Oręż na wojnę Edward McKendree Bounds (1835-1913)

 

 

Oręż na wojnę

 

Edward McKendree Bounds

(1835-1913)

 

 

Oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc (…) dla sprawy Bożej (2 Kor. 10:4)

 

„W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi” (Efez.6.10-11).

 

Wiele modlitw chybiło celu i okazało się daremnymi, ponieważ nie były połączone z troską o czujność. W życiu chrześcijan zdarza się wiele smutnych upadków, ponieważ zabrakło czujności. Najłatwiejszym celem dla diabła jest śpiący chrześcijanin. Wielu chrześcijan przegrało, ponieważ nie byli czujni wobec ataków szatana.

Ceną niezależności politycznej jest ciągła czujność. Nie mniejszą cenę należy ponieść za bezpieczeństwo duchowe. Głupie panny spóźniły się, gdyż zabrakło im tej cnoty. Czujność zawiodłaby je razem z oblubieńcem do najwyższej radości, związanej z najbardziej uroczystą chwilą w niebie.

 

Szósty rozdział Listu do Efezjan opisuje wojnę z diabłem i jego wojskiem. Podaje także źródło obrony i zwycięstwa. We fragmencie tym mamy obraz zaciętego konfliktu i pola walki, na którym rozgrywają się losy wieczności.

 

Armia szatana

 

„Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” (Ef.6.12). Chrześcijanin toczy bitwę przeciwko diabłu i jego metodom. Walka szatana jest uporządkowana, zorganizowana z mądrością i umiejętnością.

 

Zwierzchności i moce są pod jego rządami, poddane jego rozkazom. Są jego porucznikami, premierami i generałami, którzy wypełniają jego rozkazy i w pełni go reprezentują. Są władcami tego świata, wyposażonymi w moc i panowanie o zasięgu ogólnoświatowym. Panują i zarządzają wszystkimi złymi siłami tego świata. Diabeł i jego towarzysze są władcami tego świata. Ich moc jest tak rozległa jak rozległy jest świat. Sprawują straszne rządy nad złem, przeciwko dobru i przeciwko człowiekowi. Szeregi i rzędy ich poddanych są niepoliczalne i niewidzialne, za wyjątkiem ludzi wyposażonych przez Boga.

 

Jakże ogromny i potężny zastęp agresywnych, podstępnych i okrutnych wrogów! Przebywają w okręgach niebieskich, w tym samym miejscu gdzie mieszka moc Chrystusowa. Moc ta jest ponad nami i dookoła nas. Są zbyt potężni dla nas. Przeciwko tym niewidzialnym, niepoliczalnym, wszechpotężnym i ogromnym szeregom zmagamy się. Zmaganie się oznacza walkę bezpośrednią. Jest to wytężona i trudna walka, która sprawdza całą siłę i napina każdy mięsień. Jest to bezpośrednia walka twarzą w twarz, ręka w rękę.

 

Nie jest to walka z ludźmi, choć ludzie mogą stawiać wielkie przeszkody na naszej drodze chrześcijańskiej. Główny problem i wielka wojna nie jest z człowiekiem, ale ze wszystkimi potężnymi mocami zła, które należą do diabła. Jest to walka na śmierć i życie – wojna o niebo i piekło, o czas i wieczność.

 

Chrześcijański żołnierz

 

Chrześcijanin powinien być żołnierzem z urodzenia, majątku i zawodu. Najistotniejszą cechą duchowego żołnierza jest to, że nie wplątuje się w „sprawy doczesnego życia” (2Tym.2.4). Elementy samozaparcia, odwagi i wytrzymałości są najistotniejszymi rysami tego szkolenia wojskowego. Siła jest owocem tych wzniosłych cech. Ale jest to siła znacznie wyższa od jego własnej. „Umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy Jego” (Ef.6.10). Przygotowując się do tej wojny chrześcijański żołnierz musi spoglądać do góry. Jego udziałem stać się musi Boża siła, siła samej wszechpotęgi Bożej.

 

Moc aby powstać, walczyć, zwyciężać i wyprowadzić wroga z pola znajduje się w Bożej zbroi. Boża siła jest przekazywana przez Bożą zbroję. Jakakolwiek moc słabsza od Bożej nie jest w stanie uczynić nas gotowymi do spotkania z diabłem. Nie wystarczy żadne częściowe wyposażenie.

 

„Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże” (Ef.6.13-17).

 

Dwukrotnie jesteśmy pouczeni, aby dwa razy upewnić się, że została nałożona cała zbroja. Przyjmujemy Boga biorąc Jego zbroję. Musimy uczynić Jego zbroję naszą własną. Przyoblekamy Boga przyoblekając Jego zbroję – nie zewnętrznie, ale wewnętrznie, nie obiektywnie, ale subiektywnie, nie fizycznie, ale duchowo. Chrystus wykonał tę zbroję, a Duch Święty zakłada ją na nas i czyni ją naszą.

 

Musimy walczyć do samego końca i ostać się dokonawszy wszystkiego. Najpierw musimy wytrwać, a potem stać. Zdobywamy, zachowujemy a potem posuwamy się naprzód. Stój gotowy, aby walczyć i stój w czasie walki.

 

Prawda i Sprawiedliwość

 

Musimy dążyć do prawdy w swoim wnętrzu. Nie jesteśmy wymyślonymi żołnierzami walczącymi w wymyślonej wojnie – wszystko jest rzeczywiste i prawdziwe. Ponieważ jest nasycony prawdą, przepasany żołnierz jest silny, przygotowany i mocny w walce. Prawda jest ozdobą wysadzanego klejnotami pasa, diamentem oprawionym w złoto. Musimy zwyciężyć diabła prawdą, która jest siłą i ostoją dla naszego życia. Znamy prawdę i mamy prawdę, ponieważ mamy Chrystusa, który jest prawdą.

 

Sprawiedliwość serca czyni sprawiedliwym umysł i życie. Nie możemy walczyć bez sprawiedliwego serca. „Pancerz sprawiedliwości” chroni serce i sprawia, że czujemy się usprawiedliwieni. Stare serce nie może zostać naprawione nawet przez najzręczniejszego rzemieślnika czy najwłaściwsze rytuały. Żadne majstrowanie przy starym sercu nie może go naprawić. Jest twarde jak kamień i kręte jak Jordan. Żaden wytop go nie zmiękczy i żaden ludzki wysiłek nie wyprostuje jego dróg. Potrzebujemy nowego serca, mięsistego i bielszego niż śnieg, oczyszczonego we krwi Chrystusa. Część serca Chrystusowego – doskonałego, prawego, czystego i dobrego – oto, czego potrzebujemy.

 

Gotowość i Wiara

 

Stopy muszą być obute w gotowość, która jest zawsze w pogotowiu by iść, czynić i cierpieć. Nie oznacza to powolnych ruchów czy niechętnego wypełniania woli Bożej. Brak czujności stwarza ogólny brak gotowości wobec życia i śmierci, ziemi i nieba, poświęcenia i służby, wykonywania i cierpienia.

 

Zmniejsza to siłę chrześcijańskiego męstwa i wystawia nas na zaskoczenia i miażdżące porażki. „Zawsze gotowy” jest żołnierską postawą bezpieczeństwa, a gotowość do ruchu poprzedza zwycięstwo. Trzeźwa czujność zapewnia nam zwycięstwo nad diabłem.

 

„Tarcza wiary” jest najważniejszą i wszystko osłaniającą częścią zbroi. Diabeł wypuszcza ogniste, zatrute strzały. Jednak wiara przechwytuje je, gdy celowane są w głowę lub serce i gasi je.

 

Czy wierzysz, że żołnierz, który jest dzielny i silny w wierze może odnieść każde zwycięstwo? Nawet najbardziej utalentowany strateg piekła nie zaplanował bitwy, która mogłaby pokonać wiarę. Wszystkie te płonące i przerażające strzały upadają nie czyniąc krzywdy, gdy uderzają w tarczę wiary. „Wszyscy oni poumierali w wierze”(Heb.11.13). Wiara uczyniła ich śmierć momentem ukoronowania. Wiara dodała trofea zwycięstw do godziny ich śmierci.

 

Przyłbica i Miecz

 

„Przyłbica” chroni głowę. Pamiętaj, że prawdziwe i całkowite zbawienie umysłu i serca, chronią głowę lepiej niż mosiądz. Serce w pełni zbawione mocno trzyma głowę w prawdzie i w sprawiedliwości, jak kotwica trzyma okręt na najbardziej wzburzonych morzach. Przyłbica, mówi Paweł do Tesaloniczan, jest „Nadzieją zbawienia”(1Tes.5.8).

 

Chrześcijański żołnierz powinien umieścić niebo na trwałe w sercu i umyśle. Powinien widzieć niebo, czuć niebo i nieustannie mieć niebo przed oczyma i w sercu. Jego krok będzie niepewny, jeśli niebo wydaje się odległe. Będzie słabo walczył, jeśli niebo ledwo widać. Pełny widok nieba doda siły biodrom, gorliwości wierze, chwały w przyszłości i zwycięstwa teraz.

 

Głowa nigdy nie zostanie zraniona, gdy przyłbicą jest nadzieja. Pielęgnuj nadzieję, umacniaj nadzieję, rozpromieniaj nadzieję, bo „w ….. nadziei jesteśmy zbawieni”(Rzym.8.24). Musimy „obfitować w nadziei przez moc Ducha Świętego” (Rzym.15.13).

 

Słowo Boże jest „Mieczem”, nacierającą i potężną bronią. Duch włada nim i przynosi śmierć wszystkim naszym wrogom. Słowo Boże jest dla nas polem bitwy i zwycięską bronią. Na nim stoimy i walczymy. Dzięki niemu rozprawiamy się z każdym wrogiem, bronimy się i niszczymy. Żołnierz chrześcijański „nie samym chlebem żyje…, ale każdym słowem, …z ust Bożych”(Mat.4.4). Nie można przecenić Słowa Bożego. Chrystus pokonał nim szatana. Jeśli mamy być dzielni, prawdziwi i niezwyciężeni, Słowo Boże musi zamieszkiwać obficie także w nas.

 

Tarcza wiary jest podstawą naszych modlitw i istotą opasanej prawdy. Głowa, ręce i serce muszi być wypełnione i przesiąknięte Słowem Bożym; dzięki niemu żyjemy i dzięki niemu rośniemy. Jest naszym sygnałem wzywającym na bitwę i znakiem, dzięki któremu zwyciężamy. Jest błyszczącym mieczem królewskim przeciwko wszystkim atakom szatana. „Jest napisane” – przeszywa serce szatana jak ostra stal.

 

Jako broń do ataku i obrony Bóg wywyższył Swoje Słowo ponad wszystkie Swoje imiona. Ci, którzy są wypełnieni Słowem Bożym są uzbrojeni przeciwko wszystkim podstępom i planom szatana. Boże Słowo jest „żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i du- cha”(Heb.4.12). Szatan czuje jak przenika jego stawy i szpik, zamienia w słabość całą jego siłę i czyni głupstwem wszystkie jego najmądrzejsze plany.

 

Broń modlitwy

 

„W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych”(Efez.6.18).

 

Żołnierze walczący przeciw diabłu muszą zrozumieć, jak nosić zbroję każdej modlitwy. Wymagana jest „każda modlitwa”, o każdej porze, w najintensywniejszej formie, z głębokim odczuciem osobistej potrzeby społeczności z Bogiem. Modlitwa musi być pogłębiana i wzmacniana, aż do błagania. Duch Święty pomoże nam zanosić ten rodzaj potężnych modlitw i oblecze w moc modlitwy nie do odparcia.

 

Ta intensywna walka z diabłem wymaga bezsennej czujności, nocnego czuwania i gotowości, której nie można zaskoczyć. Wymaga także wytrwałości, która nie zna wahania, osłabień ani załamania. Ten rodzaj modlitwy dzięki jasnemu wejrzeniu duchowemu wie czego potrzebuje. Wojownik modlitwy zna nieograniczone zapasy, dostępne by sprostać jego potrzebom. Rozumie potrzebę wytrwałości w modlitwie do czasu, aż potrzeba zostanie zaspokojona, a posilenie utwierdzone.

 

Ten rodzaj modlitwy pozostaje w miłującym współczuciu z całą rodziną Bożą, czyniąc jej zmagania, niebezpieczeństwa i potrzeby własnymi. Jest na linii frontu z całą rodziną Bożą. Przejmuje ich wrogów, bezpieczeństwo i zagrożenia. „Błaganie za wszystkich świętych”(Efez.6.18) daje zwycięstwo każdemu świętemu. Linia frontu jest jedna. Porażka lub zwycięstwo musi przyjść do wszystkich. Żołnierz w pełni wyposażony w zbroję Bożą jest zahartowany w boju przeciwko diabłu i nie do pokonania przez żaden z jego ataków.

 

Modlitwa nie jest rzeczą łatwą. Modlitwa musi być poparta spełnieniem warunków modlitwy. Warunki te są możliwe do wypełnienia, ale nie mogą być osiągnięte w ciągu jednej chwili przez osobę zaniedbującą modlitwę. Są zawsze osiągalne dla wiernych i świętych, ale nie mogą istnieć w lekkomyślnych, niedbałych i leniwego ducha.

 

Modlitwa nie jest samotna. Nie jest wyizolowanym przedstawieniem. Modlitwa jest związana ze wszystkimi obowiązkami chrześcijańskiego życia. Modlitwa wynika z charakteru, który składa się z elementów silnej i panującej wiary. Modlitwa oddaje cześć Bogu, uznaje Jego istnienie, wywyższa Jego moc, uwielbia Jego zaopatrzenie i zapewnia Jego pomoc. Sceptyk będzie polegał na rozumie i krzyczał przeciwko pobożności zarzucając jej, że nie robi niczego oprócz modlitwy. Ale gdy dobrze się modlimy, wszystkie rzeczy robimy dobrze. Suma wszystkich ożywionych sił, które wypływają z praktycznego działania chrześcijańskiego tworzy warunki modlitwy.

 

Moc Modlitwy

 

Słowo Boże nawołuje nas: „Bez przestanku się módlcie” (1Tes.5.17), „we wszystkim w modlitwie”(Fil.4.6), ” w modlitwie bądźcie wytrwali”(Kol.4.2), „aby się modlili na każdym miejscu”(1Tym.2.8), „zawsze …się…modlimy”(Kol.1.3).

 

Obietnica jest ograniczona na tyle, na ile zrozumiane jest polecenie. „I wszystko, o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie” (Mat.21.22). Jezus powiedział „o cokolwiek prosić będziecie”(Jn.14.13), „jeśli o co prosić będziecie” (Jn.14.14), „proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam” (Jn.15.7), „o cokolwiek byście prosili Ojca …da wam” (Jn.16.23).

 

Jeśli jest coś nie mieszczącego się w słowach „wszystko, o cokolwiek” lub czego nie można znaleźć we fragmencie „o co prosić będziecie”, to można o te rzeczy nie modlić się. Język nie jest w stanie wyrazić szerszego zasięgu, ani bardziej wyraźnie zawrzeć każdy szczegół życia. Stwierdzenia te są jedynie przykładami możliwości modlitwy, która, według obietnic Bożych dla tych, którzy spełnili warunki prawidłowej modlitwy, obejmuje wszystko.

 

Jednakże fragmenty te dają tylko ogólny zarys rozległych rejonów, na które wpływa modlitwa. Efekt modlitwy dosięga i zabezpiecza dobra z rejonów, które nie mogą być wyrażone słowem ani myślą. Paweł modląc się, wyczerpał możliwości mowy i myśli. Mimo to był świadomy niezaspokojonych potrzeb, nieosiągniętych rzeczywistości dobra i niezwyciężonych walk z wrogami.

 

Paweł zawiera te zakryte rejony w ogólnym błaganiu ku „Temu…, który według mocy działającej w nas potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy” (Efez.3.20). Obietnica jest taka: „Wołaj do mnie, a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niedostępne, o których nie wiesz” (Jer.33.3).

Reklamy

Charles G. Finney – Odstępcy część 2

 

Przyczyny odstępstwa

  1. Brak życzliwości dla kogokolwiek. Jeżeli skrywa się nieżyczliwość dla tego, kto został stworzony przez Boga, okaże się niemożliwym w tym samym czasie radować się obecnością Bożą. Jakim by niegodnym i nic nie wartym był człowiek, to jeśli pielęgnujesz nienawiść do niego jesteś w Bożych oczach mordercą i Boży Duch nie może przebywać w tobie. Jesteś odstępcą. Nierzadko ludzie naprawdę znieważeni tak długo noszą w sobie to uczucie dopóki ono jak robak nie podgryzie całej ich pobożności. Zachowując uczucie nieżyczliwości do kogokolwiek nie możesz się modlić. Bóg nie usłyszy twojej modlitwy. Okrutnie się oszukujesz myśląc, że się modlisz. W podobnym stanie jest nie do pomyślenia żeby mieć Ducha modlitwy i być w społeczności z Bogiem. „A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia”. Marka 11:25
  2. W wielu przypadkach przyczyną odstępstwa bywa nadmierne zaangażowanie w sprawy świata. Jeśli masz tak dużo ziemskich spraw, że wszystkie twoje myśli są nimi zajęte i prawie cały swój czas poświęcasz na te sprawy, to na pewno jesteś odstępcą. Nie masz prawa mieć tylu spraw, że nie znajdujesz czasu na modlitwę. To nie jest konieczne i nie jest to Bożą wolą. Bóg nie chce żeby Jego słudzy byli tak obciążeni pracą, żeby nie mieć czasu na społeczność z Nim, na dzielenie się swoimi przeżyciami, sukcesami i prosić o Jego prowadzenie.

To oczywiste, że nie masz odpowiedniego spojrzenia na sprawę, jeśli dopuszczasz do tego, że masz tyle roboty, że nie masz możliwości służyć Bogu. Jeślibyś odnosił się do swoich zajęć jak do sprawy Bożej, byłoby dla ciebie jasne, że nie da się zadowolić Boga i oddać Mu chwałę kiedy jesteś tak wciągnięty w życiowe sprawy i tyle ich zbierasz, że niemożliwym dla ciebie staje się znalezienie czasu na modlitwę i czytanie Biblii.

Praca jest obowiązkiem i zawsze staram się to wszystkim wpajać. Być zawsze zajętym, zawsze, tak czy inaczej i wykorzystywać swój czas na pożyteczne sprawy, to obowiązek nałożony na nas przez Boga. Ale zaprzedać się pracy i dać jej zawładnąć nami czyniąc uszczerbek na modlitwie, dać jej podkopać naszą wiarę, to coś całkowicie niewłaściwego. Bóg nigdy tego nie chciał. Ludzie są gospodarzami w domu Bożym i On nigdy nie nałoży na nich tyle pracy, żeby pozbawić ich możliwości przebywania z Nim. Kiedy wpadają w próżność i wpadają w wir codziennych trosk i spraw ziemskich, jest to wyraźny dowód, że pracują dla siebie, a nie dla Boga, i dążą do zysku. Inaczej nie mieli by powodu by tak robić. Miłość do Boga nigdy nie przejawia się w ten sposób. A ten kto pracuje dla osobistych korzyści na pewno jest odstępcą.

  1. Równie często do odstępstwa może prowadzić interes, w którym wiążesz się z nienawróconym wspólnikiem. Zawiązując podobną współpracę po swoim nawróceniu, na pewno osłabisz swoją wiarę.

Bogobojność upadnie i przyjdzie odstępstwo. Przyczyna jest oczywista. Nienawrócony człowiek nigdy nie prowadzi interesów na zasadach chrześcijańskich. W samej rzeczy on nie ma takich zasad. Dlatego przedsiębiorstwo nie może funkcjonować na zasadach, które podobają się Bogu. A jeśli zgadzasz się na to żeby interes był prowadzony na innych zasadach, to upadniesz i odstąpisz, a twoja wiara zostanie zachwiana. Bóg chce żeby każda sprawa była prowadzona dla Jego chwały i jeśli kierujesz swoim interesem nie tak jak Jemu się podoba to jesteś odstępcą.

Mógłbym wskazać na wiele przypadków, w których chrześcijanie nawiązali stosunki handlowe z osobami nienawróconymi i udowodnić, jak bardzo te transakcje zaszkodziły nie tylko ich wierze, ale także ich dobremu imieniu. Nie chcę przez to powiedzieć, że nienawróceni są nieuczciwi w swoich relacjach z ludźmi w tym sensie jak to zwyczajowo jest przyjęte, ale są nieuczciwi w oczach Boga nie robiąc interesów w Jego imieniu.

Bóg domaga się, aby człowiek w jego pracy uwielbił Go, aby była tak wykonywana, jakby sam Bóg był na czele, nadzorował i kontrolował ją, a ludzie byli w niej Jemu wierni. W człowieku, który tak postępuje poznasz doskonałego chrześcijanina. Lecz jeżeli zgadzasz się z człowiekiem postępującym inaczej, tym samym przyswajasz jego zasady i stajesz się taki jak on. Wtedy jesteś odstępcą. Nie wierzę, że znalazłby się choć jeden przykład na dowód tego, że chrześcijanin nawiązując współpracę ze światowym człowiekiem może pozostać wiernym Bogu. To nieuniknione, że musisz obrażać albo swojego wspólnika albo Boga. Już samo to, że stawiasz siebie w takiej sytuacji uraża Boga i w przyszłości nadal będziesz Go zasmucał.

  1. Wpływ światowych przyjaciół jest powszechną przyczyną odstępstwa. Kiedy nawrócony zachowuje przyjaźń ze światem, to nieuniknione jest, że stanie się odstępcą.
  2. Poślubienie nienawróconego lub nienawróconej niechybnie pociągnie za sobą odstępstwo. Taki fakt już sam w sobie świadczy o odstępstwie. Chrześcijanin oddający swoje serce komuś kto nie trwa w przyjaźni z Bogiem porzucił swoją pierwszą miłość i jego stan będzie się pogarszał, aż Bogu pozostanie zostawić go na jego własnych drogach.
  3. Bardzo często odstępstwo przychodzi ze strachu przed urażeniem ziemskich przyjaciół zbyt wielką gorliwością dla Boga. Jeśli obawiasz się urazić swoich ziemskich przyjaciół i pozwalasz im w swojej obecności bluźnić Bogu bez protestu z twojej strony, to wkrótce staniesz się odstępcą. Niektórzy dochodzą do tego, że sami zaczynają obrażać Boga i łamią Jego przykazania z powodu tego żeby się nie okazać niegrzecznym w stosunku do swoich przyjaciół i nie urazić ich.
  4. Kiedy zaniedbujesz lub lekkomyślnie zaczynasz podchodzić do komory modlitwy jesteś na skraju odstępstwa. Już wspominałem o tym jako o oznace odstępstwa, które często właśnie od tego się zaczyna.

Podam przykład jednego brata, którego dobrze znałem. Był cudownym człowiekiem. Oto co pisał pewnego razu do swojego syna opowiadając mu o swoim odstępstwie:

„Po moim ślubie dwa lata, a może dwa i pół rozkoszowałem się duchowymi radościami. Później zacząłem tracić słodycz przebywania z Bogiem. Bardzo osłabłem w komorze modlitwy, stałem się rozwiązły i zostałem podbity przez grzech. Zacząłem nawiązywać znajomości z lekkomyślnymi znajomymi tak jak to się działo wcześniej. Stałem się obciążony ziemskimi troskami i szukałem ukojenia w tym co dobrze wiedziałem, że zasmucało Boga. Sumienie często mnie oskarżało, ale wraz z małżonką zachowywaliśmy zewnętrzne pozory modlitwy. Mój duchowy ojciec  pastor Wills zmarł i nie polubiłem jego następcy i stałem się niedzielnym włóczęgą szukającym tego co łechce ucho. Swoim przykładem bardzo źle działałem na żonę i dzieci i wciągnąłem się w światowe przyjemności i nawyki. Byłem w pełni świadomy jak bardzo oddaliłem się od Bożej miłości, ale byłem taki omotany, że nie starczało sił żeby wrócić na poprzednią drogę”.

W tym wypadku, jest oczywistym, że odstępstwo wzięło swój początek od braku gorliwości w komorze modlitwy. To zdarza się często. Twoje modlitwy stają się coraz krótsze, mniej gorące i rzadsze i czym mniej się modlisz, tym słabsza jest twoja chęć na modlitwę. I tak twoje modlitwy stają się coraz krótsze, a odstęp między nimi wydłuża się. Każda kolejna modlitwa będzie coraz słabsza, aż w końcu osiągniesz stan, z którego już ciężko zawrócić. Sprzeciwić się temu trzeba na samym początku. Przy pierwszym ostrzeżeniu trzeba przeciwdziałać. Jeśli tylko dostrzeżesz pociągnięcie w tę stronę podejmij środki obronne i nie idź dalej, bo inaczej w krótkim czasie staniesz sie odstępcą.

  1. Lekkomyślne podejście do Biblii bywa początkiem odstępstwa. To jest nie tylko dowodem ale i przyczyną odstępstwa.

Człowiek mający Biblię i nie czytający jej nie może korzystać z duchowych skarbów. Jeśli czyta ją lekkomyślnie stanie się odstępcą. Zadziwiającym jest jak mało jest w kościele prawdziwej znajomości Biblii. To dowód na to jak mało jest ona czytana, jak mało prawdziwej wiary w nią, jak mało zainteresowania jej zawartością, i jak mało wiary, że jest ona Słowem Bożym.

  1. Jeśli nie jesteś całkowicie nieskazitelny w uczciwości, to może to także doprowadzić do odstępstwa. Brak bezkompromisowej uczciwości podkopie twoją wiarę. Jeśli w swoich interesach dopuścisz się nie całkiem uczciwego postępowania, albo zdecydujesz się wykorzystać kogoś dla własnej wygody w jakikolwiek sposób, to odstąpisz. Nie możesz dopuścić do najmniejszego cienia nieuczciwości w swoich poczynaniach.

Żeby wytrwać w wierze, twoja troska o czystość sumienia powinna być taka jak u człowieka, któremu został jeden dzień życia.

Wierzący w dużych miastach częściej stają się odstępcami. W wielkich miastach rzadko można spotkać Ducha modlitwy. Chcę o tym mówić otwarcie. Wielu nazywa się ludźmi modlitwy i bardzo uduchowionymi, ale porozmawiaj z nimi o modlitwie w tym sensie, jak mówi o niej Słowo Boże i zobaczysz, że nie mają o niej pojęcia. Zaczną zadawać ci tysiące bezsensownych pytań, które nigdy by im do głowy nie przyszły, jeśli by wiedzieli cokolwiek z własnego doświadczenia o poruszanym temacie. Odnośnie modlitwy żaden człowiek nie może mieć racji w teorii, jeśli nie doświadczył tego w praktyce.

Przyczyną tego, że w wielu zborach jest tak mało czystej wiary, jest to,że znaczna część zborów dopuszcza jakąś nieprawdę, która niszczy ich wiarę. Oni w małych sprawach nie są wierni. Wiem, że oni niby nie widzą w tym nic strasznego. Mówią, że ich postępowanie jest dla wszystkich jasne i t d. Tym nie mniej postępek pozostaje nieuczciwym i zupełnie niejasnym dla wszystkich. Jeśli by był dla każdego wiadomy, to nie popełnili by go. Nie byłoby pokusy, aby to uczynić.

Na przykład jeśli człowiek wycenia jakąś rzecz, a potem sprzedaje ją za mniej niż początkowo sobie życzył, to od razu wyjaśni ci, że zrobił tak wiedząc wcześniej, że nikt nie da takiej ceny za jaką towar jest wystawiony. Chciałbym go wtedy zapytać: „Czy więc nie wziąłbyś pieniędzy jeśli ktoś by się zgodził na twoją początkową cenę? Jeśli ktoś uznałby cię za uczciwego człowieka, nie naliczającego sobie nawiązki, to czy odmówiłbyś tego co było ponad realną cenę? Albo przyznałbyś się otwarcie, że naliczyłeś sobie z nawiązką, bo zauważyłeś niedoświadczenie i lekkomyślność kupującego, który przy zakupie od razu by się zgodził na żądaną cenę? Czy zdecydowałbyś się powiedzieć: żądałem z nawiązką oczekując, że będzie się pan targował. I czy wyjawiłbyś prawdziwą wartość towaru, rezygnując z nawiązki, jeśli by ci położyli sumę, którą na początku podałeś?

Byłem sam przerażony tym co obserwowałem pośród ludzi nazywających się wierzącymi.  Ja sam nie waham się dać od razu tą cenę, której żądają ode mnie nie bojąc się przepłacić, a przy tym nienawistnie proponować mniej, żeby nie myśleli, że chcę coś nabyć poniżej wartości i na podstawie tego, że nie pozwalam sobie na targowanie dowiaduję się, że za niektóre rzeczy przepłaciłem podwójnie. Mówią, że to ogólnie przyjęte. A choćby i tak było, to wyobraź sobie, że byłoby ogólnie przyjętym dla wierzących upijać się, przeklinać albo odwiedzać nieprzyzwoite miejsca. Czy to poprawiłoby sytuację. Czy uświęciłoby podobne postępki? Nierzadko sam kupujący jest nie mniej winny niż sprzedawca. Oto wchodzi i pyta o ostateczną cenę towaru, a kiedy mu ją przedstawiają mówi: „Nie, ja tyle nie dam”. I proponuje mniej. A ty ustaliwszy ostateczną cenę za jaką możesz sprzedać tę rzecz, żeby nie stracić klienta jednak sprzedajesz mu za tyle ile ci zaproponował. W tym wypadku on zgrzeszył kusząc ciebie, jeśli jest świadomy wartości towaru, a ty zgrzeszyłeś ustępując mu w tych warunkach wprowadzając go w pokuszenie, aby znowu powtarzał swój postępek.

