Charles G. Finney – Odstępcy część 2

 

Przyczyny odstępstwa

  1. Brak życzliwości dla kogokolwiek. Jeżeli skrywa się nieżyczliwość dla tego, kto został stworzony przez Boga, okaże się niemożliwym w tym samym czasie radować się obecnością Bożą. Jakim by niegodnym i nic nie wartym był człowiek, to jeśli pielęgnujesz nienawiść do niego jesteś w Bożych oczach mordercą i Boży Duch nie może przebywać w tobie. Jesteś odstępcą. Nierzadko ludzie naprawdę znieważeni tak długo noszą w sobie to uczucie dopóki ono jak robak nie podgryzie całej ich pobożności. Zachowując uczucie nieżyczliwości do kogokolwiek nie możesz się modlić. Bóg nie usłyszy twojej modlitwy. Okrutnie się oszukujesz myśląc, że się modlisz. W podobnym stanie jest nie do pomyślenia żeby mieć Ducha modlitwy i być w społeczności z Bogiem. „A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia”. Marka 11:25
  2. W wielu przypadkach przyczyną odstępstwa bywa nadmierne zaangażowanie w sprawy świata. Jeśli masz tak dużo ziemskich spraw, że wszystkie twoje myśli są nimi zajęte i prawie cały swój czas poświęcasz na te sprawy, to na pewno jesteś odstępcą. Nie masz prawa mieć tylu spraw, że nie znajdujesz czasu na modlitwę. To nie jest konieczne i nie jest to Bożą wolą. Bóg nie chce żeby Jego słudzy byli tak obciążeni pracą, żeby nie mieć czasu na społeczność z Nim, na dzielenie się swoimi przeżyciami, sukcesami i prosić o Jego prowadzenie.

To oczywiste, że nie masz odpowiedniego spojrzenia na sprawę, jeśli dopuszczasz do tego, że masz tyle roboty, że nie masz możliwości służyć Bogu. Jeślibyś odnosił się do swoich zajęć jak do sprawy Bożej, byłoby dla ciebie jasne, że nie da się zadowolić Boga i oddać Mu chwałę kiedy jesteś tak wciągnięty w życiowe sprawy i tyle ich zbierasz, że niemożliwym dla ciebie staje się znalezienie czasu na modlitwę i czytanie Biblii.

Praca jest obowiązkiem i zawsze staram się to wszystkim wpajać. Być zawsze zajętym, zawsze, tak czy inaczej i wykorzystywać swój czas na pożyteczne sprawy, to obowiązek nałożony na nas przez Boga. Ale zaprzedać się pracy i dać jej zawładnąć nami czyniąc uszczerbek na modlitwie, dać jej podkopać naszą wiarę, to coś całkowicie niewłaściwego. Bóg nigdy tego nie chciał. Ludzie są gospodarzami w domu Bożym i On nigdy nie nałoży na nich tyle pracy, żeby pozbawić ich możliwości przebywania z Nim. Kiedy wpadają w próżność i wpadają w wir codziennych trosk i spraw ziemskich, jest to wyraźny dowód, że pracują dla siebie, a nie dla Boga, i dążą do zysku. Inaczej nie mieli by powodu by tak robić. Miłość do Boga nigdy nie przejawia się w ten sposób. A ten kto pracuje dla osobistych korzyści na pewno jest odstępcą.

  1. Równie często do odstępstwa może prowadzić interes, w którym wiążesz się z nienawróconym wspólnikiem. Zawiązując podobną współpracę po swoim nawróceniu, na pewno osłabisz swoją wiarę.

Bogobojność upadnie i przyjdzie odstępstwo. Przyczyna jest oczywista. Nienawrócony człowiek nigdy nie prowadzi interesów na zasadach chrześcijańskich. W samej rzeczy on nie ma takich zasad. Dlatego przedsiębiorstwo nie może funkcjonować na zasadach, które podobają się Bogu. A jeśli zgadzasz się na to żeby interes był prowadzony na innych zasadach, to upadniesz i odstąpisz, a twoja wiara zostanie zachwiana. Bóg chce żeby każda sprawa była prowadzona dla Jego chwały i jeśli kierujesz swoim interesem nie tak jak Jemu się podoba to jesteś odstępcą.

Mógłbym wskazać na wiele przypadków, w których chrześcijanie nawiązali stosunki handlowe z osobami nienawróconymi i udowodnić, jak bardzo te transakcje zaszkodziły nie tylko ich wierze, ale także ich dobremu imieniu. Nie chcę przez to powiedzieć, że nienawróceni są nieuczciwi w swoich relacjach z ludźmi w tym sensie jak to zwyczajowo jest przyjęte, ale są nieuczciwi w oczach Boga nie robiąc interesów w Jego imieniu.

Bóg domaga się, aby człowiek w jego pracy uwielbił Go, aby była tak wykonywana, jakby sam Bóg był na czele, nadzorował i kontrolował ją, a ludzie byli w niej Jemu wierni. W człowieku, który tak postępuje poznasz doskonałego chrześcijanina. Lecz jeżeli zgadzasz się z człowiekiem postępującym inaczej, tym samym przyswajasz jego zasady i stajesz się taki jak on. Wtedy jesteś odstępcą. Nie wierzę, że znalazłby się choć jeden przykład na dowód tego, że chrześcijanin nawiązując współpracę ze światowym człowiekiem może pozostać wiernym Bogu. To nieuniknione, że musisz obrażać albo swojego wspólnika albo Boga. Już samo to, że stawiasz siebie w takiej sytuacji uraża Boga i w przyszłości nadal będziesz Go zasmucał.

  1. Wpływ światowych przyjaciół jest powszechną przyczyną odstępstwa. Kiedy nawrócony zachowuje przyjaźń ze światem, to nieuniknione jest, że stanie się odstępcą.
  2. Poślubienie nienawróconego lub nienawróconej niechybnie pociągnie za sobą odstępstwo. Taki fakt już sam w sobie świadczy o odstępstwie. Chrześcijanin oddający swoje serce komuś kto nie trwa w przyjaźni z Bogiem porzucił swoją pierwszą miłość i jego stan będzie się pogarszał, aż Bogu pozostanie zostawić go na jego własnych drogach.
  3. Bardzo często odstępstwo przychodzi ze strachu przed urażeniem ziemskich przyjaciół zbyt wielką gorliwością dla Boga. Jeśli obawiasz się urazić swoich ziemskich przyjaciół i pozwalasz im w swojej obecności bluźnić Bogu bez protestu z twojej strony, to wkrótce staniesz się odstępcą. Niektórzy dochodzą do tego, że sami zaczynają obrażać Boga i łamią Jego przykazania z powodu tego żeby się nie okazać niegrzecznym w stosunku do swoich przyjaciół i nie urazić ich.
  4. Kiedy zaniedbujesz lub lekkomyślnie zaczynasz podchodzić do komory modlitwy jesteś na skraju odstępstwa. Już wspominałem o tym jako o oznace odstępstwa, które często właśnie od tego się zaczyna.

Podam przykład jednego brata, którego dobrze znałem. Był cudownym człowiekiem. Oto co pisał pewnego razu do swojego syna opowiadając mu o swoim odstępstwie:

„Po moim ślubie dwa lata, a może dwa i pół rozkoszowałem się duchowymi radościami. Później zacząłem tracić słodycz przebywania z Bogiem. Bardzo osłabłem w komorze modlitwy, stałem się rozwiązły i zostałem podbity przez grzech. Zacząłem nawiązywać znajomości z lekkomyślnymi znajomymi tak jak to się działo wcześniej. Stałem się obciążony ziemskimi troskami i szukałem ukojenia w tym co dobrze wiedziałem, że zasmucało Boga. Sumienie często mnie oskarżało, ale wraz z małżonką zachowywaliśmy zewnętrzne pozory modlitwy. Mój duchowy ojciec  pastor Wills zmarł i nie polubiłem jego następcy i stałem się niedzielnym włóczęgą szukającym tego co łechce ucho. Swoim przykładem bardzo źle działałem na żonę i dzieci i wciągnąłem się w światowe przyjemności i nawyki. Byłem w pełni świadomy jak bardzo oddaliłem się od Bożej miłości, ale byłem taki omotany, że nie starczało sił żeby wrócić na poprzednią drogę”.

W tym wypadku, jest oczywistym, że odstępstwo wzięło swój początek od braku gorliwości w komorze modlitwy. To zdarza się często. Twoje modlitwy stają się coraz krótsze, mniej gorące i rzadsze i czym mniej się modlisz, tym słabsza jest twoja chęć na modlitwę. I tak twoje modlitwy stają się coraz krótsze, a odstęp między nimi wydłuża się. Każda kolejna modlitwa będzie coraz słabsza, aż w końcu osiągniesz stan, z którego już ciężko zawrócić. Sprzeciwić się temu trzeba na samym początku. Przy pierwszym ostrzeżeniu trzeba przeciwdziałać. Jeśli tylko dostrzeżesz pociągnięcie w tę stronę podejmij środki obronne i nie idź dalej, bo inaczej w krótkim czasie staniesz sie odstępcą.

  1. Lekkomyślne podejście do Biblii bywa początkiem odstępstwa. To jest nie tylko dowodem ale i przyczyną odstępstwa.

Człowiek mający Biblię i nie czytający jej nie może korzystać z duchowych skarbów. Jeśli czyta ją lekkomyślnie stanie się odstępcą. Zadziwiającym jest jak mało jest w kościele prawdziwej znajomości Biblii. To dowód na to jak mało jest ona czytana, jak mało prawdziwej wiary w nią, jak mało zainteresowania jej zawartością, i jak mało wiary, że jest ona Słowem Bożym.

  1. Jeśli nie jesteś całkowicie nieskazitelny w uczciwości, to może to także doprowadzić do odstępstwa. Brak bezkompromisowej uczciwości podkopie twoją wiarę. Jeśli w swoich interesach dopuścisz się nie całkiem uczciwego postępowania, albo zdecydujesz się wykorzystać kogoś dla własnej wygody w jakikolwiek sposób, to odstąpisz. Nie możesz dopuścić do najmniejszego cienia nieuczciwości w swoich poczynaniach.

Żeby wytrwać w wierze, twoja troska o czystość sumienia powinna być taka jak u człowieka, któremu został jeden dzień życia.

Wierzący w dużych miastach częściej stają się odstępcami. W wielkich miastach rzadko można spotkać Ducha modlitwy. Chcę o tym mówić otwarcie. Wielu nazywa się ludźmi modlitwy i bardzo uduchowionymi, ale porozmawiaj z nimi o modlitwie w tym sensie, jak mówi o niej Słowo Boże i zobaczysz, że nie mają o niej pojęcia. Zaczną zadawać ci tysiące bezsensownych pytań, które nigdy by im do głowy nie przyszły, jeśli by wiedzieli cokolwiek z własnego doświadczenia o poruszanym temacie. Odnośnie modlitwy żaden człowiek nie może mieć racji w teorii, jeśli nie doświadczył tego w praktyce.

Przyczyną tego, że w wielu zborach jest tak mało czystej wiary, jest to,że znaczna część zborów dopuszcza jakąś nieprawdę, która niszczy ich wiarę. Oni w małych sprawach nie są wierni. Wiem, że oni niby nie widzą w tym nic strasznego. Mówią, że ich postępowanie jest dla wszystkich jasne i t d. Tym nie mniej postępek pozostaje nieuczciwym i zupełnie niejasnym dla wszystkich. Jeśli by był dla każdego wiadomy, to nie popełnili by go. Nie byłoby pokusy, aby to uczynić.

Na przykład jeśli człowiek wycenia jakąś rzecz, a potem sprzedaje ją za mniej niż początkowo sobie życzył, to od razu wyjaśni ci, że zrobił tak wiedząc wcześniej, że nikt nie da takiej ceny za jaką towar jest wystawiony. Chciałbym go wtedy zapytać: „Czy więc nie wziąłbyś pieniędzy jeśli ktoś by się zgodził na twoją początkową cenę? Jeśli ktoś uznałby cię za uczciwego człowieka, nie naliczającego sobie nawiązki, to czy odmówiłbyś tego co było ponad realną cenę? Albo przyznałbyś się otwarcie, że naliczyłeś sobie z nawiązką, bo zauważyłeś niedoświadczenie i lekkomyślność kupującego, który przy zakupie od razu by się zgodził na żądaną cenę? Czy zdecydowałbyś się powiedzieć: żądałem z nawiązką oczekując, że będzie się pan targował. I czy wyjawiłbyś prawdziwą wartość towaru, rezygnując z nawiązki, jeśli by ci położyli sumę, którą na początku podałeś?

Byłem sam przerażony tym co obserwowałem pośród ludzi nazywających się wierzącymi.  Ja sam nie waham się dać od razu tą cenę, której żądają ode mnie nie bojąc się przepłacić, a przy tym nienawistnie proponować mniej, żeby nie myśleli, że chcę coś nabyć poniżej wartości i na podstawie tego, że nie pozwalam sobie na targowanie dowiaduję się, że za niektóre rzeczy przepłaciłem podwójnie. Mówią, że to ogólnie przyjęte. A choćby i tak było, to wyobraź sobie, że byłoby ogólnie przyjętym dla wierzących upijać się, przeklinać albo odwiedzać nieprzyzwoite miejsca. Czy to poprawiłoby sytuację. Czy uświęciłoby podobne postępki? Nierzadko sam kupujący jest nie mniej winny niż sprzedawca. Oto wchodzi i pyta o ostateczną cenę towaru, a kiedy mu ją przedstawiają mówi: „Nie, ja tyle nie dam”. I proponuje mniej. A ty ustaliwszy ostateczną cenę za jaką możesz sprzedać tę rzecz, żeby nie stracić klienta jednak sprzedajesz mu za tyle ile ci zaproponował. W tym wypadku on zgrzeszył kusząc ciebie, jeśli jest świadomy wartości towaru, a ty zgrzeszyłeś ustępując mu w tych warunkach wprowadzając go w pokuszenie, aby znowu powtarzał swój postępek.

Jeśli dopuszczasz możliwość najmniejszej nieuczciwości w swoich działaniach i jednocześnie chcesz rozkoszować się Bożą obecnością, to oszukujesz sam siebie. Każdy tak postępujący jest notorycznym hipokrytą i bliskim odstępstwa.

Zbory nie mogą korzystać z silnej wiary, ani z zapałem wziąć się do roboty i nigdy nie poznają siły modlitwy dopóki nie nastąpią zmiany w tym kierunku. Wierzący powinni mieć wystarczająco uczciwości i wiary żeby wierzyć w nadchodzący Sąd i w to, że Bóg widzi każde oszustwo i słyszy każde kłamstwo, które oni robią i wypowiadają potajemnie.

Wiara nigdy się nie pomnoży jeśli nie poprawicie swoich dróg.

Zobacz na wierzącego, który obniża i obniża cenę, bo widzi, że ma do czynienia z doświadczonym kupcem. Ja go widzę jako odstępcę. To nie jest uczciwy człowiek. Nie służy Bogu w swoich interesach. Nie postępuje jak wierny sługa Boży. Myślisz, że stara się zawrzeć umowę dobrą dla Boga? Mogę cię zapewnić, że jego rozważania nie są by przynieść korzyść Bogu lecz sobie. Bóg nie potrzebuje, żeby dla Niego ktoś oszukiwał. Postępujący tak nasyci się drogami swoimi.

  1. Chciwość jest jedną z najważniejszych przyczyn odstępstwa. Chciwość jest bałwochwalstwem. Kiedy oszczędzamy więcej niż to konieczne, to cierpimy nie tylko braki materialne, ale i upadamy duchowo. Nic tak nie zabiera wiary jak chciwość. Najtrudniej jest takich wierzących przebudzić, lub podtrzymać ich przebudzonymi. Pokaż mi człowieka mocno trzymającego się świata, a powiem ci, że od niego nie oczekuj dużo w sprawie wiary. Czasami można spotkać chciwego pastora. On jest bezwartościowy jako pasterz i nigdy nie przyniesie pożytku dopóki nie uwolni się od tej żądzy. Prezbiter jest taki? Nigdy nie wyznaczaj takiego prezbitera. Chciwy człowiek tylko przyniesie szkodę i zatrzyma wzrost zboru. Jeśli macie u siebie takich prezbitrów radzę wam uwolnić się od nich jak najszybciej. To są odstępcy i zawsze będą stali wam w poprzek drogi. Bóg zabrania mieć chciwych biskupów i żaden zbór znoszący ich nie może rozkwitać.
  2. Następną przyczyną z powodu której często zdąża się odstępstwo jest brak prawdziwości i szczerości w rozmowie. Większość ludzi nie nazywa tego kłamstwem, tym nie mniej jest to tak podobne do kłamstwa, że nie wiem jak inaczej można by to nazwać.

Człowiek przywykły wyolbrzymiać, koloryzować i starać się zadziwiać swoimi opowieściami nie może mieć czystego sumienia. Taki człowiek odstąpi. Żeby temu zapobiec trzeba zawsze trzymać się czystej prawdy, jak gdybyś zeznawał pod przysięgą, albo znajdował się w obecności Boga, który słyszy każde słowo, które wypowiadasz. Niech wasze tak będzie tak, a nie , nie, a co ponad to, to pochodzi od diabła.

  1. Plotki. Pokaż mi lubiącego przekazywać zdobyte sekrety, czy to mężczyznę, czy kobietę, a ja go nazwę odstępcą, który będzie stawał się coraz gorszy jeśli nie będzie pokutował. Każdy niecierpliwy zawsze pierwszy objawi ostatnią nowość i będzie żył i umrze jako odstępca jeśli się w tym temacie nie zmieni.
  2. Lekkomyślność. To na tyle wyraźna przyczyna odstępstwa, że nie widzę potrzeby rozwodzić się nad tym.
  3. Brak wstrzemięźliwości w sposobie życia w wielu przypadkach prowadzi do odstępstwa. Nie mam tu na myśli tylko nadużywanie alkoholu, ale przesada i nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu w ogóle. Nie mówię o tych, którzy siedząc za stołem opróżniają kieliszek za kieliszkiem, dochodząc do stanu wielkiego pobudzenia. Postępujący tak jest w oczywisty sposób odstępcą i nie wymaga to szczególnych wyjaśnień. Ja mówię tu o tych, u których od nadmiaru jedzenia przytępione są odczucia, mózg staje się ociężały i po jedzeniu tracą trzeźwość i świeżość, którą mieli zanim zjedli. Ten kto pozwala sobie na taką niepowściągliwość na pewno odstąpi. Pokażcie mi człowieka, który siada za stołem i je dotąd aż stanie się bardziej skłonny do spania niż do modlitwy i już widzimy kolejnego, który zamienia się w żarłoka. On nie wytrwa w wierze. Choćby to co mu się podaje było w pełni dopuszczalne, to niemożliwe jest dla człowieka ulegać takim ekscesom i zachować wiarę.
Reklamy

Charles G. Finney – Odstępcy część 1

 

Charles G. Finney – Odstępcy

„Karze cię twoja złość, smaga cię twoje odstępstwo. Poznaj więc i zobacz, jak złą i gorzką jest rzeczą, że opuściłaś Pana, swojego Boga, i nie ma u ciebie bojaźni przede mną – mówi Wszechmocny, Pan Zastępów.” Jer.2:19 „Swoimi drogami nasyci się człowiek o odstępnym sercu” Ks.Przysł.14:14

Kto to są „Odstępcy” ?

1.Stać się odstępcą znaczy odstąpić od wcześniej zajmowanego stanowiska. Jeśli użyjemy tego określenia mówiąc o sprawach związanych z religią, to w szerokim znaczeniu można określić nim całą grupę ludzi nazywających siebie ” wierzącymi”, niezależnie od tego czy posiadają oni wiarę, czy też nie. Jeśli wyznawali religię i dostosowali do niej swoje życie na tyle, że zdawali się być wierzącymi, a potem nagle odwrócili się, choćby nawet tylko od tego powierzchownego obrazu życia, zwykło się nazywać ich odstępcami, nawet w wypadku kiedy ich religia była niczym innym jak tylko pustymi obrządkami. Tak samo zwykło nazywać się ludzi, kiedy oni naprawdę odchodzą całkowicie od wiary, albo przechodzą ze stanu żarliwego wyznawania do stania się letnim.

Dokładnie w tym ostatnim znaczeniu użyte jest to określenie w ST. Tam nazywany jest tak naród Boży, kiedy wpadał w bałwochwalstwo, a także kiedy stawał się niedbały i chłodny w wypełnianiu swoich religijnych obowiązków

Znaczenie w którym teraz użyję tego wyrażenia będzie określało człowieka, który się odwrócił. Prawdziwego chrześcijanina, który porzucił swoją pierwszą miłość.

Jego gorliwość ostygła. Żar uczuć i głęboka pobożność zgasły. Może on w pełni sprawiać wrażenie wierzącego, uczestniczyć we wszystkich obrzędach, uczęszczać na zgromadzenia, czytać Biblię, wykonując wszystko bez zarzutu, ale w tym wszystkim będzie się dało wyczuć brak Ducha. Wrażliwość uczuć przytłumiła się i w swoim sercu taki człowiek stał się odstępcą.

Możliwe, że teraz odnosi się to także do niektórych z was; Bóg wie czy tak jest. Twoje sumienie, jeśli nie zagłuszyłeś jego głosu, podpowie ci czy tak jest. Czy twoja gorliwość zmalała? Znikła pewność twojego celu i wierność w wypełnianiu obowiązków? Jeśli tak, to właśnie do ciebie się zwracam. To właśnie ciebie ma na myśli Bóg nazywając odstępcą.

Taki jesteś ty pastorze, ty prezbiterze, jeśli między wami tacy są; ty kobieto, jakie by nie było twoje stanowisko w kościele, jeśli ten opis pasuje do twojego stanu, to jesteś odstępczynią i tak jesteś nazwana w Księdze Bożej.

2.Każdy kiedyś nawrócony, kto utracił rozkosz w sekretnej modlitwie i nie przebywa w ciągłej społeczności z Bogiem jest odstępcą. Można zachować formę modlitwy, długo klęczeć na kolanach i nie być w bliskości Boga- nie doznawać Jego obecności; sprawiać wrażenie modlącego się, nie mając Ducha modlitwy. Jeśli modląc się naprawdę nie zbliżasz się do Boga, to albo jesteś odstępcą, albo obłudnikiem. Do jakiego byś nie należał kościoła i jakie by nie było zajmowane przez ciebie stanowisko i jakim byś się nie wydawał ludziom z wyglądu zewnętrznego, Bóg będzie uważał cię za odstępcę, jeśli nie posiadasz Ducha modlitwy.

  1. Jeśli już nie delektujesz się czytając Słowo Boże jesteś w sercu odstępcą. Jeśli twoje codzienne życie nie zgadza się z zasadami o których czytasz w Słowie Bożym, jesteś odstępcą. Jeśli przestałeś przedkładać czytanie Biblii ponad czytanie innych książek, jeśli czytanie interpretacji Słowa Bożego zaczęło cię zadowalać tak jak samo Słowo niczym nie przyprawione, to jest to znak, że już zacząłeś odstępować. Jeśli idziesz jeszcze dalej, ufając, że już dostatecznie przestudiowałeś Biblię i możesz się zająć teraz studiowaniem czegoś innego, to już bardzo daleko odstąpiłeś. Strzeż się ty, który głosisz Słowo Chrystusa! Jeśli zauważysz, że czytając jakikolwiek rozdział, on już cię nie interesuje, to dla Boga twoje imię to odstępca!
  2. Jeśli upodabniasz się do świata, jesteś odstępcą. Jeśli sprawy ziemskie są u ciebie na pierwszym planie i zauważasz, że budząc się rano masz pierwsze myśli światowe albo w chwilach samotności, poddajesz się dobrowolnie nurtowi myśli w tym kierunku; kiedy twoje myśli i uczucia związane są z ziemskimi interesami, jesteś w sercu odstępcą.

5.Jeśli twoje serce nie ściska się z bólu i nie rozlewa się w modlitwie z powodu stanu kościoła, to dzieje się tak ponieważ jesteś odstępcą. Jeśli bez trwogi i głębokiego rozgoryczenia patrzysz na tak zwanych” chrześcijan” na tym świecie, to najprawdopodobniej jesteś odstępcą.

  1. Jeśli obojętne ci jest, że tak mało jest wierzących, jesteś odstępcą. Wielu widząc wielkie zgromadzenia, gdzie nie widać niezgody mówi: „Jaki miły nastrój, jakże ten zbór kwitnie, jak miło i spokojnie na sercu, jakie to piękne”. Ale poza tym wszystkim w zborze tym nie nawracają się ludzie i nie ratują się dusze. Ten kto nazywa podobny stan, rozkwitem kościoła i czymś pięknym musi być odstępcą albo obłudnikiem.

Jeśli by nim nie był, taki stan nie zadowalał by go. Nie widząc nawracających się grzeszników, nie byłby spokojny. To bardzo powierzchowna religijność chrześcijańska, którą można zadowolić czymkolwiek oprócz nawrócenia się grzeszników.

  1. Kiedy deprawacja grzeszników nie martwi cię i nie wprawia w rozpacz, to jest znakiem odstępstwa. Ten, w kogo towarzystwie można bluźnić Bogu, czynić wszelką nieprawość, a jego dusza nie będzie jęczeć na ten widok, nie będzie modlił się o skruszenie grzeszników jest odstępca. Jak mało przypominasz psalmistę mówiącego o grzesznikach: „Potoki łez płyną z oczu moich, dlatego, że nie strzegą zakonu Twego. (…) Ogarnia mnie wzburzenie z powodu bezbożnych, którzy porzucają zakon Twój. Gdy widzę odstępców czuję odrazę, że nie strzegą słowa Twego”. Ps119:136.158. Tak będzie się zachowywał każdy chrześcijanin widząc bezbożnych, jeśli nie jest odstępcą.
  2. Odstępcę poznaje się jeszcze po tym, że jego modlitwy sam na sam z Bogiem stają się coraz krótsze i coraz większy jest między nimi odstęp. Ten kto znajduje radość w modlitwie, będzie się modlił nieustannie. Jeśli rzadko się modlisz, a częściej siadasz za stołem niż klękasz do modlitwy, albo spędzasz mniej czasu na przebywanie z Bogiem niż na zaspokojenie twoich ziemskich potrzeb, to jest to oznaka odstępstwa. Czy tak postępowałeś kiedy doświadczałeś pierwszej miłości?

Wtedy chętniej szedłeś się modlić, niż siadałeś do stołu. Mówiłeś w duszy: „lepiej niech ciało pości, byle dusza była napojona”.

Boję się, że kościele większość jego członków spędza więcej czasu na jedzeniu niż na modlitwie. Jeśli nie będą się strzegli, to pokarm stanie się dla nich siecią i pułapką. Ten kto spędza więcej czasu na jedzeniu niż z Bogiem w modlitwie jest gorszy od żarłoka.

  1. Kiedy niedbale podchodzisz do komory modlitwy, jeśli w samotności jesteś lekkomyślny w modlitwie, jeśli dusz nie płonie szczerze przed Bogiem, jeśli nie ma walki o błogosławieństwo, to dowód na to, że jesteś odstępcą.
  2. Kiedy błahe powody zatrzymują cię przed osobistą lub zbiorową modlitwą. Pokażcie mi człowieka, który wstaje z kolan z powodu błahostki, albo, który na usprawiedliwienie swojej nieobecności na zgromadzeniu podaje mało znaczące powody i powiem wam, ze imię tego człowieka to- odstępca. On by nie zamienił swojego czasu modlitwy na jedzenie, czy cokolwiek innego, jeśli by takim nie był. Znajdowałby więcej radości w modlitwie i czytaniu Słowa Bożego niż w powszednim chlebie. Job mówi: „Od przykazań jego warg nie odstępowałem, zachowywałem w sercu słowa pochodzące z jego ust”. Job 23:12. Jeśli jest dla ciebie możliwym, że lekkie niedomaganie lub niewielka przeszkoda sprawia, że opuszczasz zgromadzenie, lub odciąga cię od duchowych obowiązków, jesteś odstępcą.

Może powinienem się zwrócić do każdego z was z pytaniem: Czy nie tak jest dzisiaj z tobą?

Czy nie wspomniałem jakiegoś faktu pasującego do kogoś z was, czegokolwiek o czym wiesz, że dotyczy ciebie? Umiłowani, dzieje się coś podobnego z niektórymi z was? Jeśli tak, to otwórzcie serca na przyjęcie tej prawdy. Nie odnoście jej do sąsiada, ale przyjmijcie i ponieście na sobie. Jest dla was niezbędna i przyniesie wam korzyść, jeśli się jej nie sprzeciwicie. Jeśli cokolwiek z wymienionych rzeczy dotyczyło ciebie, to bądź szczery i podpisz się jako odstępca i pokutuj.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

 

 

Rozdział 13

 

GEORGE MEULLER; HUDSON TAYLOR; ŚWIATŁO Z KOMORY

 

Tak, jak Bóg dał apostoła Pawła, jako przykład modlitwy w życiu dla chrześcijan wszystkich czasów, tak też, dał Georga Meullera w XIX wieku, jako dowód dla Jego Kościoła, jak dokładnie i cudownie wysłuchuje On modlitw. Nie tylko Pan dał mu ponad milion funtów szterlingów (obecnie ok. 90mln£), na utrzymanie swoich sierot, to jeszcze Meuller twierdził również, że wierzy, że Pan dał mu ponad trzydzieści tysięcy dusz w odpowiedzi na modlitwę. Nie tylko spośród sierot, ale także wielu innych, o których (w niektórych przypadkach przez pięćdziesiąt lat) modlił się wiernie każdego dnia, w mocnej wierze, że będą zbawieni. Kiedy został zapytany, na jakiej podstawie tak mocno w to wierzy, jego odpowiedź brzmiała: „Istnieje pięć warunków, które zawsze staram się spełnić, po dostrzeżeniu, których mam pewność odpowiedzi na moją modlitwę:

 

  1. Nie mam najmniejszej wątpliwości, bo jestem pewien, że taka jest wola Pana, aby ich zbawić, „Chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1Tym. 2.4); i mamy zapewnienie, „Iż jeśli prosimy o coś według Jego woli, wysłuchuje nas” (1J. 5.14).
  2. Nigdy nie błagałem o ich zbawienie w moim własnym imieniu, ale w błogosławionym imieniu mojego szlachetnego Pana Jezusa i na podstawie jedynie Jego zasług (zob. J. 14.14).
  3. Zawsze mocno wierzyłem w pragnienie Boga, aby wysłuchać moich modlitw (zob. M. 11.24).
  4. Nie mam świadomości ulegnięcia żadnemu grzechowi, ponieważ: „Gdybym knuł coś niegodziwego w sercu moim, Pan nie byłby mnie wysłuchał” (Ps. 66.18).
  5. Trwałem w modlitwie wiary przez więcej niż 52 lata za niektórych i będę kontynuował, dopóki nie przyjdzie odpowiedź: „Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego we dnie i w nocy?” (Łuk. 18.7).

 

Weźcie sobie te przemyślenia do serca i praktykujcie modlitwę według tych zasad. Niech modlitwa nie będzie tylko wyrażeniem waszych pragnień, ale społecznością z Bogiem, dopóki nie poznamy przez wiarę, że nasza modlitwa jest wysłuchana. Sposób, w jaki Meuller pielgrzymował jest nową i żywą drogą do tronu łaski, która jest otwarta dla nas wszystkich.

 

Hudson Taylor

 

Gdy Hudson Taylor, jako młody człowiek, oddał się bezwarunkowo Panu, przyszło silne przekonanie, że Bóg pośle go do Chin. Czytając Georga Muellera, dowiedział się, jak Bóg odpowiadał na modlitwy tego męża Bożego o zaopatrzenie jego samego oraz sierot, którymi się opiekował. Hudson zaczął prosić Boga, aby nauczył również jego, tak Mu ufać. Czuł, że jeśli chce pojechać do Chin z taką wiarą, musi najpierw zacząć żyć przez wiarę w Anglii. Miał pozycję asystenta lekarza, prosił Boga o pomoc, aby nie pytać o swoje wynagrodzenie, dlaczego jeszcze go nie otrzymał, ale pozostawić to Bogu, który mógł poruszyć serce doktora, tak aby ten wypłacił mu je w odpowiednim czasie. Lekarz był dobrodusznym człowiekiem, ale bardzo nieregularnym w płaceniu. To kosztowało Taylor’a wiele kłopotu i zmagania w modlitwie, ponieważ wierzył, jak również G. Meuller, że Słowo, „Nikomu nic winni nie bądźcie” (Rzym. 13.8),  należy brać dosłownie i że nie powinno się zaciągać długu.

 

Tak więc, nauczył się ważnej lekcji, aby poruszać ludźmi przez Boga. Była to myśl o głębokim znaczeniu, która później okazała się wielkim błogosławieństwem dla niego i jego pracy w Chinach. Opierał się na tym w czasie nawracania Chińczyków, w pobudzeniu chrześcijan do ofiarowania pieniędzy na wsparcie jego działalności oraz w znajdowaniu odpowiednich misjonarzy, którzy posiadali, jako regułę wiary, to, że powinniśmy uczynić nasze pragnienia w modlitwie wiadome Bogu, a następnie polegać na Bogu, że On sam poruszy ludzi do zrobienia tego, co On chciałby, aby było zrobione.

 

Po spędzeniu kilku lat w Chinach, modlił się, aby Bóg dał dwudziestu czterech misjonarzy, po dwóch na każde jedenaście prowincji i Mongolię, każde z milionami dusz i bez żadnych misjonarzy na miejscu. Bóg to uczynił. Chociaż nie było stowarzyszenia, które mogłoby ich wysłać. Taylor, w rzeczy samej nauczył się ufać Bogu w sprawie swoich własnych potrzeb, ale nie ośmielił się wziąć na siebie odpowiedzialności za dwadzieścia cztery osoby, jeśli, być może miały by one niewystarczającą wiarę. Kosztowało go to silny konflikt z powodu którego czuł się bardzo źle, aż w końcu zauważył, że Bóg mógł tak samo łatwo dbać o dwudziestu czterech, jak i o niego. Przyjął to z radosną wiarą. Tak Bóg prowadził go przez wiele ciężkich prób wiary, aby nauczyć go całkowitego zaufania. Te dwadzieścia cztery osoby wzrosły, w miarę upływu czasu, do tysięcy misjonarzy, którzy polegali całkowicie na Bogu w sprawie wsparcia. Inne misjonarskie stowarzyszenia przyznały, że wiele nauczyły się od Hudsona, jako człowieka, który ustanowił i przestrzegał to prawo. Wiara może powoływać się na Boga, aby poruszał ludzi do tego, o co jego dzieci prosiły Go w modlitwie.

 

Przeczytaj książkę, „Duchowy sekret Hudsona Taylora”. Znajdziesz w niej skarb duchowej myśli i doświadczeń dotyczących bliskiej pielgrzymki z Bogiem w komorze, oraz w pracy misyjnej.

 

Światło z komory

 

„Ale ty gdy się modlisz wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie” (Mat. 6.6). Nasz Pan  mówił o modlitwie obłudników, którzy pragnęli być widziani przez ludzi i o modlitwie pogan, którzy ufali swojemu wielomówstwu. Nie rozumieli, że modlitwa nie ma wartości, chyba, że jest skierowana na osobności do Boga, który widzi i słyszy. W tym tekście nasz Pan uczy nas wspaniałej lekcji dotyczącej nieocenionego obdarzenia, które chrześcijanin może mieć w swojej komorze. Jeśli chcemy zrozumieć lekcję poprawnie, musimy dostrzec światło, które komora rzuca na:

 

1.Wspaniałą miłość Boga

 

Pomyśl o Bogu, o Jego wielkości, świętości i niewysłowionej chwale, a potem, o nieocenionym przywileju, do którego zaprasza swoje dzieci, żeby każde z nich, jakkolwiek grzeszne czy słabe by nie było, o każdej godzinie dnia, mogło mieć dostęp do Niego i prowadzić z Nim rozmowę tak długo jak tylko zechce. Gdy wchodzi do swojej komory, wtedy Bóg jest gotowy, aby je tam spotkać, mieć społeczność z nim, dać mu radość i siłę, której potrzebuje wraz z żywym zapewnieniem w jego sercu, że On jest z nim i zajmie się  wszystkim dla niego. Dodatkowo obiecuje, że wzbogaci je w jego życiu zewnętrznym, w pracy,  oraz w te rzeczy, o które prosiło w tajemnicy. Czy nie powinniśmy krzyczeć z radości? Cóż za zaszczyt! Cóż za zbawienie! Cóż za obfite zaopatrzenie w każdej potrzebie!

 

Ktoś może jest w głębokiej rozpaczy, albo może wpadł w ciężki grzech, lub może w ramach zwykłego życia pragnie chwilowego lub duchowego obdarzenia; może pragnie modlić się za siebie lub za tych należących do niego lub do jego zgromadzenia lub kościoła; może nawet stać się orędownikiem za cały świat – obietnica komory obejmuje wszystko: „Módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie”.

 

Możemy słusznie przypuszczać, że nie może być na ziemi miejsca tak atrakcyjnego dla dziecka Bożego, jak komora, z obiecaną obecnością Boga, gdzie może ono mieć nieskrępowaną społeczność z Ojcem. Szczęście dziecka na ziemi, cieszącego się miłością swojego ojca; szczęście przyjaciela, kiedy spotyka ukochanego dobrodzieja; szczęście poddanego, który ma swobodny dostęp do swojego króla i może zostać z nim tak długo, jak zechce; są niczym w porównaniu z tą niebiańską obietnicą. W komorze możesz rozmawiać ze swoim Bogiem tak długo i tak intymnie, jak tego pragniesz; możesz polegać na Jego obecności i społeczności.

