyszli ze wszystkim wyszli. Dlaczego musieli wziąć wszystko z tego Egiptu? Diabeł zawsze chce, żeby coś u niego zostawić. W porządku, wyjdę z tej niewoli ale pozostawię sobie z tej niewoli na przykład ten grzech. I gdy pójdę za Panem to nie uznam tego za grzech, nie wezmę tego, kiedy będę szedł, aby umrzeć w Chrystusie. Zawsze wrócisz wtedy do tego grzechu. Do którego grzechu ktokolwiek z nas wrócił po chrzcie, to jest grzech, którego nie wziąłeś ze sobą, kiedy szedłeś w chrzest. Zostawiłeś sobie w Egipcie coś, co później diabeł mógł powiedzieć: Chodź, to twoje przecież, no mówię ci to bierz i na moim terenie korzystaj z tego. Kiedy przychodzimy do Jezusa, Jezus mówi: Oddasz Mi całe swoje życie, bez czegokolwiek zostawienia, całe to znaczy całe grzeszne życie z wszystkimi grzechami bez ogładzania, bez upiększania tego grzechu i mówienia: To nie był taki zły grzech, to za to nie musiał chyba Jezus umierać. Umierał za każdą sekundę naszego życia. A więc, musimy wziąć każdą sekundę naszego życia, kiedy chcemy opuścić Egipt, każdą sekundę. Wychodzimy ze wszystkim, żeby kiedyś diabeł nie mówił nam, nie wypominał nam i nie potępiał nas za cokolwiek. Taki był rozkaz i taki rozkaz dotyczył też i nas. Czy to jest dobre rozwiązanie? Bardzo dobre. Wtedy swobodnie człowiek podąża dalej gdyż nie zapomniał o rozkazie Pana swego. Całe to całe i koniec. Bez mówienia: Nie byłem taki zły, nie byłam taka zła. Cały idzie człowiek i jest świadomy, cały i nie chce mieć nic z tym wspólnego, w ten sposób jak było to kiedy chodziłem w grzechach swoich. Będę poruszał się pośród tego świata, ale już w Duchu Chrystusowym. Diabeł zawsze mówi: Bądźcie chociaż trochę nieposłuszni, trochę zmieńcie to wszystko. Wiesz dlaczego mieliśmy z niektórymi ludźmi takie starcie? Na przykład, powiedzmy przebiegał chrzest jakiejś osoby, a ta osoba mówi: Moje życie nie było aż takie złe, gdzieś tu byłam dobra, czy tu byłem dobry, to nie było całkiem takie złe, Bóg już działał w moim życiu, Bóg pracował w moim życiu już, to trzeba zostawić, niech będzie w śmierć zanurzone to, co ja uważam za złe, a tamto to było dobre. Nie, mówimy nie, albo przyznajesz się, że wszystko było złe i wtedy prawidłowo wychodzisz z niewoli diabelskiej, a jak nie to po co wychodzić? Wracaj z powrotem, niech faraon dalej cię tępi i tępi, aż przyjdziesz i powiesz: „Wszystko, co jest moim działem bez Boga jest złem”, żeby już nie wracać po to. Jak porządnie to porządnie, ani kopyto. Po co komu kopyto? Czasami człowiek i po kopyto wróci, coś tam zostawił, zostawiła. Wszystko, to wszystko, dlatego, że sprawa toczy się o naszą wieczność, chcemy być wolni, a nie wspominać ogórki, czy jakieś pola pozostawione, czy inne rzeczy, bo tam ogórki urosły już chyba na naszym polu, a przecież to było na złym terenie, w niewoli, w skrępowaniu. Pan Bóg chce, abyśmy byli wolni, abyśmy chodzili na wolności, swobodnie jako Jego dzieci, szczęśliwi, którzy idą dalej. Dlatego musimy być cali wyzwoleni z niewoli ciemności, by chodzić w światłości, by należeć do Boga. Jeśli zostawiłeś, czy zostawiłaś sobie wspomnienia jak to kiedyś rozwiązywało się problemy i nie uznałeś tego, czy nie uznałaś za grzech, to wrócisz do tego. Gdy uznaje człowiek wszystko za grzech, wtedy człowiek doznaje, że Jezus Chrystus to wszystko zaniósł na krzyż. Czy chciałbyś, żeby Jezus czegoś z twojego starego życia nie zaniósł na krzyż? Czy zależy ci na czymś z twojego starego życia, żeby Jezus za to nie umarł. I mówisz, Panie, umarłeś za to, za to, ale za to ja nie potrzebuję Twojej śmierci. Kiedy człowiek uznaje cokolwiek dobrego w sobie, to za to mówi: Jezu, Ty nie musiałeś i nie musisz za to umrzeć. A nasze dobro jest jak splugawiona szata, nie nadająca się dla Boga. A więc, to nasze dobro zabije nas i zniszczy tak jak niszczyło nas wcześniej. Cali to cali. Z wszystkim to z wszystkim musimy przejść wody chrztu, tak jak oni przez Morze Czerwone. Wiecie, człowiek musi być konsekwentny, bo Bóg jest konsekwentny. Jeżeli Jezus, tak jak mówiliśmy, jak najwspanialszy księgowy, przeliczył wszystkie nasze długi, wszystkie!!! I wszystkie zabrał na krzyż uznając, że całe nasze życie było długiem wobec Boga, bo żyliśmy dla diabła, a nie dla Boga. To my za Jezusem mówimy: Amen! Panie, uznaję, że byłem zły, byłam złą i nic nie uznaję za dobre. Determinacja, tak jak Mojżesz, ani kopyto, nic, żebyś nie powiedział, że masz na swoim terenie jeszcze jakiś mój grzech, jeszcze jakieś złe. Wiecie, że Izraelici grzeszyli w Egipcie, wiecie, że też byli karani na początku, bo też robili różne obrzydliwe rzeczy. To było też skażone grzechem. Bóg mówi: Wcale nie byliście lepsi, ale wziąłem was dlatego, że jestem wierny obietnicy, którą złożyłem mojemu przyjacielowi, Abrahamowi, że wyzwolę was z tej niewoli. A żyjąc w tej niewoli oni się skażali tymi egipskimi bożkami. Widzicie, co robili później jak potrzebowali tych bożków ze starego życia, żeby ich widzieć i im pokłony oddawać, ich czcić. Święty człowieku bądź święty w całości, bądź wolnym świętym, ciesz się swoją wolnością. Jeśli człowiek przestaje się cieszyć wolnością, diabeł już mówi: No to wróć przecież to nie było takie złe. Przecież słyszymy nie raz człowieka, który mówi: Wiesz, to nie było takie złe w tym moim starym życiu. I co później widzimy? Co się dzieje z tym człowiekiem? Wraca do tego. Każdy, który nie uznaje zła swojego starego życia, wraca do tego zła. Dlatego najlepiej uznawać, że nic nie było dobrego i nie odpuszczę nic, bo musi się stać tak, jak chce Pan. On ocenił moje życie jako złe, nienadające się i ja też tak samo je oceniam. Wszystko chcę wziąć z Niego, z tego co On dla mnie przygotował, aby jako nowy człowiek żyć już nowymi wartościami, należąc do Boga. Jakież to jest cenne dla nas, kiedy On nas przemienia. 