Jeśli dopuszczasz możliwość najmniejszej nieuczciwości w swoich działaniach i jednocześnie chcesz rozkoszować się Bożą obecnością, to oszukujesz sam siebie. Każdy tak postępujący jest notorycznym hipokrytą i bliskim odstępstwa.

Zbory nie mogą korzystać z silnej wiary, ani z zapałem wziąć się do roboty i nigdy nie poznają siły modlitwy dopóki nie nastąpią zmiany w tym kierunku. Wierzący powinni mieć wystarczająco uczciwości i wiary żeby wierzyć w nadchodzący Sąd i w to, że Bóg widzi każde oszustwo i słyszy każde kłamstwo, które oni robią i wypowiadają potajemnie.

Wiara nigdy się nie pomnoży jeśli nie poprawicie swoich dróg.

Zobacz na wierzącego, który obniża i obniża cenę, bo widzi, że ma do czynienia z doświadczonym kupcem. Ja go widzę jako odstępcę. To nie jest uczciwy człowiek. Nie służy Bogu w swoich interesach. Nie postępuje jak wierny sługa Boży. Myślisz, że stara się zawrzeć umowę dobrą dla Boga? Mogę cię zapewnić, że jego rozważania nie są by przynieść korzyść Bogu lecz sobie. Bóg nie potrzebuje, żeby dla Niego ktoś oszukiwał. Postępujący tak nasyci się drogami swoimi.

  1. Chciwość jest jedną z najważniejszych przyczyn odstępstwa. Chciwość jest bałwochwalstwem. Kiedy oszczędzamy więcej niż to konieczne, to cierpimy nie tylko braki materialne, ale i upadamy duchowo. Nic tak nie zabiera wiary jak chciwość. Najtrudniej jest takich wierzących przebudzić, lub podtrzymać ich przebudzonymi. Pokaż mi człowieka mocno trzymającego się świata, a powiem ci, że od niego nie oczekuj dużo w sprawie wiary. Czasami można spotkać chciwego pastora. On jest bezwartościowy jako pasterz i nigdy nie przyniesie pożytku dopóki nie uwolni się od tej żądzy. Prezbiter jest taki? Nigdy nie wyznaczaj takiego prezbitera. Chciwy człowiek tylko przyniesie szkodę i zatrzyma wzrost zboru. Jeśli macie u siebie takich prezbitrów radzę wam uwolnić się od nich jak najszybciej. To są odstępcy i zawsze będą stali wam w poprzek drogi. Bóg zabrania mieć chciwych biskupów i żaden zbór znoszący ich nie może rozkwitać.
  2. Następną przyczyną z powodu której często zdąża się odstępstwo jest brak prawdziwości i szczerości w rozmowie. Większość ludzi nie nazywa tego kłamstwem, tym nie mniej jest to tak podobne do kłamstwa, że nie wiem jak inaczej można by to nazwać.

Człowiek przywykły wyolbrzymiać, koloryzować i starać się zadziwiać swoimi opowieściami nie może mieć czystego sumienia. Taki człowiek odstąpi. Żeby temu zapobiec trzeba zawsze trzymać się czystej prawdy, jak gdybyś zeznawał pod przysięgą, albo znajdował się w obecności Boga, który słyszy każde słowo, które wypowiadasz. Niech wasze tak będzie tak, a nie , nie, a co ponad to, to pochodzi od diabła.

  1. Plotki. Pokaż mi lubiącego przekazywać zdobyte sekrety, czy to mężczyznę, czy kobietę, a ja go nazwę odstępcą, który będzie stawał się coraz gorszy jeśli nie będzie pokutował. Każdy niecierpliwy zawsze pierwszy objawi ostatnią nowość i będzie żył i umrze jako odstępca jeśli się w tym temacie nie zmieni.
  2. Lekkomyślność. To na tyle wyraźna przyczyna odstępstwa, że nie widzę potrzeby rozwodzić się nad tym.
  3. Brak wstrzemięźliwości w sposobie życia w wielu przypadkach prowadzi do odstępstwa. Nie mam tu na myśli tylko nadużywanie alkoholu, ale przesada i nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu w ogóle. Nie mówię o tych, którzy siedząc za stołem opróżniają kieliszek za kieliszkiem, dochodząc do stanu wielkiego pobudzenia. Postępujący tak jest w oczywisty sposób odstępcą i nie wymaga to szczególnych wyjaśnień. Ja mówię tu o tych, u których od nadmiaru jedzenia przytępione są odczucia, mózg staje się ociężały i po jedzeniu tracą trzeźwość i świeżość, którą mieli zanim zjedli. Ten kto pozwala sobie na taką niepowściągliwość na pewno odstąpi. Pokażcie mi człowieka, który siada za stołem i je dotąd aż stanie się bardziej skłonny do spania niż do modlitwy i już widzimy kolejnego, który zamienia się w żarłoka. On nie wytrwa w wierze. Choćby to co mu się podaje było w pełni dopuszczalne, to niemożliwe jest dla człowieka ulegać takim ekscesom i zachować wiarę.

Charles G. Finney – Odstępcy część 1

 

Charles G. Finney – Odstępcy

„Karze cię twoja złość, smaga cię twoje odstępstwo. Poznaj więc i zobacz, jak złą i gorzką jest rzeczą, że opuściłaś Pana, swojego Boga, i nie ma u ciebie bojaźni przede mną – mówi Wszechmocny, Pan Zastępów.” Jer.2:19 „Swoimi drogami nasyci się człowiek o odstępnym sercu” Ks.Przysł.14:14

Kto to są „Odstępcy” ?

1.Stać się odstępcą znaczy odstąpić od wcześniej zajmowanego stanowiska. Jeśli użyjemy tego określenia mówiąc o sprawach związanych z religią, to w szerokim znaczeniu można określić nim całą grupę ludzi nazywających siebie ” wierzącymi”, niezależnie od tego czy posiadają oni wiarę, czy też nie. Jeśli wyznawali religię i dostosowali do niej swoje życie na tyle, że zdawali się być wierzącymi, a potem nagle odwrócili się, choćby nawet tylko od tego powierzchownego obrazu życia, zwykło się nazywać ich odstępcami, nawet w wypadku kiedy ich religia była niczym innym jak tylko pustymi obrządkami. Tak samo zwykło nazywać się ludzi, kiedy oni naprawdę odchodzą całkowicie od wiary, albo przechodzą ze stanu żarliwego wyznawania do stania się letnim.

Dokładnie w tym ostatnim znaczeniu użyte jest to określenie w ST. Tam nazywany jest tak naród Boży, kiedy wpadał w bałwochwalstwo, a także kiedy stawał się niedbały i chłodny w wypełnianiu swoich religijnych obowiązków

Znaczenie w którym teraz użyję tego wyrażenia będzie określało człowieka, który się odwrócił. Prawdziwego chrześcijanina, który porzucił swoją pierwszą miłość.

Jego gorliwość ostygła. Żar uczuć i głęboka pobożność zgasły. Może on w pełni sprawiać wrażenie wierzącego, uczestniczyć we wszystkich obrzędach, uczęszczać na zgromadzenia, czytać Biblię, wykonując wszystko bez zarzutu, ale w tym wszystkim będzie się dało wyczuć brak Ducha. Wrażliwość uczuć przytłumiła się i w swoim sercu taki człowiek stał się odstępcą.

Możliwe, że teraz odnosi się to także do niektórych z was; Bóg wie czy tak jest. Twoje sumienie, jeśli nie zagłuszyłeś jego głosu, podpowie ci czy tak jest. Czy twoja gorliwość zmalała? Znikła pewność twojego celu i wierność w wypełnianiu obowiązków? Jeśli tak, to właśnie do ciebie się zwracam. To właśnie ciebie ma na myśli Bóg nazywając odstępcą.

Taki jesteś ty pastorze, ty prezbiterze, jeśli między wami tacy są; ty kobieto, jakie by nie było twoje stanowisko w kościele, jeśli ten opis pasuje do twojego stanu, to jesteś odstępczynią i tak jesteś nazwana w Księdze Bożej.

2.Każdy kiedyś nawrócony, kto utracił rozkosz w sekretnej modlitwie i nie przebywa w ciągłej społeczności z Bogiem jest odstępcą. Można zachować formę modlitwy, długo klęczeć na kolanach i nie być w bliskości Boga- nie doznawać Jego obecności; sprawiać wrażenie modlącego się, nie mając Ducha modlitwy. Jeśli modląc się naprawdę nie zbliżasz się do Boga, to albo jesteś odstępcą, albo obłudnikiem. Do jakiego byś nie należał kościoła i jakie by nie było zajmowane przez ciebie stanowisko i jakim byś się nie wydawał ludziom z wyglądu zewnętrznego, Bóg będzie uważał cię za odstępcę, jeśli nie posiadasz Ducha modlitwy.

  1. Jeśli już nie delektujesz się czytając Słowo Boże jesteś w sercu odstępcą. Jeśli twoje codzienne życie nie zgadza się z zasadami o których czytasz w Słowie Bożym, jesteś odstępcą. Jeśli przestałeś przedkładać czytanie Biblii ponad czytanie innych książek, jeśli czytanie interpretacji Słowa Bożego zaczęło cię zadowalać tak jak samo Słowo niczym nie przyprawione, to jest to znak, że już zacząłeś odstępować. Jeśli idziesz jeszcze dalej, ufając, że już dostatecznie przestudiowałeś Biblię i możesz się zająć teraz studiowaniem czegoś innego, to już bardzo daleko odstąpiłeś. Strzeż się ty, który głosisz Słowo Chrystusa! Jeśli zauważysz, że czytając jakikolwiek rozdział, on już cię nie interesuje, to dla Boga twoje imię to odstępca!
  2. Jeśli upodabniasz się do świata, jesteś odstępcą. Jeśli sprawy ziemskie są u ciebie na pierwszym planie i zauważasz, że budząc się rano masz pierwsze myśli światowe albo w chwilach samotności, poddajesz się dobrowolnie nurtowi myśli w tym kierunku; kiedy twoje myśli i uczucia związane są z ziemskimi interesami, jesteś w sercu odstępcą.

5.Jeśli twoje serce nie ściska się z bólu i nie rozlewa się w modlitwie z powodu stanu kościoła, to dzieje się tak ponieważ jesteś odstępcą. Jeśli bez trwogi i głębokiego rozgoryczenia patrzysz na tak zwanych” chrześcijan” na tym świecie, to najprawdopodobniej jesteś odstępcą.

  1. Jeśli obojętne ci jest, że tak mało jest wierzących, jesteś odstępcą. Wielu widząc wielkie zgromadzenia, gdzie nie widać niezgody mówi: „Jaki miły nastrój, jakże ten zbór kwitnie, jak miło i spokojnie na sercu, jakie to piękne”. Ale poza tym wszystkim w zborze tym nie nawracają się ludzie i nie ratują się dusze. Ten kto nazywa podobny stan, rozkwitem kościoła i czymś pięknym musi być odstępcą albo obłudnikiem.

Jeśli by nim nie był, taki stan nie zadowalał by go. Nie widząc nawracających się grzeszników, nie byłby spokojny. To bardzo powierzchowna religijność chrześcijańska, którą można zadowolić czymkolwiek oprócz nawrócenia się grzeszników.

  1. Kiedy deprawacja grzeszników nie martwi cię i nie wprawia w rozpacz, to jest znakiem odstępstwa. Ten, w kogo towarzystwie można bluźnić Bogu, czynić wszelką nieprawość, a jego dusza nie będzie jęczeć na ten widok, nie będzie modlił się o skruszenie grzeszników jest odstępca. Jak mało przypominasz psalmistę mówiącego o grzesznikach: „Potoki łez płyną z oczu moich, dlatego, że nie strzegą zakonu Twego. (…) Ogarnia mnie wzburzenie z powodu bezbożnych, którzy porzucają zakon Twój. Gdy widzę odstępców czuję odrazę, że nie strzegą słowa Twego”. Ps119:136.158. Tak będzie się zachowywał każdy chrześcijanin widząc bezbożnych, jeśli nie jest odstępcą.
  2. Odstępcę poznaje się jeszcze po tym, że jego modlitwy sam na sam z Bogiem stają się coraz krótsze i coraz większy jest między nimi odstęp. Ten kto znajduje radość w modlitwie, będzie się modlił nieustannie. Jeśli rzadko się modlisz, a częściej siadasz za stołem niż klękasz do modlitwy, albo spędzasz mniej czasu na przebywanie z Bogiem niż na zaspokojenie twoich ziemskich potrzeb, to jest to oznaka odstępstwa. Czy tak postępowałeś kiedy doświadczałeś pierwszej miłości?

Wtedy chętniej szedłeś się modlić, niż siadałeś do stołu. Mówiłeś w duszy: „lepiej niech ciało pości, byle dusza była napojona”.

Boję się, że kościele większość jego członków spędza więcej czasu na jedzeniu niż na modlitwie. Jeśli nie będą się strzegli, to pokarm stanie się dla nich siecią i pułapką. Ten kto spędza więcej czasu na jedzeniu niż z Bogiem w modlitwie jest gorszy od żarłoka.

  1. Kiedy niedbale podchodzisz do komory modlitwy, jeśli w samotności jesteś lekkomyślny w modlitwie, jeśli dusz nie płonie szczerze przed Bogiem, jeśli nie ma walki o błogosławieństwo, to dowód na to, że jesteś odstępcą.
  2. Kiedy błahe powody zatrzymują cię przed osobistą lub zbiorową modlitwą. Pokażcie mi człowieka, który wstaje z kolan z powodu błahostki, albo, który na usprawiedliwienie swojej nieobecności na zgromadzeniu podaje mało znaczące powody i powiem wam, ze imię tego człowieka to- odstępca. On by nie zamienił swojego czasu modlitwy na jedzenie, czy cokolwiek innego, jeśli by takim nie był. Znajdowałby więcej radości w modlitwie i czytaniu Słowa Bożego niż w powszednim chlebie. Job mówi: „Od przykazań jego warg nie odstępowałem, zachowywałem w sercu słowa pochodzące z jego ust”. Job 23:12. Jeśli jest dla ciebie możliwym, że lekkie niedomaganie lub niewielka przeszkoda sprawia, że opuszczasz zgromadzenie, lub odciąga cię od duchowych obowiązków, jesteś odstępcą.

Może powinienem się zwrócić do każdego z was z pytaniem: Czy nie tak jest dzisiaj z tobą?

Czy nie wspomniałem jakiegoś faktu pasującego do kogoś z was, czegokolwiek o czym wiesz, że dotyczy ciebie? Umiłowani, dzieje się coś podobnego z niektórymi z was? Jeśli tak, to otwórzcie serca na przyjęcie tej prawdy. Nie odnoście jej do sąsiada, ale przyjmijcie i ponieście na sobie. Jest dla was niezbędna i przyniesie wam korzyść, jeśli się jej nie sprzeciwicie. Jeśli cokolwiek z wymienionych rzeczy dotyczyło ciebie, to bądź szczery i podpisz się jako odstępca i pokutuj.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

 

 

Rozdział 13

 

GEORGE MEULLER; HUDSON TAYLOR; ŚWIATŁO Z KOMORY

 

Tak, jak Bóg dał apostoła Pawła, jako przykład modlitwy w życiu dla chrześcijan wszystkich czasów, tak też, dał Georga Meullera w XIX wieku, jako dowód dla Jego Kościoła, jak dokładnie i cudownie wysłuchuje On modlitw. Nie tylko Pan dał mu ponad milion funtów szterlingów (obecnie ok. 90mln£), na utrzymanie swoich sierot, to jeszcze Meuller twierdził również, że wierzy, że Pan dał mu ponad trzydzieści tysięcy dusz w odpowiedzi na modlitwę. Nie tylko spośród sierot, ale także wielu innych, o których (w niektórych przypadkach przez pięćdziesiąt lat) modlił się wiernie każdego dnia, w mocnej wierze, że będą zbawieni. Kiedy został zapytany, na jakiej podstawie tak mocno w to wierzy, jego odpowiedź brzmiała: „Istnieje pięć warunków, które zawsze staram się spełnić, po dostrzeżeniu, których mam pewność odpowiedzi na moją modlitwę:

 

  1. Nie mam najmniejszej wątpliwości, bo jestem pewien, że taka jest wola Pana, aby ich zbawić, „Chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1Tym. 2.4); i mamy zapewnienie, „Iż jeśli prosimy o coś według Jego woli, wysłuchuje nas” (1J. 5.14).
  2. Nigdy nie błagałem o ich zbawienie w moim własnym imieniu, ale w błogosławionym imieniu mojego szlachetnego Pana Jezusa i na podstawie jedynie Jego zasług (zob. J. 14.14).
  3. Zawsze mocno wierzyłem w pragnienie Boga, aby wysłuchać moich modlitw (zob. M. 11.24).
  4. Nie mam świadomości ulegnięcia żadnemu grzechowi, ponieważ: „Gdybym knuł coś niegodziwego w sercu moim, Pan nie byłby mnie wysłuchał” (Ps. 66.18).
  5. Trwałem w modlitwie wiary przez więcej niż 52 lata za niektórych i będę kontynuował, dopóki nie przyjdzie odpowiedź: „Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego we dnie i w nocy?” (Łuk. 18.7).

 

Weźcie sobie te przemyślenia do serca i praktykujcie modlitwę według tych zasad. Niech modlitwa nie będzie tylko wyrażeniem waszych pragnień, ale społecznością z Bogiem, dopóki nie poznamy przez wiarę, że nasza modlitwa jest wysłuchana. Sposób, w jaki Meuller pielgrzymował jest nową i żywą drogą do tronu łaski, która jest otwarta dla nas wszystkich.

 

Hudson Taylor

 

Gdy Hudson Taylor, jako młody człowiek, oddał się bezwarunkowo Panu, przyszło silne przekonanie, że Bóg pośle go do Chin. Czytając Georga Muellera, dowiedział się, jak Bóg odpowiadał na modlitwy tego męża Bożego o zaopatrzenie jego samego oraz sierot, którymi się opiekował. Hudson zaczął prosić Boga, aby nauczył również jego, tak Mu ufać. Czuł, że jeśli chce pojechać do Chin z taką wiarą, musi najpierw zacząć żyć przez wiarę w Anglii. Miał pozycję asystenta lekarza, prosił Boga o pomoc, aby nie pytać o swoje wynagrodzenie, dlaczego jeszcze go nie otrzymał, ale pozostawić to Bogu, który mógł poruszyć serce doktora, tak aby ten wypłacił mu je w odpowiednim czasie. Lekarz był dobrodusznym człowiekiem, ale bardzo nieregularnym w płaceniu. To kosztowało Taylor’a wiele kłopotu i zmagania w modlitwie, ponieważ wierzył, jak również G. Meuller, że Słowo, „Nikomu nic winni nie bądźcie” (Rzym. 13.8),  należy brać dosłownie i że nie powinno się zaciągać długu.

 

Tak więc, nauczył się ważnej lekcji, aby poruszać ludźmi przez Boga. Była to myśl o głębokim znaczeniu, która później okazała się wielkim błogosławieństwem dla niego i jego pracy w Chinach. Opierał się na tym w czasie nawracania Chińczyków, w pobudzeniu chrześcijan do ofiarowania pieniędzy na wsparcie jego działalności oraz w znajdowaniu odpowiednich misjonarzy, którzy posiadali, jako regułę wiary, to, że powinniśmy uczynić nasze pragnienia w modlitwie wiadome Bogu, a następnie polegać na Bogu, że On sam poruszy ludzi do zrobienia tego, co On chciałby, aby było zrobione.

 

Po spędzeniu kilku lat w Chinach, modlił się, aby Bóg dał dwudziestu czterech misjonarzy, po dwóch na każde jedenaście prowincji i Mongolię, każde z milionami dusz i bez żadnych misjonarzy na miejscu. Bóg to uczynił. Chociaż nie było stowarzyszenia, które mogłoby ich wysłać. Taylor, w rzeczy samej nauczył się ufać Bogu w sprawie swoich własnych potrzeb, ale nie ośmielił się wziąć na siebie odpowiedzialności za dwadzieścia cztery osoby, jeśli, być może miały by one niewystarczającą wiarę. Kosztowało go to silny konflikt z powodu którego czuł się bardzo źle, aż w końcu zauważył, że Bóg mógł tak samo łatwo dbać o dwudziestu czterech, jak i o niego. Przyjął to z radosną wiarą. Tak Bóg prowadził go przez wiele ciężkich prób wiary, aby nauczyć go całkowitego zaufania. Te dwadzieścia cztery osoby wzrosły, w miarę upływu czasu, do tysięcy misjonarzy, którzy polegali całkowicie na Bogu w sprawie wsparcia. Inne misjonarskie stowarzyszenia przyznały, że wiele nauczyły się od Hudsona, jako człowieka, który ustanowił i przestrzegał to prawo. Wiara może powoływać się na Boga, aby poruszał ludzi do tego, o co jego dzieci prosiły Go w modlitwie.

 

Przeczytaj książkę, „Duchowy sekret Hudsona Taylora”. Znajdziesz w niej skarb duchowej myśli i doświadczeń dotyczących bliskiej pielgrzymki z Bogiem w komorze, oraz w pracy misyjnej.

 

Światło z komory

 

„Ale ty gdy się modlisz wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie” (Mat. 6.6). Nasz Pan  mówił o modlitwie obłudników, którzy pragnęli być widziani przez ludzi i o modlitwie pogan, którzy ufali swojemu wielomówstwu. Nie rozumieli, że modlitwa nie ma wartości, chyba, że jest skierowana na osobności do Boga, który widzi i słyszy. W tym tekście nasz Pan uczy nas wspaniałej lekcji dotyczącej nieocenionego obdarzenia, które chrześcijanin może mieć w swojej komorze. Jeśli chcemy zrozumieć lekcję poprawnie, musimy dostrzec światło, które komora rzuca na:

 

1.Wspaniałą miłość Boga

 

Pomyśl o Bogu, o Jego wielkości, świętości i niewysłowionej chwale, a potem, o nieocenionym przywileju, do którego zaprasza swoje dzieci, żeby każde z nich, jakkolwiek grzeszne czy słabe by nie było, o każdej godzinie dnia, mogło mieć dostęp do Niego i prowadzić z Nim rozmowę tak długo jak tylko zechce. Gdy wchodzi do swojej komory, wtedy Bóg jest gotowy, aby je tam spotkać, mieć społeczność z nim, dać mu radość i siłę, której potrzebuje wraz z żywym zapewnieniem w jego sercu, że On jest z nim i zajmie się  wszystkim dla niego. Dodatkowo obiecuje, że wzbogaci je w jego życiu zewnętrznym, w pracy,  oraz w te rzeczy, o które prosiło w tajemnicy. Czy nie powinniśmy krzyczeć z radości? Cóż za zaszczyt! Cóż za zbawienie! Cóż za obfite zaopatrzenie w każdej potrzebie!

 

Ktoś może jest w głębokiej rozpaczy, albo może wpadł w ciężki grzech, lub może w ramach zwykłego życia pragnie chwilowego lub duchowego obdarzenia; może pragnie modlić się za siebie lub za tych należących do niego lub do jego zgromadzenia lub kościoła; może nawet stać się orędownikiem za cały świat – obietnica komory obejmuje wszystko: „Módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie”.

 

Możemy słusznie przypuszczać, że nie może być na ziemi miejsca tak atrakcyjnego dla dziecka Bożego, jak komora, z obiecaną obecnością Boga, gdzie może ono mieć nieskrępowaną społeczność z Ojcem. Szczęście dziecka na ziemi, cieszącego się miłością swojego ojca; szczęście przyjaciela, kiedy spotyka ukochanego dobrodzieja; szczęście poddanego, który ma swobodny dostęp do swojego króla i może zostać z nim tak długo, jak zechce; są niczym w porównaniu z tą niebiańską obietnicą. W komorze możesz rozmawiać ze swoim Bogiem tak długo i tak intymnie, jak tego pragniesz; możesz polegać na Jego obecności i społeczności.

 

Ach, wspaniała miłość Boga w darze komory, uświęconej przez taką obietnicę! Dziękujmy Bogu każdego dnia naszego życia, za to, jako dar Jego wspaniałej miłości. W tym grzesznym świecie nie  mógł wymyślić nic bardziej odpowiedniego dla naszych potrzeb, niż to źródło niewysłowionych obdarzeń.

 

  1. Głęboka grzeszność człowieka

 

Moglibyśmy pomyśleć, że każde dziecko Boga skorzystałoby z radością z takiego zaproszenia ale patrz, jaka jest odpowiedź. Ze wszystkich ziem przychodzi płacz, że modlitwa w komorze jest w główniej mierze zaniedbana przez tych, którzy nazywają się wierzącymi. Wielu nie korzysta z niej, chodzą do Kościoła, wyznają Chrystusa, ale bardzo mało wiedzą o osobistej społeczności z Bogiem. Wielu korzysta z niej tylko w niewielkiej mierze, w duchu pośpiechu, bardziej jako kwestia zwyczaju, lub w celu łagodzenia sumienia, ale nie mogą oni mówić o jakiejkolwiek radości, czy obdarzeniu w niej. Jeszcze bardziej smutne jest to, że wielu ludzi, którzy wiedzą coś o jej błogosławieństwie, przyznają, że nie wiedzą za wiele o regularnej, pełnej szczęścia społeczności przez cały dzień z Ojcem, jako o czymś, co jest przynajmniej tak konieczne, jak ich codzienny chleb.

 

Och, co w takim razie sprawia, że komora jest tak pozbawiona mocy? Czyż nie jest to głęboka grzeszność człowieka i niechęć jego upadłej natury do Boga, która czyni świat z jego towarzystwem bardziej pociągającym niż bycie na osobności z Niebiańskim Ojcem?

 

Czy nie jest tak, że chrześcijanie nie wierzą Słowu Bożemu, w którym jest napisane że „ciało,” które jest w nich, jest „wrogie Bogu” i że jeśli chodzą zbyt wiele w „ciele”, Duch nie może wzmocnić ich do modlitwy? Czy nie jest tak, że chrześcijanie pozwalają, aby szatan odebrał im prawo do korzystania z broni jaką jest modlitwa, bez której są pozbawieni sił, aby go pokonać? Nie ma większego dowodu na to, jak głęboka jest grzeszność człowieka, niż ta wzgarda względem niewysłowionej miłości, którą daje nam komora.

 

Jeszcze smutniejszym jest to, że nawet słudzy Chrystusa przyznają, iż wiedzą, że modlą się za mało. Słowo mówi im, że ich jedyna moc leży w modlitwie, dzięki której napewno mogą być obleczeni w moc z wysokości, potrzebną do ich pracy. Wydaje się, jakby moc ciała i świata zaczarowała ich. Podczas gdy poświęcili czas na pracę i przejawiają w tym gorliwość, to jednak to, co jest najważniejsze, jest zaniedbane i nie ma tam pragnienia, ani siły do modlitwy, aby otrzymać nieoceniony dar Ducha Świętego, który uczyni ich pracę owocną. Bóg dał nam łaskę, aby zrozumieć w świetle komory, głęboką grzeszność naszej natury.

 

  1. Chwalebna łaska Jezusa Chrystusa

 

Czy nie ma w takim razie nadziei na zmianę? Czy musi tak zawsze być? Czy jest jakiś sposób na poprawę? Dzięki Bogu! Jest.

 

Człowiekiem, przez którego Bóg przysłał wiadomość o komorze jest nikt inny, jak nasz Pan Jezus Chrystus, który zbawia nas z naszych grzechów. On jest w stanie i chce uwolnić nas z tego grzechu i On to uczyni. On nie podjął się uwolnienia nas ze wszystkich naszych pozostałych grzechów i nie pozostawił nas, abyśmy zajęli się grzechem zaniedbania modlitwy o naszych własnych siłach. Nie, z tym również możemy przyjść do Niego i wołać: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić” (Mat. 8.2). „Wierzę, pomóż niedowiarstwu memu” (Mar. 9.24).

 

Czy pragniesz dowiedzieć się, jak możesz doświadczyć tego uwolnienia? Przez nic innego, jak poprzez dobrze znaną drogę, którą każdy grzesznik musi przyjść do Chrystusa. Rozpocznij od przyznania się i wyznania Mu, w dziecięcy, prosty sposób, grzechu lekceważenia i bezczeszczenia komory. Padnij przed Nim w głębokim wstydzie i żalu. Powiedz Mu, że twoje serce zwiodło cię myślą, że mogłeś modlić się jak chcesz. Powiedz Mu, że przez słabość „ciała”, moc świata i pewność siebie zostałeś zwiedziony na manowce oraz przyznaj, że nie masz sił, aby się poprawić. Niech to będzie uczynione z głębi serca.  Nie możesz przez swoją stanowczość i wysiłek tego naprawić.

 

Pójdź w swoim grzechu i słabości do komory i zacznij dziękować Bogu, jak jeszcze nigdy przedtem Mu nie dziękowałeś, za to, że łaska Pana Jezusa na pewno sprawi, możliwym dla ciebie, aby rozmawiać z Ojcem, tak jak dziecko powinno to robić. Oddaj na nowo Panu Jezusowi cały swój grzech i nędzę, tak samo jak, jak i całe swoje życie oraz wolę, aby mógł cię oczyścić, wziąć w posiadanie i rządzić tobą, jako swoją własnością.

 

Nawet jeśli twoje serce jest zimne i martwe, trwaj w praktykowaniu wiary, że Chrystus jest wszechmogącym i wiernym Zbawicielem. Możesz być pewien, że przyjdzie wybawienie. Oczekuj tego, a zaczniesz rozumieć, że komora jest objawieniem chwalebnej łaski Pana Jezusa, która umożliwia człowiekowi zrobienie tego, czego sam nie mógłby uczynić; czyli trwać w społeczności z Bogiem i doświadczać otrzymania chęci i sił, które przystosowują go do chodzenia z Bogiem.