 

Ach, wspaniała miłość Boga w darze komory, uświęconej przez taką obietnicę! Dziękujmy Bogu każdego dnia naszego życia, za to, jako dar Jego wspaniałej miłości. W tym grzesznym świecie nie  mógł wymyślić nic bardziej odpowiedniego dla naszych potrzeb, niż to źródło niewysłowionych obdarzeń.

 

  1. Głęboka grzeszność człowieka

 

Moglibyśmy pomyśleć, że każde dziecko Boga skorzystałoby z radością z takiego zaproszenia ale patrz, jaka jest odpowiedź. Ze wszystkich ziem przychodzi płacz, że modlitwa w komorze jest w główniej mierze zaniedbana przez tych, którzy nazywają się wierzącymi. Wielu nie korzysta z niej, chodzą do Kościoła, wyznają Chrystusa, ale bardzo mało wiedzą o osobistej społeczności z Bogiem. Wielu korzysta z niej tylko w niewielkiej mierze, w duchu pośpiechu, bardziej jako kwestia zwyczaju, lub w celu łagodzenia sumienia, ale nie mogą oni mówić o jakiejkolwiek radości, czy obdarzeniu w niej. Jeszcze bardziej smutne jest to, że wielu ludzi, którzy wiedzą coś o jej błogosławieństwie, przyznają, że nie wiedzą za wiele o regularnej, pełnej szczęścia społeczności przez cały dzień z Ojcem, jako o czymś, co jest przynajmniej tak konieczne, jak ich codzienny chleb.

 

Och, co w takim razie sprawia, że komora jest tak pozbawiona mocy? Czyż nie jest to głęboka grzeszność człowieka i niechęć jego upadłej natury do Boga, która czyni świat z jego towarzystwem bardziej pociągającym niż bycie na osobności z Niebiańskim Ojcem?

 

Czy nie jest tak, że chrześcijanie nie wierzą Słowu Bożemu, w którym jest napisane że „ciało,” które jest w nich, jest „wrogie Bogu” i że jeśli chodzą zbyt wiele w „ciele”, Duch nie może wzmocnić ich do modlitwy? Czy nie jest tak, że chrześcijanie pozwalają, aby szatan odebrał im prawo do korzystania z broni jaką jest modlitwa, bez której są pozbawieni sił, aby go pokonać? Nie ma większego dowodu na to, jak głęboka jest grzeszność człowieka, niż ta wzgarda względem niewysłowionej miłości, którą daje nam komora.

 

Jeszcze smutniejszym jest to, że nawet słudzy Chrystusa przyznają, iż wiedzą, że modlą się za mało. Słowo mówi im, że ich jedyna moc leży w modlitwie, dzięki której napewno mogą być obleczeni w moc z wysokości, potrzebną do ich pracy. Wydaje się, jakby moc ciała i świata zaczarowała ich. Podczas gdy poświęcili czas na pracę i przejawiają w tym gorliwość, to jednak to, co jest najważniejsze, jest zaniedbane i nie ma tam pragnienia, ani siły do modlitwy, aby otrzymać nieoceniony dar Ducha Świętego, który uczyni ich pracę owocną. Bóg dał nam łaskę, aby zrozumieć w świetle komory, głęboką grzeszność naszej natury.

 

  1. Chwalebna łaska Jezusa Chrystusa

 

Czy nie ma w takim razie nadziei na zmianę? Czy musi tak zawsze być? Czy jest jakiś sposób na poprawę? Dzięki Bogu! Jest.

 

Człowiekiem, przez którego Bóg przysłał wiadomość o komorze jest nikt inny, jak nasz Pan Jezus Chrystus, który zbawia nas z naszych grzechów. On jest w stanie i chce uwolnić nas z tego grzechu i On to uczyni. On nie podjął się uwolnienia nas ze wszystkich naszych pozostałych grzechów i nie pozostawił nas, abyśmy zajęli się grzechem zaniedbania modlitwy o naszych własnych siłach. Nie, z tym również możemy przyjść do Niego i wołać: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić” (Mat. 8.2). „Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu” (Mar. 9.24).

 

Czy pragniesz dowiedzieć się, jak możesz doświadczyć tego uwolnienia? Przez nic innego, jak poprzez dobrze znaną drogę, którą każdy grzesznik musi przyjść do Chrystusa. Rozpocznij od przyznania się i wyznania Mu, w dziecięcy, prosty sposób, grzechu lekceważenia i bezczeszczenia komory. Padnij przed Nim w głębokim wstydzie i żalu. Powiedz Mu, że twoje serce zwiodło cię myślą, że mogłeś modlić się jak chcesz. Powiedz Mu, że przez słabość „ciała”, moc świata i pewność siebie zostałeś zwiedziony na manowce oraz przyznaj, że nie masz sił, aby się poprawić. Niech to będzie uczynione z głębi serca.  Nie możesz przez swoją stanowczość i wysiłek tego naprawić.

 

Pójdź w swoim grzechu i słabości do komory i zacznij dziękować Bogu, jak jeszcze nigdy przedtem Mu nie dziękowałeś, za to, że łaska Pana Jezusa na pewno sprawi, możliwym dla ciebie, aby rozmawiać z Ojcem, tak jak dziecko powinno to robić. Oddaj na nowo Panu Jezusowi cały swój grzech i nędzę, tak samo jak, jak i całe swoje życie oraz wolę, aby mógł cię oczyścić, wziąć w posiadanie i rządzić tobą, jako swoją własnością.

 

Nawet jeśli twoje serce jest zimne i martwe, trwaj w praktykowaniu wiary, że Chrystus jest wszechmogącym i wiernym Zbawicielem. Możesz być pewien, że przyjdzie wybawienie. Oczekuj tego, a zaczniesz rozumieć, że komora jest objawieniem chwalebnej łaski Pana Jezusa, która umożliwia człowiekowi zrobienie tego, czego sam nie mógłby uczynić; czyli trwać w społeczności z Bogiem i doświadczać otrzymania chęci i sił, które przystosowują go do chodzenia z Bogiem.

 

 

 

Rozdział 14

 

DUCH KRZYŻA W NASZYM PANU

 

Staramy się czasami o działanie Ducha, w celu uzyskania większej mocy do pracy, większej miłości w życiu, większej świętości w sercu, większego zrozumienia Pisma, bądź naszej drogi. A jednak wszystkie te dary są podporządkowane tylko jednemu, wielkiemu zamierzeniu Boga. Ojciec zesłał Ducha na Syna, a Syn dał Go nam, w celu wspaniałego objawienia i uwielbienia się Jezusa Chrystusa w nas.

 

Niebiański Chrystus musi stać się dla nas żywą osobowością, zawsze z nami i w nas. Nasze życie na ziemi musi być każdego dnia przeżywane w nierozerwalnej i świętej obecności naszego Pana Jezusa w Niebie. To musi być pierwsza i najważniejsza praca Ducha Świętego w wierzących, którzy powinni poznać i doświadczyć Chrystusa, jako życie dla ich życia. Bóg pragnie, abyśmy zostali utwierdzeni mocą, przez Jego Ducha w wewnętrznym człowieku, żeby Chrystus zamieszkał w naszych sercach przez wiarę, tak, abyśmy mogli być wypełnieni Jego miłością ku całej pełni Boga.

 

To był sekret pierwszych apostołów. Otrzymali Pana Jezusa, jako Niebiańskiego Chrystusa do swoich serc, chociaż bali się, że Go stracili.

 

To było ich przygotowanie do Pięćdziesiątnicy: oni byli całkowicie zaprzyjaźnieni z Nim. On był dla nich dosłownie wszystkim. Ich serca były opróżnione ze wszystkiego, dlatego też Duch mógł wypełnić ich Chrystusem. W pełni Ducha mieli moc do życia i służby jakiej pragnął Pan. Czy jest to teraz, największym celem w naszych pragnieniach, modlitwach czy doświadczeniach? Pan uczy nas, abyśmy wiedzieli, że obdarzenie, o które tak się gorliwie modliliśmy, nie może być zachowane, ani wzrastać w żaden inny sposób, niż przez intymną społeczność z Chrystusem w komorze, pielęgnowaną i utrzymywaną każdego dnia.

 

A mimo to, wydawało mi się, że była do odkrycia jeszcze głębsza tajemnica Pięćdziesiątnicy. Przyszła mi myśl, że może nasza koncepcja Pana Jezusa w Niebie była ograniczona. Myślimy o Nim w blasku, chwały Bożego tronu. Myślimy również o niezbadanej miłości, która poruszyła Go, aby wydał siebie samego za nas. Ale zbyt często zapominamy, że ponad wszystko, to jako ukrzyżowany był znany tu na ziemi i że ponad wszystko jako ukrzyżowany miał swoje miejsce na tronie Bożym. „I widziałem pośrodku między tronem (…) stojącego Baranka, jakby zabitego” (Obj. 5.6).

 

Tak, to jako Ukrzyżowany, jest On przedmiotem wiecznego upodobania Ojca i uwielbienia całego stworzenia. I to właśnie dlatego najważniejszym jest, żebyśmy tu na ziemi znali i doświadczali Go jako Ukrzyżowanego, aby ludzie mogli zobaczyć jakie jest Jego i nasze usposobienie i co jest mocą, która może uczynić ich uczestnikami zbawienia.

 

Mam głębokie wrażenie, że jak krzyż jest najwyższą chwałą Chrystusa, tak i Duch Święty nie zrobił, ani nie może zrobić niczego większego, bądź bardziej chwalebnego, niż gdy sam Jezus, „przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu” (Hbr 9.14). Jest to więc dowodem, że Duch Święty nie może uczynić większej, ani bardziej chwalebnej rzeczy dla nas, niż zaprowadzenie nas do społeczności krzyża i wypracowanie w nas tego samego ducha krzyża, który był widziany w naszym Panu Jezusie. Mówiąc krótko, pojawiło się pytanie, czy nie był to prawdziwy powód, dlaczego na nasze modlitwy o potężne działanie Ducha Świętego nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Czyż nie prosiliśmy zbyt mało, o otrzymanie Ducha, w taki sposób, abyśmy mogli poznać i stać się takimi, jakim jest uwielbiony Chrystus w społeczności Jego krzyża.

 

Czy nie mamy tutaj najgłębszej tajemnicy Pięćdziesiątnicy? Duch przychodzi do nas z krzyża, gdzie wzmocnił Chrystusa do ofiarowania się Bogu. Przychodzi od Ojca, który patrzył w dół z niewysłowionym upodobaniem, na pokorę, posłuszeństwo i ofiarowanie się Chrystusa, jako najwyższy dowód Jego poddania się Ojcu. Przychodzi przez Chrystusa, który przez krzyż został przygotowany, aby otrzymać od Ojca pełnię Ducha, aby mógł dzielić się tym ze światem. Przychodzi, aby objawić Chrystusa w naszych sercach, jako zabitego Baranka, pośrodku tronu, tak abyśmy tu na ziemi mogli wielbić Go, jak to czynią w Niebie. On przychodzi przede wszystkim w celu nadania nam życia ukrzyżowanego Chrystusa, abyśmy mogli prawdziwie powiedzieć: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal. 2.20).

 

W każdym bądź razie, aby zrozumieć tą tajemnicę, musimy zastanowić się jakie jest znaczenie i wartość krzyża.

 

Umysł, który był w ukrzyżowanym Chrystusie

 

Krzyż musi być koniecznie rozpatrywany z dwóch punktów widzenia. Pierwszy, to praca jaką wykonał – przebaczenie i pokonanie grzechu. To jest pierwsza wiadomość, z którą krzyż przychodzi do grzesznika. Ogłasza mu darmowe i pełne wybawienie od mocy grzechu. A drugi to, duch czy też usposobienie, które zostało tam objawione. Znajdujemy to wyrażone w Filip. 2.8: „Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci i to do śmierci krzyżowej”. Tutaj widzimy uniżenie samego siebie do najniższego punktu, które mogło być znalezione pod ciężarem naszego grzechu i przekleństwa; posłuszeństwo do ostatecznych granic we wszystkim woli Bożej; ofiarowanie siebie samego na śmierć krzyżową – te trzy słowa objawiają nam świętą doskonałość Jego osoby i dzieła. Dlatego Bóg tak bardzo Go wywyższył. To był duch krzyża, który uczynił Go obiektem uwielbienia przez Ojca, czci aniołów, miłości i zaufania wszystkich odkupionych. Uniżenie Chrystusa, Jego posłuszeństwo woli Bożej aż do śmierci, Jego poświęcenie aż do śmierci krzyżowej – to uczyniło Go Barankiem, jakby zabitym, stojącym pośrodku tronu.

 

Duch krzyża w nas

 

Wszystkim, czym był Chrystus, tym był dla nas i pragnie stać się w nas. Duch krzyża był Jego błogosławieństwem i chwałą; to powinno być tym, jeszcze bardziej dla nas. On pragnie uczynić nas na swój obraz i dać nam pełny udział we wszystkim, co jest Jego. Dlatego Paweł pisze słowa, które tak często cytujemy: „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia jakie było w Chrystusie” (Filip. 2.5). Gdzie indziej pisze: „My jesteśmy myśli Chrystusowej” (1Kor. 2.16). Społeczność krzyża jest nie tylko świętą powinnością dla nas, ale niewyobrażalnie błogosławionym przywilejem, który sam Duch Święty uczyni naszym, zgodnie z obietnicą: „Z mojego weźmie i wam oznajmi” (J. 16.15); „On Mnie uwielbi” (J. 16.14). Duch Święty ukształtował to usposobienie w Chrystusie i będzie to czynił również w nas.

 

 

 

 

 

Rozdział 15

 

BRANIE KRZYŻA

 

Kiedy Pan powiedział swoim uczniom, że muszą wziąć swój krzyż i podążać za Nim, mogli oni mieć wtedy tylko niewielkie zrozumienie tych słów. Pragnął On pobudzić ich do poważnych myśli i tak przygotować ich na czas, kiedy będą Go widzieć dźwigającego krzyż. Od Jordanu, gdzie się ujawnił, aby przyjąć chrzest, zaliczony do grzeszników, niepowstrzymanie, niósł zawsze krzyż w swoim sercu. To znaczy, zawsze był świadomy, że kara śmierci z powodu grzechu, spoczywa na Nim i że musi dźwigać to, aż do końca. Gdy uczniowie myśleli i zastanawiali się nad tym, co miał przez to na myśli, jedna tylko rzecz była im pomocna – to była myśl o człowieku, który został skazany na śmierć i niósł swój krzyż do wyznaczonego miejsca.

 

Chrystus powiedział w tym samym czasie: „Kto straci życie swoje dla Mnie, znajdzie je” (Mat. 10.39). Nauczył ich, że muszą nienawidzić własnego życia. Ich natura była tak grzeszna, że nic innego, jak tylko śmierć, mogła być dla nich odpowiednia, ta natura nie zasługiwała na nic innego, jak tylko na śmierć. Więc stopniowo pojawiało się w nich przekonanie, że branie krzyża znaczy: „Czuję, że moje życie jest pod wyrokiem śmierci i że ze świadomością tego wyroku, muszę ciągle poddawać moje ciało, moją grzeszną naturę, pod działanie śmierci”. Tak więc byli oni powoli przygotowywani, żeby zobaczyć później, że krzyż, który Chrystus dźwigał, był jedyną mocą, aby wyzwolić ich prawdziwie z grzechu i że muszą najpierw otrzymać od Niego prawdziwego ducha krzyża. Musieli nauczyć się od Niego, co samo-uniżenie w ich słabościach i niegodności, miało oznaczać; czym było posłuszeństwo, które ukrzyżowało ich własną wolę we wszystkim (czy to w najmniejszej, czy największej sprawie); czym było samozaparcie, które nie szuka przyjemności ciała czy świata. „Weź swój krzyż i naśladuj Mnie” (zob. Mat. 16.24; M. 8.34; 10.21; Łuk. 9.23) – to były słowa, którymi Jezus przygotowywał swoich uczniów do wspaniałej myśli, że Jego mentalność i usposobienie, mogą stać się również ich cechami oraz, że Jego krzyż może zaprawdę stać się ich własnym.

 

Ukrzyżowany z Chrystusem

 

Lekcja, której Pan, pragnął nauczyć uczniów ze swojej wypowiedzi, zawierającej branie krzyża i utratę ich własnego życia, znajduje swoje wyrażenie w słowach Pawła, po tym, jak Chrystus umarł na krzyżu i został wywyższony na wysokościach, a Duch został wylany. Paweł mówi: „Jestem ukrzyżowany z Chrystusem”, „Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal. 2.20 ;6.14). Życzył każdemu wierzącemu, żeby żył tak, aby dowiódł, że jest ukrzyżowany z Chrystusem. Pragnął, abyśmy zrozumieli, że Chrystus, który przyszedł zamieszkać w naszych sercach, jest ukrzyżowanym Chrystusem, który sam przez swoje życie udziela nam myśli krzyża, mówił nam, że: „Nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany” (Rzym. 6.6). Tak, nawet więcej, że „ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje” (Gal. 5.24). Kiedy oni otrzymali przez wiarę ukrzyżowanego Chrystusa, wydali wyrok śmierci na ciało, który został wykonany w pełni na Kalwarii. Paweł powiedział: „Wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci” (Rzym. 6.5) i dlatego musimy uważać, że jesteśmy martwi dla grzechu w Chrystusie Jezusie.

 

Te słowa Ducha Świętego, wypowiedziane przez Pawła, uczą nas, że musimy ciągle trwać w społeczności krzyża, w społeczności ukrzyżowanego i żyjącego Pana Jezusa. Tylko dusza, która żyje pod osłoną, w schronieniu i wybawieniu krzyża, może oczekiwać ciągle chwały w Chrystusie Jezusie i w Jego nieprzemijającej bliskości.

 

Społeczność krzyża

 

Jest wielu, którzy pokładają swoją nadzieję na zbawienie w odkupieniu krzyża, ale którzy mało rozumieją społeczność krzyża. Polegają na tym, co krzyż dla nich osiągnął: na odpuszczeniu grzechów i pokoju z Bogiem; niestety, mogą oni często żyć przez długi czas bez społeczności z samym Panem. Nie wiedzą, co to znaczy dążyć każdego dnia do jedności z ukrzyżowanym Panem, jak jest widziany w Niebie – „Baranek po środku tronu”. Och, oby ta wizja mogła ćwiczyć swą duchową moc nad nami, abyśmy mogli naprawdę doświadczać każdego dnia, że tak prawdziwie jak Baranek jest widziany tam na tronie, tam, tak i my, możemy mieć moc i doświadczać Jego obecności tu!

 

Czy jest to możliwe? Bez wątpienia jest. W jakim celu wydarzył się ten wielki cud i dlaczego został dany z Nieba Duch Święty, jeśli nie po to, by uczynić uwielbionego Jezusa – „Baranka stojącego, jakby zabitego, pośrodku tronu” – obecnym tu z nami, w naszym ziemskim otoczeniu? Postaram się rozjaśnić to w dalszych rozważaniach.

 

 

Rozdział 16

 

DUCH ŚWIĘTY I KRZYŻ

 

Duch Święty zawsze prowadzi nas do krzyża. Tak było z Chrystusem. Duch nauczył Go i umożliwił Mu ofiarowanie siebie samego bez skazy Bogu.

 

Tak samo było z apostołami. Duch, którym byli napełnieni, poprowadził ich, aby głosili Chrystusa, jako ukrzyżowanego. A dalej zaprowadził ich do chwały w społeczności krzyża, gdy zostali oni uznani za godnych cierpieć dla Chrystusa.

 

A krzyż kierował ich z powrotem do Ducha. Kiedy Chrystus ścierpiał krzyż, otrzymał Ducha od Ojca, aby mógł być wylany. Kiedy trzy tysiące ugięło się przed Ukrzyżowanym, otrzymali obietnicę Ducha Świętego. Kiedy uczniowie rozradowali się w swoim doświadczeniu społeczności krzyża, na nowo otrzymali Ducha Świętego. Związek między Duchem i krzyżem jest nierozerwalny; należą nierozłącznie do siebie nawzajem. Widzimy to szczególnie w listach Pawła: „Przed oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego (…) czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?” (Gal. 3.1,2).

 

„Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu (…) abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę” (Gal. 3.13,14). „Zesłał Bóg Syna swego (…) aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem (…) Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych” (Gal. 4.4-6). „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje (…) Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal. 5.24,25). „I wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe (…) tak iż służymy w nowości ducha” (Rzym. 7.4-6). „Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci, albowiem (…) Bóg (…) potępił grzech w ciele, aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas, którzy nie według ciała postępujemy, lecz według Ducha” (Rzym. 8.2-4).

 

We wszystkim i zawsze Duch i krzyż są nierozłączni. Tak, nawet i w Niebie. Baranek jakby zabity, stojący pośrodku tronu miał „siedem rogów i siedmioro oczu; a to jest siedem duchów Bożych zesłanych na całą ziemię” (Obj. 5.6). I znów: „I pokazał mi rzekę wody żywota, czystą jak kryształ (czy jest to coś innego niż Duch Święty?), wypływającą z tronu Boga i Baranka. Kiedy Mojżesz uderzył w skałę, woda wytrysnęła, a Izrael pił. Kiedy skała, którą jest Chrystus, był smagany i zajął miejsce na tronie Bożym jako zbity Baranek, wypłynęła tam, spod tronu pełnia Ducha Świętego dla całego świata.

 

Jak głupim jest prosić o pełnię Ducha, jeśli najpierw nie poddamy się w pełni mocy krzyża! Wystarczy pomyśleć o stu dwudziestu uczniach. Ukrzyżowanie Chrystusa poruszyło, złamało i przejęło całkowicie kontrolę nad ich sercami. Nie mogli mówić, ani myśleć o niczym innym. A kiedy Ukrzyżowany pokazał im swoje ręce i stopy, rzekł do nich: „Weźmijcie Ducha Świętego” (J. 20.22). I tak też, z sercami pełnymi ukrzyżowanego Chrystusa, obecnie wziętego do Nieba, byli przygotowani do napełnienia Duchem. Mieli oni śmiałość głosić ludziom: „Nawróćcie się i uwierzcie w Ukrzyżowanego” i oni również otrzymywali Ducha Świętego.

 

Chrystus wydał się całkowicie na krzyż. Uczniowie również zrobili to samo. Krzyż żąda również od nas całego naszego życia. W celu spełnienia tego żądania wymagany jest, nie mniej niż, potężny akt woli, do którego nie jesteśmy zdolni i potężne działanie Boga, którego może być pewien, ten kto w swojej bezradności, ale bez zastrzeżeń,  powierza się Bogu.

 

Duch i krzyż

 

Dlaczego nie ma więcej mężczyzn i kobiet, którzy mogą świadczyć, ku radości ich serc, że Duch Boży przejął władzę nad nimi i dał im nową moc do składania świadectwa o Nim? Jeszcze pilniej powstaje przeszywające serce pytanie, na które musi być dana odpowiedź: co takiego w tym przeszkadza? Ojciec w Niebie jest bardziej skłonny obdarzyć nas Duchem, niż ziemski ojciec dać chleba swojemu dziecku, a mimo to pojawia się wołanie: „Czy Duch jest ograniczony? Czy jest to Jego działanie?”

 

Wielu uzna, że przeszkoda niewątpliwie polega na tym, że Kościół jest za bardzo pod wpływem ciała i świata. Oni za mało rozumieją przeszywającą serce moc krzyża Chrystusowego. Dlatego zdarza się, że Duch nie ma naczyń, do których może wlać swoją pełnię.

 

Wielu narzeka, że ten temat dla nich jest zbyt wyniosły lub zbyt głęboki. To jest dowód na to, jak niewiele przywłaszczyliśmy i wprowadziliśmy w życie nauczań, Pawła i Chrystusa, o krzyżu. Przynoszę wam radosną wiadomość. Duch, który jest w was, w jakkolwiek ograniczonej mierze, jest gotowy, aby wprowadzić was w swoje nauczanie, aby zaprowadzić was na krzyż i przez swoje niebiańskie instrukcje, nauczyć was czegoś z tego, co ukrzyżowany Chrystus pragnie zrobić dla was i  w was.

 

Ale w zamian za to chce On, abyście poświęcili czas na to, aby mógł objawić wam niebiańskie tajemnice. On chce, abyśmy dostrzegli, jak zaniedbanie komory hamuje społeczność z Chrystusem, wiedzę o krzyżu i potężne działania Ducha. On nauczy was, co to znaczy wyparcie się siebie, branie swojego krzyża, utrata życia i naśladowanie Go.

 

Mimo wszystkiego tego, co czułeś w swojej ignorancji i braku wnikliwości duchowej i braku społeczności krzyża, On chce i jest w stanie cię nauczyć ujawniając ci sekret duchowego życia wykraczającego ponad wszelkie oczekiwania.

 

Zacznij od początku. Bądź wierny w komorze. Dziękuj Mu za to, że możesz liczyć na Niego, oraz za to, że spotka się tam z tobą. Mimo, że wszystko wydaje zimne, ciemne i wymuszone, ugnij się przed kochającym Panem Jezusem, który tak tęskni za tobą. Dziękuj Ojcu, że dał ci Ducha. Bądź pewien, że wszystko czego jeszcze nie wiesz, a jeszcze musisz wiedzieć – o „ciele,” o „świecie” i o krzyżu – Duch Chrystusa, który jest w tobie, na pewno objawi ci to. Och duszo, tylko wierz, że to obdarzenie jest dla ciebie! Chrystus należy całkowicie do ciebie. Pragnie uzyskać pełnię władzy na tobą. On może i posiądzie cię przez Ducha Świętego. Ale na to potrzebny jest czas. Och daj Mu czas każdego dnia w komorze. Możesz mieć pewność, że spełni swoją obietnicę w tobie. „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten Mnie miłuje; a kto Mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawie mu samego siebie” (J. 14.21).

 

Trwaj we wszystkich prośbach za siebie, w modlitwach za zgromadzenie, twój kościół, twoich pastorów; za wszystkich wierzących; za cały Kościół Boży, aby Bóg wzmocnił ich mocą przez swego Ducha, aby Chrystus zamieszkał w ich sercach przez wiarę. Szczęśliwy czas, kiedy przychodzą odpowiedzi! Kontynuuj modlitwy. Duch objawi i uwielbi Chrystusa i Jego miłość, Chrystusa i Jego krzyż „jako Baranka jakby zabitego, stojącego pośrodku tronu.”

 

Krzyż i ciało

 

Tych dwoje są śmiertelnymi wrogami. Krzyż pragnie potępić i zabić „ciało.” „Ciało” pragnie odrzucić i zwyciężyć krzyż. Wielu, gdy słyszy o krzyżu, jako niezbędnym przygotowaniu do pełni Ducha Świętego, dowie się, co takiego jest w nich, co jeszcze musi zostać ukrzyżowane. Musimy zrozumieć, że cała nasza natura jest skazana na śmierć i musi stać się martwa przez krzyż, tak aby nowe życie w Chrystusie mogło przyjść  i rządzić w nas. Musimy osiągnąć takie wejrzenie w upadły stan naszej natury i jej wrogości wobec Boga, że staniemy się gotowi, a nawet więcej, pragnący,  całkowitego uwolnienia od niej.

 

Musimy nauczyć się powtarzać za Pawłem: „Nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro” (Rzym. 7.18). „Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie możne” (Rzym. 8.7). Jego istotą jest, aby nienawidzić Boga i Jego świętego prawa. To jest cud odkupienia, że Chrystus poniósł na krzyż wyrok i przekleństwo Boga nad „ciałem” i na zawsze przybił go na przeklętym drzewie. Jeśli tylko człowiek wierzy Słowu Bożemu, w którym napisane jest o tym „przeklętym zamyśle ciała”, a następnie pragnie uwolnić się od niego, to nauczy się kochać krzyż, jako swe wybawienie od sił wroga.

 

Nasz stary człowiek jest ukrzyżowany z Chrystusem i naszą jedyną nadzieją jest przyjąć to przez wiarę i trzymać się tego mocno. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje” (Gal. 5.24). Oni dobrowolnie oświadczyli, że będą codziennie traktować „ciało”, które jest w nich jako wroga Boga, Chrystusa i zbawienia ich dusz; i będą taktować je, jako takie, które otrzymało swoją zasłużoną nagrodę w byciu przybitym do krzyża.

 

Jest to jeden z elementów wiecznego odkupienia, które Chrystus przyniósł nam. To nie jest coś, co możemy pojąć naszym rozumieniem lub osiągnąć naszą siłą. To jest coś, co sam Pan Jezus da nam, jeśli będziemy gotowi do trwania w Jego obecności, dzień po dniu i do otrzymania wszystkiego od Niego. To jest coś, czego Duch Święty nauczy nas i uczyni częścią nas, jako doświadczenie oraz pokaże nam w jaki sposób może dać nam zwycięstwo w mocy krzyża nad wszystkim co jest z ciała.

 

Krzyż i świat

 

Czym ciało jest w najmniejszym kręgu mojej własnej osoby, tym świat jest w większym kręgu ludzkości. „Ciało” i „świat” to dwa przejawy tego samego „boga tego świata”, któremu obydwa służą. Kiedy krzyż rozprawia się z „ciałem”, jako z przeklętym, natychmiast odkrywamy czym natura i moc świata są. „Znienawidzili zarówno mnie jak i Ojca mego” (J. 15.24). Dowodem na to było to, że ukrzyżowali Chrystusa. Lecz Chrystus osiągnął zwycięstwo na krzyżu i uwolnił nas spod mocy „świata”. I teraz możemy powiedzieć: „Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal. 6.14).

 

Krzyż był dla Pawła każdego dnia świętą rzeczywistością, zarówno w tym co wycierpiał od świata jak i w zwycięstwie, które krzyż nieustannie dawał. Jan również napisał: „Świat tkwi w złem” (1J. 5.19). „A któż może zwyciężyć świat, jeżeli nie ten, który wierzy, ze Jezus jest Synem Bożym? On jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, Jezus Chrystus (…) a Duch składa świadectwo, gdyż Duch jest prawdą” (1J. 5.5,6). Przeciwko dwóm mocom boga tego świata, Bóg dał nam dwie potężne moce z Nieba, mianowicie, krzyż i Ducha.

 

 

 

Rozdział 17

 

ŚWIADECTWO I EPILOG

 

Świadectwo

 

W następujących cytatach ze „Starlight”, G. Sterrenberg’a, wielka prawda o krzyżu została wyrażona w prostych i mocnych słowach. Niech rozdziały zatytułowane „Społeczność Krzyża”, „Duch Święty i krzyż” będą szczególnie czytane.

 

Nasza głowa – Chrystus zajął najniższą pozycję na krzyżu i tak wyznaczył dla nas, Jego członków najniższą pozycję. Odblask chwały Bożej (Hebr. 1.3) został odrzucony przez ludzi (Iz. 53.3). Od tamtego momentu jedynym naszym prawem, jakie mamy, jest to, by być ostatnimi i najniższymi.  Kiedy twierdzimy cokolwiek innego, to jeszcze nie zrozumieliśmy właściwie krzyża.

 

Dążymy do wznioślejszego życia; znajdziemy je, jeśli wnikniemy głębiej w społeczność krzyża z naszym Panem. Bóg dał Ukrzyżowanemu najwyższe miejsce (Obj. 5). Czy nie powinniśmy zrobić tego samego? Czynimy to, gdy z godziny na godzinę postępujemy, jako ci, którzy są ukrzyżowani z Nim (Gal. 2.19,20). Tak czcimy ukrzyżowanego Pana.

 

Tęsknimy za pełnym zwycięstwem. Znajdziemy je, gdy wejdziemy w pełną społeczność Jego krzyża. Baranek osiągnął swe największe zwycięstwo ze stopami i rękoma przybitymi do krzyża. Pozostajemy w cieniu Wszechmogącego, tylko tak długo, jak pozostajemy w cieniu krzyża. Krzyż musi być naszym domem. Tylko tam jesteśmy chronieni. Zrozumiemy nasz krzyż dopiero, gdy zrozumiemy Jego krzyż i zapragniemy zbliżyć się tak blisko do krzyża, że nie tylko będziemy go widzieć, ale będziemy go dotykać, nawet więcej, że weźmiemy krzyż i tak stanie się on, jak to ktoś kiedyś powiedział, wewnętrznym krzyżem. Następnie krzyż utwierdzi się w nas i doświadczymy jego mocy, która szczególnie przejawia się w tym, że nie mdlejemy pod nim, ale niesiemy go z radością.

 

Jaki byłby Jezus bez swego krzyża? Jego przebita stopa zmiażdżyła głowę wroga, a Jego przebite ręce ograbiły go całkowicie (Mat. 12.29). Czym jesteśmy bez krzyża? Nie pozwólmy krzyżowi odejść, ale trzymajmy go mocno! Czy uważamy, że możemy podążać inną drogą niż tą, którą On stąpał? Wielu nie zrobi żadnego postępu ponieważ nie biorą krzyża.

 

Epilog

 

Krótkie słowo do czytelnika dotyczące usposobienia umysłu, do którego ta książka apeluje. Nie wystarczy, że ktoś powinien zrozumieć i przyjąć myśl pisarza, a potem cieszyć się z powodu uzyskania nowego wejrzenia i z przyjemności, jaką przyniosła nowa wiedza. Tam jest jeszcze coś innego o wielkim znaczeniu. Muszę poddać się prawdzie, tak, aby być gotowym, całą wolą, natychmiast, wykonać wszystko to, co poznam, że jest wolą Bożą.

 

W książce takiej jak ta, zajmującej się życiem modlitwy i ukrytą społecznością z Bogiem, nieodzownym jest, że powinniśmy być gotowi przyjąć i przestrzegać wszystkiego tego, co widzimy, że jest zgodne ze Słowem i wolą Bożą. Tam gdzie brakuje takiego usposobienia, wiedza czyni jedynie serce mniej zdolnym do otrzymania pełniejszego życia. Szatan stara się być panem komory chrześcijan, ponieważ wie, że jeśli nie ma tam wierności w modlitwie, to jej spuścizna przyniesie niewielkie szkody jego królestwu. Duchowe moce, dane nam po to, aby przywieść niezbawionych do Pana, lub podbudować Boże dzieci, nie będą doświadczane w byciu pod jej wpływem. Brakuje wytrwałej modlitwy, przez którą tylko, ta moc przychodzi.

 

Wielu zdawało sobie to ważne pytanie: Czy naprawdę powinniśmy nastawić się na odzyskanie broni modlitwy wiary, którą szatan, w dużej mierze, zabrał nam? Postawmy przed sobą powagę znaczenia tego konfliktu. O ile każdy pastor jest zaniepokojony, to i tak to wszystko zależy od tego, czy jest on, lub nie jest, człowiekiem modlitwy, który w komorze musi być codziennie przyodziany mocą z wysokości. My, wspólnie z Kościołem na całym świecie, musimy narzekać, że modlitwa nie ma miejsca w naszej służbie Bogu, które powinna zajmować, zgodnie z wolą i obietnicą Boga oraz według potrzeb pastora, zgromadzenia i kościoła.

 

Publiczne wystąpienie, podczas konferencji, w celu pokuty i uświęcenia, do którego nie jeden wierzący został doprowadzony, nie jest rzeczą łatwą. Nawet gdy ten krok zostanie podjęty, to stare zwyczaje i moc ciała, będą miały tendencję do obrócenia tego w nicość. Gdy moc wiary nie jest jeszcze silna. Będzie więc to kosztowało zmaganie i poświęcenie, aby pokonać diabła w imieniu Chrystusa. Nasze kościoły są polami bitwy, gdzie szatan będzie używał całej swojej mocy, aby uniemożliwić nam, stanie się ludźmi modlitwy, mocnymi w Panu i  abyśmy nie uzyskali zwycięstwa w Niebie i na ziemi. Jakże wiele zależy od tego dla nas, dla naszego zgromadzenia i dla Królestwa!

 

Nie zdziw się, jeśli powiem, że z bojaźnią i drżeniem i nie bez dużej ilości modlitwy, napisałem to, co ufam, że pomoże zachęcić braci w walce. Z uczuciem głębokiej niegodności odważyłem się  zaoferować siebie, jako przewodnika do komory, która jest drogą do świętości i społeczności z Bogiem.

 

Nie dziw się, że prosiłem Pana, aby dał miejsce tej książce w niektórych komorach i żeby mógł asystować czytelnikowi, tak aby, gdy widzi on, co jest wolą Bożą, mógł natychmiast poddać się jej wykonywaniu. W wojnie, wszystko zależy od posłuszeństwa każdego żołnierza rozkazom, nawet gdy kosztuje go to życie. W naszej walce z szatanem nie zwyciężymy, jeśli każdy z nas nie będzie gotowy nawet w czytaniu tej prostej książki, powiedzieć z serca: „Co Bóg mówi, ja wykonam; i jeśli zobaczę, że coś nie jest zgodne z Jego wolą, natychmiast przyjmę to do wiadomości i zareaguję na to”.

 

Nie dziw się, że napisałem to świadectwo, aby przypomnieć braciom, że wszystko zależy od ducha poddania się natychmiastowemu posłuszeństwu, w którym czytamy wszystko, co jest powiedziane, zgodnie ze Słowem Bożym.

 

Dałby Bóg, w swej wielkiej łasce, aby ta książka mogła wykazać więź Kościoła, przez którą możemy myśleć o sobie i pomagać sobie i wzmacniać siebie nawzajem do walki w modlitwie, poprzez którą wróg może być pokonany, a życie Boga może być chwalebnie ujawnione!