Obóz w Bojanie 03.08.2017r (poranne) SAMOWOLNI LUB WOLNI W CHRYSTUSIE – część 3

 

List do Rzymian 6,3-5:

         Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.”

         Jaka to potężna prawda. Jeśli wejdziemy w śmierć, wejdziemy też i w nowe życie. Nowe życie. Kto z was jeszcze nie zna rozkoszy nowego życia, wspaniałości, które pozwoliły wam uczynić coś, czego byście nigdy nie uczynili wcześniej – okazać miłość i cierpliwość tam gdzie byście nigdy nie okazali miłości i cierpliwości? To jest właśnie piękno nowego życia. Powinniśmy cenić to ponad wszystko, powinniśmy cenić sobie tą szlachetność Chrystusową i chlubić się tym, co jest Chrystusowe, nie puszczając nic ze starych sposobów. Powinniśmy rozkoszować się tą wolnością. Przywróceni do wolności, którą wcześniej utraciliśmy w Adamie i Ewie, w których staliśmy się niewolnikami wolności, która pozwalała nam grzeszyć, czynić zło. A teraz w Chrystusie zostaliśmy uwolnieni, aby chodzić w innej wolności. Wolno już nam czynić dobro, więc czyńmy je, dzięki Jezusowi Chrystusowi. W miarę jak wzrastamy w Panu Jezusie, będzie wzrastać czynione przez nas dobro. Mówiliśmy już o tym nie raz; małe dziecko, małe dobro, ale jakie piękne – uśmiecha się. Małe dobro, niewielkie. Dorośli uśmiechają się i nikt nie mówi: „O, zobacz jak się ładnie uśmiecha”. Ale u dziecka widzimy jak się uśmiecha i podoba nam się to, bo jest dobre, ładne i przyjemne. A więc małe dziecko, małe dobro, większe dziecko, większe dobro. Później tu pomoże, tam coś zrobi. I my w duchowym wymiarze rośniemy razem z dobrem Chrystusowym w nas. I coraz więcej i więcej możemy go uczynić.

         wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi;” Rzym.6,6.

         Unicestwione, zniszczone, żeby nie został ślad nawet po tym.

         kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu.” Rzym.6,7

         To jest wolność.

         I kiedy później czytamy ósmy rozdział Ewangelii Jana, czytamy tam wspaniałą wypowiedź Pana Jezusa Chrystusa na temat uwolnienia.

Ewangelia Jana 8,31.32:

Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli Mu: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.” 

         Co to jest prawda? To jest każde Słowo Jezusa, które dociera do mnie i daje mi wolność.  Jeśli robię to, bo Jezus powiedział, już mam swobodę działania. Robię następną rzecz, bo Jezus powiedział, mam następny teren swobody. Następne Słowo robię, następny teren swobody. I tak krok po kroku moja przestrzeń poszerza się, w której poruszam się swobodnie, nie grzesząc. Niedobre tereny są wypierane, namiot dobra poszerza się, obejmując coraz większy teren.

         Odpowiedzieli mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy u nikogo w niewoli. Jakże możesz mówić: Wyswobodzeni będziecie?  Jezus im odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, każdy, kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz syn pozostaje na zawsze.” Ew. Jana 8,33-35.

         Jakiego grzechu niewolnikiem jest człowiek? Jest niewolnikiem grzechu samowoli – nie tak jak Ty, tak jak ja. Dopiero Jezus uwalnia i mówi: „Zobacz, Ja robiłem wszystko jak Ojciec. Czy to było złe? Czy przez to jestem mniejszy, gorszy?” Ojciec mówi: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. A więc jeśli ty będziesz robić to co Ja, też nie będziesz gorszy, zyskasz, a nie stracisz. Przestaniesz być Józkiem, Wojtkiem, Marianem, dziadkiem, babcią, nie wiem kim, będziesz jak Chrystus. Czy to złe, wszyscy jak Chrystus? Skoro Chrystus czyni samo dobro, czy to jest złe? Czy chcemy być każdy inny i wtedy to będzie dobre? Bóg ustalił, że wszyscy mamy być, jak Chrystus, bo tylko On jest dobry. Dopóki podążamy za Chrystusem z potrzebą, by być coraz bardziej, jak On, to jest wolność. Ale kiedy już robimy własne kroki, wydaje nam się, że my jesteśmy już dorośli, mamy już swoje postrzegania Boga, swoje postrzeganie ewangelii, umiemy już chodzić swoimi drogami, to już nie jest Chrystus. Chrystus nigdy nie skręcił z drogi wyznaczonej Mu przez Ojca, wykonał doskonale każde Słowo do końca. Dlatego powiedział: „Kto wytrwa do końca”. Nie potrzebuje naszych innowacji, nie potrzebuje naszych dodatków, ani nowych pomysłów. Potrzebuje nas, wolnych w Sobie, dla chwały Ojca i Jego. Wolność. Na tym polega Boża wolność, że my tak naprawdę odpoczywamy od tego co stało się w Adamie i Ewie. Odpoczywamy już, bo nie umiemy żyć bez Boga. Nie chce nam się żyć bez Boga, bo nie umiemy żyć bez Boga. Choćby ludzie nas namawiali nie wiem jak, to po prostu nie umiemy żyć bez Boga. Z Bogiem jest nam dobrze; przebywamy z Nim, jesteśmy z Nim. Bóg nie nuży nas, świat nas nuży; nużą nas te światowe pomysły, dziwne działania, dziwne życie ludzi, zamknięte serca wierzących, oddzielonych od Chrystusa, a mniemających o sobie, że są w porządku. Wiemy, że to nie jest Chrystus. Dlaczego wiemy, że to nie jest Chrystus? Bo Jezusa Chrystusa znamy i wiemy jaki jest. A kiedy widzimy w sobie nas, to wiemy, że to nie jest Chrystus. Dlatego Paweł mógł prosto mówić: „To mówi Chrystus”, bo to był Chrystus. „A teraz mówię ja, napełniony Duchem Świętym. To ja wam radzę, ale to nie jest rozkaz, który musicie wykonać, bo jak go nie wykonacie, to zginiecie. Możecie postąpić inaczej, ale ja wam radzę dobrze, mając tego samego Ducha co i wy”. Paweł umiał to rozeznać, bo nieustannie wiedział co mówi Chrystus i jak wygląda życie Chrystusa. Rozumiecie? Ludzie mogą mówić różne rzeczy. Patrzysz na życie, patrzysz na owoc człowieka i patrzysz czy to jest Chrystus. Jeśli wiesz, że Jezus żył w ten sposób i w ten sposób ogłaszał prawdę, poświadczając Swoim życiem to co mówił, a przecież On nie zmienił się i dzisiaj jest taki Sam. Chociaż mnóstwo ludzi będzie mówić, że należą do Chrystusa, to ich życie będzie świadczyć za tym, czy przeciwko temu, co mówią. Bo należenie do Chrystusa to jest wzrost w swobodach, w jakich On chodził. Coraz więcej widać woli Ojca, widać po co przyszedł Chrystus; abyśmy chodzili na wolności, a nie, aby każdy chodził swoimi drogami, ale tą jedną drogą, budując się nawzajem na Boży dom.