 

 

 

Rozdział 14

 

DUCH KRZYŻA W NASZYM PANU

 

Staramy się czasami o działanie Ducha, w celu uzyskania większej mocy do pracy, większej miłości w życiu, większej świętości w sercu, większego zrozumienia Pisma, bądź naszej drogi. A jednak wszystkie te dary są podporządkowane tylko jednemu, wielkiemu zamierzeniu Boga. Ojciec zesłał Ducha na Syna, a Syn dał Go nam, w celu wspaniałego objawienia i uwielbienia się Jezusa Chrystusa w nas.

 

Niebiański Chrystus musi stać się dla nas żywą osobowością, zawsze z nami i w nas. Nasze życie na ziemi musi być każdego dnia przeżywane w nierozerwalnej i świętej obecności naszego Pana Jezusa w Niebie. To musi być pierwsza i najważniejsza praca Ducha Świętego w wierzących, którzy powinni poznać i doświadczyć Chrystusa, jako życie dla ich życia. Bóg pragnie, abyśmy zostali utwierdzeni mocą, przez Jego Ducha w wewnętrznym człowieku, żeby Chrystus zamieszkał w naszych sercach przez wiarę, tak, abyśmy mogli być wypełnieni Jego miłością ku całej pełni Boga.

 

To był sekret pierwszych apostołów. Otrzymali Pana Jezusa, jako Niebiańskiego Chrystusa do swoich serc, chociaż bali się, że Go stracili.

 

To było ich przygotowanie do Pięćdziesiątnicy: oni byli całkowicie zaprzyjaźnieni z Nim. On był dla nich dosłownie wszystkim. Ich serca były opróżnione ze wszystkiego, dlatego też Duch mógł wypełnić ich Chrystusem. W pełni Ducha mieli moc do życia i służby jakiej pragnął Pan. Czy jest to teraz, największym celem w naszych pragnieniach, modlitwach czy doświadczeniach? Pan uczy nas, abyśmy wiedzieli, że obdarzenie, o które tak się gorliwie modliliśmy, nie może być zachowane, ani wzrastać w żaden inny sposób, niż przez intymną społeczność z Chrystusem w komorze, pielęgnowaną i utrzymywaną każdego dnia.

 

A mimo to, wydawało mi się, że była do odkrycia jeszcze głębsza tajemnica Pięćdziesiątnicy. Przyszła mi myśl, że może nasza koncepcja Pana Jezusa w Niebie była ograniczona. Myślimy o Nim w blasku, chwały Bożego tronu. Myślimy również o niezbadanej miłości, która poruszyła Go, aby wydał siebie samego za nas. Ale zbyt często zapominamy, że ponad wszystko, to jako ukrzyżowany był znany tu na ziemi i że ponad wszystko jako ukrzyżowany miał swoje miejsce na tronie Bożym. „I widziałem pośrodku między tronem (…) stojącego Baranka, jakby zabitego” (Obj. 5.6).

 

Tak, to jako Ukrzyżowany, jest On przedmiotem wiecznego upodobania Ojca i uwielbienia całego stworzenia. I to właśnie dlatego najważniejszym jest, żebyśmy tu na ziemi znali i doświadczali Go jako Ukrzyżowanego, aby ludzie mogli zobaczyć jakie jest Jego i nasze usposobienie i co jest mocą, która może uczynić ich uczestnikami zbawienia.

 

Mam głębokie wrażenie, że jak krzyż jest najwyższą chwałą Chrystusa, tak i Duch Święty nie zrobił, ani nie może zrobić niczego większego, bądź bardziej chwalebnego, niż gdy sam Jezus, „przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu” (Hbr 9.14). Jest to więc dowodem, że Duch Święty nie może uczynić większej, ani bardziej chwalebnej rzeczy dla nas, niż zaprowadzenie nas do społeczności krzyża i wypracowanie w nas tego samego ducha krzyża, który był widziany w naszym Panu Jezusie. Mówiąc krótko, pojawiło się pytanie, czy nie był to prawdziwy powód, dlaczego na nasze modlitwy o potężne działanie Ducha Świętego nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Czyż nie prosiliśmy zbyt mało, o otrzymanie Ducha, w taki sposób, abyśmy mogli poznać i stać się takimi, jakim jest uwielbiony Chrystus w społeczności Jego krzyża.

 

Czy nie mamy tutaj najgłębszej tajemnicy Pięćdziesiątnicy? Duch przychodzi do nas z krzyża, gdzie wzmocnił Chrystusa do ofiarowania się Bogu. Przychodzi od Ojca, który patrzył w dół z niewysłowionym upodobaniem, na pokorę, posłuszeństwo i ofiarowanie się Chrystusa, jako najwyższy dowód Jego poddania się Ojcu. Przychodzi przez Chrystusa, który przez krzyż został przygotowany, aby otrzymać od Ojca pełnię Ducha, aby mógł dzielić się tym ze światem. Przychodzi, aby objawić Chrystusa w naszych sercach, jako zabitego Baranka, pośrodku tronu, tak abyśmy tu na ziemi mogli wielbić Go, jak to czynią w Niebie. On przychodzi przede wszystkim w celu nadania nam życia ukrzyżowanego Chrystusa, abyśmy mogli prawdziwie powiedzieć: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal. 2.20).

 

W każdym bądź razie, aby zrozumieć tą tajemnicę, musimy zastanowić się jakie jest znaczenie i wartość krzyża.

 

Umysł, który był w ukrzyżowanym Chrystusie

 

Krzyż musi być koniecznie rozpatrywany z dwóch punktów widzenia. Pierwszy, to praca jaką wykonał – przebaczenie i pokonanie grzechu. To jest pierwsza wiadomość, z którą krzyż przychodzi do grzesznika. Ogłasza mu darmowe i pełne wybawienie od mocy grzechu. A drugi to, duch czy też usposobienie, które zostało tam objawione. Znajdujemy to wyrażone w Filip. 2.8: „Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci i to do śmierci krzyżowej”. Tutaj widzimy uniżenie samego siebie do najniższego punktu, które mogło być znalezione pod ciężarem naszego grzechu i przekleństwa; posłuszeństwo do ostatecznych granic we wszystkim woli Bożej; ofiarowanie siebie samego na śmierć krzyżową – te trzy słowa objawiają nam świętą doskonałość Jego osoby i dzieła. Dlatego Bóg tak bardzo Go wywyższył. To był duch krzyża, który uczynił Go obiektem uwielbienia przez Ojca, czci aniołów, miłości i zaufania wszystkich odkupionych. Uniżenie Chrystusa, Jego posłuszeństwo woli Bożej aż do śmierci, Jego poświęcenie aż do śmierci krzyżowej – to uczyniło Go Barankiem, jakby zabitym, stojącym pośrodku tronu.

 

Duch krzyża w nas

 

Wszystkim, czym był Chrystus, tym był dla nas i pragnie stać się w nas. Duch krzyża był Jego błogosławieństwem i chwałą; to powinno być tym, jeszcze bardziej dla nas. On pragnie uczynić nas na swój obraz i dać nam pełny udział we wszystkim, co jest Jego. Dlatego Paweł pisze słowa, które tak często cytujemy: „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia jakie było w Chrystusie” (Filip. 2.5). Gdzie indziej pisze: „My jesteśmy myśli Chrystusowej” (1Kor. 2.16). Społeczność krzyża jest nie tylko świętą powinnością dla nas, ale niewyobrażalnie błogosławionym przywilejem, który sam Duch Święty uczyni naszym, zgodnie z obietnicą: „Z mojego weźmie i wam oznajmi” (J. 16.15); „On Mnie uwielbi” (J. 16.14). Duch Święty ukształtował to usposobienie w Chrystusie i będzie to czynił również w nas.

 

 

 

 

 

Rozdział 15

 

BRANIE KRZYŻA

 

Kiedy Pan powiedział swoim uczniom, że muszą wziąć swój krzyż i podążać za Nim, mogli oni mieć wtedy tylko niewielkie zrozumienie tych słów. Pragnął On pobudzić ich do poważnych myśli i tak przygotować ich na czas, kiedy będą Go widzieć dźwigającego krzyż. Od Jordanu, gdzie się ujawnił, aby przyjąć chrzest, zaliczony do grzeszników, niepowstrzymanie, niósł zawsze krzyż w swoim sercu. To znaczy, zawsze był świadomy, że kara śmierci z powodu grzechu, spoczywa na Nim i że musi dźwigać to, aż do końca. Gdy uczniowie myśleli i zastanawiali się nad tym, co miał przez to na myśli, jedna tylko rzecz była im pomocna – to była myśl o człowieku, który został skazany na śmierć i niósł swój krzyż do wyznaczonego miejsca.

 

Chrystus powiedział w tym samym czasie: „Kto straci życie swoje dla Mnie, znajdzie je” (Mat. 10.39). Nauczył ich, że muszą nienawidzić własnego życia. Ich natura była tak grzeszna, że nic innego, jak tylko śmierć, mogła być dla nich odpowiednia, ta natura nie zasługiwała na nic innego, jak tylko na śmierć. Więc stopniowo pojawiało się w nich przekonanie, że branie krzyża znaczy: „Czuję, że moje życie jest pod wyrokiem śmierci i że ze świadomością tego wyroku, muszę ciągle poddawać moje ciało, moją grzeszną naturę, pod działanie śmierci”. Tak więc byli oni powoli przygotowywani, żeby zobaczyć później, że krzyż, który Chrystus dźwigał, był jedyną mocą, aby wyzwolić ich prawdziwie z grzechu i że muszą najpierw otrzymać od Niego prawdziwego ducha krzyża. Musieli nauczyć się od Niego, co samo-uniżenie w ich słabościach i niegodności, miało oznaczać; czym było posłuszeństwo, które ukrzyżowało ich własną wolę we wszystkim (czy to w najmniejszej, czy największej sprawie); czym było samozaparcie, które nie szuka przyjemności ciała czy świata. „Weź swój krzyż i naśladuj Mnie” (zob. Mat. 16.24; M. 8.34; 10.21; Łuk. 9.23) – to były słowa, którymi Jezus przygotowywał swoich uczniów do wspaniałej myśli, że Jego mentalność i usposobienie, mogą stać się również ich cechami oraz, że Jego krzyż może zaprawdę stać się ich własnym.

 

Ukrzyżowany z Chrystusem

 

Lekcja, której Pan, pragnął nauczyć uczniów ze swojej wypowiedzi, zawierającej branie krzyża i utratę ich własnego życia, znajduje swoje wyrażenie w słowach Pawła, po tym, jak Chrystus umarł na krzyżu i został wywyższony na wysokościach, a Duch został wylany. Paweł mówi: „Jestem ukrzyżowany z Chrystusem”, „Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal. 2.20 ;6.14). Życzył każdemu wierzącemu, żeby żył tak, aby dowiódł, że jest ukrzyżowany z Chrystusem. Pragnął, abyśmy zrozumieli, że Chrystus, który przyszedł zamieszkać w naszych sercach, jest ukrzyżowanym Chrystusem, który sam przez swoje życie udziela nam myśli krzyża, mówił nam, że: „Nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany” (Rzym. 6.6). Tak, nawet więcej, że „ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje” (Gal. 5.24). Kiedy oni otrzymali przez wiarę ukrzyżowanego Chrystusa, wydali wyrok śmierci na ciało, który został wykonany w pełni na Kalwarii. Paweł powiedział: „Wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci” (Rzym. 6.5) i dlatego musimy uważać, że jesteśmy martwi dla grzechu w Chrystusie Jezusie.

 

Te słowa Ducha Świętego, wypowiedziane przez Pawła, uczą nas, że musimy ciągle trwać w społeczności krzyża, w społeczności ukrzyżowanego i żyjącego Pana Jezusa. Tylko dusza, która żyje pod osłoną, w schronieniu i wybawieniu krzyża, może oczekiwać ciągle chwały w Chrystusie Jezusie i w Jego nieprzemijającej bliskości.

 

Społeczność krzyża

 

Jest wielu, którzy pokładają swoją nadzieję na zbawienie w odkupieniu krzyża, ale którzy mało rozumieją społeczność krzyża. Polegają na tym, co krzyż dla nich osiągnął: na odpuszczeniu grzechów i pokoju z Bogiem; niestety, mogą oni często żyć przez długi czas bez społeczności z samym Panem. Nie wiedzą, co to znaczy dążyć każdego dnia do jedności z ukrzyżowanym Panem, jak jest widziany w Niebie – „Baranek po środku tronu”. Och, oby ta wizja mogła ćwiczyć swą duchową moc nad nami, abyśmy mogli naprawdę doświadczać każdego dnia, że tak prawdziwie jak Baranek jest widziany tam na tronie, tam, tak i my, możemy mieć moc i doświadczać Jego obecności tu!

 

Czy jest to możliwe? Bez wątpienia jest. W jakim celu wydarzył się ten wielki cud i dlaczego został dany z Nieba Duch Święty, jeśli nie po to, by uczynić uwielbionego Jezusa – „Baranka stojącego, jakby zabitego, pośrodku tronu” – obecnym tu z nami, w naszym ziemskim otoczeniu? Postaram się rozjaśnić to w dalszych rozważaniach.

 

 

Rozdział 16

 

DUCH ŚWIĘTY I KRZYŻ

 

Duch Święty zawsze prowadzi nas do krzyża. Tak było z Chrystusem. Duch nauczył Go i umożliwił Mu ofiarowanie siebie samego bez skazy Bogu.

 

Tak samo było z apostołami. Duch, którym byli napełnieni, poprowadził ich, aby głosili Chrystusa, jako ukrzyżowanego. A dalej zaprowadził ich do chwały w społeczności krzyża, gdy zostali oni uznani za godnych cierpieć dla Chrystusa.

 

A krzyż kierował ich z powrotem do Ducha. Kiedy Chrystus ścierpiał krzyż, otrzymał Ducha od Ojca, aby mógł być wylany. Kiedy trzy tysiące ugięło się przed Ukrzyżowanym, otrzymali obietnicę Ducha Świętego. Kiedy uczniowie rozradowali się w swoim doświadczeniu społeczności krzyża, na nowo otrzymali Ducha Świętego. Związek między Duchem i krzyżem jest nierozerwalny; należą nierozłącznie do siebie nawzajem. Widzimy to szczególnie w listach Pawła: „Przed oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego (…) czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?” (Gal. 3.1,2).

 

„Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu (…) abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę” (Gal. 3.13,14). „Zesłał Bóg Syna swego (…) aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem (…) Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych” (Gal. 4.4-6). „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje (…) Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal. 5.24,25). „I wy umarliście dla zakonu przez ciało Chrystusowe (…) tak iż służymy w nowości ducha” (Rzym. 7.4-6). „Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci, albowiem (…) Bóg (…) potępił grzech w ciele, aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas, którzy nie według ciała postępujemy, lecz według Ducha” (Rzym. 8.2-4).

 

We wszystkim i zawsze Duch i krzyż są nierozłączni. Tak, nawet i w Niebie. Baranek jakby zabity, stojący pośrodku tronu miał „siedem rogów i siedmioro oczu; a to jest siedem duchów Bożych zesłanych na całą ziemię” (Obj. 5.6). I znów: „I pokazał mi rzekę wody żywota, czystą jak kryształ (czy jest to coś innego niż Duch Święty?), wypływającą z tronu Boga i Baranka. Kiedy Mojżesz uderzył w skałę, woda wytrysnęła, a Izrael pił. Kiedy skała, którą jest Chrystus, był smagany i zajął miejsce na tronie Bożym jako zbity Baranek, wypłynęła tam, spod tronu pełnia Ducha Świętego dla całego świata.

 

Jak głupim jest prosić o pełnię Ducha, jeśli najpierw nie poddamy się w pełni mocy krzyża! Wystarczy pomyśleć o stu dwudziestu uczniach. Ukrzyżowanie Chrystusa poruszyło, złamało i przejęło całkowicie kontrolę nad ich sercami. Nie mogli mówić, ani myśleć o niczym innym. A kiedy Ukrzyżowany pokazał im swoje ręce i stopy, rzekł do nich: „Weźmijcie Ducha Świętego” (J. 20.22). I tak też, z sercami pełnymi ukrzyżowanego Chrystusa, obecnie wziętego do Nieba, byli przygotowani do napełnienia Duchem. Mieli oni śmiałość głosić ludziom: „Nawróćcie się i uwierzcie w Ukrzyżowanego” i oni również otrzymywali Ducha Świętego.

 

Chrystus wydał się całkowicie na krzyż. Uczniowie również zrobili to samo. Krzyż żąda również od nas całego naszego życia. W celu spełnienia tego żądania wymagany jest, nie mniej niż, potężny akt woli, do którego nie jesteśmy zdolni i potężne działanie Boga, którego może być pewien, ten kto w swojej bezradności, ale bez zastrzeżeń,  powierza się Bogu.

 

Duch i krzyż

 

Dlaczego nie ma więcej mężczyzn i kobiet, którzy mogą świadczyć, ku radości ich serc, że Duch Boży przejął władzę nad nimi i dał im nową moc do składania świadectwa o Nim? Jeszcze pilniej powstaje przeszywające serce pytanie, na które musi być dana odpowiedź: co takiego w tym przeszkadza? Ojciec w Niebie jest bardziej skłonny obdarzyć nas Duchem, niż ziemski ojciec dać chleba swojemu dziecku, a mimo to pojawia się wołanie: „Czy Duch jest ograniczony? Czy jest to Jego działanie?”

 

Wielu uzna, że przeszkoda niewątpliwie polega na tym, że Kościół jest za bardzo pod wpływem ciała i świata. Oni za mało rozumieją przeszywającą serce moc krzyża Chrystusowego. Dlatego zdarza się, że Duch nie ma naczyń, do których może wlać swoją pełnię.

 

Wielu narzeka, że ten temat dla nich jest zbyt wyniosły lub zbyt głęboki. To jest dowód na to, jak niewiele przywłaszczyliśmy i wprowadziliśmy w życie nauczań, Pawła i Chrystusa, o krzyżu. Przynoszę wam radosną wiadomość. Duch, który jest w was, w jakkolwiek ograniczonej mierze, jest gotowy, aby wprowadzić was w swoje nauczanie, aby zaprowadzić was na krzyż i przez swoje niebiańskie instrukcje, nauczyć was czegoś z tego, co ukrzyżowany Chrystus pragnie zrobić dla was i  w was.

 

Ale w zamian za to chce On, abyście poświęcili czas na to, aby mógł objawić wam niebiańskie tajemnice. On chce, abyśmy dostrzegli, jak zaniedbanie komory hamuje społeczność z Chrystusem, wiedzę o krzyżu i potężne działania Ducha. On nauczy was, co to znaczy wyparcie się siebie, branie swojego krzyża, utrata życia i naśladowanie Go.

 

Mimo wszystkiego tego, co czułeś w swojej ignorancji i braku wnikliwości duchowej i braku społeczności krzyża, On chce i jest w stanie cię nauczyć ujawniając ci sekret duchowego życia wykraczającego ponad wszelkie oczekiwania.

 

Zacznij od początku. Bądź wierny w komorze. Dziękuj Mu za to, że możesz liczyć na Niego, oraz za to, że spotka się tam z tobą. Mimo, że wszystko wydaje zimne, ciemne i wymuszone, ugnij się przed kochającym Panem Jezusem, który tak tęskni za tobą. Dziękuj Ojcu, że dał ci Ducha. Bądź pewien, że wszystko czego jeszcze nie wiesz, a jeszcze musisz wiedzieć – o „ciele,” o „świecie” i o krzyżu – Duch Chrystusa, który jest w tobie, na pewno objawi ci to. Och duszo, tylko wierz, że to obdarzenie jest dla ciebie! Chrystus należy całkowicie do ciebie. Pragnie uzyskać pełnię władzy na tobą. On może i posiądzie cię przez Ducha Świętego. Ale na to potrzebny jest czas. Och daj Mu czas każdego dnia w komorze. Możesz mieć pewność, że spełni swoją obietnicę w tobie. „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten Mnie miłuje; a kto Mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawie mu samego siebie” (J. 14.21).

 

Trwaj we wszystkich prośbach za siebie, w modlitwach za zgromadzenie, twój kościół, twoich pastorów; za wszystkich wierzących; za cały Kościół Boży, aby Bóg wzmocnił ich mocą przez swego Ducha, aby Chrystus zamieszkał w ich sercach przez wiarę. Szczęśliwy czas, kiedy przychodzą odpowiedzi! Kontynuuj modlitwy. Duch objawi i uwielbi Chrystusa i Jego miłość, Chrystusa i Jego krzyż „jako Baranka jakby zabitego, stojącego pośrodku tronu.”

 

Krzyż i ciało

 

Tych dwoje są śmiertelnymi wrogami. Krzyż pragnie potępić i zabić „ciało.” „Ciało” pragnie odrzucić i zwyciężyć krzyż. Wielu, gdy słyszy o krzyżu, jako niezbędnym przygotowaniu do pełni Ducha Świętego, dowie się, co takiego jest w nich, co jeszcze musi zostać ukrzyżowane. Musimy zrozumieć, że cała nasza natura jest skazana na śmierć i musi stać się martwa przez krzyż, tak aby nowe życie w Chrystusie mogło przyjść  i rządzić w nas. Musimy osiągnąć takie wejrzenie w upadły stan naszej natury i jej wrogości wobec Boga, że staniemy się gotowi, a nawet więcej, pragnący,  całkowitego uwolnienia od niej.

 

Musimy nauczyć się powtarzać za Pawłem: „Nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro” (Rzym. 7.18). „Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie możne” (Rzym. 8.7). Jego istotą jest, aby nienawidzić Boga i Jego świętego prawa. To jest cud odkupienia, że Chrystus poniósł na krzyż wyrok i przekleństwo Boga nad „ciałem” i na zawsze przybił go na przeklętym drzewie. Jeśli tylko człowiek wierzy Słowu Bożemu, w którym napisane jest o tym „przeklętym zamyśle ciała”, a następnie pragnie uwolnić się od niego, to nauczy się kochać krzyż, jako swe wybawienie od sił wroga.

 

Nasz stary człowiek jest ukrzyżowany z Chrystusem i naszą jedyną nadzieją jest przyjąć to przez wiarę i trzymać się tego mocno. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje” (Gal. 5.24). Oni dobrowolnie oświadczyli, że będą codziennie traktować „ciało”, które jest w nich jako wroga Boga, Chrystusa i zbawienia ich dusz; i będą taktować je, jako takie, które otrzymało swoją zasłużoną nagrodę w byciu przybitym do krzyża.

 

Jest to jeden z elementów wiecznego odkupienia, które Chrystus przyniósł nam. To nie jest coś, co możemy pojąć naszym rozumieniem lub osiągnąć naszą siłą. To jest coś, co sam Pan Jezus da nam, jeśli będziemy gotowi do trwania w Jego obecności, dzień po dniu i do otrzymania wszystkiego od Niego. To jest coś, czego Duch Święty nauczy nas i uczyni częścią nas, jako doświadczenie oraz pokaże nam w jaki sposób może dać nam zwycięstwo w mocy krzyża nad wszystkim co jest z ciała.

 

Krzyż i świat

 

Czym ciało jest w najmniejszym kręgu mojej własnej osoby, tym świat jest w większym kręgu ludzkości. „Ciało” i „świat” to dwa przejawy tego samego „boga tego świata”, któremu obydwa służą. Kiedy krzyż rozprawia się z „ciałem”, jako z przeklętym, natychmiast odkrywamy czym natura i moc świata są. „Znienawidzili zarówno mnie jak i Ojca mego” (J. 15.24). Dowodem na to było to, że ukrzyżowali Chrystusa. Lecz Chrystus osiągnął zwycięstwo na krzyżu i uwolnił nas spod mocy „świata”. I teraz możemy powiedzieć: „Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal. 6.14).

 

Krzyż był dla Pawła każdego dnia świętą rzeczywistością, zarówno w tym co wycierpiał od świata jak i w zwycięstwie, które krzyż nieustannie dawał. Jan również napisał: „Świat tkwi w złem” (1J. 5.19). „A któż może zwyciężyć świat, jeżeli nie ten, który wierzy, ze Jezus jest Synem Bożym? On jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, Jezus Chrystus (…) a Duch składa świadectwo, gdyż Duch jest prawdą” (1J. 5.5,6). Przeciwko dwóm mocom boga tego świata, Bóg dał nam dwie potężne moce z Nieba, mianowicie, krzyż i Ducha.

 

 

 

Rozdział 17

 

ŚWIADECTWO I EPILOG

 

Świadectwo

 

W następujących cytatach ze „Starlight”, G. Sterrenberg’a, wielka prawda o krzyżu została wyrażona w prostych i mocnych słowach. Niech rozdziały zatytułowane „Społeczność Krzyża”, „Duch Święty i krzyż” będą szczególnie czytane.

 

Nasza głowa – Chrystus zajął najniższą pozycję na krzyżu i tak wyznaczył dla nas, Jego członków najniższą pozycję. Odblask chwały Bożej (Hebr. 1.3) został odrzucony przez ludzi (Iz. 53.3). Od tamtego momentu jedynym naszym prawem, jakie mamy, jest to, by być ostatnimi i najniższymi.  Kiedy twierdzimy cokolwiek innego, to jeszcze nie zrozumieliśmy właściwie krzyża.

 

Dążymy do wznioślejszego życia; znajdziemy je, jeśli wnikniemy głębiej w społeczność krzyża z naszym Panem. Bóg dał Ukrzyżowanemu najwyższe miejsce (Obj. 5). Czy nie powinniśmy zrobić tego samego? Czynimy to, gdy z godziny na godzinę postępujemy, jako ci, którzy są ukrzyżowani z Nim (Gal. 2.19,20). Tak czcimy ukrzyżowanego Pana.

 

Tęsknimy za pełnym zwycięstwem. Znajdziemy je, gdy wejdziemy w pełną społeczność Jego krzyża. Baranek osiągnął swe największe zwycięstwo ze stopami i rękoma przybitymi do krzyża. Pozostajemy w cieniu Wszechmogącego, tylko tak długo, jak pozostajemy w cieniu krzyża. Krzyż musi być naszym domem. Tylko tam jesteśmy chronieni. Zrozumiemy nasz krzyż dopiero, gdy zrozumiemy Jego krzyż i zapragniemy zbliżyć się tak blisko do krzyża, że nie tylko będziemy go widzieć, ale będziemy go dotykać, nawet więcej, że weźmiemy krzyż i tak stanie się on, jak to ktoś kiedyś powiedział, wewnętrznym krzyżem. Następnie krzyż utwierdzi się w nas i doświadczymy jego mocy, która szczególnie przejawia się w tym, że nie mdlejemy pod nim, ale niesiemy go z radością.

 

Jaki byłby Jezus bez swego krzyża? Jego przebita stopa zmiażdżyła głowę wroga, a Jego przebite ręce ograbiły go całkowicie (Mat. 12.29). Czym jesteśmy bez krzyża? Nie pozwólmy krzyżowi odejść, ale trzymajmy go mocno! Czy uważamy, że możemy podążać inną drogą niż tą, którą On stąpał? Wielu nie zrobi żadnego postępu ponieważ nie biorą krzyża.

 

Epilog

 

Krótkie słowo do czytelnika dotyczące usposobienia umysłu, do którego ta książka apeluje. Nie wystarczy, że ktoś powinien zrozumieć i przyjąć myśl pisarza, a potem cieszyć się z powodu uzyskania nowego wejrzenia i z przyjemności, jaką przyniosła nowa wiedza. Tam jest jeszcze coś innego o wielkim znaczeniu. Muszę poddać się prawdzie, tak, aby być gotowym, całą wolą, natychmiast, wykonać wszystko to, co poznam, że jest wolą Bożą.

 

W książce takiej jak ta, zajmującej się życiem modlitwy i ukrytą społecznością z Bogiem, nieodzownym jest, że powinniśmy być gotowi przyjąć i przestrzegać wszystkiego tego, co widzimy, że jest zgodne ze Słowem i wolą Bożą. Tam gdzie brakuje takiego usposobienia, wiedza czyni jedynie serce mniej zdolnym do otrzymania pełniejszego życia. Szatan stara się być panem komory chrześcijan, ponieważ wie, że jeśli nie ma tam wierności w modlitwie, to jej spuścizna przyniesie niewielkie szkody jego królestwu. Duchowe moce, dane nam po to, aby przywieść niezbawionych do Pana, lub podbudować Boże dzieci, nie będą doświadczane w byciu pod jej wpływem. Brakuje wytrwałej modlitwy, przez którą tylko, ta moc przychodzi.

 

Wielu zdawało sobie to ważne pytanie: Czy naprawdę powinniśmy nastawić się na odzyskanie broni modlitwy wiary, którą szatan, w dużej mierze, zabrał nam? Postawmy przed sobą powagę znaczenia tego konfliktu. O ile każdy pastor jest zaniepokojony, to i tak to wszystko zależy od tego, czy jest on, lub nie jest, człowiekiem modlitwy, który w komorze musi być codziennie przyodziany mocą z wysokości. My, wspólnie z Kościołem na całym świecie, musimy narzekać, że modlitwa nie ma miejsca w naszej służbie Bogu, które powinna zajmować, zgodnie z wolą i obietnicą Boga oraz według potrzeb pastora, zgromadzenia i kościoła.