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

 

Rozdział 6

 

DUCH ŚWIĘTY I MODLITWA

 

Czy nie jest to smutne, że nasze myśli o Duchu Świętym są tak często połączone z żalem i wyrzutami sumienia? A jednak nosi On imię Pocieszyciela i jest nam dany, aby prowadzić nas do znalezienia w Chrystusie naszej największej rozkoszy i radości. Jest jednak coś jeszcze bardziej smutnego: On, który mieszka w nas, aby nas pocieszać, często jest zasmucony przez nas, ponieważ nie pozwalamy Mu wykonać Jego dzieła miłości. Wielką przyczyną niewysłowionego bólu dla Ducha Świętego jest całe to zaniedbanie modlitwy w Kościele! Jest to przyczyną małego ożywienia i całkowitej niemożność, które są tak często spotykane w nas, ponieważ nie jesteśmy przygotowani, aby pozwolić Duchowi Świętemu nas prowadzić.

 

Dałby Bóg, aby nasze rozważania na temat działania Ducha Świętego odegrały rolę w  rozradowaniu się  i wzmocnieniu naszej wiary!

 

Duch Święty jest „Duchem modlitwy”. Jest wyraźnie nazwany tym imieniem w Zachariasza 12.10 „Duch łaski i błagania”. Dwa razy w listach Pawła znajduje się niezwykłe odniesienie do Niego w kwestii modlitwy. „Wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” (Rzym. 8.15). „Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze!”(Gal. 4.6). Czy kiedykolwiek rozważałeś te słowa: „Abba, Ojcze”? W tym imieniu nasz Zbawiciel ofiarował swoją największą modlitwę Ojcu, z całkowitym oddaniem, poświęceniem swego życia i miłości. Duch Święty jest nam dany wyraźnie, w celu nauczenia nas, od samego początku naszego chrześcijańskiego życia i dalej, wyrażania tego słowa z dziecięcym zaufaniem i uległością. W jednym z tych fragmentów czytamy, że my „wołamy”, a w innym: „Ducha (…) wołającego”. Co za wspaniałe mieszanie boskiej i ludzkiej współpracy w modlitwie. Dowodzi to, że Bóg – jeśli można tak powiedzieć – dołożył starań, aby uczynić modlitwę tak naturalną i skuteczną, jakby to był płacz dziecka do ziemskiego ojca, gdy mówi: „Abba, Ojcze”.

 

Czy to nie dowód, że Duch Święty jest w dużym stopniu obcy w Kościele, kiedy modlitwa, którą Bóg tak przygotował, jest traktowana jako zadanie i ciężar? Czy nie uczy nas to, żeby szukać źródła zaniedbania modlitwy w naszej nieświadomości i nieposłuszeństwie wobec boskiego instruktora, któremu Ojciec zlecił zadanie nauczenia nas, jak się modlić?

 

Jeśli chcemy zrozumieć tę prawdę jeszcze wyraźniej, musimy zwrócić uwagę na to, co jest napisane w Liście do Rzymian 8.26,27: „Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy bowiem, o co się modlić, jak należy, ale sam Duch wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach. A Ten, który bada serca, wie, jaki jest zamysł Ducha, bo zgodnie z myślą Bożą wstawia się za świętymi”. Czy nie wynika jasno z tego, że chrześcijanin pozostawiony samemu sobie, nie wie, o co, ani jak należy się modlić; i że Bóg wyszedł nam naprzeciw w naszej bezradności, dając nam nawet Ducha Świętego, aby się za nas modlił; i że Jego działanie jest głębsze niż nasze myśli czy uczucia i jest zauważane oraz otrzymuje odpowiedzi od Boga.

 

Dlatego, naszym pierwszym działaniem powinno być wejście w Bożą obecność, nie z naszymi nieświadomymi modlitwami, nie z wieloma słowami i myślami, ale w pewności, że boskie działanie Ducha Świętego jest prowadzone w nas. Ta pewność, zachęci do czci i spokoju; oraz umożliwi nam, w ścisłym uzależnieniu od pomocy, którą daje Duch, wylanie naszych pragnień i potrzeb serca przed Bogiem. Ważną lekcją dla każdej modlitwy jest, na pierwszym miejscu, upewnienie się, że oddajesz się pod prowadzenie Ducha Świętego i że z całkowitą zależnością od Niego, dajesz Mu pierwsze miejsce; bo przez Niego twoja modlitwa będzie miała wartość, której nie możesz sobie nawet wyobrazić i przez Niego nauczysz się również wyrażać swoje pragnienia w imieniu Chrystusa.

Cóż za wspaniałą ochroną, będzie ta wiara, przeciwko martwocie i zniechęceniu w komorze! Tylko pomyśl o tym! W każdej modlitwie bierze udział: Ojciec, który słyszy; Syn, w którego imieniu się modlimy; Duch Święty, który modli się za nas i w nas. Niezmiernie ważnym jest, aby być we właściwej relacji z Duchem Świętym i rozumieć Jego pracę!

 

Następujące punkty wymagają poważnego zastanowienia się:

 

  1. Uwierzmy mocno, w boską rzeczywistość, że Duch Syna Bożego, Duch Święty, mieszka w nas. Nie wyobrażaj sobie, że to wiesz i nie masz potrzeby rozważenia tego. Jest to myśl tak wielka i boska, że może uzyskać dostęp do naszego serca i pozostać tam, tylko przez samego Ducha Świętego. „Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym” (Rzym. 8.16). Nasze stanowisko powinno być całkowitą pewnością wiary, że nasze serce jest Jego świątynią, że mieszka w nas, rządzi duszą i ciałem. Dziękujmy z serca tak często, jak się modlimy, Bogu, że mamy Jego Ducha w nas, aby uczył nas, jak się modlić. Dziękczynienie zwróci nasze serca do Boga i utrzyma nas w złączeniu z Nim; odwróci naszą uwagę od samych siebie i da miejsce Duchowi w naszych sercach.

 

Och, nic dziwnego, że zaniedbaliśmy modlitwę i uważaliśmy to zadanie za zbyt ciężkie dla nas, jeśli staraliśmy się trwać w społeczności z Bogiem bez udziału Ducha, który objawia Ojca i Syna.

 

  1. W praktykowaniu tej wiary, w pewności, że Duch mieszka i działa w nas, musi być jeszcze zrozumienie wszystkiego, co On zamierza w nas osiągnąć. Jego praca w modlitwie jest ściśle związana z Jego inną pracą. Widzieliśmy w poprzednim rozdziale, że Jego pierwszą i najważniejszą pracą jest objawienie Chrystusa w Jego wszechobecnej miłości i mocy. Dlatego Duch Święty będzie podczas modlitwy nieustannie przypominał nam o Chrystusie, o Jego krwi i imieniu, jako podstawie do bycia wysłuchanym.

 

Dalej będzie On, jako „Duch Świętości” uczył nas rozpoznawania, nienawidzenia, i skończenia  z grzechem. Jest On „Duchem oświecenia i mądrości”, który prowadzi nas do niebiańskiego sekretu Bożej łaski. Jest On „Duchem miłości i mocy”, który uczy nas świadczyć o Chrystusie i trudzić się  nad duszami ze współczuciem i litością. Im bliżej utożsamiam wszystkie te obdarzenia z Duchem, tym bardziej będę przekonany o Jego bóstwie i będę bardziej gotowy, aby poddać się Jego przewodnictwu, gdy oddaję się modlitwie. Jak inne byłoby moje życie, jeśli poznałbym Ducha Świętego, jako Ducha modlitwy!

Jest jeszcze inna rzecz, której muszę się nieustannie na nowo uczyć, że:

 

  1. Duch Święty pragnie mieć pełne władanie nad całym moim życiem. Modlimy się o więcej Ducha i dobrze się modlimy, jeśli do tej modlitwy dołączamy prawdę, że Duch chce być więcej we mnie. Duch chciałby mieć mnie całkowicie. Podobnie jak moja dusza, ma całe ciało na mieszkanie i służbę, tak Duch Święty, chciałby mieć moje ciało i duszę, jako Jego mieszkanie, całkowicie pod Jego kontrolą. Nikt nie może trwać długo i gorliwie w modlitwie bez dostrzeżenia, że Duch Święty łagodnie prowadzi do całkowicie nowego uświęcenia, o którym wcześniej nic on nie wiedział. „Szukam Cię z całego serca”. Duch uczyni te słowa bardziej i bardziej mottem naszego życia. Sprawi, że rozpoznamy, że wszystko, co pozostało w nas z rozdwojonej duszy, jest całkowicie grzeszne. Objawi nam Chrystusa, jako wszechmocnego wybawcę od wszelkiego zła, który jest zawsze blisko, aby nas bronić. Poprowadzi nas w taki sposób w modlitwie, abyśmy zapomnieli o sobie samych, a skłoni nas do stawania się coraz bardziej orędownikami, którym Bóg powierzy wykonanie swoich planów i którzy dniem i nocą wołają do Niego o wybawienie Kościoła od przeciwnika.

 

Boże dopomóż nam poznać Ducha Świętego i uczcić Go jako Ducha modlitwy!

 

 

Rozdział 7

 

GRZECH; ŚWIĘTOŚĆ BOGA

 

Aby zrozumieć łaskę, aby zrozumieć Chrystusa poprawnie, musimy zrozumieć, czym jest grzech. A jak inaczej możemy dojść do tego zrozumienia niż w świetle Boga i Jego słowa?

 

Przenieś ze mną na początek Biblii. Zobacz człowieka stworzonego przez Boga na Jego obraz, określonego przez Jego Stwórcę, jako bardzo dobry. Wtedy wkroczył grzech, jako bunt przeciwko Bogu. Z powodu niego Adam został wypędzony z raju i wraz z niezliczonymi milionami z kolejnych pokoleń wszedł pod przekleństwo i w ruinę. To było dzieło grzechu, poprzez które poznajemy jego naturę i moc.

 

Pójdź dalej i zobacz z jakiego powodu zaistniała arka Noego. Tak straszna stała się bezbożność wśród ludzi, że Bogu nie pozostało nic innego, jak tylko zgładzić człowieka z powierzchni ziemi. To było dzieło grzechu.

 

Pójdź ze mną na Synaj. Bóg chciał ustanowić swoje przymierze z nowym narodem – z ludem Izraela. Ale z powodu grzeszności człowieka, mógł to jedynie zrobić poprzez pojawienie się w ciemności i błyskawicach, tak strasznych, że Mojżesz powiedział: „Jestem przerażony i drżący”(Hbr. 12.21). Pod koniec nadawania zakonu (prawa), pojawiła się ta okropna wiadomość: „Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu” (Gal. 3.10). To grzech spowodował konieczność ustanowienia zakonu.

 

Pójdź jeszcze raz ze mną, tym razem na Kalwarię, zobaczyć tam, czym jest grzech, nienawiść i wrogość, z którą świat odrzucił i ukrzyżował Syna Bożego. Tam grzech osiąga swój najwyższy punkt. Tam Chrystus został, przez samego Boga, uczyniony grzechem i stał się przekleństwem, gdyż to był jedyny sposób na zniszczenie grzechu. W agonii modlił się w Getsemane, aby nie musiał pić tego kielicha gniewu i w agonii na krzyżu, w głębokim poczuciu opuszczenia zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” z tych dwóch wydarzeń otrzymujemy co najwyżej jakieś nikłe pojęcie przekleństwa i nieopisanego cierpienia, jakie przynosi grzech. Jeśli, cokolwiek może wywołać w nas nienawiść i obrzydzenie do grzechu, to jest to Chrystus na krzyżu.

 

Pójdź teraz ze mną do wielkiego, białego tronu na sądzie ostatecznym i zobacz jezioro ognia, gdzie niezliczone dusze zostaną wrzucone, pod wyrokiem: „Idźcie precz ode mnie przeklęci, w ogień wieczny” (Mat. 25.41). Och, czy te słowa nie zmiękczą naszych serc i nie napełnią nas niezapomnianą grozą grzechu, w taki sposób, że możemy nienawidzić go doskonałą nienawiścią?

 

Czy jest coś jeszcze, co pomoże nam zrozumieć czym jest grzech? Tak, jest. Zwróć swoje oczy do wewnątrz, spójrz na swoje serce i dostrzeż tam grzech. Pamiętaj, że to wszystko, co już wiedziałeś o nienawiści i bezbożności grzechu powinno nauczyć cię, co grzech w twoim sercu oznacza – wszelką wrogość wobec Boga, całkowitą ruinę człowieka, całą wewnętrzną naturę nienawiści, kłamstwo ukryte w grzechu, który popełniłeś, winę każdego zaniedbania przeciwko Bogu. I kiedy pamiętasz, że jesteś dzieckiem Boga, a mimo to, popełniasz grzech i pozwalasz grzechowi zaspokoić jego pożądliwość, czy nie jest stosownym, że powinieneś wołać ze wstydem: „Biada mi, przez mój grzech?” „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny”(Łuk.5.8)?

 

Wielką mocą grzechu jest to, że zaślepia człowieka tak, że ten nie rozpoznaje, jego prawdziwego charakteru. Nawet sam chrześcijanin potrafi znaleźć wymówkę, myśląc, że nigdy nie może stać się doskonały i że codzienne grzeszenie jest koniecznością. Jest tak przyzwyczajony do myśli grzeszenia, że prawie stracił on moc i zdolność do ubolewania nad grzechem. A przecież nie może być rzeczywistego postępu w łasce, bez udziału rosnącej świadomości grzechu i poczucia winy za każde przestępstwo przeciw Bogu. Najważniejszym pytaniem tu jest: „W jaki sposób mogę odzyskać utraconą wrażliwość sumienia i być naprawdę przygotowanym do złożenia Bogu złamanego serca w ofierze?”

 

Pismo uczy nas sposobu. Obowiązkiem chrześcijanina jest pamiętać, co Bóg myśli o grzechu – o nienawiści, z którą Jego świętość płonie przeciwko grzechowi; o doskonałej ofierze, którą zwyciężył grzech i uwolnił nas od niego. Pozwólmy chrześcijaninowi oczekiwać w Bożej obecności, aż Jego świętość zajaśnieje nad nim, a zapłacze z Izajaszem: „Biada mi! Bo jestem zgubiony „(Iz. 6.5).

 

Niech pamięta o krzyżu i co miłość Chrystusa musiała tam znieść, przez niewysłowiony ból, który spowodował grzech; niech sobie zada pytanie czy to, nie nauczy go słuchać głosu, który mówi: „Nie czyńcie tej obrzydliwości, której Ja nienawidzę!” (Jer. 44.4). Niech poczeka, aż krew i miłość krzyża będzie mogła wywrzeć na niego swój pełny wpływ i niech uważa grzech, jako nic innego, jak oddanie swoich rąk szatanowi i jego mocy. Czy nie jest strasznym rezultatem naszego zaniedbania modlitwy i krótkiego i pospiesznego oczekiwania na Boga, to, że prawdziwa znajomość grzechu jest prawie utracona?

 

Niech wierzący nie tylko myśli o tym, ile  odkupienie kosztowało Chrystusa, ale również o fakcie, że Chrystus został ofiarowany mu przez Ducha Świętego, jako dar niepojętej łaski, przez którego Boże przebaczenie oraz oczyszczenie i odnowienie zawładnęło nim. Niech zada sobie pytanie czym może odpłacić za taką miłość. Jeśli tylko poświęcilibyśmy czas, aby oczekiwać w Bożej obecności i zadawać Mu tego rodzaju pytania, to Duch Boży wykonałby swoją pracę przekonania o grzechu w nas. Oraz nauczyłby nas zajmować całkowicie nowy punkt widzenia i dałby nowe spojrzenie na grzech. Myśl zaczęłaby się pojawiać w naszym sercu, że zostaliśmy odkupieni, tak aby w mocy Chrystusa móc żyć każdego dnia jako współuczestnicy wielkiego zwycięstwa, które Chrystus osiągnął na krzyżu nad grzechem i moglibyśmy manifestować to w naszej pielgrzymce.

 

Co ty myślisz? Czy nie zaczynasz dostrzegać, że grzech zaniedbania modlitwy wywarł na ciebie wpływ gorszy niż początkowo przypuszczałeś? To właśnie z powodu tej pospiesznej i powierzchownej rozmowy z Bogiem, poczucie grzechu jest tak słabe, że żadne bodźce nie mają mocy, aby pomóc Ci nienawidzić grzechu i uciekać od niego w prawidłowy sposób. Nic, nic oprócz osobistej, uniżonej i stałej społeczności z Bogiem, nie może nauczyć cię, jako Boże dziecko, nienawidzić grzechu w taki sposób, jak Bóg chce, abyś go nienawidził. Nic, nic, jak tylko ciągła bliskość i nieustająca moc żywego Chrystusa, może umożliwić tobie właściwe zrozumienie czym jest grzech i brzydzić się nim. Bez tego głębszego zrozumienia grzechu, nie będzie mowy o osiągnięciu zwycięstwa, które jest możliwe dla ciebie w Jezusie Chrystusie i które jest doskonalone w tobie przez Ducha Świętego.

 

O Boże, spraw, abym znał mój grzech i naucz mnie oczekiwać cierpliwie przed Tobą, aż Twój Duch sprawi, że coś z Twojej świętości  spocznie na mnie! O Boże, spraw, abym znał mój grzech i niech to zaprowadzi mnie do usłyszenia Twojej obietnicy: „Każdy, kto w Nim mieszka, nie grzeszy” i do oczekiwania wypełnienia jej!

 

Świętość Boga

 

Często się mówi, że pojęcie grzechu i świętości Boga zostało zatracone w Kościele. W komorze mamy miejsce, gdzie możemy nauczyć się na nowo, jak dać świętości Boga właściwą pozycję w naszej wierze i życiu. Jeśli nie wiesz, jak spędzić pół godziny w modlitwie, zajmij się tematem świętości Boga. Ugnij się przed Nim. Daj sobie i Bogu czas, aby móc przyjść do kontaktu z sobą. Jest to wielka praca, ale obfitująca we wspaniałe obdarzenie.

Jeśli chcesz wzmocnić się w praktykowaniu tej świętej obecności, weź święte Słowo Boże. Weź, na przykład, Księgę Kapłańską i zauważ, jak Bóg siedmiokrotnie daje polecenie: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (11.44, 45; 19.2; 20.7, 26; 21.8; 22.32). Jeszcze częstsze jest wyrażenie: „Jam Pan, który was uświęcam”. Ta ważna myśl, jest przejęta przez Nowy Testament. Piotr mówi (1P. 1.15,16): „Bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym; ponieważ jest napisane: Świętymi bądźcie; bo Ja jestem święty”. Paweł pisze w swoim pierwszym liście do Tesaloniczan(3.13; 4.7; 5.24.): „Niech On utwierdzi wasze serca bez nagany w świętości (…) nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do uświęcenia (…) Wierny jest Ten, który was powołuje, On też tego dokona”.

 

Nic, jak tylko poznanie Boga, jako Świętego, uczyni nas świętymi. A jak uzyskać to poznanie  Boga,  za wyjątkiem komory? Jest to rzeczą zupełnie niemożliwą, chyba że poświęcimy czas i pozwolimy świętości Boga świecić na nas. W jaki sposób, jakiś człowiek na ziemi może uzyskać gruntowną wiedzę o innym człowieku, o jego niezwykłej mądrości, jeśli nie będzie mu towarzyszył i nie podda się jego wpływowi? W jaki inny sposób Bóg może nas uświęcić, jeśli nie poświęcamy czasu, aby być wprowadzeni pod moc chwały Jego świętości? Nigdzie nie możemy poznać świętości Boga i przyjść pod jej wpływ i moc, za wyjątkiem komory.  Nikt nie może oczekiwać, postępu w świętości, jeśli nie jest często i długo, sam na sam z Bogiem.

 

Czym jest świętość Boga? Jest to najwyższy, najbardziej chwalebny i najbardziej wszechogarniający ze wszystkich atrybutów Boga. Świętość jest to najpoważniejszy (najdonioślejszy) wyraz w Biblii. Jest to słowo, którego domem jest Niebo. Zarówno Stary, jak i Nowy Testament mówi nam to. Izajasz usłyszał serafinów z zakrytymi twarzami, wołających: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów” (Iz. 6.3). Jan słyszał cztery postacie mówiące: „Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący” (Obj. 4.8). To jest najwyższe wyrażenie Bożej chwały w Niebie, przez istoty, które przebywają w Jego bezpośredniej obecności i nisko Mu się kłaniają. Czy śmiemy sobie wyobrazić, że my, poprzez myślenie, czytanie i postępowanie możemy zrozumieć, lub stać się uczestnikami świętości Boga? Cóż za szaleństwo! Och, obyśmy zaczęli dziękować Bogu, że mamy miejsce w komorze, miejsce gdzie  możemy być sami z Nim i spędzać czas na modlitwie: „Niech twoja świętość, o Panie, świeci coraz mocniej do naszych serc, aby mogły one stać się świętymi”.

 

I niech nasze serca głęboko się zawstydzą z powodu naszego zaniedbania modlitwy, przez które uniemożliwiliśmy Bogu, udzielenie nam, Jego świętości. Prośmy gorliwie Boga, aby odpuścił nam ten grzech i pociągnął nas swoją niebiańską łaską i wzmocnił nas, abyśmy mieli społeczność z Nim, Świętym Bogiem.

 

Znaczenia słowa „Świętość Boga”, nie jest łatwo wyrazić. Ale możemy zacząć od stwierdzenia, że pociąga ona za sobą niewypowiedzianą niechęć i nienawiść z jaką Bóg odnosi się do grzechu. A jeśli chcesz zrozumieć, co to oznacza, to należy pamiętać, że wolał zobaczyć, jak Jego Syn umiera, niż gdyby grzech miał panować. Pomyśl o Synu Bożym, który wolał oddać swoje życie, niż przekroczyć wolę Ojca, choćby w najmniejszym stopniu. I dalej, miał On taką nienawiść do grzechu, że wolał umrzeć aniżeli pozwolić człowiekowi pozostać uwięzionym w jego mocy. To jest coś ze świętości Boga, co jest gwarancją (rękojmią) tego, że uczyni On wszystko dla nas – dla ciebie i mnie – aby wyzwolić nas z grzechu. Świętość jest Bożym ogniem, który wypali grzech w nas i uczyni nas świętymi ofiarami, czystymi i mile widzianymi przed Nim. To właśnie z tego powodu Duch Święty przyszedł jako ogień. On jest Duchem świętości Boga, Duchem uświęcenia w nas.

 

Och, pomyśl o świętości Boga i padnij przed Nim w uniżeniu, aż twoje serce zostanie napełnione zapewnieniem tego, co Święty uczyni dla ciebie. Poświęć tydzień, jeśli to jest konieczne, aby czytać i czytać Słowa Boże o tej wspaniałej prawdzie, dopóki twoje serce nie zostanie doprowadzone do przekonania: „To jest chwałą komory, rozmawiać ze świętym Bogiem; skłonić się w głębokim uniżeniu i wstydzie przed Nim, ponieważ tak bardzo pogardzaliśmy Nim i Jego miłością przez nasze zaniedbanie modlitwy”. Tam powinniśmy otrzymać zapewnienie, że On weźmie nas ponownie do społeczności z sobą. Nikt nie może oczekiwać zrozumienia i otrzymania świętości Boga, kto nie jest często i długo sam na sam z Nim.

 

Ktoś powiedział, że świętość Boga jest wyrazem niewysłowionej odległości, w której On w swej sprawiedliwości jest oddzielony od nas, a jednak, również niewysłowionej bliskości, w której On w swej miłości tęskni do utrzymania  społeczności z nami i mieszkania w nas. Ugnij się z pokorną czcią, gdy myślisz o nie dającym się zmierzyć dystansie między tobą a Bogiem. Pokłoń się w dziecięcej pewności w niewysłowione pragnienie Jego miłości, aby być z tobą zjednoczonym w najgłębszej intymności i licz najpewniej na Niego, aby objawił coś ze swojej świętości twej duszy, która Go pragnie, oczekuje Go i wycisza się przed Nim.

 

Zauważ, jak dwie strony tej świętości Boga są zjednoczone w krzyżu. Tak straszna była niechęć i gniew Boga przeciwko naszemu grzechowi, że Chrystus został pozostawiony w gęstych ciemnościach, ponieważ Bóg, gdy grzech został na Niego złożony, musiał odwrócić swoją twarz od Niego. A jednak tak głęboka była miłość Boga wobec nas i tak pragnął się zjednoczyć, że nie oszczędził swojego Syna, ale wydał Go na niewypowiedziane cierpienia, aby mógł nas przyjąć w jedności z Chrystusem do swojej świętości i przygarnąć nas do swego serca, jako Jego ukochane dzieci. To w związku z tym cierpieniem, nasz Pan Jezus powiedział: „Za nich poświęcam siebie samego, aby i oni byli poświęceni w prawdzie” (J. 17.19). Dlatego stał się On przez Boga naszym uświęceniem i jesteśmy świętymi w Nim.

 

Błagam cię, nie uważaj za coś małego łaski, że masz świętego Boga, który pragnie uczynić cię świętym. Nie uważaj za coś małego głosu Boga, który wzywa cię do spędzenia z Nim czasu w wyciszeniu komory, aby mógł On sprawić, że Jego świętość spocznie na tobie. Niech w twoim interesie będzie spotykanie każdego dnia świętego Boga w komorze. Będziesz miał odpłacone za trud, który to sprawi. Nagroda będzie pewna i obfita. Nauczysz się nienawidzić grzechu i traktować go jako coś przeklętego i zwyciężonego. Nowa natura pokaże Ci grozę grzechu. Ratujący Jezus, święty Bóg, będzie, jako Zdobywca, twoją mocą i siłą. Zaczniesz wierzyć wielkiej obietnicy zawartej w 1Tes. 5.23,24: „A sam Bóg pokoju niechaj was w zupełności uświęci (…) Wierny jest ten, który was powołuje; On też tego dokona”.

 

 

 

Rozdział 8

 

POSŁUSZEŃSTWO; ZWYCIĘSKIE ŻYCIE

 

W opozycji do grzechu stoi posłuszeństwo. „Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak też przez posłuszeństwo jednego wielu dostąpi usprawiedliwienia (…) staliście się sługami sprawiedliwości” (Rzym. 5.19; 6.18). W związku ze wszystkim co zostało powiedziane o grzechu, o nowym życiu i przyjęciu Ducha Świętego, musimy zawsze dać posłuszeństwu miejsce przypisane postanowieniom Boga.

 

„Uniżył samego siebie i był posłuszny, aż do śmierci i to do śmierci krzyżowej, dlatego też Bóg wielce Go wywyższył” (Fil. 2.8). Paweł, w związku z tym wzywa nas: „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie” (Filip. 2.5). Widzimy, nade wszystko, że posłuszeństwo Chrystusa, które było tak miłe Bogu, musi stać się naprawdę cechą naszego usposobienia i całego naszego pielgrzymowania. Podobnie, jak sługa wie, że musi być najpierw posłusznym swemu panu we wszystkim, tak poddanie w bezwzględne i bezwarunkowe posłuszeństwo, musi stać się, istotną cechą naszego życia.

 

Jak mało jest to rozumiane przez chrześcijan! Ilu jest takich, którzy dali się zwieść i spoczęli usatysfakcjonowani z myślą, że grzech jest koniecznością, że trzeba grzeszyć każdego dnia! Trudno byłoby opisać, jak wielką szkodą jest to, co zostało dokonane przez ten błąd. Jest to jedna z głównych przyczyn przez które grzech nieposłuszeństwa jest tak mało rozpoznawany. Słyszałem chrześcijan, mówiących (po trochu śmiejąc się), o przyczynie ciemności i słabości: „Tak, to jest znów nieposłuszeństwo”. Staramy się pozbyć pracownika, który jest notorycznie nieposłuszny, ale nie traktuje się jako czegoś niezwykłego, gdy Boże dziecko codziennie jest nieposłuszne. Nieposłuszeństwo jest codziennie widoczne, a mimo to, nie ma odwracania się od niego.

 

Czy nie mamy tu powodu, dlaczego tak wiele modlitw o moc Ducha Świętego jest zanoszonych, a mimo to, tak mało odpowiedzi przychodzi? Czy nie widzimy w Dziejach Apostolskich 5.32, że Bóg dał Ducha Świętego apostołom, bo byli posłuszni? Każde Boże dziecko otrzymało Ducha Świętego – jeśli używa miarę Ducha Świętego, którą ma, z określonym celem bycia posłusznym Najwyższemu, wtedy Bóg może i będzie sprzyjał mu z dalszą manifestacją mocy Ducha, ale jeśli dopuści on nieposłuszeństwo, aby przeważało, dzień po dniu, niech się nie dziwi jeśli, jego modlitwy o więcej działania Ducha w nim pozostają bez odpowiedzi.

 

Mówiliśmy już, że nie wolno nam zapominać, że Duch pragnie posiadać więcej z nas. Jak możemy całkowicie oddać się Jemu w inny sposób, niż poprzez bycie posłusznymi? Pismo mówi, że musimy być prowadzeni przez Ducha, że musimy chodzić w Duchu. Moim właściwym stosunkiem do Ducha Świętego jest to, że pozwalam, aby rządził i abym był prowadzony przez Niego. Posłuszeństwo jest istotnym czynnikiem w całej naszej relacji z Bogiem. „Słuchajcie mojego głosu, a Ja będę waszym Bogiem” (Jer. 7,23. 11,4).

 

Zwróć uwagę, jak Pan Jezus ostatniej nocy, kiedy daje swą wielką obietnicę o Duchu Świętym, kładzie nacisk w tej kwestii. „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a On da wam innego Pocieszyciela” (J. 14.15,16). Posłuszeństwo było istotnym  przygotowaniem do otrzymania Ducha. I ta myśl jest często powtarzana przez Niego. „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje; a kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie” (J. 14.21). Jak również w wersecie 23: „Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy”. „Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam” (J. 15.7). „Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej” (J. 15.10). „Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuje” (J. 15.14).

 

Czy mogą słowa jaśniej lub bardziej imponująco ogłaszać, że całe życie w nowym szafarstwie, po zmartwychwstaniu Chrystusa, zależy od posłuszeństwa? To jest Duch Chrystusa, który żył, aby nie czynić swojej własnej woli, lecz wolę Ojca.  Nie może On ze swym Duchem zrobić trwałego domu w sercu kogoś, kto nie poddaje się  całkowicie życiu w posłuszeństwie.

 

Niestety, jak mało jest takich, którzy są prawdziwie zaniepokojeni  tym nieposłuszeństwem! Jak mało się wierzy, że Chrystus naprawdę tego wymaga i oczekuje od nas, ponieważ On podjął się uczynić to dla nas możliwym. Jak bardzo przejawia się w modlitwach, w pielgrzymowaniu i głębokim życiu duchowym, to, że naprawdę dążymy, aby podobać się Panu we wszystkim? Za mało mówimy w odniesieniu do naszego nieposłuszeństwa: „Żałuję mojego grzechu”.

 

Ale czy posłuszeństwo jest rzeczywiście możliwe? Pewne jest to dla tego, kto wierzy, że Jezus Chrystus jest jego uświęceniem i opiera się na Nim.

 

Tak, jak to jest niemożliwe dla człowieka, którego oczy jeszcze nie zostały otwarte, aby zobaczyć, że Chrystus może mu wybaczyć jego grzech, tak samo jest z wiarą pewną tego, że w Chrystusie jest pewność obietnicy mocy, aby osiągnąć wszystko, czego Bóg pragnie od swego dziecka. Podobnie jak przez wiarę, znajdujemy pełnię przebaczenia; tak przez nowy akt wiary osiągamy prawdziwe wyzwolenie spod panowania grzechu, który tak łatwo nas opanowywał, a trwałe szczęście nieprzerwanego doświadczenia ochronnej mocy Chrystusa staje się nasze. Ta wiara uzyskuje nowy wgląd w obietnice, których znaczenie nie było wcześniej rozumiane: „A Bóg pokoju (…) niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście czynili Jego wolę, sprawując w was, co miłe jest w oczach Jego, przez Jezusa Chrystusa” (Hebr. 13.20,21). „A temu, który was może ustrzec od upadku i stawić nieskalanych (…) niech będzie chwała, uwielbienie, moc i władza” (Judy 24.25). „Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby swoje powołanie i wybranie umocnić; czyniąc to bowiem, nigdy się nie potkniecie” (2P. 1.10). „Was zaś, niech Pan napełni obficie (…) aby serca wasze były utwierdzone bez nagany w świątobliwości” (1Tes. 3.12,13). „A wierny jest Pan, który was utwierdzi i strzec będzie od złego” (2Tes. 3.3).

 

Kiedy dusza rozumie, że wypełnienie tych i innych obietnic jest zabezpieczone dla nas w Chrystusie  i że jest tak pewne, jak odpuszczenie grzechów zapewnione jest nam w Nim, tak samo jest zapewniona dla nas moc przeciwko ponownym czy nowym atakom grzechu. Wtedy po raz pierwszy jest ta lekcja właściwie uczona, że wiara może śmiało polegać na pełni Chrystusa i Jego nieustannej ochronie.

 

Ta wiara rzuca zupełnie nowe światło na życie w posłuszeństwie. Chrystus wziął na siebie odpowiedzialność, aby wypracować to we mnie w każdej chwili, jeśli Mu tylko w tym ufam. Wtedy zaczynam rozumieć ważne wyrażenie z którym Paweł zaczyna i kończy swój list do Rzymian (Rzym. 1.5 i 16,26.): „Posłuszeństwo wiary”. Wiara prowadzi mnie do Pana Jezusa, nie tylko w celu uzyskania odpuszczenia grzechu, ale również, abym mógł w każdej chwili cieszyć się mocą, która uczyni możliwym dla mnie, jako dziecka Bożego, trwanie w Nim i bycie zaliczonym do Jego posłusznych dzieci, o których napisano: „Za przykładem Świętego, który was powołał sami też  bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym” (1P 1.15). Wszystko zależy od tego, czy wierzę lub nie wierzę, w całego Chrystusa z pełnią Jego łaski, że On, nie od czasu do czasu, ale w każdej chwili, będzie siłą mego życia. Taka wiara doprowadzi do posłuszeństwa, które pozwoli mi postępować w sposób godny Pana, ku Jego zupełnemu upodobaniu, wydając owoc w każdym dobrym uczynku, utwierdzony wszelką mocą, według potęgi chwały Jego (Kol 1.10,11).

 

Dusza, która karmi się takimi obietnicami doświadczy teraz, zamiast nieposłuszeństwa własnych wysiłków, znaczenia posłuszeństwa wiary. Wszystkie dane nam obietnice mają swoją miarę, pewność i siłę w żywym Chrystusie.

 

ZWYCIĘSKIE ŻYCIE

 

W rozdziale „Bardziej obfite życie” rozpatrzeliśmy sprawę głównie od strony naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zauważyliśmy, że można znaleźć w Nim – ukrzyżowanym, zmartwychwstałym i uwielbionym, który chrzci Duchem Świętym – wszystko, co jest potrzebne do życia w obfitej łasce. Teraz w omawianiu zwycięskiego życia spojrzymy na tą sprawę z innego punktu widzenia. Chcemy zobaczyć, jak chrześcijanin może żyć naprawdę jako zwycięzca. Wystarczająco często mówiliśmy, że życie modlitewne nie jest czymś, co może być ulepszone samo przez siebie. To jest tak ściśle związane z całym życiem duchowym, że tylko gdy całe życie (poprzednio naznaczone brakiem modlitwy) zostaje odnowione i uświęcone, dopiero wtedy modlitwa może mieć należne jej mocy miejsce. Nie możemy być zadowoleni z mniej, niż zwycięskiego życia, do którego Bóg wzywa swoje dzieci.

 

Pamiętacie jak nasz Pan, w siedmiu listach w Objawieniu Jana, kończy je obietnicą dla tych, którzy zwyciężyli. Pofatyguj się, aby przestudiować te powtarzane siedem razy „zwycięzca” i zauważ, jak niewypowiedzianie wspaniałe obietnice, są tam podane. A dano je nawet do kościołów, takich jak Efez, który stracił swoją pierwszą miłość i Sardes, do którego mówiono: „Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły” (Obj. 3.1) i Laodycei, z jej letniością i samozadowoleniem – jako dowód, że gdyby tylko zechcieli pokutować, mogą zdobyć koronę zwycięstwa. Wezwanie skierowane jest do każdego chrześcijanina, aby dążył do korony. Jest niemożliwym, aby być zdrowym chrześcijaninem, a jeszcze bardziej być kaznodzieją w mocy Bożej, jeśli wszystko nie jest ofiarowane, aby odnieść zwycięstwo.

 

Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób możemy  osiągnąć to, jest prosta. Wszystko jest w Chrystusie. „Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie” (2Kor. 2.14). „W tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37). Wszystko zależy od naszej prawidłowej relacji z Chrystusem, naszego całkowitego podporządkowania, doskonałej wiary i nieprzerwanej społeczność z Nim. Ale czy chcesz wiedzieć, jak osiągnąć to wszystko? Posłuchaj jeszcze raz prostych wskazówek, co do sposobu przez który cała radość z tego, co jest przygotowane dla ciebie w Chrystusie, może być twoją. Są to – nowe odkrycie grzechu; nowe poddanie się Chrystusowi; nowa wiara w moc, która uczyni to możliwym, aby wytrwać.

 

1.Nowe odkrycie grzechu

 

W trzecim rozdziale listu do Rzymian, znajdujemy opis świadomości grzechu, która jest koniecznością do pokuty, przebaczenia, „aby wszelkie usta były zamknięte i aby cały świat podlegał sądowi Bożemu” (3.19). Tam zająłeś swoje stanowisko, rozpoznałeś swój grzech mniej lub bardziej świadomie i wyznałeś go i uzyskałeś miłosierdzie. Ale jeśli chciałbyś wieść zwycięskie życie, potrzeba czegoś więcej. To przychodzi z doświadczenia, że w tobie, to jest, w twoim ciele „nie mieszka dobro” (Rzym. 7.18). Masz upodobanie w prawie Bożym według wewnętrznego człowieka, ale dostrzegasz inne prawo w swoich członkach, które bierze cię w niewolę prawa grzechu i zmusza cię wołać: „0 nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Werset 24). Nie jest to, już tak, jak było zaraz po nawróceniu, gdy myślałeś nad swoimi kilkoma lub wieloma grzechami. Ta praca idzie znacznie głębiej. Okrywasz, że jako chrześcijanin, nie masz mocy, aby czynić dobro, które chcesz czynić. Musisz być wprowadzony do nowego i głębszego wglądu w grzeszność swojej natury i do swojej całkowitej słabości – chociaż jesteś chrześcijaninem – aby czynić, to co powinieneś. I nauczysz się wołać: „Któż mnie wyzwoli, biednego człowieka, więźnia, związanego prawem grzechu?”.