         List do Rzymian 8,14.15:

         Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” 

         To jest duch synostwa, kiedy wiemy, że Ojciec nasz jest w niebie i że należymy do Ojca w Synu Jego Jezusie Chrystusie, i koniec. Rozumiecie, może mi się coś nie udać, możesz mnie oskarżać, potępiać, co chcesz, a ja wiem, że mam w niebie Jezusa Chrystusa, który wstawia się za mną, i który chce, żebym poszedł dalej. A więc oczyszczę się i pójdę dalej. Diabeł wyszukuje i przepatruje, żeby tylko oskarżać, oczerniać i coś złego o kimś powiedzieć, ale Jezus tego nie robi. Nie raz może widzieliście rodzica, który kiedy dziecku się gdzieś nie udało, to mówił mu: „Ty nieudaczniku” i tak przeklinał swoje własne dziecko. Bóg tak nie mówi. Bóg mówi: „Miłuję cię, wstawaj, idziemy dalej”.

         Duch Święty prowadzi wszystkie dzieci Boga. Żeby iść za Duchem Świętym, trzeba być wolnym, bo Duch Święty prowadzi inaczej niż prowadzi duch tego świata. Duch Święty nigdy nie wprowadzi cię w grzech, nigdy, zawsze w uświęcenie, w oczyszczenie. Raczej ty ucierpisz, niż zadasz cierpienie innym, bo tak czynił Jezus i tak samo Duch Święty prowadzi.

         Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy także razem z nim uwielbieni byli.  Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych,  gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych.” Rzym 8,16-21.

         Bóg poddał nas w niewolę skażenia, mając przygotowane wyjście dla każdego z nas, co było czytane z Listu do Rzymian. Poddał w nieposłuszeństwo, ale z tym, żeby wydostać nas z tego nieposłuszeństwa. My musimy nienawidzić nieposłuszeństwa, bo wiemy jakie zło narobiło nieposłuszeństwo. Wszędzie znajdujemy – bądźcie posłuszni tym, bądźcie posłuszni tym, bądźcie posłuszni Bogu. Człowiek jakże często mówi: „nie”. A przecież gdybyśmy byli posłuszni, jakże łatwo byłoby podążać, jakże łatwo byłoby wzrastać, jak łatwo byłoby kosztować Boga i cieszyć się nieustannie Bogiem, mieć radosnego, zadowolonego ducha, wdzięcznego, chodzącego przed Bożym obliczem z pieśnią chwały.

         Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego. W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi?” Rzym 8,22-24.