 

Publiczne wystąpienie, podczas konferencji, w celu pokuty i uświęcenia, do którego nie jeden wierzący został doprowadzony, nie jest rzeczą łatwą. Nawet gdy ten krok zostanie podjęty, to stare zwyczaje i moc ciała, będą miały tendencję do obrócenia tego w nicość. Gdy moc wiary nie jest jeszcze silna. Będzie więc to kosztowało zmaganie i poświęcenie, aby pokonać diabła w imieniu Chrystusa. Nasze kościoły są polami bitwy, gdzie szatan będzie używał całej swojej mocy, aby uniemożliwić nam, stanie się ludźmi modlitwy, mocnymi w Panu i  abyśmy nie uzyskali zwycięstwa w Niebie i na ziemi. Jakże wiele zależy od tego dla nas, dla naszego zgromadzenia i dla Królestwa!

 

Nie zdziw się, jeśli powiem, że z bojaźnią i drżeniem i nie bez dużej ilości modlitwy, napisałem to, co ufam, że pomoże zachęcić braci w walce. Z uczuciem głębokiej niegodności odważyłem się  zaoferować siebie, jako przewodnika do komory, która jest drogą do świętości i społeczności z Bogiem.

 

Nie dziw się, że prosiłem Pana, aby dał miejsce tej książce w niektórych komorach i żeby mógł asystować czytelnikowi, tak aby, gdy widzi on, co jest wolą Bożą, mógł natychmiast poddać się jej wykonywaniu. W wojnie, wszystko zależy od posłuszeństwa każdego żołnierza rozkazom, nawet gdy kosztuje go to życie. W naszej walce z szatanem nie zwyciężymy, jeśli każdy z nas nie będzie gotowy nawet w czytaniu tej prostej książki, powiedzieć z serca: „Co Bóg mówi, ja wykonam; i jeśli zobaczę, że coś nie jest zgodne z Jego wolą, natychmiast przyjmę to do wiadomości i zareaguję na to”.

 

Nie dziw się, że napisałem to świadectwo, aby przypomnieć braciom, że wszystko zależy od ducha poddania się natychmiastowemu posłuszeństwu, w którym czytamy wszystko, co jest powiedziane, zgodnie ze Słowem Bożym.

 

Dałby Bóg, w swej wielkiej łasce, aby ta książka mogła wykazać więź Kościoła, przez którą możemy myśleć o sobie i pomagać sobie i wzmacniać siebie nawzajem do walki w modlitwie, poprzez którą wróg może być pokonany, a życie Boga może być chwalebnie ujawnione!

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018 c.d.

Rozdział 2

 

WALKA PRZECIWKO ZANIEDBANIU MODLITWY

 

Jak tylko chrześcijanin zyskuje przekonanie o grzechu w tym zagadnieniu, jego pierwszą myślą jest to, że musi z Bożą pomocą podjąć walkę, aby osiągnąć nad tym zwycięstwo. Niestety, wkrótce doświadcza, że jego zmaganie niewiele daje, a zniechęcające myśli przychodzą na niego jak fale, mówiąc mu, że takie życie nie jest dla niego i że nie potrafi on wiernie w tym wytrwać! Na konferencjach na temat modlitwy odbywających się przez lata, pewien pastor otwarcie wyznał, że wydaje mu się niemożliwym uzyskanie tak rygorystycznego życia.

 

Ostatnio otrzymałem list od pastora, dobrze znanego z jego zdolności i poświęcania się, w którym napisał: „Jeśli o mnie chodzi, to nie wydaje mi się pomocnym słuchanie za wiele o życiu modlitewnym, o ciężkich wysiłkach, na które musimy się przygotować i o całym tym czasie, kłopotach i niekończącym się trudzie, który to kosztuje. Te rzeczy zniechęcają mnie – tak często je słyszałem. Raz za razem poddawałem je próbie, a rezultat zawsze był rozczarowujący. Nie pomaga mi mówienie: „Musisz się więcej modlić i bardziej siebie samego pilnować i stać się we wszystkim bardziej poważnym chrześcijaninem”.

 

Dałem mu następującą odpowiedź: „Myślę, że we wszystkim, co mówiłem na konferencji albo gdzie indziej, nigdy nie wspomniałem o trudzie, czy o wysiłkach, ponieważ jestem całkowicie przekonany że nasze wysiłki są daremne, jeśli najpierw nie nauczymy się trwać w Chrystusie przez prostą wiarę”.

 

Mój korespondent odpowiedział: „Zaleceniem, które potrzebuję, jest to: „Zobacz, czy twoja relacja z żywym Zbawcą jest tym, czym powinna być. Żyj w Jego obecności, raduj się z Jego miłości, odpoczywaj w Nim”- lepsze zalecenie nie mogło być dane, jeśli tylko jest właściwie rozumiane. „Zobacz czy twoja relacja z żywym Zbawcą jest tym, czym powinna być”. To jest właśnie to, co umożliwi żyć życiem w modlitwie.

 

Nie powinniśmy pocieszać się myślami, że jesteśmy we właściwej relacji z Panem Jezusem, gdy grzech zaniedbania modlitwy ma moc nad nami i gdy my wraz z całym Kościołem musimy narzekać na nasze słabe życie, które sprawia że nie jesteśmy zdolni, w prawidłowy sposób, modlić się czy to za siebie, czy za Kościół, czy za misje. Lecz jeśli na pierwszym miejscu rozpoznamy, że właściwa relacja z Panem Jezusem, ponad wszystko, zawiera modlitwę, wraz z chęcią i siłą do modlitwy według woli Boga, to mamy coś, co daje nam prawo do radości i odpoczynku w Nim.

 

Podałem ten przykład, aby pokazać, jak naturalnym wynikiem samodzielnego wysiłku będzie zniechęcenie i jak odbierze to wszelką nadzieję na poprawę lub zwycięstwo. I rzeczywiście taki jest stan wielu chrześcijan, gdy wezwani są do trwania w modlitwie jako orędownicy. Czują to, że jest to  całkowicie poza ich zasięgiem – nie mają oni siły niezbędnej do ofiarowania się i poświęcenia do takiej modlitwy; kurczą się z wysiłku i zmagania, które czynią ich nieszczęśliwymi. Próbowali oni w mocy ciała zwyciężyć ciało, co jest całkowicie niemożliwą rzeczą. Oni starali się przez Belzebuba wyrzucić Belzebuba, a to nigdy nie może się zdarzyć. Tylko sam Jezus może podporządkować sobie ciało i diabła.

 

Omówiliśmy  zmaganie, które z pewnością zaowocuje rozczarowaniem i zniechęceniem. To jest wysiłek poczyniony w mocy naszych własnych sił. Lecz jest inne zmaganie, które z pewnością prowadzi do zwycięstwa. Pismo mówi o „dobrym boju wiary” to znaczy, bój, który wypływa  oraz jest prowadzony przez wiarę. Musimy mieć właściwe wyobrażenie o wierze i trwać w naszej wierze. Jezus Chrystus jest sprawcą i dokończycielem wiary. Kiedy dojdziemy do właściwej relacji z Nim, tak że możemy być pewni Jego pomocy oraz mocy, którą obdarza. Dopiero wtedy, najszczerzej, jak tylko możemy, po pierwsze, powiedzmy sobie: „Nie staraj się we własnej sile; rzuć się do stóp Pana Jezusa, i czekaj na Niego w całkowitej pewności, że On jest z tobą i działa w tobie,” a po drugie: „Zmagaj się w modlitwie, aż wiara wypełni twoje serce i tak bądź mocny w Panu i w sile mocy Jego”.

 

Pewien obraz pomoże nam to zrozumieć. Oddana chrześcijanka, która z gorliwością i powodzeniem prowadziła dużą klasę biblijną, przyszła z problemem do swojego pastora. W swoich wcześniejszych latach radowała się wielkim Bożym obdarowaniem w swojej komorze, społecznością z Panem i Jego Słowem. Ale to stopniowo zanikło i nie ważne jakby się nie starała, nie mogła tego naprawić. Pan prowadził ją w jej pracy, ale radość zniknęła z jej życia. Pastor zapytał, co zrobiła, żeby odzyskać utracone szczęście . „Zrobiłam wszystko” odpowiedziała, „ale wszystko na próżno”.

 

Następnie zapytał ją o jej doświadczenie związane z jej nawróceniem. Dała natychmiastową i jasną odpowiedź: „Na początku nie oszczędzałam bólu w moich próbach, aby stać się lepszą i aby uwolnić się z grzechu, ale to wszystko było bezużyteczne. Na końcu zaczęłam rozumieć, że muszę odłożyć na bok wszystkie moje starania i po prostu ufać Panu Jezusowi, że obdarzy mnie swoim życiem i pokojem i zrobił to”.

 

„Dlaczego więc” powiedział pastor, „znów tego nie spróbujesz? Kiedy pójdziesz do swojej komory, nieważne jak zimne i ciemne może być twoje serce, nie próbuj w swojej własnej mocy zmusić się  do właściwej postawy. Ugnij się przed Nim i powiedz Mu, że On widzi w jak smutnym stanie jesteś, że twoja jedyna nadzieja jest w Nim. Ufaj Mu z dziecięca ufnością, że zlituje się nad tobą i czekaj na Niego. Z takim zaufaniem jesteś z Nim we właściwej relacji. Ty nie masz nic, a On ma wszystko”. Jakiś czas później, powiedziała pastorowi, że jego rada pomogła jej; nauczyła się, że wiara w miłość Pana Jezusa jest jedyną metodą, żeby wejść w społeczność z Bogiem w modlitwie.

 

Czy zaczynasz dostrzegać mój czytelniku, że są dwa rodzaje bitew – pierwsza to, gdy szukamy zwycięstwa nad zaniedbaniem modlitwy w naszych własnych siłach. W tym przypadku moją radą jest: „Oddal swoje niepokoje i wysiłki; padnij bezradny do stóp Pana Jezusa; On powie Słowo, a twoja dusza ożyje”. Jeśli już to zrobiłeś, to po drugie pamiętaj, że: „To jest dopiero początek wszystkiego. Będzie to wymagało głębokiej pilności i ćwiczenia wszystkich twoich sił i czujności całego serca – ochotnego do wykrywania nawet najmniejszego odstępstwa. Ponad wszystko będzie to wymagało poddania do życia w samopoświęceniu, które to Bóg naprawdę pragnie w nas widzieć i które będzie w nas wypracowywał”.

 

 

 

Rozdział 3

 

JAK BYĆ UWOLNIONYM OD ZANIEDBANIA MODLITWY I JAK TRWAĆ W UWOLNIENIU

 

Największą przeszkodą na drodze do osiągnięcia zwycięstwa nad zaniedbaniem modlitwy jest ukryte uczucie, że nigdy nie osiągniemy szczęścia, bycia od tego uwolnionymi. Wielokrotnie czyniliśmy wysiłki w tym kierunku, ale wszystko na próżno. Stary nawyk, moc ciała i nasze otoczenie z jego atrakcjami są zbyt silne dla nas. Jaki pożytek jest z próbowania czegoś, o czym nasze serce zapewnia nas, że jest poza naszym zasięgiem? Zmiana potrzebna w całym życiu jest zbyt wielka i zbyt trudna. Jeśli postawimy sobie pytanie: „Czy możliwa jest zmiana?” Nasze wzdychające serce powie: „Jak dla mnie, jest to całkowicie niemożliwe!” Czy wiesz dlaczego, pojawia się taka odpowiedź? Po prostu dlatego, że otrzymałeś wezwanie do modlitwy, jako głos Mojżesza i jako nakaz prawa. Mojżesz i jego prawo nigdy nie dali nikomu mocy do jego przestrzegania.

 

Czy tęsknisz za odwagą, aby wierzyć, że wybawienie od zaniedbania modlitwy, jest możliwe dla ciebie i może stać się rzeczywistością? W takim razie musisz nauczyć się ważnej lekcji, że owo wybawienie znajduje się w odkupieniu, które jest w Chrystusie Jezusie i że jest to jedno z obdarzeń Nowego Przymierza, które sam Bóg będzie udzielał przez Jezusa Chrystusa. Jak zaczniesz to rozumieć, stwierdzisz, że napomnienie, „Módl się bez ustanku” przekazuje nowe znaczenie. Nadzieja zaczyna powstawać w twoim sercu, że Duch – którym zostałeś obdarzony, aby wołać nieustannie „Abba Ojcze”- uczyni prawdziwe życie w modlitwie możliwym dla ciebie. Następnie będziesz słuchać, nie w duchu zniechęcenia, ale w duchu radosnej nadziei, głosu, który wzywa cię do pokuty.

 

Niejeden wszedł do komory pod gorzkim samooskarżeniem, że modli się za mało i postanowił w przyszłości żyć w inny sposób. Jednak obdarowanie nie nadeszło – nie było w tym sił, aby kontynuować z wiarą i wezwanie do pokuty nie miało mocy, ponieważ jego oczy nie były skierowanie na Pana Jezusa. Gdyby tylko zrozumiał, powiedziałby: „Panie, widzisz, jak zimne i ciemne jest moje serce: wiem, że muszę się modlić, ale czuję, że nie potrafię; brak mi pilności i chęci do modlitwy”.

 

Nie wiedział, że w tym momencie Pan Jezus ze swoją łagodną miłością patrzył na niego mówiąc: „Nie możesz się modlić; czujesz, że wszystko jest zimne i ciemne. Dlaczego nie powierzysz się w moje ręce? Tylko wierz, że jestem gotów, aby ci pomóc w modlitwie; wielce pragnę rozlać moją  miłość w twoim sercu, tak, że gdy będziesz świadom słabości, możesz śmiało liczyć, że obdarzę cię łaską modlitwy. Zupełnie tak samo, jak oczyszczę cię od wszystkich innych grzechów, tak też uwolnię cię od grzechu zaniedbania modlitwy – Tylko nie szukaj zwycięstwa w swojej własnej sile. Pokłoń się przede Mną, jako ten, który oczekuje wszystkiego od swego Zbawcy. Niech twoja dusza wyciszy się przede Mną, nie ważne w jak smutnym stanie się znajdujesz. Bądź pewny tego, że nauczę cię, jak się modlić”.

 

Nie jeden przyzna: „Widzę mój błąd; nie myślałem, że Pan Jezus musi mnie uwolnić i oczyścić również z tego grzechu. Nie rozumiałem, że był On ze mną każdego dnia w komorze, w swojej wielkiej miłości gotowy zachować i obdarzyć mnie, jakkolwiek grzeszny i winny bym się nie czuł. Nie przypuszczałem, że tak, jak On dawał wszystkie inne łaski w odpowiedzi na modlitwę, tak ponad wszystko i przede wszystkim obdarzy mnie łaską modlącego się serca. Jak nierozważnie jest myśleć, że wszystkie inne dobra muszą przyjść od Niego, a modlitwa od której wszystko inne zależy musi być osiągnięta przez osobisty wysiłek! Dzięki Bogu, że zaczynam to pojmować – sam Pan Jezus jest w komorze spoglądając na mnie i bierze na siebie odpowiedzialność nauczenia mnie, jak zwracać się do Ojca. Jedyne czego żąda, to tego, że ja z dziecięcym zaufaniem czekam na Niego i wielbię Go”.

Bracia, czyż nie zapomnieliśmy tej prawdy? Od wadliwego życia duchowego, nic lepszego nie możemy oczekiwać niż wadliwe życie modlitewne. Marnością jest dla nas, starać się z wadliwym życiem duchowym modlić się więcej lub lepiej. Jest to niemożliwe. Konieczne jest, aby doświadczać, że ten, kto jest w Chrystusie Jezusie, nowym jest stworzeniem: stare rzeczy przeminęły; oto wszystkie rzeczy stały się nowe”. To jest dosłowna prawda w odniesieniu do człowieka, który rozumie i doświadcza, co to znaczy być w Jezusie Chrystusie.

 

Nasza cała relacja z Panem Jezusem musi być nowa. Muszę wierzyć w Jego nieskończoną miłość, która tęskni, aby mieć społeczność ze mną w każdej chwili i że chce mnie trzymać w radości z Jego obecności. Muszę wierzyć w Jego Boską moc, która zwyciężyła grzech i będzie prawdziwie powstrzymywała mnie od niego. Muszę wierzyć w Tego, który jako potężny wystawiennik, za pośrednictwem Ducha, zainspiruje każdego członka swojego ciała, w radości i mocy do społeczności z Bogiem w modlitwie. Moje życie modlitewne musi być całkowicie podporządkowane Chrystusowi i Jego miłości. Wtedy po raz pierwszy modlitwa stanie się tym, czym naprawdę jest, naturalnym i radosnym oddychaniem życiem duchowym, przy którym niebiańska atmosfera jest wdychana i wydychana w modlitwie.

 

Czy nie dostrzegasz, że gdy ta wiara zawładnie nami, to wezwanie do życia w modlitwie, które podoba się Bogu, będzie upragnionym wezwaniem? Nie będzie odpowiedzi na wołanie „odwróć się od grzechu zaniedbania modlitwy” przez westchnienia bezradności, lub zniechęcenia ciała. Głos Ojca będzie słyszany, jakby ustawił przed nami szeroko otwarte drzwi i przyjął nas do błogosławionej społeczności z sobą. Wołanie o pomoc Ducha Świętego w modlitwie nie będzie już dłużej w obawie przed wysiłkiem zbyt wielkim dla naszej mocy, gdyż to będzie, jak upadnięcie w zupełnej słabości do stóp Pana Jezusa, by znaleźć tam zwycięstwo, które przychodzi poprzez Jego potęgę i miłość, promieniujące z Jego oblicza.

 

Jeśli w naszym umyśle pojawia się pytanie: „Czy będzie to trwało nadal?” i  przychodzi strach: „Przecież wiesz, jak często próbowałeś i byłeś rozczarowany” to wiara znajdzie swe siły, nie w myślach tego, co będzie lub nie, ale w niezmiennej wierności i miłości Chrystusa, który zapewnił, że ci, którzy polegają na Nim nie będą zawstydzeni.

 

Jeśli strach i niepewność nadal pozostają, to modlę się za was przez łaskę Boga w Jezusie Chrystusie i przez niewysłowioną wierność Jego czułej miłości, abyście odważyli się paść do Jego stóp. Tylko wierzcie całym sercem, że jest tam uwolnienie od grzechu zaniedbania modlitwy. „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1J. 1.9). W Jego krwi i łasce jest całkowite uwolnienie ze wszystkich nieprawości i z zaniedbania modlitwy. Niech uwielbione będzie Jego imię.

 

W jaki sposób uwolnienie od zaniedbania modlitwy może ciągle trwać?

 

To, co powiedzieliśmy o wybawieniu od grzechu zaniedbania modlitwy, ma również zastosowanie, jako odpowiedź na pytanie: „Jak może doświadczenie uwolnienia zostać utrzymane?” Odkupienie nie jest przyznawane nam fragmentarycznie, lub jako coś z czego możemy skorzystać od czasu do czasu. Jest ono nadawane w pełni łaski przechowywanej w Panu Jezusie, którym to możemy się rozkoszować w nowej społeczności z Nim każdego dnia. Jest to, tak ważne, aby ta prawda została jasno zrozumiana i utwierdzona w naszych umysłach, że powtórzę ją jeszcze raz. Nic, nie jest w stanie uchronić cię, przed niedbalstwem lub umożliwić prowadzenia żywej, potężnej modlitwy, jak tylko codzienna bliska relacja z Panem Jezusem.

 

Powiedział do swoich uczniów: „Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie (…) Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie (…) Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię i większe nad te czynić będzie” (Jan 14.1,11,12).

 

Pan pragnął nauczyć swoich apostołów, że wszystko czego nauczyli się ze Starego Testamentu dotyczącego mocy, świętości i miłości Boga, musi zostać przekierowane na Niego. Nie mają jedynie uwierzyć w pewne spisane dokumenty, ale w Niego osobiście. Muszą wierzyć, że On jest w Ojcu, a Ojciec w Nim, w takim sensie, że mieli jedno życie, jedną chwałę. Wszystko, co wiedzieli o Chrystusie znajdą w Bogu. Położył duży nacisk na to, ponieważ tylko przez taką wiarę w Niego i Jego Boską chwałę, będą dokonywać uczynków, które On dokonywał, albo nawet większe. Ta wiara doprowadziła ich do poznania, że jak Ojciec i Syn są jedno, tak i oni byli jedno w Chrystusie, a Chrystus był w nich.

 

Jest to intymna, duchowa, osobista, nieprzerwana relacja z Panem Jezusem, która objawia się potężnie w naszym życiu, a szczególnie w naszym życiu modlitewnym. Weźmy to pod uwagę, a zobaczymy, co oznacza: Że wszystkie chwalebne przymioty Boga są w naszym Panu Jezusie Chrystusie. Rozważmy to.

 

1.Boża wszechobecność

 

Bóg wypełnia sobą cały świat i w każdym momencie jest obecny we wszystkim. Podobnie, jak to jest z Ojcem tak i nasz Pan Jezus jest wszędzie obecny, ponad wszystko ze swoimi odkupionymi. To jest jedna z największych i najważniejszych lekcji, których nasza wiara musi się nauczyć. Możemy to jasno zrozumieć z przykładu uczniów Pana Jezusa. Co było swoistym przywilejem apostołów, którzy byli w Jego towarzystwie? Była to radość z obecności Pana Jezusa. To przez to byli zasmuceni na myśl o Jego śmierci, bo byliby pozbawieni tej obecności. Nie byłoby już Go z nimi. W jaki więc sposób Pan Jezus pocieszał ich? Obiecał że Duch Święty z Nieba będzie tak w nich działać, że otrzymają pełnię Jego życia i Jego osobistą obecność, która będzie jeszcze bardziej bliska, intymna i bardziej nierozerwalna niż to, czego doświadczyli kiedy był z nimi na ziemi.

 

Ta wielka obietnica, jest teraz dziedzictwem każdego wierzącego, mimo że tak wielu z nich wie o tym tak mało. Jezus Chrystus, w swej Boskiej osobowości, w swej odwiecznej miłości, która doprowadziła Go na krzyż, pragnie mieć społeczność z nami w każdej chwili i utrzymać nas w radości z tej społeczności. To powinno być wyjaśnione każdemu nowo nawróconemu: „Pan kocha cię tak, że będzie chciał cię bez przerwy mieć blisko siebie, tak żebyś mógł doświadczyć Jego miłości”. To jest to, czego każdy wierzący musi się dowiedzieć, każdy kto poczuł swoją niemoc do życia w modlitwie, do posłuszeństwa, do świętości. Samo to, da nam moc, jako orędownikom, aby podbić świat i zdobywać z niego dusze dla naszego Pana.

 

  1. Wszechmoc Boga

 

Jak wspaniała jest Boża moc! Widzimy to w stworzeniu. Widzimy to w cudach wyzwolenia zapisanych w Starym Testamencie. Widzimy to we wspaniałych dziełach Chrystusa, które Ojciec uczynił w Nim, a przede wszystkim w Jego zmartwychwstaniu. Jesteśmy powołani, aby wierzyć w Syna, tak jak wierzymy w Ojca. Pan Jezus, który w swej miłości jest tak niewypowiedzianie blisko nas, jest tym Wszechmocnym z którym nie ma nic niemożliwego. Cokolwiek może być w naszych sercach lub ciele, co nie podda się nam, On może to zwyciężyć. Wszystkim, co jest obiecane w Słowie Bożym, wszystkim, co jest naszym dziedzictwem, jako dzieci Nowego Przymierza, Wszechmogący Jezus może obdarzyć nas. Jeśli padam przed Nim w komorze, to jestem w kontakcie z wieczną, niezmienną mocą Boga. Jeśli przygotowuję się na dzień Pana Jezusa, to mogę mieć pewność,  że to Jego wieczna wszechmoc, która bierze mnie w opiekę, osiągnie wszystko dla mnie.

 

Och, jeśli tylko poświęcilibyśmy czas na naszą komorę, aby móc doświadczyć w pełni rzeczywistej obecności Wszechmocnego Jezusa! Co za obdarzenie byłoby naszym, przez wiarę! Nieprzerwana społeczność z Wszechmogącym i Wszechobecnym Panem.

 

  1. Święta miłość Boga

 

Oznacza to, że On całym swym sercem, oferuje wszystkie swoje Boskie atrybuty do naszych usług i jest przygotowany do udzielenia nam siebie. Chrystus jest objawieniem Jego miłości. On jest Synem Jego miłości – darem Jego miłości – mocą Jego miłości i ten Jezus, który zawisł na krzyżu, dał przytłaczający dowód Swojej miłości w Swojej śmierci i przelaniu Krwi, tak aby stało się dla nas niemożliwym, aby nie wierzyć w tę miłość – ten Jezus jest tym, który wychodzi na spotkanie z nami w komorze i daje zapewnienie, że nieprzerwana społeczność z Nim jest naszym dziedzictwem, a przez Niego, staje się to naszym doznaniem. Święta miłość Boga, który poświęcił wszystko, aby zwyciężyć grzech i zgładzić go, przychodzi do nas w Chrystusie, aby zbawić nas od wszelkiego grzechu.

 

Bracia, zastanówcie się nad Słowami naszego Pana: „Wierzcie w Boga i we mnie wierzcie (…) Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie (…) I wy we mnie, a Ja w was” (Jan 14.1,11,20). To jest sekret życia modlitewnego. Spędźcie czas w komorze, aby się uniżyć, wielbić i czekać na Niego, dopóki On nie ujawni się i nie weźmie was w posiadanie i nie poprowadzi, aby pokazać, jak człowiek może żyć i chodzić w społeczności z Niewidzialnym Panem.

 

Czy tęsknisz, aby poznać w jaki sposób możesz zawsze doświadczać uwolnienia od grzechu zaniedbania modlitwy? W tym tkwi sekret. Wierz w Syna Bożego, daj Mu czas w swojej komorze, aby objawił się w swojej zawsze bliskiej obecności, jako Wieczny i Wszechpotężny, z wieczną miłością, który czuwa nad tobą. Doświadczysz tego, czego do tej pory prawdopodobnie nie wiedziałeś – że, co do ludzkiego serca nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1Kor. 2.9).

 

 

 

Rozdział 4

 

SZCZĘŚCIE ZE ZWYCIĘSTWA; BARDZIEJ OBFITE ŻYCIE

 

Jeśli jesteśmy teraz uwolnieni od grzechu zaniedbania modlitwy i już rozumiemy w jaki sposób to uwolnienie może nadal być doświadczane, to w takim razie, co będzie owocem naszej wolności? Ten kto widzi to właściwie, będzie z odnowioną gorliwością i wytrwałością podążał za tą wolnością. Jego życie i doznania będą w rzeczy samej dowodem, iż osiągnął coś, o niewysłowionej wartości. Będzie żywym świadectwem obdarzenia, które przyniosło mu zwycięstwo.

 

Rozważmy:

 

  1. Obdarzenie wynikające z nieprzerwanej społeczności z Bogiem

 

Pomyśl o zaufaniu pokładanym w Ojcu, które zajmie miejsce hańby i samopotępienia, które było wcześniej cechą naszego życia. Pomyśl o głębokiej świadomości, że wszechmocna łaska Boża dokonała czegoś w nas, aby udowodnić, że naprawdę jesteśmy na Jego podobieństwo i jesteśmy przystosowani do życia w jedności z Nim i przygotowani, aby Go wielbić. Pomyśl, jak my, pomimo naszego przekonania o naszej nicości, możemy żyć, jako prawdziwe dzieci Króla, w jedności ze swoim Ojcem i możemy manifestować coś z charakteru naszego Pana Jezusa w świętej społeczności ze swoim Ojcem, którą miał, gdy był na ziemi. Pomyśl, jak w komorze, czas modlitwy może stać się w ogóle najszczęśliwszym dla nas czasem i jak Bóg może nas użyć do wzięcia udziału w realizacji Jego planów i uczynić nas źródłem obdarowania dla świata wokół nas.

 

  1. Moc jaką możemy mieć do pracy, do której zostaliśmy powołani

 

Pastor będzie uczył się otrzymywać swoją wiadomość prawdziwie od Boga, przez moc Ducha Świętego i przekazywać ją w tej mocy do zgromadzenia. Będzie wiedział, gdzie może być napełniony miłością i gorliwością, które umożliwią mu, podczas jego duszpasterskich wizyt spotkanie i pomoc poszczególnym jednostkom, w duchu pełnego miłości współczucia. Będzie mógł powiedzieć razem z Pawłem: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Fil. 4.13). „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37). „W imieniu Chrystusa poselstwo sprawujemy (…) W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (2Kor. 5.20). To nie są próżne marzenia lub projekcje głupiej wyobraźni. Bóg dał nam Pawła jako ilustrację, że jakkolwiek możemy różnić się od niego w darach czy powołaniu, to jednak w wewnętrznym doświadczeniu możemy znać całkowitą wystarczalność łaski, która może zrobić dla nas wszystko, tak jak zrobiła to dla niego.

 

  1. Perspektywa, która otwiera się przed nami na przyszłość

 

To ma być poświęcenie się do wzięcia udziału, jako orędownicy, w wielkim dziele, mający w swoich sercach potrzeby całego Kościoła i świata. Paweł starał się pobudzić ludzi do modlitwy za wszystkich świętych, mówi nam jak bardzo walczył za tych, którzy nie spotkali go jeszcze. Jako człowiek był uzależniony od warunków miejsca i czasu, ale w Duchu miał władzę w imieniu Chrystusa, aby modlić się o obdarzenie dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli o Zbawicielu.

 

Paweł oprócz życia tu na ziemi w relacji z ludźmi, dalekimi lub bliskimi, żył innym, niebiańskim życiem – pełnym miłości i cudownej mocy, w modlitwie, którą nieustannie ćwiczył. Z trudnością możemy sobie wyobrazić moc, którą Bóg obdarzy, jeśli uwolnimy się od grzechu zaniedbania modlitwy i zaczniemy modlić się ze śmiałością, która sięgnie Nieba i sprowadzi z tamtąd niebiańskie obdarzenie w imieniu Wszechmogącego Chrystusa.