 

Odpowiedzią na to pytanie jest: „Bogu niech będą dzięki, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego” (Rzym. 7.25). Potem następuje objawienie tego, co znajduje się w Chrystusie.  Nie jest to tylko, jak podano w Rzymian, trzecim rozdziale. Tu jest więcej: jestem w Jezusie Chrystusie i „zakon Ducha, który daje życie w Jezusie Chrystusie, uwolnił mnie od zakonu grzechu i śmierci” (Rzym. 8.2), którego byłem więźniem. Jest to doświadczenie, że prawo i moc Ducha życia w Chrystusie, uczyniło mnie wolnym, a teraz wzywa mnie w nowym znaczeniu i przez nowe poddanie się, aby uznać Chrystusa, jako tego, który obdarza zwycięstwem.

 

  1. Nowe poddanie się Chrystusowi

 

Być może wiele razy używałeś słów „poddanie” i „uświęcenie”, lecz bez właściwego zrozumienia, co one oznaczają. Tak, jak zostałeś sprowadzony przez nauczanie Rzymian 7-go rozdziału do całkowitego poczucia bezsilności w prowadzeniu prawdziwego chrześcijańskiego życia, czy też życia modlitewnego poprzez własne wysiłki, tak też czujesz, że Pan Jezus, musi wziąć cię przez Jego własną moc, w zupełnie nowy sposób i musi przejąć panowanie nad tobą, przez swego Ducha w całkowicie nowej mierze. Tylko to może powstrzymać cię przed ciągłym upadaniem na nowo w grzech. To tylko może uczynić ciebie zwycięzcą. To prowadzi cię do odwrócenia się od polegania na sobie i do prawdziwego uwolnienia się od siebie w oczekiwaniu wszystkiego od Pana Jezusa.

 

Jeśli zaczniemy to rozumieć, to jesteśmy przygotowani, aby przyznać, że w naszej naturze nie ma nic dobrego, że jest ona pod przekleństwem i jest przybita wraz z Chrystusem do krzyża. Zaczynamy widzieć, co Paweł miał na myśli, kiedy powiedział, że jesteśmy martwi dla grzechu poprzez śmierć Chrystusa. W ten sposób uzyskujemy udział w chwalebnym zmartwychwstałym życiu, które jest w Nim. Przez takie zrozumienie, jesteśmy zachęceni, aby wierzyć, że Chrystus, przez swoje życie w nas, poprzez Jego ciągłe zamieszkiwanie, może nas zachować. Podobnie jak, przy naszym nawróceniu, nie mieliśmy spoczynku, dopóki nie wiedzieliśmy, że On nas przyjął, tak teraz czujemy potrzebę przyjścia do Niego, aby otrzymać od Niego zapewnienie, że On naprawdę podjął się, aby zachować nas mocą swego zmartwychwstałego życia. I czujemy, że musi to być akt, tak jasny, jak Jego przyjęcie nas przy nawróceniu, przez który daje On nam pewność zwycięstwa. I choć wydaje się nam, że to jest zbyt dużo i zbyt wiele, to jednak człowiek, który rzuca się bez wymówek, w ramiona Chrystusa dozna, że rzeczywiście przyjmuje On nas do takiej społeczności, jaka uczyni nas, odtąd, „więcej niż zwycięzcami”.

 

  1. Nowa wiara w moc, która uczyni możliwym dla was to, aby wytrwać w poddaniu

 

Słyszeliście o przebudzeniu w Keswick i prawdzie za którą ono stoi. Chrystus jest gotów wziąć na siebie opiekę i ochronę naszego życia każdego dnia, nieustannie, jeśli Mu zaufamy, że to zrobi. W świadectwie danym przez wielu, następująca myśl była podkreślona. Opowiedzieli nam, że czuli się wezwani do nowego poddania się, do całkowitego uświęcenia życia w Chrystusie, docierając do najmniejszych rzeczy, ale byli skrępowani przez strach przed porażką. Pragnienie świętości,  nieprzerwanej społeczności z Jezusem, a w życiu wytrwałego dziecięcego posłuszeństwa, nakierowało ich w jedną stronę. Ale pojawiło się pytanie: „Czy będę wiernie kontynuował?” I na to pytanie nie przyszła odpowiedź, dopóki nie uwierzyli że poddanie musi być uczynione nie w ich własnych siłach, ale w mocy, która została dana przez uwielbionego Pana. On nie tylko zachowa ich w przyszłości, ale najpierw musi umożliwić im poddanie się wierze, która oczekuje tej przyszłej łaski. Tylko w mocy samego Chrystusa byli w stanie oddać samych siebie Jemu.

 

Och, chrześcijaninie, tylko wierz, że istnieje zwycięskie życie! Chrystus, Zwycięzca, jest twoim Panem, który zatroszczy się dla ciebie o wszystko i umożliwi ci wykonanie wszystkiego czego oczekuje od ciebie Ojciec. Bądź odważny. Czy nie zaufasz Mu w wykonaniu tej wielkiej pracy dla ciebie; temu, który oddał swoje życie za ciebie i przebaczył twoje grzechy? Tylko śmiało ufaj w Jego moc, by oddać się życiu tych, którzy są trzymani od grzechu przez moc Bożą. Wraz z najgłębszym przekonaniem, że nie ma w tobie dobra, wyznaj, że widzisz w Panu Jezusie wszelkie dobro, którego potrzebujesz, dla życia każdego dziecka Bożego i zacznij dosłownie żyć „przez wiarę w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Gal. 2.20).

 

Pozwólcie mi, dla waszej zachęty, podać świadectwo biskupa Monte, człowieka głębokiej pokory i czułej pobożności. Kiedy po raz pierwszy usłyszał o Keswick, bał się „perfekcjonizmu” i nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Niespodziewanie podczas wakacji w Szkocji, zetknął się z przyjaciółmi podczas małej konwencji. Tam usłyszał przemówienie, przez które został przekonany, jak ta nauka była całkowicie zgodna z Pismem. Nie było ani słowa o bezgrzeszności w „ciele” lub w człowieku. Było to wyjaśnienie w jaki sposób Jezus może powstrzymać od grzechu człowieka z grzeszną naturą. Światło zaświeciło do jego serca. On, który zawsze był uważany za czułego chrześcijanina, wszedł teraz w kontakt  z nowym doświadczeniem, tego co Chrystus jest gotów zrobić dla kogoś, kto się całkowicie Jemu oddaje.

 

Posłuchajcie co powiedział Monte o tekście: „Wszytko mogę w tym, który mnie wzmacnia” (Filip. 4.13). „Ośmielę się powiedzieć, że jest możliwym dla tych, którzy naprawdę chcą liczyć na moc Pana, w zachowaniu przed grzechem i zwycięstwie, aby wieść życie, w którym Jego obietnice są przyjmowane, tak jak stoją i są uznawane za prawdziwe. Jest możliwym, aby codziennie powierzać Jemu całą naszą troskę i radować się głębokim spokojem, czyniąc to. Jest możliwym, aby mieć myśli i wyobrażenia naszych serc oczyszczone w najgłębszym tego słowa znaczeniu, przez wiarę. Jest możliwym, aby zobaczyć wolę Bożą we wszystkim i ją otrzymać, nie z westchnień, lecz ze śpiewem. Jest możliwym, każdego dnia i w każdej godzinie, w wewnętrznym życiu pragnień i uczuć, odłożyć na bok całą gorycz, zapalczywość, gniew, złą mowę. Jest to możliwe, biorąc pełne schronienie w Boskiej mocy, by stać się przez to silnym; a tam gdzie wcześniej były nasze największe słabości, by odkryć, że to, co dawniej burzyło wszystkie nasze postanowienia, aby być cierpliwym, lub czystym, lub pokornym, dostarcza dzisiaj możliwości – przez Niego, który nas kocha i wypracowuje w nas jedność z Jego wolą i dające radość uczucie Jego obecności i Jego mocy, aby uczynić grzech bezsilnym. Te rzeczy są Bożą możliwością, a ponieważ są one Jego dziełem, to prawdziwe ich doświadczenie zawsze będzie powodować głębsze uniżenie nas do Jego stóp i będzie uczyć nas, aby pragnąć i oczekiwać na więcej. Nie możemy być zadowoleni z niczego mniej niż – każdego dnia, każdej godziny, każdej chwili, w Chrystusie, przez moc Ducha Świętego – chodzić z Bogiem”.

 

Dzięki Bogu, że zwycięskie życie jest pewne dla tych, którzy mają świadomość swojej wewnętrznej ruiny i tego, że są beznadziejni sami w sobie, ale którzy w „przeświadczeniu rozpaczy” spojrzeli na Jezusa i wierząc, że ma On moc uczynić możliwym dla nich akt oddania się Jemu, poddali się Jego potędze i teraz polegają tylko na Nim każdego dnia i w każdej godzinie.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

Rozdział 2

 

WALKA PRZECIWKO ZANIEDBANIU MODLITWY

 

Jak tylko chrześcijanin zyskuje przekonanie o grzechu w tym zagadnieniu, jego pierwszą myślą jest to, że musi z Bożą pomocą podjąć walkę, aby osiągnąć nad tym zwycięstwo. Niestety, wkrótce doświadcza, że jego zmaganie niewiele daje, a zniechęcające myśli przychodzą na niego jak fale, mówiąc mu, że takie życie nie jest dla niego i że nie potrafi on wiernie w tym wytrwać! Na konferencjach na temat modlitwy odbywających się przez lata, pewien pastor otwarcie wyznał, że wydaje mu się niemożliwym uzyskanie tak rygorystycznego życia.

 

Ostatnio otrzymałem list od pastora, dobrze znanego z jego zdolności i poświęcania się, w którym napisał: „Jeśli o mnie chodzi, to nie wydaje mi się pomocnym słuchanie za wiele o życiu modlitewnym, o ciężkich wysiłkach, na które musimy się przygotować i o całym tym czasie, kłopotach i niekończącym się trudzie, który to kosztuje. Te rzeczy zniechęcają mnie – tak często je słyszałem. Raz za razem poddawałem je próbie, a rezultat zawsze był rozczarowujący. Nie pomaga mi mówienie: „Musisz się więcej modlić i bardziej siebie samego pilnować i stać się we wszystkim bardziej poważnym chrześcijaninem”.

 

Dałem mu następującą odpowiedź: „Myślę, że we wszystkim, co mówiłem na konferencji albo gdzie indziej, nigdy nie wspomniałem o trudzie, czy o wysiłkach, ponieważ jestem całkowicie przekonany że nasze wysiłki są daremne, jeśli najpierw nie nauczymy się trwać w Chrystusie przez prostą wiarę”.

 

Mój korespondent odpowiedział: „Zaleceniem, które potrzebuję, jest to: „Zobacz, czy twoja relacja z żywym Zbawcą jest tym, czym powinna być. Żyj w Jego obecności, raduj się z Jego miłości, odpoczywaj w Nim”- lepsze zalecenie nie mogło być dane, jeśli tylko jest właściwie rozumiane. „Zobacz czy twoja relacja z żywym Zbawcą jest tym, czym powinna być”. To jest właśnie to, co umożliwi żyć życiem w modlitwie.

 

Nie powinniśmy pocieszać się myślami, że jesteśmy we właściwej relacji z Panem Jezusem, gdy grzech zaniedbania modlitwy ma moc nad nami i gdy my wraz z całym Kościołem musimy narzekać na nasze słabe życie, które sprawia że nie jesteśmy zdolni, w prawidłowy sposób, modlić się czy to za siebie, czy za Kościół, czy za misje. Lecz jeśli na pierwszym miejscu rozpoznamy, że właściwa relacja z Panem Jezusem, ponad wszystko, zawiera modlitwę, wraz z chęcią i siłą do modlitwy według woli Boga, to mamy coś, co daje nam prawo do radości i odpoczynku w Nim.

 

Podałem ten przykład, aby pokazać, jak naturalnym wynikiem samodzielnego wysiłku będzie zniechęcenie i jak odbierze to wszelką nadzieję na poprawę lub zwycięstwo. I rzeczywiście taki jest stan wielu chrześcijan, gdy wezwani są do trwania w modlitwie jako orędownicy. Czują to, że jest to  całkowicie poza ich zasięgiem – nie mają oni siły niezbędnej do ofiarowania się i poświęcenia do takiej modlitwy; kurczą się z wysiłku i zmagania, które czynią ich nieszczęśliwymi. Próbowali oni w mocy ciała zwyciężyć ciało, co jest całkowicie niemożliwą rzeczą. Oni starali się przez Belzebuba wyrzucić Belzebuba, a to nigdy nie może się zdarzyć. Tylko sam Jezus może podporządkować sobie ciało i diabła.

 

Omówiliśmy  zmaganie, które z pewnością zaowocuje rozczarowaniem i zniechęceniem. To jest wysiłek poczyniony w mocy naszych własnych sił. Lecz jest inne zmaganie, które z pewnością prowadzi do zwycięstwa. Pismo mówi o „dobrym boju wiary” to znaczy, bój, który wypływa  oraz jest prowadzony przez wiarę. Musimy mieć właściwe wyobrażenie o wierze i trwać w naszej wierze. Jezus Chrystus jest sprawcą i dokończycielem wiary. Kiedy dojdziemy do właściwej relacji z Nim, tak że możemy być pewni Jego pomocy oraz mocy, którą obdarza. Dopiero wtedy, najszczerzej, jak tylko możemy, po pierwsze, powiedzmy sobie: „Nie staraj się we własnej sile; rzuć się do stóp Pana Jezusa, i czekaj na Niego w całkowitej pewności, że On jest z tobą i działa w tobie,” a po drugie: „Zmagaj się w modlitwie, aż wiara wypełni twoje serce i tak bądź mocny w Panu i w sile mocy Jego”.

 

Pewien obraz pomoże nam to zrozumieć. Oddana chrześcijanka, która z gorliwością i powodzeniem prowadziła dużą klasę biblijną, przyszła z problemem do swojego pastora. W swoich wcześniejszych latach radowała się wielkim Bożym obdarowaniem w swojej komorze, społecznością z Panem i Jego Słowem. Ale to stopniowo zanikło i nie ważne jakby się nie starała, nie mogła tego naprawić. Pan prowadził ją w jej pracy, ale radość zniknęła z jej życia. Pastor zapytał, co zrobiła, żeby odzyskać utracone szczęście . „Zrobiłam wszystko” odpowiedziała, „ale wszystko na próżno”.

 

Następnie zapytał ją o jej doświadczenie związane z jej nawróceniem. Dała natychmiastową i jasną odpowiedź: „Na początku nie oszczędzałam bólu w moich próbach, aby stać się lepszą i aby uwolnić się z grzechu, ale to wszystko było bezużyteczne. Na końcu zaczęłam rozumieć, że muszę odłożyć na bok wszystkie moje starania i po prostu ufać Panu Jezusowi, że obdarzy mnie swoim życiem i pokojem i zrobił to”.

 

„Dlaczego więc” powiedział pastor, „znów tego nie spróbujesz? Kiedy pójdziesz do swojej komory, nieważne jak zimne i ciemne może być twoje serce, nie próbuj w swojej własnej mocy zmusić się  do właściwej postawy. Ugnij się przed Nim i powiedz Mu, że On widzi w jak smutnym stanie jesteś, że twoja jedyna nadzieja jest w Nim. Ufaj Mu z dziecięca ufnością, że zlituje się nad tobą i czekaj na Niego. Z takim zaufaniem jesteś z Nim we właściwej relacji. Ty nie masz nic, a On ma wszystko”. Jakiś czas później, powiedziała pastorowi, że jego rada pomogła jej; nauczyła się, że wiara w miłość Pana Jezusa jest jedyną metodą, żeby wejść w społeczność z Bogiem w modlitwie.

 

Czy zaczynasz dostrzegać mój czytelniku, że są dwa rodzaje bitew – pierwsza to, gdy szukamy zwycięstwa nad zaniedbaniem modlitwy w naszych własnych siłach. W tym przypadku moją radą jest: „Oddal swoje niepokoje i wysiłki; padnij bezradny do stóp Pana Jezusa; On powie Słowo, a twoja dusza ożyje”. Jeśli już to zrobiłeś, to po drugie pamiętaj, że: „To jest dopiero początek wszystkiego. Będzie to wymagało głębokiej pilności i ćwiczenia wszystkich twoich sił i czujności całego serca – ochotnego do wykrywania nawet najmniejszego odstępstwa. Ponad wszystko będzie to wymagało poddania do życia w samopoświęceniu, które to Bóg naprawdę pragnie w nas widzieć i które będzie w nas wypracowywał”.

 

 

 

Rozdział 3

 

JAK BYĆ UWOLNIONYM OD ZANIEDBANIA MODLITWY I JAK TRWAĆ W UWOLNIENIU

 

Największą przeszkodą na drodze do osiągnięcia zwycięstwa nad zaniedbaniem modlitwy jest ukryte uczucie, że nigdy nie osiągniemy szczęścia, bycia od tego uwolnionymi. Wielokrotnie czyniliśmy wysiłki w tym kierunku, ale wszystko na próżno. Stary nawyk, moc ciała i nasze otoczenie z jego atrakcjami są zbyt silne dla nas. Jaki pożytek jest z próbowania czegoś, o czym nasze serce zapewnia nas, że jest poza naszym zasięgiem? Zmiana potrzebna w całym życiu jest zbyt wielka i zbyt trudna. Jeśli postawimy sobie pytanie: „Czy możliwa jest zmiana?” Nasze wzdychające serce powie: „Jak dla mnie, jest to całkowicie niemożliwe!” Czy wiesz dlaczego, pojawia się taka odpowiedź? Po prostu dlatego, że otrzymałeś wezwanie do modlitwy, jako głos Mojżesza i jako nakaz prawa. Mojżesz i jego prawo nigdy nie dali nikomu mocy do jego przestrzegania.

 

Czy tęsknisz za odwagą, aby wierzyć, że wybawienie od zaniedbania modlitwy, jest możliwe dla ciebie i może stać się rzeczywistością? W takim razie musisz nauczyć się ważnej lekcji, że owo wybawienie znajduje się w odkupieniu, które jest w Chrystusie Jezusie i że jest to jedno z obdarzeń Nowego Przymierza, które sam Bóg będzie udzielał przez Jezusa Chrystusa. Jak zaczniesz to rozumieć, stwierdzisz, że napomnienie, „Módl się bez ustanku” przekazuje nowe znaczenie. Nadzieja zaczyna powstawać w twoim sercu, że Duch – którym zostałeś obdarzony, aby wołać nieustannie „Abba Ojcze”- uczyni prawdziwe życie w modlitwie możliwym dla ciebie. Następnie będziesz słuchać, nie w duchu zniechęcenia, ale w duchu radosnej nadziei, głosu, który wzywa cię do pokuty.

 

Niejeden wszedł do komory pod gorzkim samooskarżeniem, że modli się za mało i postanowił w przyszłości żyć w inny sposób. Jednak obdarowanie nie nadeszło – nie było w tym sił, aby kontynuować z wiarą i wezwanie do pokuty nie miało mocy, ponieważ jego oczy nie były skierowanie na Pana Jezusa. Gdyby tylko zrozumiał, powiedziałby: „Panie, widzisz, jak zimne i ciemne jest moje serce: wiem, że muszę się modlić, ale czuję, że nie potrafię; brak mi pilności i chęci do modlitwy”.

 

Nie wiedział, że w tym momencie Pan Jezus ze swoją łagodną miłością patrzył na niego mówiąc: „Nie możesz się modlić; czujesz, że wszystko jest zimne i ciemne. Dlaczego nie powierzysz się w moje ręce? Tylko wierz, że jestem gotów, aby ci pomóc w modlitwie; wielce pragnę rozlać moją  miłość w twoim sercu, tak, że gdy będziesz świadom słabości, możesz śmiało liczyć, że obdarzę cię łaską modlitwy. Zupełnie tak samo, jak oczyszczę cię od wszystkich innych grzechów, tak też uwolnię cię od grzechu zaniedbania modlitwy – Tylko nie szukaj zwycięstwa w swojej własnej sile. Pokłoń się przede Mną, jako ten, który oczekuje wszystkiego od swego Zbawcy. Niech twoja dusza wyciszy się przede Mną, nie ważne w jak smutnym stanie się znajdujesz. Bądź pewny tego, że nauczę cię, jak się modlić”.

 

Nie jeden przyzna: „Widzę mój błąd; nie myślałem, że Pan Jezus musi mnie uwolnić i oczyścić również z tego grzechu. Nie rozumiałem, że był On ze mną każdego dnia w komorze, w swojej wielkiej miłości gotowy zachować i obdarzyć mnie, jakkolwiek grzeszny i winny bym się nie czuł. Nie przypuszczałem, że tak, jak On dawał wszystkie inne łaski w odpowiedzi na modlitwę, tak ponad wszystko i przede wszystkim obdarzy mnie łaską modlącego się serca. Jak nierozważnie jest myśleć, że wszystkie inne dobra muszą przyjść od Niego, a modlitwa od której wszystko inne zależy musi być osiągnięta przez osobisty wysiłek! Dzięki Bogu, że zaczynam to pojmować – sam Pan Jezus jest w komorze spoglądając na mnie i bierze na siebie odpowiedzialność nauczenia mnie, jak zwracać się do Ojca. Jedyne czego żąda, to tego, że ja z dziecięcym zaufaniem czekam na Niego i wielbię Go”.

Bracia, czyż nie zapomnieliśmy tej prawdy? Od wadliwego życia duchowego, nic lepszego nie możemy oczekiwać niż wadliwe życie modlitewne. Marnością jest dla nas, starać się z wadliwym życiem duchowym modlić się więcej lub lepiej. Jest to niemożliwe. Konieczne jest, aby doświadczać, że ten, kto jest w Chrystusie Jezusie, nowym jest stworzeniem: stare rzeczy przeminęły; oto wszystkie rzeczy stały się nowe”. To jest dosłowna prawda w odniesieniu do człowieka, który rozumie i doświadcza, co to znaczy być w Jezusie Chrystusie.

 

Nasza cała relacja z Panem Jezusem musi być nowa. Muszę wierzyć w Jego nieskończoną miłość, która tęskni, aby mieć społeczność ze mną w każdej chwili i że chce mnie trzymać w radości z Jego obecności. Muszę wierzyć w Jego Boską moc, która zwyciężyła grzech i będzie prawdziwie powstrzymywała mnie od niego. Muszę wierzyć w Tego, który jako potężny wystawiennik, za pośrednictwem Ducha, zainspiruje każdego członka swojego ciała, w radości i mocy do społeczności z Bogiem w modlitwie. Moje życie modlitewne musi być całkowicie podporządkowane Chrystusowi i Jego miłości. Wtedy po raz pierwszy modlitwa stanie się tym, czym naprawdę jest, naturalnym i radosnym oddychaniem życiem duchowym, przy którym niebiańska atmosfera jest wdychana i wydychana w modlitwie.

 

Czy nie dostrzegasz, że gdy ta wiara zawładnie nami, to wezwanie do życia w modlitwie, które podoba się Bogu, będzie upragnionym wezwaniem? Nie będzie odpowiedzi na wołanie „odwróć się od grzechu zaniedbania modlitwy” przez westchnienia bezradności, lub zniechęcenia ciała. Głos Ojca będzie słyszany, jakby ustawił przed nami szeroko otwarte drzwi i przyjął nas do błogosławionej społeczności z sobą. Wołanie o pomoc Ducha Świętego w modlitwie nie będzie już dłużej w obawie przed wysiłkiem zbyt wielkim dla naszej mocy, gdyż to będzie, jak upadnięcie w zupełnej słabości do stóp Pana Jezusa, by znaleźć tam zwycięstwo, które przychodzi poprzez Jego potęgę i miłość, promieniujące z Jego oblicza.

 

Jeśli w naszym umyśle pojawia się pytanie: „Czy będzie to trwało nadal?” i  przychodzi strach: „Przecież wiesz, jak często próbowałeś i byłeś rozczarowany” to wiara znajdzie swe siły, nie w myślach tego, co będzie lub nie, ale w niezmiennej wierności i miłości Chrystusa, który zapewnił, że ci, którzy polegają na Nim nie będą zawstydzeni.

 

Jeśli strach i niepewność nadal pozostają, to modlę się za was przez łaskę Boga w Jezusie Chrystusie i przez niewysłowioną wierność Jego czułej miłości, abyście odważyli się paść do Jego stóp. Tylko wierzcie całym sercem, że jest tam uwolnienie od grzechu zaniedbania modlitwy. „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1J. 1.9). W Jego krwi i łasce jest całkowite uwolnienie ze wszystkich nieprawości i z zaniedbania modlitwy. Niech uwielbione będzie Jego imię.

 

W jaki sposób uwolnienie od zaniedbania modlitwy może ciągle trwać?

 

To, co powiedzieliśmy o wybawieniu od grzechu zaniedbania modlitwy, ma również zastosowanie, jako odpowiedź na pytanie: „Jak może doświadczenie uwolnienia zostać utrzymane?” Odkupienie nie jest przyznawane nam fragmentarycznie, lub jako coś z czego możemy skorzystać od czasu do czasu. Jest ono nadawane w pełni łaski przechowywanej w Panu Jezusie, którym to możemy się rozkoszować w nowej społeczności z Nim każdego dnia. Jest to, tak ważne, aby ta prawda została jasno zrozumiana i utwierdzona w naszych umysłach, że powtórzę ją jeszcze raz. Nic, nie jest w stanie uchronić cię, przed niedbalstwem lub umożliwić prowadzenia żywej, potężnej modlitwy, jak tylko codzienna bliska relacja z Panem Jezusem.

 

Powiedział do swoich uczniów: „Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie (…) Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie (…) Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię i większe nad te czynić będzie” (Jan 14.1,11,12).

 

Pan pragnął nauczyć swoich apostołów, że wszystko czego nauczyli się ze Starego Testamentu dotyczącego mocy, świętości i miłości Boga, musi zostać przekierowane na Niego. Nie mają jedynie uwierzyć w pewne spisane dokumenty, ale w Niego osobiście. Muszą wierzyć, że On jest w Ojcu, a Ojciec w Nim, w takim sensie, że mieli jedno życie, jedną chwałę. Wszystko, co wiedzieli o Chrystusie znajdą w Bogu. Położył duży nacisk na to, ponieważ tylko przez taką wiarę w Niego i Jego Boską chwałę, będą dokonywać uczynków, które On dokonywał, albo nawet większe. Ta wiara doprowadziła ich do poznania, że jak Ojciec i Syn są jedno, tak i oni byli jedno w Chrystusie, a Chrystus był w nich.

 

Jest to intymna, duchowa, osobista, nieprzerwana relacja z Panem Jezusem, która objawia się potężnie w naszym życiu, a szczególnie w naszym życiu modlitewnym. Weźmy to pod uwagę, a zobaczymy, co oznacza: Że wszystkie chwalebne przymioty Boga są w naszym Panu Jezusie Chrystusie. Rozważmy to.

 

1.Boża wszechobecność

 

Bóg wypełnia sobą cały świat i w każdym momencie jest obecny we wszystkim. Podobnie, jak to jest z Ojcem tak i nasz Pan Jezus jest wszędzie obecny, ponad wszystko ze swoimi odkupionymi. To jest jedna z największych i najważniejszych lekcji, których nasza wiara musi się nauczyć. Możemy to jasno zrozumieć z przykładu uczniów Pana Jezusa. Co było swoistym przywilejem apostołów, którzy byli w Jego towarzystwie? Była to radość z obecności Pana Jezusa. To przez to byli zasmuceni na myśl o Jego śmierci, bo byliby pozbawieni tej obecności. Nie byłoby już Go z nimi. W jaki więc sposób Pan Jezus pocieszał ich? Obiecał że Duch Święty z Nieba będzie tak w nich działać, że otrzymają pełnię Jego życia i Jego osobistą obecność, która będzie jeszcze bardziej bliska, intymna i bardziej nierozerwalna niż to, czego doświadczyli kiedy był z nimi na ziemi.

 

Ta wielka obietnica, jest teraz dziedzictwem każdego wierzącego, mimo że tak wielu z nich wie o tym tak mało. Jezus Chrystus, w swej Boskiej osobowości, w swej odwiecznej miłości, która doprowadziła Go na krzyż, pragnie mieć społeczność z nami w każdej chwili i utrzymać nas w radości z tej społeczności. To powinno być wyjaśnione każdemu nowo nawróconemu: „Pan kocha cię tak, że będzie chciał cię bez przerwy mieć blisko siebie, tak żebyś mógł doświadczyć Jego miłości”. To jest to, czego każdy wierzący musi się dowiedzieć, każdy kto poczuł swoją niemoc do życia w modlitwie, do posłuszeństwa, do świętości. Samo to, da nam moc, jako orędownikom, aby podbić świat i zdobywać z niego dusze dla naszego Pana.

 

  1. Wszechmoc Boga

 

Jak wspaniała jest Boża moc! Widzimy to w stworzeniu. Widzimy to w cudach wyzwolenia zapisanych w Starym Testamencie. Widzimy to we wspaniałych dziełach Chrystusa, które Ojciec uczynił w Nim, a przede wszystkim w Jego zmartwychwstaniu. Jesteśmy powołani, aby wierzyć w Syna, tak jak wierzymy w Ojca. Pan Jezus, który w swej miłości jest tak niewypowiedzianie blisko nas, jest tym Wszechmocnym z którym nie ma nic niemożliwego. Cokolwiek może być w naszych sercach lub ciele, co nie podda się nam, On może to zwyciężyć. Wszystkim, co jest obiecane w Słowie Bożym, wszystkim, co jest naszym dziedzictwem, jako dzieci Nowego Przymierza, Wszechmogący Jezus może obdarzyć nas. Jeśli padam przed Nim w komorze, to jestem w kontakcie z wieczną, niezmienną mocą Boga. Jeśli przygotowuję się na dzień Pana Jezusa, to mogę mieć pewność,  że to Jego wieczna wszechmoc, która bierze mnie w opiekę, osiągnie wszystko dla mnie.

 

Och, jeśli tylko poświęcilibyśmy czas na naszą komorę, aby móc doświadczyć w pełni rzeczywistej obecności Wszechmocnego Jezusa! Co za obdarzenie byłoby naszym, przez wiarę! Nieprzerwana społeczność z Wszechmogącym i Wszechobecnym Panem.

 

  1. Święta miłość Boga

 

Oznacza to, że On całym swym sercem, oferuje wszystkie swoje Boskie atrybuty do naszych usług i jest przygotowany do udzielenia nam siebie. Chrystus jest objawieniem Jego miłości. On jest Synem Jego miłości – darem Jego miłości – mocą Jego miłości i ten Jezus, który zawisł na krzyżu, dał przytłaczający dowód Swojej miłości w Swojej śmierci i przelaniu Krwi, tak aby stało się dla nas niemożliwym, aby nie wierzyć w tę miłość – ten Jezus jest tym, który wychodzi na spotkanie z nami w komorze i daje zapewnienie, że nieprzerwana społeczność z Nim jest naszym dziedzictwem, a przez Niego, staje się to naszym doznaniem. Święta miłość Boga, który poświęcił wszystko, aby zwyciężyć grzech i zgładzić go, przychodzi do nas w Chrystusie, aby zbawić nas od wszelkiego grzechu.

 

Bracia, zastanówcie się nad Słowami naszego Pana: „Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie (…) Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie (…) I wy we mnie, a Ja w was” (Jan 14.1,11,20). To jest sekret życia modlitewnego. Spędźcie czas w komorze, aby się uniżyć, wielbić i czekać na Niego, dopóki On nie ujawni się i nie weźmie was w posiadanie i nie poprowadzi, aby pokazać, jak człowiek może żyć i chodzić w społeczności z Niewidzialnym Panem.

 

Czy tęsknisz, aby poznać w jaki sposób możesz zawsze doświadczać uwolnienia od grzechu zaniedbania modlitwy? W tym tkwi sekret. Wierz w Syna Bożego, daj Mu czas w swojej komorze, aby objawił się w swojej zawsze bliskiej obecności, jako Wieczny i Wszechpotężny, z wieczną miłością, który czuwa nad tobą. Doświadczysz tego, czego do tej pory prawdopodobnie nie wiedziałeś – że, co do ludzkiego serca nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1Kor. 2.9).

 

 

 

Rozdział 4

 

SZCZĘŚCIE ZE ZWYCIĘSTWA; BARDZIEJ OBFITE ŻYCIE

 

Jeśli jesteśmy teraz uwolnieni od grzechu zaniedbania modlitwy i już rozumiemy w jaki sposób to uwolnienie może nadal być doświadczane, to w takim razie, co będzie owocem naszej wolności? Ten kto widzi to właściwie, będzie z odnowioną gorliwością i wytrwałością podążał za tą wolnością. Jego życie i doznania będą w rzeczy samej dowodem, iż osiągnął coś, o niewysłowionej wartości. Będzie żywym świadectwem obdarzenia, które przyniosło mu zwycięstwo.

 

Rozważmy:

 

  1. Obdarzenie wynikające z nieprzerwanej społeczności z Bogiem

 

Pomyśl o zaufaniu pokładanym w Ojcu, które zajmie miejsce hańby i samopotępienia, które było wcześniej cechą naszego życia. Pomyśl o głębokiej świadomości, że wszechmocna łaska Boża dokonała czegoś w nas, aby udowodnić, że naprawdę jesteśmy na Jego podobieństwo i jesteśmy przystosowani do życia w jedności z Nim i przygotowani, aby Go wielbić. Pomyśl, jak my, pomimo naszego przekonania o naszej nicości, możemy żyć, jako prawdziwe dzieci Króla, w jedności ze swoim Ojcem i możemy manifestować coś z charakteru naszego Pana Jezusa w świętej społeczności ze swoim Ojcem, którą miał, gdy był na ziemi. Pomyśl, jak w komorze, czas modlitwy może stać się w ogóle najszczęśliwszym dla nas czasem i jak Bóg może nas użyć do wzięcia udziału w realizacji Jego planów i uczynić nas źródłem obdarowania dla świata wokół nas.

 

  1. Moc jaką możemy mieć do pracy, do której zostaliśmy powołani

 

Pastor będzie uczył się otrzymywać swoją wiadomość prawdziwie od Boga, przez moc Ducha Świętego i przekazywać ją w tej mocy do zgromadzenia. Będzie wiedział, gdzie może być napełniony miłością i gorliwością, które umożliwią mu, podczas jego duszpasterskich wizyt spotkanie i pomoc poszczególnym jednostkom, w duchu pełnego miłości współczucia. Będzie mógł powiedzieć razem z Pawłem: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Fil. 4.13). „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37). „W imieniu Chrystusa poselstwo sprawujemy (…) W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (2Kor. 5.20). To nie są próżne marzenia lub projekcje głupiej wyobraźni. Bóg dał nam Pawła jako ilustrację, że jakkolwiek możemy różnić się od niego w darach czy powołaniu, to jednak w wewnętrznym doświadczeniu możemy znać całkowitą wystarczalność łaski, która może zrobić dla nas wszystko, tak jak zrobiła to dla niego.

 

  1. Perspektywa, która otwiera się przed nami na przyszłość

 

To ma być poświęcenie się do wzięcia udziału, jako orędownicy, w wielkim dziele, mający w swoich sercach potrzeby całego Kościoła i świata. Paweł starał się pobudzić ludzi do modlitwy za wszystkich świętych, mówi nam jak bardzo walczył za tych, którzy nie spotkali go jeszcze. Jako człowiek był uzależniony od warunków miejsca i czasu, ale w Duchu miał władzę w imieniu Chrystusa, aby modlić się o obdarzenie dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Zbawicielu.

 

Paweł oprócz życia tu na ziemi w relacji z ludźmi, dalekimi lub bliskimi, żył innym, niebiańskim życiem – pełnym miłości i cudownej mocy, w modlitwie, którą nieustannie ćwiczył. Z trudnością możemy sobie wyobrazić moc, którą Bóg obdarzy, jeśli uwolnimy się od grzechu zaniedbania modlitwy i zaczniemy modlić się ze śmiałością, która sięgnie Nieba i sprowadzi z tamtąd niebiańskie obdarzenie w imieniu Wszechmogącego Chrystusa.

Cóż za perspektywa! Pastor i misjonarze przyprowadzeni przez Bożą łaskę do modlitwy, powiedzmy to sobie drugi raz, z podwójną wiarą i radością! Jak wielką różnicę zrobiłoby to w głoszeniu kazań, w spotkaniu modlitewnym, w społeczności z innymi! Cóż za cudowna moc zstąpiłaby do komory, uświęcona jednością z Bogiem i Jego miłością w Chrystusie! Cóż za wpływ byłby wywarty na wierzących, wzywając ich do pracy orędowniczej! Jak wielce odczuwalny byłby ten wpływ w Kościele i wśród wierzących! Co za moc mogłaby być rozpostarta nad pastorami innych zborów i kto wie jak Bóg mógłby nas użyć dla swojego Kościoła na całym świecie! Czy nie jest to warte poświęcenia wszystkiego, aby prosić Boga, bez przerwy, aby dał nam prawdziwe i pełne zwycięstwo nad grzechem zaniedbania modlitwy, który okrywa nas takim wstydem?