         Doświadczamy, że to ciało jeszcze jest kuszone. Nie jest to przyjemne być kuszonym, kiedy wróg próbuje ci wrzucić coś i musisz to odrzucać, widząc te obrzydliwości, którymi diabeł próbuje cię atakować. To nie jest przyjemne, to też nie jest to grzechem być kuszonym. Dlatego chcemy mieć ciało, które już nigdy nie będzie tym atakowane, które będzie mogło zawsze swobodnie doznawać dobra, bez doświadczania próby oszukania nas złem, namawiania do czegoś złego. Oczekujemy Pana, który przyjdzie do nas. To ciało może doświadczać na ziemi wspaniałości działania Ducha Świętego, kiedy to Duch Święty prowadzi to ciało, abyśmy dążyli do tego co jest czyste, święte i nieskalane. Wtedy doświadczamy tych świętych swobód tej wolności. Nasze ciało dopóty jest tym, co nas zniewala, dopóki Bóg przez Swego Ducha nie panuje nad naszym ciałem. Dopóki my utrzymujemy władzę nad naszym ciałem, to ciało będzie nas uwierało. Kiedy Duch może osiągnąć swobodę działania nad naszym ciałem, my czujemy się w tym ciele swobodnie, tak jak Chrystus czuł się swobodnie czyniąc dobro. Swobodę tą przynosi nam Bóg, abyśmy mogli czynić to, co Bogu się podoba. To jest poznanie Jezusa w ciele, w jakim chodził, mając takie samo ciało jak my. Jak doskonale czysto poruszał się w nim. Był czysty. I to jest właśnie dla mnie i dla ciebie – czystość. To jest element swobody, wolności – czystość. To jest w Chrystusie, to jest piękne.

Pamiętajmy, że chęć słuchania jest bardzo ważna dla nas w tobie i we mnie, chęć, by przeżywać zmiany, chęć, by poddawać się Bogu. Mówiliśmy o tym, już nie raz i każdy to w sumie potwierdza; „wiesz, prosiłem Boga o czystość, a zaczął mnie brać taki jakiś gniew, a to jakaś złość zaczęła mnie brać”. No tak, bo miałeś to wszystko ukryte. Diabeł miał to w tobie skryte, żeby to uruchamiać wtedy, kiedy zechce. Bo kiedy ktoś ci coś zrobił, a tobie się nie podobało, zaraz pojawił się gniew, a potem niknął. Co, zniknął? Nie, tylko był przytłumiony przez diabła na jakiś czas, żeby znowu pojawić się. I Bóg mówi: „Prosiłeś mnie o czystość, to zacząłem od sprzątania tego, co masz nieczyste w sobie. Czego się dziwisz, że zaczęło to się pojawiać, żebyś zobaczył, czy zobaczyła w końcu ile trzeba tego w tobie posprzątać, a ty myślisz o sobie, że jesteś fajnym człowiekiem. Każdy to mówi, kto mówi inaczej? O co Boga prosiłeś, i co się najpierw zaczęło dziać? Przecież Bóg jest święty i żeby dojść do tego o co prosiłeś, to musi utorować sobie drogę do tego, dlatego najpierw robi porządek, wyrzuca to na zewnątrz. A ty mówisz: „Oj, oj, nie o to chodziło, przecież ja jestem taki dobry, mi tylko chodziło, żeby być jeszcze lepszym” Wolność to wolność. To nie jest udawane.

Zobaczcie, Szczepan był kamienowany, mógł się zgniewać, za co mnie kamienujecie? Ja was kocham, a wy? Nie miał gniewu. Miał wspaniałą cierpliwość dla oprawców, jeszcze prosił za nimi. To właśnie jest wolność, to jest wolność Chrystusowa. To nie jest wolność nasza, w której raz jest tak, a raz jest inaczej. Wolność to wolność, oddzieleni od zła to oddzieleni od zła. I dlatego dla mnie i dla ciebie jest to bardzo ważne.

         Smak wolności. Jak zasmakowałeś, zasmakowałaś wolności, nigdy już nie wracaj do niewoli, niech ci to nigdy nie smakuje już; chodzenie w swarach, chodzenie ze zwieszoną głową. Niech ci już nigdy nie smakuje ta wolność pokazywania, że nie lubię kogoś. Niech ci to nigdy nie smakuje, wzdrygaj się na tą ohydę.

         Przeczytam jeszcze z Psalmu 119, 45:

         I chodzić będę na wolności, Bo szukam rozkazów twoich.”