Cóż za perspektywa! Pastor i misjonarze przyprowadzeni przez Bożą łaskę do modlitwy, powiedzmy to sobie drugi raz, z podwójną wiarą i radością! Jak wielką różnicę zrobiłoby to w głoszeniu kazań, w spotkaniu modlitewnym, w społeczności z innymi! Cóż za cudowna moc zstąpiłaby do komory, uświęcona jednością z Bogiem i Jego miłością w Chrystusie! Cóż za wpływ byłby wywarty na wierzących, wzywając ich do pracy orędowniczej! Jak wielce odczuwalny byłby ten wpływ w Kościele i wśród wierzących! Co za moc mogłaby być rozpostarta nad pastorami innych zborów i kto wie jak Bóg mógłby nas użyć dla swojego Kościoła na całym świecie! Czy nie jest to warte poświęcenia wszystkiego, aby prosić Boga, bez przerwy, aby dał nam prawdziwe i pełne zwycięstwo nad grzechem zaniedbania modlitwy, który okrywa nas takim wstydem?

 

Dlaczego piszę teraz te rzeczy i wychwalam tak bardzo radość ze zwycięstwa nad grzechem, który tak łatwo nękał nas i który tak strasznie okradał nas z mocy, którą Bóg dla nas zamierzył? Mogę dać odpowiedź. Znam, aż zbyt dobrze, jak niskie myśli mamy, dotyczące obietnic i mocy Boga, jak skłonni jesteśmy zawsze do cofania się, aby ograniczać moc Bożą i uznawać, że niemożliwym jest dla Niego zrobić rzeczy większe niż widzieliśmy. Wspaniałą rzeczą jest poznanie Boga w nowy sposób, w komorze. To jednak jest dopiero początek. Jest czymś jeszcze większym i bardziej chwalebnym poznać Boga, jako we wszystkim wystarczającego i czekać na Jego Ducha, aby otworzył szeroko nasze serca i umysły, aby otrzymać wspaniałe, nowe rzeczy, którymi naprawdę pragnie obdarzyć tych, którzy na Niego czekają.

 

Celem Boga jest pobudzenie wiary w swoich dzieciach i sługach i pokazanie im, że muszą podjąć trud zrozumienia i polegania na Jego niewysłowionej wspaniałości i wszechmocy, tak, aby mogli wziąć dosłownie i w dziecięcym duchu to słowo: „Temu zaś, który według mocy działającej w nas, potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy, albo o czym myślimy (…) niech będzie chwała (…) na wieki wieków” (Ef. 3.20,21). Och, żebyśmy tylko poznali, co za wspaniałego i potężnego Boga mamy.

 

Ktoś może zapytać: „Czy może ta nuta pewnego zwycięstwa stać się pułapką i doprowadzić do lekkomyślności i dumy?” Niewątpliwie. To, co jest najwyższe i najlepsze na ziemi jest zawsze narażone na nadużycia. Jak więc, możemy być od tego uchronieni? Przez nic bardziej pewnego, jak przez prawdziwą modlitwę, która naprawdę prowadzi nas do kontaktu z Bogiem. Świętość Boga szukana w uporczywej modlitwie, oddzieli nas od naszej grzeszności. Wszechmoc i wspaniałość Boga sprawi, że poczujemy naszą nicość. Społeczność z Bogiem w Jezusie Chrystusie doprowadzi nas do dostrzeżenia, że nie ma w nas żadnej dobrej rzeczy i że możemy mieć społeczność z Bogiem tylko wtedy, gdy nasza wiara uniży nas, jak Chrystus uniżył siebie i gdy prawdziwie żyjemy w Nim, jak On jest w Ojcu.

 

Modlitwa nie jest zaledwie przychodzeniem do Boga, aby o coś prosić. Jest to, ponad wszystko społeczność z Bogiem i poddanie się w moc Jego świętości i miłości, aż weźmie nas w posiadanie i naznaczy całą naszą naturę uniżeniem Chrystusa, które jest sekretem prawdziwego uwielbienia.

 

Tak, tylko w Chrystusie Jezusie zbliżamy się do Ojca, jako ci, którzy umarli w Chrystusie i całkowicie zrezygnowali z własnego życia, jako ci w których żyje On i którym pozwala powiedzieć: „Chrystus żyje we mnie”. To, co mówiliśmy o tym, że Pan Jezus działa w nas, aby uwolnić nas z grzechu zaniedbania modlitwy jest prawdziwe, nie tylko dla początku życia modlitewnego i radości wynikającej z doświadczenia mocy do modlitwy, ale jest prawdziwe dla całego życia modlitewnego. „Przez Niego” mamy dostęp do Ojca. W tym, jak i w całym życiu duchowym, „Chrystus jest wszystkim”. „(…)Nikogo nie widzieli, tylko Jezusa samego” (Mat.  17.8).

 

Niech Bóg wzmocni nas, abyśmy uwierzyli, że zwycięstwo przygotowane dla nas, jest pewne, i że obdarzeniem nas będzie to co do serca człowieka nie wstąpiło! To przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.

 

Nie przychodzi to do nas wszystkich naraz. Bóg ma wielką cierpliwość do swoich dzieci. W naszym powolnym postępie odnosi się do nas z ojcowską cierpliwością. Niech każde dziecko Boga, raduje się we wszystkim, co Słowo Boże obiecuje. Im silniejsza jest nasza wiara, tym jeszcze gorliwiej do końca będziemy pokonywać trudności.

 

Bardziej obfite życie

 

Nasz Pan wypowiedział to słowo w sprawie bardziej obfitego życia, kiedy powiedział, że przyszedł, aby dać życie swoje za owce: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (J 10.10). Człowiek może mieć życie, a jednak z powodu braku pożywienia, lub z powodu choroby, nie może być w obfitości życia lub mocy. To była różnica między Starym i Nowym Testamentem. W poprzednim było tam rzeczywiście życie pod prawem, ale nie obfitość łaski Nowego Testamentu. Chrystus oddał życie za swoich uczniów, ale obfite życie mogło pojawić się tylko dzięki zmartwychwstaniu i darowi Ducha Świętego.

 

Wszyscy prawdziwi chrześcijanie otrzymali życie od Chrystusa. Niestety większa część z nich, nic nie wie o bardziej obfitym życiu, którym jest On gotów obdarzyć. Paweł mówi o tym cały czas. Mówi o sobie, że łaska Boża „stała się bardzo obfita” (1 Tym. 1.14). „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Filip. 4.13). „Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie” (2 Kor. 2.14). „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez Tego, który nas umiłował” (Rzym. 8.37).

 

Mówiliśmy o grzechu zaniedbaniu modlitwy, znaczeniu wyzwolenia i o tym, w jaki sposób utrzymać wolność od tego grzechu. To, co zostało powiedziane w tych punktach zawiera się w tej wypowiedzi Chrystusa: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (J. 10.10). Ma to ogromne znaczenie dla nas, aby zrozumieć to bardziej obfite życie, żeby móc jasno zobaczyć, że dla prawdziwego życia w modlitwie koniecznym jest, żebyśmy chodzili w zawsze wzrastającym doświadczeniu tego przepełnionego życia.

 

Jest możliwym dla nas, rozpocząć  walkę z zaniedbaniem modlitwy w zależności od Chrystusa i w szukaniu u Niego wsparcia i ochrony, a jednak zawieść. Tak jest w przypadku, gdy zaniedbanie modlitwy jest postrzegane, jako jeden grzech, przeciwko któremu musimy walczyć. To musi być rozpoznane jako część całego życia w ciele, jako ściśle związane z innymi grzechami, które wypływają z tego samego źródła. Zapominamy, że całe ciało ze wszystkimi jego wadami, czy to objawiającymi się na ciele czy duszy, musi być traktowane jako ukrzyżowane i zostać skazane na śmierć. Nie możemy być zadowoleni ze słabego życia, ale musimy szukać życia obfitego. Musimy poddać się całkowicie, tak aby Duch wziął nas w swoje pełne posiadanie, manifestując takie życie w nas, w którym może zajść całkowita transformacja naszej duchowej istoty, za pomocą której całkowite panowanie Chrystusa i Ducha jest rozpoznawalne.

 

Czym jest to, co szczególnie stanowi te bogate życie? Obfitym życiem jest nic innego, jak Jezus mający pełne panowanie nad naszym całym jestestwem, przez moc Ducha Świętego. Gdy Duch pozwala nam poznawać pełnię Chrystusa i obfite życie, które nam daje, wyrazi się to w trzech aspektach:

 

1.Jako ukrzyżowany

 

Nie tylko, jako ten, który za nas umarł, aby odkupić nasze grzechy; ale jako ten, który wziął nas z sobą na krzyż, abyśmy razem z Nim umarli, a który teraz działa w nas mocą swego krzyża i śmierci. Masz prawdziwą społeczność z Chrystusem, kiedy możesz powiedzieć: „Jestem ukrzyżowany z Chrystusem – On, Ukrzyżowany, mieszka we mnie”. Uczucia i usposobienie, które były w Nim, Jego pokora i posłuszeństwo, aż do śmierci na krzyżu – były tym, co miał na myśli, kiedy mówił o Duchu Świętym: „Z mego weźmie i wam oznajmi” (J. 16.15). Nie jako instrukcję, ale jako dziecięcy udział w tym samym życiu, które było w Nim.

 

Czy pragniesz, aby Duch Święty wziął ciebie w swoje pełne posiadanie, aby sprawić, że ukrzyżowany Chrystus zamieszka w tobie? Zrozum więc, że jest to po prostu koniec dla którego został On wydany i osiągnie On to, na pewno w każdym, kto się Jemu podda.

 

2.Jako zmartwychwstały

 

Pismo często wspomina zmartwychwstanie w powiązaniu z cudownie działającą mocą Bożą, przez którą Chrystus został wskrzeszony z martwych i z której pochodzi zapewnienie o „nadzwyczajnej mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy, dzięki działaniu przemożnej siły Jego, jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził Go z martwych” (Ef. 1.19,20). Nie miń tych słów w pospiechu. Wróć i przeczytaj je jeszcze raz i naucz się ważnej lekcji, że jakkolwiek bezsilnym i słabym się czujesz to wszechmoc Boga działa w tobie i jeśli tylko uwierzysz, da ci w codziennym życiu udział w zmartwychwstaniu swego Syna.

 

Tak, Duch Święty może cię napełnić radością i zwycięstwem zmartwychwstania Chrystusa, jako mocą w codziennym życiu, pośród prób i pokus tego świata. Niech krzyż uniży cię do śmierci. Bóg wypracuje niebiańskie życie w tobie przez swego Ducha. Ach, jak mało zrozumieliśmy, że jest to całkowicie dziełem Ducha Świętego, aby uczynić nas uczestnikami Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego oraz w celu dostosowania nas do Jego życia i śmierci!

 

3.Jako uwielbiony

 

Uwielbiony Chrystus jest tym, który chrzci Duchem Świętym. Sam Pan Jezus został ochrzczony Duchem, ponieważ uniżył się i przyjął Janowy chrzest pokuty – chrzest dla grzeszników – w Jordanie.

Wtedy, gdy wziął na siebie pracę odkupienia, otrzymał Ducha Świętego, aby przystosował Go do zadania trwającego od tej godziny, aż do krzyża gdzie „ofiarował samego siebie bez skazy Bogu” (Hebr. 9.14). Czy pragniesz, aby uwielbiony Chrystus ochrzcił cię Duchem Świętym? Ofiaruj się więc dla Niego na służbę, do dalszego rozwoju wielkiego dzieła uczenia grzeszników o miłości Ojca.

 

Bóg pomaga nam zrozumieć, jak ważną rzeczą jest otrzymać Ducha Świętego z mocą od uwielbionego Jezusa! To oznacza gotowość – tęsknotę duszy – do pracy dla Niego, a jeśli zajdzie taka potrzeba, aby cierpieć za Niego. Poznałeś i pokochałeś swego Pana, pracowałeś dla Niego i miałeś powodzenie w tej pracy, ale Pan ma więcej do obdarowania. On może więc pracować w nas i w naszych braciach wokół i w pastorach zborów przez moc Ducha Świętego, tak aby napełnić nasze serca cudownym uwielbieniem.

 

Czy uchwyciłeś to mój czytelniku? Obfite życie nie jest niczym więcej, ani mniej niż pełnią życia Chrystusa jako ukrzyżowanego, zmartwychwstałego i uwielbionego, który chrzci Duchem Świętym i objawia się w naszych sercach i żyje jako Pan wszystkiego w nas.

 

Niedawno przeczytałem wyrażenie: „Żyj w tym, co musisz”. Nie żyj w swojej ludzkiej wyobraźni tym co jest możliwe. Żyj w Słowie – w miłości i nieskończonej wierności Pana Jezusa. Nawet jeśli jest to powolne i wielu się potyka, to wiara, która zawsze dziękuje Panu, nie za przeżycia, ale za obietnice, na których można polegać – staje się coraz silniejsza, ciągle wzrasta w radosnej pewności, że sam Bóg będzie doskonalił swoje dzieło w nas.

 

 

Rozdział 5

 

PRZYKŁAD NASZEGO PANA

 

Połączenie między życiem modlitewnym, a życiem w Duchu jest bliskie i nierozerwalne. To nie wystarcza, że otrzymamy Ducha Świętego przez modlitwę, życie w Duchu wymaga, jako niezbędnej rzeczy, ciągłego życia w modlitwie. Mogę być stale prowadzony przez  Ducha Świętego tylko wtedy, gdy ciągle oddaję się modlitwie.

 

To było bardzo widoczne w życiu naszego Pana. Badanie Jego życia daje nam wspaniały wgląd w moc i świętość modlitwy. Rozważmy Jego chrzest. To wtedy, kiedy został ochrzczony i modlił się, niebo otworzyło się i Duch Święty zstąpił na Niego. Bóg pragnął ukoronować poddanie się Chrystusa zanurzeniu w chrzest dla grzeszników w Jordanie, darem Ducha Świętego do pracy, którą miał wykonać. Nie miałoby to jednak miejsca, gdyby się nie modlił. Z udziałem modlitwy Duch Święty zstąpił na Niego, aby wyprowadzić Go na pustynię i spędzić tam 40 dni w modlitwie i poście. Otwórz Marka 1.32-35: „I gdy nadszedł wieczór i zaszło słońce, przynosili do Niego wszystkich, którzy się źle mieli i opętanych przez demony. I całe miasto zgromadziło się u drzwi (…) A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce i tam się modlił”.

 

Praca za dnia i wieczorami wyczerpywała Go. Podczas uzdrawiania chorych i wypędzania  demonów, moc wychodziła od Niego. Podczas, gdy inni spali, odchodził na ubocze, aby się modlić i odnawiać siły w jedności z Ojcem, potrzebował tego, w przeciwnym razie nie byłby gotowy na kolejny dzień. Święte dzieło uwalniania dusz spod władzy diabła, wymaga ciągłego odnawiania, przez społeczność z Bogiem.

 

Pomyśl jeszcze raz o powołaniu apostołów, jak podano w Łukasza 6.12,13: „I stało się w tych dniach, że wyszedł na górę, aby się modlić i spędził noc na modlitwie do Boga. A gdy nastał dzień, przywołał uczniów swoich i wybrał z nich dwunastu, których też nazwał apostołami”. Czy nie jest jasne, że jeśli ktoś chce czynić dzieło Boga, to musi spędzać czas w społeczności z Nim, aby otrzymać Jego mądrość i moc? Ta zależność i bezradność, której to jest dowodem, otwiera drogę i daje Bogu możliwość do ujawnienia Jego mocy. Jak ogromne znaczenie miało wybranie apostołów do wykonania dzieła Chrystusa, dla wczesnego Kościoła i po wszystkie czasy! Miało to Boże prowadzenie i pieczęć; odcisk modlitwy był na tym.

 

Przeczytaj Łukasza 9.18,20: „I stało się, gdy modlił się na osobności, że byli razem z nim uczniowie i zapytał ich tymi słowy: Za kogo mają mnie ludzie? (…) I rzekł do nich: A wy za kogo mnie macie? A Piotr odpowiedział, mówiąc: „Za Chrystusa, Syna Bożego”. Pan modlił się, aby Ojciec mógł objawić im, kim On był. Odpowiedzią na modlitwę było to, że „Wybrał dwunastu, których nazwał apostołami”. A gdy Piotr powiedział: „Za Chrystusa, Syna Bożego”, Jezus rzekł mu: „Nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mat. 16.17). To wielkie wyznanie było owocem modlitwy.

 

Przeczytaj dalej Łukasza 9.28-35: „Zabrał z sobą Piotra i Jana, i Jakuba i wszedł na górę, aby się modlić. A gdy się modlił, wygląd oblicza Jego odmienił się, a szata Jego stała się biała i lśniąca (…) A z obłoku odezwał się głos: Ten jest Syn mój wybrany, tego słuchajcie”. Chrystus pragnął, aby dla wzmocnienia ich wiary, Bóg mógł dać im zapewnienie z Nieba, że On jest Synem Bożym. Modlitwą wysłuchaną zarówno dla Pana Jezusa, jak i Jego uczniów było to, co się wydarzyło na Górze Przemienienia.

 

Czy nie staje się jeszcze bardziej jasnym, że to, co Bóg chce osiągnąć na ziemi wymaga modlitwy jako nieodłącznego warunku spełnienia się tego? Jest to jedyna droga dla Chrystusa i wierzących. Serce i usta otwarte w stronę Nieba w modlitwie z wiarą, z pewnością nie zaznają wstydu.

 

Przeczytaj Łukasza 11.1,13: „A gdy On w pewnym miejscu modlił się i zakończył modlitwę, ktoś z jego uczniów rzekł do Niego: „Panie, naucz nas modlić się” i wtedy dał im tą niewyczerpaną modlitwę: „Ojcze nasz, który jesteś w Niebie.” Pokazał w niej, co działo się w Jego sercu, kiedy modlił się, żeby imię Boga było uświęcone, i aby nastało Jego Królestwo, a Jego wola była wypełniona, a wszystko to „jako w Niebie, tak i na ziemi”. Jak może się to wszystko spełnić? Przez modlitwę. Ta modlitwa została wypowiedziana w ciągu wieków przez niezliczone miliony, dla ich niewysłowionego pocieszenia. Nie zapominajmy jednak, że to powstało z modlitwy naszego Pana Jezusa. Modlił się i dlatego potrafił dać tak cudowną odpowiedź.

 

Przeczytaj Jana 14.16: „Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela”. Całe obdarzenie płynące z Nowego Testamentu, jak i cudowne wylanie Ducha Świętego, jest wynikiem modlitwy Pana Jezusa. To tak, jakby Bóg wycisnął na darze Ducha Świętego taką pieczęć, że w odpowiedzi na modlitwę Pana Jezusa, a później Jego uczniów, Duch Święty z pewnością przyjdzie. Ale stanie się to w odpowiedzi na modlitwę, taką jak miał Pan Jezus, w której poświęcił czas, aby być sam na sam z Bogiem i w tej modlitwie ofiarować się Jemu całkowicie.

 

Przeczytaj Jana 17, arcykapłańską, najświętszą modlitwę! Tu Syn modli się najpierw za siebie, żeby Ojciec uwielbił Go (dając Mu siły na krzyż, wskrzeszając Go z martwych, ustanawiając po swojej prawicy). Te wielkie rzeczy nie mogły się wydarzyć inaczej, jak tylko przez modlitwę. Modlitwa ma moc osiągnięcia ich.

 

Następnie modlił się za swoich uczniów, żeby Ojciec zachował ich od złego, zachował ich od świata i poświęcił ich w prawdzie. Dalej modlił się za wszystkich tych, którzy przez ich słowo uwierzą w Niego, aby byli jedno w miłości, jak Ojciec i Syn są jedno. Ta modlitwa daje nam wgląd we wspaniałą relację między Ojcem i Synem i uczy nas, że wszelkie dary z Nieba przychodzą nieustannie przez modlitwę tego, który jest po prawicy Boga i nieustannie wstawia się za nami. Uczy nas to również, że wszystkie dary muszą być w ten sam sposób pożądane i proszone przez nas. Cała natura i chwała Bożego obdarzenia zawiera się w tym – musi być ono osiągnięte w odpowiedzi na modlitwę, przez serce całkowicie Jemu poddane, które wierzy w moc modlitwy.

 

Teraz dochodzimy do najbardziej niezwykłego przykładu ze wszystkich. W Getsemane widzimy, że nasz Pan, zgodnie z Jego stałym zwyczajem, naradzał się i planował z Ojcem dzieło, które miał wykonać na ziemi. Najpierw prosił Go w agonii i w krwawym pocie, aby ten kielich mógł Go minąć; kiedy zrozumiał, że to nie może się stać, prosił o siłę aby go wypić i poddał się w tych słowach: „Niech się stanie Twoja wola”. Był w stanie, pełen odwagi, spotkać wroga i w mocy Boga wydać się na śmierć krzyżową. On się modlił.

 

Och, co sprawia, że Boże dzieci mają tak mało wiary we wspaniałość modlitwy, jako potężnej mocy do poddania naszej własnej woli Bogu, jak również do zdecydowanego i pewnego wykonania dzieła Bożego, pomimo naszych wielkich słabości? Lepiej nauczmy się od naszego Pana Jezusa, że niemożliwym jest chodzenie z Bogiem, osiągnięcie obdarzenia lub prowadzenia, czy też wykonywania Jego dzieła w radości, owocnie; będąc z dala od bliskiej, nieprzerwanej społeczności z Nim, który jest zawsze żywym źródłem życia duchowego i mocy!

 

Niech każdy chrześcijanin zastanowi się nad tym prostym studium życia modlitewnego naszego Pana Jezusa i w modlitwie o poprowadzenie Ducha Świętego, usiłuje ze Słowa Bożego, poznać, jakim jest życie, którym Pan Jezus Chrystus obdarza i podtrzymuje w wierzącym. Jest ono niczym innym, jak życiem każdego dnia w modlitwie. Niech każdy pastor rozpozna, jak całkowicie bezużytecznym jest staranie się wykonać pracę naszego Pana w każdy inny sposób od sposobu, w jaki On to wykonał. Zacznijmy jako robotnicy, wierzyć, że jesteśmy uwolnieni od spraw tego świata, tak, aby móc, ponad wszystko mieć czas, by w imieniu naszego Zbawcy i z Jego Duchem, w jedności z Nim, prosić i otrzymywać obdarzenia dla świata.

Andrew Murray „Życie modlitewne” – Tytuł oryginału: „The prayer life” – 1912 Gdańsk 2018

 

PRZEDMOWA

 

Kilka słów w odniesienia  do pochodzenia tej książki i celu w którym została ona napisana, pomoże czytelnikowi zająć właściwą pozycję w zrozumieniu jej nauczania.

 

Było ona wynikiem konferencji pastorów w Stellenbosch, Republika Południowej Afryki, kwietnia 11-14,1912. Powód konferencji był następujący: Prof. de Vos, z naszego Seminarium Teologicznego, napisał list do pastorów naszego kościoła (Holenderskiego Kościoła Reformowanego) dotyczący niskiego stanu życia duchowego, który cechuje na ogół, Kościół na całym świecie i który to stan,  powinien prowadzić do zbadania, jak daleko, to twierdzenie dotyczy również naszego kościoła. To, co zostało powiedziane w książce „Stan Kościoła” wezwało go do głębokiego zbadania serca. Uważał, że nie może być żadnych wątpliwości, co do prawdziwości tego twierdzenia w odniesieniu do braku mocy duchowej. Zapytał, czy nie jest to czas dla nas, aby się spotkać i w obecności Boga, dowiedzieć się, co może być przyczyną tego zła. Pisał: „Gdy tylko zbadamy warunki w całkowitej szczerości, będziemy musieli przyznać, że nasza niewiara i grzech są przyczyną braku duchowej mocy; że ten stan jest grzechem i winą przed Bogiem i niczym innym jak  bezpośrednim powodem zasmucenia Ducha Bożego”.

 

Jego zaproszenie spotkało się z serdecznym przyjęciem. Naszych czterech profesorów teologii wraz z więcej niż dwustoma pastorami, misjonarzami i studentami teologii, spotkało się w celu rozważenia powyższego zagadnienia. Od samego początku, w przemówieniach panowała atmosfera wyznawania win, jako jedyna droga do pokuty i odnowienia. Na kolejnym posiedzeniu została dana możliwość do złożenia świadectwa, o tym, co takiego może być grzechami, które sprawiły, że życie Kościoła jest tak słabe. Niektórzy zaczęli wspominać słabości, które widzieli w innych pastorach, zarówno w prowadzeniu Zboru, jak i w doktrynie, bądź służbie. Wkrótce stało się jasne, że nie był to właściwy sposób; każdy musiał uznać, to w czym, on sam był winny.

 

Pan łaskawie tak pokierował tym, że byliśmy stopniowo prowadzeni do grzechu zaniedbania modlitwy, jako jednego z najgłębszych korzeni zła. Nikt nie mógł przyznać, że jest wolny od niego. Nic tak nie pokazuje wadliwego życia duchowego pastora i zgromadzenia, jak brak nieustannej i pełnej wiary modlitwy. Modlitwa wszakże jest pulsem życia duchowego. Jest to wspaniały sposób sprowadzenia dla pastora i ludzi obdarzenia oraz mocy z Nieba. Wytrwała modlitwa z wiarą oznacza obfite życie duchowe.

 

Podczas gdy, duch wyznawania grzechów zaczął dominować, pojawiło się pytanie, czy byłoby to rzeczywiście możliwe, aby oczekiwać odniesienia zwycięstwa nad wszystkim, co w przeszłości utrudniało nam życie  modlitewne. Na mniejszych konferencjach organizowanych wcześniej, stwierdzono już, że wielu bardzo pragnęło rozpocząć na nowo życie modlitewne, a jednak nie mieli odwagi, by oczekiwać, że będą w stanie utrzymać to życie modlitewne, mimo że wiedzieli, że jest  ono zgodne ze Słowem Bożym. Często podejmowali próby, jednak zawiedli w nich. Dlatego nie ośmielili się złożyć żadnej obietnicy Panu, aby żyć i modlić się jak On by tego od nich chciał; czuli, że jest to niemożliwe. Takie wyznania stopniowo doprowadziły do odkrycia wspaniałej prawdy, że jedyną mocą do nowego życia modlitewnego jest znalezienie się w całkowicie nowej relacji z naszym błogosławionym Zbawcą. Tak się dzieje, gdy widzimy w Nim Pana, który zbawia nas z grzechu – również z grzechu zaniedbania modlitwy – a nasza wiara poddaje się życiu w bliższym obcowaniu z Nim, wtedy życie w Jego miłości i społeczności, uczyni modlitwę do Niego, naturalnym wyrażeniem naszej duszy. Zanim się rozstaliśmy, wielu było w stanie wyznać, że powracali z nowym światłem i nową nadzieją, aby znaleźć w Jezusie Chrystusie siłę do nowego życia modlitewnego.

 

Wielu czuło, że to był dopiero początek. Byli świadomi tego że szatan, który tak długo panował w komorze, będzie dokładał wszelkich starań, aby swoimi pokuszeniami poddać ich na nowo pod moc ciała i świata. Zrozumieli że nic, nigdy, oprócz nauczania i społeczności samego Chrystusa, nie mogło dać im mocy, aby dochować wierności życia w modlitwie.

 

Odczuwano potrzebę stworzenia sprawozdania tych prawd, z którymi mieliśmy do czynienia podczas konferencji, aby przypomnieć tym, którzy byli obecni, to czego się nauczyli i to co pomogłoby im podążać za życiem modlitewnym, które jest tak niezbędne do powodzenia w działaniach pastorów. Było to również potrzebne dla tych, którzy nie mogli przybyć i dla starszych w naszym kościele, którzy w wielu przypadkach odczuwali głębokie zainteresowanie w dowiedzeniu się, tego, co było powodem, że ich pastorowie wyjechali z domu.

 

Wczesne kopie tej książki były rozesłane z myślą, że jeśli przywódcy kościoła, pastorowie i starsi zaczną dostrzegać, że w pracy duchowej wszystko jest zależne od modlitwy i że sam Bóg jest pomocnikiem tych, którzy czekają na Niego, to rzeczywiście byłby to dzień nadziei dla naszego Kościoła. Równocześnie zamierzone to było dla wszystkich wierzących, którzy tęsknią za życiem w większym oddzieleniu dla Pana. Dla wszystkich, którzy chcą się modlić więcej i lepiej, w celu wskazania im na chwałę Boga w komorze i na sposób w jaki ta chwała może spocząć na ich duszy.

 

Gdy po raz pierwszy zostałem zapytany o przetłumaczenie tej książki na angielski, czułem, jakby jej kompozycja była zbyt pośpieszna, a jej ton wynikał z bliskiej łączności ze spotkaniem, które się odbyło, była zbyt potoczna, aby mogła wzbudzić zainteresowanie. A moje ograniczone siły, sprawiły niemożliwym dla mnie, myślenie o napisaniu jej od nowa. Jednakże, kiedy mój przyjaciel  Wielebny W. M. Douglas, zapytał o pozwolenie przetłumaczenia jej, dałem mu swoją zgodę. Jeśli Bóg chciał przekazać wiadomość przez tą książkę, do któregokolwiek ze swoich sług, uznałbym za zaszczyt, móc opowiedzieć, co On uczynił tu w naszym kościele, jako sugestię tego, co On może uczynić w innych kościołach.