 

Dlaczego piszę teraz te rzeczy i wychwalam tak bardzo radość ze zwycięstwa nad grzechem, który tak łatwo nękał nas i który tak strasznie okradał nas z mocy, którą Bóg dla nas zamierzył? Mogę dać odpowiedź. Znam, aż zbyt dobrze, jak niskie myśli mamy, dotyczące obietnic i mocy Boga, jak skłonni jesteśmy zawsze do cofania się, aby ograniczać moc Bożą i uznawać, że niemożliwym jest dla Niego zrobić rzeczy większe niż widzieliśmy. Wspaniałą rzeczą jest poznanie Boga w nowy sposób, w komorze. To jednak jest dopiero początek. Jest czymś jeszcze większym i bardziej chwalebnym poznać Boga, jako we wszystkim wystarczającego i czekać na Jego Ducha, aby otworzył szeroko nasze serca i umysły, aby otrzymać wspaniałe, nowe rzeczy, którymi naprawdę pragnie obdarzyć tych, którzy na Niego czekają.

 

Celem Boga jest pobudzenie wiary w swoich dzieciach i sługach i pokazanie im, że muszą podjąć trud zrozumienia i polegania na Jego niewysłowionej wspaniałości i wszechmocy, tak, aby mogli wziąć dosłownie i w dziecięcym duchu to słowo: „Temu zaś, który według mocy działającej w nas, potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy, albo o czym myślimy (…) niech będzie chwała (…) na wieki wieków” (Ef. 3.20,21). Och, żebyśmy tylko poznali, co za wspaniałego i potężnego Boga mamy.

 

Ktoś może zapytać: „Czy może ta nuta pewnego zwycięstwa stać się pułapką i doprowadzić do lekkomyślności i dumy?” Niewątpliwie. To, co jest najwyższe i najlepsze na ziemi jest zawsze narażone na nadużycia. Jak więc, możemy być od tego uchronieni? Przez nic bardziej pewnego, jak przez prawdziwą modlitwę, która naprawdę prowadzi nas do kontaktu z Bogiem. Świętość Boga szukana w uporczywej modlitwie, oddzieli nas od naszej grzeszności. Wszechmoc i wspaniałość Boga sprawi, że poczujemy naszą nicość. Społeczność z Bogiem w Jezusie Chrystusie doprowadzi nas do dostrzeżenia, że nie ma w nas żadnej dobrej rzeczy i że możemy mieć społeczność z Bogiem tylko wtedy, gdy nasza wiara uniży nas, jak Chrystus uniżył siebie i gdy prawdziwie żyjemy w Nim, jak On jest w Ojcu.

 

Modlitwa nie jest zaledwie przychodzeniem do Boga, aby o coś prosić. Jest to, ponad wszystko społeczność z Bogiem i poddanie się w moc Jego świętości i miłości, aż weźmie nas w posiadanie i naznaczy całą naszą naturę uniżeniem Chrystusa, które jest sekretem prawdziwego uwielbienia.

 

Tak, tylko w Chrystusie Jezusie zbliżamy się do Ojca, jako ci, którzy umarli w Chrystusie i całkowicie zrezygnowali z własnego życia, jako ci w których żyje On i którym pozwala powiedzieć: „Chrystus żyje we mnie”. To, co mówiliśmy o tym, że Pan Jezus działa w nas, aby uwolnić nas z grzechu zaniedbania modlitwy jest prawdziwe, nie tylko dla początku życia modlitewnego i radości wynikającej z doświadczenia mocy do modlitwy, ale jest prawdziwe dla całego życia modlitewnego. „Przez Niego” mamy dostęp do Ojca. W tym, jak i w całym życiu duchowym, „Chrystus jest wszystkim”. „(…)Nikogo nie widzieli, tylko Jezusa samego” (Mat.  17.8).

 

Niech Bóg wzmocni nas, abyśmy uwierzyli, że zwycięstwo przygotowane dla nas, jest pewne, i że obdarzeniem nas będzie to co do serca człowieka nie wstąpiło! To przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.

 

Nie przychodzi to do nas wszystkich naraz. Bóg ma wielką cierpliwość do swoich dzieci. W naszym powolnym postępie odnosi się do nas z ojcowską cierpliwością. Niech każde dziecko Boga, raduje się we wszystkim, co Słowo Boże obiecuje. Im silniejsza jest nasza wiara, tym jeszcze gorliwiej do końca będziemy pokonywać trudności.

 

Bardziej obfite życie

 

Nasz Pan wypowiedział to słowo w sprawie bardziej obfitego życia, kiedy powiedział, że przyszedł, aby dać życie swoje za owce: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (J 10.10). Człowiek może mieć życie, a jednak z powodu braku pożywienia, lub z powodu choroby, nie może być w obfitości życia lub mocy. To była różnica między Starym i Nowym Testamentem. W poprzednim było tam rzeczywiście życie pod prawem, ale nie obfitość łaski Nowego Testamentu. Chrystus oddał życie za swoich uczniów, ale obfite życie mogło pojawić się tylko dzięki zmartwychwstaniu i darowi Ducha Świętego.

 

Wszyscy prawdziwi chrześcijanie otrzymali życie od Chrystusa. Niestety większa część z nich, nic nie wie o bardziej obfitym życiu, którym jest On gotów obdarzyć. Paweł mówi o tym cały czas. Mówi o sobie, że łaska Boża „stała się bardzo obfita” (1 Tym. 1.14). „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Filip. 4.13). „Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie” (2 Kor. 2.14). „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37).

 

Mówiliśmy o grzechu zaniedbaniu modlitwy, znaczeniu wyzwolenia i o tym, w jaki sposób utrzymać wolność od tego grzechu. To, co zostało powiedziane w tych punktach zawiera się w tej wypowiedzi Chrystusa: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (J. 10.10). Ma to ogromne znaczenie dla nas, aby zrozumieć to bardziej obfite życie, żeby móc jasno zobaczyć, że dla prawdziwego życia w modlitwie koniecznym jest, żebyśmy chodzili w zawsze wzrastającym doświadczeniu tego przepełnionego życia.

 

Jest możliwym dla nas, rozpocząć  walkę z zaniedbaniem modlitwy w zależności od Chrystusa i w szukaniu u Niego wsparcia i ochrony, a jednak zawieść. Tak jest w przypadku, gdy zaniedbanie modlitwy jest postrzegane, jako jeden grzech, przeciwko któremu musimy walczyć. To musi być rozpoznane jako część całego życia w ciele, jako ściśle związane z innymi grzechami, które wypływają z tego samego źródła. Zapominamy, że całe ciało ze wszystkimi jego wadami, czy to objawiającymi się na ciele czy duszy, musi być traktowane jako ukrzyżowane i zostać skazane na śmierć. Nie możemy być zadowoleni ze słabego życia, ale musimy szukać życia obfitego. Musimy poddać się całkowicie, tak aby Duch wziął nas w swoje pełne posiadanie, manifestując takie życie w nas, w którym może zajść całkowita transformacja naszej duchowej istoty, za pomocą której całkowite panowanie Chrystusa i Ducha jest rozpoznawalne.

 

Czym jest to, co szczególnie stanowi te bogate życie? Obfitym życiem jest nic innego, jak Jezus mający pełne panowanie nad naszym całym jestestwem, przez moc Ducha Świętego. Gdy Duch pozwala nam poznawać pełnię Chrystusa i obfite życie, które nam daje, wyrazi się to w trzech aspektach:

 

1.Jako ukrzyżowany

 

Nie tylko, jako ten, który za nas umarł, aby odkupić nasze grzechy; ale jako ten, który wziął nas z sobą na krzyż, abyśmy razem z Nim umarli, a który teraz działa w nas mocą swego krzyża i śmierci. Masz prawdziwą społeczność z Chrystusem, kiedy możesz powiedzieć: „Jestem ukrzyżowany z Chrystusem – On, Ukrzyżowany, mieszka we mnie”. Uczucia i usposobienie, które były w Nim, Jego pokora i posłuszeństwo, aż do śmierci na krzyżu – były tym, co miał na myśli, kiedy mówił o Duchu Świętym: „Z mego weźmie i wam oznajmi” (J. 16.15). Nie jako instrukcję, ale jako dziecięcy udział w tym samym życiu, które było w Nim.

 

Czy pragniesz, aby Duch Święty wziął ciebie w swoje pełne posiadanie, aby sprawić, że ukrzyżowany Chrystus zamieszka w tobie? Zrozum więc, że jest to po prostu koniec dla którego został On wydany i osiągnie On to, na pewno w każdym, kto się Jemu podda.

 

2.Jako zmartwychwstały

 

Pismo często wspomina zmartwychwstanie w powiązaniu z cudownie działającą mocą Bożą, przez którą Chrystus został wskrzeszony z martwych i z której pochodzi zapewnienie o „nadzwyczajnej mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy, dzięki działaniu przemożnej siły Jego, jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził Go z martwych” (Ef. 1.19,20). Nie miń tych słów w pospiechu. Wróć i przeczytaj je jeszcze raz i naucz się ważnej lekcji, że jakkolwiek bezsilnym i słabym się czujesz to wszechmoc Boga działa w tobie i jeśli tylko uwierzysz, da ci w codziennym życiu udział w zmartwychwstaniu swego Syna.

 

Tak, Duch Święty może cię napełnić radością i zwycięstwem zmartwychwstania Chrystusa, jako mocą w codziennym życiu, pośród prób i pokus tego świata. Niech krzyż uniży cię do śmierci. Bóg wypracuje niebiańskie życie w tobie przez swego Ducha. Ach, jak mało zrozumieliśmy, że jest to całkowicie dziełem Ducha Świętego, aby uczynić nas uczestnikami Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego oraz w celu dostosowania nas do Jego życia i śmierci!

 

3.Jako uwielbiony

 

Uwielbiony Chrystus jest tym, który chrzci Duchem Świętym. Sam Pan Jezus został ochrzczony Duchem, ponieważ uniżył się i przyjął Janowy chrzest pokuty – chrzest dla grzeszników – w Jordanie.

Wtedy, gdy wziął na siebie pracę odkupienia, otrzymał Ducha Świętego, aby przystosował Go do zadania trwającego od tej godziny, aż do krzyża gdzie „ofiarował samego siebie bez skazy Bogu” (Hebr. 9.14). Czy pragniesz, aby uwielbiony Chrystus ochrzcił cię Duchem Świętym? Ofiaruj się więc dla Niego na służbę, do dalszego rozwoju wielkiego dzieła uczenia grzeszników o miłości Ojca.

 

Bóg pomaga nam zrozumieć, jak ważną rzeczą jest otrzymać Ducha Świętego z mocą od uwielbionego Jezusa! To oznacza gotowość – tęsknotę duszy – do pracy dla Niego, a jeśli zajdzie taka potrzeba, aby cierpieć za Niego. Poznałeś i pokochałeś swego Pana, pracowałeś dla Niego i miałeś powodzenie w tej pracy, ale Pan ma więcej do obdarowania. On może więc pracować w nas i w naszych braciach wokół i w pastorach zborów przez moc Ducha Świętego, tak aby napełnić nasze serca cudownym uwielbieniem.

 

Czy uchwyciłeś to mój czytelniku? Obfite życie nie jest niczym więcej, ani mniej niż pełnią życia Chrystusa jako ukrzyżowanego, zmartwychwstałego i uwielbionego, który chrzci Duchem Świętym i objawia się w naszych sercach i żyje jako Pan wszystkiego w nas.

 

Niedawno przeczytałem wyrażenie: „Żyj w tym, co musisz”. Nie żyj w swojej ludzkiej wyobraźni tym co jest możliwe. Żyj w Słowie – w miłości i nieskończonej wierności Pana Jezusa. Nawet jeśli jest to powolne i wielu się potyka, to wiara, która zawsze dziękuje Panu, nie za przeżycia, ale za obietnice, na których można polegać – staje się coraz silniejsza, ciągle wzrasta w radosnej pewności, że sam Bóg będzie doskonalił swoje dzieło w nas.

 

 

Rozdział 5

 

PRZYKŁAD NASZEGO PANA

 

Połączenie między życiem modlitewnym, a życiem w Duchu jest bliskie i nierozerwalne. To nie wystarcza, że otrzymamy Ducha Świętego przez modlitwę, życie w Duchu wymaga, jako niezbędnej rzeczy, ciągłego życia w modlitwie. Mogę być stale prowadzony przez  Ducha Świętego tylko wtedy, gdy ciągle oddaję się modlitwie.

 

To było bardzo widoczne w życiu naszego Pana. Badanie Jego życia daje nam wspaniały wgląd w moc i świętość modlitwy. Rozważmy Jego chrzest. To wtedy, kiedy został ochrzczony i modlił się, niebo otworzyło się i Duch Święty zstąpił na Niego. Bóg pragnął ukoronować poddanie się Chrystusa zanurzeniu w chrzest dla grzeszników w Jordanie, darem Ducha Świętego do pracy, którą miał wykonać. Nie miałoby to jednak miejsca, gdyby się nie modlił. Z udziałem modlitwy Duch Święty zstąpił na Niego, aby wyprowadzić Go na pustynię i spędzić tam 40 dni w modlitwie i poście. Otwórz Marka 1.32-35: „I gdy nadszedł wieczór i zaszło słońce, przynosili do Niego wszystkich, którzy się źle mieli i opętanych przez demony. I całe miasto zgromadziło się u drzwi (…) A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce i tam się modlił”.

 

Praca za dnia i wieczorami wyczerpywała Go. Podczas uzdrawiania chorych i wypędzania  demonów, moc wychodziła od Niego. Podczas, gdy inni spali, odchodził na ubocze, aby się modlić i odnawiać siły w jedności z Ojcem, potrzebował tego, w przeciwnym razie nie byłby gotowy na kolejny dzień. Święte dzieło uwalniania dusz spod władzy diabła, wymaga ciągłego odnawiania, przez społeczność z Bogiem.

 

Pomyśl jeszcze raz o powołaniu apostołów, jak podano w Łukasza 6.12,13: „I stało się w tych dniach, że wyszedł na górę, aby się modlić i spędził noc na modlitwie do Boga. A gdy nastał dzień, przywołał uczniów swoich i wybrał z nich dwunastu, których też nazwał apostołami”. Czy nie jest jasne, że jeśli ktoś chce czynić dzieło Boga, to musi spędzać czas w społeczności z Nim, aby otrzymać Jego mądrość i moc? Ta zależność i bezradność, której to jest dowodem, otwiera drogę i daje Bogu możliwość do ujawnienia Jego mocy. Jak ogromne znaczenie miało wybranie apostołów do wykonania dzieła Chrystusa, dla wczesnego Kościoła i po wszystkie czasy! Miało to Boże prowadzenie i pieczęć; odcisk modlitwy był na tym.

 

Przeczytaj Łukasza 9.18,20: „I stało się, gdy modlił się na osobności, że byli razem z nim uczniowie i zapytał ich tymi słowy: Za kogo mają mnie ludzie? (…) I rzekł do nich: A wy za kogo mnie macie? A Piotr odpowiedział, mówiąc: „Za Chrystusa, Syna Bożego”. Pan modlił się, aby Ojciec mógł objawić im, kim On był. Odpowiedzią na modlitwę było to, że „Wybrał dwunastu, których nazwał apostołami”. A gdy Piotr powiedział: „Za Chrystusa, Syna Bożego”, Jezus rzekł mu: „Nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mat. 16.17). To wielkie wyznanie było owocem modlitwy.

 

Przeczytaj dalej Łukasza 9.28-35: „Zabrał z sobą Piotra i Jana, i Jakuba i wszedł na górę, aby się modlić. A gdy się modlił, wygląd oblicza Jego odmienił się, a szata Jego stała się biała i lśniąca (…) A z obłoku odezwał się głos: Ten jest Syn mój wybrany, tego słuchajcie”. Chrystus pragnął, aby dla wzmocnienia ich wiary, Bóg mógł dać im zapewnienie z Nieba, że On jest Synem Bożym. Modlitwą wysłuchaną zarówno dla Pana Jezusa, jak i Jego uczniów było to, co się wydarzyło na Górze Przemienienia.

 

Czy nie staje się jeszcze bardziej jasnym, że to, co Bóg chce osiągnąć na ziemi wymaga modlitwy jako nieodłącznego warunku spełnienia się tego? Jest to jedyna droga dla Chrystusa i wierzących. Serce i usta otwarte w stronę Nieba w modlitwie z wiarą, z pewnością nie zaznają wstydu.

 

Przeczytaj Łukasza 11.1,13: „A gdy On w pewnym miejscu modlił się i zakończył modlitwę, ktoś z jego uczniów rzekł do Niego: „Panie, naucz nas modlić się” i wtedy dał im tą niewyczerpaną modlitwę: „Ojcze nasz, który jesteś w Niebie.” Pokazał w niej, co działo się w Jego sercu, kiedy modlił się, żeby imię Boga było uświęcone, i aby nastało Jego Królestwo, a Jego wola była wypełniona, a wszystko to „jako w Niebie, tak i na ziemi”. Jak może się to wszystko spełnić? Przez modlitwę. Ta modlitwa została wypowiedziana w ciągu wieków przez niezliczone miliony, dla ich niewysłowionego pocieszenia. Nie zapominajmy jednak, że to powstało z modlitwy naszego Pana Jezusa. Modlił się i dlatego potrafił dać tak cudowną odpowiedź.

 

Przeczytaj Jana 14.16: „Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela”. Całe obdarzenie płynące z Nowego Testamentu, jak i cudowne wylanie Ducha Świętego, jest wynikiem modlitwy Pana Jezusa. To tak, jakby Bóg wycisnął na darze Ducha Świętego taką pieczęć, że w odpowiedzi na modlitwę Pana Jezusa, a później Jego uczniów, Duch Święty z pewnością przyjdzie. Ale stanie się to w odpowiedzi na modlitwę, taką jak miał Pan Jezus, w której poświęcił czas, aby być sam na sam z Bogiem i w tej modlitwie ofiarować się Jemu całkowicie.

 

Przeczytaj Jana 17, arcykapłańską, najświętszą modlitwę! Tu Syn modli się najpierw za siebie, żeby Ojciec uwielbił Go (dając Mu siły na krzyż, wskrzeszając Go z martwych, ustanawiając po swojej prawicy). Te wielkie rzeczy nie mogły się wydarzyć inaczej, jak tylko przez modlitwę. Modlitwa ma moc osiągnięcia ich.

 

Następnie modlił się za swoich uczniów, żeby Ojciec zachował ich od złego, zachował ich od świata i poświęcił ich w prawdzie. Dalej modlił się za wszystkich tych, którzy przez ich słowo uwierzą w Niego, aby byli jedno w miłości, jak Ojciec i Syn są jedno. Ta modlitwa daje nam wgląd we wspaniałą relację między Ojcem i Synem i uczy nas, że wszelkie dary z Nieba przychodzą nieustannie przez modlitwę tego, który jest po prawicy Boga i nieustannie wstawia się za nami. Uczy nas to również, że wszystkie dary muszą być w ten sam sposób pożądane i proszone przez nas. Cała natura i chwała Bożego obdarzenia zawiera się w tym – musi być ono osiągnięte w odpowiedzi na modlitwę, przez serce całkowicie Jemu poddane, które wierzy w moc modlitwy.

 

Teraz dochodzimy do najbardziej niezwykłego przykładu ze wszystkich. W Getsemane widzimy, że nasz Pan, zgodnie z Jego stałym zwyczajem, naradzał się i planował z Ojcem dzieło, które miał wykonać na ziemi. Najpierw prosił Go w agonii i w krwawym pocie, aby ten kielich mógł Go minąć; kiedy zrozumiał, że to nie może się stać, prosił o siłę aby go wypić i poddał się w tych słowach: „Niech się stanie Twoja wola”. Był w stanie, pełen odwagi, spotkać wroga i w mocy Boga wydać się na śmierć krzyżową. On się modlił.

 

Och, co sprawia, że Boże dzieci mają tak mało wiary we wspaniałość modlitwy, jako potężnej mocy do poddania naszej własnej woli Bogu, jak również do zdecydowanego i pewnego wykonania dzieła Bożego, pomimo naszych wielkich słabości? Lepiej nauczmy się od naszego Pana Jezusa, że niemożliwym jest chodzenie z Bogiem, osiągnięcie obdarzenia lub prowadzenia, czy też wykonywania Jego dzieła w radości, owocnie; będąc z dala od bliskiej, nieprzerwanej społeczności z Nim, który jest zawsze żywym źródłem życia duchowego i mocy!

 

Niech każdy chrześcijanin zastanowi się nad tym prostym studium życia modlitewnego naszego Pana Jezusa i w modlitwie o poprowadzenie Ducha Świętego, usiłuje ze Słowa Bożego, poznać, jakim jest życie, którym Pan Jezus Chrystus obdarza i podtrzymuje w wierzącym. Jest ono niczym innym, jak życiem każdego dnia w modlitwie. Niech każdy pastor rozpozna, jak całkowicie bezużytecznym jest staranie się wykonać pracę naszego Pana w każdy inny sposób od sposobu, w jaki On to wykonał. Zacznijmy jako robotnicy, wierzyć, że jesteśmy uwolnieni od spraw tego świata, tak, aby móc, ponad wszystko mieć czas, by w imieniu naszego Zbawcy i z Jego Duchem, w jedności z Nim, prosić i otrzymywać obdarzenia dla świata.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018

 

PRZEDMOWA

 

Kilka słów w odniesienia  do pochodzenia tej książki i celu w którym została ona napisana, pomoże czytelnikowi zająć właściwą pozycję w zrozumieniu jej nauczania.

 

Było ona wynikiem konferencji pastorów w Stellenbosch, Republika Południowej Afryki, kwietnia 11-14,1912. Powód konferencji był następujący: Prof. de Vos, z naszego Seminarium Teologicznego, napisał list do pastorów naszego kościoła (Holenderskiego Kościoła Reformowanego) dotyczący niskiego stanu życia duchowego, który cechuje na ogół, Kościół na całym świecie i który to stan,  powinien prowadzić do zbadania, jak daleko, to twierdzenie dotyczy również naszego kościoła. To, co zostało powiedziane w książce „Stan Kościoła” wezwało go do głębokiego zbadania serca. Uważał, że nie może być żadnych wątpliwości, co do prawdziwości tego twierdzenia w odniesieniu do braku mocy duchowej. Zapytał, czy nie jest to czas dla nas, aby się spotkać i w obecności Boga, dowiedzieć się, co może być przyczyną tego zła. Pisał: „Gdy tylko zbadamy warunki w całkowitej szczerości, będziemy musieli przyznać, że nasza niewiara i grzech są przyczyną braku duchowej mocy; że ten stan jest grzechem i winą przed Bogiem i niczym innym jak  bezpośrednim powodem zasmucenia Ducha Bożego”.

 

Jego zaproszenie spotkało się z serdecznym przyjęciem. Naszych czterech profesorów teologii wraz z więcej niż dwustoma pastorami, misjonarzami i studentami teologii, spotkało się w celu rozważenia powyższego zagadnienia. Od samego początku, w przemówieniach panowała atmosfera wyznawania win, jako jedyna droga do pokuty i odnowienia. Na kolejnym posiedzeniu została dana możliwość do złożenia świadectwa, o tym, co takiego może być grzechami, które sprawiły, że życie Kościoła jest tak słabe. Niektórzy zaczęli wspominać słabości, które widzieli w innych pastorach, zarówno w prowadzeniu Zboru, jak i w doktrynie, bądź służbie. Wkrótce stało się jasne, że nie był to właściwy sposób; każdy musiał uznać, to w czym, on sam był winny.

 

Pan łaskawie tak pokierował tym, że byliśmy stopniowo prowadzeni do grzechu zaniedbania modlitwy, jako jednego z najgłębszych korzeni zła. Nikt nie mógł przyznać, że jest wolny od niego. Nic tak nie pokazuje wadliwego życia duchowego pastora i zgromadzenia, jak brak nieustannej i pełnej wiary modlitwy. Modlitwa wszakże jest pulsem życia duchowego. Jest to wspaniały sposób sprowadzenia dla pastora i ludzi obdarzenia oraz mocy z Nieba. Wytrwała modlitwa z wiarą oznacza obfite życie duchowe.

 

Podczas gdy, duch wyznawania grzechów zaczął dominować, pojawiło się pytanie, czy byłoby to rzeczywiście możliwe, aby oczekiwać odniesienia zwycięstwa nad wszystkim, co w przeszłości utrudniało nam życie  modlitewne. Na mniejszych konferencjach organizowanych wcześniej, stwierdzono już, że wielu bardzo pragnęło rozpocząć na nowo życie modlitewne, a jednak nie mieli odwagi, by oczekiwać, że będą w stanie utrzymać to życie modlitewne, mimo że wiedzieli, że jest  ono zgodne ze Słowem Bożym. Często podejmowali próby, jednak zawiedli w nich. Dlatego nie ośmielili się złożyć żadnej obietnicy Panu, aby żyć i modlić się jak On by tego od nich chciał; czuli, że jest to niemożliwe. Takie wyznania stopniowo doprowadziły do odkrycia wspaniałej prawdy, że jedyną mocą do nowego życia modlitewnego jest znalezienie się w całkowicie nowej relacji z naszym błogosławionym Zbawcą. Tak się dzieje, gdy widzimy w Nim Pana, który zbawia nas z grzechu – również z grzechu zaniedbania modlitwy – a nasza wiara poddaje się życiu w bliższym obcowaniu z Nim, wtedy życie w Jego miłości i społeczności, uczyni modlitwę do Niego, naturalnym wyrażeniem naszej duszy. Zanim się rozstaliśmy, wielu było w stanie wyznać, że powracali z nowym światłem i nową nadzieją, aby znaleźć w Jezusie Chrystusie siłę do nowego życia modlitewnego.

 

Wielu czuło, że to był dopiero początek. Byli świadomi tego że szatan, który tak długo panował w komorze, będzie dokładał wszelkich starań, aby swoimi pokuszeniami poddać ich na nowo pod moc ciała i świata. Zrozumieli że nic, nigdy, oprócz nauczania i społeczności samego Chrystusa, nie mogło dać im mocy, aby dochować wierności życia w modlitwie.

 

Odczuwano potrzebę stworzenia sprawozdania tych prawd, z którymi mieliśmy do czynienia podczas konferencji, aby przypomnieć tym, którzy byli obecni, to czego się nauczyli i to co pomogłoby im podążać za życiem modlitewnym, które jest tak niezbędne do powodzenia w działaniach pastorów. Było to również potrzebne dla tych, którzy nie mogli przybyć i dla starszych w naszym kościele, którzy w wielu przypadkach odczuwali głębokie zainteresowanie w dowiedzeniu się, tego, co było powodem, że ich pastorowie wyjechali z domu.

 

Wczesne kopie tej książki były rozesłane z myślą, że jeśli przywódcy kościoła, pastorowie i starsi zaczną dostrzegać, że w pracy duchowej wszystko jest zależne od modlitwy i że sam Bóg jest pomocnikiem tych, którzy czekają na Niego, to rzeczywiście byłby to dzień nadziei dla naszego Kościoła. Równocześnie zamierzone to było dla wszystkich wierzących, którzy tęsknią za życiem w większym oddzieleniu dla Pana. Dla wszystkich, którzy chcą się modlić więcej i lepiej, w celu wskazania im na chwałę Boga w komorze i na sposób w jaki ta chwała może spocząć na ich duszy.

 

Gdy po raz pierwszy zostałem zapytany o przetłumaczenie tej książki na angielski, czułem, jakby jej kompozycja była zbyt pośpieszna, a jej ton wynikał z bliskiej łączności ze spotkaniem, które się odbyło, była zbyt potoczna, aby mogła wzbudzić zainteresowanie. A moje ograniczone siły, sprawiły niemożliwym dla mnie, myślenie o napisaniu jej od nowa. Jednakże, kiedy mój przyjaciel  Wielebny W. M. Douglas, zapytał o pozwolenie przetłumaczenia jej, dałem mu swoją zgodę. Jeśli Bóg chciał przekazać wiadomość przez tą książkę, do któregokolwiek ze swoich sług, uznałbym za zaszczyt, móc opowiedzieć, co On uczynił tu w naszym kościele, jako sugestię tego, co On może uczynić w innych kościołach.

 

Zakończę pozdrowieniami do wszystkich sług Ewangelii i do członków kościoła, którzy mogą czytać tą książkę. Modlę się gorąco, aby łaska Boża, która tak jasno wykształtowała w nas przekonanie o grzechu oraz uznanie wielkiej potrzeby i bezradności, a potem dała wizję i wiarę w to, co może uczynić Chrystus, dla tych, którzy Mu ufają; aby mogła dać więcej niż jednemu, którzy ją czytają, odwagę, naradzić się z braćmi i szukać oraz utrzymać pełną społeczność z Bogiem w modlitwie, która jest istotą życia chrześcijańskiego. Zostało powiedziane: „Że tylko niemodlący się, są zbyt dumni, by przyznać się do zaniedbania modlitwy”. Uwierzmy, że jest tam wiele serc czekających na zaproszenie zachęcające ich do szczerego wyznania swoich niedociągnięć i braków, jako jedynego, ale za to, pewnego sposobu na powrót i odbudowę Bożej przychylności i doświadczenia tego, co On uczyni w odpowiedzi na modlitwę.

 

Pragnę jeszcze coś dodać w odniesieniu do „Pięćdziesiątniczych spotkań modlitewnych” odbywającego się w naszym kościele. Miały one bardzo interesujące i ważne miejsce w naszej pracy. W czasie wielkiego Przebudzenia w Ameryce i Irlandii w 1858 oraz w kolejnych latach, niektórzy z naszych starszych pastorów wydali okólnik przynaglający kościoły do modlitwy o to, żeby Bóg również mógł i nas nawiedzić. W 1860 roku przebudzenie pojawiło się w różnych parafiach. W kwietniu 1861 było bardzo wielkie zainteresowanie widoczne w Paarl, w jednym z naszych najstarszych zborów. Podczas tygodnia poprzedzającego Zielone Świątki, pastor, który zwykle głosił tylko raz w niedzielę, ogłosił, że po południu odbędzie się publiczne spotkanie modlitewne. Ta sposobność wzbudziła wielkie zainteresowanie i wiele serc było bardzo poruszonych. Jako jeden z rezultatów, pastor zasugerował, żeby w przyszłości te dziesięć dni pomiędzy Wniebowstąpieniem a Zielonymi Świątkami przeznaczyć na codzienne spotkania modlitewne. Miało to miejsce następnego roku. Obdarzenie wtedy uzyskane było takie, że wszystkie sąsiednie zbory, podjęły sugestię i teraz przez pięćdziesiąt lat, te dziesięć dni modlitwy, zaobserwowano w całym kościele. Każdego roku uwagi były wystosowywane, jako tematy przemówień i modlitw, a rezultatem doznanym, przez cały nasz kościół, było nauczenie chrześcijan, o tym, co Słowo Boże mówi odnośnie Ducha Świętego i zauważalne poruszenie, aby szukać i poddać się Jego błogosławionemu prowadzeniu. Te dziesięć dni często okazywały się szansą do szczególnego starania o nienawróconych i do częściowego przebudzenia. Stały się one ośrodkami niewysłowionego obdarzenia u czołowych pastorów i ludzi, tak że rozpoznali miejsce, które Duch Święty powinien mieć, jako wykonawca Boga, w sercu wierzącego, w kontakcie z duszami i w uświęceniu do służby dla Królestwa.

 

Ciągle wprawdzie, jeszcze bardzo wiele brakuje nam do pełnej wiedzy i mocy Ducha Świętego, ale czujemy wdzięczność Bogu za to, co On uczynił przez prowadzenie nas, aby poświęcić te dziesięć dni specjalnej modlitwie dla poruszenia Ducha Świętego.

 

Napisałem to z myślą, że może będą tacy, którzy będą szczęśliwi mogąc wiedzieć o tym i w swoim otoczeniu zjednoczą się w przestrzeganiu tego.

 

Rozdział 1

GRZECH  I PRZYCZYNA ZANIEDBANIA MODLITWY

Jeśli sumienie ma wykonać swoją pracę, a skruszone serce ma poczuć swoją nędzę, konieczne jest, aby każdy z nas nazwał  swój grzech po imieniu. Wyznanie musi być dogłębne i osobiste. Na spotkaniu pastorów nie ma prawdopodobnie innego grzechu, do którego każdy z nas powinien się przyznać  z większym wstydem jako winny, niż grzech zaniedbania modlitwy.

Co więc sprawia, że zaniedbanie modlitwy jest, aż tak poważnym grzechem? Na pierwszy rzut oka wygląda to prawie, jak słabość. Tyle się mówi o braku czasu i o różnych rozkojarzeniach, że wina w całej sytuacji nie jest rozpoznawana. Niech stanie się to naszym szczerym pragnieniem na przyszłość, aby grzech zaniedbania modlitwy, był dla nas uważany prawdziwie za grzech. Rozważmy:

  1. Jakim jest to odstępstwem od Boga

Święty i godzien najwyższej chwały Bóg zaprasza nas do przyjścia do Niego, do rozmowy z Nim, do wołania o rzeczy, których potrzebujemy i do poznania, jakim błogosławieństwem (szczęściem) jest społeczność z Nim. On nas stworzył, a my możemy znaleźć w Nim naszą największą chwałę i zbawienie.

Jaki użytek zrobimy z tego niebiańskiego przywileju? Ilu jest takich, którzy poświęcają tylko pięć minut na modlitwę! Mówią, że nie mają czasu, ani pragnienia w sercu, aby się modlić; nie wiedzą, jak spędzić pół godziny z Bogiem! To nie jest tak, że oni absolutnie się nie modlą; modlą się każdego dnia, ale nie mają radości z modlitwy, jako wyrazu jedności z Bogiem, która pokazuje, że Bóg jest wszystkim dla nich.

Jeśli przyjaciel przyjdzie do nich w odwiedziny, mają czas, znajdują go, nawet gdyby musieli coś poświęcić, byle tylko nacieszyć się rozmową z nim. Tak, mają czas na wszystko, co ich naprawdę interesuje, ale nie, aby ćwiczyć się w społeczności z Bogiem i rozkoszować się Nim. Znajdują czas na coś, co może im służyć, ale dzień po dniu, miesiąc po miesiącu mija, a oni nie potrafią znaleźć czasu, aby spędzić  godzinę z Bogiem.

Czy nasze serca nie zaczynają zauważać jaką hańbą i pogardą wobec Boga jest to, że śmiemy powiedzieć, że nie potrafimy znaleźć czasu na społeczność z Nim? Jeśli zaczynamy jasno widzieć w nas ten grzech, to czy nie będziemy z głębokim wstydem wołać: „Biada mi, bo jestem zgubiony, O Boże; miej litość dla mnie i wybacz ten straszny grzech”. Rozważmy to dalej:

  1. Jest to przyczyna ubogiego życia duchowego

Jest to dowód, że w przeważającej części, nasze życie jest nadal w mocy „ciała”. Modlitwa jest pulsem życia; przez zbadanie pulsu, lekarz może powiedzieć, jaki jest stan serca. Grzech zaniedbania modlitwy jest dowodem dla chrześcijanina, a w tym i pastora, że życie Boże w duszy człowieka jest w śmiertelnej chorobie i słabości.

Wiele zostało powiedziane o słabości Kościoła w wypełnianiu swojego powołania, aby wywierać wpływ na swoich członków w celu uwolnienia ich spod władzy świata i dostosowania ich do świętego życia oddanego Bogu. Wiele również, powiedziano o obojętności wobec milionów pogan, których Chrystus powierzył Kościołowi, aby ten mógł  dać im poznać miłość i zbawienie Chrystusowe. Co takiego jest powodem, że wiele tysięcy chrześcijańskich robotników na świecie nie wywiera większego wpływu na pogan? Nic innego jak – zaniedbanie modlitwy w ich służbie. Pośród całej swej gorliwości w badaniu Pisma oraz w działalności Kościoła i mimo całej wierności w głoszeniu i rozmowach z ludźmi, oni nie mają nieustannej modlitwy, która ma dołączone obietnice Ducha i moc z wysokości. Jest to nic innego, jak grzech zaniedbania modlitwy, który jest przyczyną braku silnego duchowego życia! Rozważmy to dalej:

  1. Straszna strata, którą Kościół cierpi wskutek zaniedbania modlitwy przez pastora

W interesie pastora leży szkolenie wiernych do życia w modlitwie, ale jak może lider to robić, jeżeli sam tylko trochę rozumie sztukę rozmowy z Bogiem i otrzymywania od Ducha Świętego, na co dzień obfitej łaski z Nieba, dla siebie i swojej pracy? Nie może on z entuzjazmem wskazać drogi, czy wyjaśnić działania skoro sam nią nie idzie.

Ile jest tysięcy chrześcijan, którzy nie wiedzą prawie nic o radości społeczności z Bogiem w  modlitwie? Ilu jest takich, którzy wiedzą coś o tym i wyczekują dalszego wzrostu tej wiedzy, ale w głoszeniu Słowa nie mają uporczywego dążenia, aby osiągnąć potrzebne ku temu obdarzenie. Powód jest prosty, pastor rozumie tylko trochę z sekretu potęgi modlitwy i nie daje modlitwie miejsca w swojej służbie, które naturalnie w tej sprawie i w woli Boga, jest nieodzownie konieczne. Och, jaką różnicę powinniśmy zauważyć w naszych zborach, gdyby pastorzy mogli dostrzec we właściwym świetle grzech zaniedbania modlitwy i uwolnić się od niego! Rozważmy to dalej:

  1. Niemożność głoszenia Ewangelii wszystkim ludziom (jak to nam Chrystus nakazał robić) tak długo jak ten grzech nie zostanie pokonany i usunięty

Wielu uważa, że ogromną potrzebą misji jest pozyskanie mężczyzn i kobiet, którzy oddadzą się Panu, aby walczyć w modlitwach o zbawienie dusz. Uważa się również, że Bóg jest chętny i zdolny uratować i obdarzać błogosławieństwem (szczęściem) świat, który On odkupił,  gdyby jego ludzie chcieli i byli gotowi, aby zanosić do Niego dniem i nocą wołania. Jak może zgromadzenie być do tego doprowadzone, chyba że nastąpi najpierw całkowita zmiana wśród pastorów i że zaczną zauważać, jak niezbędną rzeczą jest: nie głoszenie, nie duszpasterskie wizyty, nie działalność kościoła, ale społeczność z Bogiem w modlitwie, tak długo, aż nie zostaną oni przyobleczeni mocą z wysokości.