         Będę chodzić na wolności, bo szukam rozkazów Twoich, bo potrzebuję Twoich rozkazów i dzięki Twoim rozkazom będę doświadczać wolności. Dawid wiedział, że tak będzie i tak się to w nim dokonywało. Amen.

Obóz w Bojanie 03.08.2017r (poranne) SAMOWOLNI LUB WOLNI W CHRYSTUSIE – część 2

 

         Wiele, wiele lat później – Ewangelia Łukasza 4, 17-21:

         I podano mu księgę proroka Izajasza, a otworzywszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność,  abym zwiastował miłościwy rok Pana.  I zamknąwszy księgę, oddał ją słudze i usiadł. A oczy wszystkich w synagodze były w niego wpatrzone. Zaczął tedy mówić do nich: Dziś wypełniło się to Pismo w uszach waszych.”

         Potem są wypowiedzi. I czytam dalej:

         I wszyscy w synagodze, słysząc to, zawrzeli gniewem. I powstawszy wypchnęli go z miasta, i wywiedli go aż na szczyt góry, na której miasto ich było zbudowane, aby go w dół strącić.” Łuk 4,28.29.

         Ilu widzimy ludzi, którzy w ten sposób przyjmują ewangelię, wiadomość o Panu, który przyszedł zbawić ich z niewoli grzechu? Ilu ludzi tak reaguje: „Wyjdź mi z tym Jezusem, odejdź, nie chcę tego Jezusa, nie potrzebuję Jezusa? Mam coś innego, mam Marię, mam religię, mam coś tam, nie potrzebuję Jezusa”. Ilu w ten sposób odchodzi? Strąca Go, jakby chciało strącić Go w dół, odepchnąć Go od siebie. Ilu ludzi usłyszawszy ewangelię mówi: „Tak. Żyję w strasznej niewoli, nie potrafię być z Bogiem tak jak On chce. Potrzebuję Jezusa, by wyzwolił mnie z tej niewoli?” Olbrzymie podobieństwo. Żydzi wyprowadzeni przez Mojżesza. Bóg uciska faraona, faraon walczy, walczy, walczy, żeby nie puścić Izraela, aż dochodzi do zabicia pierworodnych u Egipcjan i dopiero wtedy Izrael opuszcza Egipt. O nas też jest powiedziane, że byliśmy dziećmi diabła, dziećmi gniewu, trzeba było, abyśmy umarli. Stąd śmierć. Gdyby można było inaczej, to byłoby inaczej. Stąd śmierć, stąd śmierć Chrystusa, ponieważ tylko w Chrystusie możemy umrzeć, aby dalej żyć. Bóg nie uśmierca nas w sensie fizycznym, ale uśmierca na krzyżu naszą starą naturę, całe dziedzictwo diabła, które zebraliśmy żyjąc pod władzą tego ojca, który władał nami w sposób bardzo zły, niszcząc, niszcząc i niszcząc nasze podobieństwo do Boga.

         Wolność, poznać smak wolności, żyjąc na wolności, żyjąc nareszcie z każdym Słowem Boga, ciesząc się, że można żyć Słowem Boga, że już diabeł nie ma siły zatrzymać przed tym, aby żyć Słowem Boga. Jakież to szczęście żyć Słowem Boga. To jest wolność od Boga. Tego nikt ci nie da, jedynie Bóg. Tylko Bóg daje wolność w Swoim Synu Jezusie, żeby żyć na tej ziemi już Słowem Boga, a nie słowem diabła. To jest wolność dana nam od Boga, że możemy uczyć się, jak niemowlę od początku, ale już innego życia, życia Chrystusowego. I nieraz pojawia się czkawka starych wspomnień, jakieś doświadczenie, które trzeba oczyścić. Ale człowiek zasmakował już innego życia, a więc nie myśli wracać do starego. Nie umie już grzeszyć, nie umie już pozostawać w złu. Natychmiast oczyszcza się, aby iść dalej.