 

Zakończę pozdrowieniami do wszystkich sług Ewangelii i do członków kościoła, którzy mogą czytać tą książkę. Modlę się gorąco, aby łaska Boża, która tak jasno wykształtowała w nas przekonanie o grzechu oraz uznanie wielkiej potrzeby i bezradności, a potem dała wizję i wiarę w to, co może uczynić Chrystus, dla tych, którzy Mu ufają; aby mogła dać więcej niż jednemu, którzy ją czytają, odwagę, naradzić się z braćmi i szukać oraz utrzymać pełną społeczność z Bogiem w modlitwie, która jest istotą życia chrześcijańskiego. Zostało powiedziane: „Że tylko niemodlący się, są zbyt dumni, by przyznać się do zaniedbania modlitwy”. Uwierzmy, że jest tam wiele serc czekających na zaproszenie zachęcające ich do szczerego wyznania swoich niedociągnięć i braków, jako jedynego, ale za to, pewnego sposobu na powrót i odbudowę Bożej przychylności i doświadczenia tego, co On uczyni w odpowiedzi na modlitwę.

 

Pragnę jeszcze coś dodać w odniesieniu do „Pięćdziesiątniczych spotkań modlitewnych” odbywającego się w naszym kościele. Miały one bardzo interesujące i ważne miejsce w naszej pracy. W czasie wielkiego Przebudzenia w Ameryce i Irlandii w 1858 oraz w kolejnych latach, niektórzy z naszych starszych pastorów wydali okólnik przynaglający kościoły do modlitwy o to, żeby Bóg również mógł i nas nawiedzić. W 1860 roku przebudzenie pojawiło się w różnych parafiach. W kwietniu 1861 było bardzo wielkie zainteresowanie widoczne w Paarl, w jednym z naszych najstarszych zborów. Podczas tygodnia poprzedzającego Zielone Świątki, pastor, który zwykle głosił tylko raz w niedzielę, ogłosił, że po południu odbędzie się publiczne spotkanie modlitewne. Ta sposobność wzbudziła wielkie zainteresowanie i wiele serc było bardzo poruszonych. Jako jeden z rezultatów, pastor zasugerował, żeby w przyszłości te dziesięć dni pomiędzy Wniebowstąpieniem a Zielonymi Świątkami przeznaczyć na codzienne spotkania modlitewne. Miało to miejsce następnego roku. Obdarzenie wtedy uzyskane było takie, że wszystkie sąsiednie zbory, podjęły sugestię i teraz przez pięćdziesiąt lat, te dziesięć dni modlitwy, zaobserwowano w całym kościele. Każdego roku uwagi były wystosowywane, jako tematy przemówień i modlitw, a rezultatem doznanym, przez cały nasz kościół, było nauczenie chrześcijan, o tym, co Słowo Boże mówi odnośnie Ducha Świętego i zauważalne poruszenie, aby szukać i poddać się Jego błogosławionemu prowadzeniu. Te dziesięć dni często okazywały się szansą do szczególnego starania o nienawróconych i do częściowego przebudzenia. Stały się one ośrodkami niewysłowionego obdarzenia u czołowych pastorów i ludzi, tak że rozpoznali miejsce, które Duch Święty powinien mieć, jako wykonawca Boga, w sercu wierzącego, w kontakcie z duszami i w uświęceniu do służby dla Królestwa.

 

Ciągle wprawdzie, jeszcze bardzo wiele brakuje nam do pełnej wiedzy i mocy Ducha Świętego, ale czujemy wdzięczność Bogu za to, co On uczynił przez prowadzenie nas, aby poświęcić te dziesięć dni specjalnej modlitwie dla poruszenia Ducha Świętego.

 

Napisałem to z myślą, że może będą tacy, którzy będą szczęśliwi mogąc wiedzieć o tym i w swoim otoczeniu zjednoczą się w przestrzeganiu tego.

 

Rozdział 1

GRZECH  I PRZYCZYNA ZANIEDBANIA MODLITWY

Jeśli sumienie ma wykonać swoją pracę, a skruszone serce ma poczuć swoją nędzę, konieczne jest, aby każdy z nas nazwał  swój grzech po imieniu. Wyznanie musi być dogłębne i osobiste. Na spotkaniu pastorów nie ma prawdopodobnie innego grzechu, do którego każdy z nas powinien się przyznać  z większym wstydem jako winny, niż grzech zaniedbania modlitwy.

Co więc sprawia, że zaniedbanie modlitwy jest, aż tak poważnym grzechem? Na pierwszy rzut oka wygląda to prawie, jak słabość. Tyle się mówi o braku czasu i o różnych rozkojarzeniach, że wina w całej sytuacji nie jest rozpoznawana. Niech stanie się to naszym szczerym pragnieniem na przyszłość, aby grzech zaniedbania modlitwy, był dla nas uważany prawdziwie za grzech. Rozważmy:

  1. Jakim jest to odstępstwem od Boga

Święty i godzien najwyższej chwały Bóg zaprasza nas do przyjścia do Niego, do rozmowy z Nim, do wołania o rzeczy, których potrzebujemy i do poznania, jakim błogosławieństwem (szczęściem) jest społeczność z Nim. On nas stworzył, a my możemy znaleźć w Nim naszą największą chwałę i zbawienie.

Jaki użytek zrobimy z tego niebiańskiego przywileju? Ilu jest takich, którzy poświęcają tylko pięć minut na modlitwę! Mówią, że nie mają czasu, ani pragnienia w sercu, aby się modlić; nie wiedzą, jak spędzić pół godziny z Bogiem! To nie jest tak, że oni absolutnie się nie modlą; modlą się każdego dnia, ale nie mają radości z modlitwy, jako wyrazu jedności z Bogiem, która pokazuje, że Bóg jest wszystkim dla nich.

Jeśli przyjaciel przyjdzie do nich w odwiedziny, mają czas, znajdują go, nawet gdyby musieli coś poświęcić, byle tylko nacieszyć się rozmową z nim. Tak, mają czas na wszystko, co ich naprawdę interesuje, ale nie, aby ćwiczyć się w społeczności z Bogiem i rozkoszować się Nim. Znajdują czas na coś, co może im służyć, ale dzień po dniu, miesiąc po miesiącu mija, a oni nie potrafią znaleźć czasu, aby spędzić  godzinę z Bogiem.

Czy nasze serca nie zaczynają zauważać jaką hańbą i pogardą wobec Boga jest to, że śmiemy powiedzieć, że nie potrafimy znaleźć czasu na społeczność z Nim? Jeśli zaczynamy jasno widzieć w nas ten grzech, to czy nie będziemy z głębokim wstydem wołać: „Biada mi, bo jestem zgubiony, O Boże; miej litość dla mnie i wybacz ten straszny grzech”. Rozważmy to dalej:

  1. Jest to przyczyna ubogiego życia duchowego

Jest to dowód, że w przeważającej części, nasze życie jest nadal w mocy „ciała”. Modlitwa jest pulsem życia; przez zbadanie pulsu, lekarz może powiedzieć, jaki jest stan serca. Grzech zaniedbania modlitwy jest dowodem dla chrześcijanina, a w tym i pastora, że życie Boże w duszy człowieka jest w śmiertelnej chorobie i słabości.

Wiele zostało powiedziane o słabości Kościoła w wypełnianiu swojego powołania, aby wywierać wpływ na swoich członków w celu uwolnienia ich spod władzy świata i dostosowania ich do świętego życia oddanego Bogu. Wiele również, powiedziano o obojętności wobec milionów pogan, których Chrystus powierzył Kościołowi, aby ten mógł  dać im poznać miłość i zbawienie Chrystusowe. Co takiego jest powodem, że wiele tysięcy chrześcijańskich robotników na świecie nie wywiera większego wpływu na pogan? Nic innego jak – zaniedbanie modlitwy w ich służbie. Pośród całej swej gorliwości w badaniu Pisma oraz w działalności Kościoła i mimo całej wierności w głoszeniu i rozmowach z ludźmi, oni nie mają nieustannej modlitwy, która ma dołączone obietnice Ducha i moc z wysokości. Jest to nic innego, jak grzech zaniedbania modlitwy, który jest przyczyną braku silnego duchowego życia! Rozważmy to dalej:

  1. Straszna strata, którą Kościół cierpi wskutek zaniedbania modlitwy przez pastora

W interesie pastora leży szkolenie wiernych do życia w modlitwie, ale jak może lider to robić, jeżeli sam tylko trochę rozumie sztukę rozmowy z Bogiem i otrzymywania od Ducha Świętego, na co dzień obfitej łaski z Nieba, dla siebie i swojej pracy? Nie może on z entuzjazmem wskazać drogi, czy wyjaśnić działania skoro sam nią nie idzie.

Ile jest tysięcy chrześcijan, którzy nie wiedzą prawie nic o radości społeczności z Bogiem w  modlitwie? Ilu jest takich, którzy wiedzą coś o tym i wyczekują dalszego wzrostu tej wiedzy, ale w głoszeniu Słowa nie mają uporczywego dążenia, aby osiągnąć potrzebne ku temu obdarzenie. Powód jest prosty, pastor rozumie tylko trochę z sekretu potęgi modlitwy i nie daje modlitwie miejsca w swojej służbie, które naturalnie w tej sprawie i w woli Boga, jest nieodzownie konieczne. Och, jaką różnicę powinniśmy zauważyć w naszych zborach, gdyby pastorzy mogli dostrzec we właściwym świetle grzech zaniedbania modlitwy i uwolnić się od niego! Rozważmy to dalej:

  1. Niemożność głoszenia Ewangelii wszystkim ludziom (jak to nam Chrystus nakazał robić) tak długo jak ten grzech nie zostanie pokonany i usunięty

Wielu uważa, że ogromną potrzebą misji jest pozyskanie mężczyzn i kobiet, którzy oddadzą się Panu, aby walczyć w modlitwach o zbawienie dusz. Uważa się również, że Bóg jest chętny i zdolny uratować i obdarzać błogosławieństwem (szczęściem) świat, który On odkupił,  gdyby jego ludzie chcieli i byli gotowi, aby zanosić do Niego dniem i nocą wołania. Jak może zgromadzenie być do tego doprowadzone, chyba że nastąpi najpierw całkowita zmiana wśród pastorów i że zaczną zauważać, jak niezbędną rzeczą jest: nie głoszenie, nie duszpasterskie wizyty, nie działalność kościoła, ale społeczność z Bogiem w modlitwie, tak długo, aż nie zostaną oni przyobleczeni mocą z wysokości.

Och, żeby te wszystkie myśli i praca, oraz oczekiwania dotyczące Królestwa mogły doprowadzić nas do dostrzeżenia grzechu zaniedbania modlitwy! Boże pomóż nam to wykorzenić! Boże wybaw nas z tego przez Krew i moc Jezusa Chrystusa! Boże naucz każdego sługę dostrzegać, jak wspaniałe miejsce mógłby zająć, jeśli najpierw zostałby uwolniony od tego korzenia zła; tak, że z odwagą i radością, w wierze i wytrwałości  mógłby podążać za swoim Bogiem.

Grzech zaniedbania modlitwy! Pan położył na naszych sercach brzemię tego grzechu, tak ciężkie, że nie będziemy mieli odpocznienia dopóty, dopóki nie zostanie ono zabrane daleko od nas w mocy imienia  Jezusa , On uczyni  to możliwym dla nas.

Świadek z Ameryki

W 1898 roku, było dwóch członków prezbiterium w Nowym Jorku, którzy uczestniczyli w konferencji Northfield dla pogłębienia życia duchowego. Powrócili oni do pracy z nowym zapałem. Starali się doprowadzić do ożywienia w całym prezbiterium. W spotkaniu które poprowadzili, przewodniczący zapytał braci o ich życie modlitewne: „Bracia” powiedział „zróbmy dziś wyznanie przed Bogiem i przed sobą nawzajem. To nam pomoże. Niech każdy kto spędza pół godziny każdego dnia z Bogiem w zawiązku z jego pracą w Kościele  podniesie rękę w górę?” Jedna ręka została podniesiona. Pytał dalej: „Wszyscy, którzy w ten sposób spędzacie 15 min podnieście rękę.” Nawet nie połowa rąk była podniesiona. Następnie powiedział : „Modlitwa to siła robocza Kościoła Chrystusa, a połowa robotników prawie z niej nie korzysta! Wszyscy, którzy spędzają 5 min niech podniosą rękę.” Wszystkie ręce poszły w górę. Ale jeden człowiek przyszedł później z wyznaniem, że nie był pewien, czy spędzał każdego dnia choćby pięć minut w modlitwie. „To jest,” powiedział, „przerażające objawienie jak mało czasu spędzam z Bogiem.”

Przyczyny zaniedbania modlitwy.

W spotkaniu modlitewnym starszych jeden brat postawił pytanie: „Co zatem jest przyczyną tak wielkiego zaniedbania modlitwy? Czyż nie jest to niewiara?”

Odpowiedzią było: „Z pewnością; ale za tym przychodzi pytanie, co jest przyczyną braku wiary?” Kiedy apostołowie zapytali Pana Jezusa: „Dlaczego my nie mogliśmy wypędzić demona?” Jego odpowiedzią było: „Przez wasze niedowiarstwo.” Wyjaśnił dalej: „Ale ten rodzaj nie wychodzi inaczej, jak tylko przez modlitwę i post.” (Mat. 17.19-21). Jeśli życie nie jest zaparciem się samego siebie – postem –  czyli porzuceniem tego świata; modlitwą – czyli uchwyceniem się Nieba, to wiara nie może być ćwiczona. W życiu według ciała, a nie według ducha znajdujemy źródło zaniedbania modlitwy, na które narzekamy. Gdy wyszliśmy ze spotkania jeden brat powiedział do mnie: „Na tym polega cała trudność, że pragniemy modlić się w Duchu i w tym samym czasie chodzić w ciele, a to jest nie możliwe.”

Jeśli ktoś jest chory i pragnie wyleczenia, priorytetem jest znalezienie prawdziwej przyczyny choroby. Jeżeli dana przyczyna nie zostanie rozpoznana, a uwaga skierowana zostaje do podrzędnych lub domniemanych, ale nie rzeczywistych przyczyn, wtedy uzdrowienie nie wchodzi w rachubę. W podobny sposób jest niezwykle ważnym dla nas, aby uzyskać prawidłowy wgląd w przyczyny tego smutnego stanu martwoty i niepowodzenia w komorze modlitwy, która powinna być tak błogosławionym miejscem dla nas. Starajmy się w pełni  zdać sobie sprawę z tego, co jest korzeniem tego zła.

Pismo uczy, że istnieją tylko dwa możliwe stany dla chrześcijanina. Jeden to chodzenie według Ducha, a drugi to chodzenie według ciała. Te dwie siły są ze sobą w konflikcie nie do pogodzenia. Okazuje się więc w przypadku większości chrześcijan, że podczas gdy my dziękujemy Bogu, że są oni nowo narodzeni z Ducha i że otrzymali dar życia Bożego – to ciągle jednak ich zwykłe, codzienne życie nie jest przeżywane według Ducha, lecz według ciała. Paweł napisał do Galacjan: „Czy aż tak nierozumni jesteście? Rozpoczęliście w duchu, a teraz na ciele kończycie?” (Gal 3.3). Ich służba opierała się na cielesnych zewnętrznych zabiegach. Oni nie rozumieli, że gdy dopuszcza się wpływ „ciała” w służbie Bogu, prowadzi to wkrótce do jawnego grzechu.

Paweł wspomina jako efekt „ciała” nie tylko takie grzechy, jak cudzołóstwo, morderstwo, pijaństwo, ale również grzechy codziennego życia – gniew, spór, wrogość, zazdrość; napomina on więc: „Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej (…)   Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal 5.16, 25.). Duch musi być uhonorowany nie tylko, jako autor nowego życia, ale również jako lider i dyrektor całej naszej pielgrzymki. W przeciwnym razie jesteśmy, jak to nazwał apostoł –„cieleśni.”

Większość chrześcijan posiada niewielkie zrozumienie tego tematu. Oni nie mają rzeczywistej wiedzy o głębokiej grzeszności i bezbożności tej cielesnej natury, która do nich należy i której podświadomie ustępują. „Bóg (…) potępił grzech w ciele” (Rzym. 8.3) – w krzyżu Chrystusa. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami” (Gal. 5.24). „Ciała” nie da się poprawić lub uświęcić. „Zamysł ciała jest wrogi Bogu; bo nie podlega zakonowi Bożemu, bo też nie może” (Rzym. 8.7). Nie ma innego sposobu radzenia sobie z „ciałem grzechu” niż jak to zrobił Chrystus, niosąc je na krzyż. „Nasz stary człowiek został wespół z Nim ukrzyżowany” (Rzym. 6.6); wiec my przez wiarę również krzyżujemy je, uważamy i traktujemy je, jako przekleństwo, które znajduje właściwe miejsce na przeklętym krzyżu.

Wielce zasmuca fakt, jak wielu jest chrześcijan, którzy rzadko myślą i mówią szczerze o głębokiej i niezmierzonej grzeszności „ciała” – „We mnie (to jest w moim ciele) nie mieszka dobro” (Rzym. 7.18). Człowiek, który prawdziwie w to wierzy może wołać: „Widzę inny zakon w moich członkach (…) bierze mnie w niewolę zakonu grzechu (…) Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Rzym. 7.23-24). Szczęśliwy jest ten, kto może pójść dalej i powiedzieć: „Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa (…) Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił mnie od zakonu grzechu i śmierci (Rzym. 7.25; 8.2).

Obyśmy mogli zrozumieć Boże zalecenie dla nas! „Ciało” na krzyż – Duch w sercu kontrolujący nasze życie.

Duchowe życie jest zbyt mało rozumiane i pożądane; ale to jest dosłownie to, co Bóg obiecał i czego dokona w tych, którzy się Jemu w tym celu bezwarunkowo podporządkowali.

Oto więc mamy głęboki  korzeń zła, jako przyczynę braku życia modlitewnego. „Ciało” może mówić modlitwy na tyle dobrze, nazywając siebie religijnym, aby usatysfakcjonować sumienie. Ale „ciało” nie ma ochoty, ani siły do modlitwy, która dąży do intymnej znajomości Boga, która cieszy się ze wspólnoty z Nim i która ciągle polega na Jego sile. Chodzi więc w końcu o to, że „ciało grzechu” musi być odrzucone i ukrzyżowane.

Chrześcijanin, który nadal jest cielesny nie ma, ani siły, ani skłonności do podążania za Bogiem. Opiera się zadowolony na swojej modlitwie z przyzwyczajenia lub nawyku, ale chwała i błogosławieństwo głębokiej modlitwy są ukryte dla niego, aż pewnego dnia jego oczy otworzą się i dostrzeże, że „ciało” w swojej grzesznej naturze przeciwnej Bogu, jest arcywrogiem, który uniemożliwia gorliwą modlitwę.

Mówiłem kiedyś podczas konferencji na temat modlitwy i użyłem silnych wyrażeń o wrogości „ciała” jako przyczyny zaniedbania modlitwy. Po przemówieniu żona pastora powiedziała, że myślała, że mówiłem zbyt ostro. Jednak ona także rozpaczała z powodu zbyt małego pragnienia modlitwy,  ale wiedziała, że jej serce szczerze nastawione było na szukanie Boga. Pokazałem jej, co Słowo Boże mówi o „ciele” i że wszystko, co uniemożliwia otrzymanie Ducha jest niczym innym jak ukrytym działaniem „ciała”. Adam został stworzony do wspólnoty z Bogiem i radował się tym przed swoim upadkiem. Po upadku jednak przyszła głęboko zakorzeniona niechęć do Boga i Adam uciekł przed Nim. Ta nieuleczalna awersja jest cechą charakterystyczną nieodrodzonej natury i głównym powodem naszej niechęci do poddania się wspólnocie z Bogiem w modlitwie. Następnego dnia powiedziała mi, że Bóg otworzył jej oczy; wyznała, że wrogość i niechęć „ciała” były ukrytą przeszkodą jej wadliwego życia modlitewnego.

Bracia, nie starajcie się znaleźć w okolicznościach wyjaśnienia zaniedbania modlitwy, nad którymi ubolewamy, szukajcie tam gdzie Słowo Boże mówi, że jest ono w ukrytej niechęci serca wobec Świętego Boga.

Kiedy chrześcijanin nie oddaje się całkowicie prowadzeniu Ducha – a to z pewnością jest wolą Boga i dziełem Jego łaski – żyje wtedy on, bezwiednie, w mocy „ciała”. To życie według „ciała” objawia się na wiele sposobów. Pojawia się w porywczości ducha, niespodziewanie pojawiającym się gniewie, w braku miłości, w znajdowaniu przyjemności w jedzeniu i piciu;  szukając w tym wszystkim własnej woli i honoru, zaufania we własną mądrość i siłę oraz przyjemności w świecie (które zawstydzają przed Bogiem). Wszystko to jest życiem według „ciała”. „Jeszcze bowiem cieleśni jesteście”(1Kor. 3.3) ten tekst zapewne niepokoi od czasu do czasu, tych którzy nie mają całkowitego pokoju i radości w Bogu.

Modlę się, żebyś zastanowił się i odpowiedział na pytanie: czy nie znalazłem w tym przyczyny mojego zaniedbania modlitwy, oraz mojej niemocy, aby zmienić coś w tej sprawie? Żyję w Duchu, narodziłem się na nowo, ale nie chodzę w Duchu, „ciało” panuje nade mną. Cielesne życie nie może modlić się w Duchu i w mocy. Boże wybacz mi. Cielesne życie jest ewidentną przyczyną mojego żałosnego i wstydliwego zaniedbania modlitwy.

Środek burzy na polu bitwy

Podczas konferencji wspomniano wyrażenie „strategiczny punkt” używany często w odniesieniu do wielkiej bitwy między Królestwem Nieba, a mocami ciemności. Kiedy generał wybiera miejsce z którego zamierza zaatakować wroga, zwraca największą uwagę na te punkty, które uważa za najważniejsze w bitwie. Dlatego podczas bitwy o Waterlo, Wellington natychmiast zauważył, że pewien budynek gospodarczy był kluczem do całej sytuacji. Nie oszczędzał on swoich oddziałów w dążeniu do utrzymania tego punktu: zwycięstwo zależało od tego. I tak się właściwie stało. Tak samo jest w konflikcie między wierzącym, a mocami ciemności, że komora modlitwy jest miejscem gdzie osiąga się decydujące zwycięstwo.

Wróg używa wszystkich swoich mocy, aby doprowadzić chrześcijan, a zwłaszcza pastora do zaniedbania modlitwy. Wie on, że jakkolwiek wspaniałe, by nie było kazanie, albo jak bardzo, by nie było atrakcyjne zgromadzenie, albo jakkolwiek sumienna by nie była wizyta pastora, to żadna z tych rzeczy nie może zniszczyć jego królestwa, jeśli modlitwa jest zaniedbana. Gdy Kościół otwiera się na moc komory modlitwy, a żołnierze Pana otrzymują na kolanach „moc z wysokości” to moce ciemności zostają wstrząśnięte, a dusze uwolnione. W Kościele, na polu misyjnym, u pastora i w zgromadzeniu, wszystko zależy od wiernego ćwiczenia mocy modlitwy.

Podczas tygodnia konferencji znalazłem poniższy tekst w gazecie „The Christian:”

Dwie osoby kłóciły się o pewną sprawę. Nazwiemy ich Chrześcijanin i Apollyon. Apollyon zauważył, że Chrześcijanin ma pewną broń, która mogłaby dać mu pewne zwycięstwo. Spotkali się w śmiertelnym zmaganiu i Apollyon postanowił zabrać broń swojemu przeciwnikowi i zniszczyć ją. Na chwilę główna przyczyna walki stała się podrzędną; najważniejszym stało się kto będzie panował nad bronią od której wszystko zależy? Kwestią przeżycia jest jej utrzymanie.

Tak samo jest w konflikcie między szatanem a wierzącym. Boże dziecko może zdobyć wszystko przez modlitwę. Czy jest zatem dziwnym, że szatan czyni najwyższe starania, żeby wykraść broń chrześcijaninowi, albo utrudnić mu używanie jej?

W jaki sposób szatan przeszkadza w modlitwie? Przez pokuszenie, by odkładać i ograniczać ją, przez wprowadzanie w rozkojarzone myśli i wszystkie inne rodzaje odwracania uwagi; przez niedowiarstwo i brak nadziei. Szczęśliwy jest ten bohater modlitwy, który mimo wszystko zważa, aby mocno trzymać i używać swojej broni. Jak nasz Pan w Getsemane, im gwałtowniej wróg atakował, tym żarliwiej się modlił i nie zaprzestał dopóki nie odniósł zwycięstwa. Po tym, jak wszystkie części zbroi zostały nazwane, Paweł dodał: „W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie, modły w Duchu” (Efez. 6.18). Bez modlitwy, hełm zbawienia i tarcza wiary i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże nie mają mocy. Wszystko zależy od modlitwy, Bóg uczy nas wierzyć i trzymać się tego mocno!

JEDEN NAUCZYCIEL JEZUS CHRYSTUS – 10.02.2018 (poranne) – część1

         Gdy spotkamy się już z Bogiem, Ojcem naszym, tak jak było czytane, że ci, którzy mają czyste serce, Boga oglądać będą, będziemy patrzeć w Jego święte oblicze, wtedy doznamy największej przyjemności, jakąkolwiek może ktokolwiek doznać. Ale nim dojdzie do tego spotkania, na ziemi wydarzyło się i wydarzy się jeszcze wiele rzeczy. Przyszedł kłamca, który zaczął kłamać. Była prawda, ludzie żyli w prawdzie, żyli z Bogiem. Przyszedł kłamca, który zaczął kłamać i teraz mamy dwa głosy; musimy wybrać, którego będziemy się słuchać. Głos Boga – wielu ludzi mówi, że to jest przerażający głos. Kiedy czytają Stary Testament, są przerażeni i często uciekają od czytania Starego Testamentu, ponieważ tam jest tyle krwi i tyle śmierci. Podoba się im Bóg Nowego Testamentu, Bóg, który jest taki miły, taki uprzejmy, taki, że można sobie grzeszyć i człowiek mówi: „Bóg mnie kocha i będzie dobrze.” Nie! Bóg Starego Testamentu jest nadal Bogiem i w Nowym Testamencie. W Starym Testamencie Bóg pokazał jak świętym jest Bogiem. Nie było jeszcze ofiary Jezusa Chrystusa. Bóg pokazywał jak gniewa się w Swoim gniewie. Widzimy, jak potężny był Jego gniew, kiedy nawet Jego świątynia została zburzona, bo Bóg pozwolił, żeby zniszczyli to, co Izraelici tak psuli swoim życiem. W gniewie rozrzucał ich, pokazywał jak nienawidzi zła pośród swojego ludu. Ale w Swoim świętym pragnieniu, te resztki skądś zgromadzał z powrotem i mówił im: „Nauczcie się słuchać Mnie uważnie, nie bawcie się ze Mną, bądźcie poważni”. Na początku wyglądało, że zaczęli zastanawiać się i wybierać dobro, a odrzucać zło, ale jakże szybko znowu wchodzili w coś złego. Jacyś Boży ludzie krzyczeli: „Dlaczego to robicie? Przecież dlatego Bóg wcześniej wyrzucił nas z tego miejsca? Po co znowu to robicie?!”

         Żyjemy w czasach, w których wydawałoby się, że poznanie Boga powinno być największe, jakiekolwiek jest możliwe, ponieważ takiego dostępu do materiałów, do różnych Biblii, przekładów, nie miało żadne pokolenie przed nami. Ale wygląda, że w tym natłoku diabeł kpi sobie z ludzi dając im jeszcze więcej Biblii, żeby jeszcze więcej z nich śmiać się. Dając im jeszcze więcej możliwości, żeby sprawdzili, jaka jest prawda, wie, że i tak nie będzie im na tym zależało, bo stali się leniwi. Diabeł śmieje się z leniwych ludzi, którzy potrafią tylko czynić coś złego i pilnować tego zła, a nie potrafią wziąć się i zacząć badać jak się rzeczy mają. Tak szydzi sobie z ludzi: Miejcie jeszcze więcej Biblii, miejcie jeszcze więcej, żebyście jeszcze więcej mieli w domu tego, co was kiedyś osądzi. I tak nie weźmiecie jej do rąk, żeby się tym zainteresować, i żeby chcieć zgłębić jaka jest prawda. Ale jeżeli nawet weźmiecie, to was i tak nie wpuści kłamstwo do prawdy, bo jesteście ograniczeni tym okłamaniem. Będziecie czytać ją, a i tak porzucicie prawdę, ponieważ ona nie będzie zgadzała się z miłym wam kłamstwem.

         Gdy Pan Jezus przyszedł na ziemię, powiedział im: „Wy usunęliście Bożą prawdę, a w to miejsce włożyliście swoje nauki i teraz ci ludzie, którzy was słuchają zostali ograniczeni. Posiedliście klucz poznania, sami nie weszliście i innym nie dajecie wejść”. Bardzo często dzisiaj jest tak, że ludzie, którzy cokolwiek zaczynają czytać z Biblii, stając się szybko nauczycielami biblijnymi, mimo to, że jeszcze tak mało znają Boga. Jakże często człowiek nie czyta Słowa Bożego i nie przyjmuje tego Słowa Bożego, jak ono jest, ale przyjmuje je poprzez jakieś nauczania, które są niebiblijne, bo nie ma ich w Biblii. Nie ma, nie ma tych nauczań, które się tak mocno dzisiaj stawia na przodzie, ponieważ Bóg nigdy nie wprowadził ich do Swojej Biblii. Bóg się nie wstydzi kim jest. On nie musiałby chować się ze wstydu ukrywać się i chować się kim jest poprzez Stary i Nowy Testament, żeby ludzie domyślali się. On otworzył się przed nami, a w Synu Swoim objawił się nam. Bóg nie wstydzi się, a wszędzie powiedział kim jest, jakie jest Jego imię, czego mamy się trzymać. Nie kazał czytać ludziom między wierszami i domyślać się jakim jest Bogiem. Kazał czytać nam proste Boże Słowo i tak je przyjmować. Kiedy mówił do Izraelitów: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”, to znaczyło dla nich – bądźcie oddzieleni dla Boga, bo inaczej ryzykujecie swoim życiem na ziemi i wiecznością. Bądźcie oddzieleni, aby uczyć się Boga i poznawać Go. I oni ginęli. Bóg powiedział: „Stop Mojżesz, tu się zatrzymaj, ponieważ teraz jesteś na świętej ziemi. Zdejmij sandały.” „A wy nie zbliżajcie się do tej góry, bo kto zbliży się, ten zginie, bo nie jesteście gotowi na to. Jedynie Mojżesz i Aaron może wejść”. A i tak później widzimy samego Mojżesza i to cię dzieje na dole. Poznać prawdę, która daje wolność; trzeba być wolnym od kłamstwa, trzeba chcieć czytać Słowo Boże tak jak Ono jest napisane, bez swoich psychologicznych, czy filozoficznych przeinaczeń.