Och, żeby te wszystkie myśli i praca, oraz oczekiwania dotyczące Królestwa mogły doprowadzić nas do dostrzeżenia grzechu zaniedbania modlitwy! Boże pomóż nam to wykorzenić! Boże wybaw nas z tego przez Krew i moc Jezusa Chrystusa! Boże naucz każdego sługę dostrzegać, jak wspaniałe miejsce mógłby zająć, jeśli najpierw zostałby uwolniony od tego korzenia zła; tak, że z odwagą i radością, w wierze i wytrwałości  mógłby podążać za swoim Bogiem.

Grzech zaniedbania modlitwy! Pan położył na naszych sercach brzemię tego grzechu, tak ciężkie, że nie będziemy mieli odpocznienia dopóty, dopóki nie zostanie ono zabrane daleko od nas w mocy imienia  Jezusa , On uczyni  to możliwym dla nas.

Świadek z Ameryki

W 1898 roku, było dwóch członków prezbiterium w Nowym Jorku, którzy uczestniczyli w konferencji Northfield dla pogłębienia życia duchowego. Powrócili oni do pracy z nowym zapałem. Starali się doprowadzić do ożywienia w całym prezbiterium. W spotkaniu które poprowadzili, przewodniczący zapytał braci o ich życie modlitewne: „Bracia” powiedział „zróbmy dziś wyznanie przed Bogiem i przed sobą nawzajem. To nam pomoże. Niech każdy kto spędza pół godziny każdego dnia z Bogiem w zawiązku z jego pracą w Kościele  podniesie rękę w górę?” Jedna ręka została podniesiona. Pytał dalej: „Wszyscy, którzy w ten sposób spędzacie 15 min podnieście rękę.” Nawet nie połowa rąk była podniesiona. Następnie powiedział : „Modlitwa to siła robocza Kościoła Chrystusa, a połowa robotników prawie z niej nie korzysta! Wszyscy, którzy spędzają 5 min niech podniosą rękę.” Wszystkie ręce poszły w górę. Ale jeden człowiek przyszedł później z wyznaniem, że nie był pewien, czy spędzał każdego dnia choćby pięć minut w modlitwie. „To jest,” powiedział, „przerażające objawienie jak mało czasu spędzam z Bogiem.”

Przyczyny zaniedbania modlitwy.

W spotkaniu modlitewnym starszych jeden brat postawił pytanie: „Co zatem jest przyczyną tak wielkiego zaniedbania modlitwy? Czyż nie jest to niewiara?”

Odpowiedzią było: „Z pewnością; ale za tym przychodzi pytanie, co jest przyczyną braku wiary?” Kiedy apostołowie zapytali Pana Jezusa: „Dlaczego my nie mogliśmy wypędzić demona?” Jego odpowiedzią było: „Przez wasze niedowiarstwo.” Wyjaśnił dalej: „Ale ten rodzaj nie wychodzi inaczej, jak tylko przez modlitwę i post.” (Mat. 17.19-21). Jeśli życie nie jest zaparciem się samego siebie – postem –  czyli porzuceniem tego świata; modlitwą – czyli uchwyceniem się Nieba, to wiara nie może być ćwiczona. W życiu według ciała, a nie według ducha znajdujemy źródło zaniedbania modlitwy, na które narzekamy. Gdy wyszliśmy ze spotkania jeden brat powiedział do mnie: „Na tym polega cała trudność, że pragniemy modlić się w Duchu i w tym samym czasie chodzić w ciele, a to jest nie możliwe.”

Jeśli ktoś jest chory i pragnie wyleczenia, priorytetem jest znalezienie prawdziwej przyczyny choroby. Jeżeli dana przyczyna nie zostanie rozpoznana, a uwaga skierowana zostaje do podrzędnych lub domniemanych, ale nie rzeczywistych przyczyn, wtedy uzdrowienie nie wchodzi w rachubę. W podobny sposób jest niezwykle ważnym dla nas, aby uzyskać prawidłowy wgląd w przyczyny tego smutnego stanu martwoty i niepowodzenia w komorze modlitwy, która powinna być tak błogosławionym miejscem dla nas. Starajmy się w pełni  zdać sobie sprawę z tego, co jest korzeniem tego zła.

Pismo uczy, że istnieją tylko dwa możliwe stany dla chrześcijanina. Jeden to chodzenie według Ducha, a drugi to chodzenie według ciała. Te dwie siły są ze sobą w konflikcie nie do pogodzenia. Okazuje się więc w przypadku większości chrześcijan, że podczas gdy my dziękujemy Bogu, że są oni nowo narodzeni z Ducha i że otrzymali dar życia Bożego – to ciągle jednak ich zwykłe, codzienne życie nie jest przeżywane według Ducha, lecz według ciała. Paweł napisał do Galacjan: „Czy aż tak nierozumni jesteście? Rozpoczęliście w duchu, a teraz na ciele kończycie?” (Gal 3.3). Ich służba opierała się na cielesnych zewnętrznych zabiegach. Oni nie rozumieli, że gdy dopuszcza się wpływ „ciała” w służbie Bogu, prowadzi to wkrótce do jawnego grzechu.

Paweł wspomina jako efekt „ciała” nie tylko takie grzechy, jak cudzołóstwo, morderstwo, pijaństwo, ale również grzechy codziennego życia – gniew, spór, wrogość, zazdrość; napomina on więc: „Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej (…)   Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal 5.16, 25.). Duch musi być uhonorowany nie tylko, jako autor nowego życia, ale również jako lider i dyrektor całej naszej pielgrzymki. W przeciwnym razie jesteśmy, jak to nazwał apostoł –„cieleśni.”

Większość chrześcijan posiada niewielkie zrozumienie tego tematu. Oni nie mają rzeczywistej wiedzy o głębokiej grzeszności i bezbożności tej cielesnej natury, która do nich należy i której podświadomie ustępują. „Bóg (…) potępił grzech w ciele” (Rzym. 8.3) – w krzyżu Chrystusa. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami” (Gal. 5.24). „Ciała” nie da się poprawić lub uświęcić. „Zamysł ciała jest wrogi Bogu; bo nie podlega zakonowi Bożemu, bo też nie może” (Rzym. 8.7). Nie ma innego sposobu radzenia sobie z „ciałem grzechu” niż jak to zrobił Chrystus, niosąc je na krzyż. „Nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany” (Rzym. 6.6); wiec my przez wiarę również krzyżujemy je, uważamy i traktujemy je, jako przekleństwo, które znajduje właściwe miejsce na przeklętym krzyżu.

Wielce zasmuca fakt, jak wielu jest chrześcijan, którzy rzadko myślą i mówią szczerze o głębokiej i niezmierzonej grzeszności „ciała” – „We mnie (to jest w moim ciele) nie mieszka dobro” (Rzym. 7.18). Człowiek, który prawdziwie w to wierzy może wołać: „Widzę inny zakon w moich członkach (…) bierze mnie w niewolę zakonu grzechu (…) Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Rzym. 7.23-24). Szczęśliwy jest ten, kto może pójść dalej i powiedzieć: „Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa (…) Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił mnie od zakonu grzechu i śmierci (Rzym. 7.25; 8.2).

Obyśmy mogli zrozumieć Boże zalecenie dla nas! „Ciało” na krzyż – Duch w sercu kontrolujący nasze życie.

Duchowe życie jest zbyt mało rozumiane i pożądane; ale to jest dosłownie to, co Bóg obiecał i czego dokona w tych, którzy się Jemu w tym celu bezwarunkowo podporządkowali.

Oto więc mamy głęboki  korzeń zła, jako przyczynę braku życia modlitewnego. „Ciało” może mówić modlitwy na tyle dobrze, nazywając siebie religijnym, aby usatysfakcjonować sumienie. Ale „ciało” nie ma ochoty, ani siły do modlitwy, która dąży do intymnej znajomości Boga, która cieszy się ze wspólnoty z Nim i która ciągle polega na Jego sile. Chodzi więc w końcu o to, że „ciało grzechu” musi być odrzucone i ukrzyżowane.

Chrześcijanin, który nadal jest cielesny nie ma, ani siły, ani skłonności do podążania za Bogiem. Opiera się zadowolony na swojej modlitwie z przyzwyczajenia lub nawyku, ale chwała i błogosławieństwo głębokiej modlitwy są ukryte dla niego, aż pewnego dnia jego oczy otworzą się i dostrzeże, że „ciało” w swojej grzesznej naturze przeciwnej Bogu, jest arcywrogiem, który uniemożliwia gorliwą modlitwę.

Mówiłem kiedyś podczas konferencji na temat modlitwy i użyłem silnych wyrażeń o wrogości „ciała” jako przyczyny zaniedbania modlitwy. Po przemówieniu żona pastora powiedziała, że myślała, że mówiłem zbyt ostro. Jednak ona także rozpaczała z powodu zbyt małego pragnienia modlitwy,  ale wiedziała, że jej serce szczerze nastawione było na szukanie Boga. Pokazałem jej, co Słowo Boże mówi o „ciele” i że wszystko, co uniemożliwia otrzymanie Ducha jest niczym innym jak ukrytym działaniem „ciała”. Adam został stworzony do wspólnoty z Bogiem i radował się tym przed swoim upadkiem. Po upadku jednak przyszła głęboko zakorzeniona niechęć do Boga i Adam uciekł przed Nim. Ta nieuleczalna awersja jest cechą charakterystyczną nieodrodzonej natury i głównym powodem naszej niechęci do poddania się wspólnocie z Bogiem w modlitwie. Następnego dnia powiedziała mi, że Bóg otworzył jej oczy; wyznała, że wrogość i niechęć „ciała” były ukrytą przeszkodą jej wadliwego życia modlitewnego.

Bracia, nie starajcie się znaleźć w okolicznościach wyjaśnienia zaniedbania modlitwy, nad którymi ubolewamy, szukajcie tam gdzie Słowo Boże mówi, że jest ono w ukrytej niechęci serca wobec Świętego Boga.

Kiedy chrześcijanin nie oddaje się całkowicie prowadzeniu Ducha – a to z pewnością jest wolą Boga i dziełem Jego łaski – żyje wtedy on, bezwiednie, w mocy „ciała”. To życie według „ciała” objawia się na wiele sposobów. Pojawia się w porywczości ducha, niespodziewanie pojawiającym się gniewie, w braku miłości, w znajdowaniu przyjemności w jedzeniu i piciu;  szukając w tym wszystkim własnej woli i honoru, zaufania we własną mądrość i siłę oraz przyjemności w świecie (które zawstydzają przed Bogiem). Wszystko to jest życiem według „ciała”. „Jeszcze bowiem cieleśni jesteście”(1Kor. 3.3) ten tekst zapewne niepokoi od czasu do czasu, tych którzy nie mają całkowitego pokoju i radości w Bogu.

Modlę się, żebyś zastanowił się i odpowiedział na pytanie: czy nie znalazłem w tym przyczyny mojego zaniedbania modlitwy, oraz mojej niemocy, aby zmienić coś w tej sprawie? Żyję w Duchu, narodziłem się na nowo, ale nie chodzę w Duchu, „ciało” panuje nade mną. Cielesne życie nie może modlić się w Duchu i w mocy. Boże wybacz mi. Cielesne życie jest ewidentną przyczyną mojego żałosnego i wstydliwego zaniedbania modlitwy.

Środek burzy na polu bitwy

Podczas konferencji wspomniano wyrażenie „strategiczny punkt” używany często w odniesieniu do wielkiej bitwy między Królestwem Nieba, a mocami ciemności. Kiedy generał wybiera miejsce z którego zamierza zaatakować wroga, zwraca największą uwagę na te punkty, które uważa za najważniejsze w bitwie. Dlatego podczas bitwy o Waterlo, Wellington natychmiast zauważył, że pewien budynek gospodarczy był kluczem do całej sytuacji. Nie oszczędzał on swoich oddziałów w dążeniu do utrzymania tego punktu: zwycięstwo zależało od tego. I tak się właściwie stało. Tak samo jest w konflikcie między wierzącym, a mocami ciemności, że komora modlitwy jest miejscem gdzie osiąga się decydujące zwycięstwo.

Wróg używa wszystkich swoich mocy, aby doprowadzić chrześcijan, a zwłaszcza pastora do zaniedbania modlitwy. Wie on, że jakkolwiek wspaniałe, by nie było kazanie, albo jak bardzo, by nie było atrakcyjne zgromadzenie, albo jakkolwiek sumienna by nie była wizyta pastora, to żadna z tych rzeczy nie może zniszczyć jego królestwa, jeśli modlitwa jest zaniedbana. Gdy Kościół otwiera się na moc komory modlitwy, a żołnierze Pana otrzymują na kolanach „moc z wysokości” to moce ciemności zostają wstrząśnięte, a dusze uwolnione. W Kościele, na polu misyjnym, u pastora i w zgromadzeniu, wszystko zależy od wiernego ćwiczenia mocy modlitwy.

Podczas tygodnia konferencji znalazłem poniższy tekst w gazecie „The Christian:”

Dwie osoby kłóciły się o pewną sprawę. Nazwiemy ich Chrześcijanin i Apollyon. Apollyon zauważył, że Chrześcijanin ma pewną broń, która mogłaby dać mu pewne zwycięstwo. Spotkali się w śmiertelnym zmaganiu i Apollyon postanowił zabrać broń swojemu przeciwnikowi i zniszczyć ją. Na chwilę główna przyczyna walki stała się podrzędną; najważniejszym stało się kto będzie panował nad bronią od której wszystko zależy? Kwestią przeżycia jest jej utrzymanie.

Tak samo jest w konflikcie między szatanem a wierzącym. Boże dziecko może zdobyć wszystko przez modlitwę. Czy jest zatem dziwnym, że szatan czyni najwyższe starania, żeby wykraść broń chrześcijaninowi, albo utrudnić mu używanie jej?

W jaki sposób szatan przeszkadza w modlitwie? Przez pokuszenie, by odkładać i ograniczać ją, przez wprowadzanie w rozkojarzone myśli i wszystkie inne rodzaje odwracania uwagi; przez niedowiarstwo i brak nadziei. Szczęśliwy jest ten bohater modlitwy, który mimo wszystko zważa, aby mocno trzymać i używać swojej broni. Jak nasz Pan w Getsemane, im gwałtowniej wróg atakował, tym żarliwiej się modlił i nie zaprzestał dopóki nie odniósł zwycięstwa. Po tym, jak wszystkie części zbroi zostały nazwane, Paweł dodał: „W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie, modły w Duchu” (Efez. 6.18). Bez modlitwy, hełm zbawienia i tarcza wiary i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże nie mają mocy. Wszystko zależy od modlitwy, Bóg uczy nas wierzyć i trzymać się tego mocno!

USUŃCIE SPOŚRÓD SIEBIE TO CO ZŁE – 30.06.2018 część 2

Wstawszy bowiem, pójdziemy do Betelu. Tam zbuduję ołtarz Bogu, który mię wysłuchał w dniu niedoli mojej i był ze mną w drodze, którą odbyłem. I oddali Jakubowi wszystkich obcych bogów, których mieli, i kolczyki, które mieli w uszach, Jakub zaś zakopał je pod dębem koło Sychemu.” 1Mojż.35,3.4.

Zostało to usunięte. Chwała Bogu! Powiem wam, Słowo Boże jest jak źródło czystej wody. Kiedy zaczynasz pić, zaczynasz doznawać, że to cię orzeźwia i zaczyna dodawać ci sił, posila cię, żeby odpowiednio reagować na Boże Słowo, żeby przyjmować je w sposób godny Boga, żeby cieszyć się tym, że to co dzisiaj robimy, robimy dla Boga. Nie dla idei, nie dla starego sposobu pokazania swego „ja”, ale chcemy poprzez to, że słuchamy się Boga, pokazać kim jest nasz Bóg, że On jest Święty, że On przyszedł do nas w Swoim Synu, żeby zbawić nas z naszych grzechów, uwolnić nas z tego wszystkiego, kim staliśmy się bez Boga i że On to uczynił, aby On mógł być z nami, a my z Nim. Największy, najwspanialszy przywilej, największy obraz łaski, że tacy ludzie jak my, mogą pozbywać się tego, czego Bóg nienawidzi, dlatego, że cenimy Go, że szanujemy Go i wiemy, że On jest Święty. A więc kiedy tylko słyszymy, że Bóg mówi: „Złóż Mi siebie”, to sprawdzamy, czy na krzyżu jesteśmy w pełni. Nie ma w tym potępienia, ale w tym jest szacunek dla Boga. Z bojaźnią i drżeniem będziesz sprawować swoje zbawienie. To jest szacunek wobec świętego Boga, który dał nam drogę, abyśmy mogli idąc nią, oddawać Mu cześć w duchu i w prawdzie. Tak więc każde Słowo Boga ma wieczną wartość. Kiedy Bóg mówi, że jest ze Swoim Synem, to znaczy, że Syn jest czysty, że Syn jest wierny swemu Ojcu, że Syn wypełnia wolę Ojca z całego serca, bo jest ona miła Mu.

Księga Jozuego 24, 14:

Oddajcie tedy Panu zbożną cześć i służcie mu szczerze i wiernie: usuńcie bogów, którym służyli wasi ojcowie za Rzeką i w Egipcie, a służcie Panu.” 

Komu służyli nasi ojcowie? Jeśli byli nienawróceni, żyli sobie w pogański, światowy sposób. Jakiemu bogu służyli? Pijaństwa, zdrad, mamony, złości. Jakiemu bogu? Ciemności! Oni służyli diabłu. I gdy znowu wracamy do Boga, aby być z Bogiem, znowu słyszymy te słowa: „Nie służcie już tym bogom, którym służyli wasi ojcowie”. Tak jak napisane jest w Pierwszym Liście Piotra, że krew Jezusa oczyszcza nas od tego, co nabyliśmy poprzez ojców naszych. Jeśli chcemy czcić Boga, aby On był z nami, jak mówimy, że chcemy, to musimy pozbyć się tego wszystkiego, co zaprowadziło Pana Jezusa na krzyż; oczyszczać się, usuwać to, co kiedyś było czymś normalnym w naszym życiu, ale stało się nienormalnym z chwilą, kiedy dowiedzieliśmy się, że Bóg, któremu mamy służyć, jest to Stwórca nieba i ziemi, rzeczy widzialnych, niewidzialnych, Święty, Wszechmogący Bóg. A Duch Święty zachęca nas do tego. To jest piękne, kiedy Duch Święty, pracując w nas, zachęca nas do tego, abyśmy korzystali właśnie z tego, że można oczyszczać się w krwi Jezusa, że można uwalniać się od tego co oddzielałoby nas od wieczności.

Jozue 24,23:

A on na to: Usuńcie tedy obcych bogów, którzy są pośród was i skłońcie serca wasze do Pana, Boga Izraela.” 

Wydawałoby się, że to jest nie do pomyślenia; ci ludzie już tyle lat chodzą, słyszą Boże Słowa, widzą jak Bóg daje im zwycięstwa i cały czas niosą swoich bożków. Zobaczcie, jak czasami człowiek wierzący może iść, iść i dalej nie zakończyć swojego oddawania chwały innym bogom. Tak, że chwal Boga za Jego łaskę, chwal, że możesz to czynić, chwal, że Słowo Boże przekonuje cię, że twój Bóg jest święty i ty masz być świętym, świętą, bo twój Bóg jest święty. Oczyszczasz się, bo masz tą możliwość, nie płacisz za to, nie chodzisz gdzieś tam, tylko po prostu przychodzisz przed Boże oblicze w Jezusie Chrystusie, i przyjmujesz to, aby krew Jezusa Chrystusa oczyszczała cię od każdego grzechu, i oddzielasz się przez krzyż od wszystkiego, co nie jest Chrystusem.

Chrześcijanie, to jest piękne, powiem wam; wykorzystać życie po to, żeby być kiedyś w tym wspaniałym zgromadzeniu chwały, razem z tymi wspaniałymi aniołami, wspaniałymi cherubami, i wspaniale, w czystości uwielbiać Stwórcę nieba i ziemi Boga Wszechmogącego, Ojca naszego. To jest wspaniale, móc wykorzystać dzisiaj ten czas, to jest wspaniale być tym, który zapomina o tym co za nami, a myśli o tym co przed nami. Dzięki temu możemy przygotowywać się na to wspaniałe spotkanie z Bogiem. Oni szli, i jak długo szli, tak długo to ze sobą nieśli, aż w końcu słyszą: „Wyrzućcie to wszystko. Jeśli chcecie służyć Bogu, wyrzućcie to wszystko”. Skończcie z nadzieją pokładaną w cielesności, skończcie z nadzieją pokładaną w starym, grzesznym „ja”.

Chrześcijaństwo jest najpiękniejszym wydarzeniem na tej ziemi, największą chwałą, jakakolwiek tutaj na tej ziemi zjawiła się, gdyż my jesteśmy więksi od tych, którzy byli przed nami. Najmniejszy w Królestwie Bożym jest większy od największego człowieka, który był na tej ziemi, dlatego że nasze stare życie zostało zakończone na krzyżu. Chrystus już umarł i zmartwychwstał. Korzystajmy z tego i cieszmy się tym, i chlubmy się. Nie patrz na ludzi, nie patrz jak ludzie reagują wobec ciebie. Niech to cię nie interesuje, tak jak to, w jaki sposób Bóg wobec ciebie zachowuje się każdego dnia. Ludzie będą cię zniechęcać do prawdziwego chrześcijaństwa, będą demonstrować swoją postawą niewiarę w Boże Słowo, będą trzymać się swoich bożków domowych i będzie to widać, poprzez to jak się zachowują w różnych doświadczeniach. Można powiedzieć, że w doświadczeniach patrzysz jaki to dom, kto tam mieszka, kto tam włada i kto zarządza tym domem. Doświadczenia pokazują to najlepiej, czy to jest Chrystus, czy dalej własne „ja”.

Patrz na Pana i patrz w Boże Słowo. Jeśli Ono do ciebie mówi, że jest Jeden Bóg i ten Bóg jest zazdrosny o Swoje miejsce w tobie i we mnie, to nie daj szkalować tego miejsca czymkolwiek złym. A jeśli takie coś pojawiłoby się, to oczyszczaj się z tego i nie pozwól, żeby to w tobie przebywało, bo jesteś dla Boga. Nie patrz się, że może inni będą pozwalać sobie na różne wybryki i mówić, że są chrześcijanami. Ty patrz na Chrystusa, który nigdy nie robił tych rzeczy i mówił, że jest Synem Boga, i to jest prawdą. Najpiękniejszy czas, wykorzystujmy go uczciwie, polegając na tym, kim dla mnie i dla ciebie jest Jezus Chrystus.

1Księga Samuela 7, 3:

I rzekł Samuel do całego Izraela, mówiąc: Jeżeli chcecie z całego serca nawrócić się do Pana, usuńcie obcych bogów spośród siebie oraz Asztarty i zwróćcie wasze serca do Pana, i służcie wyłącznie jemu, a wybawi was z ręki Filistyńczyków.”

Czytamy więc słowa: „Usuńcie, usuńcie i usuńcie”. A co oni robili? Powiedz komu naprawdę jest szkoda własnego „ja”? Własnego „ja” szkoda jest tylko temu, który miłuje własne „ja”. I choć słyszy o krzyżu, nie pozbędzie się swego „ja”, bo miłuje własne „ja” i nie chce widzieć ukrzyżowanego swego „ja”. Ale ten, który nienawidzi własne „ja”, pozbywa się tego, usuwa to i zaczyna korzystać z Bożej rzeczywistości, by wnosić tam, gdzie jest Boże dobro. Zobaczcie, ile między wierzącymi ludźmi jest ludzi, którzy nie przynoszą dobra Chrystusowego i mienią się chrześcijanami. U których widać, że towar, który przynoszą nie jest Boży, jest jakiś bożek, ale to nie jest Bóg żywy i prawdziwy, bo nie ma w tym świętości i czystości, nie ma w tym zbawionego człowieka, nie ma w tym nowego człowieka. To znaczy, że jeszcze coś stare jest pielęgnowane i trzymane. Póki czas. Zobaczcie, ile jest wezwań w Biblii i to kolejnych: „Wyrzućcie te swoje bałwany. Miłości chcę, nie ofiary, radości, nie opuszczonych rąk, ale wdzięczności”. Nie chodzenia, jakby Bóg uczynił nam największą krzywdę, ale jako ci, którym Bóg uczynił najwyższą dobroć. Wspaniały czas, Boży czas, czas Jego łaski, czas Jego miłości.

2Księga Kronik 29,5:

Rzekł do nich: Słuchajcie mnie, Lewici! Poświęćcie się teraz i poświęćcie świątynię Pana, Boga waszych ojców, i usuńcie nieczystość z miejsca świętego.”

Wszędzie te bałwany były przynoszone i wszędzie przez nie wnoszono nieczystość. Człowiek z tym swoim bożkiem pcha się wszędzie, nawet do miejsca świętego. Ale znowu przychodzi Boże wezwanie: „Usuńcie to z tego miejsca, usuńcie to z tego miejsca.” I zabrali się ci, którzy byli do tego wyznaczeni, aby pilnować tego i rozpoczęli usuwanie.

Chwała Bogu! Cieszę się, że Pan Jezus powiedział potężną prawdę: „Kto z Boga jest, Słów Bożych słucha. Kto z Boga nie jest, nie słucha. Po tym rozpoznacie kto jest z Boga, a kto nie”. Nie ma tak, że człowiek opowiada wielkie rzeczy i to wszystko. Kto z Boga jest, ten słucha Słów i wykonuje je, kto nie, nie wykonuje. Kto miłuje Pana, ten czyni Boże Słowo. A więc ważne jest zobaczyć wiarę. Izraelici byli Bożym ludem, a stale był u nich kłopot z bałwanami, chociaż mieli świątynię i widzieli Boże cuda.

2List do Koryntian 6, 14:

Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?” 

Do kogo to jest napisane? Do ludu Bożego. Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi.

Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami?” 2Kor.6, 15.16

Skąd tu znowu bałwany? Dlaczego świątynia Boża i bałwany?

Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący; mając tedy te obietnice, umiłowani, oczyśćmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej.” 2Kor.6,16b-7,1.

To jest napisane do ochrzczonych ludzi w wodzie i bardzo często ochrzczonych Duchem Świętym. Wtedy działo się to bardzo szybko. Ktoś był ochrzczony przez zanurzenie w wodzie, apostołowie wkładali ręce, Duch Święty natychmiast zstępował. A więc do takich ludzi napisane jest to Słowo, aby porzucili to co jest nieczyste, usuwając to. Czas łaski daje tą możliwość, a miłość do Boga i do siebie nawzajem, daje nam to, żebyśmy byli zdeterminowani w tym, aby sobie nawzajem w tym pomagać.

Jeśli widziałbyś, że wykonujesz jakąś prace na polu i robisz to w dwie osoby, ty robisz to, żeby było przygotowane coś pod zasiew, a ten drugi idzie za tobą i to wszystko psuje. Możesz powiedzieć, że dwóch wyruszyło do pracy, tylko, że jeden robi, a drugi psuje. Tak często jest w chrześcijaństwie. Wielu nie myśli o tym, że to jest dla Pana i psuje to co inni zrobili, bo nie mają do tego serca, bo nie ma w nich miłości do świętego Boga. Jest jakaś fantazja, myślenie o sobie, że wie się lepiej, że to powinno niszczyć się, a nie ratować. Ale jeśli idzie dwóch i mają to samo serce i ten sam zamysł, i ten sam plan, i ten sam Duch Boży napełnia tych dwoje, to nawzajem uzupełniają się, by wykonać to dla Pana w taki sposób, jak to podoba się Bogu. I właśnie o tym mówi Słowo Boże.

Jeśli widzisz, że ktoś psuje to co ty robisz, to nie miej nic wspólnego z takim człowiekiem. Z człowiekiem, który psuje to co jest wypracowywane, aby Pan był uczczony, uwielbiony, po jednym, drugim napomnieniu, trzeba dać sobie spokój, aż człowiek upamięta się. Bo w Bożej sprawie chodzi o to, by każdy był uniżony, i by każdy chciał zrobić to dla Pana w taki sposób, jak się Bogu podoba. Dlatego czasami, chociaż ktoś nieumiejętnie coś robi, ale ma serce, by czynić to dla Pana, to ten człowiek przy pomocy Pana oczyszcza się, aby czynić to w taki sposób, jak się Bogu podoba i będzie wzrastać. Dlatego też widzimy, że w każdym czasie byli ci, którzy budowali i ci, którzy psuli. Apostoł Paweł szedł i przygotowywał fundament, głosił, zradzał ludzi, a za nim szli ludzie, którzy mieli w planie, by zniszczyć to co ten Boży człowiek zrobił. Ich planem było popsuć, zakłócić umysł innym, którzy uwierzyli w Boga, żeby oni nie myśleli tak jak Paweł do nich głosił. I w każdym pokoleniu tak jest. Są ludzie, którzy szanują pracę Bożą i tacy, którzy nie szanują jej. Są ludzie, którzy pozbyli się swoich bałwanów, bo wiedzą, że sprawa jest ze świętym Bogiem i tacy, którzy się ich nie pozbyli. Dlatego tak ważne dla mnie i dla ciebie jest – póki jest czas wędrówki, póki jest czas łaski, póki czas poznawania Boga, to tak ważne jest uczcić Go, uszanować Go poprzez to, że będziemy uważnie czytać Biblię, żeby tak żyć jak jest w niej napisane.

USUŃCIE SPOŚRÓD SIEBIE TO CO ZŁE – 30.06.2018 część 1

 

USUŃCIE SPOŚRÓD SIEBIE TO CO ZŁE

30.06.2018

 

Chwała Bogu za to, że chce nas przygarniać do Siebie coraz bardzie i bardziej, i uczy nas tego, co jest potrzebne nam, abyśmy osiągnęli cel wiecznego życia z Nim. Abyśmy dobrze poruszali się po tym ziemskim terenie, aby nie stracić tego co osiągnął Jezus Chrystus, chodząc tutaj po tej ziemi, dla mnie i dla ciebie. To jest coś tak cennego, coś tak ważnego dla mnie i dla ciebie, gdyż poznając to, jeszcze bardziej poznajemy wspaniałość Dawcy, który nam to daje z miłości do nas, z łaski i dobroci Swej. Ten, który wykonał tak potężne zadanie na krzyżu, biorąc moje i twoje grzechy na Siebie, który poniósł tak wysoki koszt w Swojej wspaniałej miłości i dobroci, daje nam to, abyśmy mogli kosztować z tego dobra i cieszyć się tym każdego dnia. Abyśmy mogli chlubić się Panem naszym, Jezusem Chrystusem, który tak umiłował nas, że nie patrząc na nasze życie, przyszedł do nas, aby uwolnić nas od naszego całego balastu, który oddzielał nas od Boga. I daje to nam w Swej miłości i dobroci, z ochotnym sercem. Powiedział nam: „Kto pragnie, nich przyjdzie do Mnie, a zaspokoi swe pragnienie na wieczność”. Kto pragnie niech korzysta z tego.

Mamy najświętszy przywilej poznawać i doznawać Tego, który jest doskonałym wykonawcą woli Ojca w niebie. Mamy przywilej słuchać Słów, które są doskonale prawdziwe, w których nie ma zakłamania. Uznajemy, że skoro Bóg to powiedział, to znaczy, że taka jest prawda. To jest wspaniałe, że w końcu mamy prawdziwy punkt odniesienia. Kiedy słyszymy Słowo Boże wiemy, że taka jest prawda. Dlatego im bardziej kosztujemy ze Słowa Bożego, tym bardziej doświadczamy jak wspaniałomyślny jest Bóg, jak wspaniałomyślny jest Dawca życia, który pozwolił nam zacząć zagłębiać się w Jego wspaniałe prawdy, aby kosztować jak wspaniały jest On. Dlatego Jezus powiedział, że poznawać jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego On posłał, to jest żywot wieczny.

To, co kiedyś podobało nam się i na co, aż oczy nam się świeciły, a nogi były gotowe od razu do tego biec, jest niczym w porównaniu z tym, co kosztujemy z tego co mówi do nas Jezus Chrystus, co mówią prorocy natchnieni Duchem Boga. To, co mamy zawarte w Słowie Bożym, to jest wartość, wspaniała wartość, tylko trzeba to Słowo powiązać z wiarą. Izraelici na pustyni mieli kłopoty dlatego, że słyszeli te same Słowa, wspaniałe Boże Słowa, ale nie powiązali ich z wiarą i dlatego nie zobaczyli, że skoro Bóg powiedział, to u Boga tak się już stało, bez względu na to, jakie przeciwności są na drodze, to, już się wykonało i wykona. Dlatego każde Boże Słowo wnosi w nas radość nieba, bo ono wypowiedziane jest z radością Boga Wszechmogącego. Bóg nie mówi znużone słowa w niebie, że tak wiele musiał poświęcić dla mnie i dla ciebie, i dlatego, żeby w końcu nie zabić nas, to coś tam dla nas zrobił. On ogłasza to z wielką radością i chwałą, i całe niebo raduje się, gdy jeden grzesznik się upamięta, bo niebo jest pewne, że temu grzesznikowi zostały przebaczone grzechy. Bóg już ani razu nie wspomni ani jednego z tych grzechów, które przebaczył. Każde Słowo Boga niesie w nas nadzieję, posilenie, pokrzepienie, lub ostrzeżenie.

Kto z was tak dla hecy karci swoje dzieci, tak klapa, albo dwa klapy dla hecy, tak dla śmiechu? Nikt tego nie robi. Jeżeli już ktokolwiek karci swoje dziecko, to dlatego, że miłuje je, chce dobra tego dziecka. Bóg, kiedy cokolwiek wypowiada do nas, nie wypowiada tak sobie, On mówi to z miłością do mnie i do ciebie. I dlatego jest tak ważne, aby powiązać z wiarą każde Słowo, które czytamy i zacząć się albo smucić, że to Słowo mówi nam, że jeśli pozostaniemy w tym grzechu, to poniesiemy konsekwencje tego, albo radować się tym, że jeśli będziemy wzywać imienia Pana Jezusa Chrystusa, to będziemy zbawionymi i cieszącymi się z tego, że została nam dana ta możliwość. Abyśmy mogli wołać Zwycięzcę nad diabłem, abyśmy mogli wołać imię Tego, który pokonał diabła, i żebyśmy byli pewni, że On jest gotów pomóc tobie i mnie, abyśmy cieszyli się z każdego Słowa Pana Jezusa Chrystusa. Widzicie, Pan Jezus mówi, czy kiedy wróci, to znajdzie wiarę na ziemi. Jemu o to właśnie chodzi, czy znajdzie radosną wiarę tych, którzy są Jego uczniami, uczennicami. Czy spotka zadowolonych chrześcijan i chrześcijanki, którzy powiedzieli: „Panie, myśmy nawet nie wątpili, że to jest prawda to, co Ty powiedziałeś, myśmy nie wątpili w to, że ty jesteś Prawdą, cieszyliśmy się tym, że Ty powiedziałeś do nas te Słowa i podjęliśmy się tego, żeby tak żyć, i doznaliśmy w swoim życiu, że Ty okazałeś się wiernym wszystkiemu co do nas powiedziałeś.”

Widzicie, do nieba nie ciągnie się ludzi, do nieba ludzie biegną; w dobrym biegu biorąc udział. Do nieba biegnie się z wielkim zadowoleniem, z wdzięcznym sercem, że to niebo otworzyło się dla nas z miłością Wszechmogącego Boga. Ale w tej drodze jest krzyż, jest krew, jest coś co pozwala nam pozbywać się tego, co by oddzielało nas od tego nieba. A więc mamy przywilej kosztować, że każde Boże Słowo jest po to dane, abyśmy się radowali, a gdy ku upamiętaniu, abyśmy się smucili. Bóg nigdy nie posłał Swego Słowa po to, żeby Jego lud chodził zawsze zasmucony, z opuszczonymi rękoma i przygnębiony, i uważał, że narzucono na niego tyle ciężarów, że on nie da rady podołać w niesieniu ich. Nigdy Bóg tak nie myślał o tym. On dźwiga ciężary nasze, On powiedział nam o tym, że to On dźwiga nasze ciężary, a my uczymy się,  składać je na Niego, aby nie dźwigać samemu tego, o czym On powiedział, że On wziął to na Siebie, aby dać nam możliwość ratunku i zbawienia.

Wielu chrześcijan, przez te wszystkie pokolenia, miało z tym właśnie kłopot; nie powiązali Słowa z wiarą. A, gdy zwycięsko łączymy Słowo z wiarą, to jesteśmy bardziej pewni tego, że tak jest, niż słów, które słyszeliśmy wcześniej od kogokolwiek i byliśmy przekonani, że ten człowiek dotrzyma tych słów. Czytając więc Słowo Boże chciejmy dobrze wykorzystać czas, w którym dzisiaj żyjemy. Kto go dobrze wykorzysta, ten będzie szczęśliwym człowiekiem całą wieczność. Dobrze jest wykorzystać czas po to, żeby kosztować z tych Słów i doznawać, jak Pan Jezus prowadzi nas według tych Słów wzwyż do chwały.