         2Księga Mojżeszowa 4,21-24:

         I rzekł Pan do Mojżesza: Gdy wrócisz do Egiptu, bacz, byś dokonał przed faraonem wszystkich tych cudów, do których udzieliłem ci mocy, Ja zaś znieczulę serce jego, tak że nie wypuści ludu. I powiesz do faraona: Tak mówi Pan: Moim synem pierworodnym jest Izrael. Mówię do ciebie: Wypuść syna mojego, aby mi służył. Jeśli będziesz się wzbraniał od wypuszczenia go, Ja zabiję twego syna pierworodnego. W czasie drogi, na noclegu, natarł na niego Pan i chciał go zabić.”

         Na tego sługę, który miał iść wykonać zadanie Boga, naciera Pan, aby sługa był przygotowany do tak potężnego poselstwa. Bóg mówi: „Idź i powiedz temu władcy, który trzyma w niewoli Mój lud: Wypuść”. I ten władca sprzeciwiał się nakazowi Boga.

         Widzieliśmy wiele walk, wiele zmagań człowieka nim wyruszył na wolność. Tak wróg, diabeł trzyma ludzi przed opuszczeniem jego niewoli. Gdy wyszli na wolność, odpoczęli. To jest wojna. Diabeł nie puszcza ludzi tak łatwo. Używa wszystkich środków by ich zatrzymać. Ale ten najwspanialszy środek, który pociąga człowieka, to jest potrzeba Chrystusa w swoim życiu.

         Pamiętam sam, jak było w moim życiu, że przeszkód było tak wiele, ale to co właśnie najlepiej działało, to potrzeba Jezusa Chrystusa. I w końcu powiedziałem, że nie mogę inaczej, ja muszę iść za Nim, nie ma innej możliwości, bo bez Niego wszystko nie ma znaczenia. Bez Jezusa nie ma życia, dlatego powiedziane jest, że On przyniósł wolność i ogłosił jeńcom wyzwolenie, ślepym przejrzenie, aby ubodzy byli napełnieni skarbami z nieba, aby chwalebny Chrystus był wywyższony, aby przez to i Ojciec był uwielbiony w każdym z nas.

         Wrócimy do Księgi Jeremiasza, do drugiego rozdziału, wiersz 35:

         A jednak mówisz: Jestem niewinna, przecież jego gniew odwrócił się ode mnie. Oto Ja spierać się będę z tobą, bo mówisz: Nie zgrzeszyłam.”

         Widzicie, najpierw chcemy zaznać wolności, a potem: „Przecież nie ma gniewu, to nie mamy winy. Bóg musiałby gniewać się, jeżelibyśmy opuścili Jego teren przebywania, a On nie gniewa się, nie zabija nas, a więc nie mamy winy”. A więc tak ocenili; nie ma problemów. Ludzie często tak mówią: „Gdyby Bóg uznał to za grzech, to chyba by zrobił coś w tej sprawie”. Ale to Słowo Boże mówi, że to jest grzech. Opuścili źródło wód żywych i znaleźli sobie dziurawe cysterny, które nic im nie dają. A więc, ważnym jest to, aby należeć do Boga, chodzić w sposób godny, chodzić na wolności, chodzić jak dziecko Boże chodzi, w czystości. Mogę czynić dobro, mogę czynić to co chce Bóg, mogę. Jakie to piękne. Nie muszę już czynić tego, co chce diabeł. Przecież to jest wspaniała wolność. Każdy kto doświadczył tej wolności, zasmakował zbawienia, bo zbawienie to wolność. Izrael został zbawiony, został wyprowadzony z niewoli, zasmakował wolności, ale w tej wolności nie poddał się, żeby dalej podążać w sposób swobodny za Bogiem. Zaczął wspominać ogórki, pietruszkę, czosnek, różne rzeczy. Wielu wierzących ludzi wychodząc, wspomina to czy tamto. Po co? Wszystko stało się nowe. Bracie i siostro, nie wchodź w stare rejony, nie przepatruj starych terenów czy jeszcze coś tam znajdziesz pośród tych śmieci, co się nadaje, by cię przyozdobiło jako dziecko Boże. Wszytko to jest gnój, nic nie warty, śmierdzący gnój. Korzystaj tylko z nowego i ciesz się nowym. Nigdy nie wpuszczaj starych rzeczy, bo one mogą cię tak zniekształcić, że ten obraz Jezusa Chrystusa w tobie stanie się zasłonięty. Ktoś może nawet coś pięknie malować, ale przyjdzie ktoś i popaćka to wszystko i nie wiesz nawet co tam wcześniej było namalowane.