          Będziemy chcieli czytać ze Słowa Bożego w dużej mierze o Bogu naszym, Ojcu i Jego Synu Bożym, Jezusie Chrystusie i też o Duchu Świętym, który przyszedł w miejsce Chrystusa, aby prowadzić Kościół. Słuchając, bądźcie uważni, bo Słowo Boże, tak jak było wspomniane, ono nas albo zbawi, albo będzie sądzić. Dlatego trzeba być trzeźwego umysłu i rozsądzać, czy zależy mi na tym, żeby poznać prawdę, czy tylko, aby odbyć zgromadzenie, w którym coś tam posłucham. Bardzo podoba nam się Psalm 119, w którym Dawid ceni sobie Boże Słowo i mówi: „Zachowuję je w sercu swoim, żeby nie grzeszyć przeciwko Tobie. Ono jest światłością stopom moim, ono mówi mi prawdę o tym Kim jesteś i co chcesz ze mną uczynić.”

         Ewangelia Mateusza 23,8-10:

         Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest – Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie.  Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus.”

         Wiemy, że chodzi tu o Boży lud. Boży lud ma jednego Nauczyciela, Boży lud ma jednego Ojca.

         Będziemy więc słuchać Nauczyciela, będziemy słuchać co mówi Nauczyciel, ponieważ On powiedział, że nie ma nikogo innego jak tylko On, który może nas nauczyć tego. Jego Słowa są dla nas zbawienne, ponieważ uwalniają nas od zakłamań, rozjaśniają wszelkie ciemności i pokazują drogę zbawienia, wskazują nam na to, co Bóg chce czynić teraz i w wieczności.

         List do Efezjan 2, 20-22:

         zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, na którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu, na którym i wy się wespół budujecie na mieszkanie Boże w Duchu.” 

         A więc fundament, którego kamieniem węgielnym jest Chrystus. On też mówi do nas przez apostołów i proroków, abyśmy wiedzieli jaka jest prawda.

         1Kor.8, 5.6:

         Bo chociaż nawet są tak zwani bogowie, czy to na niebie, czy na ziemi, i dlatego jest wielu bogów i wielu panów,  wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy.”

         Ewangelia Jana 14,6:

         Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.”

         Nie ma innej drogi do Ojca. On jest drogą do Ojca, On przyszedł objawić nam Ojca i stał się drogą powrotu dla wszystkich Bożych dzieci, abyśmy przez ciało Jego wrócili do domu Ojca naszego w niebiesiech, do naszej Ojczyzny.

         Ewangelia Jana 14,16-18:

         Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki –  Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie. Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was.”

         Będę prosić Ojca i On da wam innego Pocieszyciela, Ducha prawdy, i w tym Duchu prawdy Jezus przyszedł do nas, abyśmy mogli żyć i wzrastać w prawdzie i zmierzać do wieczności. „Ja będę prosić Ojca, a On da wam”. Jakież to jest cenne, że Jezus był na tej ziemi, poniósł nasze grzechy na krzyż, na którym następnie umarł z powodu naszych grzechów, zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia i poszedł do Ojca, aby tam prosić Ojca, Tego Świętego Ojca, aby teraz nas prowadził Jego Duch, abyśmy nie byli tu sami z nauką biblijną, ale, żeby Duch Boży przeprowadził każde Boże dziecko do wieczności z Bogiem.

         Ewangelia Jana 16,13-15:

         lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi.”16,13

         Co to znaczy, że sam od siebie nie będzie mówić? Jeśli ktoś przychodzi i mówi: „Ja nie mówię od siebie, lecz ten, który mnie posłał, on przeze mnie będzie mówić do was.” Jezus mówi: „Duch Święty, Duch prawdy, nie będzie mówić sam od siebie. Jest ktoś, kto będzie przez Niego mówił do was”.

         On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi.  Wszystko, co ma Ojciec, moje jest; dlatego rzekłem, że z mego weźmie i wam oznajmi.”16,14.15.

         Wszystko co ma Ojciec Moje jest – mówi Pan. Dlatego On weźmie z tego co już jest we Mnie, co Ojciec Mi dał, i biorąc ze Mnie, mówi Jezus, będzie wam to oznajmiał z Bożej prawdy.

         Ewangelia Łukasza 9,26:

         Kto bowiem wstydzi się mnie i moich słów, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale swojej i Ojca, i aniołów świętych.” 

         Kto bowiem wstydzi się Słów Jezusa. Myślimy sobie: „Jak, to jest przecież niemożliwe, to są tak ważne i cenne Słowa”. Ale spróbuj te słowa postawić wobec faryzeuszów i uczonych w Piśmie, religijnych ludzi, którzy mają ustalone dogmaty i swoje mniemania na temat Boga, jaki jest, kim jest, itd. Spróbuj postawić Słowa Jezusa wobec tych ludzi. Zobaczysz, czy nie będzie z nimi to samo, jak wtedy, gdy Jezus sam, chodząc po ziemi, mówił do nich te Słowa. Czyż nie będzie ten sam efekt? Kiedy Jezus mówił prawdę, co oni robili? Dlatego, że oni mieli już ustaloną swoją prawdę, dlatego prawda, z którą przyszedł Chrystus i mówił, była dla nich ohydą. Dlatego odrzucili to co powiedział do nich i nie przyjęli tego. Ani nie przyjęli słów Jana Chrzciciela, ani nie przyjęli Słów Jezusa. Odrzucili je, ponieważ ich religijne dogmaty nie zgadzały się z tym co mówił Jezus. Byli zamknięci na prawdę, a po drugie, to Bóg ich już zamknął. Powiedział: „Będą słuchać, lecz nie będą rozumieli. Zamknę im uszy i zamknę im umysły, aby się nie nawrócili.” Taki jest Boży gniew na ludzi, którzy lekceważą sobie Boga i myślą sobie, że mogą się pobawić z Bogiem, ustalając swój czas i swoje sposoby na działanie. Bóg może zamknąć całkowicie możliwość uratowania; tu widać Boży gniew. Posyłając Syna, pewnym ludziom zamknął możliwość uratowania się. I oni tak właśnie zachowywali się.

         Ewangelia Łukasza 10,16:

         A kto was słucha, mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi. A kto mną gardzi, gardzi tym, który mnie posłał.”

         Jezus wskazuje nam jako Nauczyciel, że ktoś posłał Go, a Tym kimś jest Ojciec. Będziemy czytać później dalej, jak pokazuje, dlaczego mówi to co mówi. Ale teraz kiedy On posyła nas, to posyła nas dokładnie z tym samym – A wy idźcie i mówcie, co Jezus wam powiedział. Dlaczego to jest tak ważne? Bo to jest prawda. Prawda jest mieczem, który odcina zakłamanie, powoduje, że ludzie zaczynają doznawać, uwalniającej ich od kłamstwa, prawdy, ale też wtedy wchodzą w cierpienia, bo większość ludzi na ziemi mających Biblię nie chce prawdy, bo niechętni są do Bożej prawdy. Mają już swoją prawdę i nie chcą, żeby ktokolwiek wtrącał się w tą ich prawdę. Już nie słuchają Słów Jezusa mijając to co On mówi, ponieważ On mówi zupełnie co innego niż oni mówią.

         Ewangelia Łukasza 24, 25-27:

         A On rzekł do nich: O głupi i gnuśnego serca, by uwierzyć we wszystko, co powiedzieli prorocy. Czyż Chrystus nie musiał tego wycierpieć, by wejść do swojej chwały? I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach.”

         Dopiero Jezus wprowadza ich w kosztowność poznania tego co było zapisane w Starym Testamencie, a dotyczyło się Jego. Następnie pojawia się pośród apostołów, którzy przecież chodzili z Nim trzy i pół roku, słuchali, działy się przez nich różne rzeczy, a oni nie mogą dać wiary, że to jest On.

         Ewangelia Łukasza 24, 41-45:

         Lecz gdy oni jeszcze nie wierzyli z radości i dziwili się, rzekł im: Macie tu co do jedzenia? A oni podali mu kawałek ryby pieczonej i plaster miodu. A On wziął i jadł przy nich. Potem rzekł do nich: To są moje słowa, które mówiłem do was, będąc jeszcze z wami, że się musi spełnić wszystko, co jest napisane o mnie w zakonie Mojżesza i u proroków, i w Psalmach. Wtedy otworzył im umysły, aby mogli zrozumieć Pisma.”

         Możesz czytać Biblię i możesz całkowicie nie rozumieć co tu jest napisane, jeśli Pan nie otworzy ci umysłu. Dlatego tylu ludzi błądzi dzisiaj, bo nie są pokorni, żeby na kolanach spędzać czas przed Bogiem i pytać się Pana, tylko chcą sami wziąć coś po swojemu, mając już natłok powszechnych religijnych nauk w swojej głowie, w swoim pojmowaniu prawdy.

         Dzieje Apostolskie 1, 1-7:

         Pierwszą księgę, Teofilu, napisałem o tym wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, gdy udzieliwszy przez Ducha Świętego poleceń apostołom, których wybrał, wzięty został w górę; im też po swojej męce objawił się jako żyjący i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o Królestwie Bożym. A spożywając z nimi posiłek, nakazał im: Nie oddalajcie się z Jerozolimy, lecz oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode mnie; Jan bowiem chrzcił wodą, ale wy po niewielu dniach będziecie ochrzczeni Duchem Świętym. Gdy oni tedy się zeszli, pytali go, mówiąc: Panie, czy w tym czasie odbudujesz królestwo Izraelowi? Rzekł do nich: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił,”

         Kto ustanowił? Co mówi Nauczyciel? „Które Ojciec w mocy Swojej ustanowił”. Idąc przez inne Słowa Jezusa, będziemy mogli to widzieć, kiedy On wiele mówi na ten temat. Ludzie czytają i w ogóle nie myślą o tym co czytają, bo już mają wpakowane w głowie inne informacje i mijają proste Boże Słowo bez myślenia. To są Słowa Jezusa i On zwraca uwagę na to kto decyduje o wszystkim.

         Dz. Ap. 1,8:

         ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.”

         Będziemy świadkami Jezusa Chrystusa i jesteśmy świadkami Jezusa Chrystusa. Ale jeśli zostawimy całe nauczanie Jezusa Chrystusa, można zbudować sobie z tego jakąś własną prywatną naukę. Dopiero kiedy mamy zebrane Słowa Jezusa, wtedy dopiero zaczynamy rozumieć każde jedno miejsce; o czym On mówi, co się stało. Czytaliśmy wcześniej: „Bo wszystko to jest Moje, bo Ojciec Mi to dał. A więc to co Ja mam, tym dysponuję, bo Ojciec taką decyzję podjął. Wszystko co ma Ojciec, Moje jest”. Kiedy czcimy Syna, czcimy Ojca.

          Na chwilę przejdziemy, żeby zobaczyć reakcję uczonych w Piśmie na to co mówił do niech Jezus Chrystus.

         Ewangelia Jana 8,47-55:

         Kto z Boga jest, słów Bożych słucha; wy dlatego nie słuchacie, bo z Boga nie jesteście. Odpowiadając, Żydzi rzekli do niego: Czyż nie mówimy słusznie, że jesteś Samarytaninem i masz demona? Jezus odpowiedział: Ja nie mam demona, ale czczę Ojca mego, a wy mnie znieważacie. Ja zaś nie szukam własnej chwały. Jest taki, kto jej szuka i sądzi. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli kto zachowa słowo moje, śmierci nie ujrzy na wieki. Rzekli mu Żydzi: Teraz wiemy, że masz demona. Abraham umarł i prorocy, a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa słowo moje, śmierci nie zazna na wieki.  Czyś Ty większy od ojca naszego, Abrahama, który umarł? Także prorocy umarli. Za kogo się uważasz? Odrzekł Jezus: Jeżeli Ja siebie chwalę, chwała moja niczym jest. Mnie uwielbia Ojciec mój, o którym mówicie, że jest Bogiem waszym. I nie poznaliście go, ale Ja go znam; i gdybym powiedział, że go nie znam, byłbym podobnym do was kłamcą. Ale Ja go znam i słowo jego zachowuję.”

         A więc kto zachowa Moje Słowo, to w sumie zachowuje Słowo Ojca, bo Jezus zachowuje Słowo Ojca.

         Jan 8,56-59:

         Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać dzień mój, i oglądał, i radował się. Wtedy Żydzi rzekli do niego: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, pierwej niż Abraham był, Jam jest. Wtedy porwali kamienie, aby rzucić na niego, lecz Jezus ukrył się i wyszedł ze świątyni.” 

         Tak reagują uczeni, nie przez Ducha Świętego, ale przez cielesność, na prawdę Słowa Bożego. Stają się agresywni.

         Ewangelia Jana 10,31-39:

         Żydzi znowu naznosili kamieni, aby go ukamienować.  Odrzekł im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych uczynków z mocy Ojca mego; za który z tych uczynków kamienujecie mnie? Odpowiedzieli mu Żydzi, mówiąc: Nie kamienujemy cię za dobry uczynek, ale za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem. Odpowiedział im Jezus: Czyż w zakonie waszym nie jest napisane: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeśli nazwał bogami tych, których doszło słowo Boże (a Pismo nie może być naruszone), do mnie, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, wy mówicie: Bluźnisz, dlatego, że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeśli nie wykonuję dzieła Ojca mojego, nie wierzcie mi; jeśli zaś wykonuję, to choćbyście mi nie wierzyli, wierzcie uczynkom, abyście poznali i wiedzieli, że we mnie jest Ojciec, a Ja w Ojcu. Tedy znowu starali się go pojmać; lecz On uszedł ich ręki.”

         Kogo doszło Słowo Boże. Jakież wyniesienie. Wtedy mówisz prawdziwe Boże Słowo innym i Bóg mówi to Słowo przez ciebie. Inaczej, stajesz się czystym przekazicielem tego co mówi Bóg. Inni mogą słyszeć Słowo Boga w twoich ustach, wymawiane zgodnie z prawdą, gdy prawdziwie to Słowo doszło ciebie.

         Dzieje Apostolskie 7,54-57:

         A słuchając tego, wpadli we wściekłość i zgrzytali na niego zębami. On zaś, będąc pełen Ducha Świętego, utkwiwszy wzrok w niebo, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej i rzekł: Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej. Oni zaś podnieśli wielki krzyk, zatkali uszy swoje i razem rzucili się na niego.”

         Tak reagują ludzie. Nie zgadza im się z tym, co oni sobie wymyślili. Oni uznali, że On nie jest Synem Bożym, że jest fałszywy, nieprawdziwy, ponieważ nie zgadza się z tym, co oni wymyślili w swoich nauczaniach.

         Ewangelia Marka 7,6-8:

         On zaś rzekł im: Dobrze Izajasz prorokował o was, obłudnikach, jak napisano: Lud ten czci mnie wargami, ale serce ich daleko jest ode mnie. Daremnie mi jednak cześć oddają, głosząc nauki, które są nakazami ludzkimi. Przykazania Boże zaniedbujecie, a ludzkiej nauki się trzymacie.”

         Widzicie jak ludzie potrafią walczyć z kimś, bo coś myślą, że wiedzą, podczas gdy nie wiedzą tego od Boga, tylko od ludzi to wiedzą, bo ludzie coś wymyślili i ustalili, i ci tego trzymają się, idą za tymi ludźmi, chociaż Pan Jezus mówi przeciwko temu. Czytają ewangelię i tak tego nie zobaczą. Mają ustalone w głowie już i choćby nie wiadomo jak im napisać, jak wielkimi literami by ta Biblia była napisana, oni i tak miną te wielkie litery i pójdą za swoimi pokrętnymi naukami, ponieważ to im bardziej pasuje. W duchu buntu lepiej pasuje nauka ludzka, bo Boża czyni człowieka pokornym, uniżonym, uległym.

         Trochę długi wstęp, ale abyśmy mogli to zobaczyć i iść dalej.

         Ewangelia Łukasza 4,23-30:

         I rzekł do nich: Zapewne powiecie mi owo przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie. Dokonaj także tutaj, w ojczyźnie swojej, tych wielkich rzeczy, które, jak słyszeliśmy, wydarzyły się w Kafarnaum. I rzekł: Zaprawdę, powiadam wam, iż żaden prorok nie jest uznawany w ojczyźnie swojej. Prawdziwie zaś mówię wam: Wiele było wdów w Izraelu w czasach Eliasza, kiedy niebo było zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak iż był wielki głód na całej ziemi, a do żadnej z nich nie został posłany Eliasz, tylko do wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I było wielu trędowatych w Izraelu za Elizeusza, proroka, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Naaman Syryjczyk. I wszyscy w synagodze, słysząc to, zawrzeli gniewem. I powstawszy wypchnęli go z miasta, i wywiedli go aż na szczyt góry, na której miasto ich było zbudowane, aby go w dół strącić. Lecz On przeszedł przez środek ich i oddalił się.”

         Wiemy jak oni straszyli, powiedzieli, że jeśli ktoś uzna Jezusa jako Chrystusa, będzie wykluczony z synagogi. Później ludzie bali się nawet, żeby nie było podejrzenia na nich, że oni mogą to przyjąć. Pamiętamy rodziców tego ślepego, który przejrzał, który od urodzenia był ślepy. Mogli mieć syna, który już widzi, a jednak bali się. Tak wielka presja była. Diabłu właśnie o to chodzi, żebyśmy bali się myśleć. Bo jeśli zaczynasz myśleć, od razu agresorzy ruszają do akcji, żebyś nie myślał, nie myślała. Bezmyślni są najlepsi. Wierz bezmyślnie, nie zastanawiając się w ogóle. Ale ty badaj Pisma, badaj Pisma, a nie jakieś dogmaty. A więc widzimy, że to nie taki jeden przypadek; tak zdarzyło im się, potknęli się przy czymś.

         Ewangelia Łukasza 11,52-54:

         Biada wam, zakonoznawcy, że pochwyciliście klucz poznania; sami nie weszliście, a tym, którzy chcieliby wejść, zabroniliście. A gdy stamtąd odchodził, zaczęli uczeni w Piśmie i faryzeusze gwałtownie nań napierać i wypytywać go o wiele rzeczy,  czyhając nań, by go przychwycić na jakimś jego słowie.”

         Tak nie robią ci, którym zależy na poznaniu prawdy. Prawda, Syn Boży, mówi do ludzi religijnych i zobaczcie co oni robią wobec Niego. Jezus powiedział: „Jak Ja cierpiałem i wy cierpieć będziecie”. I każde pokolenie ma to samo. Ci, którzy szukają prawdy, zaczynają mówić prawdę, mają od razu doświadczenia i kłopoty. Cała ta machina wykonana przez diabła, przeciwnika prawdy, zaczyna od razu poruszać się. Dzisiaj jeszcze nie mogą palić stosów, ale paliłyby się tak samo jak wtedy i tak samo odcinane by były głowy, jak wtedy.

         Dzieje Apostolskie 4, 18-31:

         I przywoławszy ich, nakazali im, aby w ogóle nie mówili ani nie nauczali w imieniu Jezusa.” 4,18.

         To jest ten system; nie mów, my już mamy swoją prawdę, nie mów tego co Nauczyciel Jezus Chrystus mówi. A pamiętacie, że nawet przepłacili żołnierzy, żeby kłamali. Byli zdecydowani; nie przyjmiemy tego, co do nas mówi i koniec.

         4,19-22:

         Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli im i rzekli: Czy słuszna to rzecz w obliczu Boga raczej was słuchać aniżeli Boga, sami osądźcie; my bowiem nie możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy. A oni zagrozili im ponownie i zwolnili ich, nie znajdując nic, za co by ich ukarać, a to ze względu na lud; wszyscy bowiem wysławiali Boga za to, co się stało; bo człowiek, na którym dokonał się ten cud uzdrowienia, miał ponad czterdzieści lat.”

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 4

Nasz Król, nasz Władca w Ewangelii Jana w 14 rozdziale ogłasza wszystkim swoim poddanym, idącym w pielgrzymce ku wiecznemu, wspaniałemu miejscu przebywania naszego Boga:

         Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.” Ew. Jana 14,1-3.

         Zobaczcie, jakie potężne ujawnienie tego co On uczyni. Mówi: Nie trwóż się, nie lękaj się, nie daj się skrępować, nie daj się złapać w pułapkę, nie bądź człowiekiem zapobiegliwym po staremu, bądź wolnym człowiekiem, który będzie chodzić według Mojego zamysłu i woli. Każdy dzień został wykupiony, każdy dzień opłacony. Nie drżyj przed tymi całymi diabelskimi zastępami, przed tymi wszystkimi sługami, służebnicami diabła, którzy służą mu, nie wiedząc, że służą złej sprawie, tym wszystkim producentom wystaw, reklam, produktów, napisów, różnych rzeczy, którzy często nawet nie są świadomi, że służą kusicielowi, żeby kusić innych do zadłużania się, aby to kupić. A często są świadomi, bo i te napisy mówią o uświadomieniu sobie, które mówią o diabelskim wpływie na to co tam jest, oznaczają to diabelskimi znakami. Reklamy diabła i lud Boży idący wprost, mający w sercu Chrystusa, wolny od tego by dać się na to nabrać. Przed nami jest wieczność, za nami przemijanie.

Nasze dzieci dziedziczą wraz z nami, dopóki my dziedziczymy z Chrystusem i opiekujemy się nimi w taki sposób, żeby one słyszały o prawdziwym Chrystusie. Widzimy, że cały Izrael wyszedł razem z dziećmi, wszyscy opuścili Egipt. Słowo Boże mówi, że rodzice, którzy należą do Boga uświęcają dzieci swoje. Ta matka nie mówi złych słów, nie złości się nad dzieckiem swoim, nie złorzeczy, miłuje jak miłuje dziecko Boże, śpiewa pieśni, raduje się. Musi wygrać z diabłem, który chciałby, żeby było inaczej. Dlatego musimy toczyć wszędzie dobry bój; czy mąż, który idzie do pracy, czy żona, która zostaje w domu, wszyscy musimy toczyć bój. Nikt z nas idący w kierunku wieczności nie może sobie przestać walczyć. O każdą sekundę, o każdą sprawę musi być wygrana bitwa. Wróg może przychodzić i próbować, a ty musisz wygrać, ponieważ idziesz w kierunku wieczności, masz określony cel, nie jesteś tylko tak sobie chrześcijaninem, chrześcijanką. Wiesz, że Amalek czyha na tych, którzy by się cofnęli, którzy by zrezygnowali, by iść w Duchu Chrystusowym dalej. A ty idź i kiedyś ten wielki, wspaniały tłum, o którym mówi Księga Objawienia, stojąc przed Bożym obliczem, będzie śpiewać pieśń Mojżesza i Baranka. Bądź gotowy na śpiewanie, bracie, siostro, ćwicz swoje serce w Panu, aby ono było gotowe zachowywać Jego Słowa. I te pieśni, które możemy śpiewać, niech coraz bardziej okazują, że jesteśmy coraz bliżej tego wspaniałego spotkania.

         My też idziemy drogą, którą nie do końca znamy, uczymy się jej, poznajemy ją i Duch Święty poucza nas w tym jak mamy iść. Wiecie, kiedy wróg doprowadza ludzi wierzących do stanu, że oni nie mają siły wygrać wojny o miłość, nie mają siły wygrać wojny o łagodność, nie mają siły wygrać wojny o zdrowe, czyste słowa wobec siebie, którzy przegrywają, bo poddają się wrogowi, poddają swoje usta, poddają swoje serca, poddają swoje umysły, przegrywają już, bo nie mają już w sobie tych zwycięskich nastawień; „jestem synem, córką Boga, w darze mam dane zwycięstwo w Jego Synu Jezusie Chrystusie, nie będę przegrany, nie będę przegraną”. Idziesz do przodu, przed tobą jest Pan, idziesz jako zwycięzca. Nie możesz myśleć jak przegrany, bo jeśli człowiek zaczyna myśleć jak przegrany, to czujesz jak krępują cię więzy i chciałbyś nawet, ale, albo masz zamknięte usta i nic dobrego nie powiesz, albo, jeśli już powiesz, to będzie to z czymś złym zmieszane. Uczmy się żyć na wolności. Myślę, że gdybyśmy byli tam na pustyni i Mojżesz by stawał i by mówił do ludu: „Przecież Bóg jest z nami, przecież mamy Jego, pójdziemy, przejdziemy, dojdziemy”. On by im mówił, a oni by patrzyli na niego, na pustynię. Tak samo dzisiaj ogłaszane jest zwycięstwo Chrystusa i na co patrzy człowiek? Na swoje możliwości, i mówi: „Przecież ja wiem, że mi się nie uda.” Co można wziąć z tego ciała? Jezus mówi, że ciało nic nie pomaga, pustynia to tylko doświadczenie. Pustynia nie pomoże ci, ale na pustyni jest doświadczenie, w którym Pan kształtuje, abyś mógł, mogła iść dalej.

Pamiętaj, wbijaj w głowę sobie codziennie, czytając Biblię, wbijaj poprzez to Słowo: mam iść do przodu, mam rozkazy Króla – miłuj Boga z całego serca, z całej myśli, duszy i siły, a bliźniego swego jak siebie samego. Mam rozkazy, mam po co wstać. Ten dzień jest znowu dany mi od Boga, aby żyć każdym Słowem, które z ust Jego pochodzi. Żyj zawsze z przekonaniem, że jesteś pielgrzymem, że jesteś w wędrówce, że to ma sens. Patrz na Żydów jak szli i uważaj, żeby nie robić tego samego. Nie twórz koalicji, nie twórz jakichś obcych zespołów, nie twórz kogoś, kto walczyłby z innymi o coś. Mamy iść razem, miłując się nawzajem, i szanując się nawzajem w Chrystusie Jezusie. Nie mamy żadnej własnej sprawy w tym,  nasze sprawy padły na krzyżu. Jeśli nie padły, to mamy problem, bo nasze sprawy będą walczyć, zmagać się z innymi, udowadniać swoje racje. Ale kiedy człowiek już przegrał, umarł, to ma koniec. Powstają tylko jedne racje, racje podążania ku wieczności. Nie mają znaczenia kilometry, nie ma znaczenia przestrzeń. W naszym sercu zamieszkał Ten, który nas złączył ze sobą, abyśmy się nawzajem miłowali. I to będzie widać nieustannie poprzez święte, zdrowe, czyste relacje między nami, i Bóg będzie przydawał następnych ludzi, którzy będą się uczyć świętości w świętym ludzie, oddzielonym dla Jego chwały.

         List do Efezjan 6, 10 -12 :

         W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich.” 

         Ile tych myśli przychodzi ci do głowy? Przecież to jest wojna, wróg będzie próbował jak nastawiać przeciwko, żeby człowiek chciał iść sam, sama, samowolnie. Kiedy Mojżesz zakończył wędrówkę, to kto się pojawił? Pojawił się Jozue, a potem sędziowie, w końcu przyszedł Chrystus, nasz Król Jezus Chrystus, aby nas poddanych Jemu obdarzyć skarbami. Wróg walczy. Ci wszyscy Amalekici dzisiaj zgromadzili swoje siły, żeby powalić Kościół, tak samo jak chcieli wtedy wybić wszystkich Żydów. Haman, wyglądało, że wygrał, gdy otrzymał możliwości od króla, żeby jednego dnia zaatakować wszędzie wszystkich Żydów, żeby ich wybić. I tak samo dzisiaj ekumenia – łączenie się; oj, nie zwracajmy uwagi na różnice, poszukajmy to co mamy wspólne. I przejmują mnóstwo ludzi, którzy tracą orientację pielgrzymów, i którzy zanurzają się w świat. Diabeł chce zniszczyć Kościół na ziemi, ale Kościół jest niezniszczalny, bo Chrystus jest życiem Kościoła. Dopóki żyje w nas Chrystus, nic nie jest w stanie pokonać nas. Trwajmy więc nieustannie w Chrystusie. I tak jak mówiliśmy, jeśli tobie czy mnie coś nie uda się, mamy oczyszczanie, możemy oczyścić się i iść dalej. Ale nigdy, nigdy nie pozwolić sobie na szukanie swego w Kościele, nigdy, nigdy, bo szukanie swego to już jest Amalek, to już jakieś myśli Amaleka, bo on szuka swego. Nie szuka chwały Chrystusa, szuka własnej chwały.