Wiecie, podoba mi się to, jak Słowo Boże mówi o zgromadzeniu w niebie. Podoba mi się to, że tam będą sami święci. Bardzo mi się to podoba. Na ziemi opatrzyliśmy się już wielu ludzi, już wiemy, że na ziemi to jest nierealne, ale w niebie jest to całkowicie pewna rzecz, że miejsce chwały będzie wypełnione samymi świętymi. To będzie najwspanialsze zgromadzenie, które nigdy nie będzie miało końca i dlatego mam zamiar wziąć w nim udział, myślę, że ty też. I dlatego potrzebujemy Tego, który przeszedł przez podobne doświadczenia jak my i wytrwał do końca, jako Zwycięzca. Korzystajmy zawsze z tego, że możemy jeszcze otwierać Boże Słowo i ono tak wiele do mnie i do ciebie mówi.

Dzieje Apostolskie 10 rozdział. Czytamy tu słowa Piotra, który mówi do Korneliusza:

Piotr zaś otworzył usta i rzekł: Teraz pojmuję naprawdę, że Bóg nie ma względu na osobę, lecz w każdym narodzie miły mu jest ten, kto się go boi i sprawiedliwie postępuje. Posłał On synom izraelskim Słowo, zwiastując dobrą nowinę o pokoju przez Jezusa Chrystusa; On to jest Panem wszystkich. Wy wiecie, co się działo po całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan – o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim. A my jesteśmy świadkami tego wszystkiego, co uczynił w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie; jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Ale Bóg wzbudził go trzeciego dnia i dozwolił mu się objawić. Nie całemu ludowi, lecz świadkom uprzednio wybranym przez Boga, nam, którzy z nim jedliśmy i piliśmy po jego zmartwychwstaniu. Przykazał nam też, abyśmy ludowi głosili i składali świadectwo, że On jest ustanowionym przez Boga sędzią żywych i umarłych. O nim to świadczą wszyscy prorocy, iż każdy, kto w niego wierzy, dostąpi odpuszczenia grzechów przez imię jego.” Dz. Ap.10, 34-43.

Wspaniałe, proste, pełne chwały słowa, wypowiedziane na tej ziemi przez człowieka, którego napełniał Boży Duch, Słowa, które mogły być wypowiedziane, ponieważ Pan Jezus był na tej ziemi i Bóg był z Nim. Najwspanialsze chodzenie z Bogiem widzimy w Bożym Synu, który zawsze czyni to co chce Ojciec. Najpiękniejsze doświadczenie.

Przypomnij sobie te bajki, które czytałeś, i to, co z poruszeniem oglądałeś w swoim jeszcze grzesznym życiu, jak rozpalałeś się nimi, biegłeś na podwórko i rozmawiałeś z kimś, i mówiłeś o tym: „Zobacz, coś takiego widziałem, czy czytałem”. Po prostu człowiek przeżywał te rzeczy. Ktoś powiedziałby; „Głupcze, to jest kłamstwo. Z powodu kłamstwa tak cieszysz się?” Ale to radowało serce tego człowieka, który to poznawał, bo wydawałoby się, że to sprawiało jakiś sens w życiu tego człowieka.

A tu mamy o wiele piękniejsze wiadomości, o wiele wspanialsze wiadomości ze Słowa Bożego, że każdy kto wierzy w imię Syna Bożego, będzie miał odpuszczone grzechy w Jego imieniu. O wiele piękniejsze prawdy, bo z chwilą, kiedy przyszedł Boży Syn, stały się rzeczywiste dla nas. Słuchamy proroków i ich ogłaszanie, ale kiedy spotykamy Syna Bożego, Jego głoszenie jest ostatecznym głoszeniem Boga. To co było tajemne, zostaje wystawione na jaśnię, ujawnia się w nich chwała Boga, który jest miłością, sprawiedliwością. Zaczynamy coraz bardziej doznawać, jak bardzo ważną sprawą jest to, żeby Bóg był z nami w tym co czynimy dzisiaj, aby Bóg mógł posługiwać się nami tak jak On chce, aby chwała Boga mogła nas napełniać.

Wiecie, wiara nie polega na tym, że mówisz, że masz wiarę. Wiarę można zobaczyć poprzez to jak ty korzystasz z tego Słowa, bo Słowo jest poprzez słuchanie Chrystusa, słuchanie proroków. A więc wiarę można zobaczyć poprzez to jak ty korzystasz z tego Słowa i to jest dopiero wiara zwycięska wiara. Jakub mówi, że wiara bez uczynków martwa jest. Dopiero korzystanie ze Słowa Bożego pokazuje jak wierzymy. Znajomość Słowa to jeszcze nie wszystko, korzystanie ze Słowa pokazuje, że wierzymy. Faryzeusze znali Słowo, ale to, jak korzystali z tego Słowa pokazało, że oni są niewierzącego serca. Mówili, ale nie czynili. Dlatego dla mnie i dla ciebie jest tak ważne, aby korzystając z tego Słowa Bożego, widoczne w było w nas, że my korzystamy z tego Słowa, które staje się treścią naszego życia. Im bardziej zanurzamy się w kosztowność tych Słów, tym bardziej jesteśmy przemieniani poprzez to, co to Słowo do nas wnosi. Chwała Bogu za to. Droga pielgrzymów i wychodźców to jest droga, na której uczymy się co porzucać, a co przyjmować i czynimy to.

1Księga Mojżeszowa 35, 1.2:

Potem rzekł Bóg do Jakuba: Wstań, idź do Betelu i osiądź tam. Zbuduj tam ołtarz Bogu, który ci się ukazał, gdy uciekałeś przed Ezawem, bratem swoim. Wtedy rzekł Jakub do swej rodziny i do wszystkich, którzy z nim byli: Usuńcie obcych bogów spośród siebie, oczyśćcie się i zmieńcie szaty wasze!”

Co się stało? Do tego momentu Jakub i te wszystkie bałwanki poruszają się razem z tym jego przemieszczaniem się. Człowiek Boży, a w jego namiotach są bałwany. I kiedy Jakub słyszy o tym, że ma iść zbudować ołtarz Panu Bogu, nie chce robić tego inaczej, jak w sposób czysty, nie chce mieszać Boga z bałwanami. Co powiedzielibyśmy dzisiaj, jeśli Bóg powiedziałby: „Idź i złóż Mi owoc warg twoich, jako miłą woń dla Mnie.” Czy od razu poszukalibyśmy sobie miejsca ustronnego, czy najpierw spojrzelibyśmy na krzyż, czy wszystko z nas jest na nim, czy jesteśmy ukrzyżowani, aby owoc warg naszych był miły Bogu? Czy chcielibyśmy oczyścić się, czy chcielibyśmy sobie tak z biegu, z marszu coś zrobić i pójść dalej? Jakub był świadomym Boga, doświadczył już wiele z Bogiem i on wiedział, że jeśli to ma zrobić, to musi to być czyste, musi to być takie, jakie się Bogu będzie podobać.

2.DUCHOWY BÓJ – WOJNA BOGA cz.2. wieczór 9.11.13r.

 

DUCHOWY BÓJ – WOJNA BOGA cz.2.

wieczór 9.11.13.

 

Chwała Bogu! Pan kupił nas sobie na własność, zapłacił za nas i chce naszego dobra. Mówiliśmy o czystości dlatego, żeby być oddzielonymi od władztw ciemności. Ale czystość jeszcze bardziej jest nam potrzebna, żebyśmy nie zginęli  z rąk Boga. Jezus przyszedł uratować nas od Bożego gniewu. Dlatego tak ważna jest czystość.

Pierwsze to, żebyśmy w tej walce z diabłem nie byli skażeni światem, aby on nic w nas nie miał. Ale czystość jeszcze bardziej jest nam potrzebna, żebyśmy nie zginęli z rąk Boga.

Otwórzmy 2 Księgę Mojżeszową 15, 1-3. Chciałbym, abyśmy mogli to zrozumieć i będę starał się wam to wytłumaczyć.

„Wtedy zaśpiewał Mojżesz i synowie izraelscy następującą pieśń Panu: Zaśpiewam Panu, gdyż nader wspaniałym się okazał: Konia i jego jeźdźca wrzucił w morze! Pan jest mocą i pieśnią moją, i stał się zbawieniem moim. On Bogiem moim, przeto go uwielbiam; On Bogiem ojca mojego, przeto go wysławiam. Pan jest wojownikiem, JHWH – imię jego”.

Co to znaczy słowo „wojownik”? Jest to ktoś gotowy do bitwy i jest gotowy wygrać każdą bitwę.

Psalm 5,5.6:

„Albowiem Ty nie jesteś Bogiem, który chce niegodziwości, Zły nie może z tobą przebywać. Nie ostoją się chełpliwi przed oczyma twymi, Nienawidzisz wszystkich czyniących nieprawość”.

Jeśli łączysz słowo „wojownik” i „nienawiść do wszystkich czyniących nieprawość”, to z kim ten wojownik będzie walczył? Będzie walczył z wszystkimi czyniącymi nieprawość.

Diabeł zwiódł ludzi i wprowadził ich w grzech. A teraz jest Bóg, który nienawidzi grzechu, nienawidzi grzesznika i będzie walczyć z nimi. Dlatego tak bardzo potrzebna jest nam czystość.

2 Księga Mojżeszowa 4, 21-24:

„I rzekł Pan do Mojżesza: Gdy wrócisz do Egiptu, bacz, byś dokonał przed faraonem wszystkich tych cudów, do których udzieliłem ci mocy, Ja zaś znieczulę serce jego, tak że nie wypuści ludu. I powiesz do faraona: Tak mówi Pan: Moim synem pierworodnym jest Izrael.  Mówię do ciebie: Wypuść syna mojego, aby mi służył. Jeśli będziesz się wzbraniał od wypuszczenia go, Ja zabiję twego syna pierworodnego.  W czasie drogi, na noclegu, natarł JHWH na niego Pan i chciał go zabić”.

Kogo Wojownik – Bóg chciał zabić? Mojżesza. Tego Mojżesza, którego posłał, aby ogłosił wyzwolenie. Dlaczego Bóg chciał zabić Mojżesza? Przecież posłał go do służby.

„Wtedy Sypora wzięła ostry kamień, odcięła napletek syna swego i dotknęła nim sromu Mojżesza, i rzekła: Jesteś mi oblubieńcem krwi. I zaniechał go. Wtedy ona rzekła: Oblubieńcem krwi przez obrzezanie”. 2Mojż.2,25.26.

Mojżesz musiał rozmawiać o przymierzu zawartym z Abrahamem przez Boga i  Sypora wiedziała o tym, ale obydwoje nie zrobili tego, co powinni zrobić. I posłany do służby Mojżesz, stanął w wojnie z Bogiem.

Zobaczmy, nawraca się człowiek, Bóg otacza go wielką troską, ciepłem, miłością, akceptacją, ale kiedy wprowadza człowieka do służby, to bardzo ważna jest zawsze czystość tego człowieka. Czystość jest niezbędna, żebyś przypadkiem nie miał (nie miała) Boga przeciwko sobie. Wielu ludzi rwie się do służby myśląc, że to jest dobre i że sobie poradzą, ale potem wielu ginie i to nie z rąk diabła.

Tak ważne jest czyste serce, czyste usta, czyste ręce. Nie możemy służyć Bogu z nieczystym sercem. Pamiętacie, co było w sercu Bileama, że Bóg stanął na jego drodze i chciał go zabić? Bileam miał w sercu zły plan, który później zrealizował i z tego powodu później zginął. Bóg wie wszystko wcześniej nim się to wydarzy.

Musimy pamiętać, że nasza czystość jest najpierw najważniejsza w naszych sprawach z Bogiem. Jak służymy Bogu? To jest Święty Bóg. Nie można służyć Bogu tak jak podoba się to człowiekowi. Niedojrzały duchowo człowiek  może z początku nie rozumieć Bożych zamysłów i Bóg kształci go, prostuje, koryguje, ale kiedy wprowadza już w służbę dla Swojej chwały, wtedy ten człowiek jest świadomy, że ma do czynienia ze Świętym Bogiem i musi zachować swoje serce w czystości, jeśli nie chce mieć sprawy z Bogiem. Już nie z diabłem, ale z Bogiem. Bóg jest Wojownikiem, który nienawidzi nieprawości.

Czyż Bóg nie jest w stanie otoczyć człowieka opieką, żeby człowiek przeszedł przez każde doświadczenie i wygrał? Bóg jest w stanie to zrobić  Jest Wojownikiem, który bierze cały Swój naród i prowadzi w zwycięstwie. Ale kiedy ten naród wchodzi do służby, to giną jeden za drugim. Dlaczego giną? Dlatego, że Bóg wziął ich dla Siebie, aby Mu służyli.

To jest potężna biblijna lekcja, która uczy nas służyć Bogu z bojaźnią i drżeniem. Piękną sprawą jest służba. Pięknej pracy pragną ci, którzy chcą być starszymi w zborze, ale wtedy człowiek ma jeszcze większe doświadczenie z Bogiem, jeśli ma nieczyste serce, nieczyste myśli, nieczyste pragnienia. Wtedy Bóg staje przeciwko człowiekowi i nikt już mu nie pomoże, bo ma przeciwko sobie Boga.

Kiedy diabeł jest przeciwko tobie i uderza w ciebie, masz Boga po swojej stronie, który jest większy i daje ci zwycięstwo. Ale kiedy Bóg już naciera na człowieka, to któż mu pomoże? Ludzie nie myślą o tym, że czystość jest nam najbardziej potrzebna w relacjach z Bogiem. Jan pisze, że jeśli mówimy, że mamy z Nim społeczność, a chodzimy w ciemności, robimy kłamcę z Boga. Czy wiecie co stanie się z człowiekiem, który czyni z Boga kłamcę?! Bóg nienawidzi kłamców. W chrześcijaństwie  pada więcej trupów z ręki  Boga niż z ręki  diabła.

My nie jesteśmy wyjątkowym ludem. Pamiętamy, ilu ginęło w Izraelu  z ręki  Boga, dlatego, że zapomnieli, że On jest Święty, czysty. Diabeł nie mógł ich zniszczyć, ale diabeł wiedział, że jeśli zanieczyszczą się, to natrze na nich Bóg. Bileam mówił Balakowi, że jest sposób, żeby ten naród ucierpiał. Trzeba doprowadzić go do grzechu. Jeśli ten naród zgrzeszy, wtedy sam Bóg będzie przeciwko nim. I tak było.

A więc Mojżesz poznał na własnej skórze, że posłany do Bożej służby, a nie zrobiwszy tego, co powinien zrobić – oczyścić swój dom – na jego drodze stanął Pan. Mojżesz zginąłby nim doszedłby do wykonania służby. Ale akt uczynionego posłuszeństwa tego, co było ważne w tej sprawie spowodował, że Pan odstąpił i Mojżesz przeżył.

Czy Mojżesz nauczył się czegoś przez to doświadczenie? Tak. Wiedział, że z Bogiem nie ma zabawy. Służyć Bogu to jest ważna rzecz i jest to odpowiedzialność. Trzeba zachować się w czystości każdego dnia, jeśli chce Mu się służyć. Czy wiesz o tym? Nawet grający na gitarze muszą mieć czyste serce. Głoszący słowo  muszą mieć czyste serca. Głośniej modlący się muszą mieć  czyste serca. Przecież to wszystko jest służbą. To wszystko idzie do Boga, a jeśli Bóg widzi w tym nieprawość, to co On zrobi?

Chrześcijaństwo to jest jeszcze bardziej poważna sprawa, niż być narodem izraelskim, gdyż jesteśmy bardziej wprowadzeni w to, kim jest Bóg. Zobaczyliśmy Boga w Bożym Synu, Jezusie Chrystusie i jeszcze bardziej wiemy, jaki jest Bóg. Zobaczcie, jak bardzo potrzebujemy mieć bojaźń.

Księga Izajasza 42,10-17:

„Śpiewajcie Panu pieśń nową, pieśń ku jego czci od krańców ziemi; niech zaszumi morze i wszystko, co w nim jest, wyspy i ich mieszkańcy. Niech się odezwie pustynia i ci, którzy nią ciągną, osiedla, gdzie mieszkają Kedareńczycy; niech się głośno weselą mieszkańcy skalistych gór, niech radośnie wołają ze szczytów górskich! Niech oddają Panu cześć i niech zwiastują jego chwałę na wyspach! Pan wyrusza jak bohater, jak wojownik budzi zapał do walki, rzuca donośny zew bojowy, wydaje okrzyk, nad swoimi wrogami odnosi zwycięstwo. Już długo milczałem, nie odzywałem się, powstrzymywałem się; lecz teraz jak rodząca będę krzyczeć, będę zawodzić i skomleć. Spustoszę góry i pagórki, i wysuszę wszystką ich zieleń, przemienię rzeki w suchą ziemię i bagna osuszę. I poprowadzę ślepych drogą, której nie znają, ścieżkami im nieznanymi ich powiodę, ciemność przed nimi obrócę w jasność, a miejsca nierówne w równinę. Oto rzeczy, których dokonam i nie zaniedbam ich! Obrócą się w tył i okryją się hańbą ci, którzy polegają na bałwanach, ci, którzy mówią do posągów lanych: Wy jesteście naszymi bogami”.

Zobaczcie, co czyni Bóg. Przychodzi, żeby wydobyć nas z  ciemności do światłości, ale kiedy już nauczy nas tego, kim jest, wtedy zaczyna wymagać od nas, abyśmy chodzili w światłości. Więcej wymaga się od tego, któremu więcej dano. Najpierw Bóg tuli cię, jak ojciec tuli swoje dziecko, które pętało się po świecie. Tuli i ogrzewa cię Swoją miłością. Poznajesz akceptację, miłość, podniesienie, ale mija ileś miesięcy  i raptem kończy się to. Wtedy myślisz: „co się stało?” Bóg chce, żebyś Mu służył (służyła).

Zaczyna się dalsze prowadzenie Boga. Zaczyna się chodzenie wiarą, trwanie w czystości. Wielu ludzi zaniedbuje swoje chrześcijańskie życie i dziwi się: „Co się ze mną dzieje? Bóg jest wielki i mówi, że mnie nie porzuci, nie zostawi, a ze mną jest coraz gorzej.” Tak, Bóg jest przeciwko tobie, dlatego jest coraz gorzej. Jeśli nie upamiętasz się i nie oczyścisz, to zginiesz nie od diabła. Czy wiesz o tym?

Czy dobrze jest służyć Bogu? Jeśli nie będziesz służyć Bogu, to nie będziesz tam, gdzie jest twój Pan. Pan mówi: „tam gdzie Ja jestem, tam i Moi słudzy będą.” Bardzo dobrze jest służyć Bogu, ale trzeba pamiętać o tym Słudze, którym jest Jezus Chrystus. On zawsze czynił to, co chce Ojciec. Dobrze jest służyć Bogu. Trzeba służyć Bogu, bo bez służby Bogu nie pójdzie się dalej.

Mamy budować się nawzajem na dom dla Boga, ale musimy mieć świadomość, że Bóg nienawidzi nieprawości. Tak też jest napisane o Jezusie: „umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość.” Pamiętamy również słowa Jezusa:

„W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów?  A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie”. Mat.7,22.23.

Niech Bóg pomoże nam zajrzeć dalej, zobaczyć to, że każda służba jest cenna, ale musimy pamiętać, że robimy to dla Świętego Boga a nie można złożyć Mu byle czego. Musi być to czyste, oczyszczone krwią Baranka. Sługo Boży, nie możesz przyjść z brudnymi rękoma do Boga. Sługo, służebnico Pańska, musisz mieć czyste ręce, czyste usta, czyste serce, bo składasz coś Bogu. „Składajcie siebie Bogu ożywionych z martwych”. Nie składajcie siebie brudnych, ale ożywionych, jako ofiarę żywą, miłą.

Jezus oczyścił nas dlatego, żeby Bóg nas nie zabił , kiedy będziemy chrześcijanami. Dlatego tak ważna jest krew Jezusa. Bez tej krwi nie zbliżysz się do Boga. Przez krew Chrystusa mamy wstęp do miejsca Najświętszego. Ta krew to jest oczyszczenie i ja muszę oczyścić się w krwi Jezusa. Nie tak, że mówię: „krew Jezusa mnie oczyszcza” i nadal chodzę brudny.

Psalm 78, 65-66:

„Lecz Pan ocknął się jakby ze snu, Jak wojownik, który sobie podochocił winem.  Uderzył na tyły wrogów swoich I okrył ich wieczną hańbą”.

Widzimy, że zaczęli od razu uciekać, kiedy tylko Bóg powstał. Ale On już nie pozwolił im  uciec.  Wszyscy wyginęli. Czasami czytamy o tych bitwach Izraela, że kiedy wróg uciekał, to nikt się nie ostał , nikt nie uszedł żywy. Tu też nikt nie uchodzi żywy. Bóg podjął już decyzję – wszyscy zginą. To jest Bóg Wszechmogący – Wojownik, który wstrząsa ziemią i niebem. „Boże, pomóż nam to zrozumieć. Pomóż nam nie składać Ci tego, co ślepe, kulawe, głuche, tylko zważać na to, czy to jest oczyszczone, czy jest czyste, czy to jest Chrystus.”

Słowo Boże mówi, że nie przyjdziesz do Mnie z pustymi rękoma, żebyś nie zginął. Musisz mieć ofiarę. Ty i ja musimy mieć codziennie ofiarę, musimy mieć Jezusa, żeby przybliżyć się do Boga, bo inaczej zginiemy. Nie będziesz chodzić samowolnie przed Bożym obliczem. Nie będziesz lekceważyć Go, nie będziesz pomijać Go w sprawach swojego życia, lecz będziesz szanować Go, zaważać na Niego i będziesz Mu posłuszny (posłuszną), żeby dalej prowadził cię, żeby to była Jego bitwa. To jest bitwa Pana, a my jesteśmy Jego żołnierzami. To jest nasz Wódz, który wszystko rozwija, a my widzimy w podziwie, jak On czyni to. Dobrze jest być w wojsku Pana, ale pamiętaj o tym, co też Paweł pisał do Tymoteusza: „żołnierz Pana musi podobać się Temu, który wezwał go do armii i nie może mieć pragnienia ziemskich rzeczy.” Inaczej sam Bóg uderzy na niego. Bóg nie zniesie go w Swojej armii.

To jest potężny Wojownik. Nikt Mu nie sprosta. Wszyscy muszą ugiąć kolana przed Nim. Wszyscy muszą oddać Mu hołd.

Czasami nie myślimy, że sprawa jest tak ważna, że Jezus umarł na krzyżu. Czasami myślimy, że tylko o to chodzi, żeby diabeł nas nie skrzywdził. Nie. Pierwsza rzecz to, żeby Bóg nas nie zabił . Następna, to żeby wygrać z diabłem, który chciałby zanieczyścić nas dlatego, że zważamy bardziej na Boga niż na wszystko, co nas otacza i również nasze własne „ja”.

Wiemy, że On jest Święty i Słowo Boże mówi: „świętymi bądźcie, bo On jest święty.” Jeśli będziemy służyć, a nie będziemy świętymi, to zginiemy. Nie można zrobić czegoś dla Boga, bo tak mi się podoba, bo tak sobie myślę. Wiecie, znosi się pewne rzeczy, kiedy czyni to dziecko. Bóg naprawdę to znosi. Daje temu dziecku tyle ciepła i miłości. Potem to się kończy. Nigdy już nie wrócisz do tego bracie, siostro, który już przez to przeszedłeś. Nigdy do tego nie wrócimy. Pan prowadzi dalej. Albo zginiesz w tej podróży, albo dotrzesz. Dotrzesz wtedy, kiedy będziesz szanować Boga, zważać na Niego i zawsze będziesz oczyszczał (oczyszczała) się w krwi Syna Bożego. Wtedy On będzie prowadził cię każdego dnia dalej i dalej. Wtedy wygrasz też z diabłem, bo jeśli Bóg z tobą, to któż przeciwko tobie.

A więc Bóg rozochocił się i ruszył do bitwy. Tchnienie Wszechmocnego ożywiło nas i Jego tchnienie zniszczy wszystkich Jego wrogów. Chwała Bogu za to, że On chce, abyśmy Mu służyli .

Musimy być mądrzy. Musimy pamiętać: krew Jezusa oczyszcza nas, ale nie pozwala nam żyć w pożądliwości świata. Nie oczyszcza nas, kiedy idziemy z pożądliwością w świat.

W 1 Liście Jana bardzo wyraźnie pokazane jest, co nie jest od Boga, żebyśmy mieli pewność, że Bóg nie będzie u Swoich dzieci tego właśnie akceptował. Że człowiek może doznawać innego rodzaju wojny.

„Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.  Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki”. 1 Jana 2,15-17.

Bóg przeprowadzi tego, kto jest posłuszny temu Słowu i tego Bóg podeprze w doświadczeniach, by przeszedł (przeszła) dalej. Jeśli ten Wojownik jest twoim Wodzem, to ty jesteś zwycięzcą.

Treny 3,1-38:

„Ja jestem tym mężem, który zaznał niedoli od rózgi jego gniewu. Prowadził mnie i zawiódł do ciemności, gdzie nie ma światła. Tylko przeciwko mnie zwraca dzień po dniu swoją rękę. Zniszczył moje ciało i skórę, połamał moje kości. Spiętrzył wokół mnie wysoko gorycz i mozół. Kazał mi mieszkać w ciemnościach jak dawno zmarłym. Zagrodził mi wyjście, zakuł w ciężkie kajdany. A choć krzyczę i błagam, nieczuły jest na moją modlitwę. Moje drogi zagrodził kamieniem ciosanym, poplątał moje ścieżki. Czyha na mnie jak niedźwiedź, jak lew w ukryciu. Moje drogi zrobił krętymi, mnie zaś nieużytkiem, doprowadził mnie do obłędu. Naciągnął swój łuk i wziął mnie za cel swoich strzał. Przebił moje nerki strzałą ze swojego kołczana. Stałem się pośmiewiskiem dla całego mojego ludu, ich pieśnią szyderczą na co dzień. Nasycił mnie goryczą, napoił piołunem. Starł na krzemieniu moje zęby, wdeptał mnie w popiół. Mojej duszy odebrał spokój, tak że zapomniałem, co to jest szczęście. I myślałem: Przepadła moja siła żywotna i moja nadzieja w Panu. Wspominanie własnej niedoli i udręki to piołun i trucizna. Moja dusza bezustannie to wspomina i trapi się we mnie. To biorę sobie do serca i w tym moja nadzieja, niewyczerpane są objawy łaski Pana, miłosierdzie jego nie ustaje. Każdego poranku objawia się na nowo, wielka jest wierność twoja. Pan jest moim działem, mówi dusza moja, dlatego w nim mam nadzieję. Dobry jest Pan dla tego, kto mu ufa, dla duszy, która go szuka. Dobrze jest czekać w milczeniu na zbawienie Pana. Dobrze jest, gdy mąż nosi jarzmo w młodości. Niech siedzi w samotności i milczy, gdy Pan je nań wkłada. Niech przytyka swoje usta do prochu, może jest jeszcze nadzieja. Niech nadstawia policzek temu, kto go bije, niech się nasyca zniewagą! Albowiem Pan nie odrzuca na wieki: Gdy zasmuca, znowu się lituje według obfitości swojej łaski. Zaiste, nieumyślnie trapi i zasmuca synów ludzkich. Gdy się depcze nogami wszystkich więźniów ziemi, gdy się łamie prawa człowieka przed obliczem Najwyższego, gdy się krzywdzi człowieka w spornej sprawie, czy Pan tego nie widzi? Któż może powiedzieć, że staje się coś, czego Pan nie nakazał? Czy z ust Najwyższego nie pochodzi zarówno złe, jak i dobre?”

Bóg naciera na swojego człowieka i wdeptuje go w proch. Po co? Nieczystość musi być usunięta. Jego człowiek musi być czysty. Jego człowiek musi być gotowy do pełnej służby. Bóg mówi do proroka: „jeśli odsuniesz od siebie to, co pospolite, uczynię cię Moimi ustami.”

Niech Bóg pomoże nam cieszyć się, że w Jezusie okazuje nam Swoją wielką miłość i pragnienie, żeby zbawić nas, uratować nas, wyrwać nas z naszych złych rzeczy.

Czy poddasz się Mu? Czy w pokorze uznasz, że to nie diabeł atakuje cię, kiedy jesteś w złości, w nienawiści, w goryczy , w złym nastawieniu? Jeśli teraz masz kłopoty, to nie diabeł cię atakuje, ale sam Bóg atakuje cię, żeby usunąć z ciebie to zło, grzech, przeszkodę swego sługi, czy służebnicy. Jak ważne, żeby człowiek poddał się Bogu i żeby oczyszczał się (oczyszczała). Kogo Bóg miłuje, tego karci i smaga, bo chce mieć nas w czystości.

Chwała Bogu, że możemy przybliżać się do tego Boga. To jest Jedyny prawdziwy Bóg, Jedyny, który jest naprawdę Święty, Jedyny, który może nas zbawić, może stanąć w twojej i mojej sprawie i żaden wróg nie będzie w stanie wyrwać cię z Jego ręki. Jeśli ty będziesz zważać na Niego w każdej sprawie twojego życia, to On będzie wierny. Jeśli zgrzeszysz, to natychmiast upamiętasz się i oczyścisz, żeby nie czekać, aż On natrze na ciebie. Zanim natrze, chcesz być już oczyszczonym (oczyszczoną) krwią Jezusa. Będziesz robić to natychmiast. Nie będziesz czekać, aż zajdzie słońce, ale będziesz robić to natychmiast, żeby usunąć przeszkodę.

Księga Joba 16, 7-19:

„Ale teraz On wyczerpał moją siłę i opanowała mnie straszna boleść. Moja nędza świadczy przeciwko mnie, moja niemoc jawnie mnie oskarża. Jego gniew szarpie mnie i zwalcza, zgrzyta na mnie swoimi zębami. Mój przeciwnik rzuca na mnie srogie spojrzenia. Rozdziawiają na mnie swoje usta, policzkują mnie wśród zniewag, społem gromadzą się przeciwko mnie. Bóg wydał mnie przewrotnym i wtrącił mnie w ręce bezbożnych. Żyłem spokojnie, lecz On skruszył mnie, a pochwyciwszy za kark, zdruzgotał mnie i postawił mnie sobie za cel. Dookoła mnie świszczą jego pociski, drą bezlitośnie moje nerki, wylewa się na ziemię moja żółć. Zadaje mi cios za ciosem, naciera na mnie jak wojownik. Przywdziałem wór pokutny na moje ciało, a moim czołem wryłem się w proch. Moja twarz jest czerwona od płaczu, a na moich powiekach ciąży mrok, chociaż na moich dłoniach nie ma występku, a moja modlitwa jest szczera. O ziemio, nie zakrywajże mojej krwi i niech nie ustanie moja skarga! Już teraz mam świadka w niebie i swego orędownika na wysokościach”.

Job wiedział, że to Bóg, że bez Boga diabeł nie mógłby tak na niego natrzeć. On wie, że w tej sprawie to musi być Bóg. Job wie również, że prowadził czyste życie. W każdej sprawie starał się, by w niczym nie sprzeciwić się Bogu. Nawet kiedy jego dzieci miały uroczystość, to zawsze dbał o to, żeby po tej uroczystości złożyć Bogu ofiarę, żeby oczyszczać swój dom. Ten Boży sługa bał się Boga i starał się każdego dnia chodzić w czystości, ale Bóg widział jeszcze coś w nim, co trzeba było usunąć. Co to było? Job znał Boga tylko ze słyszenia, a Bóg chciał, żeby on znał Go z widzenia. Bóg chciał posunąć Swego sługę dalej. Oczyszczając go, posunął go dalej. Sługa w doświadczeniu okazał się sługą. Przeszedł próbę. Chwała Bogu!

Widzimy więc Boga, który staje przeciwko Swemu słudze dla jego dobra. Ale jeśli sługa będzie buntował się i nieustannie spierał z Bogiem, to pozostanie w złu. Od Boga pochodzi zarówno dobro, jak i zło. To jest Bóg Wszechmogący. Niech Bóg pomoże nam szanować Go.

Nie chodzi o to, żeby ludzie byli porażeni, przerażeni, ale chodzi tylko o to, by dbać o czystość. Jeśli wiesz, że coś jest złe, to oczyść się. Jeśli wiesz, że nie robisz czegoś dobrego, a wiesz, że powinieneś (powinnaś) to robić, to rób to. Wszystko, co czynimy, czynimy z powodu Pana. Wtedy On przyzna się i da nam zwycięstwo. Chwała Bogu za to.

W wieczności będą sami zwycięzcy. Ale ci zwycięzcy zostali pokonani przez tego Wojownika i stali się Jego niewolnikami, a On uczynił ich zwycięzcami. Oni zdawali sobie sprawę, że służą Świętemu Bogu, a On napełniał ich chwałą zwycięstwa.

Pamiętacie, że arcykapłan mógł tylko raz w roku wejść do miejsca Najświętszego i to nie bez krwi, bo zginąłby. Pamiętamy synów Aarona, to nie diabeł ich zabił . Poszli do służby inaczej niż Bóg im powiedział. Ananiasza i Safirę nie zabił diabeł. Oni chcieli oszukać Ducha Świętego.

Niech Bóg pomoże nam naprawdę szanować Go, bo diabeł stosuje ten oręż: „Bóg zawsze ciebie kocha. Bóg pominie to, nie ma to takiego znaczenia, przecież dał Swego Syna i na pewno nie chce twego zła. To minie, nie przejmuj się tym, żyj. Przecież Bóg zapewnił ci już życie wieczne. ” Tak diabeł zwodzi ludzi i kiedy człowiek podda się temu, to wtedy sam Bóg staje się wrogiem tego człowieka. Niekoniecznie jeszcze wrogiem, który chce doprowadzić do zabicia tego człowieka, ale wrogiem, który zaczyna atakować, ponieważ Jego żołnierz został skażony innym duchem, innym nastawieniem serca, innymi myślami. Bóg musi usunąć to ze Swojej armii. To jest Wojownik, który patrzy na każdego żołnierza. Każdy żołnierz jest przed Jego oczami, sprawdzony (sprawdzona), przepenetrowany każdego dnia. On przepatruje Swoją armię i patrzy, czy ćwiczymy się w pobożności, jak wykorzystujemy nasze dni. Dlaczego to robi? Dlatego, że chce dać nam zwycięstwo nad diabłem, chce żebyśmy byli jedno z Nim tak, jak On jest jedno z Ojcem.

A więc czystość, oczyszczenie krwią Jezusa było tobie i mnie potrzebne, żeby Bóg nie zabił nas. Czy dziękujesz Bogu za Jezusa, że Jezus oczyszcza cię Swoją krwią dzisiaj, bo trwasz w społeczności z Nim? Wtedy Bóg nie jest twoim wrogiem. Zobacz, jakie to jest cenne.

Nie chodzi o to, żeby straszyć nas fizycznie, chodzi o to, żebyśmy mieli świadomość. Świadomość jest bardzo potrzebna tobie  i mnie, żołnierzom Jezusa, świadomość tego z Kim mamy do czynienia. Jezus powiedział kogo mamy się bać. Mamy mieć świadomość, że On umarł za nas na krzyżu, ale jeśli będziemy lekceważyć Go, wtedy On zabije nas.

Księga Jeremiasza 14, 7-12:

„Chociaż nasze winy świadczą przeciwko nam, uczyń, o Panie, jak ci każe twoje imię, gdyż liczne są nasze wykroczenia, którymi przeciwko tobie zgrzeszyliśmy! O, nadziejo Izraela, jego Wybawco w czasach niedoli! Czemu jesteś jak obcy przybysz w ziemi, jak wędrowiec, który rozbija namiot tylko, aby przenocować? Czemu jesteś jak mąż strwożony, jak wojownik, który nie może ocalić? Przecie Ty, Panie, jesteś pośród nas, a twoim imieniem jesteśmy nazwami, nie opuszczaj nas! Tak mówi Pan o tym ludzie: Tak lubią się wałęsać, swoich nóg nie oszczędzają, ale Pan nie ma w nich upodobania, wspomina teraz ich winę i nawiedza ich grzechy. Potem rzekł Pan do mnie: Nie módl się o powodzenie dla tego ludu. Gdy będą pościć, nie wysłucham ich błagania, a gdy będą składać całopalenia i ofiary z pokarmów, nie będę miał w nich upodobania, lecz mieczem, głodem i zarazą wygubię ich”.

Dlaczego? „Gdyż liczne są nasze wykroczenia, którymi zgrzeszyliśmy przeciwko Tobie.” Bóg nie jest strwożonym Wojownikiem. On może w jednej chwili wyruszyć i zrobić porządek. On jest Wojownikiem, którego obrażono grzechami. Bóg powiedział: „teraz Ja będę przeciwko wam. Już nie wróg, lecz to Ja poślę na was miecz, głód, zarazę dlatego, że obraziliście Mnie swoją postawą, swoim nastawieniem, swoją lekkomyślnością, swoimi grzechami, w których trwaliście.”

Jezus przyszedł uratować nas. Ale Słowo Boże w Nowym Testamencie mówi też, że kto będzie rozmyślnie grzeszyć, lekceważyć Ofiarę krwi i nie będzie oczyszczać się ze swoich grzechów, lekko traktować krew Jezusa, a nadal nazywać się chrześcijaninem, będzie miał bardzo złe doświadczenie z Bogiem. Bóg nie da mu (jej) już szansy zmiany tego położenia. Kto uznaje sobie za pospolitą krew Syna Bożego, kto depcze po tej ofierze, tego wrogiem staje się Bóg. Dopóki korzystamy z tej krwi, oczyszczamy się, pozbywamy się zła, Bóg akceptuje to, bo dał Swego Syna, żebyśmy mogli oczyszczać się. Ale jeśli przestaniemy oczyszczać się, a będziemy grzeszyć i mówić, że jesteśmy chrześcijanami i będziemy dalej „służyć”, to wtedy On powie: „Koniec. Już nawet nie módl się, ta sprawa zakończyła się u Mnie”. Taki jest nasz Bóg i Jezus wiedział o tym.