         A więc toczymy bój. Czy te nadziemskie władze to jest coś co widzimy, czy nie widzimy? Nie widzimy. To są te niewidzialne dla nas duchy, ale doznajemy jak próbują atakować nas, jak próbują podrzucać nam złe myśli, złe pragnienia; a może uda się, a może powiedzie się, albo złe nastawienia, może się uda, może się powiedzie. Dlatego my przez długie używanie nabywamy w tej wędrówce władz poznawczych, aby przyjąć dobro, a odrzucić zło. Chwała Bogu za to, że Bóg chce nas mieć jako pielgrzymów i wychodźców. I można powiedzieć, że po całej ziemi dzisiaj ludzie, którzy opuścili ten świat ciemności w Jezusie Chrystusie, szukają Słowa prawdy, nie cudów i znaków, ale szukają Bożej prawdy, bo wiedzą, że prawda wyswobadza lud z niewoli grzechów. Nie cuda i znaki. Widzicie, oni przeszli przez cuda i znaki. Izrael przeszedł przez morze otwarte, przez wiele cudów, a jednak nie byli wyzwoleni. Prawdziwa wolność jest w prawdzie; poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi; prawdę w Chrystusie o nas, o naszym podążaniu, o kierunku w jakim idziemy. Czy będzie to w jakimś domku kempingowym, czy w jakimś mieszkaniu, czy w szałasie, gdziekolwiek, aby z Panem, aby Jezus był z nami, aby Pan był uwielbiony. Paweł mówi: „Umiem żyć kiedy mam i umiem żyć kiedy nie mam, zawsze żyję dzięki Jezusowi Chrystusowi, nie jestem skrępowany, żeby narzekać kiedy nie mam i pysznić się kiedy mam. Jestem wolny, aby dobrze pożytkować to, aby nigdy to nie było tym, co skrępuje mnie i zabierze mi swobody poruszania się”.

 

A więc, aby walczyć z tymi przeciwnościami, które stają naprzeciw nas. Czytamy:

        

Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą,”  Ef.6,13.14a

         Od prawdy to wszystko zaczyna się; prawdą, Bożą prawdą, prawdą, którą mamy nawzajem mówić sobie, prawdą, którą mamy nieustannie żyć, prawdą, która wyzwoliła nas. Już nie mam niczego ze starego życia, co by mi podobało się i chciałbym przemycić do tego nowego życia. Dziękuję Bogu, że Pan tak mnie wywołał, że bardzo szybko zobaczyłem, że piękno Chrystusa jest tak cenne, że zapomniałem co zostawiam. Koniec; znalazło to w chrzcie, w wodach chrztu, aby iść dalej za Tym, który potrafi prowadzić, aby iść dalej za Tym, który chce nas prowadzić, aby iść za Tym, który dodaje sił, a nie odbiera siły, który posila nas, abyśmy dalej i dalej biegli ku wieczności. Mamy okazję wygrać każdą bitwę, mamy możliwość czynić sobie wspaniałe dobro, mamy możliwość przebaczać i czynić to co jest potrzebne, jeśli tylko ktoś naprawdę tego potrzebuje. Bóg dał nam te możliwości. Człowiek sam w sobie nie ma ich, człowiek sam w sobie jest zły.

         przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże.” Ef.6,14b-17.

         Chwała Bogu. Dziękuję Bogu, że po tych trzydziestu trzech latach mojej wędrówki nadal mam ochotę iść dalej. Sił mi nie ubyło, myślę, że raczej przybyło, żeby iść dalej. Wiem, że ran mam pełno, które w tej drodze zostały mi zadane, ale lekarstwo jest silniejsze, aby iść i oglądać następnych, którzy idą w duchu zwycięstwa, którzy mają ochotę wygrywać, których nie interesują porażki, których interesuje to, aby stać na polu bitewnym i wygrywać. Potrzebujemy, żeby Bóg mógł objawić nam wszystko co zechce, a my przyjmiemy to spokojniutko, jakby obiecywał nam najwspanialsze spanie za chwilę, kiedy jesteśmy zmęczeni; a może to być ścięcie, a może rozerwanie, nie wiem co, ponieważ jesteśmy wolni. To jest coś od Boga, nie mówię, że musisz być rozerwany, nie straszę cię rozerwaniem, czy czymkolwiek innym. Ale chodzi o to, żebyśmy nie bali się, żeby nie było w naszym sercu strachu. Diabeł próbuje straszyć różnymi rzeczami. Coraz częściej mogą pokazywać jakie tortury zadawano wierzącym ludziom w średniowieczu, jakie mają pomysły na torturowanie ludzi. A co nas obchodzi co oni wymyślają, to co ich czeka, to dopiero są wydarzenia. Nasz Bóg jest prawdziwy, pomsta do Niego należy. Aniołowie w niebie ogłaszają: „Oni przelewali krew świętych, Ty im dałeś pić krew do picia, zaprawdę, sprawiedliwe są sądy Twoje, Boże”. Pomsta będzie straszna. Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga rozgniewanego. To nie będzie zabawka, pstryk i nie ma, to będzie poważne wymierzenie sądu. Każda śmierć Jego dziecka ma dla Niego olbrzymie znaczenie. Bóg mówi: „Pomstę zostaw Mnie, Ja odpłacę, a ty idź dalej i czyń dobro wszystkim, o ile od ciebie to zależy, którzy zechcą to przyjąć. Jeśli nie, idź dalej.” Nie musisz na siłę nikomu czynić dobra. Mamy Tego, który wróci, a Imię Jego jest Słowo Boże.

         Nie myśl jak niewolnik, zawsze myśl jak wolny człowiek. Wolno czynić nam dobro. Uczmy się wolności, bo diabeł skrępował wielu ludzi. Dzisiaj ewangelia zbawienia jest tak ciężko dobijająca się do ludzi. Ludzie przyjmują jak niewolnik tyle, ile ja myślę, że mogę, a nie przyjmują jej całej, jak wolny człowiek, który wie, że Bóg podjął się dzieła zbawienia. Niech piękno Chrystusa jaśnieje w tobie i we mnie, niech coraz więcej i więcej będzie widać chwały Tego, który się podjął, aby nas zbawić, aby święty Ojciec codziennie mógł, kiedy tylko zgromadzamy się, przychodzić do nas i cieszyć się tu nami, żeby nasz wspaniały Król mógł być zawsze na każdym naszym zgromadzeniu. Chwała Bogu za to! Przełammy wszystkie barykady wroga, które stoją na drodze, bądźmy tymi, którzy zwyciężają w Jezusie Chrystusie, ogłaszajmy w Duchu Świętym nasze miejsce w niebie, ponieważ to jest nasze miejsce. Nie musisz mówić tego diabłu, sobie ogłaszaj, bo ty sobie musisz nieraz powiedzieć kim ty jesteś, patrząc w lustro Bożego Słowa, wiedząc, że jesteś dzieckiem Bożym. Nie jesteś jakimś skrępowanym niewolnikiem.

Żyjemy pośród tego świata, ale nie jak świat. Mamy inne plany, inne zamysły, inny kierunek, inne bitwy niż ten świat. My nie toczymy wojny o więcej, o więcej, o zadowolenie z tego co kupimy. Toczymy wojnę o to, by iść dalej za Panem, by czynić to co Jemu się podoba, aby uczyć się tego co miłe jest Chrystusowi, aby mieć w sercu i w umyśle działającego Ducha Świętego, który będzie umacniał nas w tym, aby czynić sobie nawzajem dobro. I kiedy tylko widzimy, że Duch Święty pośród nas działa, widzimy piękne rzeczy w Kościele. Ale pamiętaj, im więcej doświadczasz działania Ducha Świętego, tym więcej diabeł będzie cię nienawidzić, postawi ciebie za celownik i będzie strzelał tylko w ciebie, żeby cię zniszczyć, żebyś nie był świętym wzorem dla innych, żebyś był takim łachmaniarzem chrześcijańskim, żebyś stale chodził w jakichś dziwnych ponurościach, żebyś nie był zadowolonym chrześcijaninem, czy chrześcijanka. Będzie strzelał w ciebie wszystkimi strzałami, jakie tylko posiada, żebyś   spuścił swoją głowę, i żebyś wyglądał, że to jest porażka. Ale kiedy tylko chodzimy w Duchu Świętym, nasze serca będą pełne odwagi i śmiałości, będziemy mieli podniesione głowy, będziemy patrzeć wprost, i będziemy wszystkim ogłaszać zwycięstwo, i ludzie będą oglądać nas w zwycięstwie tydzień, miesiąc, rok, następny i następny i powiedzą, że to nie jest zabawa w Kościół, to jest zwycięski marsz Kościoła. Bądź częścią tego marszu w Jezusie Chrystusie i niech Bóg obdarza każdego z nas siłą, mocą, odwagą, miłością Ducha Swego Świętego. Amen.

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 2

 

         W Dziejach Apostolskich, w trzecim rozdziale czytamy takie słowa:

         Wszak Mojżesz powiedział: Proroka, jak ja, spośród braci waszych wzbudzi wam Pan, Bóg; jego słuchać będziecie we wszystkim, cokolwiek do was mówić będzie. I stanie się, że każdy, kto by nie słuchał owego proroka, z ludu wytępiony będzie.” Dz.Ap.3,22.23.

         Zobaczcie jakie ostrzeżenie; tak samo jak oni mieli słuchać się Mojżesza. – Bóg mówił do nich przez Mojżesza, a oni mieli słuchać się i być posłuszni. Widzieli świadectwo, widzieli obłok, widzieli jak przeszli przez Morze Czerwone, a tam jest napisane, że w Mojżesza zostali ochrzczeni. Widzieli tą chwałę towarzyszącą, widzieli, że to nie człowiek, Mojżesz, sam prowadzi, tylko Bóg przez Mojżesza prowadzi ich. Widzieli cuda i znaki, które Mojżesz nie miał możliwości wykonać. To musiał być Bóg. Mojżesz nie mógł sprowadzić manny, nie mógł sprowadzić tych przepiórek, nie mógł otworzyć skały. – Tak samo my nie moglibyśmy skosztować nowego życia bez Jezusa, nie moglibyśmy doznać tego podniesienia i zachwycenia nowymi warunkami, w których znaleźliśmy się, kiedy znaleźliśmy się w Chrystusie Jezusie, tą przestrzenią w Nim, która nie ma zakończenia – bez początku i końca, chwałą, która ogarnia wszystko.

         Dlatego warto poznawać Pana, warto uczyć się Tego, który może zmieniać nas w taki sposób, abyśmy, kiedy dotrzemy do Ojca, mogli być przygotowani na to najwznioślejsze spotkanie.

         „I wszyscy prorocy, począwszy od Samuela, którzy kolejno mówili, zapowiadali te dni. Wy jesteście synami proroków i przymierza, które zawarł Bóg z ojcami waszymi, gdy mówił do Abrahama: A w potomstwie twoim błogosławione będą wszystkie narody ziemi. Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Syna swego, posłał go, aby wam błogosławił (was wysławiał),  odwracając każdego z was od złości waszych.” Dz. Ap.3,24-26.

         A więc mamy Tego, który prowadzi nas, mamy Tego, którego mamy słuchać się. Ludu Pana, nikt z nas nie może chodzić samowolnie. Tak samo jak wyruszyliśmy na Jego rozkaz, tak samo na każde Jego rozkazy mamy podążać dalej, będąc posłusznymi Jemu. To nie jest wędrówka ludu, który nie ma kogoś, kto prowadzi go, gdzie każdy chodzi sobie jak chce, który ma własne pomysły na każdy dzień. Gdy opuściliśmy ten świat grzechu, potrzebujemy kogoś, kto by nas prowadził dalej wzwyż. Ten, który wezwał nas, dał swego Ducha, abyśmy dalej podążali. Nikt z nas nie może chodzić już według własnych przemyśleń. Jeśli tylko pozwolimy sobie na własne sposoby, zaczynamy doznawać, że słabnie nasza świętość, słabnie nasze pragnienie nieba. Wróg atakując, zaczyna osłabiać instynkt, aby iść dalej za Panem Jezusem Chrystusem. Potrzebujemy Jego rozkazów. Słowo Boże mówi, że Jego rozkazy są nam miłe i przyjemne, ponieważ one prowadzą nas dalej wzwyż. Nie są uciążliwe, bo one ratują nas przed bałaganem tego całego świata.

         Potrzebujemy trzeźwości. Bracie i siostro, każdy dzień, w którym ty myślisz sobie, że nie ma rozkazów dla ciebie na dzisiaj jest oszukanym dniem. Jest niemożliwe, żeby Jezus nie miał dla ciebie rozkazów na dzisiaj – rozkazów do służby, rozkazów do czynienia tego co Jemu się podoba, rozkazów do chwały, rozkazów do kapłaństwa, rozkazów do i do, i do każdego jednego działania. Codziennie spływają na nas rozkazy. One są przejawem Jego miłości do nas. Nieustannie codziennym, niezmiennym rozkazem dla całego Kościoła jest rozkaz, abyście się nawzajem miłowali, jak Ja was umiłowałem. Ten rozkaz jest nieodwołalny; ani jednej sekundy Jezus nie odwołał tego rozkazu i nie odwoła. Powiedział: „Po miłości waszej poznają, że Ja tu byłem i po miłości waszej poznają, że jesteście moimi uczniami” A więc chociaż jedna sekunda spędzona bez miłości, to już jest to życie wbrew rozkazom tego prawdziwego Wodza .

         Jak więc Amalek nas ściga i ścigają nas nauki Amaleka. „A, nie potrzeba aż tak, można pożyć sobie trochę swobodniej, można zrobić sobie wczasy od miłości, w lekkomyślności na przykład, w fantazjach religijnych, przecież to nic się nie stanie”. Pamiętajmy, to jest podstawowe, najbardziej nam potrzebne prawo w tej wędrówce, bo jesteśmy w nieustannym boju. A więc miłość Chrystusowa w nas pomoże nam zrobić następny krok i następny krok. I każdy kto dołącza do Kościoła zdaje sobie sprawę, że Kościół idzie w miłości. To jest takie prawo Kościoła, które jest niezmienne. A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Chrystusowa, miłość Boża rozlana jest w sercach naszych. Jeśli tylko zapomnimy o tym przykazaniu i tak jakoś sobie leci to życie chrześcijańskie, to pamiętaj, że Amalek tylko czeka na to. Bądź zdeterminowanym, wygraj, bądź zawsze otwartym, otwartą na Bożą miłość. Taki był Chrystus nasz Pan, nasz Wódz.

         Każdy krok, tak jak przyjęliśmy Chrystusa, tak w Nim chodźmy, każdy krok. Pamiętaj, wróg próbuje działać na nasze umysły, żeby spowodować, że człowiek nie wie co robić w tym chrześcijaństwie. Tak jakby ktoś ci odebrał rozkazy co masz zrobić i przychodzisz, i nie wiesz co masz robić w chrześcijaństwie. To jest bardzo niedobra rzecz. Jak człowiek nawraca się, już od samego początku wie co ma robić, już te rozkazy spływają na człowieka. One sprawiają przyjemność, człowiek doznaje, że te rozkazy zbawiają go. Od samego początku, kiedy jest tylko wezwanie, pierwsze powołanie, doznajesz, że coś dobrego zjawiło się w tobie. Nie coś złego, bo złe było cały czas, ale kiedy Chrystus dotarł do mnie, czy do ciebie po raz pierwszy, zjawiło się coś innego, coś dobrego. I od tego momentu wszystko co zaczęliśmy kosztować z Chrystusa, było dobre.

         Mówiliśmy, że z Amalekiem nie sprzeczamy się, Amaleka pokonujemy. Jest Słowo Boże, które jest wyrocznią, jest to miecz obosieczny. Ono mówi jak ma być. Amalek próbuje zmieniać Słowo, troszeczkę wygładzić je i podać w inny sposób, żeby człowiek zaakceptował, że tak nie musi być jak chce Bóg, że nie trzeba się tak koniecznie słuchać Jezusa Chrystusa, że można zapomnieć o Jego rozkazach i też być chrześcijaninem, chrześcijanką. Można żyć bez rozkazów Chrystusa i samemu sobie dawać rozkazy; ja sobie myślę dzisiaj troszeczkę poczytać, a potem mam wolne od Kościoła, nie muszę budować się, nie muszę myśleć, nie muszę modlić się, nie muszę wstawiać się, nie muszę zastanawiać się nad tym. Gdyby nasze cząstki w ciele przestały tak zastanawiać się, że są jedno i każda zaczęłaby robić coś po swojemu, to co mielibyśmy w naszym ciele? Śmierć. Tak właśnie umierają zbory.  Dlatego Jezus mógł powiedzieć: „Macie imię, że żyjecie, a jesteście martwi, bo straciliście życie; życie to Chrystus. Pamiętajmy, mamy zawsze jeden podstawowy, niezmienny rozkaz: „Miłujcie się nawzajem, jak Ja was umiłowałem.” Wypełniajmy go uczciwie każdego dnia, czyńmy sobie to co On by uczynił nam. Nie myślmy, że raptem musisz usłyszeć ponownie i ponownie, każdego dnia musisz słyszeć: „Miłuj”. To jest niezmienny rozkaz na całą pielgrzymkę. Tak jak On umiłował nas, tak i my mamy się nawzajem miłować. Mamy nieść sobie pomoc, wspierać się nawzajem, uczciwie budować na Boży dom. W czasie tej drogi oczyszczamy się i pozbywamy się wszystkiego co przeszkadzałoby temu. Oczywiście wróg będzie chciał przeszkadzać, będzie próbował wrzucać różne rzeczy, żebyśmy zapomnieli o miłości, a więcej myśleli o tym, co kto komu złego zrobił.

         Oni w czasie tej wędrówki mieli nauczyć się być razem z Bogiem, iść za obłokiem, który podnosił się. Tak samo my za Duchem Świętym. Chwała Bogu! Umiłowani, w Chrystusie jest o wiele więcej, niż wielu ludzi sobie myśli, o wiele więcej. Kto pozna miłość Chrystusową, ten poznał już wszystko, więcej nic nie można poznać. To jest cała pełnia. Jakie to piękne, że możemy żyć, ucząc się Jezusa Chrystusa w miłości, ucząc się mówić dobro, myśleć o dobru, służyć dobru. Jakież to szczęście dla mnie i dla ciebie. I tu jest Jezus. Ale właśnie przez te różne złe, niedobre wydarzenia, jakże często absorbujące, tak jak pisał Paweł: „Aby prawe umysły wasze nie odwróciły się od posłuszeństwa Chrystusowi”, wróg próbuje atakować różnymi rzeczami. W sumie każdy dzień na tym obozie diabeł próbuje pomieszać nam szyki, a Duch Święty prowadzi nas dalej, abyśmy uporządkowywali szyki. Inaczej, wróg wpada, próbuje rozproszyć nas, a Duch Święty znowu przygarnia nas, żebyśmy byli jedno. Uczymy się wygrywać; zło pokonywać dobrem. Jesteśmy na olbrzymim polu bitewnym, gdyż każdy krok jest wywalczony.

Obóz w Bojanie, 04.08.2017r. (wieczorne) Świadectwo podążających za Bogiem część 1

Jako ludziom został nam dany najwspanialszy przywilej jakikolwiek mógł spotkać nas ludzi, żeby sam Bóg uczył nas o Sobie. On sam podjął się tego wspaniałego dzieła, by nauczyć nas ludzi kim jest, jakie ma wobec nas pragnienia, co dla nas przygotował. Dlatego też mamy najwyższy zaszczyt, że przez Swego Ducha Świętego On chce mówić nam o Sobie, o Swojej miłości do nas, o Swoim pragnieniu, byśmy należeli do Niego teraz i na wieczność. Najczystszy, najwspanialszy głos dotarł z nieba do ziemi, oznajmiając nam, że Ten, który mógłby gniewać się na nas, że pozwalaliśmy sobie na życie bez Niego, posyła Swego umiłowanego Syna, by wywołać nas ze świata gniewu i bezprawia do wędrówki, do pielgrzymki, do przemieszczenia się z przemijania do wieczności, z ciemności do światłości, z grzechu do świętości, z nieprzyjaźni do przyjaźni, z wrogości do modlitwy o siebie nawzajem. Dla nas ludzi jest to niepojęte przemieszczenie, gdyż my sami wiemy, jak jesteśmy niezdolni do tego, by czynić to co jest miłe Bogu w taki sposób, aby Jemu oddać chwałę w stu procentach, by to był On, by to był Ten, który potrafi uczynić to wszystko. Do tego tęsknimy i tego potrzebujemy, chcemy poznawać już to na ziemi i widzimy jak bardzo potrzebujemy Go w tej sprawie, aby być tymi, którzy pomogą sobie nawzajem. Jak bardzo potrzebujemy być uwolnieni z Egiptu, z tej ziemi niewoli, z ziemi, gdzie wróg zmuszał nas do pełnienia swojej woli, gdzie musieliśmy czynić coś, czego byśmy nie chcieli i to czasami komuś, kogo miłujemy. Jakaż to łaska, że przyszła pomoc z nieba.

         Tak samo Mojżesz kiedyś dotarł do tego ludu; byli w niewoli ponad czterysta lat. Będąc w niewoli ponad czterysta lat, stajesz się z natury niewolnikiem, to już jest w głowie, że jesteś niewolnikiem, ty już nie masz innego myślenia, jak to, że jesteś niewolnikiem, i że musisz być niewolnikiem. Mojżesz przyniósł im wiadomość od Boga, że Bóg chce wyprowadzić ich na wolność. W nas ludziach również przez tyle pokoleń istniało myślenie jako człowieka, że musimy grzeszyć, nie umiemy żyć bez grzechu, musimy w ten sposób postępować. Możemy sobie koloryzować nasze grzechy i udawać, że to są jakieś fajne wydarzenia, ale one i tak są grzechami przez które ktoś musiał ucierpieć, ktoś musiał być oszukany. I przyszedł do nas Chrystus, by ogłosić nam wolność, wyswobodzenie, wyprowadzenie z tej niewoli.

Idąc z Izraelem z poranka, mogliśmy dojść do wojny. Wyglądałoby, że kiedy wyjdą już z Egiptu i kiedy będą zmierzali w kierunku ziemi obiecanej, to już same tylko przyjemności spotkają ich po drodze. A tu okazywało się, że różne doświadczenia stanęły na ich drodze, ale oni mogli już pokonać je z Bogiem, wygrać, z Bogiem idąc dalej. Tak, że i w tej bitwie wzniesione ręce Mojżesza do Boga i Bóg, który dawał im zwycięstwo, okazywały, że Bóg chce przeprowadzić ich także na polu bitewnym, aby nie cofnęli się, kiedy wróg wychodzi im naprzeciw i chce, żeby przestraszyli się go, żeby zatrzymali się. Aby raczej mieli śmiałość i odwagę ci, którzy nigdy nie byli uczeni wojny, walczyć i wygrać. I ci, którzy byli stale przyzwyczajeni do porażki, do tego, że człowiek w końcu ulegał gdzieś grzechowi, mogli uczyć się zwycięstwa nad przeciwnikiem.

         Mówiliśmy sobie, że nie ma dla nas cofania się do tyłu. Jest droga już tylko w przód, tylko w kierunku wieczności, gdyż Bóg nie ma upodobania w tych, którzy się cofają. Bo wezwanie do wiecznej radości, do wiecznej miłości razem z Bogiem jest tak cennym wezwaniem, że jeśli człowiek ogląda się do tyłu, to znaczy, że człowiek przestał cieszyć się z powołania Bożego, że powołanie Boże już nie jest zaszczytem, że wezwanie do wieczności z Bogiem nie jest najwyższym przywilejem, że stało się czymś już nie tak ważnym, i że człowiek może powoli skierować sobie swoje zmysły i pragnienia z powrotem do ziemi porzuconej, do tego miejsca, gdzie musieliśmy to zło czynić.

         Musieli przejść przez to Morze Czerwone, aby oglądać jak wojska faraona giną, musieli zobaczyć jak ci, którzy ciemiężyli ich, giną w tej wodzie. Ich własne oczy patrzyły na pogrom ich wrogów. Bóg chce napełniać serce Swojego ludu zwycięstwem, Bóg chce, abyśmy oglądali Jego chwałę. Kiedy wyruszyliśmy w tą wędrówkę za Panem, zaczęliśmy oglądać chwałę zwycięstwa nad naszym wrogiem, zaczęliśmy oglądać jak giną nasi wrogowie, a my coraz pewniej stąpamy za naszym Panem i jesteśmy coraz pewniejsi, że Ten, który nas prowadzi poradzi sobie i z tym, i z tym, i poradzi z następnym. Nasza wiara zaczęła skupiać się na Nim, a wzywanie Jego imienia stało się dla nas przywilejem. Nie nauka, że kto będzie wzywać imienia Pańskiego, ten będzie zbawiony, była już przez nas znana, bo może nawet jeszcze nie doczytaliśmy się tego, ale wiedzieliśmy, że to Imię ma dla nas zwycięskie znaczenie, bo dzięki Niemu oglądaliśmy chwałę zwycięstwa nad naszymi wrogami. A więc nasze wyjście stało się podobne jak ich wyjście. Dlatego apostoł Paweł w 1Liście do Koryntian, 10 rozdziale pisze takie ostrzeżenie do nas, jako wychodźców, jako tych, którzy wyruszyliśmy w tą wędrówkę. Tylko tu jest ciekawe, że wtedy fizycznie cały ten naród musiał w tym samym momencie przekroczyć granice opuszczenia Egiptu, przechodząc przez Morze Czerwone. A my w Chrystusie przeszliśmy w tym samym czasie, ale fizycznie dołączamy w różnym czasie. Skoro On umarł, to i my umarliśmy, abyśmy mogli korzystać z tego poprzez pokolenia, jako obietnicy danej nam. Tak, że w każdym pokoleniu następni i następni ludzie wyruszali, aby iść do domu Ojca.

         Czytamy tutaj:     

         A chcę, bracia, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli. I wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu, i wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, i wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus. Lecz większości z nich nie upodobał sobie Bóg; ciała ich bowiem zasłały pustynię. A to stało się dla nas wzorem, ostrzegającym nas, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, jak tamci pożądali. Nie bądźcie też bałwochwalcami, jak niektórzy z nich; jak napisano: Usiadł lud, aby jeść i pić, i wstali, aby się bawić. Nie oddawajmy się też wszeteczeństwu, jak niektórzy z nich oddawali się wszeteczeństwu, i padło ich jednego dnia dwadzieścia trzy tysiące, ani nie kuśmy Pana, jak niektórzy z nich kusili i od wężów poginęli, ani nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali, i poginęli z ręki Niszczyciela. A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków. A tak, kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł. Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść.” 1Kor.10, 1-13.

         Ostrzeżenia przeżytego doświadczenia tamtych, którzy wyszli z Egiptu są dla mnie i dla ciebie pouczeniem i wskazaniem, abyśmy uważali, kiedy wychodzimy, aby nie dać się z powrotem gdzieś pociągnąć w coś co nie da nam siły aby iść dalej, co raczej odbiera siły, co krępuje ruchy, aby podążać ku wieczności. To jest prawdziwa wędrówka, prawdziwe życie w zmierzaniu ku wieczności. Każda chwila tych, którzy opuścili ten świat ciemności jest już napełniona zdecydowaniem, aby pójść dalej i dalej, każdego dnia dalej, aby być gotowymi spotkać się z Tym, który nas wezwał. To wezwanie jest w naszym sercu i ono jest święte. To wezwanie ma w sobie wartość większą niż wszystkie majątki tego świata, niż wszystkie, jakiekolwiek pozycje tego świata. To wszystko ma tu koniec, ale to wezwanie ma wieczne przywołanie w nas. Sam Bóg wzywa nas. Jak ważne jest kiedy idąc za tym Bożym powołaniem, doświadczamy w swoim życiu wartości tego powołania i dlatego wiemy jak ważne jest to, kiedy już wyszliśmy, abyśmy patrząc na naszego Pana Jezusa Chrystusa, trzymali się Go nieustannie, gdyż tylko On może obdarzyć nas siłą.

         Widzicie, ten cały lud musiał iść za Mojżeszem. Mojżesz był ustanowionym przywódcą przez Boga i oni musieli iść za Mojżeszem. Co prawda oni szemrali i narzekali: „Mojżeszu, gdzie ty nas wyprowadziłeś, teraz wszyscy poginiemy”, ale widzimy, że nikt z nich nie zginął z powodu złego prowadzenia. Jeżeli ginęli, to tylko dlatego, że nie umieli uszanować Boga, i nie chcieli być Mu posłuszni. Nikt nie umarł z powodu braku pokarmu, ani z powodu braku wody, wszystko co potrzebne, aby mogli żyć, otrzymali.

         Tam była droga przez pustynię, tu idziemy przez Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez święte, czyste Ciało Chrystusa. Uczymy się tego Ciała, uczymy się żyć zgodnie z tą drogą. Powiem wam, że to jest najwspanialsza nauka, ale jak trzeba mieć ochotne serce, aby chcieć poznawać Pana, aby chcieć przyjmować to, co na tej drodze spotkamy, bo nie ma na tej drodze zmarnowanych dni. Te dni są wypełnione kosztownością Chrystusa. Gdy żyjemy na tej drodze, wzrastamy, rozwijamy się. Tak samo jak Izraelici mieli nabywać odwagi, śmiałości, idąc przez pustynię, tak my idąc przez wiarę w Chrystusie, nabywamy coraz większej pewności, że Ten, który jest naszą drogą jest dokładnie tą drogą, którą mamy iść. Uczymy się, poznajemy, czerpiemy z Niego, żyjemy dzięki Niemu. Pamiętaj, to nieustannie musi być rzeczywistością w tobie i we mnie, nigdy nie zapomnij kim jesteś. Gdyby kiedykolwiek ktokolwiek nawet ciebie spytał, to odpowiesz: „Opuściłem świat przez śmierć Chrystusa, abym dzisiaj szedł w Ciele Chrystusa Jezusa do wieczności z moim Bogiem. Każdy dzień jest dniem spędzonym z Nim. Uczę się i zwyciężam.” Uczymy się jeszcze więcej tego Chrystusa i bycia więcej ze sobą na Jego świętych warunkach. I każdy następny, który dołącza do Kościoła uczy się tego samego Chrystusa, aby iść w kierunku Ojca na tych samych świętych warunkach.