Bojaźń jest cenną sprawą w każdym z nas, bo my w tym ciele mamy strach, ale przed głodem, bólem. Ale w ciele nie ma strachu przed Bogiem. Strach przed Bogiem przychodzi do nas w Jezusie. Bojaźń Boża przychodzi do nas w Jezusie. Wtedy zaczynamy rozumieć, z kim mamy do czynienia. Wytrwajmy w tym, pilnujmy się tego każdego dnia. Dlatego mówimy o doświadczeniu czystości, żebyśmy zobaczyli początek. Czasami ludzie wyprawiają się do wojny z diabłem, nie myśląc, że tak naprawdę przegrali już z Bogiem. Chodzi o początek, żebyśmy rozumieli czystość – po co? Po to właśnie, żeby być pojednanym z Bogiem i mieć Boga za Przyjaciela, tego, który codziennie hojnie obdarza cię Swoją miłością, Swoją dobrocią, Swoim Synem. Po to Jezus umarł na krzyżu za mnie i za ciebie.

Niech Bóg pomoże nam, niech Duch Pana pracuje w nas. Nie wierzę w możliwości ciała, ani mojego, ani twojego. Nie wierzę w to, że w takim stanie człowieka nawet najsilniejsze Boże Słowo będzie w stanie zmienić decyzję codziennego życia. Może wstrząsnąć na chwilę, ale później człowiek dalej będzie robić swoje, jeśli Duch Pana nie przekona cię o tym, że to Słowo jest rzeczywistością. Jeśli to wniknie w twoje życie, to zaczniesz badać, patrzeć, że masz do czynienia z Bogiem. Bóg nie potępia, ale daje możliwość oczyszczenia. Korzystajmy z tej oczyszczalni.

Oczyszczamy się ze złego życia, oczyszczamy się, bo komuś zrobiliśmy krzywdę, oczyszczamy się, bo gdzieś okłamaliśmy Chwała Bogu! Ale w pewnym momencie przychodzi doświadczenie, że człowiek umie czynić dobro, a nie czyni. I to też jest grzech! Ale z tego człowiek już nie oczyszcza się i mówi: „nic złego nie zrobiłem”. A Bóg mówi, że nie chodzi już tylko o to, czego złego nie zrobiłeś (zrobiłaś), ale co dobrego dał ci Bóg i miałeś (miałaś) zrobić i nie zrobiłeś. To też jest grzech i Bóg też będzie przeciwko, jeśli człowiek uparcie nie będzie robić tego, co Bóg dał, by człowiek robił.

Bóg chce wychowywać, przeobrażać nas do obrazu Swego Syna. A w tym często jest przeszkoda – to jest nasza niechęć do czynienia jakiegoś dobra. I wtedy Bóg musi się z tym rozprawić, bo inaczej nie będzie obrazu Jego Syna w nas.

Mówię do wszystkich, chociaż najbardziej do dojrzałych, do tych, którzy są dłużej w Panu. Większość z nas skończyła już ten okres, kiedy Bóg, jakby nie patrząc na to, w jakim jesteśmy stanie, wylewał na nas Swoją akceptację, Swoją miłość, podnosił nas, napełniał zadowoleniem, ochotą życia dla Niego. Większość z nas idzie już przez wiarę. Czy będą to dni pełne obfitości, czy dni, w których nic nie wydarzy się, to twoja wiara sięga Boga i chodzisz w tych dniach w czystości, w wierze czynnej w miłości. Oczyszczony krwią Jezusa trwasz w społeczności z Nim, a On czyni cię czystym, czystym, czystym tak, że możesz przyjść do Boga, że możesz stanąć przed Bogiem, czystym, że możesz modlić się do Boga i On cię słucha.

Kiedyś opowiadałem wam, jak poszedłem do ostatniego pokoju, by modlić się i kiedy uklęknąłem na kolana, przyszło na mnie takie przerażenie, jakiego zupełnie się nie spodziewałem się. Chciałem modlić się do Boga, a tu przyszło takie przerażenie i wtedy usłyszałem głos Ducha Świętego: „możesz zostać tylko na podstawie krwi Jezusa Chrystusa, tylko!” Nie ma dobra, które moglibyśmy uczynić, które pozwoliłoby nam przychodzić swobodnie do Ojca bez tej krwi! On jest Święty. Tylko krew czyni nas świętymi.

Bóg chce, żebyśmy modlili się, żebyśmy z Nim byli. On kocha nas, ale On jest Święty. Czy może Święty mieć coś wspólnego z nieświętym? Czy światłość może mieć coś wspólnego z ciemnością? A więc główna sprawa oczyszczenia to jest sprawa między tobą a Bogiem, między mną a Bogiem, żebyśmy byli jedno teraz i na zawsze. Dlatego tak ważna była ta ofiara. To jest najważniejsze, zwycięstwo Krzyża, gdzie Bóg ze Sobą pojednał świat w Jezusie Chrystusie. Tam został rozbrojony diabeł, zostały mu zabrane wszystkie jego argumenty wobec ciebie. Ale tam umarłeś też ze swoimi grzechami, aby będąc usprawiedliwiony w zmartwychwstałym Chrystusie prowadzić czyste życie z Bogiem, by chodzić z Bogiem, należeć do Niego. A jeśli zgrzeszyłbyś, czy zgrzeszyłabyś, to Orędownik wstawia się i dzisiaj ze Swoją krwią, aby natychmiast oczyścić się, przyjąć oczyszczenie i dalej chodzić z Bogiem.

Nie wolno ci przestać chodzić z Bogiem. Pamiętacie o tym, co Słowo Boże mówi na temat Wieczerzy Pańskiej. Bóg mówi, że jeśli ktoś nie przystąpi do spożywania baranka Paschalnego, mogąc przystąpić, oczyścić się, to tego trzeba zabić. Był dzień przygotowania, dzień oczyszczenia, gdzie wszyscy mieli oczyścić się. A jeśli ktoś nie chciał, to miał zginąć. Bóg chciał, żeby wszyscy spożyli baranka. Bóg chce, żeby wszyscy byli zbawieni. A jeśli ktoś z tego narodu nie chciał być zbawiony, to Bóg mówi: „zabijcie go.” Pamiętamy, co Paweł napisał o lekkomyślnym traktowaniu Wieczerzy Pańskiej – wielu jest chorych, a wielu już poginęło dlatego, że lekceważąco podeszli do stołu Pańskiego.

Krew Jezus oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. Dlatego tak ważny jest Jezus. Patrz na Niego. To jest Jedyny, który sprawił, że Bóg nie jest twoim wrogiem, moim wrogiem. To jest jedyny, który pojednał nas w sobie z Ojcem, jako Ten, który umierając wziął w sobie na krzyż wszystkie moje i twoje grzechy. Wywyższony Jezus Chrystus, dlatego niebo śpiewa tak potężną pieśń:

„Godzien jesteś wziąć księgę i zdjąć jej pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i odkupiłeś dla Boga krwią swoją ludzi z każdego plemienia i języka, i ludu, i narodu, i uczyniłeś z nich dla Boga naszego ród królewski i kapłanów, i będą królować na ziemi”. Obj.5,9.10.

Oczyściłeś ich Swoją krwią, aby Bóg miał ich dla Swojej chwały. Niech Duch Święty pracuje w nas. Bóg nie jest tym, który nie chciałby mieć ludzi u Siebie na wieczność i jako wyraźny tego dowód dał Swego Syna. Ale pamiętajmy: bójmy się Go, czcijmy, poważajmy, oczyszczajmy się, nie lekceważmy. Czytając Biblię patrzymy, jak powinno wyglądać chrześcijaństwo. Czy tak to wygląda w moim życiu? Jeśli nie, to Jezus jest po to, żeby tak wyglądało. Oczyszczajmy się, pozbywajmy się zła, nie pozwólmy, żeby wróg gdzieś zakorzenił w nas grzech i żeby Bóg stanął przeciwko nam.

Obrzezanie było bardzo ważnym oznaczeniem na ciele Izraelity w starotestamentowym przymierzu. Teraz, kiedy obrzezujemy serce nasze z powodu Boga i oczyszczamy je przez krew Jezusa, wtedy Bóg zatrzymuje Swego anioła śmierci i pozwala nam żyć. „Niech żyje i służy Mi dalej.” Nie możemy kupić sobie przyjaźni Boga, żeby zaakceptował nas. Nie mamy takich możliwości, żeby zapłacić Mu za to, żeby był z nami. Ale ta możliwość jest przez krew Jezusa. „Za darmo oddani, przyprowadzeni z powrotem bez pieniędzy.” Nic nie musimy płacić za to. Mamy wierzyć i oczyszczać się w krwi Jezusa każdego dnia.

Bracie i siostro, my musimy pięknieć z powodu Boga. To jest zwycięstwo nad diabłem. Diabeł czyni ludzi szkaradnymi, a Bóg czyni pięknymi. To jest zwycięstwo, kiedy zamiast szkaradztwa tego świata, widać w tobie coraz więcej piękna Chrystusa. To jest zwycięstwo nad diabłem! Ludzie myślą w różny sposób o zwycięstwie, ale zwycięstwo nad diabłem wyraża się wtedy, kiedy ty nie degradujesz się, ale wzrastasz. To jest zwycięstwo.

Niech Bóg błogosławi Swemu ludowi, który trwa w Jezusie Chrystusie. Chwała Bogu za to, że jeszcze jest Jego miłosierdzie i Jego łaska nad Bożym ludem! Nie lekceważ Boga. Najgorsza chrześcijańska szkoła to lekceważenie Boga. Najlepsza, to kiedy od początku uczysz się szanować Go.

Mówię wam jeszcze raz: kiedy człowiek zgrzeszy, a potem  przychodzi na zgromadzenie i uśmiecha się, to ten człowiek niedługo będzie miał bitwę z Bogiem. A jeśli człowiek zgrzeszy i wstydzi się tego, i pokutuje, ten człowiek otrzyma przebaczenie od Boga. Dlatego widzicie ludzi, którzy nie pokutując ze swoich grzechów, co rusz wpadają w następne. Nikt już ich nie podtrzymuje. Myślą, że Boga można oszukać i można bawić się z Bogiem. Bóg pokazuje im: „zginiecie, jeśli nie zrobicie z tym porządku.” Później w zgromadzeniu ludzie próbują akceptować kogoś takiego i też uśmiechają się do niego. Bóg mówi: „i wy zginiecie, jeśli nie zrobicie z tym porządku”. „Nie bądźcie uczestnikami cudzych grzechów bo Bóg jest Święty”.

Jak Bóg mówił do zboru w Efezie, w Księdze Objawienia? „(…) przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz”.

To jest cudowne, że mamy doświadczenie ze Świętym Bogiem. To jest najpiękniejsza sprawa, która zdarzyła się nam tu, na tej ziemi, że w Jezusie Chrystusie możemy mieć społeczność z Bogiem. Ale to jest najpoważniejsza sprawa naszego życia i nie może stać się ona drugorzędna. Zawsze musi być pierwszorzędna, że w Jezusie Bóg pojednał nas z Sobą. Bóg mówi: „otwórz swoje usta, a ja napełnię je.” Ale muszą być one czyste i musi być posłuszeństwo Bogu.

Pamiętamy tego proroka, do którego Bóg powiedział: „pójdziesz jedną drogą i nie będziesz tam nic jadł, ani pił, a wrócisz inną drogą.” Kiedy zwiódł go stary prorok, to co się stało? Sługa Boży zginął. Ale ten drugi, który go zwiódł wiedział, że to, co dał mu Bóg jest prawdą.

Chwała Bogu. Wiecie, kiedy sprawa staje się poważna, kiedy Boży lud zaczyna zastanawiać się, to jest to lepsze niż hałas wywołanych bezmyślności. Kiedy zaczynamy myśleć i zastanawiać się, z kim przyszło nam mieć do czynienia, to jest to lepsze niż składanie Bogu mnóstwa ofiar.

W książce „Jezus naszym przeznaczeniem” Bush opisał sytuację pewnego młodego człowieka, który nie chciał zabijać, trafił do sądu i miał zostać rozstrzelany. Przyszło na niego wielkie przerażenie, wróg atakował go i ten młody człowiek napisał w liście, że każdego dnia wdrapuje się na krzyż Chrystusa i tam znajduje zwycięstwo nad strachem.   W Chrystusie – to jest nasze zwycięstwo!

Niech Bóg daje nam otrzeźwienie. Jeśli kłócimy się między sobą, bracia i siostry, i pozostajemy w kłótni, to nie diabeł, ale Sam Bóg będzie się z nami rozprawiał. A jeśli będziemy przebaczać sobie i oczyszczać się, to będziemy mieć zwycięstwo nad diabłem, który chciałby nas zniszczyć. Czy rozumiecie to? Czy rozumiecie, że zbór musi być święty z powodu Boga, który jest Święty? Czy rozumiecie, że plotka, czy inne zło, jeśli nie jest oczyszczane, spowoduje, że to Sam Bóg ruszy do natarcia, żeby oczyścić Swój zbór, o który On się troszczy? On chce, żebyśmy żyli, żebyśmy wygrali, żebyśmy szanowali się nawzajem, żeby duchowo nie stracić społeczności z Bogiem. Wiecie, że sam zbór nie ratuje nas. Ratuje nas Jezus Chrystus – oczyszczenie krwią Baranka.

Sprawa jest poważna i dlatego Bóg chce nauczyć nas, że  to z powodu Boga mamy być czyści. Jeśli myślisz: „żeby diabeł mnie nie podszedł, żeby diabeł nie zabił mnie, żeby diabeł nie wciągnął mnie w coś”, to musisz być czysty. Muszę być czysty, żeby w tej wojnie Bóg był ze mną, a nie przeciwko mnie.

Uczmy się tego, rozmawiajmy ze sobą w poważny sposób. Możemy śpiewać, cieszyć się, kiedy ogarnia nas czystość. Pan Swoją krwią oczyszcza wszystkie rzeczy. Jeśli jeszcze nie potrafisz czegoś zrobić i Pan nie dał ci jeszcze umiejętności zrobienia tego, to Pan oczyszcza to. Możesz chwalić Boga i chodzić z Nim. Ale kiedy Pan daje ci już wszystko w tej sprawie, żeby tego już nie robić, czy robić tamto, wtedy odpowiadasz za to. Pan nie żąda czegoś, czego nie dał, ale kiedy już dał, to wymaga, żeby stosować to, używać, nie zakopywać tego, co dostałeś, czy dostałaś. Masz używać to zgodnie z Jego wolą.

Życzę wam błogosławionej rozmowy z Bogiem, tak, jak dziecko przychodzi do Ojca i szczerze rozmawia z Nim, przyznając się, przyjmując przebaczenie, dziękując mu za to i starając się prowadzić życie w zgodzie z Jego wolą. Niech Bóg czyni to z nami, a będziemy kiedyś całą wieczność z Nim. W imieniu Jezusa. Amen.

DUCHOWY BÓJ – 9.11.2013r. – część2

 

W tej bitwie musimy wiedzieć, że diabeł będzie chciał nas zanieczyszczać, a Jezus oczyszczać. Jeśli już to wiemy i naprawdę mamy to wpisane silnie w serce, w umysł, że bez Jezusa nic nie uczynimy dobrego, wtedy Jezus staje się wszystkim! Ale kiedy mamy w sobie umiejętność czynienia dobra i potrafimy zrobić to lub tamto, wtedy mijamy Jezusa i my robimy te rzeczy. I przypisujemy sobie chwałę. Wiesz, jak wygląda dobro w Chrystusie? Tam nie ma ciebie – to jest dobro w Chrystusie. Ty umarłeś na krzyżu wraz z Nim, a to dobro spływa na ciebie jak błogosławieństwo z nieba i może pomóc innym ludziom. Pomyśl, w tej bitwie najważniejsze jest to, czy jesteś czysty czy nieczysty, czysta czy nieczysta. Po tym idą następne rzeczy, ale pierwsze i najważniejsze to czy masz czyste sumienie! Bo jeśli masz zanieczyszczone sumienie, to diabeł jest twoim władcą! Ale jeśli masz oczyszczone sumienie, to Jezus jest twoim władcą. Przed Bożym obliczem można stawać tylko z czystym sumieniem. I tylko z czystym sumieniem można stawać do prawdziwego boju, w którym już jesteś zwycięzcą nad nieczystościami diabła. Depczesz po rzeczach, którymi chciałby cię skusić, ponieważ jesteś czysty i zachowujesz czystość. Czytamy o tym w Nowym Testamencie.

Co następnie jest jeszcze tak ważne? Czyste serce, bo ci którzy mają czyste serce, Boga oglądać będą. Będziemy kiedyś oglądać Boga jako przyobleczeni w nowe ciała. Ale jeśli w tym namiocie nie oglądasz Boga, to nie będziesz miał przyszłego namiotu. Już w tym namiocie musisz oglądać Boga działającego w tobie. Musisz oglądać, jak Bóg cię ma dla Swojej chwały, musisz oglądać, jak On w tobie i przez ciebie zwycięża. Musisz oglądać już teraz Boga w Jego działaniach. Musisz kochać się w tym, co On w tobie uczyni, musisz cieszyć się z każdego Jego działania. Musisz chwalić Go za wszystko, co w tobie uczynił.

Gdyby ktoś się ciebie spytał: czy jesteś Jego własnością? Ty powiesz: „Tak, ponieważ On działa we mnie!” A Bóg działa dzisiaj w Swojej własności. I tylko Swoją własność On zabierze do Siebie na zawsze. Tylko Jego własność będzie oglądać Jego oblicze. A więc musisz Go oglądać oczami wiary dzisiaj. Jezus przez wiarę musi zamieszkać w sercach naszych i my musimy znać Go dzisiaj, na ile tylko jest możliwe, aby móc poznać Go więcej, kiedy wróci.

Życie człowieka wierzącego to nie jest taki sobie leniwy strumyk, który jakoś sobie płynie. Życie człowieka wierzącego jest jak strumień górski, który porywa za sobą iluś ludzi, albo iluś ludzi zostaje rozbitych przez ten strumień. Paweł napisał to w ten sposób: Jesteśmy wonią jednym ku życiu, drugim ku śmierci, a do tego któż jest zdolny? Tylko Chrystus w nas.

Życie chrześcijanina to nie jest leniwy strumyczek, moi drodzy! To nie jest wolno płynący strumyk i nazywający się chrześcijaństwo. Czy tak widzisz działającego Ducha Bożego? Płomienność miłości Jezusa? To jest wykorzystywanie każdego czasu, gdyż wiesz, ile tu jest ataków na to, by zmarnować czas, by przepuścić go przez palce. Jeśli Jezus nie jest namiętnością, nie jest wszystkim to wtedy łatwo sprzedajesz swój czas! Możesz mieć swoją godzinę z Biblią, godzinę modlitwy itd., ale reszta to przepuszczony czas. Kiedy namiętnością jest Jezus to wtedy cały czas jesteś z Nim, i gdy czytasz, i gdy modlisz się, i gdy jesz, i gdy pijesz, i gdy jesteś na zjeździe,  gdy jesteś w pracy, gdy jesteś w szkole, gdy idziesz do sklepu i gdy wracasz ze sklepu, gdy sprzątasz, gdy zmywasz naczynia – cały czas jesteś zakochany w Nim. On jest najcenniejszy, On jest treścią całego twojego życia. Do tego Bóg chce doprowadzić wszystkie swoje dzieci, a diabeł toczy właśnie bój o to, żeby uznać, że jesteś wierzącym, wierzącą, i możesz sobie tak lub inaczej żyć, bo Pan cię zbawił. Jak zbawił? Od czego zbawił? Czy widzisz takie życie Jezusa płynące na ziemi? Jak taki leniwy strumyczek? Co się działo z ludźmi tam, gdziekolwiek On szedł? Jakie rzeczy się pojawiały? Czy przy twoim życiu też się to pojawia?

Zobaczcie, kiedy Ezechiel opisuje początek tego strumienia  jest on taki, że sięga po kostki, później po kolana, później jeszcze człowiek idzie, a później już nic! Musisz oddać się temu strumieniowi, ponieważ on ogarnia cię całego! Zdobywa cię dla chwały Bożej. Człowiek lubi pozostawać takim po kostki – mam czucie, wiem co umiem, wiem co potrafię, wiem, ile jeszcze mogę, wiem! Lecz pięknie jest, kiedy już nic nie potrafisz, gdy wszystko to On. To jest wojna. Wydaje się, że główna wojna toczy się o to, aby głosić ludziom ewangelię, nawracać ludzi itd. Nie, główna wojna to kim ty jesteś, kim ja jestem przed Bożym obliczem – to jest najważniejsza wojna. Jakie jest moje serce, twoje serce, czy jest czyste? Czy dzisiaj możemy oglądać Boga? Rozumiesz to? Dlatego ponad wszystko strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia. Jak pilnujesz tej wiadomości? Kiedy dzień za dniem mija, jak pilnujemy tej wiadomości, by strzec swego serca, by zawsze patrzeć na Jezusa, sprawcę i dokończyciela  naszej wiary, by  cieszyć się Nim, budować się Nim, mieć zawsze ochotę żyć dzięki Niemu na tej ziemi? I kiedy diabeł przychodzi i podpowiada ci, co zrobić, jak zrobić, ty idziesz za Jezusem i już nie słuchasz obcego głosu.

Powiem wam, co trzeba zrobić aby mieć czyste serce – trzeba przyjąć Jezusa. On jest doskonale czysty. Wtedy twoje własne ręce usuną z twego komputera wszystko, co nie jest bliskie Jezusowi, twoje własne ręce napiszą list, w którym będziesz przepraszał kogoś, komu zrobiłeś krzywdę, czy zrobiłaś, twoje własne nogi zaprowadzą cię tam, gdzie powinieneś  pójść  już dawno wcześniej, bo Jezus zamieszkał w twoim sercu. A dopóki Go tam nie ma, w twoim komputerze są rzeczy światowe i religijne, twoje ręce dotykają rzeczy biblijnych jak i światowych, twoje nogi chodzą na zgromadzenia jak i na ziemskie przyjemności, twój umysł myśli o Bogu jak i zachłystuje się ziemskimi pomysłami tego świata. Ale kiedy wpuścisz Jezusa, to On przejmie całą władzę. Wpuść Jezusa, jeśli chcesz wygrać bitwę, wpuść Go! Diabeł straszy: zobaczysz, co ci się stanie, nie będziesz miał mieszkania, ubrania, jedzenia, wszystko ci zabiorę, co ci dawałem wcześniej, żebyś nie należał do  Jezusa, wszystko ci zabiorę. Tak jak w Księdze Jeremiasza jest napisane: jak wypiekaliśmy ciastka dla królowej niebios to mieliśmy wszystko, a kiedy tylko do Boga się zwracamy to wszystko zniknęło, nic nie mamy.  Wracamy do królowej niebios, niech daje dalej nam to wszystko. Jeżeli możesz być czysty, jesteś zwycięzcą. Czego się boisz, przecież najważniejsze na tej ziemi jest mieć czyste serce, bo kiedyś każdy stanie przed Bogiem. A jeśli masz czyste serce, to będziesz oglądać Boga i żyć z Nim na wieki. Czy to jest ważne? Ludziom próbuje się mówić: po co słuchasz tej światowej muzyki, po co się patrzysz na te światowe filmy, po co to robisz lub tamto? Człowiek kiwa głową, ale mu się to podoba. Czasami doprowadzony jest do takiego stanu, że głupio mu przed wierzącymi (ja też przecież wierzę), to robi to w ukryciu. Tak jak ci, którzy są w Biblii opisani i Bóg mówi: „chodź pokażę ci, co oni robią  w ukryciu, kiedy nikt nie widzi”, ale Bóg widzi! Kiedy masz czyste serce, jesteś czysty i nie robisz nic złego ani w ukryciu, ani na zewnątrz. Ktokolwiek by przyszedł i zajrzałby do twojego komputera, nie znalazłby tam nic nieczystego. Twoje strony internetowe będą czyste, będzie tam tylko chwała Jezusa. To oznacza, że Jezus zamieszkał w sercu.

A jeśli jeszcze mieszasz chwałę Jezusa z chwałą świata, wtedy robisz koktajl, bardzo niebezpieczny dla ciebie samego, czy ciebie samej, ponieważ przyjdzie ci zapłacić za to, że chciałeś Jezusa zmieszać ze światem. Przyjmuj Jezusa, a od razu zobaczysz, jakie myśli z Nim do ciebie przyjdą, jak szybko będziesz chciał zrobić porządek z tymi rzeczami. Z niecierpliwością będziesz czekał, kiedy komputer się włączy, żeby usunąć z niego wszystkie nieczystości. Tak bardzo ci będzie na tym zależało, bo będzie Jezus w tobie, On taki jest! On przyszedł oczyścić nas, a nie zabrudzić jeszcze bardziej, lecz oczyścić od wszelkiego grzechu. Kiedy masz czyste serce, umysł, sumienie, to i twoje ręce i nogi będą też czyste. Gdzie nie pójdziesz, czego się nie dotkniesz, to będzie dla Jego chwały. Zobaczcie, Noe nie mógł tego uczynić w swoich synach. Abraham też tego nie mógł uczynić, Mojżesz też tego nie mógł zrobić. Mogli jedynie to przyjąć sami, lecz nie mogli przełożyć tego na innych. Tylko Bóg może to uczynić w Swoim Synu dając ci Go! Jak ważny jest Jezus! Tę bitwę tak ważną na tej ziemi  musi stoczyć każdy, który chce wejść do wieczności.

Wielu myśli sobie, że przyjąć Jezusa to znaczy zająć miejsce w ławce i stać się częścią jakiegoś religijnego systemu. Nie, przyjąć Jezusa to znaczy zająć miejsce w armii Pana! Stać się żołnierzem Chrystusowym, otrzymać pełne uzbrojenie do tej wojny, bo bój toczysz nie o jakąś tam rzecz, lecz toczysz go o swoją wieczność, rozumiesz?  Co to znaczy wieczność, i to wieczność z Bogiem? Dopóki Chrystus nie zamieszka w człowieku, ten nigdy nie dowie się, co to znaczy wieczność z Bogiem, gdyż tylko Chrystus wie, co to znaczy wieczność z Bogiem. I kiedy Chrystus w tobie mieszka, wtedy ty wiesz, co to jest wieczność. Wiesz, jaka to ważna sprawa dla twojego życia. Wtedy wiesz, dlaczego już nie idziesz na ustępstwa, nie idziesz w złe rzeczy, bo wieczność jest już w tobie, w twoim sercu, w Chrystusie. Bóg nawet wieczność wpisał w ich serca. Wiesz, dlaczego to jest tak ważne, wiesz, że jest wróg, który chodzi i szuka, gdzie mógłby znaleźć kogoś, kto by się poddał jego pomysłom, kto by zrezygnował z Jezusa i poszedł znowu w zło. A kiedy mu się uda zanieczyścić takiego żołnierza Chrystusowego, wtedy zaczyna nęcić go dalej. Ale jeżeli taki żołnierz dochodzi do upamiętania – jakby kubeł zimnej wody na niego wylano – patrzy i mówi: co ja robię, przecież tracę to, co najcenniejsze, chcę wracać do Jezusa!  Wtedy diabeł potępia mówiąc: popełniłeś taki grzech, że Jezus cię nie przyjmie. To jest bój! Wróg jest namacalny, wiesz o nim i znasz jego zamysły. Każdy, który poznał Jezusa, zna zamysły diabła. Człowiek w świecie ich nie zna, nie ma nawet pojęcia, śmieje się, a tak naprawdę jest zniewolony przez diabła i robi dokładnie to, co chce diabeł.

Zobaczcie, wcześniej małżeństwa w dużej mierze nie rozpadały się. Teraz małżeństwa w dużej mierze się rozpadają. Diabeł wylał na ludzi pożądliwość cudzego ciała i ludzie ci nie mogą wytrzymać, muszą iść dalej w tym, będąc niewolnikami diabła. Dopiero Chrystus przynosi wolność. Chrystus nigdy nie pożądał czyjegoś ciała. Kiedy On mieszka w tobie, wtedy w tobie mieszka czystość! Diabeł może cię kusić, próbować, ale ty masz Jezusa! Musisz wiedzieć, że kiedy Chrystus napełnia ciebie, wtedy w tobie jest czysto. Tak jak do pokoju, w którym jest pełno śmieci, ktoś wchodzi i robi całkowitą czystkę, tak twoje serce Jezus czyni nowym sercem, w którym jest święto obecności Pana.

Szkoda, że tak mało ludzi dochodzi do tego święta! Szkoda, że tak mało ludzi kosztuje jak dobry jest Pan, szkoda, że tak wielu ludzi chce zmieszać Jezusa z tym światem. Nie chcą zostawić tego świata, nie chcą umrzeć dla swoich idei, pragnień, dążeń, marzeń i nadal próbują wkomponować Jezusa w to swoje życie. Szkoda, szkoda  każdego! Tracisz czas, tracisz czas, bo diabeł dalej ma cię dla siebie. Jezus mówi, jeśli nie wyprzesz się tego, kim jesteś, nie weźmiesz swego krzyża na siebie i nie pójdziesz za Nim, żeby Go naśladować, nie możesz być Jego uczniem. A tylko Jego Słowa darzą życiem! Czy zdajemy sobie sprawę, jak ważny jest Jezus?  Cała metoda wroga polega na tym, żeby osłabić instynkt potrzeby Jezusa, żeby ludzie zaspokoili się wiedzą biblijną i jakimś tam życiem. Diabeł pracuje nad tym, żeby ludzie nie mieli instynktu życia dzięki Jezusowi, żeby nie chodzili z Jezusem codziennie, żeby zaczęli prowadzić jakieś tam życie, ale żeby to nie był już Chrystus. Wróg przygotowuje teren, że kiedy przyjdzie antychryst, żeby zgarnął po prostu ludzi, bo nie będą gotowi.  Słowo Boże mówi, że ci którzy nie umiłowali Bożej prawdy, to jest Chrystusa, wpadną w obłęd, który pośle na nich Bóg, aby uwierzyli diabłu.  Nie śpij, bracie, siostro! Nie śpij duchowo, wyrusz ze swego domu, ze swojego ciepełka, opuść to swoje „ja”. Wyrusz, żeby poznać więcej Jezusa, żeby zobaczyć, jaki On jest. Idź służyć Mu, żeby poznać Go w służbie, żeby doznać, jak wiele znaczy, kiedy ciebie atakują w służbie, kiedy ciebie oskarżają, kiedy ciebie potępiają, kiedy ciebie odrzucają .

Jak wiele znaczy Chrystus! Poznać Go możesz tylko w wojnie. Kiedy schodzisz z placu boju, już nie poznajesz Jezusa, uczysz się, jak mieszać Jezusa ze swoim życiem. Tego uczy cię diabeł. Dlatego Jezus ostrzega mówiąc: Nie gaście Ducha Świętego, nie zasmucajcie Ducha Świętego, który mówi wam o najwyższej potrzebie waszego życia, to znaczy o Jezusie Chrystusie! Dopóki widzisz, że potrzebujesz Jezusa każdego dnia, że bez Niego nie umiesz żyć, jest dobrze. Ale jak zapominasz o tym i kolejny dzień żyjesz nie potrzebując Jego, jest bardzo źle.  Bardzo źle, bo pewnego dnia nadejdzie koniec i przyjdzie sąd. I wtedy będzie się tylko jedno liczyć, czy Jezus był wszystkim we wszystkim. Toczysz bitwę także o świadomość Jezusa. Diabeł przychodzi próbując ci zabrać świadomość Jezusa, próbuje podważyć działanie Jezusa. To jest wróg, którego zwyciężasz  przez wiarę. Twoja wiara doznała Jezusa i wiesz, że On jest i że On chce, żebyś zwyciężył czy zwyciężyła. Jezus pragnie, żebyś używał (używała) Jego oręża, żeby to był Chrystus a nie twoje „ja”. Czy w Chrystusie umarłeś, czy  umarłaś, na krzyżu Golgoty? Jeżeli umarłeś,  czy umarłaś, to diabeł atakując ciebie napotyka już Jezusa, Tego, który go rozbroił na krzyżu Golgoty! Jak wiele może dla nas to znaczyć? Powiedzmy tak: czytamy dzieje Izraela, piękne doświadczenia, lecz teraz popatrzmy, idzie olbrzymia armia na nasz kraj i ma zamiar  wymordować  wszystkich. Wiesz, że zginiesz i raptem doświadczasz, że wychodzi ktoś, kto rozbija tę całą armię. Śmierć zniszczyłaby nas wszystkich, zakończyłaby nasze ziemskie doświadczenia, a następnie też całą wieczność. Jezus zniszczył śmierć! Pokonał śmierć, naszego najgorszego wroga, który zakończyłby nasze wszystkie  możliwości, aby móc się ratować. „Zapłatą za grzech jest śmierć” Czy tego doznajesz? Czy trzymasz się dzisiaj Jezusa, bo On wygrał ze śmiercią, z twoim wrogiem? Pamiętamy tę pieśń, którą Paweł pisze w 1 Liście do Koryntian „Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje, gdzież jest, o śmierci, oręż twój?” Została zwyciężona! Wróg został pokonany, diabeł rozbrojony, śmierć pokonana, wieczność jest dla ciebie! Kim jest dla nas Jezus Chrystus? Jak wiele znaczy dla nas ludzi Jezus Chrystus? Potrzebujemy wrócić namacalnie do dziejów Izraela, by zobaczyć, jak idzie gromadka ludzi jak stadko malutkich kóz, a naprzeciw jak piasku nad brzegiem morza wojska przeciwników. Izraelici idą, a przed nimi idą śpiewacy chwaląc i wielbiąc Boga. Co w pewnym momencie się dzieje? Wśród tego tak potężnego wojska zaczyna się pogrom. Bóg uwielbiony, Bóg wywyższony w nas. Kiedy patrzymy na Boga, widzimy zwycięstwo.

Pewien człowiek napisał do mnie w ten sposób, (bo słuchał jedno z kazań): „nic nowego, wszystko znajome”. Odpisałem mu: „Chwała Bogu! Bardzo się cieszę, że mnie pochwaliłeś. My nie mamy głosić czegoś nowego, mamy głosić prawdę. A prawdę wszyscy znają. Co nowego?  Nawet grzesznik wie, że jakby się nawrócił, to musiałby przestać kraść, pić itd. Wszyscy wszystko wiedzą, a więc nic nowego nie będziemy głosić, jak tylko to co jest  prawdą.” Prawda, która do ciebie dociera to jest to, czy ty żyjesz tą prawdą dzisiaj? To jest ważne! Po to jest głoszone Słowo Boże, żeby każdy. który tego słucha i ten, który głosi, badali, czy tak żyjemy dzisiaj. To jest najważniejsze! Jeśli nie, to trzeba się oczyszczać, błagać, szukać  Pana i przyjąć przebaczenie. Jeśli tak, to chwała Bogu! Jeżeli Jezus zdobył twoje serce i u ciebie wszystko jest czyste, to chwała Bogu. Ale jeśli masz nieczyste strony internetowe, nieczyste kombinacje,  powiązania, to, co z powodu tego, co dzisiaj usłyszałeś, czy usłyszałaś – Wpuść Jezusa! On stoi na zewnątrz. Pamiętamy list do Laodycei: ,,Oto  stoję na zewnątrz i pukam (…)’’. Co jest w środku? Nagość, ciemnota, samouwielbienie. Jezus mówi: ,,Nabądź maści, abyś przejrzał, przejrzała (…)’’. To jest ważne. Skąd możemy mieć śmiałość, żeby dzisiaj stoczyć bitwę z wrogiem, który kiedyś władał nami jak chciał? Skąd mamy taką śmiałość? Skąd masz taką śmiałość, by stoczyć bitwę z diabłem, który krępował, śmiał się z ciebie, szydził i kpił, drwił jak leżałeś, czy leżałaś, w swoim grzechu? Skąd masz śmiałość, żeby dzisiaj stać i nie ulec? Śmiałością naszą jest Jezus Chrystus i cały czas gdziekolwiek tylko coś dobrego może być uczynione, nieustannie musi brzmieć to jedno imię, które zostało wywyższone na krzyżu Golgoty – Jezus Chrystus! Tylko On! We wszystkim On! Nigdzie ja, ani ty. Czy chcesz tego? Czy On jest większy od ciebie? Czy ty już uniżyłeś się, uniżyłaś się przed Nim, oddając Mu chwałę, jako Temu, który cię wykupił z twoich wszystkich grzechów?

Kiedyś Bóg mi pokazał, ile grzechów popełniłem i wtedy dopiero byłem przerażony – bezmierny ocean grzechów, ja, jeden człowiek. Wtedy zrozumiałem, że każdy oddech bez Boga jest grzechem. Złem jest oddychać nie dla Pana, złem jest myśleć nie dla Pana, złem jest mówić nie dla Pana, złem jest jeść nie dla Pana, złem jest chodzić nie dla Pana, złem jest wchodzić w Internet nie dla Pana. Wszystko jest złem, jeżeli nie jest to dla Niego. Jeżeli to już jest On, to jest to dobre. Czasami wchodzisz gdzieś w Internet i pojawiają się jakieś tam obrazy. Czy twoje oczy pójdą w te widoki, czy miniesz je i klikniesz, żeby z tego wyjść? Czy poznajesz to, co napisane jest w księdze prorockiej: ,,Twoje oczy są zbyt czyste by patrzeć na zło (…)’’? Wtedy doznajesz, że twoje oczy są zbyt czyste, by patrzeć na zło i mijasz to zło, dlatego, że chcesz uczynić dobro. Pan Jezus widział wiele zła na ziemi, ale On chciał uczynić dobro człowiekowi, przebaczyć nam nasze grzechy. Jak wiele On znaczy? Kiedy to doświadczasz, wtedy nie ma możliwości, żebyś nie był szczęśliwym człowiekiem.